Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 26 kwietnia 2017 22:34:32

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 12:23:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
Przeczytałem w sumie trzy książki Myśliwskiego. Najpierw, ponad 10 lat temu, kumpel pożyczył mi "Widnokrąg". Potem dostałem w prezencie od znajomej "Traktat o łuskaniu fasoli". I wreszcie ostatnio udało mi się pożyczyć w bibliotece "Kamień na kamieniu", o którym dawno słyszałem, że najlepszy. Próbowałem jeszcze czytać Dwór, ale jakoś nie szło i wrócił do biblioteki ledwie napoczęty.

"Kamień na kamieniu" to opowieść konkretnego człowieka, jego wspominanie. Mówi o życiu swoim i swojej rodziny - o życiu wiejskim, chłopskim w Polsce w dwudziestym wieku. Może wydać się to nieciekawe, książka zresztą zaczyna się tak, że czytelnik myśli sobie „acha, no właśnie, tego się spodziewałem” – bo pojawia się gwarowość, charakterystyczna szorstkość, szczypta takiej wiejskiej naiwności. Ale to wrażenie prędko ustępuje. Narracja mocno wciąga, czasem wyciska łzy, a po skończeniu lektury jakby wciąż pozostawała w czytelniku. Prowadzona jest trochę jak zwykłe opowiadanie – jeden temat przywołuje inny, i tak właśnie porządkuje się materia opowieści, chronologia jest na dalszym planie. Przez to, wydaje mi się, "Kamień na kamieniu" można by czytać wyrywkowo (tak jak mówiliśmy o "Soul Side Story") i traktować go jako zbiór opowieści. Ale wiadomo, że książka jest przede wszystkim całością, i jako taka okazuje się mieć swoją przemyślaną dramaturgię - sami na przykład odkrywamy moment kulminacyjny, a różne sprawy wyjaśniają się w trakcie lektury. Choć nie wszystkie. Bardzo jest to dobre.

Narrator ma na nazwisko Pietruszka - można zastanawiać się czy to bohater czy antybohater. Postać bardzo wyrazista: syn wiejskiej rodziny, w młodości niezły rozrabiaka, w czasie wojny partyzant. Po wojnie przez chwilę milicjant, a potem urzędnik gminny – ale w sumie zawsze oddzielny, kawaler, lecz o wyraźnej pozycji w społeczności. Już tu widać, że nie jest kreowany ani na biało, ani na czarno. Ma jednak jakąś wewnętrzną siłę, która stanowi motor książki.

To jest chyba rzecz charakterystyczna dla Myśliwskiego, że bohaterowie jego powieści opowiadają o przeszłości. Tak jak w Traktacie…, gdzie w postaci gościa, który słucha kilka dni, przy łuskaniu, o życiu starego człowieka–narratora, dopatruję się osobiście samej śmierci. Mówi się przecież, że przed śmiercią człowiek przypomina sobie całe swoje życie. Tak jest też tu: Szymek Pietruszka przedstawia historię swojej rodziny – dziadków, ojców i braci, ale głównie przecież swoją własną. Ale w tym wszystkim odbija się też obraz świata, takiego jakim on był, ale też przemian jakim ulegał. W pewnym sensie wciąż mamy do czynienia z dialektyką życia i śmierci. Coś jest, a potem umiera. Coś umiera, ale przecież jednak żyło, i jakie to było życie!

Głównym tematem książki, prócz samej opowieści, jest to, że Pietruszka buduje grób. Chce go dokończyć, a nie może. Grób nie tylko dla siebie, ale też dla osób z najbliższej rodziny: matki, ojca, braci i ich żon. Tak jakby chciał ich wszystkich zgromadzić - wszystkich, których życie w różny sposób skutecznie porozdzielało. Przy okazji snuje opowieść, w której zamyka wszystkie ważne dla siebie rzeczy, to co było trudne, piękne, tragiczne, radosne.

Książka ma dziewięć rozdziałów. Po kolei: Cmentarz, Droga, Bracia, Ziemia, Matka, Płacz, Alleluja, Chleb, Brama. Ale tytuły z tematyką rozdziałów związane są nie ewidentnie - niby luźno, ale często bardzo wymownie. Znaleźć w tym można elementy dobrej, poruszającej poezji. Z jednej strony najwięcej śmierci znajdziemy, paradoksalnie, w rozdziale Alleluja, a z drugiej liczbę rozdziałów można skojarzyć z miesiącami życia, jak to się mówi, pod sercem matki…

Intrygujący jest sam tytuł książki. Motto przynosi wyjaśnienie: Kamień na kamieniu / Na kamieniu kamień / A na tym kamieniu / Jeszcze jeden kamień (z pieśni ludowej). Ale mówi się też, że z czegoś „nie pozostał kamień na kamieniu”, co też bardzo pasuje do opowieści o świecie, który odchodzi (cudowne są w książce fragmenty o tamtym świecie, którego już nie ma – o bitej drodze przez wieś, albo o tym jak brzmi deszcz kapiący na strzechę). Przychodzi też do głowy żydowski zwyczaj przynoszenia kamyków na groby.


PS. Zdecydowałem się zacząć wątek, żeby podzielić się tymi nieuporządkowanymi pierwszymi wrażeniami, ale mam nadzieję, że jakoś się on z czasem rozwinie :) .

PPS. Zastanawiałem się komu szczególnie mógłbym polecić tę książkę - myślałem o Crazym, Pietruszce i Elrondzie. Bo Joon chyba czytała? A w sumie każdemu, bo jest to naprawdę świetna rzecz. Gdybym miał stworzyć ranking powojennych powieści, to ścisła czołówka. Może "Widnokrąg" byłby wyżej, ale nie koniecznie. Wydaje mi się, że Myśliwski prawdziwiej mówi o przeszłości niż podręczniki.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 17:44:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 04 lutego 2008 23:32:44
Posty: 2956
o, ale super:). Bliski mi jest Myśliwski (nie tylko geograficznie), czytałam "Kamień..." ale bardzo dawno i "Traktat o łuskaniu fasoli" (tak się fajnie złożyło, że mój egzemplarz ma podpis autora :) ). Obawiam się, że jutro się przejadę do biblioteki po "Kamień...". Fajnie, bo chciało mi się coś poczytać, a nie wiedziałam co...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 19:11:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
Fajowo :) .


Joon pisze:
tak się fajnie złożyło, że mój egzemplarz ma podpis autora


Gadałem dziś przez telefon z kumplem, który dawno temu zwrócił moją uwagę na Myśliwskiego, i on się przyznał, że od dawna marzy o herbatce z panem Wiesławem, czy o rozmowie w ogóle. Powiedziałem, że może zdarzają się jakieś spotkania autorskie. Joon, czy to przy takiej okazji zdobyłaś podpis? :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 21:24:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13160
Skąd: ze wsi
Mam Was!
Nie znam prozy Wiesława Myśliwskiego, choć od trzech tygodni mam wypożyczony z biblioteki "Widnokrąg". Oczywiście znany mi jest jako autor, że nagrody i w ogóle, ale ja niczego nie czytałem.
Teraz mam kolejny impuls, by wziąć się w końcu za lekturę, choć muszę najpierw dokończyć doskonałą pracę o egzorcystach, którą niedawno kupiłem.

Moja biblioteczna książka także ma autograf pana Wiesława!
Z 13 IX 1999 roku. :D

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 21:42:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 04 lutego 2008 23:32:44
Posty: 2956
hehe, a mój z moich (niby) imienin, 2006 :wink:

było to spotkanie autorskie, promocja "Traktatu...". Pamiętam, że najpierw słuchałam w radiu tej powieści.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lipca 2012 22:26:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
Joon pisze:
Pamiętam, że najpierw słuchałam w radiu tej powieści.


O, super! Bardzo lubiłem w dzieciństwie słuchać powieści w radiu.

Pietruszka pisze:
impuls, by wziąć się w końcu za lekturę


Kamień na kamieniu! Tytuły w prasie: Pietruszka czyta o Pietruszce! :)


A chciałem jeszcze powiedzieć, że jakoś budzi moje zaufanie fakt, że Myśliwski wydaje książkę rzadziej niż raz na 10 lat. I czuje się, że jego książki nie są pisane po łebkach, że są dopracowane - i to głównie przez to, że nie czuje się, że nie są dopracowane, nie wiem czy się jasno wyrażam :wink: .


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 lipca 2012 08:14:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13160
Skąd: ze wsi
antiwitek pisze:
Bardzo lubiłem w dzieciństwie słuchać powieści w radiu.

ja także, praktycznie czekałem na każdy z możliwych odcinków...


antiwitek pisze:
Kamień na kamieniu! Tytuły w prasie: Pietruszka czyta o Pietruszce!

spokojnie, co do imienia "Antiwitek" (jak bardzo mi się ono podoba!) też mam swoje plany!!! :D

antiwitek pisze:
nie wiem czy się jasno wyrażam

jasno jasno
wiesz, że masz wątpliwości dotyczące dopracowanych książek Myśliwskiego ponieważ nie czujesz, że są niedopracowane :?: :wink:

Wczoraj przeczytałem pierwszą kartkę "Widnokręgu".

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 lipca 2012 09:40:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
antiwitek pisze:
Kamień na kamieniu" to opowieść konkretnego człowieka, jego wspominanie. Mówi o życiu swoim i swojej rodziny - o życiu wiejskim, chłopskim w Polsce w dwudziestym wieku. Może wydać się to nieciekawe, książka zresztą zaczyna się tak, że czytelnik myśli sobie „acha, no właśnie, tego się spodziewałem” – bo pojawia się gwarowość, charakterystyczna szorstkość, szczypta takiej wiejskiej naiwności. Ale to wrażenie prędko ustępuje. Narracja mocno wciąga, czasem wyciska łzy, a po skończeniu lektury jakby wciąż pozostawała w czytelniku. Prowadzona jest trochę jak zwykłe opowiadanie – jeden temat przywołuje inny, i tak właśnie porządkuje się materia opowieści, chronologia jest na dalszym planie. Przez to, wydaje mi się, "Kamień na kamieniu" można by czytać wyrywkowo (tak jak mówiliśmy o "Soul Side Story") i traktować go jako zbiór opowieści. Ale wiadomo, że książka jest przede wszystkim całością, i jako taka okazuje się mieć swoją przemyślaną dramaturgię - sami na przykład odkrywamy moment kulminacyjny, a różne sprawy wyjaśniają się w trakcie lektury. Choć nie wszystkie. Bardzo jest to dobre.


niemal tak jak w traktacie, tyle, że nie chłpstwo

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 23 lipca 2012 12:28:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
natalia pisze:
niemal tak jak w traktacie


Też o tym myślałem, że to bardzo podobna koncepcja.



I jak tam, czytacie? :)



Ja chciałem jeszcze dodać, że KnK (hehe) sprowokował u mnie wiele wspomnień. Bo ja trochę jeszcze zaznałem takiej wsi jak w tej książce - u babci i dziadka. Pamiętam ją z samego dzieciństwa, bo potem bardzo szybko się zmieniała, pozanikały prędko różne rzeczy. Kilka dni temu, po przebudzeniu takim zaraz po zaśnięciu, miałem intensywne przypomnienie jakiegoś poranka w Wiśniczu, taki refleks, jestem dzieckiem, obudziłem się i patrzę jak ten cały świat w okół mnie trwa, słońce wpada przez okno, dźwięki, słychać też krzątanie się po kuchni, jasne kolory... I za chwilę obudziła świadomość, że to już wszystko przeminęło, już tego tu nie ma.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 23 lipca 2012 12:33:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 04 lutego 2008 23:32:44
Posty: 2956
antiwitek pisze:
Bo ja trochę jeszcze zaznałem takiej wsi jak w tej książce - u babci i dziadka. Pamiętam ją z samego dzieciństwa, bo potem bardzo szybko się zmieniała, pozanikały prędko różne rzeczy.

d o k ł a d n i e u mnie tak samo!!! Pietruszka (Szymon) mógłby być moim dziadkiem. Dziś skończę.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 31 lipca 2012 09:40:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 04 lutego 2008 23:32:44
Posty: 2956
Skończyłam "Kamień..." już dawno, coś tu muszę napisać niedługo:)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 31 lipca 2012 09:45:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
Napisz :) . W międzyczasie przeczytała też moja mama. Raz dwa jej poszło, aż miło było patrzeć :) .

A ja myślę, że jak pójdę do biblioteki następnym razem, to spróbuję pożyczyć "Widnokrąg".


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 grudnia 2012 17:21:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23528
Zachciało mi się odwiedzić Sandomierz. Nigdy tam nie byłem, ale kiedy zacząłem ostatnio czytać "Widnokrąg", to sobie sprawdziłem (po kilku charakterystycznych punktach), że miasto na wzgórzu, w którym dzieje się znaczna część książki, to właśnie Sandomierz. Sprawdziłem też, że te parę kilometrów do rodzinnej wsi matki Piotra - narratora, to dokładnie tyle ile z Sandomierza do Dwikóz, w których urodził się Myśliwski. Nie wpadłem na to kiedy czytałem "Widnokrąg" wcześniej.

Podczas tej lektury potwierdziło się to co podejrzewałem wcześniej, że tę książkę lubię bardziej niż "Kamień na kamieniu". Wiem tym samym, że gdyby ktoś pytał mnie jaką znam najlepszą współczesną polską powieść, to odpowiem, że właśnie "Widnokrąg".

Struktura „Widnokręgu” jest taka, jak to u Myśliwskiego: wielowątkowa opowieść, w której przywołują się nawzajem różne momenty, nakładają na siebie w jednej przestrzeni różne perspektywy czasowe. Czasem robi to bardzo duże, niemal filmowe wrażenie. Niekiedy ma się wręcz wrażenie przechodzenia przez jakieś korytarze świadomości, tunele pamięci, na końcu których wciąż trwa ten świat, który przecież już zniknął. Jeśli kiedyś ponownie powrócę do „Widnokręgu”, to chciałbym wtedy spróbować rozrysować sobie te szkatuły kolejnych opowieści, jak pojawiają się jedna w drugiej. „Widnokrąg”, mimo tej specyficznej narracji, to jednak wciąż proza realistyczna, w dodatku niezwykle subtelnie skonstruowana. Książkę spajają nie zawsze widoczne nici, ta osnowa czasem znika, gdzieś tam tylko mignie, ale potem znów wraca, wyczuwa się nawet jakąś ramowość. Podobnie różne wątki, wydawać by się mogło zarzucone, to jednak w odpowiednim momencie znajdują rozwiązanie czy wyjaśnienie. Chociaż nie wszystkie, bo Myśliwski pozostawia niektóre sprawy w ciszy.

Ciekawe, że książka absolutnie nie robi wrażenia wymyślonej. Wydaje się, że powstanie „Widnokręgu” to przede wszystkim kwestia pamięci. To samo można powiedzieć o innych powieściach Myśliwskiego, prawda? „Widnokrąg” tym jednak różni się od „Kamienia…” czy „Traktatu”, że dominuje w nim spojrzenie oczami młodzieńca i dziecka - chodzi w nim o wspomnienia najwcześniejsze. Może to mi się właśnie podoba: bezpośredniość, intensywność i czystość opisanych doznań. Nie można też nie pomyśleć przy tym, że ta proza kryje w sobie młodzieńcze rysy samego autora, że to fantazjujące niekiedy dziecko, które nie obawia się śmieszności, opowiada z ujmującą szczerością, to właśnie on. Często wydaje się, że tekst powieści, to są słowa, które kiedyś nie zostały powiedziane, albo też pisane po latach wypracowanie. Inna sprawa, że cała książka, jak to zwykle u Myśliwskiego, nie jest czysto „literacka”, że dominuje w niej słowo mówione, w dodatku w określonych miejscach (miasto, wieś) i czasie (lata wojenne i powojenne). Czasem pojawiają się zwroty albo formy, które już wyszły z użycia (zdrobnienia!). Ujęte przez autora style opowiadania różnych osób odzwierciedlają bardzo plastycznie indywidualności, które pojawiają się w książce, ludzi z różnych pokoleń, sfer i stron.

Książka jest trochę jak fuga rozpisana na wiele głosów albo na piszczałki organów. Dziecko, chłopiec, mężczyzna, ojciec, matka, wujkowie, wujenki, dziadek, babka, panny Ponckie, Anna, Pawełek, pan Jaskóła, Sulka, burmistrz… Mnóstwo różnych głosów: silne, słabe, subtelne, drżące, ujmujące, czarujące, odpychające, szorstkie, harde, uległe… Jedne wciąż słyszalne, a inne milczące, choć przecież obecne. Tajemniczo współgrające ze sobą. Bliskie, choć też osobne. I przestrzeń ciszy między nimi. Zza tego wszystkiego wyłania się obraz losu ludzkiego z więzami krwi i dusz, z dziwnymi przeczuciami, z narodzinami i umieraniem, z obecnością i jej brakiem.

Bardzo podoba mi się subtelność tej książki, to że wiele rzeczy jest ledwie zasugerowanych, na przykład symbolika. Niby wszystko jest realistyczne, znaczy to co znaczy, ale pojawia się przecież rzeka, która jak życie przepływa między palcami Anny, pojawia się też morze, do którego spływają w końcu wszystkie rzeki, w którym cichną te wszystkie głosy. A cały obraz świata w książce, tak niby bezpośrednio i „przyziemnie” opisanego, choć ukazywanego w różnych perspektywach czasowych, powoduje, że zaczyna się czuć tęsknotę za światem, w którym te wszystkie opisane rzeczy i ci wszyscy ludzie, tak jak w pamięci i tak w jak w książce, są i żyją obok siebie, już nie podzieleni czasem. Ta tęsknota za wiecznością nie jest nazwana, nie ma o niej słowa w książce – i może dlatego jest tak dotkliwa.

Nie jest to książka, którą czyta się szybko i z wypiekami - wymaga trochę uwagi i wysiłku. Ale ma też jakąś rzadko spotykaną szlachetność. Dla mnie to rzecz wyjątkowa. Trzeba więc jechać w lato do Sandomierza, pochodzić tam i tu :) .


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 grudnia 2012 23:10:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
zachęciłeś mnie, bo po traktacie nie bardzo miałam ochotę na kolejnego mysliwskiego. pomyślałam sobie, że już wiem, o co cho w jego prozie i wystarczy. ale chyba się jednak skuszę na widnokrąg. tym bardziej, że znam sandomierz i bywam tam raz do roku

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 20 grudnia 2012 09:08:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 28 października 2010 19:42:59
Posty: 444
Skąd: Z Nienacka
Dla mnie Widnokrąg nie jest najlepszą książką Myśliwskiego, ale w jego przypadku stopnie podium są wyjątkowo spłaszczone. W tej nieudanej metaforze chcę przekazać, że wszystko co czytałem to rzeczy wybitne :)
Natomiast zwiedzanie Sandomierza zimą z Widnokregiem jako przewodnikiem, z głośnym czytaniem fragmentów np. siedząc w kościele św. Jakuba to doświadczenie mistyczne. Cudownie opisuje Sandomierz, a można też zwiedzić nieistniejące już części miasta...


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group