Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 23 kwietnia 2024 00:52:34

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 106 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: ndz, 18 września 2022 19:31:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 25389
Tegoroczny wyjazd do Zakopanego miał, zdaje się, jeden dodatkowy ukryty cel, jeżeli o mnie chodzi - żeby wreszcie można było na spokojnie iść do Teatru Witkacego ;-) Nie do końca się udało, bo jak na złość akurat podczas naszego pobytu były trzy dni przerwy w spektaklach, a jednego dnia grali przedstawienie, na którym już byłem i niezbyt mi się podobało. Że wyjazd był krótki, ostatecznie tylko raz trafiłem do Teatru, ale i tak byłem bardzo zadowolony.

Po raz pierwszy zaniosło mnie nie na główną scenę, ale na położoną po przeciwległej stronie budynku sceno-kawiarnię im. Atanazego Bazakbala. Trochę wyglądało to jak w niektórych małych klubach, do których chodzę na koncerty: jest scena, przed nią ustawione krzesła, jakie tam akurat mieli, a pomieszczeniu obok, za przepierzeniem, kawiarnia, w której mogłem sobie np. kupić kawę "Witkacy" (z rumem czy tam innym whisky).
Przedstawienie nosiło tytuł Człapówki-Zakopane (druga cześć cyklu: Tatrzańskie, znanego mi ze znakomitego "Na przełęczy") i faktycznie zaczęło się od tego, że nagle wśród siedzących już na krzesłach ludzi zaczęli biegać aktorzy, każdy zajęty jakimś swoim problemem, do mnie dopadł jakiś zafrasowany starszy pan z mapą i spytał, "którędy na Człapówki"; pokazałem mu, że o, tam, więc podziękował i poszedł ;-) Spektakl według zapowiedzi miał być ułożony na podstawie powieści Andrzeja Struga, ale tej nie znałem, więc nie umiem powiedzieć, ile z niej zostało wzięte - ja bym powiedział, że to był raczej zbiór skeczy i scenek, niż jedno spójne przedstawienie. Tematyka nawet nie była do końca zbieżna, choć generalnie zakopiańsko-tatrzańska, ale tak naprawdę raczej o ludziach, w tym o Ważnych Ludziach, którzy tam przyjeżdżają i coś mącą, oraz o typach ludzkich, w sumie zawsze takich samych, ale różniących się kostiumem. Sporo akcentów publicystycznych, myślę że dopasowywanych na bieżąco do sytuacji, bo grają to już od wielu lat, a uniwersalność uniwersalnością, ale jestem przekonany, że niektóre grepsy zmieniają.

Bardzo ważną i niezwykle udaną częścią przedstawienia była muzyka na żywo - przyjemnością było słuchać, jak ta kapela grówi! a na koniec wyszła kapela góralska i dała już częściowo w kuluarach mini koncert, też bardzo fajny.

Aplauz publiczności był ogromny i to od początku - śmiechy i brawa towarzyszyły całemu przedstawieniu, widać było silną chemię między sceną a publiką, aż ciekaw byłem, czy to zawsze im tak fajnie wychodzi (w sensie że mają taki dobry odbiór). Właściwie to mogłem zapytać, bo aktorzy potem żegnali ludzi w foyer, z niektórymi gadali, też kilka słów zamieniłem, ale nie zapytałem.

Zadowolony wróciłem do schroniska Szarotka przy Nowotarskiej, chociaż też mokry, bo zaczęło wtedy lać i skończyło dobę później ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 18 września 2022 22:53:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 7693
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Super! Aż mi się zachciało pojechać - pozasezonowo - do Zakopanego!

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 18 września 2022 23:16:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
Brzmi ciekawie, może bym i kiedyś poszła na jakieś interaktywne przedstawienie, ale przyznam, że większy strach odczuwam na myśl, że w jakimś teatrze zostałabym zaczepiona przez aktora, niż przed własnym wyjściem na scenę (z założeniem, że mam przygotowaną rolę, a nie improwizuję). :) Ale to raczej nie dotyczy sytuacji, która opisujesz - bo tu nie znalazłeś się nagle w centrum uwagi - a u mnie lęk jest przed tym, że się znajdę, spytają o coś z kosmosu, a mi nie przyjdzie do głowy żadna błyskotliwa odpowiedź, tylko coś wydukam żałośnie i bez sensu pod nosem. ;)

Crazy pisze:
Bardzo ważną i niezwykle udaną częścią przedstawienia była muzyka na żywo - przyjemnością było słuchać, jak ta kapela grówi! a na koniec wyszła kapela góralska i dała już częściowo w kuluarach mini koncert, też bardzo fajny.

A to jest to, co wyjątkowo lubię. A grali chociaż prawdziwą góralską muzykę, taką, jaką można było usłyszeć w Tatrach przed laty (a nie tatro-polo)? Brakuje mi takiej, posłuchałabym...

arasek pisze:
Kiedyś byłem bardzo na "nie" do samej formy musicalu, teraz już patrzę na nie łaskawiej.

No, ja właśnie bardzo lubię musical - dla mnie to taki świetny koncert, urozmaicony jeszcze dodaną historią, a czasem i fajną scenografią. Widziałeś kiedyś jakiś musical na żywo? Nie chcę pisać banałów, że na żywo odbiór jest inny, bo to oczywiste, ale wydaje mi się, że to nie tylko kwestia odbioru. Filmy - musicale są różne, czasem dobrze zrobione i z dobrą muzyką, a czasem to, że nagle zaczynają śpiewać, jest nienaturalne i wychodzi głupio, naiwnie i tandetnie. Ale nawet w tych dobrych - muzyka brzmi po prostu dobrze. Natomiast na żywo zwyczajnie urywa dupę. Nie wiem zresztą, czy to norma, nie widziałam w sumie tych musicali zbyt wiele (4-5?), może miałam po prostu farta, ale chyba jednak to nie przypadek. Za każdym dane mi było posłuchać wykonań na naprawdę bardzo wysokim, wybitnym poziomie. Może to magia obecności żywej publiczności tak wpływa na artystów? Nie wiem. Na pewno umiejętności wokalne i doskonały warsztat mają tu znaczenie, ale do tego dochodzą jeszcze niesamowite emocje - czasem się zastanawiam, jak to możliwe, żeby takie z siebie wydobyć za każdym razem, kiedy odgrywa się tę samą sztukę po raz nie wiadomo już który...
Dwójka wokalistów szczególnie zapadła mi w pamięć - facet ze wspomnianego przeze mnie wcześniej Once, i teraz jedna babka z Przybysza. Miałam wrażenie obcowania z przekroczeniem nieprzekraczalnego. Ich występy nie zostawiły na mojej duszy suchej nitki!
Do dziś odczuwam wdzięczność i wzruszenie, że dane mi było zobaczyć i usłyszeć coś tak dobrego.

Teatr Rampa, który znajduje się całkiem blisko mnie, ma w planach na najbliższe miesiące jeszcze co najmniej kilka pozycji, które chciałabym zobaczyć. Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć na to czy tamto! :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 19 września 2022 19:44:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 30 sierpnia 2010 21:33:11
Posty: 1971
Skąd: Sulejówek
Wczoraj, w rocznicę śmierci Witkacego, wybrałem się do Teatru Studio na "Metafizykę Dwugłowego Cielęcia". Wg opisu spektakl był kolażem, w którym wykorzystano inne teksty Witkacego, ale umiałem z nich wyłowić tylko fragmenty "Narkotyków" i "Regulaminu formy portretowej". Na pewno nie ułatwiało to zrozumienia o co chodzi, ale w sumie nie było to chyba takie istotne. Jeśli ktoś lubi nietypowe sztuki, to polecam.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 02 grudnia 2022 13:58:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 15:34:22
Posty: 17259
Skąd: Poznań
A ja wczoraj byłem na "Jednookim królu" w Nowym. Trochę po kumotersku, bo twórcą muzyki jest mój kolega Paweł Dampc. Wszedłem zatem na "trzecią próbę generalną z publicznością" (dziś premiera).
Sztuka mocno polityczna, w realiach niby hiszpańskich (spektakl wg powieści Marca Crahueta) ale w sumie dość uniwersalnych. Trochę symetrystyczny bo obrywa się właściwie wszystkim, choć nie po równo.
Podobało mi się, jakkolwiek osobiście zrobiłbym to bardziej na poważnie. Ale teraz publiczność lubi się też pośmiać...
No i - to powtarzam niemal jak mantrę przy 90% współczesnych sztuk - trochę za dużo darcia mordy i wulgaryzmów (które tracą przez to swoją siłę a stają się po prostu pulpą).
Ogólnie jednak na plus.

_________________
czasy mamy jakieś dziwne
głupcy wszystko ogołocą
chciałoby się kogoś kopnąć
kogoś kopnąć - ale po co


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 20 stycznia 2023 00:58:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 30 sierpnia 2010 21:33:11
Posty: 1971
Skąd: Sulejówek
Właśnie wróciłem ze spektaklu Z ręką na gardle. Piosenki z repertuaru Ewy Demarczyk w Teatrze Współczesnym w Warszawie.
Zawartość jak w tytule - piosenki śpiewane przez siódemkę aktorów, do tego akompaniament klawiszy, perkusji i basu oraz układ choreograficzny. Bardzo mi się to podobało i chętnie poszedłbym jeszcze raz!
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 23 maja 2023 22:26:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
W zeszłym tygodniu byłam w teatrze Rampa na widowisku muzycznym Depesze. Był to koncert połączony z choreografią, efektami świetlnymi itp.
Wrażenia - super!!! Baaardzo polecam! Pewnie jeszcze długo będą to grać, więc kto będzie chciał, to zobaczyć da radę. :)
Na początku wyszła jakaś anielica i powiedziała:
- A teraz bardzo państwa prosimy o WŁĄCZENIE telefonów, nagrywanie i dzielenie się w sieci zdobyczami!
Skwapliwie skorzystałam i ponagrywałam fragmenty niektórych piosenek, więc może kiedyś sklecę jakiś medley i jeszcze tu wrzucę. :)
A póki co byłam (jak zwykle) pod wrażeniem umiejętności muzyków tego teatru - wykony, interpretacje, aranżacje były super i słuchało mi się tego nawet lepiej niż oryginałów. Miód na serce i duszę, niewiarygodny wręcz podnośnik poziomu endorfin w organizmie - podczas dwóch godzin tego widowiska czułam się po prostu szczęśliwa, co mi się raczej nie zdarza. ;)
Po raz kolejny też odniosłam wrażenie, że tamtejsza ekipa wykonawców stanowi bardzo zgraną grupę. Czuje się między nimi chemię, pozytywne wajby, czuje się, że oni się lubią i świetnie się tam na scenie razem bawią. I ja w efekcie też ich lubię i świetnie się bawię razem z nimi.
Publiczność przez pierwszą połowę siedziała i słuchała, ale potem ludzie nie wytrzymali, powstawali, zaczęli tańczyć. A na koniec, podczas bisów, publiczność powłaziła na scenę - ja nie, bo miałam miejscówkę na samym końcu, a tam już się zdążyło zrobić tłoczno - i tamże tańczyli sobie dalej w najlepsze. Na samym końcu, poproszeni, usiedli tam gdzie stali i zagrano ostatni, nastrojowy kawałek - Freelove ("już to wcześniej graliśmy, więc już to znacie" ;) ), w niebiańskiej wręcz wersji. Cudownie!
:aniolek:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 25 maja 2023 23:04:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 25389
Brzmi to niezwykle ciekawe, ale pierwsze słyszę!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 25 maja 2023 23:33:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
Myślę, że by Ci się podobało! Chociaż to dla Ciebie na drugim końcu świata. ;) No, ale teraz da się dojechać metrem, więc zachęcam!
Tu więcej info:
https://teatr-rampa.pl/spektakl/depesze/
Dużo tu filozofowania w tym opisie, a w rzeczywistości to po prostu muzyka, widowisko i zabawa. :)
Mogłeś nie słyszeć, bo aktualnie ten teatr się nie reklamuje zbyt szeroko, chociaż w telewizorkach tramwajowych zajawki widziałam.
A pierwsze spektakle Depeszów pojawiły się na jesieni, ale na małej scenie, w wykonaniu chyba dwuosobowym - biletów nie było szans dostać, nie byłam, nie widziałam. Dopiero teraz na wiosnę przenieśli na dużą scenę i rozbudowali - bilety wciąż ciężko dostać, chyba, że z dużym wyprzedzeniem albo w środku tygodnia, ale da się. :) Zresztą teraz widzę, że już jest znacznie łatwiej, bo dołożyli dużo nowych terminów.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 września 2023 14:14:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
Tyler Durden pisze:
Super:) jak było?

Odpowiadam w tym wątku, a tamten niech sobie idzie do kasacji.

Dla niewtajemniczonych i potomnych :wink: - rzecz dotyczy musicalu 'We will rock you' w teatrze Roma.

Ogólnie było fajnie, choć mogło być troszkę lepiej. :)
Po pierwsze - fabuła.
Początkowo zdała mi się trochę zbyt... ja wiem, jak to powiedzieć? Oczywista, dziecinna, naiwna (jako i ja czasem, hłe hłe... :D ), nie chcę mówić, że stereotypowa, bo to w moich ustach ciężki zarzut, a tu o żadne utrwalanie stereotypów nie chodziło imho.
Ale te zastrzeżenia dość szybko mi przeszły, bo rzecz okazała się przede wszystkim komedią z dużym dystansem, historią stworzoną do zabawy i rock&rolla, a nie jakichś szczególnie pogłębionych refleksji. Wciągnęłam się i bawiłam się beztrosko i świetnie. :D

Po drugie - muzyka.
Od razu jedną rzecz trzeba sobie powiedzieć jasno - Freddie był osobą pod względem wokalu i charyzmy niezastąpioną i niepowtarzalną i nie ma co liczyć, że ktokolwiek mu dorówna. Takie oczekiwania odłóżmy na bok.
Tak, czy siak, tu moim zdaniem czegoś jednak zabrakło. Faktycznego ducha Queen. Nie wiem, czemu, bo i gitary były świetne i wokaliści nieźle darli ryja (zwłaszcza niektórzy), ale jednak w aranżacji tych utworów było coś... no zbyt klasycznie musicalowego, a za mało rockowego. Nie uniknę tu porównań z 'Rapsodią z demonem' wystawianą przez teatr Rampa. Tam akurat trochę pechowo poszłam na wersję koncertową (nie grali innej w owym czasie i nie wiedziałam, czy jeszcze będą grać), więc fabuły nie było praktycznie wcale - choć pojawiło się dość wstawek, żeby się zorientować, że rzecz też zrobiona z fajnym humorem - więc żałuję, że nie widziałam wersji normalnej. No, ale muzycznie tamto akurat podeszło mi dużo bardziej - bo było zdecydowanie więcej Queenu w Queenie. No i jeszcze jedno - w Rampie nie tłumaczą tekstów, zostawiają oryginalne - i to mi się podoba. A w Romie uparcie tłumaczą na polski. Oczywiście ma to swoje plusy, kiedy rozumiem o czym jest utwór i pasuje to do fabuły, ale jednak piosenki z oryginalnym tekstem po prostu lepiej brzmią. Na szczęście przynajmniej tym razem tłumaczenia gładko pasowały do muzyki i w niczym nie przeszkadzały.
Ale ogólnie nie narzekam, jestem zadowolona. Tak na ****. :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 27 listopada 2023 00:36:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 7693
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Dziś byliśmy na Scenie Przodownik - Teatru Dramatycznego - na "Mistrzu i Małgorzacie" w niesamowitej, mocno tripowej wersji z przełamaniem czwartej ściany i ostrą jazda bez trzymanki. Czad.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 28 listopada 2023 22:32:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
Czyli wciągali publiczność do zabawy? :D Zawsze się bałam takich akcji jako publiczność. A co robią? Podchodzą do wybranych ofiar i zadają jakieś pytania? I trzeba coś gadać? :wyciera:

A tak w ogóle to przyznam, że z niechęcią myślę o Teatrze Dramatycznym odkąd zapanowała tam nowa pani dyrektor, i raczej miałam zamiar omijać z daleka. A Ty mówisz, że jednak warto?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 28 listopada 2023 23:21:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 7693
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Nic nie wiem o nowej dyrektor, ale przedstawienie jest mega. Co do czwartej ściany, to żałowałem, że nie siedzę w pierwszym rzędzie, bo bez kitu wszedłbym na scenę, zapalił papierosa z Wolandem i włączył się w akcję!

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 29 listopada 2023 10:52:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 9988
Czyli wygląda na to, że widzowie z dalszych rzędów mogą czuć się bezpiecznie? :)

Co do dyrektorki - została nią kobieta o ostro feministycznych i ogólnie lewackich poglądach, ponoc postawiła gdzieś tam rzeźbę złotej waginy a swój gabinet nazwała 'waginatem' czy coś w tym stylu.. :lol: I taką linię programową teatru zapowiedziała.
Tu jest trochę o kontrowersjach związanych z jej wyborem na stanowisko, nie jest to aktualny artykuł, bo pani nie została jednak odwołana:
https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1 ... ybor-nowej

Próbowałam szukać jeszcze jednego artykułu, który niedawno czytałam, ale teraz nie znalazłam*. Ponoc kobieta nie jest w stanie dogadać się z nawet z takimi aktorami, którzy też mają lewicowe poglądy - ale wg. niej wciąż za mało radykalne, ludzie czują sie przez nią mobingowani, pracownicy są zwalniani itp. kwiatki...

Ogólnie nabrałam obaw, że Dramatyczny zamieni się w drugi Powszechny - ale może jednak nie będzie tak źle?

*Edit: o, mam:
https://wydarzenia.interia.pl/felietony ... Id,7126542


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 27 stycznia 2024 15:45:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 25389
Korzystając z ferii, obejrzałem dwa spektakle Teatru TV na podstawie Mrożka. Oba ze "Złotej setki", którą uważam za zbiór arcydzieł nie do przecenienia, choć przecież nie wszystkie podobały mi się równie bardzo (i przecież nie wszystkie widziałem). Skądinąd nie trafiły na tę listę mrożkowe Policja i Indyk, które kiedyś dawno temu mnie zachwyciły i zainteresowały autorem, który do dziś jest wśród moich ulubionych.
Pamiętałem też, że ongiś (wczesne liceum?) obejrzałem Portret, i że było to COŚ, nie do zapomnienia. Jednocześnie coś całkiem odmiennego od typowo mrożkowego szalonego humoru absurdu. Zapamiętałem, że jest to coś dogłębnie poważnego i niezwykle poruszającego.

Ale chyba jednak częściowo zapomniałem. Bo obejrzawszy to teraz, uważam, że "dogłębnie poważnego i niezwykle poruszającego" to bardzo mało powiedziane. Jestem wstrząśnięty. Ukazanie dramatu dwóch złamanych ludzi, wzięte w ramy tytułowego portretu i chorej idei, która za tym wszystkim stała - było to doświadczenie totalne (jeszcze oglądane nocą w Szklarskiej Porębie!). A artystycznie, hmm - czy ja coś lepszego w tym roku zobaczę? Być może nie, ale wcale mnie to nie martwi, bo ów Portret (i to jeszcze do pary z Emigrantami, o czym za chwilę) stanowi właśnie tego, na czego brak narzekałem w moim filmowym podsumowaniu poprzedniego roku.

Już otwierający monolog Jana Englerta to bezwzględne 10/10 w każdym aspekcie: sztuki aktorskiej stojącej na niewyobrażalnym poziomie; wybitnego tekstu, który stopniowo wiedzie nas ku uświadomieniu sobie, co tak naprawdę jest jego treścią; i nawet ta realizacja teatro-telewizyjna jest na najwyższym poziomie, choć to przecież forma z definicji minimalistyczna.
Ale to dopiero początek, bo dopiero potem robi się naprawdę MOCNO, kiedy na arenę wkracza Piotr Fronczewski w swojej - czy ja wiem? - życiowej roli? Przemawia przeze mnie entuzjazm, a dorobek tego aktora jest przecież wielki i wspaniały, ale naprawdę nie mogę sobie przypomnieć jego bardziej do głębi poruszającego wcielenia.

Od Portretu bardziej znani i cenieni są Emigranci (bardziej cenieni jako dramat, bo te spektakle Teatru TV oba równo weszły do kanonu). Myślę, że to dlatego, że jest to sztuka mniej dosłowna - kiedy się pokazuje nagą tragedię ludzką bez żadnego nawiasu ani cudzysłowu (jak w Portrecie) można stworzyć arcydzieło totalne, ale zawsze jest ryzyko ugrzęźnięcia w patosie czy melodramatyźmie; nie czytałem zresztą dramatu, a suchy tekst może być w tym przypadku nieco płaski lub męczący przesadną powagą i dopiero twórcy spektaklu dali mu prawdziwe życie i krew - tego nie wiem.
Emigranci natomiast są tragikomiczni, nie tylko tragiczni, a przede wszystkim jest to zawieszone w jakiejś metaforze ludzkiego losu, nawet jeżeli bezpośrednio widzimy znowu zmagania dwóch ludzi (tym razem w ogóle nikt inny nie pojawia się na scenie), pogubionego inteligenta i skończonego prymitywa, wiodących nędzny los na bliżej nieokreślonej emigracji. Jest to jednak historia abstrakcyjna, nie dosłowna. Przedstawienie w reżyserii Kazimierza Kutza jest ponownie - wybitne. Para aktorska Marek Kondrat i Zbigniew Zamachowski daje koncert gry aktorskiej, choć mniej tu nagiej ludzkiej duszy, jak w Portrecie, a więcej aktorskiej popisówki, w miarę jak obaj bohaterowie są coraz pijani i wewnętrznie wypatroszeni. Forma teatru telewizji wykorzystana wzorcowo, mimo tylko jednej, niezmiennej przez cały spektakl sceny: od tego zbliżenia na cieknący kran, przez gry światłem i ruch sceniczny wokół tego jednego stołu i dwóch krzeseł, po coraz bardziej spocone głowy bohaterów. Co tu dużo mówić - trzeba obejrzeć!

A zrobić to można pod tymi linkami, wystarczy kliknąć ODTWÓRZ:

https://vod.tvp.pl/teatr-telewizji,202/portret,309151

https://vod.tvp.pl/teatr-telewizji,202/emigranci,308834

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 106 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group