Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 20 października 2017 00:36:40

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 57 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 23 maja 2008 18:18:52 
elsea pisze:
Najpierw powiedz, co rozumiesz przez następne części cyklu.

Eee, to są jakieś wątpliwości? Wikipedia podaje:
"Świat Rocannona",
"Planeta wygnania",
"Miasto złudzeń",
"Lewa ręka ciemności"
"Wydziedziczeni"
"Słowo 'las' znaczy 'świat'"
"Opowiadanie świata" plus jakieś opowiadania.

elsea pisze:
A potem, jak oceniasz "Świat..." - to będę wiedzieć, czy nasze oceny są choć trochę zbieżne...

Z tym może być trochę problem. Potrzebuję jeszcze czasu do namysłu. Ale może to dobra okazja, żebyście (Ty i Crazy) coś na temat tych książek napisali, skoro tak je cenicie. Naprawdę z chęcią bym poczytał.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 23 maja 2008 19:22:01 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3260
Kamik pisze:
Eee, to są jakieś wątpliwości?
mnóstwo...
"Świat Rocannona" wyszedł początkowo jako pierwsza część trylogii (do "Miasta złudzeń") a reszta książek nie była u nas prezentowana jako jakikolwiek cykl. To, że wszystko się ze sobą łączy odkrywało się powoli...
Poza tym kolejność, którą podałeś jest jednak nieobowiązkowa, "Lewa ręka..." dla mnie jest pozycją na pewno całkowicie samodzielną, "Słowo 'las"..." też. A tomów z opowiadaniami ze świata haińskiego jest bardzo dużo :-)
No, ale przymując układ chronologiczny - to oczywiście

The Hainish Cycle novels
Rocannon's World, 1966
Planet of Exile, 1966
City of Illusions, 1967
The Left Hand of Darkness, 1969 (winner of the Hugo Award and Nebula Award)
The Dispossessed: An Ambiguous Utopia, 1974 (winner of the Hugo Award and Nebula Award)
The Word for World is Forest, 1976 (winner of the Hugo Award)
Four Ways to Forgiveness, 1995 (Four Stories of the Ekumen)
Worlds of Exile and Illusion, 1996 (omnibus of Rocannon's World, Planet of Exile and City of Illusions)
The Telling, 2000 (winner of Endeavour Award)


Kamik pisze:
żebyście (Ty i Crazy) coś na temat tych książek napisali, skoro tak je cenicie


szczerze mówiąc - ja chyba jednak nie chcę*...
jeszcze szczerzej - nie na tym forum...

ogólnie tylko uprzedzam, że "Planeta..." to właściwie romans, nie szukałabym w tej książce nie-wiadomo-czego, tylko opisu miłości i czułości, która się rodzi wbrew wszystkiemu.



*przeczytałam wątek od początku, upewniłam się, że jestem z innego (literackiego) świata, przepraszam... ale nie ma po co trollować :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 23 maja 2008 21:11:37 
Szkoda. Ale liczę na Crazy'ego.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 23 maja 2008 21:48:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19914
Kurcze... nawet nie wiesz, jak chętnie bym napisał! Ale Świat Rocannona czytałem tylko raz, dość dawno i o ile jak najbardziej pamiętam ogólne wrażenie, i że było na pięć gwiazdek (co do tego nie miałem wątpliwości), może to być za mało na rzetelną recenzję czy coś w tym stylu.
Nie można jednak wykluczyć, że z tej okazji odświeżę :-)

Pamiętam Rokanona jako najbardziej etnograficzną z książek haińskich. Pamiętam fascynację odkrywania społeczeństwa i kultury nieznanej krainy. Pamiętam zachwyt prologiem, czyli "Naszyjnikiem Semley", które poznałem wcześniej jako oddzielne opowiadanie - niby prosty i szeroko eksploatowany temat podróży z prędkością światła (czy tam nadświetlną, nie pamiętam), ale jak poruszający jest jej powrót do niczego, najpierw heroiczna decyzja i postawienie wszystkiego na jedną kartę, sukces i ... bezbrzeżne, nieukojone rozczarowanie.

Co do prostego pytanie lepsze-gorsze, moim zdaniem Świat Rocannona lokuje się dokładnie pośrodku i pięć gwiazdek jako średnia ocena cyklu też się tu zgadza. Nieco większe wrażenie (czyli ogromne) zrobiło na mnie Słowo las, Lewa ręka poza zasięgiem. Planeta wygnania i Miasto złudzeń podobały mi się nieco mniej (czyli bardzo ;-)). Z opowiadaniami znam się słabiej.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 24 maja 2008 08:48:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 08 kwietnia 2006 13:18:18
Posty: 225
Skąd: Chełm
"Naszyjnik Semley" to ta historia, w której dziewczyna wybiera się po utracony dawno naszyjnik, idzie do ludzi mieszkających w jaskiniach, którzy wysyłają ją statkiem kosmicznym, wraca do domu z tym naszyjnikiem i dowiaduje się, że ileś lat temu zginął jej mąż, córka jest już dorosła itd.?
Czytałem. Nawet mi się podobało.
To było w jakimś zbiorze opowiadań... zwróciłem jeszcze uwagę na takie opowiadanie o drzewie. Z początku w ogóle niezrozumiałe, kompletnie nie było wiadomo o co chodzi. Pamiętam, że w szkole cały dzień miałem zagwozdkę z tym związaną. Dopiero jak się posunąłem nieco dalej wszystkiego się domyśliłem. Bardzo przyjemne opowiadanie właśnie ze względu na to "domyśliwanie" ;)
Ogólnie opowiadań było jeszcze kilka, jedno z Ziemiomorza, było też takie, które sobie w połowie darowałem.

z twórczości pani Le Guin czytałem kiedyś, kiedyś strasznie dawno temu "Czarnoksiężnika z archipelagu", z tym że bardzo, bardzo słabo go pamiętam. Wiem właściwie tylko, że mi się podobało ;) Zamierzam sobie cały cykl na wakacje przeczytać, toteż wątek czytałem dość ostrożnie, żeby sobie nie spojlerować ;). Mam teraz trochę jednak stracha, ta dyskusja Crazy - Merry, tajemniczy pan Jung, cienie, jakiś dualizm, myśliciele antropologiczni... :?

"Lewą rękę ciemności" też czytałem, stosunkowo niedawno i duże wrażenie zrobiła. Bardzo zapamiętałem drogę przez lodowiec (nierzeczywista biel, zawieszenie - i rzeczywisty człowiek, jedyny pomost łączący ze światem) i przejście przez granicę (trochę nie mogłem uwierzyć, że to się tak skończyło...). Czytając w ogóle nie wiedziałem, że to jest jakaś część większego cyklu.

pamiętam jeszcze taką książkę "Miejsce początku". Raczej mi się nie podobała, a im dalej tym gorzej.


Z twórczości tej autorki chyba tyle. Mało, ale to co znam raczej zachęca do dalszego poznania.

PS. No i jestem w trakcie czytania "Wydziedziczonych". Anarchistyczne :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 29 maja 2008 13:44:21 
Czytam (no, zacząłem dopiero) "Planetę wygnania" i zauważyłem, że mam jednak do Le Guin jakąś słabość, tyle że ma ona charakter zdecydowanie bardziej intelektualny niż w innych przypadkach. Chodzi tu chyba o rodzaj ciekawości połączonej z lekko zdystansowanym szacunkiem. Na pewno jednak twórczości pani Ursuli nie kocham.
Co nie pozwala mi na gorętszy stosunek emocjonalny? Kilka spraw zauważyłem, rozpoznałem i przywykłem. Nie przeszkadzają mi już, ale też ich nie ignoruję. Sprawia mi frajdę ich analizowanie.
Jest jakoś tak, że moja wyobraźnia bardzo słabo pracuje przy tych książkach. Nie wywołują u mnie żadnych atrakcyjnych wizji (atrakcyjnych, że się tak wyrażę, dramaturgicznie). Właściwie oprócz grobowców Atuanu zobaczyłem póki co tylko czarną skałę farbornów, a przecież w trzech przeczytanych książkach i jednej zaczętej trochę opisów znalazłem. Jest jakiś problem na granicy języka i sposobu narracji, jeszcze nie do końca dla mnie uchwytny. Bardziej chcę się czepiać narracji, bo na razie za małe mam pojęcie na temat wpływu tłumacza na tekst. W każdym razie, cały świat przedstawiony wydaje mi się niedokończony.
Dalej sprawa postaci. Znowu chodzi i o język, i o narrację, ale tym razem są to bardziej konkretne kwestie: dialogów i pokazywania uczuć. Bohaterów książek Le Guin odbieram jako zupełnie wypranych z emocji, w tym znaczeniu, że o ile z pewnością coś przeżywają (o tym się wręcz mówi wprost niekiedy), to do mojego mózgu trafia jedynie informacja na ten temat, natomiast brak jakiejś choćby najlżejszej fali uderzeniowej strachu, niepewności, radości itd. Mam wrażenie, że uczestniczę w jakimś seansie teatru cieni, gdzie raz na zawsze wycięte zarysy postaci przeżywają przygody w rytm komentarzy lalkarza sztywno trzymającego się swoich własnych reguł. Le Guin mniej lub bardziej świadomie stawia jakiś mur odgradzający uczucia swoich postaci od uczuć moich. (Długo szukałem odpowiedniego zdania podsumowującego dwa powyższe aspekty i przyszło mi w końcu do głowy, że światy i bohaterowie Ursuli są widmowe.)
I wreszcie fabuła. Czy coś tu się dzieje, czy nie dzieje się nic? Są ciągi sytuacji, ale czy coś tu z czegoś wynika? Chronologia traktowana jest dość swobodnie (znów kwestia narracji), co też nie ułatwia odbioru... Trudna sprawa.
Tu muszę napisać, że raczej nie jestem twardogłowym obrońcą szańców sztuki pisania i nie są dla mnie problemem poszczególne zarzuty (np. szkicowość w literaturze potrafi być urzekająca), ale całość, na którą się składają. Bo w całym tym gąszczu cieni i aluzji zupełnie tracę orientację co jest ważne, a co nieistotne - u Le Guin wszystko zdaje się jedną powieką mrugać na znak, że jest kluczem do zrozumienia historii (ale czy w ogóle jest jakaś historia?), a drugim - że jest błahostką (więc byłaby to tylko garść półprzezroczystych ozdobników?).
Uff… doszedłem do kluczowego pytania, które zresztą postawiłem już w tym wątku: mamy tu do czynienia z postaciami i ich historiami czy alegoriami - z opowieściami czy przypowieściami?
Nie wiem, jak jest z dwiema pierwszymi pozycjami z cyklu Hain, bo nikt mi tego jeszcze nie wyjaśnił, ale w przypadku przypadków Geda, sprawa jest dość jasna - alegoryczność tych powieści jest jedną z najważniejszych ich cech. Sęk tylko w tym, że mój ich odbiór rozbija się o to, że mnie te opisywane kwestie często słabo obchodzą (przynajmniej w takim ujęciu). Z "Czarnoksiężnikiem z Archipelagu" sprawa była doszczętnie przegrana z powodu owej Równowagi (nie chce mi się teraz do tego wracać), ale na przykład anima i animus w "Grobowcach Atuanu" (o czym pisał Sapkowski cytowany przez Merrego)? W życiu bym na to nie wpadł, bo mnie to wprost nie interesuje. Interesują mnie rzeczy jakoś z tym związane, jak na przykład posłuszeństwo regułom (swoją drogą z "Grobowców...", które uznaję za nieporównywalnie lepsze od "Czarnoksiężnika..." i dużo lepsze od "Świata...", oczywiście bardzo mało zapamiętałem - taka moja przypadłość...).
I takie to właśnie mam problemy z Ursulą. Problemy, które nie pozwalają mi wejść w jej światy i często bardzo ciekawie ustawione sytuacje. Kilku jednak zamierzam się jeszcze poprzyglądać.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 04 stycznia 2009 19:55:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6727
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Meriadok Brandybuck pisze:
Dla wszystkich fanów tej innej fajnej bajki, to chyba dobra wiadomość:

http://www.scifi.com/earthsea/index.html

(choć Ged bardziej wygląda na zaginionego hobbita niż maga, to może będzie jakieś życie w tej telewizyjnej ekranizacji Ziemiomorza...)


elsea pisze:
Obawiam się, że z książki o podróżach w głąb siebie zrobią film o podróży po kolejny pierścień...


Link nie działa, więc nie wiem, czy o to chodziło, ale niedawno oglądnąłem dwuczęściowy film telewizyjny "Ziemiomorze". Był to właśnie film o podróży po kolejny pierścień. :?
Anglojęzyczna wikipedia streszcza to tak:
Cytat:
This fantasy follows the tale of a reckless youth destined to become the greatest sorcerer that the world of Earthsea has ever known. When the difficult and rebellious Ged discovers the extent of his magical powers, he seeks to master the ancient arts — and his own impulses as well. As he journeys to manhood, he will combat dragons, fall in love, cross death's threshold and ultimately wield the power to reunite a planet.


Już pal sześć, że prawie wszyscy mieszkańcy Śródziemia są biali, dla treści to nie ma znaczenia. Mniejsza z tym, że Ged to imię powszechnie znane, a prawdziwe, sekretne to Krogulec – w sumie, to wszystko jedno, skoro zachowano ideę prawdziwych imion. Da się pominąć to, że ścigając Cień Ged z Vetchem płyną gdzieś i płyną, aż spotykają smoka (sic!), który każe im płynąć na wschód, tj. na Rok – ostatecznie, to nie takie ważne, czy płyną po wschodzie, czy zachodzie archipelagu. Ekranizacja pierwszej księgi jeszcze jako tako trzyma się ram, które można uznać za dopuszczalne nietrzymanie się książki. Jednocześnie jednak akcja miesza się z akcją drugiej księgi, a ta z oryginałem ma wspólne już chyba tylko nazwy miejscowe. Tenar zamiast wcieleniem ze z góry określonym przeznaczeniem, jest po prostu jedną z mniszek. Intrygi w Atuanie są strywializowane i uschematyzowane do nieprzyzwoitości. W ogóle, to wygląda, jakby modlitwy kapłanek miały prowadzić do pokoju, czyli być w sprzeczności z działaniami Kargów, których podboje są w zasadzie jedynym przejawem złamania równowagi... Eeee... jakiej równowagi? Takie słowo chyba nigdy nie pada w czasie całego filmu, który rzekomo ma być na podstawie serii Le Guin... Zwroty akcji tak przewidywalne i schematyczne, że to już nawet nie jest fantasy, ani baśń, tylko bajka...

Obrazek Filmowy Ged
Obrazek Filmowa Tenar

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 23 stycznia 2009 10:33:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6211
Właśnie teraz na TVP 1 można oglądać tę słabą ekranizację, o której tu była mowa.

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 28 czerwca 2009 22:01:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19914
Meriadok Brandybuck w wątku o książkach o Tehanu pisze:
Muszę do niej wrócić, bo gdy ją przeczytałem zaraz po 3 wcześniejszych częściach to była dla mnie wielkim rozczarowaniem - jedyne co pamiętam, to kozi ser przewijający się co chwile w rozmowach i działaniach głównych bohaterów

(zresztą wcześniej Pippin też pisał, że mu się nie podobało)

elrond pisze:
...niestety o Le Guin mogę powiedzieć tylko ,że tak jak 20 lat temu byłem zachwycony ,tak teraz wprost mnie drażni...


Ja chyba mogę powiedzieć, że jest moją ulubioną pisarką nie tylko spośród pisarek, ale również pisarzy.

Merry - ten kozi ser to nie taka głupia sprawa. Bo niesamowitość tej książki po części tkwi w jej samowitości że tak powiem, z niezwykłym wprost czuciem, z jakim sportretowani są tam zwykli ludzie. Nawet holenderscy malarze nie malowali tak pięknie ludzi starych i pomarszczonych ;-)
Oczywiście do tego pojawiają się te akcenty magiczne... przede wszystkim smok no i w ogóle postać okaleczonej dziewczynki bardzo niezwykła. Istotą tej powieści jest chyba kontrast między zwykłością a niezwykłością i to taki kontrast dynamiczny, bo w obrębie poszczególnych postaci, które jednocześnie wiedzą mnóstwo o rzeczach najważniejszych, pradawnych, i są zmuszone (a może same tak wybierają) żyć jak prości ludzi ze wszystkim tego konsekwencjami, również tymi przykrymi.

Ogromnie ogromnie do mnie przemawia to, jak Ursula Le Guin pokazuje swoich bohaterów, ich portrety psychologiczne, ich uwarunkowania kulturowe, płciowe, środowiskowe, i ten jej nasycony treścią język, z którego wydaje mi się, że umiem wydobyć esencję nieraz trochę schowaną.
Tehanu ma w sobie o wiele więcej z Grobowców Atuanu, niż z Czarnoksiężnika z Archipelagu, oczywiście ta sama para głównych bohaterów, ale przede wszystkim jest to powieść o kobiecie i sporo tam o istocie i różnicach między męskością a kobiecością, i o sposobie, w jaki kobiety i mężczyźni patrzą na siebie nawzajem. A także o przełamywaniu barier i stereotypów. Główna para bohaterów jest wspaniała, a dziewczynka może jeszcze lepsza.
Dla mnie skądinąd Grobowce Atuanu są najlepszą powieścią z cyklu i zdecydowanym numerem dwa Ursuli (po bezkonkurencyjnej Lewej ręce ciemności). Tak czy inaczej, to one, a nie Czarnoksiężnik, stanowią punkt odniesienia dla Tehanu.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 czerwca 2009 08:45:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20841
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
O, Grobowce podobały mi się najbardziej z cyklu. Ale chyba wolę Ursulkę w wersji SF.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 31 stycznia 2010 11:03:12 

Rejestracja:
pn, 12 października 2009 16:12:48
Posty: 796
Skąd: Daleko i blisko
Pet pisze:
Szczerze powiem, że ja nawet obecnie z 32 latami na karku nie jestem strawić bez znudzenia prozy Le Guin.

Tak samo.

_________________
każdy cieszyć się chce


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lutego 2010 21:28:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19914
Trudno.

Za to:
Crazy kiedyś Kamikowi pisze:
nawet nie wiesz, jak chętnie bym napisał! Ale Świat Rocannona czytałem tylko raz, dość dawno i o ile jak najbardziej pamiętam ogólne wrażenie, i że było na pięć gwiazdek (co do tego nie miałem wątpliwości), może to być za mało na rzetelną recenzję czy coś w tym stylu.
Nie można jednak wykluczyć, że z tej okazji odświeżę

no i dobra wiadomość jest taka, że Jasiek znalazł naszego Rocanona na swojej półce i może może już niedługo! ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 57 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group