Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 17 listopada 2018 00:17:39

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 56 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 22 maja 2010 20:02:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 7755
Skąd: Piła wojenna
-Myślałeś, że uda ci się prysnąć za granicę, tak? Tak mi przykro, że muszę pokrzyżować ci plany. - położył ciężką łapę na ramieniu Edwarda i wykrzywił twarz w szerokim, złowróżebnym uśmiechu.
Pod Eł ugięły się nogi. Ledwo co odzyskany optymizm prysnął niczym bańka mydlana. Wtem rozległ się huk wystrzału. Na koszuli Heinricha wykwitła okazała czerwona plama i mężczyzna osunął się na ziemię. Edward odwrócił się do tyłu. Za nim stał Gerard, teatralnie dmuchając na lufę pistoletu. Eł nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nie miał pojęcia, że jego stary przyjaciel jest zdolny z zimną krwią zabić człowieka. Szok mieszał się z poczuciem ulgi, wdzięczność z poczuciem winy - jak można cieszyć się z morderstwa? Ale jego kłopoty skończyły się i to było teraz najważniejsze...

Uśmiechnął się niewyraźnie do kumpla, zastanawiając się, co mu na to wszystko powiedzieć? 'Dziękuję' w tej sytuacji było jednak cokolwiek groteskowe i jakby niestosowne...

-Był zbędny. Za dużo wiedział i za dużo chciał dla siebie. - oczy lampiarza zwęziły się groźnie. Skonsternowany Edward zdębiał.
-Teraz będziesz pracował bezpośrednio dla nas. Dostaniesz gratis jeszcze jeden dodatkowy dzień na wykonanie roboty, ale papa mobile musi znaleźć się w naszych rękach! - tym razem to Gerard łapą jeszcze cięższą niż heinrichowa poklepał go po ramieniu. Zza jego pleców niewiadomo kiedy wyłoniła się Relomma uśmiechając się zalotnie i zachęcająco, jakby chciała powiedzieć 'wierzę w ciebie, misiaczku'. Wtedy Eł spostrzegł, że odpada jej czubek nosa. Olśniło go. To charakteryzacja! Jak mógł być tak głupi i uwierzyć, że to naprawdę ona! A Gerard... ależ oczywiście, zarost maskował rysy szczęki, ale jak mógł nie zauważyć, że brwi układają się w zupełnie inną linię... jego prawdziwy przyjaciel najwyraźniej naprawdę od dawna już nie żył... a prawdziwa Relomma niczego nie świadoma wciąż czekała na niego w Słowenii.

Co za kretyn ze mnie, że nabrałem się na taką maskaradę!!! - Edward miał ochotę tłuc głową w ścianę, ale niestety nie było żadnej pod ręką...

[A tak kontynuując przewijający się czasem w tym wątku offtop-albo-i-nie -offtop futbolowy - dziś jakiś dowcipniś samobójca wydarł się na całe gardło moim podwórku 'Polonia Warszawa!!!'. Nie wyjrzałam przez okno, żeby sprawdzić, co się po tym z nim stało... :okolata: :lol: ]

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 23 maja 2010 08:14:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
..świetnie Fengari :!: Intryga, intryga i jeszcze raz intryga... :wink:

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 23 maja 2010 14:02:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
co dalej? co dalej?

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 23 maja 2010 16:13:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
...kobieta i mężczyzna podajacy się za latarnika oraz Relommę nim oddalili się od Edwarda wręczyli mu białą niezaadresowana kopertę.
Kopertę formatu A-4 Edward błyskawicznie schował pod dżinsową kurtkę "Elpo" Już miał oddalic się spod baru "Rogatka" ..ale jeszcze raz postanowił zerknąc na ciało Heinricha znajdujące się nieopodal ukwieconego o tej porze roku klombu. Ku swemu ogromnemu zdziwieniu Heinrich poruszal prawą ręką...Edward szybko podbiegł w stronę Heinricha z kieszeni wyciągnął krótkofalówkę i nadał sygnał S.O.S..
Po chwili w krótkofalówce pojawił się głos dyspozytora miejscowego oddziału pogotowia ratunkowego...
- Co się stało..? - zapytał dyspozytor
- Na ulicy Barbary leży ranny człowiek - odparł Eł.
- Co to znaczy ranny? -odparł czlowiek przyjmujący zgłoszenie
- Ten człowiek został postrzelony -odparł Eł
- To znaczy jest pan świadkiem zajścia? - zapytał dyspozytor
- Nie nie jestem , ale jeżeli w przeciągu paru minut czlowiek ten nie otrzyma pomocy to najzwyczajniej w życiu się wykrwawi i będzie pan miał trupa....- odparł zdenerwowany Edward
- Dobrze..proszę nie ruszac siez miejsca zaraz przyjedzie ambulans -odparł dyspozytor...
Edward wyłączył krótkofalówkę i czym prędzej oddalił się z miejsca.
Mijając budynek domu handlowego "Tęcza" udał się w stronę postoju taksówek. Po przybyciu na postój wskoczył do pierwszej z nich i usiadł na tylnej kanapie...
-Dokąd pan sobie życzy - zapytał taksówkarz
- Do Słoweni proszę - odparł Edward
- Gdzie??? - zapytał zdziwiony taksówkarz
- Żartowalem - odpowiedział Edward
- Pod hotel "Merkury " proszę - kontynułował.
Eł wiedział ,że do swego domu nie moze dzisiaj wrócic. I jeszcze ta koperta..Co w niej moze byc?- pomyślał
- 19 złotych - oznajmił taksówkarz
Eł położył banknot 20 złotowy i szybko wyskoczył z pojazdu. Obejrzał się za siebie wyciągnła papierosa i zapalił. Paląc zastanawiał się kim byli ci ludzie , którzy najpierw strzelali do Heinricha a pózniej wręczyli mu białą nieopisana kopertę formatu A-4...
Czym prędzej postanowił udac się do hotelu.
-Poproszę jeden pokój - rzekł Edward do recepcjonisty
- Pan sobie życzy jednoosobowy z łazienką i widokiem na panoramę huty? -odparł recepcjonista
- Tak może byc...w zasadzie jest mi to obojętne. -powiedział Edward
-A na jak długo pan sobie życzy - kontynułował recepcjonista
- Na razie na jeden...góra dwa dni..a potem się zobaczy -odpowiedział Edward
- Żeby dopełnic formalności poprosze o jakiś dokument tożsamości -oznajmił recepcjonista
-Jak by to panu powiedziec....hmmm....nie mam - odparł Edward
-W związku z tym nie mogę pana u nas zameldowac -oznajmił recepcjonista
- Jak by to powiedziec..."Gdzie kucharek szesc" - powiedział Edward
-"Tam nie ma co jeśc" - - odowiedział recepcjonista i dalej kontynulował...trzeba tak było od razu...Kameleon jestem...Kończac zdanie podał ręke w geście powitania i wręczył klucz Edwardowi...
- Czy Relomma kontaktowała się z tobą Kameleonie? - zapytał Edward
- Tak ..lecz powiedziała że mamy czekac - odparł Kameleon
Eł zabrał pęk kluczy i udał się na piętro hotelu "Merkury".
Po wejsciu do pokoju usiadł przy stoliku wyciagnła białą nieopisaną kopertę formatu A-4 szybkim pociagnięciem nożyka kuchennego rozerwal ja i zabaczył co jest w środku...

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 24 maja 2010 07:55:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 13572
Skąd: Poznań
"Heinrich już niepotrzebny. Działasz bezpośrednio pode mną. Sprawę załatwiaj bez zwłoki. Skontaktujemy się z tobą".
Podpisano - Alfred.

Ach więc to tak... kilkakrotnie wspominany przez Heinricha wspólnik - Alfred. Jak widać, postanowił wykolegować kolegę - pomyślał z przekąsem Edward. Ale po chwili znów poczuł niepokój - po pierwsze jaką wielką wagę musi mieć cała rzecz, skoro posunięto się do strzelaniny w biały dzień! Po drugie - Heinrich być może przeżyje, a Alfred o tym nie wie... A Edward w środku tego wszystkiego...
Postanowił na razie robić dobrą minę do niebezpiecznej gry w kontaktach z Alfredem i cierpliwie czekać na Relommę.
Teraz dopiero, w chwili spokoju, poczuł ogrom zmęczenia. Uświadomił sobie że od kilku godzin nie nie jadł, nic nie pił, nie spał, nie doił kozy, cały czas żył w ogromnym napięciu. Napił się wody z kranu, położył się na kanapie i przymknął oczy. Zaokienne chóralne zaśpiewy "Warta! Warta!" kibiców zdążających na mecz były dla niego jak dobra kołysanka...

Tymczasem Relomma po bezskutecznych próbach nabycia biletu lotniczego do Warszawy (przyczyną było wyjątkowo silne pylenie topoli i w efekcie wstrzymanie ruchu lotniczego), wsiadła w pociąg Koper - Wiedeń, mając nadzieję na korzystną przesiadkę na Wien Hauptbanhof...
Przemykając przez Alpy Julijskie, pięknie oświetlone przez niskie już słońce, zmierzała ku Edwardowi i jego zawikłanej historii.

_________________
Odchodzę i miewam się znakomicie. Słyszałem wszystko, co mówiliście przez sto lat, bo wcale nie jestem głuchy. Wiem też, że cały czas urządzaliście ukradkiem zabawy.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 24 maja 2010 17:16:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 7755
Skąd: Piła wojenna
Edward spał pogrążony w niespokojnym, pełnym koszmarów śnie, kiedy z hukiem otwarły się drzwi jego hotelowego pokoju. Zdyszana postać wbiegła do środka, zatrzasnęła drzwi, zaryglowała i osunęła się na podłogę, opierając o nie plecami. Eł rozbudzony początkowo nie wiedział jeszcze, co jest jawą a co snem, w końcu jednak udało mu się powrócić do rzeczywistości. Zapalił lampkę nocną. W jej świetle rozpoznał nieoczekiwanego gościa.
-Relomma???
Zziajana kobieta z trudem łapała oddech, w końcu wyrzuciła z siebie:
-Ścigali mnie!
-Kto??? Czyżby ktoś wiedział o naszej akcji i chciał nam przeszkodzić?!
-Nieee - pokręciła głową i machnęła ręką. -To nie ma z tym nic wspólnego. -odwinęła z szyi czerwono-biało-zielony szalik. - To tylko kibice Warty.
Relomma pochodziła z Warszawy i chociaż od 30 lat już tam nie mieszkała, w jej sercu wciąż gościła Legia.

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 24 maja 2010 17:35:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
...nim Relomma dotarła do Edwarda... :D ( żeby zapobiec bilokacji)


....po przybyciu do Wiednia , Relomma nabyła w przydworcowym małym kiosku paczkę papiersów Camel oraz prasę dzienną w języku niemieckim.
Chwilę snuła się po przydworcowych sklepikach w oczekiwaniu na Gustawa. Człowieka tego nie znała. Człowieka tego polecił Relommie Kameleon. Wiedziała tylko że jest wysokim człowiekiem o nieco rzymskich rysach nosa i dosyc specyficznym sposobem poruszania się. Gustaw niby dla zgrywy a niby nie dla zgrywy poruszał się ruchem konika szachowego. Gustaw mówił ze sposób swego poruszania , to sposób na skuteczne maskowanie się w tłumie....
Relomma poprzez dworcowy hol udała się w kierunku peronu numer 1. Na peronie tym miała spotkac się z Gustawem. Mijając po drodze patrol wiedeńskiej policji postanowiła jeszce raz skontaktowac się z Kameleonem...Jako sposób na kontakt z Kameleonem wybrała opcję o kryptonimie "dasgłuchentelefonen" czyli podpięcie telefonu numerycznego do sieci obcej. Zabieg ten miał na celu brak ewentualnej identyfikacji numeru telefonicznego najpierw poprzez identyfikację sieci , a następnie identyfikację miejsca w którym znajduje się nadawca rozmowy. Jako miejsce podłączenie słuchawkomikrofonu z tarczą numeryczną wybrała pomieszczenie piwniczne zlokalizowane bezpośrednio pod budką telefoniczną obsługującą peron nr 1...
Wchodząc do piwnicy ze swej czerwonej torebki najpierw wyciagnęła latarkę napędzaną dynamen a następnie słuchawkomikrofon z tarczą numeryczną...
Łiiii...łiiiii...łiiiii...łiiii....zakręciła 4 razy dynamem powodując świecenie się latarki a następnie mikrośrubokrętem także na dynamo , którego korbką zakręciła także 4 razy...łiii...łiii...łiiii....łiiii...odkręciła pokrywę szafy sterowniczej dostając się do jej styków...Dwoma końcówkami typu "żabka" podpjęła się do styków centralki a następnie wybrała numer....
W słuchawce tego specyficznego telefonu pojawił się znajomy głos...
- Hotel "Merkury" recepcja czym mogę slużyc.....?
- Gdzie kucharek sześc - zaczęła Relomma
-Tam nie ma co jeśc - dokończył Kameleon
- Słuchaj Joachim....jest kontakt...czy Gustaw jest pewnym człowiekiem? - spytała Relomma..- Tak,. Ręczę za niego. Nie jest to rozmowa na telefon ale możesz mu w pełni zaufac -odparł Kameleon.-Dobra ..kończmy. Niech Edward czeka...Niech czeka i o nic nie pyta. To na razie..Pa!.... - powiedziała Relomma.
Gustaw był znanym wiedeńskim jak go nazywano "stwórcą " , czyli człowiekiem nadającym swoim bliżnim nową tożsamośc...czyli najlepszym w tej części Europy fałszerzem dokumentów...Gustaw był także genialnym chirurgiem plastycznym..... :wink:

_________________
..Ty się tym zajmij..


Ostatnio zmieniony pn, 24 maja 2010 19:07:41 przez wuka, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 24 maja 2010 17:42:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
...teraz to by trza Relommę jakoś przetransportowac do hotelu "Merkury".
Wcześniej musiała by się jeszcze spotkac z Gustawem i odebrac..oczywiście... :wink: fałszywe dokumenty dla siebie i Edwarda... :D

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 09:35:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 13572
Skąd: Poznań
-Jakim cudem jesteś tu tak szybko? - Edward nie mógł wyjść z podziwu
-Spałeś dwanaście godzin i czterdzieści osiem minut, stary eee... druhu! - odparła trzeźwo Relomma a Edward spojrzał na zegarek i musiał przyznać jej rację.
-Miałam znakomite połączenie z Wiednia - ciągnęła Relomma, chowając głębiej Camele i zapalając cygaretkę o aromacie fasoli boliwijskiej (najnowszy wrzask mody na Bałkanach).
Edward stropił się - wiedział już, że musi wysłuchać całej opowieści przyjaciółki. Relomma była miłośniczką kolejnictwa i z upodobaniem rozprawiała o swych doświadczeniach z drogami żelaznymi.
-No więc - chuchnęła dymem w kształcie zszywacza marki Leitz - złapałam Eurocity do Pragi. Dosłownie pięć minut później z Hlavni Nadrazi odjeżdżał express do Wrocławia. Tu miałam trochę pecha - zwiał mi icek, więc wsiadłam w kibla przez Krotoszyn i Jarocin, ej... słuchasz? - trąciła łokciem Edwarda, który patrzył bezmyślnie w okno.
-Słucham, słucham - zapewnił gorliwie - przez Młociny, tak? No, no...
-Daj spokój - warknęła - przejdźmy do rzeczy.
Przez chwilę obmacywali swoje ubrania ale nie znaleźli pluskiew ani innych śladów podsłuchów.
-Dobrze - orzekła Relomma, poprawiając miseczki stanika - to teraz słuchaj. Już w Wiedniu zaczęłam rozwiązywać problem, ale musisz mi go sprecyzować. Co konkretnie potrzebujesz i na kiedy? Załatwię niemal wszystko oprócz biletów na Lecha - zaśmiała się i zmrużyła jedno oko.
-Nie bądź taka pewna - odparł ponuro Edward - to ma być towar dla Alfreda a to nie byle kto. Nie zawahał się strzelać do Heinricha, gdy uznał że jest za mało skuteczny...
-Nie mazgaj się tylko gadaj - zniecierpliwiła się Relomma i zgasiła niedopałek na różowym tipsie.

_________________
Odchodzę i miewam się znakomicie. Słyszałem wszystko, co mówiliście przez sto lat, bo wcale nie jestem głuchy. Wiem też, że cały czas urządzaliście ukradkiem zabawy.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 15:59:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 7755
Skąd: Piła wojenna
-Przede wszystkim szkoda trochę, żeś się tak przejęła tą akcją...Myślałem, że zaszyjemy się razem w jakimś słoweńskim kurorcie i pies z kulawą nogą nas nie znajdzie... -Edwardowi wzrok się zamglił tak jakoś tęsknie i marzycielsko, po czym grymas zniechęcenia wpełznął na twarz, kiedy myślami wrócił już na ziemię. Już miał przejść do omawiana konkretów, kiedy...
-Wiesz, może to nie jest taki zły pomysł... To wszystko jeszcze da się załatwić! - Relommie myśl najwyraźniej przypadła do gustu. -Tylko lepiej polećmy na Hawaje, tam będzie jeszcze trudniej nas namierzyć. Mam fałszywe paszporty, nie wpadną na nasz trop... - oczyma wyobraźni już widziała palmy kołysane ciepłą bryzą, różowe drinki z lilowymi parasolkami i siebie w brokatowej sukience.

Słodką chwilę brutalnie rozdarł swym chrupaniem Pacman. Eł odebrał telefon.
-Żadnych takich numerów, stary. Mamy was pod stałą obserwacją. Nie zrobicie kroku bez naszej wiedzy! Towar ma być nasz, inaczej wiesz, co cię czeka! - Alfred się rozłączył, a Edward nerwowo rozejrzał po pokoju i dopiero po chwili dostrzegł czarne oczko kamery błyskające z gałki w drzwiczkach bieliźniarki.

-Nici z Hawajów. Rezerwuj bilety na najbliższy lot do Watykanu... - westchnął z rezygnacją, włączył telewizor i zaczął przerzucać kanały z nadzieją, że trafi na jakiś mecz. Należało mu się coś na osłodę życia...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 16:30:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
Fengari pisze:
różowe drinki z lilowymi parasolkami

:killer: :twisted: :wink: :)

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 16:40:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 7755
Skąd: Piła wojenna
A lilowe parasolki Ci nie przeszkadzają? A brokatowa sukienka (zapomniałam dodać, że oczywiście w kolorze soczystych malin)? :twisted: :pinkelephant :wink:

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 18:39:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
Fengari pisze:
A brokatowa sukienka (zapomniałam dodać, że oczywiście w kolorze soczystych malin)?

..oooooo...sukienka z brokatem w kolorze malin spoko! :wink:

...Edward wyszedł z hotelu i udał się na najblższy przystanek komunikacji miejskiej który znajdował się niepodal biblioteki miejskiej i baru o marnej reputacji o nazwie "Przystanek" . W kiosku zlokalizowanym nieopodal przystanku kupił paczkę paierosów "Giewont" bez filtra , baterię płaską która służyła do zasilania przenośnego radiotelefonu oraz los loterii "Karolinka" . Papierosy i baterie włożył do swojej kurtki typu dżins wiadomej marki , a los loterii "Karolinka" rozpieczętował i swój rzekomy szczęśliwy numer sprawdził w wykazie numerów wygranych...
- No i co Edziu....jak zwykle jajco......- rzekł do siebie.
Nieszczęśliwy los wyrzucił do kosza na śmieci i niezbyt szybkim krokiem udał się na przystanek. Najpierw zerknał na rozkład jazdy, a następnie na zegarek marki "Czajka"...Do przyjazdu autobusu linii 22 bis pozostało 35 minut w związku z tym Edward postanowił zajrzec do baru o określonej reputacji, niekoniecznie dobrej o nazwie "Przystanek"...
Przed barem trzymając się barierek pomalowanych w biało czerwone paski stało dwóch mężczyzn. Mężczyżni ci byli nieżle zawiani i zachowywali się dosyc agresywnie. Gdy Edward wchodził po stromych schodach jeden z nich zaczepił go...
- Eeee..ty...papierosa masz?- rzekł
Edward odwrócił się i powiedział...
Mam
- No to kopsnij szluga gościu bo jak nie to....
Tego specyficznego dosyc słowotoku nie zdążły kontynułowac, ponieważ Edward jednym ruchem prawej nogi wymierzył mu centralnie w mordę.
Gośc przelatując przez barierki pomalowane w bialo czerwone paski nakrył się nogami i nie dawał znaku życia. Jego towarzysz , gośc dosyc niski i gruby wnet pospieszył swemu kumplowi na ratunek....
- Czesiu żyjesz...? - mówiąc te słowa szarpał Czesławem jak kłodą
Czesław zaczłą dawac pierwsze oznaki odzyskiwania świadomości w postaci sporej ilosci wyrzuconych wymiocin...
Edward beznamiętnie przygładał się tym żałosnym królom przedmieścia i rzekł...
- Te kurdupel....spytaj Czesia czy jeszcze ma ochotę zapalic?
Kurdupel spocony troche ze strachu a trochę z wysiłku podniósł Czesława a potem głowę i rzekł....
- Przepraszam pana...wie pan...Czesio to dobry człowiek..tylko ta praca...no co prawda społecznie ale zawsze...no ta praca w ORMO...no ta praca to daje chlopu popalic, to i czasem w głowie mu się miesza..Już dzisiaj drugi raz mu życie ratuje...Wie pan ...byliśmy ostatnio w barze "Rogatka"...no i pod barem strzelanina była...No i jak strzelali to Czesławowi znowu się ten "ormowiec włączył". Mówię mu chłopie siedz na dupie i nie wychodż na zewnątrz , a ten swoje...Wrzeszczy "wpierioooood...." i wyskakuję przed bar....A tam...a tam jacyś dziwni ludzie...meżczyzna i kobieta. Ledwo co do nich podleciał i zaraz dostał centralnie z laczka...tak jak od pana..No i mierzą jeszcze do niego z pistoletu. No to sobie myślę...matko jedyna!..już po Czesławie...Ale na szczęście odstąpili....
Eł pogłaskał się po swej ogolonej do skóry głowie chwilę pomyślał i wszedł do baru...
- Jedno piwo proszę i pięcdziesiątkę "z kłoskiem" -rzekł
- A co piwa?- spytała znudzona młoda bufetowa opierajac swą głowę o łokcie i płaszcac swe atrbuty kobiecości o blat "szynkwasu"...
- A co jest? - rzekł Eł
- "Meduza", bigos , jajko w majonezie ,śledż w oleju , sałatka warzywna....ale zasadniczo odradzam panu konsumpcję -odpowiedział bufetowa.
- No ale zamówic pan musi , bo walczymy o "Złotą Patelnię" ...rozumie pan - dodała
-Rozumiem...to niech pani da "meduzę" - rzekł
Na stoliku barowym ,którego blat znajdował się na wysokości klatki piersiowej Edwarda i który nie był wyposażony w miejsca siedzące , Eł postawił kieliszek z wódką , gruby cieżki kufel z piwem konsystencji "siuśki" oraz porcelitowy talerzyk z wieprzową galaretą.
Pięcdziesiatkę przyjął do ogranizmu błyskawicznie, popił sporym łykiem piwa miejscowego browaru i zapalił papierosa. Jeszcze raz pomyślał o incydencie z "ormowcem" Czesławem , zrobił ostatniego sztacha papierosem marki "Giewnont" bez filtra i umiecił niedopalonego do końca papierosa w "meduzie". Czynnośc umieszczania niedopalonego peta w niskonsumowanej zakąsce powtarzał każdorazowo gdy odwiedzał miejscowe lokale o marnej reputacji. Wiedział że "nienaruszone "aczkolwiek zapłacone zakąski omijając kasę fiskalną zjawiskiem autorewersu trafiają do barowego menu i straszą swym jestestwem grożnie spogladając na swe potencjalne ofiary zza szyby lady chłodniczej. O procederze tym Edward doskonale wiedział. Nim zajął się pracą w "służbach" był etatowym pracownikiem miejscowego "Sanepid-u".
Edward zerknąl na zegarek i wyszedł z baru "Przystanek". Przed barem stali jeszcze kurdupel i Czesław.
Edward wyciągnął paczkę papierosów podszedł do nich .
Przyjaciel "ormowca" zrobił krok do tyłu i zasłonił twarz ręką.
Czesław natomiast nieświadomy niczego stał wyprostowany jak struna, a o zajściu z przed kilkudziesięciu minut świadczyło tylko spore limo oka prawego....
Edward rzekł...
-No to jak ....zapalimy?
- Przepraszam pana ale ja nie palę... - odpowiedział Czesław
-Masz rację chłopie...To niezdrowe..Oczy bolą od palenia...i porzygac się można - kończac swój wywód palec wskazujący skierował na zapaskudzone lakierki Czesława.
Czesław cały czas nieświadom zajścia z przed baru "Przystanek" stał nadal wyprostowany jak struna.
Edward uśmiechnąl się delikatnie i ruszył w stronę nadjezdżającego autobusu linii 22 bis. Autobus ten jechał w kierunku lotniska...


edit: Errata - nie można opierac głowę o łokcie ...ma byc o dłonie

_________________
..Ty się tym zajmij..


Ostatnio zmieniony czw, 27 maja 2010 04:54:14 przez wuka, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 maja 2010 23:29:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 7755
Skąd: Piła wojenna
Podczas, gdy Edward gasił pragnienie przed podróżą, Relomma wyskoczyła na krótkie zakupy. Z Hawajów i różowych drinków nici, ale przynajmniej tę brokatową kieckę musi sobie kupić! W końcu po takim Watykanie nie można ganiać w byle czym, trzeba się jakoś prezentować. Do sukienki rzecz jasna konieczne są dodatki, parę uroczych amarantowych fatałaszków wpadło jej w oko, kilka z nich nawet po promocyjnej cenie. Takiej okazji nie mogła przepuścić!

Szczęśliwa i zadowolona ze swoich nabytków dotarła na lotnisko niemal w tym samym czasie, co Eł. Zgłosili się do odprawy. Młoda celniczka z niesmakiem popatrzyła na przekrzywiony krawat Edwarda, pokręciła nosem na woń wydobywającą się z jego ust i ze zbyt intensywną uwagą zaczęła przyglądać się jego paszportowi.
-Pan chyba nie jest całkiem trzeźwy? Skąd mam mieć pewność, że nie będzie pan sprawiał kłopotów na pokładzie? I ten dokument... hmm... budzi pewne wątpliwości...
Eł poczuł, że intensywnie się poci...
-Cztery słonie, różowe słonie - zaintonowała na to po cichu Relomma.
-Każdy kokardkę ma na ogonie - dośpiewała linijkę celniczka i uśmiechnęła się szeroko. - Trzeba tak było od razu! Oczywiście, mogą państwo iść, miłego lotu życzę!
Wkrótce potem zajęli miejsca w samolocie i odlecieli ku południu Europy.

-Co za idiotyczne hasło... - siedział i myślał sobie Edward, nie mogąc wyjść ze zdumienia.
-Skąd ta miła kobieta wiedziała, że uwielbiam tą piosenkę? - zastanawiała się wprawiona w doskonały humor i nastawiona odtąd życzliwie do całego świata i każdego pasażera celniczka.

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 28 maja 2010 20:51:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16880
...podróż minęła spokojnie. Na lotnisku w Rzymie Edwarda i Relommę przywitala piękna pogoda. Kobieta i mężczyzna opuścili terminal lotniska i udali się na postój taksówek. Nim do niego dotarli wstąpili najpierw do miejskiego szaletu. Przybytek ten obsługiwany przez czarnoskórą "pisuardesę" stanowił miejsce kontaktowe. Dalsze instrukcje miały się znajdowac w rezerwuarze kabiny nr 1 toalety meskiej...
Edward wszedł do kabiny oznaczonej numerem 1 , pociagnął za srebrny łańcuszek. Woda z rezerwuaru wypełniła muszlę klozetową a następnie szybko spłynęła do kanalizacji. Edward zamknła klapę sedesu , postawił najpierw prawą nogę na niej, lewą ręką przytrzymał się drzwi kabiny ,a następnei postawił na klapie sedesu lewą nogę. Gdy był już pewien że nie starci równowagi , obiema rękami złapał za klapę górnopłuku i szybkim ruchem rąk niczym wytrawny hydraulik otworzył to porcelanowe cacko...
Na samym dnie rezerwuaru znajdowała się zawinęta w kopertę bąbelkową biała koperta formatu A5. Edward zeskoczył z klapy sedesu i dosyc niecierpliwym ruchem rąk rozerwał kopertę babelkową ,a następnie nożem typu kozik przeciął delikatnie brzegi białej koperty formatu A 5...Ze środka wyciagnął niewielka kartkę....przeczytał ją...i ze zdumienia usiadł na dupie....momentalnie.
- A "freak" Simon ....Musisz opuścic Rzym...Nastąpiło przekłamanie w dyktowanym tekście...Bład mały ale zasadniczy...zamiast "papa mobile" powinno byc "tatra mobile"...Do zobaczenia w Czechach......
Edward wyszedł z toalety..Momentalnie znalazła się przy nim Relomma..
- No i co Edwardzie...no i co...? -rzekła zniecierpliwiona
- Jakby ci to powiedziec Relommo....hmmm...byłaś ty kobieto kiedykolwiek w zlotej Pradze? - odpowiedział Edward
- Nie . A dlaczego pytasz? - rzekła kobieta w sukience koloru malinowego obsypanej brokatem.
Eł nic nie mówiąc podał Relommie białą kopertę formatu A5, a w niej wiadomośc na niewielkiej kartce podobnego formatu.
W okolicach szaletu miejskiego miasta Rzym slychac było swojsko brzmiące przekleństwo wydawane z ust kobiety w sukience koloru malinowego obsypanej brokatem....
.....Motylaaaaa nogaaaaaaaaa!!!!!!!!!

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 56 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group