Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 27 maja 2019 01:00:03

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 133 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9
Autor Wiadomość
PostWysłany: wt, 01 grudnia 2015 09:42:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14056
Skąd: Poznań
Dla usprawiedliwienia syna muszę wspomnieć, że dokonał on czynu zabronionego z chęci odwetu - kolega ów kilka dni temu właśnie jego zamknął...
Mikołajek w pełnej krasie :wink:

_________________
Mihajlovic nie wejdzie już chyba na boisko, to wielka strata dla drużyny Jugosławii, dotychczas 1 bramka w turnieju, co prawda samobójcza, ale to było przypadkiem


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 01 grudnia 2015 09:47:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13651
Skąd: nieruchome Piaski
Dobre chociaż i to, że odwet przybrał wymiar starotestamentowej zasady talionu, a nie naszej swojskiej słowiańskiej wróżdy :mrgreen:

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 lutego 2017 13:41:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14056
Skąd: Poznań
W liceum jedna z klatek schodowych schodziła poniżej parteru, do półpiętra a potem rozciągała się w tajemnicze jelito ślepe, ciemne i zagracone. Gdyby iść naprzód, po kilku metrach natknęłoby się na drzwi ewakuacyjne (oczywiście zaryglowane tak, że nawet Henryk Kwinto by ich nie otworzył), w połowie jelita natomiast ciemniały drzwi na lewo. Było to tylne wyjście z kuchni, zasadniczo nie używane - otwierano je tylko podczas dużych imprez czy studniówek, kiedy było spory ruch na trasie kuchnia-szkoła. Główne, oficjalne wejście do stołówki i kuchni znajdowało się po drugiej stronie przyziemia, przy innej klatce schodowej.
Od drugiej klasy gdy opanowała nas typowa dla wieku szkolnego głupawka, schodziliśmy tam i waliliśmy w te drzwi pięściami, po czym uciekaliśmy. Już na wysokości drugiego piętra słyszeliśmy niekiedy skrzypienie przy otwieraniu i głośne pomstowanie. Stopniowo byliśmy coraz bardziej bezczelni, przedłużając sobie czas do ucieczki. Na temat kar, które mogą na nas spaść w razie wpadki zaczęły krążyć wymyślne legendy. Przed wszystkim snuliśmy rozważania, że za drzwiami czyhają już na nas wściekli kucharze (w rzeczywistości były tam ze trzy panie kuchenne, które dziś z tego miejsca przepraszam za doznane krzywdy :) ). Kucharze mieli być bardzo silni, bardzo owłosieni, w końcu okazało się, że są też homoseksualistami. Biada temu, kto zostałby złapany i zawleczony do kuchni przez dyszącego zemstą (i żądzą) kucharza!
Niemniej jeszcze bardziej utrudniliśmy sobie zadanie - ostatni uciekający musiał lawirować w ciemnościach pomiędzy starymi krzesłami, które spychali z góry jego koledzy. Adrenalina!
Wreszcie któregoś dnia doszło do kulminacji. Waliliśmy w drzwi bardzo głośno i długo, kolega ruszył do góry, ja po chwili też, z góry sunęły krzesła, zaplątałem się w nie a drzwi skrzypnęły i zaczęły się otwierać! Usłyszałem krzyk i z tyłu ktoś mnie chwycił za łokieć. W ułamku sekundy wyobraźnia podsunęła mi obraz włochatej ręki kucharza Zenona, ubranego jedynie w luźny i mokry od potu fartuch. Wykonałem wspaniały, tygrysi skok przez barykadę krzeseł i wyrwałem się z uścisku. W szalonym pędzie dogoniłem resztę i uciekliśmy bezpiecznie na drugie piętro, nie bacząc na ścigające nas krzyki.
Ta historia, choć zakończona szczęśliwie, wyczerpała mnie mentalnie do tego stopnia, że zaniechałem wypraw pod kuchnię. Zresztą zdaliśmy już do klasy trzeciej i wypadało stać się poważniejszym. :)

_________________
Mihajlovic nie wejdzie już chyba na boisko, to wielka strata dla drużyny Jugosławii, dotychczas 1 bramka w turnieju, co prawda samobójcza, ale to było przypadkiem


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 lutego 2017 13:57:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13651
Skąd: nieruchome Piaski
Wyobraziłem sobie wydanie programu Bogusława Wołoszańskiego, w którym po wielu latach prowadzący docieka, kto Cię chwycił za łokieć. Obowiązkowo z całym sztafażem oprawy: światło wydobywające miejsce z mroku, niepokojąca muzyka i tembr jego głosu.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 lutego 2017 18:39:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 4227
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
arasek pisze:
W liceum jedna z klatek schodowych schodziła poniżej parteru, do półpiętra a potem rozciągała się w tajemnicze jelito ślepe, ciemne i zagracone. Gdyby iść naprzód, po kilku metrach natknęłoby się na drzwi ewakuacyjne (oczywiście zaryglowane tak, że nawet Henryk Kwinto by ich nie otworzył), w połowie jelita natomiast ciemniały drzwi na lewo. Było to tylne wyjście z kuchni, zasadniczo nie używane - otwierano je tylko podczas dużych imprez czy studniówek, kiedy było spory ruch na trasie kuchnia-szkoła. Główne, oficjalne wejście do stołówki i kuchni znajdowało się po drugiej stronie przyziemia, przy innej klatce schodowej.
Od drugiej klasy gdy opanowała nas typowa dla wieku szkolnego głupawka, schodziliśmy tam i waliliśmy w te drzwi pięściami, po czym uciekaliśmy. Już na wysokości drugiego piętra słyszeliśmy niekiedy skrzypienie przy otwieraniu i głośne pomstowanie. Stopniowo byliśmy coraz bardziej bezczelni, przedłużając sobie czas do ucieczki. Na temat kar, które mogą na nas spaść w razie wpadki zaczęły krążyć wymyślne legendy. Przed wszystkim snuliśmy rozważania, że za drzwiami czyhają już na nas wściekli kucharze (w rzeczywistości były tam ze trzy panie kuchenne, które dziś z tego miejsca przepraszam za doznane krzywdy ). Kucharze mieli być bardzo silni, bardzo owłosieni, w końcu okazało się, że są też homoseksualistami. Biada temu, kto zostałby złapany i zawleczony do kuchni przez dyszącego zemstą (i żądzą) kucharza!
Niemniej jeszcze bardziej utrudniliśmy sobie zadanie - ostatni uciekający musiał lawirować w ciemnościach pomiędzy starymi krzesłami, które spychali z góry jego koledzy. Adrenalina!
Wreszcie któregoś dnia doszło do kulminacji. Waliliśmy w drzwi bardzo głośno i długo, kolega ruszył do góry, ja po chwili też, z góry sunęły krzesła, zaplątałem się w nie a drzwi skrzypnęły i zaczęły się otwierać! Usłyszałem krzyk i z tyłu ktoś mnie chwycił za łokieć. W ułamku sekundy wyobraźnia podsunęła mi obraz włochatej ręki kucharza Zenona, ubranego jedynie w luźny i mokry od potu fartuch. Wykonałem wspaniały, tygrysi skok przez barykadę krzeseł i wyrwałem się z uścisku. W szalonym pędzie dogoniłem resztę i uciekliśmy bezpiecznie na drugie piętro, nie bacząc na ścigające nas krzyki.
Ta historia, choć zakończona szczęśliwie, wyczerpała mnie mentalnie do tego stopnia, że zaniechałem wypraw pod kuchnię. Zresztą zdaliśmy już do klasy trzeciej i wypadało stać się poważniejszym.


Co za historia!! Jako żywo przypomina mi pewne - również licealne - epizody z ekspedycji eksploracyjno-dewastacyjnych do znajdującej się pod szkołą Siedziby Błądzących Ciał.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 lutego 2017 20:43:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8205
Skąd: Piła wojenna
Aras, rozwaliła mnie Twoja historia! :lol:

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 02 lutego 2017 10:37:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14056
Skąd: Poznań
Miki pisze:
Wyobraziłem sobie wydanie programu Bogusława Wołoszańskiego, w którym po wielu latach prowadzący docieka, kto Cię chwycił za łokieć. Obowiązkowo z całym sztafażem oprawy: światło wydobywające miejsce z mroku, niepokojąca muzyka i tembr jego głosu.


Hehe, też sobie wyobraziłem i prawie oplułem klawiaturę :lol:

_________________
Mihajlovic nie wejdzie już chyba na boisko, to wielka strata dla drużyny Jugosławii, dotychczas 1 bramka w turnieju, co prawda samobójcza, ale to było przypadkiem


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 02 lutego 2017 10:40:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13651
Skąd: nieruchome Piaski
Gorzej, że dzięki Tapatalkowi Twoją opowieść przeczytałem w czasie zebrania kierownictwa urzędu. Musiałem się powstrzymywać, by nie parsknąć śmiechem, a przecież nikt nic śmiesznego nie powiedział :)

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 02 lutego 2017 11:52:44 

Rejestracja:
sob, 28 listopada 2009 17:01:35
Posty: 219
Mieliśmy w 2kl. technikum podobną zabawę ;) Szatnię w podziemiach starego gmaszyska urządzono w ten sposób, że korytarz z jednym tylko wejściem tworzył ring, a w jego środku była właściwa szatnia, zorganizowana jak w teatrze, gdzie woźni-szatniarze wydawali numerki. Ich kanciapa mieściła się w przeciwległym do wejścia końcu ringu. Podczas lekcji i niektórych przerw był zakaz wchodzenia do szatni i panowała tam niemal zupełna ciemność, nie licząc okolicy kanciapy z której sączyło się światło lampki. 'Zabawa' polegała na wbiegnięciu w korytarz i próbie zamknięcia kanciapy na klucz (najlepiej z kompletem szatniarzy w środku).
Przybrało to wręcz formę rytuału do którego włączyła się dwójka z woźnych organizując zasadzki, przeszkody, akcje wyprzedzające. Klimaty żywcem z książek Niziurskiego. Trwało to od jesieni do zimowych ferii. Po feriach, gdy brać szkolną obiegła wieść że w ich trakcie jeden z woźnych zmarł na zawał serca, akcje w szatni zakończyły się natychmiast i bezpowrotnie...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 04 marca 2017 20:30:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19236
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Muzyki w szkole podstawowej uczył mnie pan Arkadiusz Sęk. Z panem Sękiem miałem dobry układ. Ponieważ wiedział, że moje talenta muzyczne kwalifikują mnie co najwyżej jako skarbnika orkiestry, to nie męczył mnie solowym wykonywaniem Prząśniczek i innych klasycznych przebojów na forum klasy. Doceniałem ten miły gest z jego strony i w zamian pożyczałem mu horrory Jamesa Herberta i Grahama Mastertona, które wtedy namiętnie czytywałem. Pan Sęk nie tracił jednak wiary We mnie i mój głęboko ukryty potencjał muzyczny i pod koniec ósmej klasy podarował mi odbity na ksero śpiewnik zawierający teksty i taby popularnych w tamtym okresie polskich zespołów rockowych. Co prawda moje próby nauczenia się zagrania na gitarze Arachii Kultu, na co poświęciłem całe wakacje należny uznać za kompletnie nieudane, ale jednak dzięki temu śpiewnikowi poznałem kilka ciekawych zespołów i nauczyłem się tekstów ich piosenek. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczny.

Napomknąłem już zresztą o nim w niniejszym wątku, przy okazji wspominek dotyczących nauczycieli wuefu. O tu:

Pet pisze:
Skoro jesteśmy przy wu-efistach z epoki podstawówkowej, to muszę jeszcze wspomnieć o pani od wf-u, która co prawda nie prowadziła zajęć dla chłopaków, a dla dziewczyn, ale jej walory (nomen-omen) fizyczne przyczyniły się do tego, że w naszej budzie popularny na onczas hit Kazika "Spalam się", doczekał się przeróbki traktującej nie o pani od angielskiego, a od wf-u. Wielki smutek zapanował w szkole (oczywiście pośród męskiej części uczniów), kiedy okazało się, że pani Jola (a jakże!) jest w ciąży. Podejrzanym był pan od muzyki.


Po co o tym wspominam? Otóż pan Arkadiusz nie uczy już muzyki w podstawówce. Pan Arkadiusz gra w zespole wokalno-instrumentalnym o nazwie Active Core. Tu można posłuchać ich płyty: http://www.deezer.com/album/12231046


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 04 marca 2017 21:47:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 4227
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Grubo :shock:

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 04 marca 2017 22:23:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19236
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Tyler Durden pisze:
Grubo


Też jestem troszkę przytłoczony. Koleżanka z klasy organizuje z nim spotkanie w najbliższych dniach. Z zasady unikam spotkań klasowych z podstawówki, ale tym razem chyba się wybiorę. :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 10 marca 2019 21:22:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14056
Skąd: Poznań
arasek w 2012 roku pisze:
Nauczycielka biologii w liceum była ładna, wytworna i miła


Spotkałem ją niedawno! Wciąż pracuje w II LO i jest tam obecnie dyrektorką. Zaprosiła mnie na obchody stulecia placówki, które odbędą się w październiku.
Może przypomnę jej wtedy, że być może byłem jedynym jej uczniem, którego poczęstowała herbatą na lekcji. A było to tak - na przerwie ktoś przyniósł paluszki. Biologia się zaczęła a ja miałem jeszcze jednego do zjedzenia. Próbowałem szybko go schrupać, ale rzecz się wydała.... Spojrzała na mnie i słodkim głosem (ale wiecie, takim słodkim od którego człeka skręca ze strachu):
- O, ty chyba jesteś głodny, tak?
Ja próbowałem wycofu:
- Nie, nie pani profesor, ja tylko...
- No jak jesz na lekcji to chyba jednak byłeś głodny. To może jeszcze się napijesz? Proszę bardzo!
I poszła na zaplecze i tam, wśród trucheł żab w formalinie i gablot z motylami, zrobiła mi w szklance ekspresową herbatę. Przyniosła mi ją na ławkę. Musiałem robić dobrą minę do złej gry i pić ją stopniowo. Obawiałem się, że to tylko wstęp do dalszych tortur, ale zadowoliła się ostatecznie obserwacją mojego skonsternowania. Byłem pełen złych przeczuć - kosa z nią oznaczała niekończące się kłopoty z biologią. Odetchnąłem, gdy nic się nie stało.
Przed kolegami grałem jednak kozaka, twierdząc iż zamierzałem poskarżyć się że gorzka ale nie chciałem już robić gnoju...

_________________
Mihajlovic nie wejdzie już chyba na boisko, to wielka strata dla drużyny Jugosławii, dotychczas 1 bramka w turnieju, co prawda samobójcza, ale to było przypadkiem


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 133 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group