Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 25 lutego 2018 11:06:52

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1026 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 65, 66, 67, 68, 69
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 22 grudnia 2017 13:59:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
Łk 1, 46-56

Maryja dziękuje za wcielenie Syna Bożego

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

W owym czasie Maryja rzekła:

«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego imię jest święte.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».

Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 23 grudnia 2017 22:04:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
to co? kończymy roraty :)
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 1, 57-66


Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna.

Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał jej tak wielkie miłosierdzie, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. ale matka jego odpowiedziała: «Nie, natomiast ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię».

Pytali więc na migi jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I zdumieli się wszyscy.

A natychmiast otworzyły się jego usta i rozwiązał się jego język, i mówił, błogosławiąc Boga. Wtedy strach padł na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. a wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim

wielkie miłosierdzie

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 14 lutego 2018 08:37:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
Wielki Post 2018


Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Mt 6, 1-6. 16-18


Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».



Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Działo się to w małym miasteczku galilejskim – może w Naim, może w Endor,
może w Beth Maon, a może nawet w Magdali nad Jam Kinereth. Był szósty dzień
tygodnia. Mieszkańcy ze czcią podejmowali u siebie Rabbiego, a rosz hakneseth
zaprosił Go wraz z uczniami do swojego domu na uroczysty wieczór powitania
Szabatu. Posadził Go za stołem na honorowym miejscu, a po uczcie, gdy biesiadnicy
śpiewali psalmy pochwalne i pieśni dziękczynne, wyraził gorącą prośbę w imieniu
wszystkich bogobojnych, aby błogosławiony Gość zechciał jutro wygłosić kazanie
w synagodze. Jezus zgodził się.
Następnego dnia Rabbi wstąpił na bimah i wśród niezmąconej ciszy, która zaległa
dom modlitwy, odczytał dwa wersety ze Zwoju proroka Jesai:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty. Bóg Izraela, Zbawiciel! Zawstydzili się
i zmieszali wszyscy, razem odeszli z hańbą twórcy rzeźbionych bogów. Izrael
zbawiony jest przez Pana zbawieniem wiecznym”.
Jezus, odczytawszy te słowa, podciągnął chustę modlitewną na ramiona, nieco
odgarnął ją z czoła, pogładził brodę i ważąc każde słowo z osobna, prawie szeptem
powtórnie odczytał – Pisma Świętego nie wolno było na bimah cytować z pamięci –
pierwsze słowa wersetu:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty, Bóg Izraela, Zbawiciel!”
Dłonie Jezusa zbliżały się ku sobie i oddalały spokojnym, jednostajnym ruchem,
jakby rozsuwały, to znów zapuszczały niewidzialną zasłonę. I wtedy Jezus po raz
trzeci odczytał ten sam werset, ale głos Jego brzmiał teraz mocno, surowo:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty, Bóg Izraela, Zbawiciel!”
Począł mówić. Mówił słowami napominającymi. Ostrzegały one synów Izraela
przed pyszałkowatym spełnianiem na pokaz uczynków sprawiedliwych, bo takie
uczynki nie mają żadnej wartości przed obliczem Pana, który ich nie nagrodzi,
a może nawet nie dostrzeże – nie dostrzeże, ale widzi – a czegokolwiek Pan nie
dostrzega, skazane jest na nieistnienie.
Zatem ten i ów niepotrzebnie i bezskutecznie wystawia na pokaz swoje uczynki
i stroi się w nie samochwalczo, bo jeżeli nawet są naprawdę piękne i dobre, będą
potępione dla swojej próżności, a Bóg odwróci od nich swoją twarz i nie zaznają łaski
w Jego oczach! Dla tych samych powodów synowie Izraela, którzy rozdają jałmużnę
biednym, nie powinni o tym wokoło trąbić, jak to często dla pustej chwały ludzkiej
czynią obłudnicy w synagogach, na ulicach i placach, bo nagrody swojej na pewno
nie odbiorą! Dobre uczynki powinny być spełniane w ukryciu, w najgęstszym cieniu,
poza chmurą, a wtedy każdy z nich będzie miał wagę świętości i w każdym z nich
będzie ukryty Bóg, albowiem ukryty i bezimienny Bóg, Zbawiciel – słyszeliście, co
o Nim powiedział prorok Jesaja! – ukryty w jawnym utajeniu i w bezimienności,
umiłował dobre uczynki dokonywane w ukryciu i umiłował bezimienność dobrych
uczynków, bo powtarzają one Jego ukrycie i Jego bezimienność i są tego ukrycia
i bezimienności cieniem, echem i podobieństwem. Bóg ukryty przenika wszelkie
dobro ukryte, pomnaża je i nagradza! Dla tych samych powodów, ilekroć synowie
Izraela się modlą, nie powinni modlić się jak obłudnicy, dla popisania się swoją
pobożnością w synagogach i na ulicach. Ich modlitwa nie zazna wtedy łaski przed
Panem i nie otrzyma swojej zapłaty. Niechaj syn Izraela, modląc się, wejdzie do
swojej komory, a zamknąwszy za sobą drzwi, modli się w ukryciu do Pana
ukrytego – słyszeliście, co mówił o Nim prorok Jesaja! – a Bóg w niebiosach, Elohim
ukryty, odpłaci mu sowicie. Niechaj pamiętają wszyscy modlący się w synagogach,
na ulicach, na placach i w domach swoich wśród swoich domowników, niechaj
pamiętają, że modląc się w wielkim zgromadzeniu i we wszelkiej radzie zawsze
powinni modlić się w ukryciu, w komnacie swojej duszy, przy zamkniętych
drzwiach duszy, a nie na pokaz, dla cudzych oczu, cudzej pochwały i cudzej
ciekawości. A modląc się, niechaj nie modlą się wielomównością i gadatliwością
swoich modlitw, niezliczoną ilością słów, jak to czynią ludy pogańskie, ale niechaj się
modlą słowami nielicznymi, najważniejszymi i skupionymi, skromnością
i zwięzłością swoich słów, bo Pan umiłował tylko słowa najważniejsze i tylko one
będą przez Niego wysłuchane. Bóg, Ojciec Niebieski wie, czego synowie Adama
potrzebują pierwej, nim Go o to proszą, dlatego nie w liczbie słów upatruje ich moc
i pokorę, ale w tym, co zawierają w swojej nieliczności. Dla tych samych powodów,
ilekroć synowie Izraela poszczą, niechaj nie czynią tego na pokaz, jak to czynią
obłudnicy, którzy twarze nacierają popiołem, aby ludziom pokazać swoją skruchę,
ale niechaj twarz swoją umyją i głowę namaszczą pachnącą oliwą, aby nikt nie
wiedział, że poszczą, prócz Boga, Zbawiciela, który jest ukryty – słyszeliście, co
mówił o Nim prorok Jesaja! – a wtedy Pan, Pan ukryty w bezimienności, nagrodzi
ukryty i bezimienny post. Skończył.
A oni nie rozumieli, dlaczego mają w ukryciu pościć i dobrze czynić, a słowa ich
żarliwych modłów mają być skąpe i nieliczne.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 15 lutego 2018 08:08:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 9, 22-25


Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Jezus podniósł się z ziemi, a za Nim podnieśli się apostołowie, od strony Hermonu powiał wiatr, zaszeleścił w trawie,
zatrzepotał płomieniami i wyrzucił ku górze snop iskier. Apostołowie stali oddzieleni od Rabbiego ogniskiem, chroniącym
ich przed napastliwą świętością, i radzi byli sprzyjającemu im wiatrowi, który,
podrywając ku górze płomienie, tworzył między Mężem a nimi żywą przegrodę ognia.
Jezus zwracając się do nich rzekł:
– Niechaj ujrzy ten, kto ma oczy, i usłyszy ten, kto ma uszy. Syn Człowieczy musi
iść do Jeruszalajim Hakodesz i musi wiele wycierpieć od starszyzny, przedniejszych
kapłanów i uczonych w Piśmie Świętym, i będzie zabity, i trzeciego dnia
zmartwychwstanie.
Cofnęli się o krok. Zdawało im się, że ognisko dzielące ich od Jezusa wali się na
nich ciężarem swoich płomieni, przygniata ich, podpala i palących grzebie pod sobą.
Co mówił Jeszua ben Josef? Że musi iść do Jerozolimy? Że musi wiele wycierpieć od
kapłanów i uczonych? Że będzie zabity? Co to wszystko znaczy? Dlaczego musi
wiele cierpieć? Dlaczego ma być zabity? Kto Go zabije? Zmartwychwstanie zmarłych
nastąpi przecież po przyjściu Mesjasza, więc dlaczego mówił o trzecim dniu? Co to
za trzeci dzień? Wprawdzie końcem człowieka jest śmierć, Rabbi jednak niechaj żyje
po najdłuższe lata, niechaj Jego dni i lata będą przedłużone i niechaj Pan Najwyższy,
Wiekuisty otoczy Go opieką i ochroni przed wszelkim cierpieniem. Amen. Amen.
Amen.
Trwoga, zdziwienie, niepokój, rozpacz, udręka, gorycz, żal – wszystkie te uczucia
kłębiły się, szamotały i kipiały w Dwunastu, tworząc w ich duszach chaos, z którego
bezskutecznie szukali wyjścia. A może powinni Go spytać i prosić o wytłumaczenie
niezrozumiałych dla nich słów? A może powinni milczeć i w pokorze przyjąć
niezrozumiałą wypowiedź w tym brzmieniu, w jakim ją usłyszeli, i nie wdzierać się
w niewypowiedziane i ukryte? Jedno i drugie nie było żadnym wyjściem. Pytanie
mogło się wydawać Rabbiemu próbą brutalnego wtargnięcia w obszar uświęcony
Obecnością Jahwe, a milczenie było jeszcze jednym bolesnym bodźcem do dalszych,
bezcelowych rozmyślań. Ponieważ żaden z nich nie miał odwagi spytać, a milczeć
nie chcieli, utkwili przynaglające spojrzenie w Kefasie, w Kamieniu, który, kto jak
kto, ale przecież właśnie on Kamień, ustanowiony przez Jeszuę ben Josef, klucz
otwierający i zamykający niebo, powinien zdobyć się na odwagę, wystąpić przed
nich wszystkich i spytać: – Rabbi, powiedz nam, dlaczego masz cierpieć od
kapłanów i uczonych i dlaczego masz być zabity, i co oznaczają słowa o Twoim
zmartwychwstaniu, mającym nastąpić dnia trzeciego? Powiedz nam, wyjaw nam
całą prawdę, bo przecież cierpienie jest karą za grzechy, a Ty nigdy nie popełniłeś
żadnego grzechu. Dlaczego więc masz cierpieć? Dlaczego masz cierpieć za grzechy
nie popełnione?
Kefas zanurzył dłoń w brodzie i przebierał w niej palcami. Był to obrazowy gest
kłopotliwego zamyślenia. Nie chciał o nic pytać. Nie chciał wiedzieć, dlaczego Jeszua
ben Josef musi cierpieć, dlaczego ma być zabity i co oznacza trzeci dzień. Nie
pożądał żadnych wyjaśnień. Było w nim tylko jedno uczucie: gwałtowny lęk
o przyszły los Rabbiego. Zapowiedź była tak przerażająca, że należało gorąco jej
zaprzeczyć, odrzucić ją, przekreślić, wymazać, aby nie pozostało po niej ani jedno
słowo, ani jedna litera, ani jeden dźwięk; a przede wszystkim należy wezwać
pomocy Elohim przeciw złym siłom czyhającym na Jeszuę ben Josef i błagać Pana,
aby otoczył Go opieką i poraził Jego nieprzyjaciół według słów Psalmisty: „Niechaj
się zawstydzą i niechaj sczezną, którzy czyhają na moją duszę, niech się okryją hańbą
i zelżywością, którzy pożądają mojego nieszczęścia”. Podszedł więc do Rabbiego,
ujął Go za rękę, odprowadził nieco na bok, poza krąg dopalającego się ogniska,
i przemówił współczującym szeptem:
– Oby Cię, Panie, Elohim zachował od wszystkiego złego. Nie przyjdzie to nigdy
na Ciebie.
Twarz Jezusa rozpaliła się gniewem, nozdrza zadrgały, dłonie zacisnęły się
kurczowo. Kefas, Kamień umiłowany, kusi Go ucieczką przed cierpieniem? Przed
wstąpieniem na czteroramienny, nieruchomo-ruchomy tron Elohim? Kefas, Skała, na
której stanie Dom Zgromadzenia, szeptem odwodzi Go od Obietnicy, jak ów szatan
szeptający przed wiekami na górze Moria do ucha małego Jicchaka? Kefas buntuje
Go przeciw Ojcu, jak ongi szeptający szatan buntował Jicchaka przeciw
Abrahamowi? Kefas? Kefas, szeptem mówiący? Kefas szeptem wabiący? Kefas,
szeptem zwodzący? Kefas, nęcący Go nędznym współczuciem, marną litością,
miłosierdziem przeciwnym ustanowionym nakazom Pana?
Jezus wykonał dłonią w kierunku Kefasa odrzucający, niecierpliwy ruch i zawołał
podniesionym głosem:
– Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co
Boskie, ale o tym, co ludzkie!
Strach począł jak wąż owijać się dokoła nóg Symeona ben Jona, dokoła jego
tułowia, rąk, szyi, głowy. Rybak, nie mogąc się poruszyć, stał jak w ziemię wryty.
Spętany. Bezwolny. Tylko serce łomotało w piersiach. Był to jedyny znak życia
w jego ciele.
Jezus, zwracając się do apostołów, rzekł tonem rozkazująco-upominającym:
– Jeżeli ktoś chce iść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój,
i niechaj idzie za mną. Albowiem ten, kto chce życie swoje ocalić dla spraw
ziemskich, utraci je, ale kto życie utraci dla mnie, ocali je na całą wieczność. Cóż
pomoże człowiekowi, jeżeli cały świat pozyska, a szkodę poniesie na swojej duszy?
Bo cóż może dać człowiek w zamian za duszę swoją? Kto by się wstydził mnie i słów
moich przed tym wiarołomnym i grzesznym plemieniem, tego Syn Człowieczy także
wstydzić się będzie, gdy przyjdzie z aniołami swoimi w chwale swojej. Wtedy odda
każdemu według jego uczynków.
To rzekłszy, pomodlił się, ułożył się przy ognisku i owinął płaszczem.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 16 lutego 2018 08:29:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Mt 9, 14-15


Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?»

Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć».


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
– Zdrowi nie potrzebują lekarza, ale ci, którzy źle się mają. Nie przyszedłem
wzywać sprawiedliwych do pokuty, ale grzeszników.
Wtedy stojący obok dwaj nieznani przybysze – byli to uczniowie Johanana ben
Zecharia, którzy przybyli dzisiaj z Judei do Kfar Nahum – wysunęli się na czoło
gromady, a jeden z nich, zwracając się do Jezusa, rzekł:
– Jesteśmy uczniami Niestrzyżonego, brata Twojego, który był głosem Elohim na
pustyni, a teraz zamilkł i przebywa w więziennym lochu w Macheroncie.
Przybyliśmy tutaj, aby spytać Ciebie, który według Niestrzyżonego jesteś Barankiem
Pana – błogosławione Imię Pańskie po wieczny czas – dlaczego my, uczniowie
Johanana ben Zecharia, często pościmy i modlimy się – a poszczą również faryzeusze
i uczniowie faryzeuszów – podczas gdy Twoi uczniowie jedzą i piją, jak to właśnie
zdarzyło się dzisiaj po południu, w drugim dniu tygodnia, ba jom haszeni –
a widzieliśmy to własnymi oczami przez otwarte drzwi sieni – w dniu pokuty
i postu. A sam przecież mówiłeś, że nie przyszedłeś wzywać sprawiedliwych do
pokuty, ale grzeszników, jakże więc w drugim dniu tygodnia, ba jom haszeni,
grzesznicy, zamiast pokutować, jedzą i piją, a Ty, Rabbi, nie tylko na to zezwalasz,
ale sam uczestniczysz w ich uczcie i swoją obecnością potwierdzasz ich uczynek.
A na to Jezus począł im tłumaczyć, że wszystko ma swój właściwy czas i swoje
właściwe miejsce. A tłumacząc im, tak do nich mówił:
– Czy możecie żądać postu od orszaku pana młodego, od gości weselnych, gdy
pan młody jest jeszcze pośród nich? Czy możecie sprawić, aby oni pościli, dopóki
Oblubieniec jest z nimi? Wszak oni pościć nie mogą, jak długo mają Go wśród siebie.
Ale przyjdzie czas, gdy Oblubieniec będzie im zabrany, a wówczas i oni pościć będą.
Słuchali z zapartym tchem, a Jezus ciągnął dalej:
– Nikt nie odrywa kawałka sukna z nowej szaty, aby załatać nią starą szatę, bo
rozedrze nową szatę, a sukno z niej nie nada się do starej szaty. I nikt nie wlewa
młodego wina do starych bukłaków, bo młode wino rozsadzi bukłaki, wyleje się i na
domiar złego bukłaki zniszczeją. Dlatego nowe wino należy lać do nowych
bukłaków. Nikt w końcu, napiwszy się starego wina, nie chce od razu młodego,
albowiem powie: stare jest lepsze.
Tak powiedział im Jezus, a oni milczeli, bo nie znaleźli w swoich ustach
odpowiedzi. Przyznali Mu słuszność, bo rzeczywiście wszystko jest dobre w swoim
czasie i w swoim miejscu. Nie można się smucić w dniach radości i nie można
radować się w dniach żałoby. Wszystko jest dobre w swoim czasie i w swoim
miejscu. Nie można lać młodego wina do starych bukłaków ani rozdzierać nowej
szaty, aby nią łatać starą szatę. Należy właściwą łatę przyszywać do właściwej sukni
i właściwe wino lać do właściwych worów. Nikt po starym winie nie chce
natychmiast pić młodego moszczu, bo wtedy młody moszcz nie będzie smakował.
Moszcz w swoim czasie, a stare wino w swoim czasie. Wszystko ma swój czas
i wszystko ma swoje miejsce.
Powiał wiatr i zatrzepotał płomykami oliwnych latarni. Zakołysały się cyprysy.
Z daleka doleciało głuche hukanie puchacza. Od jeziora ciągnął wilgotny chłód.
Tłum ruszył ku bramie. Rozchodzili się do domów.
„...Jeszua ben Josef mądrze mówił o właściwym czasie i właściwym miejscu, ale
czy człowiek, który chce być lekarzem grzesznych dusz, musi spożywać wieczerzę
z grzesznikami?” – rozmyślali faryzeusze.
„,..Jeszua ben Josef mądrze mówił o właściwym czasie i właściwym miejscu, ale
czy nastał teraz czas wesela? – zastanawiali się uczniowie Niestrzyżonego. – Jakżeż
mógł nastać czas wesela, skoro Niestrzyżony przebywa w głębokim lochu
w Macheroncie, w pałacu władców wiarołomnych?”
„...Kto jest owym Oblubieńcem? – zastanawiali się uczeni w Piśmie. – Kogo miał
Rabbi na myśli, mówiąc o Oblubieńcu, który jest pośród nas? A dlaczego ów
nieznany Oblubieniec ma być zabrany spośród orszaku weselnego? Przez kogo?
Dokąd? W jakim celu?”

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 17 lutego 2018 10:19:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5718
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 5, 27-32

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł.

Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?»

Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników».


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Od strony jeziora dobiegły jakieś głosy. Celnik szybkimi ruchami palców
przesuwał odliczone drachmy na prawą stronę stołu, a towarzyszący tym sprawnym
ruchom ledwo dostrzegalny ruch jego warg świadczył o napiętej uwadze, z jaką
sprawdzał poranny stan swojej kasy.
Słyszał kroki zbliżających się ludzi, ale nie oderwał oczu od pieniędzy.
Przystanęli. Celnik skończył odliczanie i pomyślał: „Teraz powie Joelowi, że jest
złodziejem, i niech idzie do Beliala!” – sięgając ręką po leżącą obok sakiewkę,
podniósł zamyślony wzrok i...
Przed nim stał Jezus.
Celnik położył dłonie na pieniądzach, jakby się bał, że Rabbi przyszedł mu je
odebrać. Cokolwiek ludzie postronni pomyślą o tym zachowaniu się celnika, dla nas
nie ulega wątpliwości, że w pierwszej chwili zajął wobec Jezusa postawę obronną
i za pomocą bezwiednych ruchów obu dłoni wyraził lęk o swoje pieniądze, czyli
o swoje dotychczasowe istnienie.
Jezus wskazał palcem na celnika i rzekł: – Pójdź za mną.
Celnikowi ziemia usunęła się spod nóg. Począł spadać w otchłań, tym
dziwniejszą, że była cała na dnie usłana gwiazdami, które przecież były wraz
z niebem nad nim, a nie pod nim. Było to jakby spadanie w górę, wznoszenie się
w głąb, zanurzanie się w wysokości. Rosła w nim pewność, że dzięki temu spadaniu
w górę spada w nieuniknioną przyszłość, w ostateczny cel, sens swojego bytu.
Wszystko to odbywało się bez udziału jego woli. Zdawało mu się, że jest dzieckiem
prowadzonym za rękę, więc idzie za Tym, który go prowadzi. Idzie chętnie,
z radością, z pośpiechem i im dłużej i dalej idzie, bezsilność jego i bierność zaczynają
zanikać i to, co było bezsilnością i biernością, zamienia się w jego niezachwianą
i wolną wolę, a jej wolność polega właśnie na jej zależności, uniżeniu i pokorze przed
obliczem Tego, który ją narzucił. Już dawno przestał być sobą. Jest drogą, którą idzie.
Prostą drogą, która nigdy nie usunęła mu się spod nóg i nigdy nie była spadaniem
w otchłań ani spadaniem w górę, ani wznoszeniem się w głąb, ale prostą, równo
wytyczoną drogą, nie prowadzącą do żadnego celu, bo sama jest celem osiągniętym
i dokonanym. A wszystko, co dotychczas przeżywał, było drogą prowadzącą do
owej drogi. Drogą do owej drogi były wszystkie jego upadki, chciwość serca,
pożądanie złota, chłód jego serca, marność jego wysiłków i skąpstwo, i bezlitosność
uczuć. Wstał z ławy; Było to powstanie z nicości, z zagłady, z nieistnienia do
istnienia, było podniesieniem śmierci do życia, odwaleniem kamienia grobowego
i wyjściem z ciemności szeolu do światła. Podnosząc się, nawet nie zauważył, że
gwałtownym ruchem ręki mimo woli zrzucił ze stołu pieniądze. Z głuchym
brzękiem rozsypały się po ziemi ku przerażeniu Joela i stojących obok jego
pomocników, którzy z gorączkowym pośpiechem poczęli je zbierać i starannie
układać na stole.
Ale tej zapobiegliwej krzątaniny Lewi Mataj już nie widział, albowiem szedł za
oddalającym się Jezusem.
/.../

Po południu rozeszła się po mieście wieść o uczcie pożegnalnej z udziałem Jezusa
i Jego uczniów, którą Lewi Mataj wydaje dziś w swoim domu. Wiadomość ta do
żywego oburzyła jednych, wprowadziła w zakłopotanie drugich. Zbyt gorliwi
zapaleńcy krzyczeli – a najgłośniej Menahem ben Noah i Nehemia ben Gedalia – że
tego już za wiele! Rabbi ucztować będzie z grzesznikami! Publicznie! Na oczach
wszystkich mieszkańców miasta! Spokojniejsi i bardziej zrównoważeni starali się
ułagodzić gniew przeciwników.
Było późne popołudnie, gdy w domu celnika, przy stołach nakrytych białym
płótnem i zastawionych prostym jadłem, spoczęli na wygodnych łożach zaproszeni
goście. Na honorowym miejscu, wsparty na lewym łokciu, spoczywał Jezus, po Jego
prawicy Symeon ben Jona, a po lewicy Lewi Mataj, a dalej uczniowie, celnicy i ich
pomocnicy.
Uczta w Izraelu była nie tylko obowiązkiem, spłacanym potrzebom głodnego
żołądka i spragnionego gardła, ale również zbiorową, prawie że obrzędową
uroczystością, której uczestnicy przez wspólnie spożywany posiłek okazywali sobie
wzajemnie szacunek i tworzyli serdeczną wspólnotę uczuć. Jeżeli zasiadłeś do
jednego stołu z wrogiem i łamałeś się z nim chlebem, wróg przestawał być wrogiem,
a stawał się twoim przyjacielem, jeżeli spożyłeś przy jednym stole posiłek
z człowiekiem niższego od ciebie pochodzenia, podniosłeś go do własnej wysokości
i uczyniłeś go sobie równym, jeżeli wiodłeś z twoim sąsiadem spór, ale potem
zaprosiłeś go do swojego domu, ugościłeś go i jadłeś z nim z jednej miski, było to
dowodem, żeś wyrzucił z serca wszelką ku niemu niechęć. Rabbi przed laty, chcąc
okazać swą wspólnotę i jedność z najbiedniejszymi, z nędzą i niedolą ludzką, z am
haarecami, z najbardziej pokrzywdzonymi synami ziemi, pracował na roli,
w ogrodach, w winnicach, przy wypasaniu owiec. Tak też i teraz, ucztując w domu
grzesznika przy jednym stole z celnikami, poborcami podatkowymi i ich
pomocnikami, z ludźmi wyrzuconymi poza krąg społeczeństwa, ujawniał swoją
więź, łączącą go z ludźmi biednymi, godnymi litości i miłosierdzia. Leżąc z nimi
przy jednym stole i spożywając z nimi wieczerzę, i łamiąc się z nimi jednym i tym
samym chlebem, dawał im do zrozumienia, że mimo swoich grzechów nie zostali
usunięci ze zgromadzenia wiernych i w każdej chwili, jeśli będą pokutować
w swoich sercach, odpuszczone im będą grzechy. Lewi Mataj, celnicy i ich
pomocnicy, spożywając więc mięso i jarzyny, daktyle i chleb figowy, patrzyli
z wdzięcznością na Jezusa, który swoim udziałem w ich wieczerzy przywracał im
utraconą godność, otwierał bramę do nowego życia i zaszczepiał w nich radosną
świadomość, że jeżeli zechcą, mogą zawrócić z drogi zachłanności i krzywdy i wejść
na drogę sprawiedliwą i prawą. Upajali się możliwością powrotu do zgromadzenia
wiernych. Wprawdzie wielu z nich borykało się z myślami i nie mogło zdobyć się na
natychmiastowe zerwanie z dotychczasowym życiem, jednak poruszone sumienie
nie dawało im spokoju i zmuszało ich do głębokich rozmyślań nad zagadnieniem
grzechu i pokuty. Tym większy był ich niepokój, że po raz pierwszy w życiu, przez
nikogo nie karceni, nie wytykani palcem i nie potępiani ostrym słowem, z własnej
woli rozpatrywali swoje uczynki, sami je ważyli na wadze swojego sumienia i sami
widzieli ich marność i nicość. Były to zbawienne owoce tajemniczego związku
zadzierzgniętego przez wspólnie łamany podczas wieczerzy chleb z milczącym
i wyrozumiałym Rabbim, który darzy ich przy wspólnym stole zażyłym, choć
pełnym dystansu, sąsiedztwem.
W komnacie zapalono oliwne lampy. Na dworze było już ciemno. Jezus, a wraz
z Nim uczniowie i goście powstali od stołu. Przez otwarte drzwi, prowadzące
z półmrocznej sieni na dwór, ujrzeli w głębi pogrążonego w ciemnościach dziedzińca
dygocące błyski latarń, a w ich skąpym świetle jakieś ledwo zarysowujące się
postacie. Symeon ben Jona i Andraj wyszli przed dom. Za nimi zdążała reszta
uczniów, potem goście, a na samym końcu Jezus i Lewi Mataj. Owiało ich świeże,
rześkie powietrze. Na środku dziedzińca ujrzeli kilku ludzi. Symeon poznał wśród
przybyłych kilku znajomych faryzeuszów, i spostrzegł stojących nieco z boku
czterech nie znanych mu mężów, ale natychmiast przypomniał sobie, że dwóch
z nich widział wczoraj u siebie w domu podczas niezapomnianego popołudnia, gdy
Jezus uzdrowił paralityka. Jeden z nich – a był to Menahem ben Noah – podniósłszy
wysoko latarnię, podszedł do Symeona i rzekł podniesionym i drżącym z oburzenia
głosem:
– Pokój tobie, Symeonie ben Jona. Powiedz mi, dlaczego wasz Rabbi ucztuje
z celnikami i grzesznikami?
A stojący za nim mąż – a był to Nehemia ben Gedalia – rozkrzyżował ręce i spytał:
– Czy wypada, aby bogobojny mąż jadł i pił przy jednym stole z mężami grzechu
i bezprawia?
– Dusze mężów upadku są chore! – krzyknął jeden z faryzeuszów.
Jezus, usłyszawszy te słowa, odezwał się spośród ciemności dziedzińca,
a wszystkie latarnie na pierwsze Jego słowa wysoko się podniosły i oświetliły Jego
postać:
– Zdrowi nie potrzebują lekarza, ale ci, którzy źle się mają. Nie przyszedłem
wzywać sprawiedliwych do pokuty, ale grzeszników.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1026 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 65, 66, 67, 68, 69

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group