Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 26 maja 2018 00:42:49

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1040 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 66, 67, 68, 69, 70  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 22 grudnia 2017 14:59:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Łk 1, 46-56

Maryja dziękuje za wcielenie Syna Bożego

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

W owym czasie Maryja rzekła:

«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego imię jest święte.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».

Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 23 grudnia 2017 23:04:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
to co? kończymy roraty :)
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 1, 57-66


Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna.

Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał jej tak wielkie miłosierdzie, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. ale matka jego odpowiedziała: «Nie, natomiast ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię».

Pytali więc na migi jego ojca, jak by chciał go nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I zdumieli się wszyscy.

A natychmiast otworzyły się jego usta i rozwiązał się jego język, i mówił, błogosławiąc Boga. Wtedy strach padł na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. a wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim

wielkie miłosierdzie

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 14 lutego 2018 09:37:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Wielki Post 2018


Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Mt 6, 1-6. 16-18


Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».



Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Działo się to w małym miasteczku galilejskim – może w Naim, może w Endor,
może w Beth Maon, a może nawet w Magdali nad Jam Kinereth. Był szósty dzień
tygodnia. Mieszkańcy ze czcią podejmowali u siebie Rabbiego, a rosz hakneseth
zaprosił Go wraz z uczniami do swojego domu na uroczysty wieczór powitania
Szabatu. Posadził Go za stołem na honorowym miejscu, a po uczcie, gdy biesiadnicy
śpiewali psalmy pochwalne i pieśni dziękczynne, wyraził gorącą prośbę w imieniu
wszystkich bogobojnych, aby błogosławiony Gość zechciał jutro wygłosić kazanie
w synagodze. Jezus zgodził się.
Następnego dnia Rabbi wstąpił na bimah i wśród niezmąconej ciszy, która zaległa
dom modlitwy, odczytał dwa wersety ze Zwoju proroka Jesai:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty. Bóg Izraela, Zbawiciel! Zawstydzili się
i zmieszali wszyscy, razem odeszli z hańbą twórcy rzeźbionych bogów. Izrael
zbawiony jest przez Pana zbawieniem wiecznym”.
Jezus, odczytawszy te słowa, podciągnął chustę modlitewną na ramiona, nieco
odgarnął ją z czoła, pogładził brodę i ważąc każde słowo z osobna, prawie szeptem
powtórnie odczytał – Pisma Świętego nie wolno było na bimah cytować z pamięci –
pierwsze słowa wersetu:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty, Bóg Izraela, Zbawiciel!”
Dłonie Jezusa zbliżały się ku sobie i oddalały spokojnym, jednostajnym ruchem,
jakby rozsuwały, to znów zapuszczały niewidzialną zasłonę. I wtedy Jezus po raz
trzeci odczytał ten sam werset, ale głos Jego brzmiał teraz mocno, surowo:
– „Zaprawdę, Ty jesteś Bóg ukryty, Bóg Izraela, Zbawiciel!”
Począł mówić. Mówił słowami napominającymi. Ostrzegały one synów Izraela
przed pyszałkowatym spełnianiem na pokaz uczynków sprawiedliwych, bo takie
uczynki nie mają żadnej wartości przed obliczem Pana, który ich nie nagrodzi,
a może nawet nie dostrzeże – nie dostrzeże, ale widzi – a czegokolwiek Pan nie
dostrzega, skazane jest na nieistnienie.
Zatem ten i ów niepotrzebnie i bezskutecznie wystawia na pokaz swoje uczynki
i stroi się w nie samochwalczo, bo jeżeli nawet są naprawdę piękne i dobre, będą
potępione dla swojej próżności, a Bóg odwróci od nich swoją twarz i nie zaznają łaski
w Jego oczach! Dla tych samych powodów synowie Izraela, którzy rozdają jałmużnę
biednym, nie powinni o tym wokoło trąbić, jak to często dla pustej chwały ludzkiej
czynią obłudnicy w synagogach, na ulicach i placach, bo nagrody swojej na pewno
nie odbiorą! Dobre uczynki powinny być spełniane w ukryciu, w najgęstszym cieniu,
poza chmurą, a wtedy każdy z nich będzie miał wagę świętości i w każdym z nich
będzie ukryty Bóg, albowiem ukryty i bezimienny Bóg, Zbawiciel – słyszeliście, co
o Nim powiedział prorok Jesaja! – ukryty w jawnym utajeniu i w bezimienności,
umiłował dobre uczynki dokonywane w ukryciu i umiłował bezimienność dobrych
uczynków, bo powtarzają one Jego ukrycie i Jego bezimienność i są tego ukrycia
i bezimienności cieniem, echem i podobieństwem. Bóg ukryty przenika wszelkie
dobro ukryte, pomnaża je i nagradza! Dla tych samych powodów, ilekroć synowie
Izraela się modlą, nie powinni modlić się jak obłudnicy, dla popisania się swoją
pobożnością w synagogach i na ulicach. Ich modlitwa nie zazna wtedy łaski przed
Panem i nie otrzyma swojej zapłaty. Niechaj syn Izraela, modląc się, wejdzie do
swojej komory, a zamknąwszy za sobą drzwi, modli się w ukryciu do Pana
ukrytego – słyszeliście, co mówił o Nim prorok Jesaja! – a Bóg w niebiosach, Elohim
ukryty, odpłaci mu sowicie. Niechaj pamiętają wszyscy modlący się w synagogach,
na ulicach, na placach i w domach swoich wśród swoich domowników, niechaj
pamiętają, że modląc się w wielkim zgromadzeniu i we wszelkiej radzie zawsze
powinni modlić się w ukryciu, w komnacie swojej duszy, przy zamkniętych
drzwiach duszy, a nie na pokaz, dla cudzych oczu, cudzej pochwały i cudzej
ciekawości. A modląc się, niechaj nie modlą się wielomównością i gadatliwością
swoich modlitw, niezliczoną ilością słów, jak to czynią ludy pogańskie, ale niechaj się
modlą słowami nielicznymi, najważniejszymi i skupionymi, skromnością
i zwięzłością swoich słów, bo Pan umiłował tylko słowa najważniejsze i tylko one
będą przez Niego wysłuchane. Bóg, Ojciec Niebieski wie, czego synowie Adama
potrzebują pierwej, nim Go o to proszą, dlatego nie w liczbie słów upatruje ich moc
i pokorę, ale w tym, co zawierają w swojej nieliczności. Dla tych samych powodów,
ilekroć synowie Izraela poszczą, niechaj nie czynią tego na pokaz, jak to czynią
obłudnicy, którzy twarze nacierają popiołem, aby ludziom pokazać swoją skruchę,
ale niechaj twarz swoją umyją i głowę namaszczą pachnącą oliwą, aby nikt nie
wiedział, że poszczą, prócz Boga, Zbawiciela, który jest ukryty – słyszeliście, co
mówił o Nim prorok Jesaja! – a wtedy Pan, Pan ukryty w bezimienności, nagrodzi
ukryty i bezimienny post. Skończył.
A oni nie rozumieli, dlaczego mają w ukryciu pościć i dobrze czynić, a słowa ich
żarliwych modłów mają być skąpe i nieliczne.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 15 lutego 2018 09:08:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 9, 22-25


Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Jezus podniósł się z ziemi, a za Nim podnieśli się apostołowie, od strony Hermonu powiał wiatr, zaszeleścił w trawie,
zatrzepotał płomieniami i wyrzucił ku górze snop iskier. Apostołowie stali oddzieleni od Rabbiego ogniskiem, chroniącym
ich przed napastliwą świętością, i radzi byli sprzyjającemu im wiatrowi, który,
podrywając ku górze płomienie, tworzył między Mężem a nimi żywą przegrodę ognia.
Jezus zwracając się do nich rzekł:
– Niechaj ujrzy ten, kto ma oczy, i usłyszy ten, kto ma uszy. Syn Człowieczy musi
iść do Jeruszalajim Hakodesz i musi wiele wycierpieć od starszyzny, przedniejszych
kapłanów i uczonych w Piśmie Świętym, i będzie zabity, i trzeciego dnia
zmartwychwstanie.
Cofnęli się o krok. Zdawało im się, że ognisko dzielące ich od Jezusa wali się na
nich ciężarem swoich płomieni, przygniata ich, podpala i palących grzebie pod sobą.
Co mówił Jeszua ben Josef? Że musi iść do Jerozolimy? Że musi wiele wycierpieć od
kapłanów i uczonych? Że będzie zabity? Co to wszystko znaczy? Dlaczego musi
wiele cierpieć? Dlaczego ma być zabity? Kto Go zabije? Zmartwychwstanie zmarłych
nastąpi przecież po przyjściu Mesjasza, więc dlaczego mówił o trzecim dniu? Co to
za trzeci dzień? Wprawdzie końcem człowieka jest śmierć, Rabbi jednak niechaj żyje
po najdłuższe lata, niechaj Jego dni i lata będą przedłużone i niechaj Pan Najwyższy,
Wiekuisty otoczy Go opieką i ochroni przed wszelkim cierpieniem. Amen. Amen.
Amen.
Trwoga, zdziwienie, niepokój, rozpacz, udręka, gorycz, żal – wszystkie te uczucia
kłębiły się, szamotały i kipiały w Dwunastu, tworząc w ich duszach chaos, z którego
bezskutecznie szukali wyjścia. A może powinni Go spytać i prosić o wytłumaczenie
niezrozumiałych dla nich słów? A może powinni milczeć i w pokorze przyjąć
niezrozumiałą wypowiedź w tym brzmieniu, w jakim ją usłyszeli, i nie wdzierać się
w niewypowiedziane i ukryte? Jedno i drugie nie było żadnym wyjściem. Pytanie
mogło się wydawać Rabbiemu próbą brutalnego wtargnięcia w obszar uświęcony
Obecnością Jahwe, a milczenie było jeszcze jednym bolesnym bodźcem do dalszych,
bezcelowych rozmyślań. Ponieważ żaden z nich nie miał odwagi spytać, a milczeć
nie chcieli, utkwili przynaglające spojrzenie w Kefasie, w Kamieniu, który, kto jak
kto, ale przecież właśnie on Kamień, ustanowiony przez Jeszuę ben Josef, klucz
otwierający i zamykający niebo, powinien zdobyć się na odwagę, wystąpić przed
nich wszystkich i spytać: – Rabbi, powiedz nam, dlaczego masz cierpieć od
kapłanów i uczonych i dlaczego masz być zabity, i co oznaczają słowa o Twoim
zmartwychwstaniu, mającym nastąpić dnia trzeciego? Powiedz nam, wyjaw nam
całą prawdę, bo przecież cierpienie jest karą za grzechy, a Ty nigdy nie popełniłeś
żadnego grzechu. Dlaczego więc masz cierpieć? Dlaczego masz cierpieć za grzechy
nie popełnione?
Kefas zanurzył dłoń w brodzie i przebierał w niej palcami. Był to obrazowy gest
kłopotliwego zamyślenia. Nie chciał o nic pytać. Nie chciał wiedzieć, dlaczego Jeszua
ben Josef musi cierpieć, dlaczego ma być zabity i co oznacza trzeci dzień. Nie
pożądał żadnych wyjaśnień. Było w nim tylko jedno uczucie: gwałtowny lęk
o przyszły los Rabbiego. Zapowiedź była tak przerażająca, że należało gorąco jej
zaprzeczyć, odrzucić ją, przekreślić, wymazać, aby nie pozostało po niej ani jedno
słowo, ani jedna litera, ani jeden dźwięk; a przede wszystkim należy wezwać
pomocy Elohim przeciw złym siłom czyhającym na Jeszuę ben Josef i błagać Pana,
aby otoczył Go opieką i poraził Jego nieprzyjaciół według słów Psalmisty: „Niechaj
się zawstydzą i niechaj sczezną, którzy czyhają na moją duszę, niech się okryją hańbą
i zelżywością, którzy pożądają mojego nieszczęścia”. Podszedł więc do Rabbiego,
ujął Go za rękę, odprowadził nieco na bok, poza krąg dopalającego się ogniska,
i przemówił współczującym szeptem:
– Oby Cię, Panie, Elohim zachował od wszystkiego złego. Nie przyjdzie to nigdy
na Ciebie.
Twarz Jezusa rozpaliła się gniewem, nozdrza zadrgały, dłonie zacisnęły się
kurczowo. Kefas, Kamień umiłowany, kusi Go ucieczką przed cierpieniem? Przed
wstąpieniem na czteroramienny, nieruchomo-ruchomy tron Elohim? Kefas, Skała, na
której stanie Dom Zgromadzenia, szeptem odwodzi Go od Obietnicy, jak ów szatan
szeptający przed wiekami na górze Moria do ucha małego Jicchaka? Kefas buntuje
Go przeciw Ojcu, jak ongi szeptający szatan buntował Jicchaka przeciw
Abrahamowi? Kefas? Kefas, szeptem mówiący? Kefas szeptem wabiący? Kefas,
szeptem zwodzący? Kefas, nęcący Go nędznym współczuciem, marną litością,
miłosierdziem przeciwnym ustanowionym nakazom Pana?
Jezus wykonał dłonią w kierunku Kefasa odrzucający, niecierpliwy ruch i zawołał
podniesionym głosem:
– Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co
Boskie, ale o tym, co ludzkie!
Strach począł jak wąż owijać się dokoła nóg Symeona ben Jona, dokoła jego
tułowia, rąk, szyi, głowy. Rybak, nie mogąc się poruszyć, stał jak w ziemię wryty.
Spętany. Bezwolny. Tylko serce łomotało w piersiach. Był to jedyny znak życia
w jego ciele.
Jezus, zwracając się do apostołów, rzekł tonem rozkazująco-upominającym:
– Jeżeli ktoś chce iść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój,
i niechaj idzie za mną. Albowiem ten, kto chce życie swoje ocalić dla spraw
ziemskich, utraci je, ale kto życie utraci dla mnie, ocali je na całą wieczność. Cóż
pomoże człowiekowi, jeżeli cały świat pozyska, a szkodę poniesie na swojej duszy?
Bo cóż może dać człowiek w zamian za duszę swoją? Kto by się wstydził mnie i słów
moich przed tym wiarołomnym i grzesznym plemieniem, tego Syn Człowieczy także
wstydzić się będzie, gdy przyjdzie z aniołami swoimi w chwale swojej. Wtedy odda
każdemu według jego uczynków.
To rzekłszy, pomodlił się, ułożył się przy ognisku i owinął płaszczem.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 16 lutego 2018 09:29:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Mt 9, 14-15


Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?»

Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć».


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
– Zdrowi nie potrzebują lekarza, ale ci, którzy źle się mają. Nie przyszedłem
wzywać sprawiedliwych do pokuty, ale grzeszników.
Wtedy stojący obok dwaj nieznani przybysze – byli to uczniowie Johanana ben
Zecharia, którzy przybyli dzisiaj z Judei do Kfar Nahum – wysunęli się na czoło
gromady, a jeden z nich, zwracając się do Jezusa, rzekł:
– Jesteśmy uczniami Niestrzyżonego, brata Twojego, który był głosem Elohim na
pustyni, a teraz zamilkł i przebywa w więziennym lochu w Macheroncie.
Przybyliśmy tutaj, aby spytać Ciebie, który według Niestrzyżonego jesteś Barankiem
Pana – błogosławione Imię Pańskie po wieczny czas – dlaczego my, uczniowie
Johanana ben Zecharia, często pościmy i modlimy się – a poszczą również faryzeusze
i uczniowie faryzeuszów – podczas gdy Twoi uczniowie jedzą i piją, jak to właśnie
zdarzyło się dzisiaj po południu, w drugim dniu tygodnia, ba jom haszeni –
a widzieliśmy to własnymi oczami przez otwarte drzwi sieni – w dniu pokuty
i postu. A sam przecież mówiłeś, że nie przyszedłeś wzywać sprawiedliwych do
pokuty, ale grzeszników, jakże więc w drugim dniu tygodnia, ba jom haszeni,
grzesznicy, zamiast pokutować, jedzą i piją, a Ty, Rabbi, nie tylko na to zezwalasz,
ale sam uczestniczysz w ich uczcie i swoją obecnością potwierdzasz ich uczynek.
A na to Jezus począł im tłumaczyć, że wszystko ma swój właściwy czas i swoje
właściwe miejsce. A tłumacząc im, tak do nich mówił:
– Czy możecie żądać postu od orszaku pana młodego, od gości weselnych, gdy
pan młody jest jeszcze pośród nich? Czy możecie sprawić, aby oni pościli, dopóki
Oblubieniec jest z nimi? Wszak oni pościć nie mogą, jak długo mają Go wśród siebie.
Ale przyjdzie czas, gdy Oblubieniec będzie im zabrany, a wówczas i oni pościć będą.
Słuchali z zapartym tchem, a Jezus ciągnął dalej:
– Nikt nie odrywa kawałka sukna z nowej szaty, aby załatać nią starą szatę, bo
rozedrze nową szatę, a sukno z niej nie nada się do starej szaty. I nikt nie wlewa
młodego wina do starych bukłaków, bo młode wino rozsadzi bukłaki, wyleje się i na
domiar złego bukłaki zniszczeją. Dlatego nowe wino należy lać do nowych
bukłaków. Nikt w końcu, napiwszy się starego wina, nie chce od razu młodego,
albowiem powie: stare jest lepsze.
Tak powiedział im Jezus, a oni milczeli, bo nie znaleźli w swoich ustach
odpowiedzi. Przyznali Mu słuszność, bo rzeczywiście wszystko jest dobre w swoim
czasie i w swoim miejscu. Nie można się smucić w dniach radości i nie można
radować się w dniach żałoby. Wszystko jest dobre w swoim czasie i w swoim
miejscu. Nie można lać młodego wina do starych bukłaków ani rozdzierać nowej
szaty, aby nią łatać starą szatę. Należy właściwą łatę przyszywać do właściwej sukni
i właściwe wino lać do właściwych worów. Nikt po starym winie nie chce
natychmiast pić młodego moszczu, bo wtedy młody moszcz nie będzie smakował.
Moszcz w swoim czasie, a stare wino w swoim czasie. Wszystko ma swój czas
i wszystko ma swoje miejsce.
Powiał wiatr i zatrzepotał płomykami oliwnych latarni. Zakołysały się cyprysy.
Z daleka doleciało głuche hukanie puchacza. Od jeziora ciągnął wilgotny chłód.
Tłum ruszył ku bramie. Rozchodzili się do domów.
„...Jeszua ben Josef mądrze mówił o właściwym czasie i właściwym miejscu, ale
czy człowiek, który chce być lekarzem grzesznych dusz, musi spożywać wieczerzę
z grzesznikami?” – rozmyślali faryzeusze.
„,..Jeszua ben Josef mądrze mówił o właściwym czasie i właściwym miejscu, ale
czy nastał teraz czas wesela? – zastanawiali się uczniowie Niestrzyżonego. – Jakżeż
mógł nastać czas wesela, skoro Niestrzyżony przebywa w głębokim lochu
w Macheroncie, w pałacu władców wiarołomnych?”
„...Kto jest owym Oblubieńcem? – zastanawiali się uczeni w Piśmie. – Kogo miał
Rabbi na myśli, mówiąc o Oblubieńcu, który jest pośród nas? A dlaczego ów
nieznany Oblubieniec ma być zabrany spośród orszaku weselnego? Przez kogo?
Dokąd? W jakim celu?”

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 17 lutego 2018 11:19:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 5, 27-32

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł.

Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?»

Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników».


Brandstaetter w książce Jezus z Nazarethu pisze:
Od strony jeziora dobiegły jakieś głosy. Celnik szybkimi ruchami palców
przesuwał odliczone drachmy na prawą stronę stołu, a towarzyszący tym sprawnym
ruchom ledwo dostrzegalny ruch jego warg świadczył o napiętej uwadze, z jaką
sprawdzał poranny stan swojej kasy.
Słyszał kroki zbliżających się ludzi, ale nie oderwał oczu od pieniędzy.
Przystanęli. Celnik skończył odliczanie i pomyślał: „Teraz powie Joelowi, że jest
złodziejem, i niech idzie do Beliala!” – sięgając ręką po leżącą obok sakiewkę,
podniósł zamyślony wzrok i...
Przed nim stał Jezus.
Celnik położył dłonie na pieniądzach, jakby się bał, że Rabbi przyszedł mu je
odebrać. Cokolwiek ludzie postronni pomyślą o tym zachowaniu się celnika, dla nas
nie ulega wątpliwości, że w pierwszej chwili zajął wobec Jezusa postawę obronną
i za pomocą bezwiednych ruchów obu dłoni wyraził lęk o swoje pieniądze, czyli
o swoje dotychczasowe istnienie.
Jezus wskazał palcem na celnika i rzekł: – Pójdź za mną.
Celnikowi ziemia usunęła się spod nóg. Począł spadać w otchłań, tym
dziwniejszą, że była cała na dnie usłana gwiazdami, które przecież były wraz
z niebem nad nim, a nie pod nim. Było to jakby spadanie w górę, wznoszenie się
w głąb, zanurzanie się w wysokości. Rosła w nim pewność, że dzięki temu spadaniu
w górę spada w nieuniknioną przyszłość, w ostateczny cel, sens swojego bytu.
Wszystko to odbywało się bez udziału jego woli. Zdawało mu się, że jest dzieckiem
prowadzonym za rękę, więc idzie za Tym, który go prowadzi. Idzie chętnie,
z radością, z pośpiechem i im dłużej i dalej idzie, bezsilność jego i bierność zaczynają
zanikać i to, co było bezsilnością i biernością, zamienia się w jego niezachwianą
i wolną wolę, a jej wolność polega właśnie na jej zależności, uniżeniu i pokorze przed
obliczem Tego, który ją narzucił. Już dawno przestał być sobą. Jest drogą, którą idzie.
Prostą drogą, która nigdy nie usunęła mu się spod nóg i nigdy nie była spadaniem
w otchłań ani spadaniem w górę, ani wznoszeniem się w głąb, ale prostą, równo
wytyczoną drogą, nie prowadzącą do żadnego celu, bo sama jest celem osiągniętym
i dokonanym. A wszystko, co dotychczas przeżywał, było drogą prowadzącą do
owej drogi. Drogą do owej drogi były wszystkie jego upadki, chciwość serca,
pożądanie złota, chłód jego serca, marność jego wysiłków i skąpstwo, i bezlitosność
uczuć. Wstał z ławy; Było to powstanie z nicości, z zagłady, z nieistnienia do
istnienia, było podniesieniem śmierci do życia, odwaleniem kamienia grobowego
i wyjściem z ciemności szeolu do światła. Podnosząc się, nawet nie zauważył, że
gwałtownym ruchem ręki mimo woli zrzucił ze stołu pieniądze. Z głuchym
brzękiem rozsypały się po ziemi ku przerażeniu Joela i stojących obok jego
pomocników, którzy z gorączkowym pośpiechem poczęli je zbierać i starannie
układać na stole.
Ale tej zapobiegliwej krzątaniny Lewi Mataj już nie widział, albowiem szedł za
oddalającym się Jezusem.
/.../

Po południu rozeszła się po mieście wieść o uczcie pożegnalnej z udziałem Jezusa
i Jego uczniów, którą Lewi Mataj wydaje dziś w swoim domu. Wiadomość ta do
żywego oburzyła jednych, wprowadziła w zakłopotanie drugich. Zbyt gorliwi
zapaleńcy krzyczeli – a najgłośniej Menahem ben Noah i Nehemia ben Gedalia – że
tego już za wiele! Rabbi ucztować będzie z grzesznikami! Publicznie! Na oczach
wszystkich mieszkańców miasta! Spokojniejsi i bardziej zrównoważeni starali się
ułagodzić gniew przeciwników.
Było późne popołudnie, gdy w domu celnika, przy stołach nakrytych białym
płótnem i zastawionych prostym jadłem, spoczęli na wygodnych łożach zaproszeni
goście. Na honorowym miejscu, wsparty na lewym łokciu, spoczywał Jezus, po Jego
prawicy Symeon ben Jona, a po lewicy Lewi Mataj, a dalej uczniowie, celnicy i ich
pomocnicy.
Uczta w Izraelu była nie tylko obowiązkiem, spłacanym potrzebom głodnego
żołądka i spragnionego gardła, ale również zbiorową, prawie że obrzędową
uroczystością, której uczestnicy przez wspólnie spożywany posiłek okazywali sobie
wzajemnie szacunek i tworzyli serdeczną wspólnotę uczuć. Jeżeli zasiadłeś do
jednego stołu z wrogiem i łamałeś się z nim chlebem, wróg przestawał być wrogiem,
a stawał się twoim przyjacielem, jeżeli spożyłeś przy jednym stole posiłek
z człowiekiem niższego od ciebie pochodzenia, podniosłeś go do własnej wysokości
i uczyniłeś go sobie równym, jeżeli wiodłeś z twoim sąsiadem spór, ale potem
zaprosiłeś go do swojego domu, ugościłeś go i jadłeś z nim z jednej miski, było to
dowodem, żeś wyrzucił z serca wszelką ku niemu niechęć. Rabbi przed laty, chcąc
okazać swą wspólnotę i jedność z najbiedniejszymi, z nędzą i niedolą ludzką, z am
haarecami, z najbardziej pokrzywdzonymi synami ziemi, pracował na roli,
w ogrodach, w winnicach, przy wypasaniu owiec. Tak też i teraz, ucztując w domu
grzesznika przy jednym stole z celnikami, poborcami podatkowymi i ich
pomocnikami, z ludźmi wyrzuconymi poza krąg społeczeństwa, ujawniał swoją
więź, łączącą go z ludźmi biednymi, godnymi litości i miłosierdzia. Leżąc z nimi
przy jednym stole i spożywając z nimi wieczerzę, i łamiąc się z nimi jednym i tym
samym chlebem, dawał im do zrozumienia, że mimo swoich grzechów nie zostali
usunięci ze zgromadzenia wiernych i w każdej chwili, jeśli będą pokutować
w swoich sercach, odpuszczone im będą grzechy. Lewi Mataj, celnicy i ich
pomocnicy, spożywając więc mięso i jarzyny, daktyle i chleb figowy, patrzyli
z wdzięcznością na Jezusa, który swoim udziałem w ich wieczerzy przywracał im
utraconą godność, otwierał bramę do nowego życia i zaszczepiał w nich radosną
świadomość, że jeżeli zechcą, mogą zawrócić z drogi zachłanności i krzywdy i wejść
na drogę sprawiedliwą i prawą. Upajali się możliwością powrotu do zgromadzenia
wiernych. Wprawdzie wielu z nich borykało się z myślami i nie mogło zdobyć się na
natychmiastowe zerwanie z dotychczasowym życiem, jednak poruszone sumienie
nie dawało im spokoju i zmuszało ich do głębokich rozmyślań nad zagadnieniem
grzechu i pokuty. Tym większy był ich niepokój, że po raz pierwszy w życiu, przez
nikogo nie karceni, nie wytykani palcem i nie potępiani ostrym słowem, z własnej
woli rozpatrywali swoje uczynki, sami je ważyli na wadze swojego sumienia i sami
widzieli ich marność i nicość. Były to zbawienne owoce tajemniczego związku
zadzierzgniętego przez wspólnie łamany podczas wieczerzy chleb z milczącym
i wyrozumiałym Rabbim, który darzy ich przy wspólnym stole zażyłym, choć
pełnym dystansu, sąsiedztwem.
W komnacie zapalono oliwne lampy. Na dworze było już ciemno. Jezus, a wraz
z Nim uczniowie i goście powstali od stołu. Przez otwarte drzwi, prowadzące
z półmrocznej sieni na dwór, ujrzeli w głębi pogrążonego w ciemnościach dziedzińca
dygocące błyski latarń, a w ich skąpym świetle jakieś ledwo zarysowujące się
postacie. Symeon ben Jona i Andraj wyszli przed dom. Za nimi zdążała reszta
uczniów, potem goście, a na samym końcu Jezus i Lewi Mataj. Owiało ich świeże,
rześkie powietrze. Na środku dziedzińca ujrzeli kilku ludzi. Symeon poznał wśród
przybyłych kilku znajomych faryzeuszów, i spostrzegł stojących nieco z boku
czterech nie znanych mu mężów, ale natychmiast przypomniał sobie, że dwóch
z nich widział wczoraj u siebie w domu podczas niezapomnianego popołudnia, gdy
Jezus uzdrowił paralityka. Jeden z nich – a był to Menahem ben Noah – podniósłszy
wysoko latarnię, podszedł do Symeona i rzekł podniesionym i drżącym z oburzenia
głosem:
– Pokój tobie, Symeonie ben Jona. Powiedz mi, dlaczego wasz Rabbi ucztuje
z celnikami i grzesznikami?
A stojący za nim mąż – a był to Nehemia ben Gedalia – rozkrzyżował ręce i spytał:
– Czy wypada, aby bogobojny mąż jadł i pił przy jednym stole z mężami grzechu
i bezprawia?
– Dusze mężów upadku są chore! – krzyknął jeden z faryzeuszów.
Jezus, usłyszawszy te słowa, odezwał się spośród ciemności dziedzińca,
a wszystkie latarnie na pierwsze Jego słowa wysoko się podniosły i oświetliły Jego
postać:
– Zdrowi nie potrzebują lekarza, ale ci, którzy źle się mają. Nie przyszedłem
wzywać sprawiedliwych do pokuty, ale grzeszników.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 03 marca 2018 20:38:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza Łk 15, 1-3. 11-32


W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Obrazek
hołek&wujaszek

o. Andrzej Hołowaty pisze:
Słowo Boże, Pismo Święte, wszystkie przypowieści zawarte w Ewangeliach są takimi katalizatorami. Jeżeli ja dostatecznie długo wczytuję się w nie, to one powodują, że w moim sercu następuje głęboki proces nawracania – z tym, że muszę poświecić tym przypowieściom, temu, co mówi Jezus, dużo uwagi.

Dzisiaj mamy taką przypowieść, którą chyba zna każdy chrześcijanin – o synu marnotrawnym. Szczerze mówiąc, zmienił bym jej tytuł, bo sądzę, że najważniejszy jest tu ojciec i przebaczenie. Grzech, odejście tego syna schodzi trochę na drugi plan. Powiedziałbym, że jest to przypowieść o miłosiernym ojcu. Spróbujmy się pochylić i odnaleźć w tych dwóch synach nas samych, bo i jednym i drugim dosyć często bywamy.

Sytuacja jest następująca: młody człowiek, który ”chwycił wiatr w żagle”, chce wreszcie uwolnić się od swojego ojca. Chce wyjść z domu i żąda, aby ten dał mu połowę majątku, która na niego przypada. Żeby zrozumieć, czego ten syn naprawdę żąda, trzeba pamiętać o tym, w jakim środowisku ta przypowieść powstała – w środowisku patriarchalnym. Jeden z komentatorów zadał sobie tyle trudu, że znalazł takie środowiska na wschodzie i pytał ludzi, co może oznaczać tego typu żądanie ze strony syna. Ojciec jeszcze żyje, jest w pełni sił, a syn przychodzi i żąda połowy majątku i odjeżdża z domu swojego ojca. Wszyscy pytani byli naprawdę zdumieni, czegoś takiego jeszcze nie doświadczyli. Jeden z nich odpowiedział w ten sposób: jeżeli którykolwiek syn zażądałby połowy majątku i odjechał, to ni mniej ni więcej powiedziałby: - Ojcze, chcę żebyś nie żył! Tłamsisz mnie, zgiń, umrzyj, odejdź.

Sądzę, że w ten sposób grzech zaczyna gościć w każdym naszym sercu. Zaczyna się właśnie tak, że ja biorę to wszystko, co otrzymałem od Pana Boga, czyli mój rozum, moje zdrowie, wszystkie relacje, wszystko to, kim jestem i mówię: - To ja sam siebie stworzyłem! Aby zobaczyć dlaczego ten syn odszedł, zajrzyjmy w swoje własne serca, a najlepiej chyba sięgnąć do Księgi Rodzaju i zobaczyć na czym polegał grzech pierworodny, to pierwsze odejście człowieka od Boga. Otóż Adam i Ewa mieli dosłownie wszystko w Raju, mieli miłość Boga. I w pewnym momencie przychodzi szatan, siewca rozłamów i pyta: - Czy to prawda, że Pan Bóg zakazał wam jeść owoców ze WSZYSTKICH drzew tego ogrodu? Oni odpowiadają: - Nie, nie ze wszystkich, tylko z tego jednego! Tak naprawdę, nie chodzi o ten owoc, nie chodzi o to drzewo, ale o to, że w tym momencie człowiek powziął decyzję, że sam będzie Bogiem i położył łapę na darze - wszystko jest darem - ofiarowanym przez Pana Boga. I to jest początek naszego grzechu, zapominamy o tym, że Bóg nieustannie szepcze w naszym sercu: - Ty jesteś mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie - i chce wziąć moje życie w swoje ręce. Ja dokładnie wiem, że nigdy nie jestem twórcą samego siebie, rzeczywistość w sposób bardzo bolesny mi to pokazuje. Śmierć moich przyjaciół, moich bliskich, moje słabe zdrowie – to wszystko świadczy o tym, że darem jest wszystko to, co dostałem. Oczywiście, ja mogę inwestować w swoje życie, ale zawsze bazuję na fundamencie i zawsze to życie jest tylko dane, pożyczone. Grzech zaczyna się w momencie, kiedy zapominam, że jestem darem dla samego siebie. Tak, jak to zapomniał ten syn. Wtedy zabieram majątek i idę w ten świat, kreuję sam siebie. A świat mi podpowiada, kiedy mnie będzie kochał: jeśli będę inteligentny, majętny, zamożny, błyskotliwy i tak dalej. Zawsze jest to ”jeśli” - jeśli będziesz taki, a taki. Łykam to wszystko i zaczynam zagłuszać w swoim sercu to, że jestem umiłowanym synem mojego Ojca. Tak było z tym młodszym synem. W momencie, kiedy roztrwonił swój majątek i zobaczył kim jest naprawdę – że jego życie było darem i to odejście z domu ojca to było odejście w kierunku nicości - wraca. Motywy nie są wzniosłe, on po prostu nie ma co jeść. Ale jednocześnie ten człowiek przeżywa głęboką skruchę - nie poczucie winy, nie wyrzuty sumienia, bo poczucie winy i wyrzuty sumienia są monologiem, natomiast prawdziwa skrucha jest dialogiem, ja idę powiedzieć ojcu, że naprawdę jestem słaby, że bez niego nic nie znaczę. Mam świadomość, że straciłem synostwo, ale synostwo jest niejako dwustronne. Jeżeli chodzi o ojca, nigdy nie straciłem tego synostwa, straciłem je w swoim mniemaniu. Syn przygotował sobie mowę i idzie, a ojciec nawet nie pozwala mu dokończyć kwestii, co więcej, on nieustannie go oczekuje. Tak jakby położył mu rękę na ustach i mówił: – Zostaw to wszystko, najważniejsze, że jesteś, że przez to odejście wróciłeś z powrotem do mnie.

I sprawa drugiego syna. To jest też człowiek, który był w domu swojego ojca, a tak naprawdę go nie było, on stamtąd odszedł. Dlaczego? Dlatego, że on ciągle myślał, że musi na coś zasłużyć. On w pewnym sensie ”kupował” miłość ojca, a której wcale nie musiał ”kupować” – ona była dana za darmo. Gdzieś sobie ubzdurał, że musi być dobry, wspaniały, nie odchodzić, służyć ojcu i tak dalej. I ta jego pokrętna logika została zburzona w momencie, kiedy wraca syn marnotrawny i nagle Pan Bóg – ojciec – przywraca mu synostwo bez żadnego słowa nagany. Burzy się logika tego człowieka: ”To ja tu zasługuję, podlizuję się Panu Bogu, a ten , który odszedł i roztrwonił majątek z nierządnicami (co jest jego konfabulacją, bo wcale to nie było powiedziane), to nagle jemu zostaje przywrócone synostwo?!”

Ojciec wychodzi także do tego drugiego syna, który pozornie nigdy nie opuścił domu, a naprawdę był bardzo daleko od niego. I mówi - cudowne słowa - w ten sposób: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. Pan Bóg mówi nam, że nas miłuje, my wcale nie musimy jakiś ekwilibrystycznych sztuczek wykonywać, żeby na tę miłość Jego zasłużyć. Tylko, że niestety często posługujemy się logiką tego świata i rzutujemy ją na Pana Boga: świat nas zawsze kocha pod jakimś warunkiem. Jedynym odzwierciedleniem miłości Pana Boga może być miłość matczyna, albo naprawdę głęboka przyjaźń czy miłość między mężczyzną a kobietą – to jest odprysk miłości Bożej. A świat zawsze będzie kochał ”pod warunkiem”. A ja przenoszę to wszystko na Boga i usiłuję Jemu udowodnić, że Go kocham! Nie muszę! Co za niesamowita ulga, jeżeli tak naprawdę człowiek stwierdzi, że jest miłowany przez Pana Boga, doświadczy tego na modlitwie i podczas Eucharystii. Ja już nie muszę nikomu niczego udowadniać, że jestem dobry, inteligentny, wspaniały. Wiem, że jestem kochany.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 28 marca 2018 22:14:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
zawaliłem, przepraszam

dziś dzień zdrady Judasza

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Mt 26, 14-25


Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty».



chyba nie ja

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 marca 2018 09:12:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 13, 1-15


Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Jezus mu odpowiedział: «Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później». Rzekł do Niego Piotr: «Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał».

Odpowiedział mu Jezus: «Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!»

Powiedział do niego Jezus: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: «Nie wszyscy jesteście czyści».

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem».



do końca

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 29 marca 2018 22:09:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 10:03:24
Posty: 16597
..polecam komentarz , lepiej audio.
http://radioem.pl/doc/4574927.Panie-Jez ... -uczyniles

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 marca 2018 09:48:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
J 18, 1 – 19, 42

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według Świętego Jana

+ – słowa Chrystusa
E. – słowa Ewangelisty
I. – słowa innych osób pojedynczych
T. – słowa kilku osób lub tłumu

Pojmanie Jezusa

E. Po wieczerzy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus, wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: + Kogo szukacie? E. Odpowiedzieli Mu: T. Jezusa z Nazaretu. E. Rzekł do nich Jezus: + Ja jestem. E. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc Jezus rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: + Kogo szukacie? E. Oni zaś powiedzieli: T. Jezusa z Nazaretu. E. Jezus odrzekł: + Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. E. Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś. Wówczas Szymon Piotr, który miał miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: + Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam wypić kielicha, który Mi podał Ojciec?

Przed Annaszem. Zaparcie się Piotra

E. Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że lepiej jest, aby jeden człowiek zginął za naród.

A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana, natomiast Piotr zatrzymał się przed bramą, na zewnątrz. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka. A służąca odźwierna rzekła do Piotra: I. Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? E. On odpowiedział: I. Nie jestem. E. A że było zimno, strażnicy i słudzy, rozpaliwszy ognisko, stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się przy ogniu.

Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: + Ja przemawiałem jawnie przed światem. Nauczałem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie nauczałem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Przecież oni wiedzą, co powiedziałem. E. Gdy to rzekł, jeden ze sług stojących obok spoliczkował Jezusa, mówiąc: I. Tak odpowiadasz arcykapłanowi? E. Odrzekł Mu Jezus: + Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz? E. Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza.

A Szymon Piotr stał i grzał się przy ogniu. Powiedzieli wówczas do niego: T. Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? E. On zaprzeczył, mówiąc: I. Nie jestem. E. Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: I. Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie? E. Piotr znowu zaprzeczył i zaraz zapiał kogut.

Przed Piłatem

Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium aby się nie skalać i móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: I. Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi? E. W odpowiedzi rzekli do niego: T. Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie. E. Piłat więc rzekł do nich: I. Weźcie Go sobie i osądźcie według swojego prawa. E. Odpowiedzieli mu Żydzi: T. Nam nie wolno nikogo zabić. E. Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć.

Przesłuchanie

Wtedy Piłat powtórnie wszedł do pretorium, a przywoławszy Jezusa, rzekł do Niego: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? E. Piłat odparł: I. Czy ja jestem Żydem? Naród twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Co uczyniłeś? E. Odpowiedział Jezus: + Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. E. Piłat zatem powiedział do Niego: I. A więc jesteś królem? E. Odpowiedział Jezus: + Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. E. Rzekł do Niego Piłat: I. Cóż to jest prawda? E. To powiedziawszy, wyszedł ponownie do Żydów i rzekł do nich: I. Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego więźnia. Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? E. Oni zaś powtórnie zawołali: T. Nie tego, lecz Barabasza! E. A Barabasz był rozbójnikiem.

„Oto człowiek”

Wówczas Piłat zabrał Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze, uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: T. Witaj, Królu żydowski! E. I policzkowali Go. A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: I. Oto wyprowadzam Go wam na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy. E. Jezus więc wyszedł na zewnątrz w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: I. Oto Człowiek. E. Gdy Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: T. Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! E. Rzekł do nich Piłat: I. Zabierzcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy. E. Odpowiedzieli mu Żydzi: T. My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym.

E. Gdy Piłat usłyszał te słowa, jeszcze bardziej się uląkł. Wszedł znów do pretorium i zapytał Jezusa: I. Skąd Ty jesteś? E. Jezus jednak nie dał mu odpowiedzi. Rzekł więc Piłat do Niego: I. Nie chcesz ze mną mówić? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? E. Jezus odpowiedział: + Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie. E. Odtąd Piłat usiłował Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: T. Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się cezarowi.

Wyrok

E. Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: I. Oto wasz król! E. A oni krzyczeli: T. Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! E. Piłat powiedział do nich: I. Czyż króla waszego mam ukrzyżować? E. Odpowiedzieli arcykapłani: T. Poza cezarem nie mamy króla. E. Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano.

Droga krzyżowa i ukrzyżowanie

Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król żydowski. Napis ten czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: T. Nie pisz: Król żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem żydowskim. E. Odparł Piłat: I. Com napisał, napisałem.

E. Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza jedna część; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: T. Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć. E. Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty moje, a o moją suknię rzucili losy. To właśnie uczynili żołnierze.

Testament dany z krzyża

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: + Niewiasto, oto syn Twój. E. Następnie rzekł do ucznia: + Oto Matka twoja. E. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie.

Śmierć Jezusa

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: + Pragnę. E. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: + Dokonało się! E. I skłoniwszy głowę, oddał ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Przebicie serca

Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, żeby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu w innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili.

Złożenie Jezusa do grobu

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz krył się z tym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa nocą, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i owinęli je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A w miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.


pragnę

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 marca 2018 16:59:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 01 października 2007 22:19:21
Posty: 5785
Skąd: Kraków
Amen.

_________________
Would you know my name, if I saw you in heaven ?

Mój kanał na YouTube, czyli klejenie modeli, ale nie tylko. :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 marca 2018 20:44:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 10:03:24
Posty: 16597
Amen.

_________________
..Ty się tym zajmij..


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 01 kwietnia 2018 00:30:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 5891
Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 20, 1-9

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.


ujrzał

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 01 kwietnia 2018 06:20:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 3203
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
ALLELUJA!!! (choć u mnie jeszcze Wielka Sobota :) )

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1040 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 66, 67, 68, 69, 70  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group