Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 23 października 2017 17:46:22

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 09 września 2010 16:18:10 
(-)


Ostatnio zmieniony sob, 23 lipca 2016 21:09:22 przez chewbacca, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 09 września 2010 21:40:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6800
Skąd: Statek Burz
Lew wyruszył w drogę. Nie była krótka ani łatwa, pewnego dnia jednak dotarł na wzgórze, które wydało mu się znajome. Rozejrzał się uważnie dookoła i wtedy wspomnienia, początkowo mocno zamglone, powróciły z całą ostrością. Ależ tak - łzy niedowierzania, szczęścia i wzruszenia stanęły mu w oczach - to już tam, za tym zielonym wierzchołkiem! Zbliżał się do szczytu wzniesienia powoli i drżąc - z radości ale i trochę ze strachu - tak dawno go tu nie było, tak wiele mogło się zmienić... Gdy był już prawie na samej górze, zamknął oczy po to, by po chwili otworzyć je powoli i z nieśmiałością... Ogarnął wzrokiem rozpościerający się przed nim widok... Serce podskoczyło mu w piersi. Ta sama plaża! Dokładnie ta sama, taka, jak ją zapamiętał z dzieciństwa! Oczywiście, pewne rzeczy uległy zmianie. Linia brzegowa cofnęła się trochę, gromada niegdyś małych palemek rozrosła się w potężne drzewa, oliwki na skarpie z prawej także urosły, niektóre uschły, pojawiło się sporo młodych... ale to wciąż ta sama plaża! Wciąż tak samo piękna - a właściwie to nawet jeszcze piękniejsza, nie zamieniona na jakiś nowoczesny kurort, w oddali połyskuje lazurowe morze nie zanieczyszczone żadnymi ściekami, piasek pozostał bajecznie biały...

Przejęty lew z zaciśniętym żołądkiem i dreszczami biegnącymi pod skórą ruszył najszybciej jak tylko potrafił wąską ścieżyną w dół ku upragnionym falom. Lwy morskie mają jednak to do siebie, że nie mogą poruszać się zbyt prędko z podniesioną głową, toteż opuścił nos, a wraz z nim oczy, ku ziemi. W ten sposób pokonał resztę wzgórka i przebył niemal całą, rozległą plażę. Najpierw uderzył w niego silny powiew morskiego wiatru, cudownie chłodząc jego rozpalone boki i wypełniając nozdrza słonym zapachem oceanu. Potem poczuł na pyszczku pierwsze drobiny morskiej piany. Jego wytęsknione szczęście było już tak blisko... Podniósł łepek, by nacieszyć nim wzrok, i stanął jak wryty. Nie dostrzegł tego ze szczytu swojego wzniesienia, powinien dziękować losowi, że zatrzymał się już teraz i nie posunął się choćby o pół metra dalej, w tej chwili potrafił jednak tylko przeklinać... Przed nim, wzdłuż całego wybrzeża, ciągnęły się wysokie zasieki, zwieńczone plątaniną kolczastych drutów. Na siatce wulgarnie czerwona tablica ostrzegała, że ogrodzenie jest pod napięciem. Nieco niżej wisiała inna tabliczka, z napisem "Teren prywatny. Wstęp wzbroniony."


Bajka Eldredge'a zapewne kończy się zupełnie inaczej, czyli tak, jak powinny kończyć się bajki...
Moja kończy się tak, jak to bywa w rzeczywistości.

Karolina, no weźże nie wrzucaj tu takich historii... wczułam się, utożsamiłam się, poryczałam się. Buuuu...! :cry:

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 15 września 2010 22:26:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13191
Skąd: ze wsi
Nic, co spełnia nasze oczekiwania, nie spełnia naszych nadziei.


oraz

Jedynie Bóg może przekonywać; my, cała reszta, możemy zaledwie budzić

Kocham tego tradsa. :)

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 września 2010 18:39:31 
(-)


Ostatnio zmieniony sob, 23 lipca 2016 21:07:59 przez chewbacca, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 września 2010 09:13:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13191
Skąd: ze wsi
Karolina pisze:
kto to?

:)
czekam aż dopcham się do zagadkowego topiku.....:);)


Karolina pisze:
chyba się z nim nie zgadzam

lubię Cię i to Twoje "chyba".....:)



Każde kolejne stulecie wymyśla nowe bogate słownictwo, by móc udawać, że wie to, o czym nie ma pojęcia.

a w innym miejscu

Szkoła nie leczy z głupoty lecz ją uzbraja.

albo na innej stronie...:)

Paternalistyczne państwo jest odrażające, paternalistyczne społeczeństwo - zachwycające.

Sama wulgarność jest mniej irytująca niż jej obrona lub pochwała.

albo:

Oto nadchodzi moment, w którym jedyną interesującą rzeczą będzie czatowanie na Pana Boga


Kocham tego tradsa. :)

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 września 2010 12:38:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 13434
Skąd: wieś
Pietruszka pisze:
Każde kolejne stulecie wymyśla nowe bogate słownictwo, by móc udawać, że wie to, o czym nie ma pojęcia


Czy autor tych słów odnosi to również do siebie? :) (paradoks samoodniesienia)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 września 2010 23:20:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13191
Skąd: ze wsi
gravi pisze:
Pietruszka napisał:
Każde kolejne stulecie wymyśla nowe bogate słownictwo, by móc udawać, że wie to, o czym nie ma pojęcia



Czy autor tych słów odnosi to również do siebie? (paradoks samoodniesienia)

Dla relatywisty problem samoodniesienia jest rozwiązywalny.
Jednak Autor nie jest relatywistą. :)
Jest może najwybitniejszym filozofem XXw.?
Posostaje mieć nadzieję, że po prostu nie wymyślił żadnego nowego bogatego słownictwa.... ani żadnego nie przejął. :)
Sam zresztą napisał niewiele. Więc jakby szanse na to wzrastają.

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 21 listopada 2011 20:53:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19925
Na marginesie pytania tamto-owamto o to, czy wolimy pytania czy odpowiedzi
- fragment z jednej z najbardziej magicznych książek świata

właśnie o tym:

- Faxe, powiedz mi jedną rzecz. Wy, handdarata, posiadacie dar, o którym marzyli ludzie na wszystkich światach. Wy to macie. Potraficie przepowiadać przyszłość. A mimo to żyjecie tak, jak my wszyscy. Jakby to było nieważne...

- A w jaki sposób to miało by być ważne? (...) my, ludzie handdary, nie chcemy znać odpowiedzi i staramy się ich unikać, choć to czasem trudne.

- Chyba nie rozumiem.

- My przybywamy do stanic głównie po to, by się nauczyć, jakich pytań nie zadawać.

- Ale przecież jesteście tymi, którzy odpowiadają!

- Czy nie rozumiesz jeszcze, Genry, w jakim celu rozwinęliśmy sztukę przepowiedni?

- Nie...

- Żeby wykazać całkowitą bezużyteczność odpowiedzi na niewłaściwe pytania.


"Lewa ręka ciemności"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 listopada 2011 19:21:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 13434
Skąd: wieś
Świetny tekst Crazy. Bardzo mi się przyda na wykłady. ;)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 02 sierpnia 2012 13:14:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19925
Zachwycił mnie dziś rano ten opis bałaganu, który poniekąd jest porządkiem:

Każda rzecz znajdowała się nie tam, gdzie "wypadało", ale tam, gdzie była najbardziej pod ręką. Cynowy kubek stał obok zarzuconej jakimiś futrami ławy. Wojskowy płaszcz i krótki kożuszek (ten ostatni nie używany od zimy) wisiały na kołku wbitym tuż przy futrynie drzwi; oczywiście były tam zawadą, ale znały swoje miejsce, wisiały tam zawsze i koniec. Na zbitym z prostych desek stole leżało, obok jakichś zapisanych inkaustem stronic, pół bochna czerstwego chleba i gomółka sera, dalej zaś skórzany pas, do którego przypięta była pochwa. Obnażony miecz najwyraźniej służył do krajania sera, bo okruchy przylgnęły do ostrza. Pod stołem stały wysokie, skórzane buty jeźdźca, zupełnie nowe. Świece znajdowały się w prawym, zaś krzesiwo i hubka w lewym bucie. Uchylone drzwi pokazywały wnętrze drugiej izby, będącej chyba sypialnią dwóch ludzi. Ściśle, dwóch mężczyzn. Z pledów, które miały okrywać posłania, uczyniono coś w rodzaju kobierców na podłodze. A jednak, pomimo pozorów bałaganu, dość było odwiedzić te izby trzykrotnie, by poczuć się jak u siebie; wszystkie należące do gospodarzy przedmioty zawsze były stawiane, wieszane i kładzione dokładnie w tych samych miejscach. Taki bałagan - to ład...


zwłaszcza ten miecz i funkcja butów :lol:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 23 września 2013 07:04:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12608
Skąd: Poznań
Fragment opowiadania Witolda Stasiewskiego "O Marku czyli o Zjednoczeniu". Dla mnie Stasiewski jest najlepszym pisarzem "kolejowym" przełomu XX i XXI wieku. Jest w tym duch Grabińskiego, ale nie jako łatwa kalka, raczej ogólny klimat...

---



[...]
I właśnie wtedy Marek pomyślał, że może wszystko zmienić. Porzucił myśli, wybiegł z budynku, wprost na Zielone Ogródki i krzyknął EUREKA! Nie musi żyć od imprezy do imprezy. Od weekendu, do weekendu. Karmić się wspomnieniami i marzeniami. Nie musi tego wszystkiego robić, bo może żyć wyłącznie tu i teraz. W stałym zauroczeniu. Bez nudy, ale i bez wytchnienia. Może połączyć w sobie najlepsze cechy ludzi, których znał, a jednocześnie odrzucić ich przywary. Może się stać megaczłowiekiem.
Od czasów tej przemiany nikt już nie widział Marka w mieście na P. Wplątał się na zawsze w sieć kolejową kontynentu. Rozpoczął gigantyczną podróż, mającą trwać całe życie. Widać go w różnych miejscach, o różnych porach. Jest stałym PODRÓŻNYM. Miłośnicy kolei jeżdżący po Europie spotykają go bezustannie. Może być wszędzie. W eleganckim TGV w Paryżu, w nowoczesnym Desiro na Łużycach, w
emerytowanym wagonie OBB koło Tirany, czy w wyremontowanej ezecie w pobliżu Tczewa. Jeździ. Przemieszcza się. Legendy mówię, że nie śpi i nie je. Chociaż wielu widziało go w barze w Barze, w restauracji na Waterloo, w Imbissie pod frankfurckim Hbf. Jego cień mignął w przejściu podziemnym prowadzącym do Omonii, odbił się w szybie BWE śmigającego przez Krzewie, w wypolerowanym lakierze Esmeraldy gdzieś w Krusznych Horach, a może Hornych Srniach. Pisano o nim w najważniejszych czasopismach dla miłośników, ale bardziej w tych
offowych, niż tych zacnych. W 2008 roku słyszał już o nim każdy MK, ale żaden z nim nie rozmawiał, ani nie mógł powiedzieć, że tak naprawdę go widział. Marek był jak prędkość, jak szybka przesiadka, jak Morgennebel na Rugii. Odnosił się nie do faktów, a do odczuć. Tkwił de facto w duszach wszystkich wolnych MK, a było wielu takich, którzy szli w jego ślady. Potem wracali po tygodniach tułaczki, żeby tłumaczyć żonom swoje odejście. Wracali. Ale pozostawał w nich Marek, jeszcze bardziej wzmocniony. Tęsknili.
Marek żył teraz w rozmowach. Nie było spotkania, imprezy, zebrania, na którym ktoś nie wspomniałby o Marku, nie stwierdził, że go widział, lub że widział go ktoś inny. Zachodziła powolna transformacja. Wielu ludzi już nie mogło uwierzyć, że Marek kiedyś zasiadał obok nich. Powoli Stawał się Słowem. W rzeczywistości odwrócił porządek biblijny - z Ciała zmienił się w Słowo.
No i doszedł jeszcze jeden szczegół. Kiedy znaleziono Twarz ze Sloterdijk wielu mówiło o Zjednoczeniu. Od przejeżdżającego z Isolatorweg amsterdamskiego pociągu metra linii 51 odpadł fragment ostoi wózka i potoczył się po peronie prosto pod nogi Arka Madeja, zaliczającego akurat sieć w tym pięknym mieście. Nie wiadomo jak to się stało, ale jakaś siła wyrzuciła część wagonu w ten nienaturalny sposób do góry. Płaski normalnie metalowy element nosił teraz
wyraźny odcisk twarzy. Twarz wyglądała bardzo znajomo i Arek aż zachwiał się ze wzruszenia.
Twarz ze Sloterdijk została potraktowana jak relikwia i zawisła w Klubie
Miłośników Kolei w dużym mieście na P., aż do czasu kiedy została skradziona przez nieznanych sprawców. Teza o Zjednoczeniu porwała wielu młodych i romantycznych MK. Zaczęli oni głosić, że Marek istnieje we wszystkich pociągach świata, jako ich dusza. Że tak naprawdę stał się tym, o czym mówiono od zawsze, czyli Duchem Kolei. Największy z Proroków, Tomasz z Goleniowa, opublikował nawet mistyczną Księgę Marka, duchową wykładnię ruchu Zjednoczeniowców, jak
zaczęto ich wkrótce nazywać. Utrzymywali oni, że można postępować na wzór Marka, że można poddać się Przemianie, ale trzeba odrzucić wszystkie fakty, tabele, statystyki i przestać traktować kolej jak naukę, a zacząć ją Rozumieć.
Właśnie Rozumienie stało się podstawowym pojęciem ruchu Zjednoczeniowców.
Rozumienie kolei w jej sensie istotnym. Jako ruchu, jako transformacji, jako przemiany. Przemiany miejsca, czasu, człowieka. Pierwsze próby praktyk urządzano w Polsce, ale wkrótce ruch rozlał się na całą Europę. Spotykano się w pociągach, jeżdżąc bez planu, celu i ustalonej trasy. Przejazdy trwały po kilkadziesiąt godzin. Przeważnie jeżdżono w milczeniu, ale często także dyskutowano. O życiu i Przemianie. Nierzadko objawiał się Marek, ale tylko pojedynczym wiernym, tylko na sekundy i tylko w ruchu.
[...]

_________________
Głowa ta unosiła się wśród innych bohaterów, prowadziła z nimi rozmowy i była skłonna do rubasznych żartów


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 07 lipca 2015 22:50:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19925
Niedawno przeczytałem pierwszą powieść Toni Morrison pt. "The Bluest Eye". Nie poszło mi z jej "Beloved", w którym nie mogłem się połapać, o co właściwie idzie, i odpuściłem. Bluest Eye nie czytało się super płynnie i w sumie sporo czasu mi zajęło, ale bardzo mi się podobało. Zwłaszcza językowo. Zetknąłem się z opiniami, że Toni Morrison to najlepsza współczesna amerykańska autorka prozy. Nie wiem czy najlepsza, czy nie najlepsza, ale widzę, że pisze znakomicie.

W warstwie narracyjnej snuje swoje opowieści przepiękną angielszczyzną, zarazem umiejąc ująć rzeczy trudne do wyrażenia w krótkie zwięzłe słowa, jak w poezji, i jeszcze jest w tym coś zdecydowanie niedosłownego. Chciałem dać jakiś przykład, nie wiem trochę, co wybrać, ale może takie dwa, niezwiązane zresztą ze sobą. Pierwszy jest początkiem rozdziału, który jest opowieścią o trudnym losie pewnej pani:

The easiest thing to do would be to build a case out of her foot. That is what she herself did. But to find out the truth about how dreams die, one should never take the word of the dreamer. The end of her lovely beginning was probably the cavity in one of her front teeth. She preferred, however, to think always of her foot.

Niesamowicie mi się to podoba. Z jednej strony przyziemność, dziura w zębie, jakaś przypuszczalnie felerna stopa, ale czuć, że chodzi tu o coś znacznie więcej, o ludzkie życie po prostu. No i to fenomenalne zdanie: "to find out the truth about how dreams die, one should never take the word of the dreamer". Godne noblistki, indeed!

Drugi fragment, opowieść o innym z kolei panu (tu czai się skądinąd problem tej książki, są to doskonałe teksty, które owszem łączą się ze sobą, ale dość powoli i odlegle, i w sumie jest to powieść, ale akcja jakby mało wciąga...), który lubił rzeczy a nie lubił ludzi. Ale jak to jest napisane!:

All his life he had a fondness of things - not the acquisition of wealth or beautiful objects, but a genuine love of worn objects: a coffee pot that had been his mother's, a welcome mat from the door of the rooming house he once lived in, a quilt from the Salvation Army counter. It was as though his disdain of human contact had converted itself into a craving for things humans had touched.


Tyle o narracji. Ale ponieważ autorka jest czarna i pisze o czarnych, i to raczej o tych biedniejszych, to są jeszcze dialogi. I tu mamy petardę aż miło :D
Począwszy od drobiazgów - chłopiec pyta, jak miał na imię jego ojciec, którego nigdy nie poznał:

"What name he have?", asked Cholly.

Odpowiadają mu, że Samson, więc pyta dalej, dlaczego i jego nie nazwali Samson, na co odpowiedź brzmi:

"Ain't no Samson never come to no good end."

;-)

albo wielokrotnie pojawiające się moje ulubione użycie słowa "gone", jak w pytaniu:

"What we gone do, Frieda?"

Ogólnie jest to tak napisane, że ja aż słyszę tych Murzynów, jak sobie po swojemu rozmawiają.
Największym przebojem jest rozmowa około piętnastoletniego czarnego chłopca (Cholly), który właśnie zwiewa z domu i kupuje bilet na autobus od równie czarnego kierowcy:

"How much to Macon, sir?"
"Eleven dollars. Five-fifty for children under twelve."
Cholly had twelve dollars and four cents.
"How old you be?"
"Just on twelve, sir, but my mam only give me ten dollars."
"You jest about the biggest twelve I ever seed."
"Please, sir, I got to get to Macon. My mama's sick."
"Thought you said you mama give you ten dollars."
"That's my play mama. My real mama is in Macon, sir."
"I reckon I knows a lying nigger when I sees one, but jest in case you ain't, jest in case one of them mammies is really dyin' and wants to see her little old smoke before she meets her maker, I gone do it."


Kwestie tego kierowcy mają definitywne sześć gwiazdek :D

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 19 listopada 2015 09:23:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12608
Skąd: Poznań
Paszczak wyjął z kieszeni duży gwóźdź i zaczął przybijać dyktę do poręczy mostu. Obudziło to Wuja Truja, który mruknął:

- Ratujcie przodka...

Lecz Włóczykij wyskoczył z namiotu krzycząc:

- Co robisz? Przestań natychmiast!

Nigdy jeszcze nie widzieli, żeby Włóczykij stracił panowanie nad sobą, wystraszyło ich to i zażenowa­ło. Nikt na niego nie patrzył. Paszczak wyciągnął gwóźdź.

- Nie musisz się obrażać! - krzyczał Włóczykij agresywnie. - Przecież wiesz!

Każdy Paszczak powinien wiedzieć, że Włóczykij nienawidzi ogłoszeń, wszystkiego, co przypomina, że coś jest prywatną własnością: „Wstęp wzbronio­ny”, „Teren zamknięty”, „Przejścia nie ma”. Jeżeli ktokolwiek choć w najmniejszym stopniu interesuje się Włóczykijem, ten wie, że tablica z ogłoszeniem jest jedyną rzeczą, która go może rozzłościć, spra­wić, że czuje się bezdomny i zdany na łaskę innych. Ale teraz Włóczykij skompromitował się. Krzyczał, zrobił awanturę, a to było nie do wybaczenia, nawet jeśli ktoś wyciągnął wszystkie gwoździe świata!

Paszczak spuścił dyktę do rzeki. Litery szybko ściemniały, zrobiły się nieczytelne, tablicę porwał prąd i uniósł do morza.

- Patrz - powiedział Paszczak. - Popłynęła. Mo­że nie była tak ważna, jak myślałem.

Jego głos zmienił się, bardzo nieznacznie. Było w nim odrobinę mniej szacunku, dystans między nimi zmalał - nie bez powodu.

_________________
Głowa ta unosiła się wśród innych bohaterów, prowadziła z nimi rozmowy i była skłonna do rubasznych żartów


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 20 listopada 2015 01:06:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19925
Wybitne.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 20 listopada 2015 10:46:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5368
czy włóczykij jest synonimem powsinogi :wink:

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 65 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group