Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 27 maja 2017 20:24:12

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 23 lutego 2010 14:16:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13196
Skąd: nieruchome Piaski
TMV: "The Widow SP" i "Frances The Mute" (co ciekawe, na wymienionym jako pierwszy singlu ukazał się utwór tytułowy z drugiego krążka, który wywołuje te same uczucia, jakie targają słuchaczem w trakcie poznawania Franciszki Niemowy: od irytacji po zachwyt :wink: )

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 23 lutego 2010 14:28:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Miki pisze:
te same uczucia, jakie targają słuchaczem w trakcie poznawania Franciszki Niemowy: od irytacji po zachwyt
zgadzam się tylko u mnie kolejność była odwrotna, najpierw zachwyt a potem irytacja

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 23 lutego 2010 14:44:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13196
Skąd: nieruchome Piaski
Chciałem tylko podkreślić rozpiętość uczuć, a nie kolejność ich występowania :wink: Gdyby tak było, to te uczucia musiałyby pojawiać się naprzemiennie, choć i tak ostatnia odsłona "Cassandra Gemini" (czyli krótki fragment akustyczny) wprowadza mnie w stan zachwytu. Jest on jednak słabszy niż irytacja w wielu innych miejscach. Np. nie rozumiem, po co "Miranda That Ghost Just Isn't Holy Anymore" jest rozciągnięta do 13 minut, gdy podczas pierwszych 4 praktycznie nic się nie dzieje. Może ktoś z lepszym sprzętem do odsłuchu słyszy coś ciekawego w tych bardzo cichych odgłosach poprzedzających właściwy utwór :mrgreen:
Generalnie, nie rozumiem oceny wystawionej przez Pilota. Płyta mogłaby zyskać na zwartości, gdyby rzekome eksperymenty wyrzucić i zostawić muzykę zamiast szmerów, zgrzytów itp.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 23 lutego 2010 15:27:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Wnioskuję przeniesienie powyższych postów do tematu o Mars Volcie.


Miki pisze:
Generalnie, nie rozumiem oceny wystawionej przez Pilota. Płyta mogłaby zyskać na zwartości, gdyby rzekome eksperymenty wyrzucić i zostawić muzykę zamiast szmerów, zgrzytów itp.

Oooo... Super, że ktoś się wreszcie odezwał! :) Eksperymenty są na miejscu, idealnie pasują. Ta płyta nie miała być zwarta tak jak debiut. To jest ocean z rozrzuconymi wysepkami.

Miki pisze:
Może ktoś z lepszym sprzętem do odsłuchu słyszy coś ciekawego w tych bardzo cichych odgłosach poprzedzających właściwy utwór

Żebyś wiedział! Tam się tyle dzieje, że aż głowa mała. Poczułem to jednak dopiero dzięki kombinacji: płyta cd+cedek+wzmak+słuchawki.

Miki pisze:
ostatnia odsłona "Cassandra Gemini" (czyli krótki fragment akustyczny) wprowadza mnie w stan zachwytu.

Mnie najbardziej jara to co dzieje się przed samym finiszem. Sax i gitara w całkowitym szaleństwie!

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 23 lutego 2010 15:44:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13196
Skąd: nieruchome Piaski
Odnoszę jednak wrażenie, że dobra płyta broni się niezależnie od sprzętu :wink: A tak na serio: kiedyś słuchałem tego na słuchawkach w innej konfiguracji sprzętowej i mnie nie przekonało. Możesz mniej więcej opisać, co tam się dzieje, tzn. czego nie słyszę?
Wiesz, ocean i wyspy to może odpowiednie porównanie, ale mnie irytuje, że woda jest zanieczyszczona jakimiś smarami i żelastwem, czyli czymś co nie jest naturalne, a zostało stworzone przez człowieka. Np. takie zwieńczenie "Green" jest bardzo ciepłe, jak słońce przeświecające przez liście w puszczy, a początek nieszczęsnej "Mirandy" kojarzy mi się z jakąś zimną salą dla osób chorych psychicznie, które rytmicznie uderzają czołem w metalowe barierki swoich łóżek (niezależnie od nikłego prawdopodobieństwa, że osoby zagrażające same sobie nie byłyby do tych łóżek przywiązane).

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 27 lutego 2010 20:09:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Miki pisze:
Możesz mniej więcej opisać, co tam się dzieje, tzn. czego nie słyszę?

Tym tematem zajmę się troszkę później. Teraz natomiast pora na szczególnie smakowity kąsek.

Scabdates [2005]
Obrazek
Album zaczyna się od dźwięków, które moglibyśmy usłyszeć na każdym dworcu w większym mieście. Po dwóch minutach trwania „Abrasions Mount The Timpani” pojawiają się dźwięki instrumentów, które niestety nie składają się w żadną całość. Chaotyczne intro powoli zmienia się w „Take The Veil Cerpin Taxt”. Słychać, że nagranie koncertowe cechuje trochę zamulony dźwięk. Gdy dochodzi do popisów gitarowych Omara dzieje się jednak coś gorszego, gdyż zostają zaburzone proporcje dźwiękowe. Jego gitara z mnóstwem efektów przysłania resztę zespołu. Również wokalizy Cedrica nie przekonują. Śpiewa jakby był zmęczony, a w trzeciej części tego utworu („Take The Veil Cerpin Taxt: And Ghosted”) jest wprost nie do zniesienia. Jak widać najjaśniejszy punkt debiutu nie prezentuje się tutaj najlepiej. Dalej pojawia się krótka „Caviglia” oparta na „plumkaniach”. O ile w studiu wszystkie fragmenty o takim charakterze cechowała tajemniczość, wyważenie, dobre proporcje, o tyle na „Scabdates” pozbawione są tych cech i zostaje tylko irytacja. Chyba nawet najwięksi ortodoksi nie odczuwają przyjemności podczas słuchania czwartej części „Cicatriz”. W tym momencie doszedłem do pewnego wniosku. Otóż moja percepcja tej płyty następuje tutaj w taki sposób, w jaki kilku użytkowników UT odbiera cały dorobek tego zespołu. Podczas odbioru pojawia się zmęczenie, zdenerwowanie i marzenie o tym, by ta płyta wreszcie się skończyła. Co prawda kilka instrumentalnych fragmentów jest bardzo przyjemnych, niestety przeważa ciemna strona. Nie przestaje mnie jednak zadziwiać pomysł wydania tych nagrań. Mars Volta. W 2003 roku ukazała się „Live EP”, która ujmy zespołowi nie przynosiła. Natomiast „Scabdates” trzeba traktować jako porażkę.
Ocena: ** 1/3 (poważnie zastanawiam się, czy nie powinno być mniej)

Edit: obniżam ocenę do **.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 12 marca 2010 21:12:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Kolejna odsłona samotnego boju o Mars Voltę.

„Amputechture” [2006]
Obrazek
Ta płyta kojarzy mi się z deformacją, z przerostem widocznym na przedniej i tylniej stronie okładki. Już sam wstęp ma cechy zapowiedziane projektem graficznym. Delikatne rejony powolnie bujające przez ponad siedem minut przechodzą płynnie w monstrualny „Tetragrammaton”, który rozpędza się kilka minut, a trwa ponad kwadrans. Wolne, delikatne fragmenty przeplatane są szybkimi, skondensowanymi atakami. Żeby nie było tak różowo należy wspomnieć o fragmentach puszczanych od tyłu. Nie słucha się tego łatwo, ale opanowanie materiału pozwala przełykać takie fragmenty bez bólu. Cała płyta rozpięta jest pomiędzy delikatność a konkret. Spokojne fragmenty jednak w tym wypadku nie ma zbyt wiele wspólnego z ambientowymi plamami tak intensywnie rozsianymi na poprzednim studyjnym albumie. Zniknęło również nasycenie materiału muzyką latynoską. Jak na moje ucho jest jednak całkiem sporo melodyjnych fragmentów. Trzeci w kolejce pojawia się „Vermicide”. To piękną balladą, z zapadającym w pamięć refrenem. Bardzo marsvoltowa ale nie pozbawiona zgrzytów w postaci zdeformowanego głosu wokalisty. „Meccamputechture” to kolejny maraton rozpoczynający się całkiem przebojowo. Chwytliwe dźwięki saksofonu ciągną całość, by po kilku chwilach ustąpić miejsca kroczącemu tempu sekcji. Dalej już tylko długie, wykręcone solówki gitarowe, nagłe skoki tempa, solówka na flecie, potem na saksofonie, odwrócenie taśmy i… znów powraca temat znany z początku utworu, ale tym razem pięknie podbity klawiszem. „Asilos Magdalena” to z kolei akustyczny kawałek zaśpiewany po hiszpańsku, który dziwnie zniekształca się w okolicach piątej minuty. Nie porywa, ale pozwala odetchnąć przed kolejnymi długodystansowcami. „Viscera Eyes” znów rozpieszcza riffowym natarciem. Najpiękniejsze rzeczy dzieją się tutaj w okolicy szóstej minuty, gdy sekcja rytmiczna prezentuje misterny podkład przygotowany pod cudowną solówkę gitarową. Finalny „Days Of Baphomets” rozpoczyna się solem basowym odegranym na lekkim podkładzie perkusyjno-gitarowym, który po chwili wybucha pełnią dźwięków i ostrym saksofonem i trwa około dwunastu minut. Ja nie nudzę się ani przez sekundę. Rolę kody pełni stonowany „El Ciervo Vulnerado”. Pozorne uspokojenie nie pozbawione sporej dawki niepokoju.

Ocena: ****

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 13 marca 2010 12:30:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„The Bedlam In Goliath” [2007]
Obrazek
Początek odmienny niż na poprzednich albumach. Zamiast delikatnego rozpędu „Abernikula” uderza prosto w twarz. Cała płyta charakteryzuje się niezwykle dużym natężeniem dźwięków przypadających na każdą sekundę jej trwania. Tendencja do nasycania muzyki widoczna była od pierwszej płyty. Na tej osiągnęła apogeum. Niestety moje ucho stwierdza, że w tym wypadku taka ilość dźwięków wyparła z muzyki ducha. Chyba zabrakło dla niego miejsca. Zbyt wielka ilość ścieżek nałożonych na siebie może przyprawić o zawrót głowy. Tak samo zniekształcenia wokalu. Tym razem z tym zabiegiem panowie troszkę przesadzili. Reszta elementów układanki pozostaje bez zmian. Słucham tej płyty z przyjemnością, ale muszę stwierdzić, że to najsłabsza studyjna ich produkcja. Najsłabsza nie oznacza jednak że zła.

Ocena: ***1/2

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 13 marca 2010 14:16:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
„Octahedron” [2009]
Obrazek
Kurs obrany na „The Bedlam In Goliath” uległ całkowitej zmianie. Na „Octahedron” zespół pożeglował w kompletnie inne rejony. Zniknęło nasycenie, pojawiła się swoboda i przestrzeń. To nie jest wymyślenie Mars Volty od nowa, gdyż zespołowi zdarzało się już grać zwykłe piosenki. Tutaj jednak to właśnie taki styl nadaje charakter całej płycie. „Since We’ve Been Wrong” operuje delikatnością i lekkością oraz wpadającym w ucho refrenem. „Teflon” jest trochę bardziej żywszy niż poprzednik, ale nawet w tych mocniejszych fragmentach duch rozleniwienia i psychodelii pozostaje. „Halo Of Nembutals” przynosi kolejny podniosły refren pozostający w głowie dłużej. Dawną poetykę intensywności przywołuje na krótką chwilę „Cotopaxi”. Spokój jednak dominuje do samego końca. Również ilość materiału jest odmienna od dotychczas przyjętych norm. Zamiast wypełnionego po brzegi kompaktu dostajemy pięknie skrojone 50 minut. Tylko płynąć…
Uważam, że wydanie takiego albumu było doskonałym posunięciem zespołu. Wszystko zostało przewietrzone i można zastanawiać się nad tym w jakim kierunku iść dalej. Czekam.

Ocena: ****


Na ten moment tyle ode mnie. Mam nadzieję, że bawiliście się chociaż w połowie tak dobrze jak ja.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 15 marca 2010 13:37:24 

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2005 17:35:01
Posty: 781
Bardzo fajnie czyta się Twoje recenzje.
Z zespołem zaś mam kłopot. Debiut i The Bedlam In Goliath momentami mnie zachwycają, ale nie mogę tych albumów przesłuchać od początku do końca. Po przesłuchaniu połowy zazwyczaj mam dość, muzyka zaczyna mnie irytować, szczególnie wokal. Słucham ich więc raczej fragmentarycznie. Co innego Octahedron, ten album lubię w całości, pół gwiazdki do oceny dodałbym spokojnie.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 11 stycznia 2012 09:57:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Długotrwała cisza przerwana. Na rok 2012 zapowiadana jest nowa płyta oraz... reaktywacja At The Drive In.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 29 marca 2012 21:30:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Tutaj tematycznie będzie pasowało. Nowa płyta jest.

Obrazek

A tutaj tekstowe dywagacje Pippina, Azbesta, Basika i moje na jej temat:
The Mars Volta "Noctourniquet".

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 30 marca 2012 08:53:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 07 listopada 2005 19:24:08
Posty: 2999
Skąd: Zawsze na P
pilot kameleon pisze:
The Mars Volta "Noctourniquet".

O, z Tobą się zgodzę. Ta płyta jest nudna!

_________________
"Milczy! To wprost zdumiewające... Niechże pan będzie mężczyzną! No niech się pan chociaż uśmiechnie! Fe, co za obrzydliwy filozof."


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 10 września 2012 22:01:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13196
Skąd: nieruchome Piaski
bieżąca forma At The Drive-In

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 28 stycznia 2013 09:52:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Strona internetowa "Teraz Rock pisze:
Rozpad The Mars Volta. Twierdzi Bixler-Zavala.

Dopiero co informowaliśmy o nowym projekcie Omara Rodriguez-Lopeza, Bosnian Rainbows. A już wiadomo, że The Mars Volta kończy działalność. O tym fakcie poinformował na Twitterze drugi najważniejszy muzyk w zespole, Cedric Bixler-Zavala. Nie mogę już udawać. Już nie jestem członkiem The Mars Volta. Z przykrością stwierdzam, że to już koniec. I dodaje: Wydaje mi się, że trzeba założyć inny zespół i zignorować całe to wsparcie, które dawali nam fani. Starałem się, jak mogłem, chłopaki. The Mars Volta zagrał świetnie przyjęty koncert na ubiegłorocznym Openerze w Gdynii. Grupa promowała swój wydany w marcu 2012 roku ostatni album, Noctourniquet.


Link bezpośredni

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Smok i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group