Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 24 listopada 2017 06:52:04

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 371 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 21, 22, 23, 24, 25
Autor Wiadomość
PostWysłany: czw, 13 października 2016 23:45:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20012
Zastrzeżenia na razie olejmy. Koncert był naprawdę dobry. Co za wielka armia muzyków! Dziesięć osób na scenie. Kiedy wchodzili krokiem marszowym na scenę, długo, dostojnie i w takt utworu Chain of Keys, to robiło to ogromne wrażenie. Wśród panów jedna pani grała na saksofonie, a potem wystąpiła do przodu i zaczęła śpiewać :-)

The circle is broken, she says!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Ostatnio zmieniony ndz, 30 października 2016 17:28:00 przez Crazy, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 14 października 2016 08:42:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24068
A przy następnym - Ministry of Defence - miałem łzy w oczach i nawet poza. (Co się ze mną dzieje ostatnio?)

This is how the world will end.





Dla mnie ten koncert rzeczywiście był spełnieniem marzenia!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 14 października 2016 18:24:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20012
Czy jednak pierwsze dwa numery (właśnie Chain... i Ministry...) nie były aby najlepszym w ogóle momentem koncertu? Razem z tym korowodem wejściowym, z powolnym rytmem całości i walcującym rytmem piosenek. Świetnie wypadło też Glorious Land, ale jednak nie mogłem opędzić się od myśli, że wprost fenomenalnie by było (zwłaszcza przy takim ensemble'u!), gdyby ten bojowy motyw zagrał prawdziwy trębacz! Wychodziłby raz na jakiś czas przed szereg i tru-tu-tu-tu!!
I potem mi się włączały co jakiś czas pewne aranżacyjne może nie rozczarowania, ale jakby niewykorzystania.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 20:39:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24068
Pamiętam koncert The Soundrops, gdzie każdy utwór był rozpisany kto na czym ma zagrać, i nawet Bartek Zet był zaangażowany do pomocy, żeby te zmiany sprawniej szły, żeby szybciej wymieniać gitary. A i tak potem były głosy krytyki, że dramaturgia siadała. Jakiś czas później oglądałem koncert PJ Harvey z 2004 roku, i kiedy stwierdziłem, że ona z zespołem robią to samo - że każdy numer ma wymyśloną oprawę, a do tego ona jako wokalistka sprytnie używa różnych efektów, które załącza nóżką, to przyszło mi do głowy, że może to jest jakiś wyznacznik różnicy między takim klasycznym rockowym graniem a la Led Zeppelin, a czymś co wtedy określiłem sobie jako songwriting. Tylko, że hasło singer-songwriter przywołuje obraz koleżki z gitarą, z ewentualnie jakimiś muzykami w tle, a to nie pasuje ani do koncertów Soundrops, ani do zespołu Polly z 2004 roku. Skojarzenie to tym bardziej jest nie na miejscu, że 10 osobowy zespół PJ Harvey w 2016 roku robi dokładnie to samo: wymienia instrumenty do zaprezentowania kolejnych utworów. Bo chyba po prostu jest to nieco inna forma sztuki niż rock & rollowy show, i rządzi się swoimi prawami, prawami autorskiego spektaklu.

Kiedy oglądałem wcześniej zdjęcia PJ, to nie byłem pewien czy podoba mi się jej obecny wizerunek sceniczny czy nie. Po tym koncercie już wiem, że bardzo mi się podoba! I że odpowiada mi też ta cała teatralność występu, bo w tym wypadku wypada ona bardzo szlachetnie i przekonująco. Wejście muzyków - trochę jak greckiego chóru na orchestrę, ale też trochę jak parada ulicznych grajków; wejście Polly w postać czarnoskrzydłej Antygony, żywo reagującej na momenty plemiennego rytmu; jej mimika i gestykulacja, i to, że prawie nie wychodziła ze swej roli, zachowując dystans i powagę; momenty zawieszenia w bezruchu, po zakończeniu każdego utworu - mimo, że publiczność reagowała jak to zwykle - to wszystko bardzo mi się podobało. Ładnie też ułożony był ten występ, bo z pozoru podzielony na trzy części - w pierwszej utwory z ostatniej płyty, w drugiej z poprzedniej, a w trzeciej wybór z wcześniejszych - ale w gruncie rzeczy jednak całość podporządkowana była prezentacji The Hope Six Demolition Project, z przejmującym finałem w postaci River Anacostia. Może nawet bisy nie były potrzebne, choć w sumie nie chciałbym z nich rezygnować.

Fajne jest to, że PJ Harvey mogła zagrać klasyczny rockowy koncert i pozamiatać publicznością prezentując przekrojowy materiał - to było wyczuwalne gdy wchodziły te starsze killery - ale przecież ona jest na innym etapie, porusza się w innym obszarze, i my mogliśmy tam pójść wraz z nią. To było przejmujące i jakoś wciąż we mnie rezonuje. Może ta hala nie była za szczęśliwa - sądzę, że w innym miejscu te Mustangi i Voxy zabrzmiałyby ładniej - ale i tak mogę powiedzieć, że spełniło się na tym koncercie jedno z moich marzeń. Ona naprawdę jest fantastyczna :) .


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 23 października 2016 22:09:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20012
Oprawa tego koncertu była naprawdę świetna, a już zwłaszcza to wejście
antiwitek pisze:
Wejście muzyków - trochę jak greckiego chóru na orchestrę, ale też trochę jak parada ulicznych grajków; wejście Polly w postać czarnoskrzydłej Antygony, żywo reagującej na momenty plemiennego rytmu...
- pierwsza klasa. Bardzo mi się podobał ten wielki zespół i ta teatralność, ten - jak to określiłeś - autorski spektakl.

Jedyne, z czym się całkowicie nie mogę zgodzić, to:
antiwitek pisze:
Może nawet bisy nie były potrzebne, choć w sumie nie chciałbym z nich rezygnować.

panna Polly mogłaby wziąć przykład z tych Kjurów, co ich Pet opisał, i zrobić trzy bisy po trzy-cztery numery. To by było w porządku.
Albo jeszcze lepiej, bo po co nadwerężać dłonie fanów: po prostu zrobić koncert dwuczęściowy, pierwszy byłby taki, jak był, który był naprawdę super, a potem wyjść drugi raz i zagrać z dziesięć numerów przynajmniej, już z serii "greatest hits" czy nawet "smallest hits", wszystko jedno.
Natomiast tak, jak było, to było za krótko i nic na to nie poradzę.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 30 października 2016 17:47:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20012
Dziś słucham sobie ostatniej płyty metodą skokową, tzn. że włączyłem najpierw czwarty utwór (ten, który zaczynał koncert), a potem skakałem w różne strony, dopiero końcówkę pozostawiając po kolei, bo tę część płyty poznałem dotychczas najsłabiej. I po pierwsze taka metoda mi się świetnie sprawdziła, bo wyciąłem sobie kilka tych, które mi się nie podobają. A po drugie - ta właśnie końcowa część płyty zaczęła mi się chyba najbardziej podobać! Nadal pozostaję pod wrażeniem otwarcia koncertu w Warszawie i tych dwóch utworów, Chain of Keys i Ministry of Defence. Ale wśród pierwszych sześciu numerów są dwa, które mi się w ogóle nie podobają i trzeci, który może być, ale nie bardzo wiem, po co. Natomiast po wybrzmieniu tych nudnawych Memorialsów wszystko zaczyna się wreszcie ładnie układać. Szczególnie podobają mi się utwory Ministry of Social Affairs i The Wheel (a już zwłaszcza ten ostatni!). Następujący po nich Dollar w części piosenkowej wydaje mi się nijaki, natomiast pomysł zakończenia płyty wyciszającą, melancholijną, zupełnie daleką od tego, co się działo na całej płycie partią saksofonu, jest równie odważny, co udany.

Lista tymczasowa:
1/2/3. Ministry of D/ Chain of Keys/ The Wheel (wychodzi na to, że na tej płycie najbardziej cenię mocno zrytmizowane piosenki ze sporą ilością chóralnych śpiewów i rzeczywiście te cechy najbardziej mi się wyróżniają)
4. Ministry of S.A.
5. Orange Monkey
6. Medicinals
7. Dollar, Dollar
9. River Anacostia

15. Line in the Sand

38. Memorials

50. Community of Hope

;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 21 grudnia 2016 21:14:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24068
Crazy pisze:
50. Community of Hope


To skandaliczne... Choć muszę przyznać, że mnie upodobaniem do tego numeru dopiero Gero natchnął :) .



Buddyń kiedyś stworzył taki topik o o przenikaniu się wątków na płytach Armii, a mnie - odkąd nabrałem większej biegłości w płytach PJ - nasuwa się myśl, że to zjawisko szczególnie występuje w jej dyskografii.

Choć niby mówi się, że taka zmienna z płyty na płytę.

A przecież te płyty najczęściej idą parami - na przykład Dry/Rid of Me, Stories/Uh Huh czy dwie ostatnie; nawet To Bring/Is This dałoby się obronić. A poza tym daje się wysłyszeć różne zapowiedzi i pozostałości, co jest bardzo ciekawe. Bo niby jest przepaść między Rid a To Bring, a jednak tobringowe klimaty występują już chwilami na Ridzie. I podobnie jest z innymi płytami.

Ze szczególnym uwzględnieniem White Chalka, który jest najwyodrębniejszy, ale też bardzo prądkujący i te whitechalkowe dźwięki pojawiają się i przed i po - bardzo wyraźnie.


I jeszcze jedno. Uświadomiłem sobie ostatnio, że Polly należy do grona moich ulubionych wokalistów. I to od dawna!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 17 stycznia 2017 16:15:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 07 listopada 2005 19:24:08
Posty: 3004
Skąd: Zawsze na P
Właśnie wróciłem z koncertu PJ i w końcu rozumiem to, co piszecie ;)
Na początek utwory z nowej płyty, i właściwie już do tego albumu nie mam żadnych zastrzeżeń. Potem moje ulubione fragmenty z Let England Shake i ulubiony utwór z White Chalk; Under the water i To give you my love dopełniły to, co mogę nazwać koncertem marzeń. Wszystko perfekcyjnie zagrane i zgrane, bardzo to wszystko majestytczne ale za razem intymne było. Tło muzyczne wspaniale wypełnione, a nagłośnienie takie, że można było słuchać całości ale bez problemu też skupić się na pojedyncznych instrumentach, rewelka! Dodać muszę, że klimat był zwiększony przez zachodzące słońce za sceną (koncert na powietrzu), zieloną trawą i trochę piknikową atmosferą (ale to chyba typowe dla Perth). Trochę metafizycznych uniesień doznałem, których nie miałem - jeśli mnie pamięć nie myli - od koncertu Armii z Der Prozess w Eskulapie, chociaż oczywiście trochę inne. Wspaniały wokal i "utajona", trochę teatralna, ekspresja PJki.

Crazy pisze:
I potem mi się włączały co jakiś czas pewne aranżacyjne może nie rozczarowania, ale jakby niewykorzystania.
Miałem tak tylko raz, nie pomnę przy którym utworze niestety, ale fragmenty były takie, że aż prosiło się, żeby przyspieszyli i zrobili salso-r'n'r-orkiestrową miazgę. Oczywiście to się nie zdarzyło, ale nie szkodzi, i tak było świetnie.

a za 2 tygodnie koncert Nicka Cave'a!

_________________
"Milczy! To wprost zdumiewające... Niechże pan będzie mężczyzną! No niech się pan chociaż uśmiechnie! Fe, co za obrzydliwy filozof."


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 17 stycznia 2017 19:08:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24068
Super, musiało być pięknie :) .


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 19 stycznia 2017 18:10:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6219
Groszek pisze:
a za 2 tygodnie koncert Nicka Cave'a!


Ciekawa jestem, jakie będą Twoje wrażenia porównawcze. Po berlińskim koncercie Cave'a 4 (!) lata temu pomyślałam sobie, że z żyjących artystów, których koniecznie chcę zobaczyć live, na pierwszym miejscu jest PJ Harvey. I to się spełniło na Torwarze, choć nie pisałam tu jeszcze. Ale napiszę teraz, poczynając od odpowiedzi na pozdrowienia:

Crazy pisze:
(pozdro sektor E)


:duszek

Otóż: podobało mi się, doceniam kunszt i precyzję, artyzm i profesjonalizm. ALE... to miał być :boom, spełnienie życiowego marzenia! A tymczasem pozostał pewien niedosyt, związany z repertuarem. Oczywiście - PJ rządzi i taki ma koncept, to wszystko spójne jest i ma sens, ale pozostałam w niespełnieniu, zabrakło bowiem jakiejś soczystej pełni przekrojowej. Nie jestem wielką miłośniczką ostatniej płyty, wciąż jest ona dla mnie uboższą wersją "Let England Shake", a i od "Let..." wolę inne rzeczy. Więc ten mocny przechył w stronę 2 ostatnich płyt nie był mi na rękę, pozostawił mnie dość chłodną. I porównywałam to sobie z Nickiem właśnie, gdzie koncert był bombą - bo najpierw cała płyta "Push the Sky...", którą kocham, a potem OGIEŃ niezapomniany, wrażenie, że TO jest TO, Nick kompletny.
Ale może z PJ też taki koncert jeszcze kiedyś będzie miał miejsce...

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 29 października 2017 22:26:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20012
Crazy o Hope Six Demolition Project pisze:
jej czas może przyjść, bo Let England też na początku średnio klikł, a potem jak najbardziej

No, może trochę przyszedł? Wprawdzie nadal są te same rzeczy, które mi się niezbyt podobają, ale mniejsza o nie-podobania - za to ogromnie mi się spodobały przestrzenie w drugiej części płyty. Szczególnie ostatnie cztery numery, przypomnijmy:
Medicinals - Ministry of Social Affairs - The Wheel - Dollar Dollar
Nie dość, że wszystko to są bardzo dobre numery, to jeszcze tworzą jakąś bardzo interesującą, zróżnicowaną i bogatą całość. Tak jak pisałem i wcześniej, w pierwszej części płyty trochę mi się wszystko nie skleja. Owszem są te dwie piosenki, od których zaczął się koncert, które może i były nawet najlepszym, co było na tym koncercie, i może jest najlepszym, co jest na płycie, ale jakoś ich obudowa mnie nie przekonuje. Choćby nawet River Anacostia - sprawdziła się na koncercie bardzo jako klamra zamykająca, ten utwór ma taki charakter! natomiast tak w środku płyty nie wybrzmiewa, a potem te hałaśliwe Memoriale w ogóle psują efekt.
I właśnie po Memorialach płyta się zaczyna na porządnie :-) Orange Monkey tym razem jakoś mniej mnie wzięły, natomiast już Medicinals znakomite, a Ministry of S.A. awansuje mi chyba z czwartego na pierwsze jako best utwór z płyty! Przy czym The Wheel nic a nic nie traci, ekstra jest to półtoraminutowe klaskanie, ale już się zdaje, że będzie to raczej instrumentalny przerywnik, a tu nieoczekiwanie jednak pojawia się wokal, a potem okazuje się, że nie tylko w kółk ten sam porywający motyw, ale czają się i niespodzianki. I bardzo mi pasuje wyciszenie w Dollar, Dollar.

Mam teraz dziwny czas, słucham sporo muzyki, dziś np. Beethovena i Kill'em All, ale generalnie najchętniej Pidżejki, Radiohead i Depeche Mode... jesiennie! Może jeszcze się coś z tej słoty wyłoni.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 371 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 21, 22, 23, 24, 25

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group