Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest czw, 18 października 2018 14:17:37

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 08:57:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 16:53:29
Posty: 13733
Skąd: wieś
Pet pisze:
Wiara istnieje wtedy, gdy NIE MA PEWNOSCI, a jej sila pozwala przezwyciezac wszelkie watpliwosci


Fakt... :wink:

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 10:26:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
Pet pisze:
Wiara istnieje wtedy, gdy NIE MA PEWNOSCI,

nie nie, wiara jest wtedy, gdy istnieje całkowita PEWNOŚĆ. to własnie jest wiara. Wiara musi mieć jakieś oparcie, którym jest konkretne wydarzenie. chrześcijaństwo opiera się na wydarzeniach, które miały miejsce. tych wydarzeń byli świadkowie. Cała Biblia nie jest fikcją literacką, tylko księgą "historyczną", pełną faktów i żywych konkretnych ludzi. Wiara to jest dświadczeniem działania Boga tu i teraz. No i albo człowiek to widzi albo nie. Oczywiście tu wychodzi na wierzch kwestia różnych interpretacji wydazreń, o których mówił panek. Ale - i tu czas na osobiste świadectwo - ja mam w swoim życiu JEDEN taki fakt, którego nie da się zinterpretować inaczej. Jest to fakt namacalny, którego mam dowód, i dzięki temu faktowi już mnie nikt nie zbałamuci, że Boga nie ma. Upadam często i błądzę, ale MAM PEWNOŚĆ właśnie, że Bóg Jest. I tylko na tej pewności mogę budować swoją wiarę.

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 10:29:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 16:53:29
Posty: 13733
Skąd: wieś
Całkowicie się z Tobą zgadzam.. :piwo:

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 10:46:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 21:54:20
Posty: 6351
A ja jednak podpisuję się pod postem Peta:


Pet pisze:
Wiara istnieje wtedy, gdy NIE MA PEWNOSCI, a jej sila pozwala przezwyciezac wszelkie watpliwosci



Też tak uważam.
A "namacalny" dowód...
Po pierwsze - nie wiem, czym musiałby on być, by wykluczał pojawienie się wątpliwości. Nawet CUDA widziane na własne oczy można rożnorako zinterpretować i nie uwierzyć, i nie mieć pewności. Więc wiara jest czymś więcej, niż ten znak... To jest jakaś tajemnicza otwartość... Łaska.

Po drugie - konieczność zaistnienia w życiu "namacalnego dowodu" wyklucza poza obręb wierzących wielką grupę ludzi. Bo nie zostało im dane doświadczenie czegoś wielkiego, co mógłby ktoś nazwać "dowodem" (choć wciąż nie wiem, co by to mogło być). Ale może zostały im dane jakieś...hmm...mniejszego kalibru doświadczenia. Lub też mają po prostu łaskę wiary - i już. Czytają Słowo i ono do nich mówi, porusza ich (mimo, że nigdy nie doświadczyli cudu i skądinąd miewają wątpliwości).
Natalia - skąd taka właśnie definicja wiary, która wyklucza z grona wierzących bardzo wielką rzeszę ludzi? Skąd pewność, że wiara właśnie tak MUSI wyglądać u wszystkich wierzących?

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 13:19:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 16 stycznia 2006 14:40:27
Posty: 26
Skąd: Bródno od morza do morza!
Gravi pisze:
Sednem jest to, że gdzieś na samym początku tej relacji musiałem dostać jakieś potwierdzenie,

Zdaje się że przechodzimy na wyższy poziom teologiczny, a ja nawet pierszego tomu Tatarkiewicza do połowy doczytałem, i chyba sie na tym nie za bardzo znam :? Jak coś plączę to dziękuję za rozplątanie :) Jeśli dobrze rozumiem, to chcesz powiedzieć, to że wiara nie zależy li-tylko od człowieka samego w sobie, a jest uzależniona od interwencji Boga, czyli od jego łaski. Tu się z Tobą zgodzę :piwo:
Szczęściem jest to, że ową łaskę otrzymują wszyscy, bo dlaczegóż by nie wszyscy mieli ją dostawać? Oznaczałoby to, że jedni są wybrani, a inni nie. A Bóg kocha wszystkich. To chyba jest jakiś spór o predystynację i chyba już został rozwiązany :)
Gdy napisałem, że nie można swojej wiary uzależniać od rzeczy otrzymywanych od Boga, miałem na myśli to, że nie można powiedzieć do Boga: albo cud, albo figa z makiem i w Ciebie nie wierzę. A taką postawę przyjmuje wielu ludzi. A w jaki sposób doznajemy Bożej łaski, to możnaby wiele pisać - myślę, że każdy ma inaczej, dlatego to jest takie fajne :)

Gravi pisze:
Pomijając fakt, że takie poglądy były dla mnie zawsze czymś wyssanym z palca i nie mającym związku z rzeczywistością....

Gravi pisze:
Myślę, że dojrzała wiara nie ma nic wspólnego z naiwnością.

Może nie najtrafniej to sformułowałem. Wcześniej w tym wątku było pisane, (upraszczam) czy lepiej być prostaczkiem czy mądralą w drodze do Boga. Ja uważam, że prostaczkiem. Dzieckiem. Z kilku powodów. Dzieci się wszędzie wciskają, w każdą dziurę wejdą, a Bóg właśnie chce abyśmy przez wąską bramę się przeciskali. Dzieci są uparte, a Bóg właśnie chce abyśmy kołatali do skutku. Dzieci są enargiczne i gwałtowne, a właśnie gwałtem mamy się wdzierać do Królestwa Niebieskiego. Dla dzieci nie ma rzeczy niemożliwych, tak jak dla Boga, a człowiek wierzący może wszystko. Bóg chce abyśmy się nim zafascynowali i abyśmy jak dzieci za nim gonili, i jak dzieci się cieszyli jak go znajdziemy. Chrześcijaństwo to nie jest postawa statyczna, racjonalna i wykalkulowana jaką mają ludzie starzy. Dążenie do Boga to gonitwa, emocje, łzy i radość, to bitwa, zakochanie, zmagania i duże lody na koniec :) To dziecięctwo. To również "dziecinne" przyjęcie woli Bożej i podążanie swoją wolą za nią. Jak Maryja, Bóg jej ogłosił swoją wolę, a ona powiedziała "fiat". "Tak Tato" :)

natalia pisze:
Cała Biblia nie jest fikcją literacką, tylko księgą "historyczną"

No, ale nie wszystko tam jest napisane dosłownie. Nie jest to reportaż z życia Chrystusa. Zgodzę się że tam występują żywi ludzie, a przede wszystkim żywy Bóg, opisane są tam prawdziwe zdarzenia, ale my wierzymy nie tylko w to że był w tam, czynił cuda, umarł i zmartwychwstał, ale również w obietnicę, a gwarancja jej spełnienia nie jest materialnie namacalna, bo odnosi się do przyszłości.

natalia pisze:
I tylko na tej pewności mogę budować swoją wiarę.

Rozumiem twój punkt widzenia. Trudno by Ci było modlić się do kogoś w czyje istnienie w ogóle byś nie wierzyła. A ja mówię do wszystkich nie wierzących: to, że wy w Niego nie wierzycie, to nie znaczy że On nie istnieje, nie poddawajcie się! Próbujcie uwierzyć! To może nieracjonalne, ale trzeba wypłynąć na głębię :)

monika pisze:
Czytają Słowo i ono do nich mówi

Proste :piwo:

Pozdrawiam wszystkich :)

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 13:35:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3776
Skąd: Warszawa
monika pisze:
skąd taka właśnie definicja wiary, która wyklucza z grona wierzących bardzo wielką rzeszę ludzi? Skąd pewność, że wiara właśnie tak MUSI wyglądać u wszystkich wierzących?

No właśnie. Gravi w innym wątku jeszcze bardziej dosadnie sformułował myśl prowadzącą do tego pytania. Skąd założenie, że jak ktoś nie przeżył osobistego doświadczenia obecności Boga, to znaczy że nie wierzy? A jeśli mówi, że wierzy, to kłamie? Jedyną odpowiedzią, jaka przychodzi mi do głowy, jest to, że taka wiara jest dla nas zbyt trudna.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 14:03:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
monika pisze:
Natalia - skąd taka właśnie definicja wiary, która wyklucza z grona wierzących bardzo wielką rzeszę ludzi? Skąd pewność, że wiara właśnie tak MUSI wyglądać u wszystkich wierzących?

...ależ skąd taki wniosek ? ...przecież przezywanie wiary jest rzecza indywidualną....jeden tak a drugi tak ...dla Natalii potrzebne jest DOSWIADCZENIE BOGA.....bez tego jej wiara jest "teoretyczna"....tak mi sie wydaje........ale ja uważam że KAŻDY czlowiek ma takie fakty w życiu....tylko trza się mniej "alienować" a bardziej "żyć" ....

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 14:45:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 17:45:18
Posty: 486
Skąd: Królewskie Stołeczne Rezydencjalne Miasto Wrocław
monika pisze:
Po drugie - konieczność zaistnienia w życiu "namacalnego dowodu" wyklucza poza obręb wierzących wielką grupę ludzi. Bo nie zostało im dane doświadczenie czegoś wielkiego, co mógłby ktoś nazwać "dowodem" (choć wciąż nie wiem, co by to mogło być). Ale może zostały im dane jakieś...hmm...mniejszego kalibru doświadczenia. Lub też mają po prostu łaskę wiary - i już. Czytają Słowo i ono do nich mówi, porusza ich (mimo, że nigdy nie doświadczyli cudu i skądinąd miewają wątpliwości).


Jeśli czytam Słowo i je przeżywam, staram się na Nie otwierać, to Ono przemienia moje życie i to jest dla mnie cud. Tylko musi mi sie chcieć podjąć wysiłek ciągłego wchodzenia w relację z Bogiem żywym, a z tym jest jak wiadomo róznie (i w tym momencie zaczął mi chodzić po głowie Psalm 42 w wykonaniu Andżeliki...:) ). Jesli czekam z założonymi rękami aż spadnie z nieba jakiś cud, że zobaczę/doświadczę uzdrowienia albo coś, to mogę się albo doczekać albo nie. Ale jeśli zechcę żyć Słowem Bożym, to doświadczam Boga i dzieją się cuda - np taki zatwardziały grzesznik jak ja może czynic dobro.

_________________
-Panie Havranek, za 5 lat tu będzie IV Rzeczpospolita.
-Ja se ne boje, ja mam rakovinu..


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 15:11:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
.....no tak....ale czym innym jest SŁOWO BOGA a czym innym Pismo święte !.....SŁOWEM BOGA jest wlaśnie konkretne życiowe doświadczenie....

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 07 kwietnia 2006 21:10:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 16:53:29
Posty: 13733
Skąd: wieś
coorchack pisze:
Zdaje się że przechodzimy na wyższy poziom teologiczny, a ja nawet pierszego tomu Tatarkiewicza do połowy doczytałem, i chyba sie na tym nie za bardzo znam


Nie znam się na teologii i zdaje mi się, że my wszyscy tutaj raczej piszemy o tym, co myślimy na te tematy niż wymieniamy się wiedzą książkową.

Wszystkie posty dały mi to dużo do myślenia. :piwo:

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 08 kwietnia 2006 00:21:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20877
Bardzo ciekawa dyskusja rzeczywiście - ponieważ jednak dopiero teraz ją przeczytałem, nie czuję jakoś powołania do włączania się w nią... natomiast co by pozostać w temacie - "wspomnienie o Papieżu" - ... ja wspominam Jana Pawła II najbardziej ze wszystkiego nie za to, kiedy był, ale za ten tydzień, i więcej niz tydzień, kiedy go zabrakło.

Te dni żałoby, które biskup Jarecki określił jako "planetarne rekolekcje", były jednymi z najważniejszych w moim życiu. Nigdy też osoba Papieża nie była mi tak bliska jak wtedy. Coś się zmieniło tam, na tych Placach, marszach i alejach Jana Pawła. Może się i potem rozproszyło, ale na pewno nie do końca. Dla mnie osobiście to, co działo się z ludźmi po śmierci papieża było najwyraźniejszym ze wszystkich znakiem świętości. Czymś, czego ja z kolei nie mogę zinterpretować inaczej niż jako znaku prosto z nieba.

I tak jak Bogus i inni, bardzo się cieszę, że w niedzielę wieczorem mogłem, choc spóźniony, być na Placu, a nie gdziekolwiek indziej. Nawet jeżeli w porównaniu do zeszłego roku był to ledwie okruch.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 kwietnia 2006 20:53:44 
Co do nieobocności Papy w ostatnich postach w tym wątku, to myślę iż czułby się on ok iż przy okazji wspominania Jego rozmawia się o Sprawach Większych, Sprawach Najważniejszych. Ta dyskusja jak dla mnie jest równeiż częscią Jego świadectwa.

coorchack pisze:
a "fakt" uznajesz coś co istnieje, co jest prawdziwe. Słońce świeci=fakt, woda jest mokra=fakt, Bóg istnieje=fakt. Ale ktoś dociekliwy spyta: a po czym wnosisz? Słońce: a otwórz oczy i spójrz, woda: zanurz rękę, Bóg: ...hmm


otwórz serce

Ja wciąż mam postKartezyjski problem, czyli odczyywanie Jego działań. Bo czyż zmysły mnie nie mamią, a jego działanie widzę tam gdzie nie on działa, a moze nawet tam gdzie działa Najgorszy Zły i tego ostatniego słucham?

coorchack pisze:
"«Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego»." (Mk 10,14-16)

I tego się właśnie bardzo boję.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 20 czerwca 2006 14:20:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 21:54:20
Posty: 6351
Gravi ponad miesiąc temu pisze:
W kontekście tego, o czym tutaj rozmawiamy, skojarzyły mi się dwie informacje. Jedna dzisiejsza, druga z jednej z książek ks. Twardowskiego.

(...)

Ksiądz Twardowski napisał:
Podano mi adres pewnego profesora, który chciał przyjąć chrzest święty. (...) Ponieważ wiedziałem, że mam do czynienia z wybitnym naukowcem, starałem się tłumaczyć Biblię, jak to się mówi, na rozum. Tłumaczyłem, że żona Lota nie zmieniła się w słup soli, po prostu autor posłużył się językiem obrazowym (...)

Profesor nie był ze mnie zadowolony.

- Mnie tak tłumaczyć nie trzeba. Wierzę dosłownie w to , co mówi Biblia. Po prostu doświadczyłem w życiu rzeczy niezwykłych.
I opowiedział mi taką historię:
- W czasie wojny w obawie przed Niemcami przedostałem się do Związku Radzieckiego i znalazłem się za kręgiem polarnym. Były tam jeszcze święte gaje, gdzie stały pomniki Lenina i Stalina. Pewnego dnia bardzo ciężko zachorowałem. Zawieziono mnie do szpitala w miejcie, położono w sali na drugim piętrze. Podobno byłem w stanie beznadziejnym. Ponieważ zaczęto zwozić rannych żołnierzy z frontu, a brakowało miejsc w szpitalu, w ogólnym rozgardiaszu zostałem spisany na straty, i wyrzucony przez okno na podwórze. Nie tylko, że nic mi się nie stało, ale ugryzł mnie owad, który - jak się później okazało - miał jad o właściwościach antybiotyku. Szybko się wyleczyłem. Ponieważ to przeżyłem, wiem, że wszystko, co wydaje się niemożliwe - jest możliwe. Nie potrzeba mi tłumaczyć, tak jak ksiądz tłumaczy. Wierzę, że żona Lota mogła zamienić się w słup soli i Morze Czerwone rozstąpiło się przed Mojżeszem.


Przeczytałam niedawno "Elementarz" ks. Jana Twardowskiego (zbiór wierszy, homilii, aforyzmów, anegdot itd.) i znalazłam tam opowieść, zacytowaną przez Graviego.
Znalazłam jednak jeszcze coś, co skojarzyło mi się z rozmowami w tym wątku - o "ludziach wyższego umysłu" (i ich krytyce) itd.

Jan Twardowski pisze:
Widocznie pasterze nie biegli z daleka, bo żadna kolęda nie mówi, że byli zmęczeni, zasapani, że ciężko oddychali po długim biegu...

Sercu ludzkiemu zawsze jest blisko do Pana Boga.

Tymczasem ci trzej uczeni astronomowie, z tytułami królewskimi jak z dyplomami, tłukli się po pustyniach dwa lata, a może i dłużej. Droga ludzkiego rozumu do Boga jest czasem znacznie dłuższa (chociaż rozum też składa pokłon Bogu, ale zawsze spóźnialski, maruda.)

Czy nie dzieje się to wszystko teraz, na naszych oczach?

Ile musi rozum podróżować, ile się musi tłuc na wielbłądach, ile udźwignąć pakunków, żeby wreszcie pokłonić się Bogu.

Ten pokłon rozumu jest niezwykły i wzruszający. Pasterze może uklękli, a może stali tylko w stajni z sercem wyrywającym się do nieba - a rozum dumny, szukający prawdy, wszystko sprawdzający, położył się na ziemi cichutko, jak myszka.

Pokłon rozumu jest chyba ważniejszy, bo głębszy od pokłonu serca. Niech nas nie zraża, że czasem może być trudniejszy


Jak widać, Twardowski również stwierdza, że rozumnym może być trudniej przyjąć Boga. Ale jednocześnie - w ostatnim akapicie - ocenia ten pokłon (w pewnym sensie) wyżej, niż pokłon serca. Być może jest w tym szacunek i podziw dla rozumu jako daru Boga - czego mi brakowało w tekście chasyda, zacytowanego tu kiedyś.

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 20 czerwca 2006 14:20:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 21:54:20
Posty: 6351
Gravi ponad miesiąc temu pisze:
W kontekście tego, o czym tutaj rozmawiamy, skojarzyły mi się dwie informacje. Jedna dzisiejsza, druga z jednej z książek ks. Twardowskiego.

(...)

Ksiądz Twardowski napisał:
Podano mi adres pewnego profesora, który chciał przyjąć chrzest święty. (...) Ponieważ wiedziałem, że mam do czynienia z wybitnym naukowcem, starałem się tłumaczyć Biblię, jak to się mówi, na rozum. Tłumaczyłem, że żona Lota nie zmieniła się w słup soli, po prostu autor posłużył się językiem obrazowym (...)

Profesor nie był ze mnie zadowolony.

- Mnie tak tłumaczyć nie trzeba. Wierzę dosłownie w to , co mówi Biblia. Po prostu doświadczyłem w życiu rzeczy niezwykłych.
I opowiedział mi taką historię:
- W czasie wojny w obawie przed Niemcami przedostałem się do Związku Radzieckiego i znalazłem się za kręgiem polarnym. Były tam jeszcze święte gaje, gdzie stały pomniki Lenina i Stalina. Pewnego dnia bardzo ciężko zachorowałem. Zawieziono mnie do szpitala w miejcie, położono w sali na drugim piętrze. Podobno byłem w stanie beznadziejnym. Ponieważ zaczęto zwozić rannych żołnierzy z frontu, a brakowało miejsc w szpitalu, w ogólnym rozgardiaszu zostałem spisany na straty, i wyrzucony przez okno na podwórze. Nie tylko, że nic mi się nie stało, ale ugryzł mnie owad, który - jak się później okazało - miał jad o właściwościach antybiotyku. Szybko się wyleczyłem. Ponieważ to przeżyłem, wiem, że wszystko, co wydaje się niemożliwe - jest możliwe. Nie potrzeba mi tłumaczyć, tak jak ksiądz tłumaczy. Wierzę, że żona Lota mogła zamienić się w słup soli i Morze Czerwone rozstąpiło się przed Mojżeszem.


Przeczytałam niedawno "Elementarz" ks. Jana Twardowskiego (zbiór wierszy, homilii, aforyzmów, anegdot itd.) i znalazłam tam opowieść, zacytowaną przez Graviego.
Znalazłam jednak jeszcze coś, co skojarzyło mi się z rozmowami w tym wątku - o "ludziach wyższego umysłu" (i ich krytyce) itd.

Jan Twardowski pisze:
Widocznie pasterze nie biegli z daleka, bo żadna kolęda nie mówi, że byli zmęczeni, zasapani, że ciężko oddychali po długim biegu...

Sercu ludzkiemu zawsze jest blisko do Pana Boga.

Tymczasem ci trzej uczeni astronomowie, z tytułami królewskimi jak z dyplomami, tłukli się po pustyniach dwa lata, a może i dłużej. Droga ludzkiego rozumu do Boga jest czasem znacznie dłuższa (chociaż rozum też składa pokłon Bogu, ale zawsze spóźnialski, maruda.)

Czy nie dzieje się to wszystko teraz, na naszych oczach?

Ile musi rozum podróżować, ile się musi tłuc na wielbłądach, ile udźwignąć pakunków, żeby wreszcie pokłonić się Bogu.

Ten pokłon rozumu jest niezwykły i wzruszający. Pasterze może uklękli, a może stali tylko w stajni z sercem wyrywającym się do nieba - a rozum dumny, szukający prawdy, wszystko sprawdzający, położył się na ziemi cichutko, jak myszka.

Pokłon rozumu jest chyba ważniejszy, bo głębszy od pokłonu serca. Niech nas nie zraża, że czasem może być trudniejszy


Jak widać, Twardowski również stwierdza, że rozumnym może być trudniej przyjąć Boga. Ale jednocześnie - w ostatnim akapicie - ocenia ten pokłon (w pewnym sensie) wyżej, niż pokłon serca. Być może jest w tym szacunek i podziw dla rozumu jako daru Boga - czego mi brakowało w tekście chasyda, zacytowanego tu kiedyś.

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 02 kwietnia 2008 21:37:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 05 listopada 2006 23:16:30
Posty: 187
Skąd: Śrem
Właśnie mijają dokładnie 3 lata od śmierci naszago papieża Jana Pawła II.
Być może o naszym Papieżu było mówione tu wiele, ale przyszła mi myśl aby w tym temacie połączyć nasze wspomnienia ze spotkań z Ojcem Świętym z naszymi zdjęciami z nich, wspomnienia z pielgrzymek i nasze przeżycia z nimi związane.

Jak teraz On jest w nas obecny, jaki ma wpływ na nasze życie...

Właśnie słyszę dzwony z pobliskiego kościoła - jest 21:37

_________________
programy-gry.pl
gra-muzyka.pl


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group