Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 23 sierpnia 2017 03:31:21

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: ndz, 20 stycznia 2013 22:53:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
Przede wszystkim, jeśli ktoś chciałby spróbować podejść do Dobraczyńskiego, radzę spróbować zacząć od "Niezwyciężonej armady" lub "Klucza mądrości", lub ewentualnie od "Bram Lipska".

Któraś z książek autora była proponowana jakiś czas temu jako lektura szkolna. Pomysł, z tego co mi wiadomo, nie przeszedł. Właściwie, mimo dużej sympatii do jego powieści, nie sądzę, żeby pasował do kanonu lektur. Przyznaję, że moja wiedza o literaturze jest niewielka, ale zdaje się, że Dobraczyński nie wniósł do niej za wiele - raczej pisał, opierając się na sprawdzonych wzorcach. Na jego korzyść przemawiałyby co najwyżej względy pedagogiczne. Z tego też powodu wątek o nim może wyglądać nieco słabo w Bukowinie zdominowanej przez ambitnych pisarzy w rodzaju Grabińskiego, Białoszewskiego, a nawet Słowackiego. Z drugiej strony, jacy forumowicze, takie forum. Warto wreszcie podkreślić, że jakkolwiek polecam prozę Dobraczyńskiego ze względu na ciekawą, czasami nawet wartką akcję osadzoną w dobrze przedstawionych realiach historycznych, nie jest to mój ulubiony pisarz, nawet w gatunku powieści historycznej. Na chwilę obecną najłatwiej mi o nim po prostu pisać.

Co do religijności jego twórczości, mam nadzieję, że miłośnicy głębokich przemyśleń takiego na przykład Dostojewskiego nie załamią się, gdy zetkną się z prostym, można powiedzieć, konserwatywnym podejściem bohatera tego wątku. W "Spalonych mostach" na przykład bohaterem jest świecki pracownik misji, który musi znaleźć właściwą drogę w kraju ogarniętym chaosem, a jego ciężkie przejścia mają pouczyć czytelnika, że jakkolwiek jest to trudne, chrześcijanin nie powinien wyrzekać się odpowiedzialności za sprawy publiczne (nie mam ochoty na próbę zestawienia przekazu tej powieści z życiem autora).

Na pierwszy ogień pójdą "Najeźdźcy". Czytałem ich już dość dawno - w podstawówce albo zaraz po jej zakończeniu (w pierwszej gimnazjum na pewno już ich znałem) - jako jedną z pierwszych książek tego autora. Bardzo mi się wtedy podobali, na co pewnie miało wpływ to, że nie znałem wcześniej wielu powieści przedstawiających z rozmachem wydarzenia (dla mnie) historyczne. Z obwoluty książki poznałem określenie "magnum opus". Nie byłem jeszcze zmęczony stylem autora, we wszystkich książkach identycznym. Nie miałem zresztą tyle obycia, żeby na takie rzeczy zwracać uwagę. Powieść jest o tyle ważna, że praktycznie od razu po wojnie, autor zwrócił w niej uwagę, że Niemcy to też ludzie (na szczęście przegrali). Żeby nie było tak łatwo głównymi bohaterami nie są tacy, co występowali przeciwko hitleryzmowi, ale tacy co napadli na Polskę, a potem ją okupowali.

Pojawia się problem katolicyzmu żołnierzy. Bohater pierwszej części - Walter von Recke - jest właśnie takim praktykującym katolikiem, który wstąpił do Wehrmachtu i brał udział w kampanii wrześniowej. Dzisiaj zastanowiło mnie, czy czasem Dobraczyński nie przesadza z próbą zrozumienia hitlerowców-katolików. Wydaje mi się, że to jest obłuda tysiąc razy bardziej jednoznaczna niż łączenie katolicyzmu z przynależnością do SLD. Niemniej jednak problem wydaje mi się wart przedstawienia w literaturze, a skoro to już się robi, to nie powinno się chyba po prostu mówić, że hitlerowcy byli źli. Swoją drogę, o ile pamiętam, siostra Waltera, Gerda, też była katoliczką, w dodatku niezbyt entuzjastycznie nastawioną wobec Hitlera i wojny, ale dla odmiany miała romans (ktoś rzuca z ironią: "rzecz rzadka wśród katoliczek"), co też nie pasuje do wzorcowego katolicyzmu, ale z drugiej strony, gdy jej brat jest hitlerowcem, czy można ją tak po prostu potępić.

Nie powinno dziwić, że już w motto książki Dobraczyński, pisarz religijny, wzywa do przebaczenia. Chrześcijanin nie powinien się od niego w żaden sposób wykręcać. Motto jednak, o ile mi wiadomo, budziło kontrowersje, ponieważ mówiło o tym, że należy przebaczać, aby otrzymać przebaczenie od Boga. Mamy zatem przebaczyć Niemcom zbrodnie na naszym narodzie, żeby Bóg mógł wybaczyć nam nasze grzechy (mnie to już właściwie nie dotyczy - dla mnie Niemcy to już nie najeźdźcy tylko autorzy dobrych gier planszowych i serii gier komputerowych o osadnikach oraz kilka świetnych zespołów). Nic nie wskazuje na to, żeby chodziło o grzechy na Niemcach, więc jedyną rzeczą trudną do przyjęcia jest chyba zestawianiem grzechów różnych rozmiarów. Właściwie o grzechach Polaków w tej książce za dużo nie było, a może nawet nie było na temat w ogóle nic. Pojawią się one na pewno w słabym, jak mi się zdaje po niedokończonej lekturze, "Tak białym, jak czerwona jest krew", ale ta powieść ma już zupełnie inną wymowę.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch postaciach. Nie pamiętam, jak się nazywa główny bohater całości, ale teraz po latach wydaje mi się, że całe to jego wojenne życie to było takie szukanie tożsamości. On dla odmiany nie był katolikiem i tylko czasami zdarzało mu się wierzyć. Był dość gorliwym oficerem Wehrmachtu, ale w pewnym momencie zaczął on się robić dla niego za ciasny (bierze udział w jakiejś partyjnej ceremonii i palone podczas niej kadzidło sprawia, że w pomieszczeniu robi się dla niego za duszno). Może to szukanie tożsamości doprowadziło go właśnie, do tego, że w końcu powiedział przypadkowo spotkanemu w Berlinie Hitlerowi, że nie wierzy w jego idee. Jego przeciwieństwem mógłby być Hugo Kostrzewa, bohater drugiej części, Polak wierzący, że jest Niemcem. Był jeszcze bardziej zapalonym nazistą niż tamten poprzedni - zachowywał się niemal jak opętany - i pewnie to właśnie go zniszczyło. Wyrzekł się własnej tożsamości i jak bohaterowie "Władcy much" Goldinga zakładali maski, tak on włożył brunatny mundur. Sądzę też, że pewnym skutkiem tego braku tożsamości i pozbycia się siebie, była jego niezdolność do miłości, którą zastępowała mu męska przyjaźń.

Poza tym, są bitwa powietrzna, jazda jeepem przez pustynię, zburzony Berlin i nie pamiętam co jeszcze.

Na koniec, z tej książki dowiedziałem się, że Friedrich Nietzsche to Fryderyk Niecki, ale nigdy tego nie sprawdzałem.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Ostatnio zmieniony pn, 01 kwietnia 2013 12:43:25 przez Mikosz, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 22 stycznia 2013 19:29:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12432
Skąd: Poznań
Nie czytałem nic Dobraczyńskiego, miałem go na odległość za starego nudziarza. Ale tym wpisem nawet pobudziłeś moją ciekawość... :)

_________________
W życiu może zdarzyć się wszystko, a zwłaszcza nic


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 stycznia 2013 10:31:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
On trochę był "starym nudziarzem". W poście otwierającym nazwałem podejście Dobraczyńskiego konserwatywnym, ale później przypomniałem sobie bardziej odpowiednie słowo: staroświecki.

Dodano później:

Myślałem, żeby w związku z wypadającą w tym roku okrągłą rocznicą wybuchu powstania styczniowego, napisać parę słów o "Piątym akcie". Ponieważ jednak za dużo we mnie po tej książce nie zostało, będę się mądrzył na temat "Bram Lipska".

W powieści, której głównym bohaterem jest książę Józef Poniatowski, trudno doszukać się ideologicznego skrzywienia, z którym czytelnik może się spotkać w powieściach współczesnych tego samego autora. Jeśli gdzieś jest, to bardzo głęboko ukryte. Wybranie czasów odpowiednio odległych zawsze robi dobrze dziełom Dobraczyńskiego. Jego twórczość o tematyce historycznej zdaje mi się dużo żywiej napisana. Przedstawiona rzeczywistość jest barwniejsza. Tę powieść czyta się tym lepiej, że akcja toczy się tylko w ciągu kilku dni i przez cały czas trwa tzw. bitwa narodów. Opisy ruchów wojsk i rozmów bohatera z przynoszącymi najświeższe wieści z pola bitwy oficerami przerywane są refleksjami księcia na temat swojego dotychczasowego życia. Jest to sposób opisywania bardzo typowy dla Dobraczyńskiego: akcję widać w danym momencie z perspektywy tylko jednego bohatera (chociaż narracja jest trzecioosobowa), który często myśli o swojej przeszłości. Może mało kogo interesuje taka analiza sposobu narracji, trochę w stylu szkolnego omawiania lektur, ale wspominam o tym, bo to właśnie ten sposób pisania w pewnym momencie, ale jeszcze nie w trakcie czytania "Bram Lipska", zmęczył.

Jeśli ktoś lubi powieści historyczne o wielkich wydarzeniach, zwłaszcza o bitwach z epoki napoleońskiej, powinien bez zwłoki sięgnąć po ten tytuł.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 16 lutego 2013 12:24:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16192
..czytałem powieść "Wybrańcy gwiazd"
http://pl.shvoong.com/books/398562-wybrancy-gwiazd/
Fajna.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 19 lutego 2013 18:10:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 11 czerwca 2006 13:17:43
Posty: 1988
Skąd: 7 malinowych pool
Mikosz pisze:
On trochę był "starym nudziarzem".

Starych nudziarzy zawsze lubiłem najbardziej, więc może kiedyś zrobię podejście do lektury Dobraczyńskiego

_________________
II.OP.OP


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 kwietnia 2013 12:41:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
Cieszę się z odzewu. Akurat "Wybrańców gwiazd" nie znam.

W lutym, kiedy wiadomo już było o rezygnacji Benedykta XVI, komentatorzy przedstawiali w mediach swoje przewidywania dotyczące kolejnego papieża. Wśród kandydatów wskazywano kilku kardynałów z egzotycznych krajów (np. z Indii), wskazując na potrzebę zauważenia, że "serce Kościoła nie bije już w Europie".

U Dobraczyńskiego nieraz przewija się temat Kościoła z dala od Europy, ale centrum znajduje się jeszcze na Starym Kontynencie. Afryka i Ameryka Południowa są natomiast przedstawione jako teren prowadzenia misji, jak jest w "Spalonych mostach", "Błękitnych hełmach na tamie" i w jakimś stopniu w "Trucicielach". Pojawiają się przy tym u Dobraczyńskiego pewne wątpliwości co do tego, że Europa i Ameryka Północna zawsze będą stanowić centrum świata, połączone z przestrogą przed traktowaniem reszty z góry. Przeniesienie punktów ciężkości ma miejsce w jego powieściach nie na skutek rozwoju ekonomicznego i demokratyzacji krajów położonych na peryferiach świata, ale przez gwałtowne przerwanie istnienia Europy. Tak jest w "Wyczerpać morze" i kontynuującym w pewnym stopniu myśl tej powieści "Świecie popiołów".

W "Świecie popiołów" serce Kościoła przenosi się do Ameryki Południowej. Rzym już nie istnieje, bo prawie cała Europa jest pokrytym popiołem pustkowiem. Akcja toczy się wokół odkrycia w Europie pozostałości pewnego sanktuarium. Dla świata ma już to niewielkie znaczenie, bo świat, który przetrwał, to głównie komunistyczna Ameryka Południowa i Afryka będąca kontynentem wojskowych reżimów i mieszaniny wierzeń pogańskich. W dodatku wojna spowodowała utratę wiary u wielu chrześcijan. Zdaje się, że obraz Europy jako pustkowia może być bardzo trafny jako przedstawienie jej obecnego - w 2013 a nie w 1986 (roku wydania) roku - stanu albo może służyć jako ostrzeżenie przed jeszcze większym spustoszeniem, które może nastąpić jeszcze przed rokiem 2030, kiedy to toczy się akcja powieści. W prawdziwym życiu, choć nie wiadomo, czy tego bał się Jan Dobraczyński, Europa staje się moralnym pustkowiem i nie jest do tego potrzebna trzecia wojna światowa. U Dobraczyńskiego zresztą też pojawia się problem uśpienia - świat jest porównany do Śpiącej Królewny. Cud ocalenia grupy chrześcijan skupionych w podziemiach maryjnego sanktuarium nie przynosi niestety obudzenia.

Ameryka Południowa w latach 80. nie była chyba jeszcze miejscem, z którego ktokolwiek spodziewałby się papieża. Co prawda tam przenosi się stolica apostolska w powieści, ale główny bohater "Świata popiołów" - papież Jan Paweł V - jest przedstawicielem mniejszości polskiej. To ciekawe, jak świat od tamtych czasów się zmienił, chociaż istnieje też możliwość, że Jan Dobraczyński nie doceniał miejscowych chrześcijan, a widział tylko dominujące na południowej półkuli totalitaryzmy (czymkolwiek one dla niego były).

Na koniec ciekawostka, której nie potrafię wytłumaczyć. Wypożyczyłem kiedyś podręcznik akademicki do polskiej literatury współczesnej. W zrębie głównym książki nie znalazłem nic o Dobraczyńskim, natomiast w znajdującym się na końcu kalendarium (nie ręczę, że nic nie przeoczyłem) z jego dorobku z jakiegoś powodu znalazłem tylko niewielkiej objętości powieść science-fiction napisaną w 1985 i wydaną w 1986 roku.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 25 czerwca 2013 19:31:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
Kolej na "Niezwyciężoną armadę". Podobnie jak wcześniej opisane "Bramy Lipska" jest to idealna książka dla miłośników powieści historycznej z wartką akcją i pełnym rozmachu przedstawieniem epoki. Jeśli ogólne stwierdzenie o wciągającej fabule nie brzmi wystarczająco zachęcająco, to może pomoże wymienienie niektórych zajść, przez które musi przejść główny bohater, katolicki misjonarz Hugh, wysłany nielegalnie do elżbietańskiej Anglii. Przeprawia się na wyspę incognito na kaperskim statku. Gdy jest już na miejscu wciąż musi się ukrywać. Czeka na kogoś zaufanego, kto zaprowadzi go w nieznane. Potem jest prowadzony nie wiadomo gdzie itd. Jednocześnie Anglia jest w stanie wojny z Hiszpanią, więc nie brakuje opisów działań marynarki.

Powieść skłania do zastanowienia się nad kilkoma sprawami. Po pierwsze, porusza temat miłości do ojczyzny i wierności jej. W przedstawionej epoce katolicy byli w Anglii nieustannie skazywani na śmierć. Oficjalnie stanowione prawo było przeciwko nim. Królowa ich nienawidziła, a z nią pewnie duża część społeczeństwa. Ukrywający swój katolicyzm bohaterowie nie są pewni, jaką przyjąć postawę wobec królowej ("- To oni buntują królową przeciwko katolikom. Ale teraz, kiedy zobaczyła, że jesteśmy jej wierni... - Świętym obowiązkiem katolika jest wierność wobec swego władcy. - A jednak - jeżeli nas wyklną?"). Już zresztą w motto książki pojawiają się wygłoszone przez katolickich męczenników przed śmiercią deklaracje wierności swojemu krajowi i panującej nad nim Elżbiecie. Po drugie, tematem zajmującym ważne miejsce w powieści jest śmierć męczeńska, na którą cały czas musi być gotowy główny bohater. Pojawia się w niej chociażby sprawa - nie jestem pewny, jak to nazwać - rozczarowania prawdziwym obliczem angielskich katolików. Należą do nich co prawda ukrywający to posiadacze ziem i tytułów, ale bohater działalność duszpasterską prowadzi przede wszystkim wśród marginesu społecznego i ma styczność z ludźmi nieprzystającymi zupełnie do jego wyobrażeń o bohaterach wiary tak wielkiej, że czyni ich ona świętymi już na ziemi.

Wydaje mi się, że wykryłem w książce jeden anachronizm, ale nie chcę pisać jaki, bo dotyczy on zabawnego motywu pobocznego, który warto odkryć samodzielnie. Pewne wydarzenie miało miejsce sto lat wcześniej i kaper nie powinien go pamiętać.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 czerwca 2013 18:48:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 809
Skąd: Warszawa
Jeszcze w podstawówce czytałem "Kto was zabije...", zbeletryzowaną historię życia Joanny d'Arc.

Pamiętam, że książka ta zrobiła na mnie wówczas ogromne wrażenie. Innych jego pozycji nie czytałem.

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 06 sierpnia 2013 19:15:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
Przynajmniej niektóre z powieści Jana Dobraczyńskiego o tematyce współczesnej trudno jest przedstawić, nie dotykając kwestii, których miejsce jest w Awanturum. Co do wymowy ideologicznej "Spalonych mostów", spróbuję się w związku z powyższym ograniczyć do stwierdzenia, że czytającemu zalecam dystans do wszystkiego w tej książce, co związane jest z ówczesną sytuacją polityczną. Zdaje mi się, że konieczna doza sceptycyzmu jest w przypadku tego utworu większa, niż w przypadku innych powieści współczesnych tego samego autora, które miałem okazję przeczytać. Może konkurowałaby z nią jeszcze jedna z poświęconych drugiej wojnie światowej.

Pomimo tych problemów książkę tę można przeczytać z przyjemnością. Bohaterem jest Polak pracujący jako lekarz na misji w Ameryce Południowej. Już chyba pisałem, że dla Dobraczyńskiego Kościół poza Europą prowadzi przede wszystkim działalność misyjną. Ameryka Południowa jest jeszcze dość dzika. Od tamtych czasów sytuacja trochę się zmieniła, choć na pewno nie w kraju, w którym toczy się akcja, bo ten akurat został zmyślony przez autora. Wydarzenia zostały umieszczone w plastycznie opisanej, egzotycznej scenerii i miejscami, zwłaszcza gdy pojawiają się Indianie, utwór staje się pod względem narracji bliski powieści przygodowej. Akcja, początkowo mało wartka, z czasem, gdy wioska zaczyna znajdować się w niebezpieczeństwie, staje się całkiem wciągająca, choć brakuje jej chyba efektownego finału. W dodatku, pewien rytm nadaje powtarzający się co jakiś czas symbol krzyża. Myślę, że to nie przypadek, że autor pisze, że krzyż wisi w pokoju, stoi na wzniesieniu, jest noszony przez różne postacie. Jego widok ciągle przypomina bohaterowi, o naczelnej zasadzie jego życia. W niełatwej sytuacji, w której się znalazł, podejmowane decyzje stara się pogodzić ze swoim chrześcijaństwem. Taka jest właśnie wymowa tej powieści, pomijając tę polityczną, że chrześcijanin powinien aktywnie angażować się w sprawy świata, kierując się przy tym wartościami ewangelicznymi.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 10 października 2013 20:04:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
"Wyczerpać morze" jest powieścią pod względem tematu zbliżoną do "Świata popiołów". Podobnie jak opisany już wcześniej tytuł także i ten opowiada o zniszczeniach spowodowanych użyciem broni masowej zagłady. "Wyczerpać morze" powstało jednak o wiele wcześniej i autor nie do końca był świadomy, jak szeroki zasięg mogą mieć skutki tego rodzaju zdarzenia. O ile w starszej powieści występuje destrukcja na dużą skalę i zdziesiątkowanie ludzkości, w tej późniejszej mowa jest o niemal całkowitym zniszczeniu znanego nam świata. Można powiedzieć, że akcja toczy się w postapokaliptycznej Europie, ale nie należy spodziewać się świata z filmów "Mad Max" czy "Księga ocalenia", prędzej z "Ostatniego brzegu", ale z dodatkiem wątków religijnych.

Także i w tym wypadku w powieści występuje bohater papież. W zasadzie, jest ich dwóch, jeśli dobrze pamiętam, bo jeden umiera. Papież jest jednym z głównych bohaterów. W nieco obszerniejszym dziele autor mógł przedstawić historię więcej niż jednej postaci.

Wielu Europejczyków przeżywa eksplozję pocisku, który według oficjalnej wersji spadł na kontynent, nad którym przelatywał, przez przypadek. Ci, którzy przebywali akurat w podziemiach, wychodzą na powierzchnię i próbują się jakoś odnaleźć w panującym chaosie. Oglądają zgliszcza, próbują sobie przypomnieć dawniejsze krajobrazy. Najbardziej podobało mi się właśnie, kiedy jeden z głównych bohaterów oglądał jakiś fragment wybrzeża i narrator opisywał, czego tam za wodą nie widać.

Organizacją pomocy zajmują się Afrykańczycy. Szybko okazuje się, że nie przebiega ona tak, jak Europejczycy by tego sobie życzyli. W celu utrzymania porządku ocaleńcy trzymani są w obozach. Zastosowane zostało na nich rozwiązanie siłowe i jak twierdzi jeden z dowódców nastąpiło odwrócenie ról. Wcześniej cywilizowany świat chciał siłą wprowadzić porządek w Afryce, a po katastrofie może zobaczyć, jak to wygląda z pozycji tych, których należy kontrolować. Wracają znane z innych opisanych tytułów przemyślenia na temat tego, czy cywilizacja zachodnia zawsze będzie tą dominującą.

Oprócz tego, pojawia się motyw misji, chociaż jest zaledwie wspomniany. Przypominam, że misja jest centralnym tematem w "Spalonych mostach", a pojawia się także w "Błękitnych hełmach na tamie" i "Trucicielach", a w zasadzie także w "Niezwyciężonej armadzie". W "Wyczerpać morze" papież próbuje za pośrednictwem żołnierzy przekazać pierścień misjonarzowi.

Jeśli już ktoś chciałby zrobić krok w bok i oprócz powieści historycznych spróbować się zmierzyć z twórczością science-fiction Jana Dobraczyńskiego, moim zdaniem, powinien sięgnąć raczej po "Świat popiołów", a nie "Wyczerpać morze", choćby ze względu na mniejszą obiętość tej pierwszej pozycji. Zresztą czytanie oby tytułów łączy się z ryzykiem, ponieważ podobnie do powieści współczesnych tego samego autora są skażone PRL-em.

Omawiany tytuł, z tego co pamiętam, był raczej nudny. Autorowi nie udało się do końca wyzyskać możliwości, jakie daje świat postapokalipsy. Nie wiem jednak o żadnej innej powieści, w której papież umiera na chorobę popromienną, więc chociaż dramatyzm tego wątku został właściwie zmarnowany, istnienie tytułu warto odnotować.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 października 2013 07:03:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20839
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Mikosz pisze:
"Wyczerpać morze"

O, mam to chyba!

Mikosz pisze:
Omawiany tytuł, z tego co pamiętam, był raczej nudny.

O, dzięki. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 06 grudnia 2013 10:14:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
Piszę z Biblioteki Uniwersyteckiej. Trwa właśnie kiermasz książek. Jakby co, jest kilka Dobraczyńskich, których nie wziąłem: "Przyszedłem rozłączyć" (nie wziąłem, bo jest bardzo stara i brzydka), "Bramy Lipska" (wygląda dobrze, a że ją czytałem, mogę polecić), "Truciciele" (nie wygląda tak dobrze jak poprzednia; jest to powieść o tematyce współczesnej, ale powinna nadawać się do czytania). Sam wziąłem "Spalone mosty".

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 10 grudnia 2013 21:42:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 977
Skąd: z Catanu
"Błękitne hełmy na tamie" mogą spokojnie walczyć ze "Spalonymi mostami" o tytuł najbardziej wątpliwej ideologicznie powieści Dobraczyńskiego. Wnioskuję to na podstawie poznanego przeze mnie zarysu sytuacji w Kongu po dekolonizacji zawartego w artykule opublikowanym ostatnio w jednym z prawicowych tygodników. Problem polega nie tyle na opowiedzeniu się autora po złej stronie, co raczej na niekompletności obrazu i uporczywym przemilczaniu faktów. Z drugiej strony, nie potrafię powiedzieć, czy autor nawiązuje właśnie do Konga, w chwili wydania powieści niepodległego od kilku lat i pogrążonego w krwawych walkach. Akcja toczy się, podobnie jak w "Spalonych mostach", w nieistniejącym państwie, dla odmiany położonym nie w Ameryce Południowej, a w Afryce.

Skoro już został wspomniany ten drugi nieszczęsny tytuł, to należy przyznać, że "Mosty" są jednak dużo lepiej napisane - akcja jest żywsza i toczy się w dużo barwniejszym otoczeniu, chociaż w "Hełmach" też da się znaleźć trochę dżungli, a przy odrobinie wyobraźni można nawet poczuć panujący w Afryce ukrop - jedną z rzeczy, którą pamiętam po latach jest to, że Europejczycy w Afryce bez przerwy pocą się na potęgę. Można zauważyć podobieństwo w poruszanych tematach. Pojawiają się często przywoływane przez autora misje.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group