Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 23 lutego 2024 05:47:12

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 74 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 20 listopada 2015 23:30:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 02 sierpnia 2011 12:48:04
Posty: 1936
Skąd: Warszawa
Powsinoga pisze:
czy włóczykij jest synonimem powsinogi :wink:


Jak najbardziej :).
A także: bezdomny, bradiaga, chachar, Cygan, dziad, fircyk, fryga, globtroter, hulajdusza, hulaka, kloszard, latający Holender, latawiec, laufer, lekkoduch, letkiewicz, łachmaniarz, łajza, łazęga, łazik, narwaniec, nędzarz, obieżyświat, paliwoda, pędziwiatr, podróżnik, podróżny, postrzeleniec, przybłęda, sowizdrzał, swawolnik, szałaput, szaławiła, szatan, nie człowiek, szlaja, świszczypała, tramp, trzpiot, tułacz, turysta, urwipołeć, wagabunda, wariatuńcio, wędrowiec, wędrownik, wiercipięta, wietrznik, włóczęga, włóczykij, wszędobylski, wulkan, wycieruch, wycierus, wyciruch, wywłoka.

Żeby nie było, że zmyślam:
http://synonim.net/synonim/powsinoga
Trochę zaskakujące te synonimy :?. Aczkolwiek niektóre określenia mają w powszechnym mniemaniu inne znaczenie...

_________________
Mam w sobie dzikość żółtej pantery...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 21 listopada 2015 15:13:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 17178
Skąd: Poznań
:lol:

Powsinogo, gdybyś znów zmieniał nick to błagam - nie w świszczyłapę...

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 25 sierpnia 2016 23:04:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
Przeczytałem wyjątkową książkę. Nazywa się "The Narrow Road To The Deep North", napisał ją Australijczyk Richard Flanagan i dostał za nią prestiżową nagrodę Man Booker Prize dwa lata temu.
Jest to rzecz świetna, by nie rzec wybitna. Czytała się niełatwo i z powodu języka (bardzo bogatego i trudnego, choć wyjątkowej urody), jak i z powodu wielostronnego ujęcia tematu, czy raczej: tematów, bo jest tam tyle, że ho ho. Gdybym miał jednym słowem określić tę książkę, to powiedziałbym: kompletność. Niezwykle rzadko trafia się na opowieść, która tak wyczerpująco i do ostatniej kropli krwi wydrąża temat.

Opowiada ona w wielu różnych rzeczach, ale jądrem jest historia grupy australijskich P.O.W. (więźniów wojennych), którzy podczas II wojny światowej trafiają do japońskiej niewoli i budują Death Railway zwaną przez nich po prostu "The Line" - czyli birmańską kolej śmierci - ku chwale Cesarza. Są tam bardzo ważne wątki osobiste, wątki międzykulturowe (miejscami szokujące doprawdy), dylematy moralne wysokiego stopnia, bardzo interesujący wgląd w to, co działo się z tymi osobami (z obu stron) po wojnie, nawet wiele lat po wojnie. Nie jest to jakaś wielce gruba książka i niesamowite jest, jak autor zdołał wszystko tam zmieścić i tematy wyczerpać, which he did.

Zamieszczam jeden fragment, który mnie szczególnie poruszył, począwszy od streszczenia podstawowego problemu z wojną i ich niewolą, która nie była tak "bloody long", tylko nie chciała się "bloody end", aż po uderzające umiejętnością ujmowania najwazniejszych spraw w krótkich słowach streszczenie tego, jak wojna po latach żyła w tym człowieku...

Immediately after the war it was quickly like the war had never been, only occasionally rising up like a bad bump in the mattress in the middle of the night and bringing him to an unpleasant consciousness. After all, as Shugs later said, it wasn't that bloody long, it just seemed to never bloody end. And then it was ended, and for a time it was hard to recall that much at all about it. Everyone had stories far more incredible - fighting at El Alamein and Tobruk, Borneo, sailing in a North Sea convoy. And now, besides, there was a life to live. The war had been an interruption to the real world and a real life. Jobs, women, houses, new friends, old family, new lives, children, promotions, sackings, sicknesses, deaths, retirements - it became hard for Jimmy Bigelow to recall whether Hobart came befoer or after the camps and the Line, before or after, that is, the war. It became hard to believe that all the things that had happened to him had ever really happened, that he had seen all the things he had seen. Sometimes it was hard to believe he had ever really been to war at all.

There came good years, grandchildren, then the slow decline, and the war came back to him more and more and the other ninety years of his life slowly dissolved. In the end he thought and spoke of little else - because, he came to think, little else had ever happened. For a time he could play 'The last Post' [przyp. - melodia, którą podczas wojny grał na sygnałówce] as he had played it during the war, with a feeling that had nothing to do with him, as a duty, as his work as a soldier. Then for years, then decades, he never played it at all, until at the age of ninety-two, as he laydying in hospital after his third stroke, he put the bugle to his lips with his good arm and once more saw the smoke and smelt the flesh burning, and suddenly he knew it was the only thing that had ever happened to him.


Na okładce, pod tytułem, znajdują się krótkie słow z Sunday Timesa: "devastatingly beautiful". Ten fragment jest dla mnie właśnie taki.

Obrazek

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 25 sierpnia 2016 23:33:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 7637
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Bardzo zachęcająco to wygląda! Chętnie przeczytam!

A cytat istotnie piękny - pasowałby na zakończenie powieści "Druty" :)

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 03 października 2016 22:17:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
Trafiłem akurat na recenzję innej książki tego samego autora, więc zamieszczam tu lynk. Recenzja jest ostro zamotana i wygląda na to, że książka też ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 01 marca 2020 23:02:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 17178
Skąd: Poznań
"Jeden dzień Iwana Denisowicza"

Mróz dławił. Mróz drżącą mgiełką osaczył Szuchowa, zmusił do kaszlu. Mróz miał dwadzieścia siedem, Szuchow trzydzieści siedem. Teraz - kto kogo. Szuchow szybkim truchtem pobiegł do baraku. Na placu apelowym ani żywego ducha, wszędzie pustki. Była to taka chwila krótka, rozmarzająca, kiedy już wszystko jest przygotowane, ale jeszcze udajesz, że to nieprawda, że nie popędzą do pracy.

Konwój siedzi w ciepłych koszarach, senne głowy oparli na karabinach - dla nich w taki mróz na wieżyczkach przytupywać też niesłodko. Wartownicy na głównej wartowni dorzucają węgla do pieca. Strażnicy na swojej wartowni dopalają ostatniego papierosa przed rewizją. A więźniowie, już ubrani w swoje łachy, przepasani sznurkami, od mrozu omotani szmatami od podbródka po oczy, leżą w walonkach na zasłanych pryczach, poprzymykali oczy, zamarli. Aż brygadzista krzyknie: "Wstaawać!" Sto czwarta brygada drzemała wraz z całym dziewiątym barakiem.

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 10 maja 2020 10:17:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
Eduardo Mendoza, "Sekrety hiszpańskiej pensjonarki"

... przywołując na twarz mój najmilszy uśmiech, podszedłem do niego z otwartymi ramionami, w postawie papieskiej, a jako że Szwed nie wydawał się mieć nic przeciwko mej wylewności, pochyliłem sie nad nim i gdy tylko znalazłem się w odpowiedniej odległości, zadałem mu kolanem potężny cios we wstydliwe organy. Wbrew mej praktyce pod tym względem, rzecz ta nie uczyniła na nim najmniejszego wrażenia. Siedział w miejscu z szeroko otwartymi oczami, choć nie spoglądał już na mnie, lecz w nieskończoność, a spomiędzy warg spływała mu zielonkawa ślina. Z powyższych szczegółów oraz z tego, że nie oddycha, wywnioskowałem, że jest martwy. Dokładniejsze oględzieny pozwoliły mi na stwierdzenie, że stale powiększająca się kałuża między jego stopami zawiera krew i że owym drogocennym płynem przesiąknięte są obie nogawki jego sztruksowych spodni.
"Cóż za pech - pomyślałem na własny użytek - wyglądał na dobrą partię dla Candidy".


Język tej powieści jest rewelacyjny, co wygląda zresztą na zasługę nie tylko autora, ale i tłumaczki :!:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 24 lipca 2021 15:01:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
- Odwiedziłem raz znajomą - mówił profesor Tutka - żonę architekta. Po chwili rozmowy zorientowałem się, że jest bardzo przygnębiona. Spytałem o przyczynę: czy ma jakie zmartwieni? Wówczas oczy jej zaszły łzami.

- Mój mąż... mój mąż... - nie mogła mówić dalej.

- Czyżby coś się stało? Widziałem go przed paroma dniami, rozmawialiśmy nawet.

- Mój mąż... ma lewy bok po prawej stronie.

- Wybaczy pani... nie bardzo rozumiem.

- Tak on twierdzi. Że ma lewy bok po prawej stronie. To na pewno - mówiła dalej - z przepracowania. Wymyślił nową konstrukcję dachu, pracuje nad tym po nocach i... coś mu się widocznie pomyliło.

- No tak, z przepracowania powstają pewne, jak to mówią - zaburzenia. Ale w tym przypadku nei widzę powodu do rozpaczy. Odpocznie i znów będzie miał lewy bok po lewej stronie.


Z tym optymistycznym wnioskiem odpoczywajmy w wakacje! ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 25 lipca 2021 14:16:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 17178
Skąd: Poznań
:D świetny fragment!

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 19 lutego 2022 17:46:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
Bohumil Hrabal - Opowiadanie styczniowe

- początek:

Lato wyróżnia się tym, że stryj Pepin nosi dwie pary spodni. W zimie bowiem nosi trzy pary. Kiedy pod koniec lata ludzie zauważają, że stryj nosi trzy pary spodni, mawiają: Przed nami ciężka zima! Tato z powodu tych spodni często go obsztorcowuje, że nie będzie zahartowany, ale stryj Pepin się broni: Co to pomoże, pan Hańka był zahartowany, a i tak kopnął go koń.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 28 lutego 2022 21:59:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 17178
Skąd: Poznań
Michał Milczarek "Donikąd" - o zapomnianym miasteczku na dalekiej północy Rosji

Poszedłem do pokoju, wszystkie meble były radzieckie, radziecka tapeta w kwiatki, zasłony z weluru, wykładzina w kolorze kupy, malowane deski na podłodze - wszystko z minionej epoki, aż ścisnęło mi się serce, zrobiło mi się żal tego pokoju, kapy na łóżku, stołu, zniszczonej ale porządnie odprasowanej pościeli, żal dyżurnej, żal diewuszek w mini, żal wszystkich i wszystkiego, bo to wyglądało na rozpaczliwą nędzę, był 2009 rok, a oni tkwili w 1979 czy innym dawno minionym roku, skazani na przeszłość, której już dawno nie ma. Żyli tu, bo tu był ich dom, dom na Kołymie, dom na kościach, na końcu planety, innego nie mieli. Nie tyle żyli, co istnieli, dożywali, na życie nie było ich stać, życie było niedostępnym luksusem, musieli walczyć o przetrwanie w mroźnej próżni, która zjadała ich kawałek po kawałku.

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 26 listopada 2022 23:38:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 25300
Od pewnego czasu zbieram się, żeby napisać o wyjątkowej książce, którą przeczytałem:

Andrzej Strug - Zakopanoptikon
czyli kronika 49 dni deszczowych w Zakopanem


ten podtytuł kluczowy, bo książka ma 7 rodziałów pod tytułami: "Deszczu tydzień pierwszy... drugi..." i tak dalej, i naprawdę cały czas tam pada deszcz :!: Zakopane tonie w wodzie, w błocie, w przygnębieniu i beznadziei, we frustracjach i różnych szajbach, w strachu, że przyjezdni wyjadą i dutków nie będzie.

Oprócz jednego jedynego dnia, który zwiastuje taki oto fragment:

Uciekali przed nim ludzie żegnając się krzyżem świętym przed nieszczesnym opętańcem, płoszyły się i ponosiły chrapiąc konie, wyły uciekając przerażone psy.

Rozpętanie żywiołów stało się do ostatniej ostateczności rozpętanym, jeżeli tak wyrazić się można. I zaiste niejednemu umysłowi nasuwało się straszliwe przypuszczenie, że nastają czasy potopu. Twarze wybladły bez słońca, krew pozbawiona była najszlachetniejszych ciałek, nerwy napęczniawszy wilgocią napinały się do ostateczności, wreszcie pękały z trzaskiem, sprawiając w mózgach ludzkich rozterkę i powodując wieloliczne stąd płynące skandale.

Rozluźniła się więź społeczna, odmówiły posłuszeństwa hamulce. Jak przez przerwaną groblę wylewały się upusty złych instynktów i zmywały z powierzchni życia wszelką szlachetność.

Ponurość zjawisk ziemskich odbijała się w niebiosach. Chmury i chmury bez końca, a gdy na rzadką chwilę w chmurach ukazała się dziura, to przez nią widać było inne, jeszcze czarniejsze chmury, nad którymi z całą pewnością znajdowały się w rezerwie coraz to nowe światy chmur. I wisiały tak nad chmurami chmury do nieskończoności, aż do szczytów stropu niebieskiego, do ostatniej, najostatniejszej chmury-poduchy, na której opierał swoje mokre stopy święty Lej, niestrudzony ziemi kropiciel.

Nie było już w sercach żadnej nadziei, jeno szał i zawziętość. Do szczętu i do znaku wyczerpały się zasoby gotówkowe ludzkiej cierpliwości oraz wszelkie źródła kredytu tego pożytecznego uczucia.

I w owej chwili ostatecznej - ku zachodowi skłaniało się właśnie słońce, to niewidzialne od szeregu tygodni i zapomniane doszczętnie ciało niebieskie - na niebie zaczęły się odbywać dziwy i cudowiska, na które z początku nie zwrócili uwagi ludzie pochłonięci swarami, pijaństwem, rozpustą i wszystkimi co do jednego grzechami głównymi, zakreślonymi w liczbie siedmiu przez prawo kanoniczne.


- oto jednak zza chmur wygląda słońce i zaszokowani ludzie oglądają jego zachód.
A potem:

Aż po długiej chwili olśnienia buchnęła po masie ludzkiej gorąca jak płomień fala radości. Zawrzasła radość z tysiąca piersi i gardzieli! Ludzie obcy rzucili się sobie w ramiona. Całowali się odwieczni wrogowie. Niewierne żony spieszyły się rzucić w ramiona niewiernym mężom i wierne czyniły toż samo. W zamęcie radości u Pchełki, wśród gwałtu toastów i muzyki,rżnącej huczne wyrwasy, dwie bardzo stare panny, panna Benzyna i panna Antyfona, zostały po raz pierwszy i ostatni wycałowane przez nieznanych sprawców oszalałych z emocji. Wytrzeźwieli w jednej chwili obywatele pijani od miesiąca, upijali się na umór trzeźwi...

Nie mam weny na recenzję, ale takim językiem jest to pisane - z jednej strony apokaliptyczny wymiar spraw banalnych, z drugiej świetne wyczucie szczegółu, również tego regionalnego, góralskiego i nieubłagane ostrze satyry, z boku dość ekstremalny miejscami surrealizm, a przez cały czas nad wszystkim unosi się duch dawnego (a może i obecnego?) Zakopanego i czytając, czułem się, jakbym tam był...

Jedna z moich książek roku, na pewno, i do przeczytania drugi raz chociażby teraz.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 23 grudnia 2022 21:19:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 17178
Skąd: Poznań
Faktycznie, bardzo obrazowo napisane. Będę pamiętał o tym Strugu.

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 18 kwietnia 2023 15:08:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 18:55:19
Posty: 3056
Skąd: Poznań
Odkopałem dysk a na nim od dawna nieużywane foldery.
W tych folderach natomiast znalazłem m.in. to:
Cytat:
Jak zmusić do tańca dzieweczkę w koszuli?
Wziąć dziki majeranek, majeranek ogrodowy, leśny tymianek, werbenę, mirtowe liście razem z trzema liśćmi orzecha i trzema cienkimi plasterkami owocu włoskiego kopru (wszystko to zebrane w noc świętojańską przed wschodem), wysuszyć je w cieniu, zemleć i przesiać przez cienkie jedwabne siteczko; chcąc doprowadzić do końca miłą zabawę, należy dmuchnąć w proszek, który wzleci w powietrze niedaleko dziewczyny, ażeby go westchnęła, albo dać jej, żeby zażyła go w charakterze tabaki. Efekt natychmiastowy.
Pewien znakomity autor dodaje jeszcze, że skutek będzie znacznie pewniejszy, jeżeli owo przekorne doświadczenie przeprowadzi się w miejscu, gdzie będą płonęły lampki na tłuszczu z zająca lub młodego koziołka.

Julio Cortazar - W 80 światów dookoła dnia.
I chociaż poszukiwania zapamiętanego fragmentu o cegle z pleksiglasu spaliły na panewce, to chyba wsiąknę znowu.

_________________
Blaszony
Każde zwierzę koi dotyk.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 74 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group