Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 23 września 2017 06:42:46

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 548 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 37  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 01:47:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:19:43
Posty: 2360
Skąd: z drzewa
Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy... aż dziwne, że jeszcze nikt o DCD nie pisał w Ocenarium :shock:

Dead Can Dance to dla mnie zdecydowanie zespół numer jeden (zaraz po nich Pink Floyd ;) ). Magia w czystej postaci. Mogę ich słuchać w kółko i mi się nie nudzi, ani nie mam dość, a to w moim przypadku jest ewenement.

Koncert w Sali Kongresowej był chyba najmocniejszym przeżyciem artystycznym, w jakim miałem szczęście uczestniczyć, a bootlegu Exorcism in the Palace nie pobije żadna płyta koncertowa.

Dziki napisał w "Radykalnych", że kiedyś jak wracał do domu, to wypalał skręta, puszczał DCD i odlatywał. Ja nie potrzebuję żadnych dopalaczy. Dla mnie to odjazd sam w sobie.

Lisa Gerrard i Brendan Perry doskonale się uzupełniają, ale to on sprawia, że od DCD nie potrafię się oderwać. Wokalista numer 1.

Ponieważ każdy z albumów traktuję jako całość i trudno mi ogwiazdkowywać poszczególne utwory (czego chyba jeszcze nie robiłem z żadnym zespołem), to podaję tylko ulubione utwory.... te najbardziej ulubione z ulubionych.

Z góry przepraszam za dość podobne gwiazdkowanie, ale w przypadku DCD tak już mam i inczaej nie potrafię ;)


Obrazek ****
Dead Can Dance - 1984
Album stylistycznie chyba najbardziej odbiegający od reszty (no może jeszcze Spiritchaser). Mimo wszystko doskonały debiut. Trochę jak Joy Division (In the Power We Entrust the love Advocated, Arcane).
Ulubione utwory - Frontier, Ocean i Carnival of Light (którego "dokończeniem" jest Carnival is Over z Into the Labirynth).

Obrazek******
Spleen and Ideal - 1985/1986
Moja ulubiona płyta. Doskonała od początku do końca. Cieszę, się, że Armia zrobiła kower akurat z tego albumu. Magia!
Ulubiony utwór - Mesmerism

Obrazek*****1/2
Within The Realm Of A Dying Sun - 1987
Dla wielu osób, z którymi rozmawiałem o DCD jest to najlepsza płyta w dorobku zespołu. Dla mnie jest to kontynuacja Spleen and Ideal (druga, trzecia i czwarta płyta są swoistym, nierozerwalnym tryptykiem).
Ulubiony utwór - Xavier

Obrazek*****1/2
The Serpent's Egg - 1988
Jak dla mnie najbardziej ponura i smutna płyta. Orzeźwienie stanowi Mother Tongue (które bardziej pasowałoby do płyty Spiritchaser) i Ullyses. Cieszę się, że w Sali Kongresowej zagrali Severance.. chociaż tyle ze starych płyt :(
Ulubiony utwór - The Writing On My Father's Hand

Obrazek*****
Aion - 1990
.... Średniowiecze + idealny podkład do obrazów Hieronima Boscha
Dzięki tej płycie i Within The Realm Of A Dying Sun zakochałem się w Dead Can Dance!
Ulubiony utwór - Black Sun

Obrazek****
A Passage In Time - 1991
Nie lubię składanek, bo najczęściej stanowią zbiór oderwanych od siebie utworów. Przy A Passage In Time udało się stworzyć całość. Przez to, że to składanka, to nie potrafię wybrać ulubionego utworu... niech będzie Fortune Presents Gifts Not According To The Book

Obrazek*****
Into The Labyrinth - 1993
Chyba najbardziej przystępna, a jednocześnie najbardziej nierówna z płyt DCD. Mimo wszystko rewelacja :)
Ulubiony utwór - The Carnival is Over

Obrazek*****
Toward the Within - 1994
Płyta koncertowa, w pełni oddająca klimat zespołu (choć bardziej podobał mi się zestaw na bootlegu Exorcism in the Palace :) )
Ulubiony utwór - Rakim no i Don't Fade Away, który to przez pewien czas zawsze słuchałem przed snem. Coś pięknego...

Obrazek****
Spiritchaser - 1996
Album do którego najdłużej się "przyzwyczajałem" i dlatego tylko cztery gwiazdki, ale rośnie w moim rankingu :) Muzyka "pierwotna"...
Ulubiony utwór - Song of the Dispossessed... mam wrażenie, że ten utwór miał wpływ na Taniec Szkieletów... no i ta waltornia...

Obrazek ?
Wake - 2003
Nie gwiazdkuję, bo w sumie to powtórka jak A Passage in Time....

____________________________________________

To tyle na początek.. było więcej, ale wstając od biurka wyłączyłem komputer i post szlag trafił :evil: Pisałem od początku i już nie wyszło jak za pierwszym razem. No ale jak na mnie to i tak dużo ;)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 01:52:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19858
Jasiek... miałeś iść do pracy???? Zerwałeś się? :D :D :D

Ja o Dead Can Dance nie napiszę wiele, bo znam tylko Within the Realm i jest to muzyka, której bardzo lubię słuchać wieczorami, kiedy chcę się wyciszyć, a jednocześnie nie zasnąć... to chyba właśnie to coś magicznego, co wzmaga koncentrację mimo, że jednocześnie zwalia funkcje życiowe ;-)
Z tej samej kategorii mam soundtrack do Twin Peaks Fire Walk With Me i mój ulubiony Tom Waits, czyli Blue Valentine.

Dawno nie słuchałem Realmu swoją drogą.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 01:56:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:19:43
Posty: 2360
Skąd: z drzewa
Bo ja do pracy na 6, ale poszedłem wieczorem, żebym nie musiał wstawać wcześnie rano :lol: Jak w Co mi zrobisz jak mnie złapiesz Śniadanie zjadłem u Was na kolację ;)

Cytat:
Z tej samej kategorii mam soundtrack do Twin Peaks Fire Walk With Me i mój ulubiony Tom Waits, czyli Blue Valentine


Coś w tym jest.. obie płyty leciały u mnie wczoraj :shock:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 10:58:32 
Kucze spoko wontek. Ded ken dens od brajdaka pożyczałem - całkiem całkiem i kucze wporzo muzyczka. Ta płytka z cmentarzem na okładce nawet nie za czestnacka. Kucze z pięć gwiazdeczek, no!


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 11:13:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
NARESZCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jak tylko wrócę z pracy to się zabiorę za coś dłuższego, bo ten temat chodzi mi głowie od dawna. ale ponieważ wklejanie okładek płyt to dla mnie rzecz trudna, więc cierpliwie czekałam na Jaśka :wink:
Dla mnie
DEAD CAN DANCE TO NAJLEPSZY ZESPÓŁ ŚWIATA
(oczywiście jak najbardziej obiektywnie)

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 18:07:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
Nie pamiętam, kiedy usłyszałam Dead Can Dance po raz pierwszy, zupełnie mi ta chwila umknęła. Jak napisałam w poście poprzednim tego tematu jest to dla mnie zespół numer 1 ze wszystkich na świecie, a Brendan Perry na mojej liście wokalistów też jest na pierwszym miejscu. Bardzo do mnie przemawia jego spokojny wokal. DCD w swoim dorobku posiada najwięcej utworów, które mają w sobie to niewyrażalne COŚ, co sprawia, że jednocześnie robi się smutno i wesoło. Albo inaczej: że czuje się smutek mimo tego, że jednocześnie jest się szczęśliwym. To takie dziwne szczęście, umiejscowione gdzieś w środku, chwytające za gardło, jakieś piękno, sama nie wiem. Muzyka DCD zmusza do samotności, którą zresztą lubię i czasami potrzebuję. Lubię słuchać DCD, kiedy jestem sama. Ona otacza jakimś murem, zaczarowuje. Sprawia, że gdy się jej słucha, to się inaczej patrzy na to, co dookoła, jak przez jakiś filtr. Nagle wszystko co znane staje się nowe, inne, odległe. To jest też muzyka do podróżowania. Idealnie wpisuje się w przesuwające się za oknem przestrzenie. Konieczny jest zmierzch lub noc. Ewentualnie deszczowe popołudnie. Dźwięki, w których można się zatopić i zastygnąć. Trwać.
Zgadzam się z tym, co pisał jasiek, że trudno jest ogwiazdkować poszczególne utwory, bo większość płyt jest bardzo równa. O koncercie w kongresowej też mogę napisać to samo co jasiek, to był najlepszy koncert w moim życiu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A bootleg „Exorcizm...” to jedyny bootleg jaki słucham w ogóle, i to bardzo często.

DEAD CAN DANCE 1984***
SPLEEN AND IDEAL 1986***
Dwie pierwsze płyty baaaardzo “4AD”, co kiedys mi się podobało. Ale dziś mi ta stylistyka niestety przeszkadza. Taka nowofalowa osiemdziesiona w bardzo dobrym stylu oczywiście. Na pierwszej wyróżnię In Power We Entrust The Love Advocated. Może „Spleen...” trochę jednak lepszy do słuchania, szczególnie utwór Enigma of the Absolute,w którym czuję jakąś wolność i spokój. Motyw smyczkowy – rewelacja! „and I wish and I pray that there may come a day for a saviours arms” – lubię, gdy Brendan śpiewa ten fragment.

WITHIN THE REALM OF A DYING SUN 1987 *****Na tej płycie nie wyróżniłam tylko dwóch ostatnich kawałków, co nie znaczy, że są słabe. Numer jeden jest dla mnie Cantara – to jest w ogóle ścisła czołówka DCD. Po raz pierwszy chyba tu jest ten specyficzny dedkendensowy trans. Dawn of the Iconoclast – krótki kawałek z Lisą na wokalu, niezły popis. Taką ją lubię, bez udziwnień i modulacji. Nie ma co wymieniać reszty: wszystkie na pięć gwiazdek, z wyjątkiem dwóch ostatnich, które są na cztery gwaizdki.

THE SERPENT’S EGG 1988 *****
Tu od razu przepiekne wejście: The Host of Seraphim – jaka bajka! Też ścisła czołówka w ogóle. Zawsze zamykam oczy słuchając tego. Przepiękna wokaliza. Ha, mogłabym przy tym umierać...
Dalej jest też total: Severance – od pierwszych dźwięków ten ścisk w gardle i sercu czy też duszy. A więc ten niski dźwięk i głos Brendana, taki bez wysiłku. Piekno, piękno, piękno! Sama poezja! Chce się płakać z tego piekna. [The birds of leaving call to us] gdy słyszę jak Brendan śpiewa słowo “Indifference”, to mam chwilowy odjazd. The Writing On My Father’s Hand – oto minimal jaki lubię. Megaspokój. In The Kingdom Of The Blind The One-Eyed Are Kings – c.d. spokoju i przyjemnego smutku. “like a long lost friend” – ulubiony moment. Potem dwa utwory, które są na cztery gwiazdki a dale znów pięć: Echolalia, Mother Tongue – popis perkusyjny i ta woda! Ullyses natomiast na pewno znajduje się w czołówce – you have slept now for a thousand years beneath starless nights.

AION 1990 ***** 1/2; (w pięciogwiazdkowej skali)

To dodadkowe pół gwiazdki jest za to, że na tej płycie znajdują się dwa najlepsze utwory tego zespołu, przy czym jeden z nich jest od jakiegoś czasu moim numerem 1 w ogóle. A więc Saltarello (wzmocnione wspomnieniem z koncertu), Fortune Presents Gifts Not According To The Book – słynne when you expect whistles it’s flutes. When you expect flutes it’s whistles. Katalońska The Song Of The Sibyl, przy której można zastygnąć i zasłuchać się w jakimś stuporze. W Wilderness i The Promised Womb znów Lisa przenosi nas w jakieś odległe czasy i pustkowia. Te rytmiczne kawałki mi pasuja najbardziej, bo są tu tez utwory Lisy a’capella. No i numer 1 wszystkiego dla mnie Black Sun – wszystko tu jest doskonałe, każdy dźwięk. Głos Brendana i to niewyrażalne COŚ. Tekst jest dość depresyjny i to mnie bardzo zaskoczyło. Bo jak można przy takim pięknie śpiewać o tym, że świat jest zły? Jednak, w sam raz dla mnie. Niestety mam niezbyt dobre mniemanie o świecie więc często zdarzają mi się momenty, w których zgadzam się z tekstem.

INTO THE LABYRINTH 1993 ****1/2Najbardziej nierówna płyta, większość utworów na cztery gwiazdki , kilka na trzy, a trzy na pięć. Czyli od razu rewelacyjny wstęp: Yulunga – Lisa w niskich rejestrach – ciarki przechodzą! Potem rewelacyjne wokalizy i nagle ukazuje nam się świat pełen przedziwnych stworzeń. Czołówka na pewno!!! The Carnival Is Over – także pięć * - o tym, ze chmury całują niebo i niby takie zwyczajne I remember when you held my hand oraz we sat and watched as the moon rose again for the very first time. Ale w połaczeniu z muzyką to żaden banał nie jest już. Co za wspaniała nostalgia! Najlepsza nostalgia na świecie. No i ściskajace gardło How Fortunate The Man With None – ten monotonny minimalistyczny motyw ciągnący się przez cały utwór, melodia wygrywana pomiędzy zwrotkami, którą na koncercie spiewała Lisa – rewella. Z czterogwiazdkowców wyróżniłabym Towards The Within – utwór bez końca, z krańców świata, może nawet nieistniejących.

SPIRITCHASER 1996 ****Ta płyta nie podoba mi się AŻ tak jak poprzednie, Lisa i Brendan poszli w rejony etnograficzne, jakieś ludy, do których mi zbyt daleko. Jest zbyt monotonna dla mnie. Ale przecież jest transowa Nierika. Reszta też fajna, lubię słuchać, ale bez dreszczy.


Coś mi się zdaje, że za bardzo się rozpisałam. To chyba mój najdłuższy post w życiu a przecież nie napisałam nic na temat płyty koncertowej, dvd, składanki i solowej płyty Brendana. To następnym razem.


[/b]

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 24 listopada 2006 18:40:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23877
natalia pisze:
Coś mi się zdaje, że za bardzo się rozpisałam.
- o nie! Przeczytałem to jednym tchem :shock: ! Super!

Dobrze, ze zrobiliście wreszcie ten wątek.

_________________
Nic już nie przeszkodzi Elizie Orzeszkowej


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 14:21:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
DEAD CAN DANCEjedynka 1984 **** płyta jeszcze w klimatach 4AD: Coctou twins i This Mortal coil... bardzo "nowofalowa"... ale w niektórych utworach: Ocean, Musica eternal, In power we entrust the love advocated... pobrzmiewa już to "coś" ....poza tym super okładka!
SPLEEN AND IDEAL *****- oooo ! tu już jest to COŚ prawie od poczatku do końca, niebywały wprost klimat,płyta jest bardzo równa,w zasadzie podobają mi sie wszystkie utwory.
WITHIN THE REALM OF A DYING SUN ***** początek płyty i włosy od razu dęba stają ( anywhere out of the world) trzęsienie ziemi a...potem już napięcie stale rośnie ( Cantara !!!! ) klimat wprost nieziemski....
THE SERPENT EGG*****zaczynają pojawiać się średniowieczne klimaty ......początek plyty:The host of Seraphim- trochę taki zbyt "góralski " jak dla mnie (Lisa Gerard) ale utwór ten powoli i ciekawie się rozwija aż po przepiękne zakończenie ..nastepnie dość przeciętny Orbis de ignis ...ale potem do samego końca cudowne wprost utwory : Severance, The writing on my father s hand., In the Kingdom of Blind..Song of Sophia .Mother tongue . Ulisses...coś pięknego!!!
AION***** ciąg dalszy średniowiecza (jesień ?)....Saltarello, The song of Sibil, Fortune present..., Radharc...a w szczególności utwór Black sun !!!! (przy czym sprawdza się zasada ,że lepiej nie tłumaczyc tekstu niektórych utworów) :wink:
INTO THE LABIRYNTH****+płyta zaczyna się jednym z najlepszych utworów tego zespołu :Yulunga...po prostu nie mam słów !!! zaraz potem nastepna perła :Carnival is over...(Brendan Perry śpiewa tu prawie jak Frank Sinatra...) ..dalej : Towards the within..... no i na sam koniec How fortunate the man with none.....płyta jest dośc nierówna, obok wymienionych tu -genialnych jak dla mnie utworów, pojawiaja sie też dość przeciętne kompozycje.
TOWARD THE WITHIN****dość zaskakująca koncertówka,,pojawiają się klimaty mocno arabskie i bliskowschodnie -świetny Rakim !!! oraz kapitalne gitarowo akustyczne ballady: I can see now, american dreaming czy Dont fade away. Z kolei fatalnie wypadł sztandarowy utwor tego zespołu czyli Cantara....bebny brzmią jak tekturowe pudełka a tempo poszło tak do przodu,że ulotnił sie gdzieś ten mistyczny trans....ale poza tym jest dobrze !
A PASSAGE IN TIME***** świetna składanka ! + 2 nie znane utwory : Bird i przepiekny Spirit
SPIRITCHASER****+ bardzo równa płyta w klimatach afrykańskich ,bardzo smutna i monotonna...powinna być ilustracja do filmu pt." Jądro ciemności"....z Dżonem Malkowiczem jako Kurtzem
...tak ...DEAD CAN DANCE TO MÓJ ULUBIONY ZESPÓŁ !

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 18:50:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:19:43
Posty: 2360
Skąd: z drzewa
Jaka zgodność w gwiazdkowaniu u nas :)

http://www.youtube.com/results?search_query=dead+can+dance&search=Search


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 21:36:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 809
Skąd: Warszawa
Długo już nie słuchałem DCD, ale kiedyś miałem wszystkie płyty do Aionu włącznie na kasetach i leciało dosyć często... Zespół jak najbardziej magiczny, klimatyczny, mroczno-tajemniczy... To, co do tej pory pamiętam jako kwintesencję ich twórczości, to płyta "Within the realm..." - całościowy odjazd, w tym samym klimacie " The Host of seraphim" z "The serpent Egg" (ten powolny rytm bębnów !) , na odpoczynek "Aion".
Muzyczna uczta :brawa:

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 21:48:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
Paulus_Wolf pisze:
Muzyczna uczta
:piwo: oooo! tak!
szczególnie jak...
Obrazek
Erkeju ! dozgonne dzięki !!!!!!!!!!!!

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 21:52:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 809
Skąd: Warszawa
Mnie tam niestety nie było. Ale nie trudno sobie wyobrazić, jak ten zespół musi się prezentować na żywo. Misterium...

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 21:52:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
to był najlepszy koncert na jakim byłem w życiu.....przy czym zespół nie zagrał moich ulubionych utworów... :shock: ! a i tak wrażenie PORAŻAJĄCE !!!!
Obrazek
...mała pamiątka...

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 21:56:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6201
Teraz Dead Can Dance słucham już dość rzadko (nie wiem właściwie, dlaczego - tak wychodzi), ale w czasach licealnych uwielbiałam wszystkie ich płyty jakie wtedy poznałam, czyli pierwsze cztery - ze wskazaniem na "Within the Realm...." i "The Serpent's Egg".
A zainteresowałam się tym zespołem za sprawą REWELACYJNEGO artykułu na ich temat, który przeczytałam dawno temu w Tylko Rocku. Muzyka opisana niezwykle plastycznie... (Niestety, nie mam pojęcia, kto był jego autorem).

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 listopada 2006 22:06:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:19:43
Posty: 2360
Skąd: z drzewa
Paulus Wolf pisze:
Mnie tam niestety nie było. Ale nie trudno sobie wyobrazić, jak ten zespół musi się prezentować na żywo. Misterium...


Mogę na to zaradzić ;) Przy najbliższej okazji ;)

Jest fajna książka Tomasza Słonia - W Królestwie umierającego Słońca

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 548 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 37  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: grawson i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group