Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 22 listopada 2017 17:43:02

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 08 lipca 2015 21:56:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
drugi etap do oglądania faktycznie nie miał nic ciekawego (ale trzeci i czwarty miały!), natomiast zupełnie nieoczekiwanie trochę wiatr zdmuchnął część kolarzy i się porobiły znacznie większe różnice w klasyfikacji generalnej, niż ktokolwiek by się na tym etapie wyścigu spodziewał. więc sam etap nie był interesujący, ale dał interesujące efekty ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 lipca 2015 09:38:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
No nie, ale teraz to już przesada :? Kolejny etap z gatunku takich, które powinny być bez historii, a tu w końcówce kraksa, w której obojczyk łamie lider wyścigu... Masakra. I to taki fajny kolarz :(
I to już drugi lider w tym Tourze, który po okropnym wypadku musi się wycofać (minęło dopiero sześć etapów!) :shock:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 14 lipca 2015 19:23:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
Dzisiejszy etap znakomity! jeżeli ktoś ma ochotę obejrzeć kolarstwo i na najwyższym poziomie, i z emocjami, to warto dziś włączyć sobie jakąś powtórkę na eurosporcie.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 15 lipca 2015 21:31:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
No i dziś też :D

Niezły kozak z tego Majki. Oczywiście wiadomo, że nikt z czołówki nie miał wielkiego interesu go gonić, ale to nie zmienia faktu, że wygrał w wielkim stylu. Poza tym, o ile czołówka pilnowała raczej samą siebie, niż Majkę z godzinna stratą w generalce, o tyle jest w wyścigu cała plejada kolarzy, którym klasyfikacja generalna dawno uciekła, a o zwycięstwie etapowym by marzyli (zwłaszcza na tak prestiżowym etapie!). I tacy mieli interes go gonić! Daniel Martin próbował, ale za późno się zabrał do roboty i zresztą chyba Majka był po prostu za mocny.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 15 lipca 2015 21:32:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20846
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Nie mam pojęcia, jak rozgrywał się etap, ale ostatnie sześć kilometrów widziałem. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 15 lipca 2015 21:35:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
dzięki za esa! :-)

(ostatnie 6 km to już było pozamiatane, ale chyba najciekawsze to musiało być, kiedy Majka zaatakował i wjeżdżał na ten Tourmalet)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 07 sierpnia 2015 05:52:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 2679
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Obrazek

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

"If you say why not bomb [Soviets] tomorrow, I say, why not today. If you say today at five o’clock, I say why not one o’clock?" John Von Neumann


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 07 maja 2016 23:20:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
Rozkręca się Giro d'Italia. Różni fachowcy typują Majkę wśród głównych kandydatów do zwycięstwa. Ja-fachowiec myślę, że akurat to nie będzie jego wyścig niestety, lecz na szczęście jestem słabym fachowcem i mogłem się pomylić. Według mnie wygra Uran, bo dwa razy był drugi i kiedyś w końcu trzeba wygrać. Nie wiem, czego się spodziewać po Valverde - z jednej strony ma na pewno wielkie nadzieje, żeby w KOŃCU wygrać jakiś Wielki Tour, z drugiej - w Giro nigdy nie odnosił sukcesów (nie wiem nawet, czy w nim jeździł?) i jakoś nie czuję, żeby to miało być to wymarzone zwycięstwo. Nibali według mnie spuchnie. W dziesiątce oczywiście się zmieści, ale dla niego liczy się tu chyba tylko victoria. Z Włochów najwyżej będzie tym razem Pozzovivo. Jeszcze są ci mniej znani hiszpańskojęzyczni, Landa, Nieve, Amador - to są dla mnie kandydaci do czołówki, ale nie na wygraną. Bardziej niebezpieczny jest według mnie Rosjanin Zakarin i obstawiam go bardzo wysoko.

A Majka? Trzymajmy kciuki... Może powalczyć. Był już na Giro siódmy i szósty. Vueltę rok temu skończył na trzecim miejscu. Pierwsza piątka byłaby niezła, podium bardzo dobre. Zwycięstwo? Niewykluczone, ale nie stawiam na niego.

Według mnie podium:
1. Uran
2. Zakarin
3. Landa

więc pewnie wygrają Valverde i Nibali ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 21 maja 2016 14:28:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
Moje podium z posta wyżej się zachwiało w poprzednią niedzielę, po czasówce, którą Uran przejechał bardzo słabo, a Zakarin zaczął świetnie, po czym dwa razy się wywrócił. Obaj pozostają w szeroko pojętej czołówce, ale czy mają szansę przebić się na samą górę?
A Landa się rozchorował i wycofał.
Crazy pisze:
Z Włochów najwyżej będzie tym razem Pozzovivo.

też na razie zupełnie nie idzie w tym kierunku.

Z mojego poprzedniego posta najlepiej wygląda zdanie
Crazy pisze:
jestem słabym fachowcem i mogłem się pomylić

oraz ostatnie, bo rzeczywiście Nibali i Valverde wyglądają na poza zasięgiem.

Przy okazji -
Crazy pisze:
Valverde (...) w Giro nigdy nie odnosił sukcesów (nie wiem nawet, czy w nim jeździł?)

Już wiem, że nie - jest to jego debiut w Giro. Życzę mu zwycięstwa bardzo gorąco!

Dziś etap na zabijanie, zaraz idę oglądać: suma podjazdów przekracza 5000m :shock: :shock: :shock:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 06 czerwca 2016 09:32:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3467
Skąd: Warszawa
Miałem tu coś napisać o Giro, bo końcówkę trochę śledziłem (nieco zdalnie, ale jednak starałem się być na bieżąco) i wydała mi się nietypowo niezwykle interesująca jak na końcówkę wielkiego wyścigu, ale pomyślałem sobie, że wiele mądrego nie napiszę, to poczekam, co napisze Crazy. A Crazy nic nie napisał, ale teraz jest, to może jeszcze napisze? Co do Majki Crazy-fachowiec niestety się nie mylił - jakoś nie widać u niego postępu. Celem było podium, skończyło się na piątym miejscu (a i to zdaje się tylko dlatego, że jeden konkurent ubył), ostatnie w tej grupce, która jakoś tam jechała od początku do końca w czołówce. No i przy tych, co byli przed nim, wyglądał jednak w tych fragmentach, które widziałem, zwyczajnie marnie.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 08 czerwca 2016 12:29:43 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3263
Ja się zawsze wzbraniam przed mówieniem, że marnie, bo było-nie-było jest w grupce obecnie najlepszych kolarzy świata. Owszem, być może nigdy nie wygra żadnego z wielkich tourów, ale to jakby odejmować chwały Petacchiemu... (ostatnio troszkę się spierałam z teściem o Lewandowskiego - w ogóle wolę patrzeć na indywidualne sportowe losy widząc szklankę pełną i w dodatku z czymś pysznym ;-))
Bogus pisze:
wydała mi się nietypowo niezwykle interesująca jak na końcówkę wielkiego wyścigu
tu na pewno Crazy więcej wie - ja mam poczucie, że z tym cholerstwem nigdy nie wiadomo. Bardzo dużo zależy od organizatorów - kiedy np. czasówka to jeden z ostatnich etapów, to już w ogóle trudno prorokować. Owszem, czasem ktoś wygrywa tour już na początku 2. tygodnia, ale sytuacje, w których różnice w czasie po tych tysiącach kilometrów to raptem kilka-kilkanaście sekund też są częste.

Giro w tym roku wydało mi się średnio fajne tak ogólnie, bo chyba tylko za 2 razy końcówka etapu wywoływała moje odgłosy paszczą (pewnie najbardziej, gdy zwyciężał Matteo Trentin), trochę zabrakło mi "bohatera wyścigu" - chyba że Jungels...
Za całkowitą porażkę uważam wycofanie się sprinterów. Ja bym im odebrała zwycięstwa etapowe :evil:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 01 lipca 2016 23:03:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
W Wigilię Touru de France'u czas napisać wreszcie o Girze.

Po miesiącu chyba najbardziej żywo pamiętam z niego, jak lider w różowej koszulce wpadł z pełnym impetem w bandę ze śniegu. To jednak widok dalece niecodzienny; Holender Kruiswijk w moich przewidywaniach w ogóle nie zaistniał, ba - nawet zapomniałem o jego istnieniu, tym niemniej blisko końca Giro miał 3 minuty przewagi i zanosiło się na sensacyjne zwycięstwo. Aż tu przedostatnie góry, 50 km do mety, wjeżdżają w krainę śniegów, cała czołówka dzielnie wspięła się na przełęcz, zaczynają ostre zjazdy i :boom:

lider w pryzmie śniegu, rower koziołkuje... dla przypomnienia:
phpBB [video]


Masakra. Chwilę potem czy przedtem ostatni z moich faworytów, który jeszcze ma szanse, Ilnur Zakarin, nie ma tyle szczęścia co Kruiswijk i wpada do rowu, i łamie obojczyk. Po czym Nibali pokazuje ogromną formę, klasę zwycięzcy i chyba już na tym etapie tak naprawdę wygrywa, choć liderem zostaje jeszcze na jeden etap Kolumbijczyk Chaves. Następnego dnia Nibali mu odjedzie na dobre. Chaves drugi i wychodzi na to, że w ciągu ostatnich czterech Gir, trzy razy Kolumbijczycy zajmowali drugie miejsce...

Cichym bohaterem wyścigu był według mnie Michele Scarponi. Gość, który ma na własnym koncie zwycięstwo w 2011, tym razem harował jak wół na rzecz Nibalego, przed którym chylę czoła, bez wątpienia, ale z takim pomocnikiem, to lżejszy wysiłek.

Z moich przewidywań - niestety - sprawdził się tylko Majka. Jego występ należy ocenić tak, jak napisałem na początku wyścigu:
Cytat:
Pierwsza piątka byłaby niezła, podium bardzo dobre.


Na pewno nie jest to wtopa ani krok w tył. Nie zgodzę się też, że zajął miejsce
Cytat:
ostatnie w tej grupce, która jakoś tam jechała od początku do końca w czołówce.


Przypomnę:
5. Majka
6. Jungels
7. Uran
8. Amador

oni wszyscy, a już na pewno Jungels i Uran, cały czas się trzymali czołówki i regularnie i do końca istnieli gdzieś tam z przodu. Majka był od nich wytrwalszy, bo ani razu nie odpadł daleko. Natomiast rzeczywiście nie błyszczał, bo co i raz odpadał niedaleko, tracił kolejne sekundy i minuty, a przede wszystkim - ani razu nie pokazał się aktywniej. Tak samo zresztą Uran. Z tej czwórki powyżej Jungels i Amador wypadli zdecydowanie wyraźniej, zresztą obaj byli tymczasowo liderami. A najlepiej z nich podobał mi się

9. Darwin Atapuma

Kolumbijczyk, którego najbardziej lubię za przedostatni etap Tour de Pologne w 2013, kiedy wygrał w Bukowinie jeden z najlepszych etapów kolarskich, jakie w ogóle pamiętam. Tutaj w Giro nie poszło mu w zasadzie: nic nie wygrał, dwa razy był w trójce górskich etapów. Ale atakował jak wściekły i mimo że zwykle go doganiali, ostatecznie wywalczył miejsce w pierwszej dziesiątce, co rzadko się takim zadziornym atakierom udaje.


Jutro Tour de France się zaczyna. Jakoś nic o nim nie wiem!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 02 lipca 2016 15:59:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
Pooglądałem sobie składy drużyn, obejrzałem z grubsza plan etapów. Na kilkanaście kilometrów przed metą pierwszego etapu warto by chociaż trafić zwycięzcę dzisiejszego. Na starcie trzej najlepsi sprinterzy ostatnich lat: Kittel, Cavendish i Greipel. Jest i Degenkolb, choć nie na dziś. Jest Sagan, jest Alaphilippe, Kristoff. Jeżeli chodzi o szybkościowców, to będą mieli pole do popisu.

To co, dziś znowu Kittel? Tylko żeby się po trzech etapach znowu nie wycofał :roll:

A na mecie w Paryżu hmm... Froome po raz trzeci? Nuda. Contador po latach? Należałoby się, ale nie sądzę. Pozostańmy przy wierze w Kolumbijczyka, który dwa razy był drugi, więc tym razem wygra!

1. Quintana
2. Contador
3. Aru

Froome zawiedzie. Rodriguez straci szanse na podium po czasówce. Valverde będzie pomagał Quintanie, przez co w samej czołówce nie będzie, ale w dziesiątce się utrzyma. Porte nie będzie miał wystarczającego wsparcia. Francuzi będą wysoko, ale o podium nie zawalczą, najwyżej będzie Pinot. Będzie jakaś niespodzianka w pierwszej piątce. Team Giant może pokazać więcej, niż by się o nich myślało. Majka znowu wygra jeden etap. A na Polach Elizejskich wygra, a co tam - Cavendish!

Trzynaście przewidywań, czy choć trzy się sprawdzą? ;-)

edit po etapie: pierwsze było blisko, ale dziś wygrał Cavendish! - super :D Nie trafiłem więc, ale jako że mam tu być nie bukmacherem, tylko ekspertem, to czuję się spełniony. Napisałem:
Cytat:
Na starcie trzej najlepsi sprinterzy ostatnich lat: Kittel, Cavendish i Greipel. Jest i Degenkolb, choć nie na dziś. Jest Sagan

i czterej z tych pięciu zajęło pierwsze cztery miejsca.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 16 lipca 2016 21:13:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20007
Dzisiejszy etap Tour de Pologne byl nieslychany. Ciesze sie jednak, ze nie bylem tam osobiscie... praca na dworze od 6 do 23, kiedy caly czas leje ci na glowe i w dodatku jest zimno - to juz przerabialem i kolegom nie zazdroszcze.

Ale ogladanie tego bylo niezwykle; wielkie zwyciestwo Tima Wellensa (ktorego zwyciestwo na tegorocznym Giro bylo swoja droga tez piekne!) w strugach ulewnego deszczu, proby pogoni, ktore spelzly na niczym, bo strata drugiego zawodnika na mecie wyniosla prawie 4 minuty (!!!)... przypomnialo mi to zwyciestwo Jensa Voigta w 2008 a wkrotce potem przypomnialo sie ono tez panom komentatorom i powiedzieli, ze od tamtego czasu nie bylo tak gigantycznego zwyciestwa na Tourze. Wtedy - podczas ostatniego wrzesniowego Touru, kiedy pogoda byla od pierwszego do ostatniego dnia tak tragiczna, ze przez tydzien widzialem slonce jeden raz przez ok. godzine - przyszlismy rano na mete pod Krokwia i padal deszcz, deszcz ze sniegiem. Potem chodzilem po ludziach i w miare mozliwosci roznosilem cieple napoje, o ile udalo sie je zrobic... Voigt przyjechal na mete a za nim dlugo dlugo nikt.
Ale wtedy to byl praktycznie koniec wyscigu a tymczasem w tym roku jest jeszcze etap jutrzejszy, w Bukowinie. Pogoda ma byc nic nie lepsza! A to przeciez etap w Bukowinie zawsze rozstrzygal, w Zakopanem czesto dojezdzal do mety peleton i byly sprinty - wygral tam Sagan, wygral Hushovd, tacy typowi specjalisci od finiszow w trudnych warunkach. Peleton! Dzis peleton w ogole nie zaistnial, w ogole chyba nie zaistnieje juz, bo nie wiem, ilu zawodnikow sie wycofalo (polowa?). Straty sa ogromne. Bardzo jestem ciekaw jutrzejszego dnia!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 17 lipca 2016 10:23:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5466
ta sytuacja http://www.przegladsportowy.pl/kolarstw ... 1,974.html
Obrazek
przypomniała tę historię
Cytat:
- Mademoiselle, czy mógłbym pożyczyć rower? - zakrwawiony, brudny i przepocony kolarz stał obok młodej, dwudziestoletniej kobiety. Przerażonej kobiety.

Przejechała na rowerze z oddalonej o około 10 kilometrów wioski. Nie była wielką zwolenniczką kolarstwa, wiedziała jednak, że spotka tutaj młodzieńca, w którym się skrycie kochała, mieszkał wieś obok i uwielbiał kibicować podczas Tour de France. Miał na imię Andre. Przyjechała i trzymając rower patrzyła z rozkoszą nie na peleton, a swojego wybranka. I nagle...


- Mademoiselle, mogę? - głos luksemburskiego kolarza, Nicolasa Frantza był coraz bardziej natarczywy.
- Eee, taaaaaak, proszę... - nawet nie wiedziała, co się dzieje.

Frantz wskoczył na "damkę" i pomknął w kierunku mety.

Do tej sytuacji doszło w 1928 roku podczas jednego z etapów TdF. Zawodnik z Luksemburga przewrócił się na jednym z zakrętów i złamał ramę swojego roweru. Do mety było jeszcze 100 kilometrów. Nie dojechałby. A był liderem wyścigu. Wskoczył więc na pożyczony od kobiety sprzęt i stracił na mecie aż 28. minut. Mimo to utrzymał pozycję lidera, a potem - oczywiście na kolejnych etapach jechał już na męskim rowerze - wygrał TdF. Zresztą, był dominatorem, wygrał aż 20 etapów Wielkiej Pętli, a dwukrotnie klasyfikację generalną. Za jego czasów kibice nazywali ten wyścig: Tour de Frantz.

A kobieta... Podobno kilka miesięcy później została żoną Andre. Kiedy zobaczył, że słynny kolarz prosi ją o rower, a potem odjeżdża w stronę mety, zakochał się od pierwszego spojrzenia. Trafiła go strzała Amora.


fajnie zakręcone relacje Marka Brzezińskiego /etap 14 - hardo na bakier z poziomem, wspina się jak alpinista, czekany pedałów wgryzają się w asfalt/
http://www.polskieradio.pl/43/265/Artyk ... kiej-Petli

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group