Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest czw, 18 stycznia 2018 13:00:31

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 187 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 06:33:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Red Hot Chili Peppers nigdy nie było moim ulubionym zespołem ale od zawsze (jakiś ’92?) gdzieś tam w tle mocno istnieli, tworząc silną bądź bardzo silną drugą ligę. I parę utworów jest bardzo ważnych do dziś, a ponadto wydali płytę, którą właśnie słucham, stąd też i wątek musiał powstać.

Obrazek
Red Hot Chili Peppers

Obrazek
Freaky Styley

Obrazek
Uplift Mofo Party Plan (***) pierwsze dwie płyty kiedyś słyszałem ale jakoś nie zapadły mi zbyt w pamięć, zdecydowanie lepsza od nich jest płyta trzecia. Chyba nadal reprezentatywna dla początkowego, zdecydowanie funkowego okresu twórczości. Tu jest już parę fajnych rzeczy. Przede wszystkim bas Flea. Na gitarze jeszcze Hillel Slovak, dla którego to już płyta ostatnia. No i kilka niezłych numerów się tu już znajdzie. Początkowe, mocno funkujące Fight Like A Brane czy Me & My Friends ale i już lekko inne Behind The Sun.

Obrazek
Mother’s Milk (****1/4) to już płyta co się zowie. Zmiana gitarzysty wymuszona, bo Slovak następnych płyt nie doczekał. Ale dzięki temu pojawił się nowy heros – Frusciante. Bardzo zdolny i kumaty od samego początku. Ogólnie płyta już bardziej w kierunku BSSM, czyli gitary bardziej Hendrixowe a i samego Jimiego tu trochę jest, bo i Fire w regularnym zestawie, a w remasterowanej wersji jeszcze koncertowe wykonania Castles Made Of Sand i Crosstown Traffic. Jednak największą popularność zyskał stąd inny cover – Higher Ground. Bardzo energetyczna rzecz. Ale i sami Red Hoci mają tu kilka swoich udanych numerów, jak chociażby kolejne single Nobody Weird Like Me, Knock Me Down czy Taste The Pain. Bardzo ładne są tu numery instrumentalne, zwłaszcza jedyne w podstawowym zestawie Pretty Little Ditty. Jest też wyraz fascynacji NBA i drużyną LA Lakers, jedną z dwóch najlepszych drużyn w tamtym czasie – utwór Magic Johnson. Co ciekawe utwór ten po paru latach grali już tylko w wersji instrumentalnej, gdyż po wykryciu u Magica HIV niezbyt pasowało śpiewanie o jego „magicznej krwi” :roll: . Ciągnąc tematykę koszykarską jako remasterowy bonus jest jeszcze instrumentalny Salute to Kareem (Abdul-Jabbar oczywista)

Obrazek
Blood Sugar Sex Magik (*****1/2) to już absolutny klasyk. Jednocześnie pierwsza płyta zespołu jaką poznałem. Ale nie mogło być inaczej, dzięki megaprzebojom Give It Away i Under The Bridge nie dało się zespołu nie zauważyć w tamtym czasie. Ja płyte poznałem jeszcze z winyla pożyczonego od znajomego w liceum i ta wersja towarzyszyła mi przez długie lata aż zakupiłem CD. Płyta długa więc dwie płyty były. To ostatnia płyta z taką porcją rapu. Zaczyna się od właśnie takich Power Of Equality i If You Have To Ask. Potem piekne Breaking The Girl, wspaniały utwór podkreślony jeszcze cudownym teledyskiem, w sumie nie wiem nawet czy tego utworu nie lubię bardziej niż osławionego ale też potwornie zagranego Under The Bridge. Tu jest taki cudowny klimacik, coś ulotnego, złapanego w biegu. Cudeńko. Potem znów dwie funkujące rapowanki w tym wielce udane Suck My Kiss. A potem znów cudowna ballada I Could Have Lied, przepiękna rzecz z godną podkreślenia gitarą Fru. Bardzo lubię też Rightous & The Wicked no a potem już Give It Away. Tu nawet nie ma co pisać i tak każdy zna. Po lekko walcowato rockowym nagraniu tytułowym drugi megahit czyli Under The Bridge i też rozpisywanie się nie ma chyba sensu. Znów znany wszystkim motyw zapodany przez Fru, cały czas pamiętane video. Reszta płyty też ciekawa kończąc na zabawnym They’re Red Hot. Niestety megasukces płyty, wyczerpująca trasa i nagła ogromna popularność zahamowały rozwój zespołu a przede wszystkim zabrały na kilka lat młodego gitarzystę. Poszukiwania były długie i nie przynosiły rezultatów stąd zamiast regularnych płyt pojawiło się kilka wydawnictw zastępczych.

Obrazek
What Hits ?! (***) zasadniczo wybór z wszystkich płyt przed BSSM plus niezwyciężone Under The Bridge. W sumie może być ale nie czuje potrzeby aby taką płytę mieć :roll:

Obrazek
Out In L.A. (**) zbieranina innych miksów, demo, live i takich tam. Widać, że wytwórnia już pospiesznie przebierała nóżkami. „No co kolejny rok nic nie wydamy, to może cuś takiego chociaż.” Kiedyś słyszałem ale nie złapało więc ocena niezbyt wysoka ale i tak nie mam.

Obrazek
One Hot Minute (****3/4) no i jest w końcu nowy gitarzysta. Inny i to słychać. Na szczęście, bo dzięki temu płyta jest inna. Akurat ja bardzo lubiłem gitarę Dave’a Navarro w Jane’s Addiction a oba te zespoły poznałem dość równolegle w tym samym czasie. Część osób tę nową płytę odrzuciło, że to już nie Papryczki, że mało rapu itp.. Kolejne płyty pokazały, że kierunek nie był przypadkowy. Ja ją od początku bardzo polubiłem. Brakuje tu może takich kilerów jak Under The Bridge czy Give It Away. Ale Aeroplane czy My Friends to też rewelacyjne utwory, nawet jeżeli tak o pół klasy niżej. A jest tu więcej bardzo udanych kompozycji – Warped, Coffee Shop czy Walkabout. No i kończące Falling Into Grace, Shallow Be Thy Name i Transcending. Szkoda tylko, że rewelacyjne Pea jest tu tak krótkie, bez tego czadowego końca. Brzmi to trochę inaczej niż płyty z Frusciante ale, według mnie, wcale nie gorzej. A z takich bardziej rapowanych rzeczy to jest tu chociażby One Big Mob. I szkoda, że praktycznie nic już z tego na koncertach nie grają (poza chyba Pea), tak jakby to płyta innego zespołu była.

Obrazek
Californication (*****) to dla mnie taki Matallicowy Czarny Album Red Hotów. Ostry zwrot w stronę melodii, ładnych harmonii itp. Piękna płyta, do tej pory robi wrażenie. No i przede wszystkim powrót Frusciante do zespołu. Duże wydarzenie potwierdzające, że to jest ten kanoniczny skład zespołu. Już od pierwszego singla Scar Tissue było wiadomo, ze będzie dobrze. I jest praktycznie przez całą płytę. Zaczyna mocniej Across The Universe, lekko zakręcone, rapowane zwrotki i melodyjny refren, i piękny beztekstowy moment w refrenie pod koniec :). Parallel Universe to znakomicie płynący utwór, jeszcze przyspieszający w refrenach. Takich fajnie prowadzonych, swobodnie płynących utworów jest tu jeszcze kilka: Otherside – chyba jeszcze bardziej udany utwór, Easily czy This Velvet Glove. Ooo swoboda to coś co mi bardzo dobrze definiuje tę płytę. Ballad jest również parę – rzeczone Scar Tissue, delikatne i takie kruche prawie Porcelain, tytułowe Californication (akurat mniej lubię - trochę sztampowo mi brzmi jednak), Savior (z piękną wokalną wstawką) i kończące, przepiękne, lekkie i radosne Road Trippin’. Z kolei Get On Top, Purple Stain, Right On Time czy I Like Dirt to taki typowo redhotowy funk. Ale widać, że przewaga ładnych, spokojnych brzmień jest tutaj łatwo wyczuwalna.

Obrazek
By The Way (***1/2) znów analogia z Metallicą mi się nasuwa, jeżeli Californication było Czarnym Albumem to to jest zdecydowanie Load i znów powtarza się schemat, tamto było super ale ani kroku dalej w tym kierunku. Niestety w rzeczywistości jest tu cały skok w stronę przez mnie niemile widzianą :(. Co ciekawe ta płyta mi się na początku bardzo spodobała. Przede wszystkim promujące album nagranie tytułowe było bardzo dobre. No i jak usłyszałem Can’t Stop to też duża radość była. Tylko, że to chyba jedyne utwory, które jakoś mocniej zapadły mi w pamięć. Oczywiście po bieżącym przesłuchaniu znajdzie się jeszcze kilka niezłych (Universally Speaking, Don’t Forget Me, Throw Away Your Television, czy końcowe utwory od On Mercury począwszy) ale to wciąż mało… No i jest też kilka bardzo słabiutkich zapychaczy (This is a place, przesłodzone Dosed, I Could Die For You, Midnight). Mogę napisać, że lubię stad kilka utworów, ale nie lubię płyty jako całość.

Obrazek
Best Of (***) przyszedł i czas na Besta. Niby wiele więcej tu nie ma niż na regularnych płytach, poza tym to głównie zbieranina z trzech płyt BSSM i dwóch ostatnich. Poza tym jest jedynie Higher Ground z Mother’s Milk, My Friends z One Hot Minute i bardzo udane dodatki. Przede wszystkim odrzut :shock: z sesji BSSM ballada Soul To Squeeze, wcześniej dostępna jedynie na Conneheads OST i dwa nowe utwory – dynamiczne, bardzo dobre Fortune Faded oraz spokojniejsze i trochę mniej udane Save The Population. Ja żałuję, że nie ma Search & Destroy rewelacyjnie wykonanego utworu The Stooges jeszcze.

Obrazek
No i jest już nowa płyta Stadium Arcadium. Trudno obiektywnie oceniać taki kolos (dwie płyty, 28 utworów) zaledwie po paru przesłuchaniach. W sumie mi się podoba. Jest sporo, chyba więcej niż na BTW utworów, które mi się podobają. Przede wszystkim jest to płyta Frusciante dla mnie. W co drugim utworze piękne solóweczki wywija i to na pewno jest duży plus płyty. Jest też trochę więcej punku, tak mocno deklarowanego w ostatnich zapowiedziach ale nie łudźmy się, nawet jeżeli jest to taki lekko lajtowy. Powiedzmy, że na razie dałbym ****1/4. Jest dobrze a czas zweryfikuje tę ocenę.
Natomiast bezapelacyjnie bardzo dobre jest video, gdzieś już tu liniowane i chwalone. Mordka się uśmiecha :D, choć osobiście przy fragmencie Kurto-unpluggdowopodobnym poczułem jednak smutek :(
Za to fatalna okładka. Podobnie jak nowego Pearl Jam.
No i na koncert bym się wybrał :wink: ale nie dam rady w tym roku. A 14.06 grają dość blisko bo w Pradze.

oprócz tego jest kilka DVD, jednak ich nie znam więc nie oceniam
Obrazek
Greatest Videos to wiadomo, zgodnie z tytułem

Obrazek
Funky Monks to właśnie nabyłem ale jeszcze nie obejrzałem – dokument o powstawaniu płyty Blond Sugar Sex Magik

Obrazek
[b]Off The Map
koncert po BTW

Obrazek
Live At Slane widziałem tylko fragmenty. Koncert, w którym byli supportem dla U2, z czego z resztą też jest DVD.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 07:21:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18728
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
marecki pisze:
Akurat ja bardzo lubiłem gitarę Dave’a Navarro w Jane’s Addiction


Tak troszke na marginesie, ale jednak na temat: oczywista bez dwoch zdan RHCP sa zespolem WIELKIM w pelnym tego slowa znaczeniu, ale...

Posluchalem sobie kiedys, praktycznie pod rzad BSSM i "Ritual.." Jane's Addiction (obie kapele bazowaly w sumie na podobnym patencie - funkowa sekcja + psychodeliczno-hendrixowskie klimaty, a wszystko to polane odrobine punkowym sosidlem prosto z L.A.) i doszedlem do wniosku, porownujac ich dokonania poczynione do mniej wiecej poczatku lat 90-tych, ze ekipa Farrela rozklada RHCP na lopatki. Pozniej oczywiscie J.A. zawiesilo dzialalnosc, a po powrocie nie odzyskalo juz dawnej swietnosci (obeznie zas znowu nie istnieje), natomiast RHCP w tym czasie rozwijali sie caraz bardziej i bardziej osiagajac obecny poziom, ale wtedy roznic a klas byla (jak dla mnie przynajmniej) dosc spora na korzysc J.A. wlasnie. Macie podobne wrazenie, czy znowu bede w mniejszosci? ;)

Zdrowka zycze


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 08:03:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Jak pisałem obie kapele poznałem praktycznie w tym samym czasie i muszę przyznać, że mnie osobiście kapela Perry'ego Farrela bardziej przypadła do gustu, choc może o rozkładaniu na łopatki bym się mówić nie odważył :wink: Poza tym pomimo niewątpliwie podobnych korzeni funkowa sekcja + psychodeliczno-hendrixowskie klimaty, a wszystko to polane odrobine punkowym sosidlem Red Hoci, zwłaszcza jeszcze wtedy, mocniej ten funk zaznaczali i sekcja chyba jednak miała więcej do powiedzenia, szczególnie Flea. Jane's Addiction zaś byli bardziej stricte rockowi według mnie. Ale w ogóle Ferremu Parrelowi (kiedyś znajomi się przekomarzali i tak powstał Ferry Parrel i Bob Harley :) ) należy się osobny wątek z Jane, Porno For Pyros i przyległościami.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 08:24:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18728
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
marecki pisze:
Jak pisałem obie kapele poznałem praktycznie w tym samym czasie i muszę przyznać, że mnie osobiście kapela Perry'ego Farrela bardziej przypadła do gustu, choc może o rozkładaniu na łopatki bym się mówić nie odważył


Moze faktycznie zbyt mocno to powiedzialem, ale mimo to uwazam, ze jednak w tamtym okresie Farelek i kolesie znacznie lepszymi byli w dziedzinie muzyki czynienia od Papryk*

marecki pisze:
Poza tym pomimo niewątpliwie podobnych korzeni funkowa sekcja + psychodeliczno-hendrixowskie klimaty, a wszystko to polane odrobine punkowym sosidlem Red Hoci, zwłaszcza jeszcze wtedy, mocniej ten funk zaznaczali i sekcja chyba jednak miała więcej do powiedzenia, szczególnie Flea. Jane's Addiction zaś byli bardziej stricte rockowi według mnie.


Oczywiscie racja. Skladniki choc podobne, to akcenty roznie byly porozkladane. U RHCP wiecej bylo funku, a u JA psychodelii i hardrocka.


marecki pisze:
Ale w ogóle Ferremu Parrelowi (kiedyś znajomi się przekomarzali i tak powstał Ferry Parrel i Bob Harley ) należy się osobny wątek z Jane, Porno For Pyros i przyległościami.



Oooo tak! Wielce slusznie prawisz. Pewnie nawet Pila by sie w nim udzielil, ktory tu chyba ostatnio sporadycznie zaglada.

Zdrowka zycze

*) jakze ja uwielbiam taka skladnie ;) :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 09:39:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 20:53:47
Posty: 4080
Skąd: Chełm (k. Mistycznego Miasta Lublina) - Warszawa (Stacja Ursynów)
Pet pisze:
ekipa Farrela rozklada RHCP na lopatki


Bez dwóch zdań jak dla mnie - masz Pecie słuszność!
Już nawet sam wokal Perry'ego ich rozkłada :)
Wszystkim Farelek Bandom należy się oczywiście osobny wątek, ja nawet..... wolę Porno For Pyros od Jane's Addiction....

Ale coby być w temacie - RHCP zaczyna się dla mnie na
Mother's Milk ***** i to jest dla mnie opus magnum Red Hotów
BSSM ****1/2 gorsze od MM, za długie i.... za modne....
A resta to takie sobie płytki. Szczególnie taka sobie jest "Californication", którą Marecki tak wysoko ocenił, podczas gdy ja uważam ją za zbiór ładnych, ale nudnych i takich samych w sumie piosenek - max ***.
"By The Way" jest jego kopią jak dla mnie - ***
No i jeszcze wcześniej była "One Hot Minute" z Navarro - i ta płyta trzymała jeszcze poziom - **** - nie rozmywała się w jakiś zestaw balladek....
Wcześniejsze płyty RHCP wleciały i wyleciały, żadnych wrażeń.... a najnowszej nie mam.... i nie wiem czy wogóle warto mieć.

_________________
kocham cię
kocham cię
śmierć w Wenecji
miłość w Warszawie

Obrazek
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 09:51:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18728
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Piła pisze:
ja nawet..... wolę Porno For Pyros od Jane's Addiction....



Ja tez! :piwo:

Zdrowka zycze


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 09:58:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
chyba wątek o JA i pochodnych trzeba założyc, bo inaczej offtopikowanie tu nadal będzie przeważać

Piła - widzę, że regularnie lubimy te same kapele (chociażby Armia, FNM) ale najwyżej doceniamy inne płyty :)

A o Californication - piosenkowe, jak najbardziej, ale jak pięknie!! Choć przyznam, że na BSSM coś się skończyło, bo płyta z Navarro to z kolei taki wypad jeszcze w innym kierunku i lekka synteza obu omawianych tu :wink: grup.

Pet może cos o samych Red Hotach?

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 13:00:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20193
Brawo marecki, jestes niewyczerpanym źródłem wątków o jakże szacownych zespołach trochę nowszych niż lata 60 i 70... Nirvana, Pearl Jam, Faith no More, Cure, REM, Red Hot... :shock: (i tak pewnie zapomniałem o wielu), hehe o A-ha napisałeś ładnie swego czasu ;-)

Co do Red Hotów - fanem zespołu nie jestem, poza jedną płytą nic mi się nigdy szczególnie nie spodobało.

Ale ta jedna płyta - jest nią Blood Sugar - jest dla mnie najlepszą płytą rocka współczesnego, jeżeli tym mianem mogę określić wszystko właśnie, co wychodzi poza i nie ma korzeni w złotych latach klasyki rocka.
Wbrew opinii Piły nie uważam, że jest "za modna". To jedno z tych dzieł, na których przesyt i zbyt częste ogrywanie moga pozostawić lekką rysę taką, że rzadziej się chce po nie sięgać, ale niczego nie mogą uszczknąć ich wielkości. Tak jak ze Stairway to Heaven.

O samej płycie jednak kiedy indziej.

Zgadzam się natomiast Piłą co do Californication. Dokładnie tak:

Piła pisze:
uważam ją za zbiór ładnych, ale nudnych i takich samych w sumie piosenek - max ***.


Kacper swego czasu używał jej namietnie jako kasety samochodowej i myślę, ze jest to właściwe przeznaczenie; coś jak country ;-)

Na naszym forum zauważam wielkie uznanie dla Frusciante i wielkie niedocenianie Kiedisa. Generalnie dla mniet o dziwne, bo po pierwsze postacią numer jeden muzycznie wydawał mi się zawsze Flea a nie Frusciante, no ale przyznaję - mam skłonność nie doceniać gitarzystów tego typu na rzecz grających ładne i długie sola (Gilmour, May, Page przede wszystkim). Chyba dzięki wam bardziej się przysłuchałem grze Frusciante i to dobrze.
Natomiast jeszcze bardziej dziwi mnie, dlaczego Anthony Kiedis nie jest (takie odnoszę wrażenie) uważany za klasowego wokalistę - jego barwa głosu a przede wszystkim specyficzny akcent i totalnie crazy maniera wokalna są czymś na maksa charakterystycznym i niezbywalnym dla zespołu. Przy tym nie można się przyczepić do tego, że błaznuje zamiast śpiewać, bo głos ma mocny, dykcję doskonałą, potrafi zaśpiewać i ostro i bardzo melodyjnie. Nie rozumiem...

P.S.
Pet pisze:
czy znowu bede w mniejszosci?

wydaje mi się, że tym razem ja będę w mniejszości, bo Jane's Addiction praktycznie w ogóle nie znam

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 13:17:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Crazy pisze:
o jakże szacownych zespołach trochę nowszych niż lata 60 i 70
dzięki :oops: to są zespoły na których się wychowałem, że tak ujmę, na bieżąco, jeszcze kilka w zanadrzu jest :wink:

Crazy pisze:
O samej płycie jednak kiedy indziej
tego jestem bardzo ciekaw

Kalifornizację jeszcze raz porównam do Czarnego Albumu Metalliki. To jest maks co można wyciągnąć z takiego grania. I też płyta nie opuszczała swego czasu odtwarzacza przez długie tygodnie.

Kieldis jest bardzo dobrym wokalista i showmanem ale do wybitności trochę mu brakuje, choć w sumie nic mu nie mogę zarzucić. No i gość ma wspaniałą dykcję, że chociaż przesławne Give It Away wspomnę. Jak Kazik :)
Tak, rola Flea chyba rzeczywiście nie została do tej pory doceniona. Niewątpliwie postać pierwszoplanowa zespołu, szczególnie na pierwszych płytach. Cały ten funk i brzmienie, od którego zaczęli są przede wszystkim jego zasługą. To właśnie klang basowy Flea + rap Kieldisa były swego czasu najbardziej charakterystycznymi elementami zespołu. Teraz chyba lekko ustąpiły melodii. No i jeszcze Flea na trąbce często pogrywał (Mother's Milk!!), do czego też wrócił na nowej płycie.
A Frusciante nie miał łatwo, wszedł jako totalny szczeniak do ugruntowanego już zespołu i trochę się potem zagubił. Ale gra tak że czapki z głów. Jestem pod wrażeniem solówek z ostatniej płyty.

Crazy pisze:
Jane's Addiction praktycznie w ogóle nie znam
duży błąd - dołączyć do listy na piątek? :wink:

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 16:23:26 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 20:31:23
Posty: 3368
marecki pisze:
Natomiast bezapelacyjnie bardzo dobre jest video, gdzieś już tu liniowane i chwalone. Mordka się uśmiecha , choć osobiście przy fragmencie Kurto-unpluggdowopodobnym poczułem jednak smutek

Na końcu tego fragmentu teledysku gaśnie świeczka... Wyraźne nawiązanie do smutnego losu Kurta...

marecki pisze:
No i na koncert bym się wybrał ale nie dam rady w tym roku. A 14.06 grają dość blisko bo w Pradze.

Reprezentacja forum będzie na tym koncercie. Trzeba zobaczyć chłopaków, zanim się rozwiążą, albo cuś...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 17:50:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
Crazy pisze:
Ale ta jedna płyta - jest nią Blood Sugar - jest dla mnie najlepszą płytą rocka współczesnego,
...jeżeli z czymś miałbym się ABSOLUTNIE NIE ZGODZIĆ TO to wlasnie Z TYM !!!!!!!!....osobiście ,jesli mam byc szczery RHCP to dla mnie zespół mało ciekawy.......a tak w ogóle to nie lubię funka, głos Kiedisa mi sie nie podoba ( poza tym trochę chyba fałszuje) ....fakt ,że mieli i mają dobrych gitarzystów...
PS. Janes addiction dla mnie też lepsze...(ale tylko trochę)

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 18:32:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
marecki pisze:
Kalifornizację jeszcze raz porównam do Czarnego Albumu Metalliki.

e tam , jak już używać takiego porównania, to bardziej mi tu pasuje BSSM zamiast Kalifornikejszyn. Po BSSM to już w dół dla mnie. Owszem, ładne pioseneczki na kalifornizacji, przyjemne. nową słuchałam jednym uchem na children party dwa dni temu, oprócz pierwszej piosenki, którą znam nic nie zapamiętałam. w każdym razie BSSM to dla mnie esencja DZIEWIĘĆDZIESIONY, podobnie jak JA i Porno for Pyros, oraz Primus i inni Amerykańce.
marecki pisze:
Crazy napisał:
Jane's Addiction praktycznie w ogóle nie znam
duży błąd - dołączyć do listy na piątek?

bardzo chętnie :D

ale ale: teledyski Redhoci mają najlepsze na świecie!

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 19:38:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24196
natalia pisze:
ale ale: teledyski Redhoci mają najlepsze na świecie!

właśnie! Bo ja słabo znam płyty, ale teledyski w większości to hoho!

_________________
puzony apokalipsy


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 19:39:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20193
elrond pisze:
jesli mam byc szczery RHCP to dla mnie zespół mało ciekawy.......a tak w ogóle to nie lubię funka

podpisuję się pod oboma uwagami a jednak - ta płyta mnie cakowicie porwała. Jak mówiłem - nic innego.

Zrobiliśmy kiedyś (Kiedis ;-)) z Kacprem takie listy - najlepsze rockowe płyty ostatnich 15 lat (to było tak od ok. 1990). Było tam wiele rzeczy z pierwszej połowy lat 90., właściwie prawie same ;-) (z nowszych - Toxicity przede wszystkim), a więc oczywiście Nevermind, pierwszy Rage, z mniej czadowych Innuendo i Rattle and Hum. Potem zaktualizowałem i dodąłem Grace.
Ale trzeba było sobie prawde powiedzieć i umieścić Blood Sugar na pierwszym, bo tak po prostu mam :-)

marecki pisze:
No i gość ma wspaniałą dykcję, że chociaż przesławne Give It Away wspomnę. Jak Kazik

dla mnie to jest wielka rzecz! nienaganna dykcja, którą się umie zuzytkować w taki sposób, żeby nie tylko pytlowac językiem, ale i przekazać emocje. Porównanie z kazikiem bardzo trafione, ale przecież dla mnie Kazik (ten, który był), jest jednym z wokalistów wszechczasów.


O, a teledyski Red Hotów tak! Jeżeli ktoś miałby się równać pod tym względem z Peterem Gabrielem to tylko oni (ewentualnie Michael jackson ;-))

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 10 maja 2006 20:27:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
natalia pisze:
marecki napisał:
Kalifornizację jeszcze raz porównam do Czarnego Albumu Metalliki.

e tam , jak już używać takiego porównania, to bardziej mi tu pasuje BSSM zamiast Kalifornikejszyn.

a ja bym pozostał przy swoim bo właśnie na Californication jest duża zmiana stylu zasadniczo poprzez uproszczenie + sporo melodii, czyli tak jak na Czarnym Albumie. No i przy BSSM w rozwoju Red Hotów byli jeszcze na tendencji wzrostowej (choć niepoprawny Piła jak zawsze myśli inaczej :wink:).
Poza tym argument bardziej subiektywny, przy obydwu tych płytach (Czarny Album, Californication) czułem, że super płyta ale niech się nie ważą iść w tym kierunku. I w obydwu przypadkach niestety właśnie to zrobili.

A za samym funkiem też nie przepadam, inaczej spodobałyby mi sie najbardziej te wczesne płyty. Jednak ta fuzja funka i rocka to cos zupełnie innego. Ale to dopiero przy Mother's Milk im się udało.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 187 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group