Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 17 sierpnia 2018 14:45:56

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: pn, 05 czerwca 2006 03:06:26 

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:10:43
Posty: 3354
Na początek uwagi organizacyjne.
Jak wiadomo, przeważnie piszę głupoty. Nie znam się również na muzyce. Poniższe opinie są tylko moje, skrajnie subiektywne i nikt poza mną nie ponosi odpowiedzialności za wyrażone sądy.
Z drugiej strony bez Bogusa nigdy nie usłyszałabym (niepełnej) trylogii "Legend", zatem dziękuję mu za to, że stał się źródłem niewątpliwie jednego z ciekawszych doświadczeń muzycznych ever.

Oceny.
Mój osobisty system ocen nie pokrywa się z systemem najczęściej używanym na forum. Spróbuję się jednak dostosować, zwłaszcza, że dolna część skali (u mnie już "poniżej zera") nie będzie potrzebna. Budząca największe zdumienie "neutralność" (u mnie 0) też nie, czyli powinno być zrozumiale.

SAVIOUR MACHINE

Elrond powiedział(1) o Saviour Machine "to okropne", i trudno się z tym w jakimś względzie nie zgodzić. Pompatyczność i ciężar, swoista mania wielkości, specyficzny wokal - z wyraźnym wpływem śpiewu operowego, teatralność, sztuczność, manieryzm, prowokacyjna koncepcja (nielicznych) występów scenicznych. Wszystko to powinno mnie całkowicie odrzucić. A jednak nie. Spójność wizji, niesamowita moc przekazywania obrazu, perfekcja wykonania, barwa głosu Erica Claytona, wiara i przekonanie do tego, co się tworzy. To nie jest łatwa ani ładna muzyka. Nie widzę w niej uśmiechu i radości z dzieła stworzenia, choć aż promieniuje siłą i pewnością. Nie dane mi było poczuć tej siły we mnie, mogę być tylko świadkiem i jakimś świadectwem tego, co słyszę.

Nie znam ani pierwszych dwóch płyt Saviour Machine, ani ostatniej, ani zapisów dwóch koncertów. Od jakiegoś czasu jednak towarzyszy mi projekt o nazwie "Legend" - i o nim mówi ten wpis.


Saviour Machine I
Rok wydania: 1993
Znam tylko jeden utwór "A World Alone"*, dostępny na Myspace - krótko mówiąc, nie podoba mi się, nudny nieco, przewidywalny i wtórny, ale nie wiem, czy dobrze reprezentuje całą płytę, bo np. utwory z Legend I ("The Birth Pangs") i Legend II ("Behold A Pale Horse") to niezupełnie TO, co dominuje na tych albumach. A, długość ścieżki natomiast jest bardzo reprezentatywna ;-)


Saviour Machine II
Rok wydania: 1994
Znów znam tylko to, co na Myspace, czyli "Child in Silence" ***. Podoba mi się o wiele bardziej niż "A World Alone", słyszę tu to, co później pojawi się w "Legend" - wpływ Nathana Van Hali (fortepian, klawisze)?

LEGEND
"Legend" to trzyczęściowy(2) projekt "Saviour Machine" w całości opierający się o "Apokalipsę św. Jana".
Stąd też tytuł tego wątku, stąd też patos i wzniosłość mają dobre podstawy.
Licznie przewijające się przez wszystkie części "czytania" pochodzą stamtąd.
"Legend" ma bardzo oddanych fanów, którzy z spokojem czekają na ostatnią część cyklu (można sobie poszukać na przykład na forum SM, Arenie).
Tymczasem jeśli ktoś chciałby posłuchać nieukończonej "Legendy", to proponuję kolejność niewynikającą z numerków - część III:I jest najłatwiejsza jednak do przyswojenia, i polecałabym ją właśnie na rozgrzewkę. Jak dla mnie też, jest jedyną częścią, która nadaje się do publicznych odsłuchów, pierwsze dwie widzę raczej jako dobre do samotnej kontemplacji. Marzy mi się ciemne spore pomieszczenie, w nim tylko ja, "Legend I", "Legend II" i "Legend III".
No, na koncert też bym poszła. Ale o tym niżej.
O graficznej stronie wydawnictwa nie mogę się wypowiedzieć :]


Obrazek
Legend Part I
Rok wydania: 1997
Total Time: 75:51
Ocena: ****

Nie, nie będzie gwiazdkowania poszczególnych utworów. Dlatego, że płyta jest całością a przejścia z jednego tracku do drugiego są niekiedy wręcz niezauważalne; choć pewne fragmenty bardziej zapadają w pamięć. Jak chociażby ocenione wyżej "The Birth Pangs" - ścieżka "7" kontynuująca w specyficzny sposób nieeuropejski motyw ("orientalny bit" he he), żeby zwiększyć ciężar i zabrzmieć słowom "we are nothing" i "Apocalypse", potem wojna i przewijające się przez wszystkie części czytania... W gruncie rzeczy "7" wypływa bezpośrednio z "6" i daje się skonforntować z "filmową" "8". A z numerem "10" mój ulubiony na tej płycie "The Sword Of Islam" z gitarami(?) jak dzwony... Jakbym musiała dać gwazdki - zdecydowanie *****. Następny utwór przebija samego siebie - 8 minut czegoś bardzo dziwnego, co prowadzi do mojego "best momentu", czyli samego początku "The Invasion Of Israel" - słowa "postęp geometryczny" same mi się nasuwają. Już właściwie do końca bardzo dobrze, coraz ciężej i straszniej...

Obrazek
Legend Part II
Rok wydania: 1998
Total Time: 80:25
Ocena: BRAK, PŁYTA TOTALNA.

Cóż ja mogę tu powiedzieć. Od pierwszego dźwięku do ostatniego wszystko jest na swoim miejscu. O ile do Legend I musiałam się chwilę przekonywać, II "weszła" od razu, całkowicie i niepodważalnie. Wreszcie do czegoś przydały się warszawskie korki, zakłócenia komunikacyjne oraz nieprawomyślnie wykorzystany spacer z psem(3)- odsłuch trzy razy pod rząd i poczucie obcowania z czymś SKOMPLETOWANYM pod każdym względem. Dziś zupełnie przez przypadek przeprowadziłam eksperyment dotyczący siły obrazowania projektu "Legend" - fragmentu wysłuchała moja koleżanka, która nieopatrznie przyszła wcześniej do pracy... Jej pierwszą reakcją było "Jakiej ty ciężkiej muzyki słuchasz!? Jakie to straszne!", a potem "To wojna? Idą jakieś zastępy...?" Tak powiedziała: "idą zastępy". No proszę. Choć tak ogólnie, to jej się nie podobało... :roo:
Nie umiem powiedzieć, która ścieżka jest moją "the best" ani nawet ulubiony fragment? Naprawdę poważnym niepokojem napawa mnie, gdy słyszę "Antichrist is watching"... Jest oczywiście też "Behold A Pale Horse" - znów ta sztuczność, korespondująca z "Mękami". A w ogóle Legend II sprawia, że myślę o czasie, o tym, że wystarczy opuścić ten świat, aby przestał biec (to nie ja, to św. Augustyn...), że ciągła zmiana to tajemnica, która nas wciąż dotyka, a której NIE można zlekceważyć ani zrozumieć. No, powstrzymam się, miało być o muzyce.

Obrazek
Lenend III:I
Rok wydania: 2001
Total Time: 78:34
Ocena: *****

Pierwsze zetknięcie z Saviour Machine i pierwsze wrażenie, które pozostało do dziś - podoba mi się wokal! I przeraża nieco, nie chciałabym, żeby ten pan kiedyś na mnie krzyczał...
Trzecia część "Legend" z założenia miała być dwupłytowa - i pierwsza płyta trzeciej części jest INNA niż poprzednie. Więcej piosenek, wyraźniejsze granice między ścieżkami, więcej gitar, więcej szczytów, na które trzeba wejść. Bardzo, bardzo dobra płyta, którą omówiłam już kiedyś dość dokładnie, lecz nie mam do tego omówienia dostępu - jeśli się kiedyś pojawi - to się pojawi. Tak ogólnie tylko - ulubiony utwór: "6" "Image Of He Beast" ******, najmniej ulubiony "8" "The Final Holocaust", best moment (wzięty od Bogusa, chyba): the fifth angel, czyli od 51. sekundy "12." utworu "The Locusts"...

Legend III:II
Rok wydania: ????
Total Time: ?? : ??
Ocena: "The entire back half of the album will be the most glorious music we have ever done...I am sure you will be happy with the way it ends..."SM

Płyta miała ukazać się jesienią 2002 roku. Od września 2005 znana jest tracklista.
Hm.
Jestem bardzo ciekawa tego nagrania.
I tego, co nastąpi po nim. Koncert? Jaki? Gdzie? Wśród różnych starych newsów przewijał się taki, że koncert kończący projekt "Legend" będzie miał miejsce w Izraelu. Nie ukrywam, że mam nadzieję, że nie (za daleko)...

Na dole zostawiam trochę linek, którymi można dojść do kilku ciekawych recenzji i relacji.



(1)źródłem tej informacji jest antiwitek :-)
(2)część trzecia składa się z dwóch płyt, z których druga wciąż jeszcze nie wyszła
(3)spacer z psem służy do spacerowania z psem a nie do słuchania płyt, nawet nie wiem jak dobrych

LINKI:
najciekawszy wywiad z Ericem Claytonem, na jaki trafiłam
recenzja
po niemiecku
trzeba zjechać w dół, relacja z koncertu


---
nic


Ostatnio zmieniony pn, 05 czerwca 2006 09:35:20 przez elsea, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 05 czerwca 2006 09:00:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
po raz pierwszy chyba mogę zacytować Crazy'ego - nigdy nie słyszałem :wink:

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 05 czerwca 2006 19:33:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3700
Skąd: Warszawa
... and the fifth angel sounded.

Żeby nie kończyć wątku tak przykrym akcentem (choć i Profesor miałby tu coś do dodania), kilka słów postaram się wstukać...
A łatwe to nie będzie. Nie umiem pisać o muzyce, a o muzyce tego typu w szczególności. Występy sceniczne (i cały image) pomijam - zdecydowanie bardziej interesuje mnie sama muzyka. Ta pewnie szerokiego grona słuchaczy się nie dorobi. Rozumiem doskonale, że może odrzucać - powiedziałbym nawet, że przyjmuję to za oczywistość :-) Sam przez dwa lata nie zabrałem się za przesłuchanie płyt I i II, jedynie singiel ze ścieżką, która nie zmieściła się na drugiej Legendzie swego czasu słyszałem. Natomiast to, co znam, uważam za wielkie i podważanie tego mija się z celem.
Projekt Legend swoją wielkością bije na głowę wszystkie inne koncepty, jakie udało mi się kiedykolwiek słyszeć w całości lub we fragmentach. Takie rzeczy ostatnio robił chyba Wagner. Oczywiście, każda z dwóch i pół wydanych dotąd części jest nieco inna od pozostałych, niemniej całość pozostaje bardzo spójna. Trudno mi napisać konkretnie o każdej z tych płyt, a już tym bardziej o poszczególnych jej fragmentach. O ile jeszcze każda płyta jest jakąś całością, o tyle dzielenie na ścieżki ma charakter czysto techniczny, zwłaszcza na dwóch pierwszych płytach.

Legend I **** 1/4
Zaczyna się wspaniale, początkowa owertura daje pewne pojęcie o tym, co będzie się działo dalej i znakomicie dalszą część reklamuje. Ten poziom utrzymywany jest jeszcze przez pewien czas, po czym kompozycje trochę grzęzną i bywa nudnawo. Nie jest źle, ale nie porywa. Mniej więcej w połowie płyty zaczynają swą obecność zaznaczać gitary, choć to tylko przygrywka do tego, co będzie na trójce. Stopniowo robi się ciężej i ciekawiej, tak że pod koniec zapominam już o słabszym środku. Przy ocenie płyty zapomnieć nie mogę.

Legend II **** 1/2
Trudno zarzucić którejkolwiek z części Legend minimalizm. Jeśli o I i III:I można powiedzieć, że są bogate w dźwięki, to na II mamy ich natłok. To może prowadzić do zniechęcenia i muszę powiedzieć, że w przeciwieństwie do Izy, najtrudniej mi było przegryźć się właśnie przez II. Ale to płyta na dziesiątki przesłuchań i zawsze można znaleźć coś nowego. Wciąż czasem słucha mi się bardzo ciężko, często po prostu nie mam ochoty się przez ten gąszcz dźwięków przedzierać. Ale innym razem te wszystkie smaczki świetnie się układają i na koniec stwierdzam, że przez ostatnie 80 minut słuchałem rzeczy wybitnej pod względem kompozycyjnym. Najbogatsze są tu orkiestracje, najbliższe to wszystko klasyce - ale ma to swój minus. Klasyka zwykle lepiej wychodziła uznanym sławom w rodzaju Beethovena, Mozarta, Chopina i innych. Zespoły wywodzące się z muzyki rockowej zwykle, jeśli silą się na zbyt duże podobieństwo do klasyki, osiągają coś unsłuchable, a przynajmniej coś znacznie słabszego od pierwowzoru, a nie mające nad nim żadnych przewag. Tu aż tak źle nie jest, bo kompozycyjnie sporo ciekawego, ale coś z powyższego wywodu da się zastosować i do tej płyty.

Legend III:I ******
Tu już powyższego problemu nie ma. Królują gitary, wzbogacone przez brzmienie orkiestrowe i chóralny śpiew. Płyta przez to staje się absolutnie doskonała. Jedna z trzech płyt zasługujących na najwyższą ocenę z tych mi znanych. Tutaj już jest atut w stosunku do klasycznych symfonii - ciężkie, metalowe gitary w idealnie dobranych z resztą brzmień proporcjach. Przy czym nie chodzi mi o to, że gitary są lepsze od orkiestry, tylko o to, że w wykorzystaniu orkiestry wspomniani wcześniej mistrzowie byli lepsi. Natomiast z gitar jakoś nie korzystali. Płyta najczęściej z oczywistych względów słuchana. Zaczyna się od niepokojącego smutnego fortepianu, po pewnym czasie z pełną mocą uderzają gitary, by później, ustąpić miejsca smyczkom. Później zmieniają się riffy, pomysłów jest na kilka płyt, klimat pozostaje bez zmian. Wokal, jak na poprzedniczkach - od śpiewu tragicznego w tonie (co nie znaczy, że w jakości), po mocne i pewne deklamacje. Choć tutaj najłatwiej wyodrębić pojedyncze utwory, to i tak nie ma to specjalnego sensu. Taka np. ścieżka 8, która nie podoba się Izie, sama w sobie rzeczywiście nie ma żadnego sensu, jako fragment całości już jest lepiej.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 05 czerwca 2006 22:51:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 09 grudnia 2004 12:21:40
Posty: 5834
Cytat:
po raz pierwszy chyba mogę zacytować Crazy'ego - nigdy nie słyszałem Wink



hehe a ja mogę powiedzieć : zespol o ktorym duzo slyszalem, gorzej z nim... w euforii pierwszych dni posiadania neostrady sciagnalem jakichs plyciwo i nie zachwycilo ale widzę że musżę gdzieś to odszukać ;] pozdr.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 07 czerwca 2006 22:05:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20661
i gdzie post profesora? :-(

czekam i czekam a on może w ogóle nie wie o istnieniu tego wątku?
może trzeba mu napisac priwa?!

ja sam niestety nie mam tu nic do powiedzenia, oprócz tego, że w slangu okołomanewrowym zespół Save Your Machine (hehe, przepraszam Saviour machine) zafunkcjonował jako "Krzyżacy", i jako taki mi się na maksa utrwalił (zresztą nazwa nieprzypadkowa, bo brzmi to z letka teutońsko na mój gust, co i Bogus potwierdza, przyrównując do Wagnera :-)).
Ale że Krzyżacy nie chodzą na naszej wieży, a ze słuchawek korzysta praktycznie tylko elsea, więc słyszałem jakieś nieznaczne fragmenty może trzy razy w życiu...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 06 września 2007 00:00:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20661
... ale teraz sobie słucham części drugiej, którą dostała elsea w prezencie...

Znakomite!

Do wątku 2001 posłuchałem sobie trochę Legend III: I i owszem podobała mi się, ale jednak i męczyła. Powiedziałbym ostrożnie (bo jednak słabo to znam), że w Trójce patos, rozbuchanie i to wszystko, co Iza trafnie wypunktowała na początku otwierającego posta, jednak trąciło mi nieco kiczem.

Natomiast póki co Dwójka (którą kilka dni temu słyszałem dopiero po raz pierwszy) wchodzi mi bez pudła, robi wielkie wrażenie, rozbuchanie tym razem w pełni na miejscu, w ogóle mnie nie razi, i ogólnie na gorszą wersję muzyki klasycznej mi to nie wygląda, bo o ile orkiestracje faktycznie klasycznawe, to wokal - bliski melorecytacji - daje zupełnie inny efekt... słuchowisko o końcu świata?...

elsea pisze:
Jej pierwszą reakcją było "Jakiej ty ciężkiej muzyki słuchasz!? Jakie to straszne!", a potem "To wojna? Idą jakieś zastępy...?" Tak powiedziała: "idą zastępy".

nie dziwię się!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 06 września 2007 17:48:00 

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:10:43
Posty: 3354
HA!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 13 września 2007 09:19:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3700
Skąd: Warszawa
Dobrą wiadomością dla Was jest więc to, że jeśli kiedyś ukaże się III:II, będzie utrzymana raczej w klimacie II - tak przynajmniej wynika z tego, czego teraz można posłuchać na ich stronie.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 13 października 2007 10:37:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20661
A wczoraj żeby odpocząć (? :roll: ) od Metalliki zapuściłem Legend III.

W zasadzie jest to również znakomite. Ale w przeciwieństwie do Dwójki, nieco mnie nuży długością swą.
W pewnym momencie pomyślałem sobie, że tak, to jest naprawdę świetne, ale czas już, żeby zaczęło zmierzać ku końcowi. Ha, tylko wtedy się okazało, że to konczył się utwór nr 7 a jest ich w sumie 18 :?
Co prawda potem jakby krótsze się robią, ale czy aby są wszystkie potrzebne? (ale ostatni bardzo dobry!)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 13 października 2007 12:20:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3700
Skąd: Warszawa
Mam odwrotnie. Dwójka potrafi mnie znużyć, natomiast trójka raczej nie. A już w szczególności po ścieżce nr 7, mając w perspektywie serię prawdziwie znakomitą.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group