Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 18 grudnia 2017 00:30:36

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 494 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 29, 30, 31, 32, 33
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 22 września 2017 23:52:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 2766
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Są - średniej jakości, ale są - rejestracje spod sceny. Nie oddaje to całości klimatu, to jasne, ale można trochę popatrzeć:

Część 1:
phpBB [video]


Część 2:
phpBB [video]


Część 3:
phpBB [video]

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

"If you say why not bomb [Soviets] tomorrow, I say, why not today. If you say today at five o’clock, I say why not one o’clock?" John Von Neumann


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 27 września 2017 18:18:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 2766
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Wczoraj wieczorem miałem okazję zobaczyć na żywo Black Uhuru. Wiadomo, że nie jest to już ten sam zespół którym zachwycają się fani starego składu - z niego pozostał tylko Duckie Simpson. Oczywiście moim marzeniem byłoby zobaczyć na scenie i Pumę i Slaja Danbara z Szekspirem. Coż - nie na tym świecie.(Swoją drogą, sytuacja ze składem Black Uhuru jest trochę taka jak z Armią ;) ).

Ze względu na "inne zobowiązania" nie zdążyłem na pierwszy support, którym był bardzo fajny zespół z Ghany: Selasee & the Fafa Family; zobaczyłem tylko końcówkę, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Scenę szybko przemeblowano i na scenę wszedł "belgijski" support nr 2 - Onesty. Szybko okazało się, że tak naprawdę Onesty to Black Uhuru, tylko zamiast obu wokalistów mamy jedną wokalistkę - Tinę - a reszta zespołu jest taka sama jak w 'gwieździe wieczoru'. Onesty dawała sobie radę bardzo sprawnie, zręcznie rozruszała publikę, ale nie była to jakaś rewelacja - muzycy grali dość niemrawo i "pretekstowo" - byłem bardzo zaskoczony zorientowawszy się, że ci sami ludzie będą grać w Black Uhuru, bo w swoim właściwym zespole ich zaangażowanie wzniosło się - i to po upływie pół godziny - na zupełnie inny poziom (może wpływ na to miała dziesięciominutowa ich wizyta za kulisami, zza których wydobywały się grube chmury ni to pary, ni to dymu ;) ). W każdym razie Onesty śpiewała krótko - max 20 minut - pożegnała się i poszła. Na scenie doszło do małego przetasowania, sprowadzającego się tylko do wymiany werbla i dostawienia mikrofonu. Wyszedł impresario zespołu - Robbie Ujama Oyugi i obwieścił: "przed państwem - prosto z Kingstandżamejka - Blak U-hu-ru!" Wrócili akompaniatorzy Tiny i po chwili dołączył Simpson i znacznie od niego młodszy Andrew Bees. Bees przejął ewidntną kontrolę nad materiałem - tj. de facto był głównym wokalistą w większości utworów - facet świetnie śpiewa i ma bardzo fajny ruch sceniczny. Simpson śpiewał równolegle, czasem przechodził na lead - był raczej takim MC, który swoją słuszną posturą i niedźwiedzim tańcem zawiadywał widownią. Jednoosobowy chórek - Elsa Green - był tym razem dobrze nagłośniony (podczas wizyty Onesty nie było tej Elsy w ogóle słychać). Bardzo podobał mi się bas - grający na nim Danny Axeman (właściwe nazwisko na właściwym miejscu) wyglądał jak trochę ciemniejszy klon Toma Morello i podobnie się doń poruszał. Perkusja (Alton “Sandrum” Vanhorne) niezbyt finezyjna, ale może to wina nagłośnienia. Super klawisz obsługiwał King Hopeton mający do dyspozycji 5 klawiatur i sampler. Jedyną osobą która kompletnie nie pasowała był białas Frank Stepanek (zwany "White Uhuru") który wyglądał jak knajpiany gitarzysta hardrokowy (i brzmiał właśnie tak). Koncert potrwał półtorej godziny plus bisy - dało się wyczuć, że repertuar musi być mieszanką dawnych hitów i znacznie nowszych produkcji. Na szczęście nie miałem wrażenia, że to jakieś generyczne nowoczesne reggae - wszystko fajnie bujało i pulsowało. Wiadomo, że jest w tym jakaś monotonia (nie uważam się za fana gatunku, a tym bardziej za w najmniejszym choćby stopniu "znawcę"), ale bardzo mi się podobało. Czuć było dobre wibracje i miałem poczucie, że jest to szczery koncert, a nie jakiś obliczony na kasę produkt żerujący na logo i nazwie grupy ;) Na widowni było znacznie puściej niż na Bucketheadzie tydzień temu, ale publika tańczyła, skakała i widać było że dobrze się bawi. Śmiesznie było obserwować unoszące się co chwila chmury - ich producenci kucali ukrywając się przed wzrokiem ignorującej to ochrony, więc z dziury w tłumie pojawiał się - jak z komina - obłok, a po chwili z tej samej dziury wyrastał człowiek (jak Hatifnat). Bisy potrwały z kwadrans, pożegnano się bardzo oszczędnie i zrywka!

W porównaniu z koncertem Bucketheada nie było szału. To trochę tak jakby pójść na Armię w składzie z Triodante, a potem na MRR :mrgreen: W każdym razie cieszę się, bo to nowe i fajne doświadczenie.

Bum!

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

"If you say why not bomb [Soviets] tomorrow, I say, why not today. If you say today at five o’clock, I say why not one o’clock?" John Von Neumann


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 07 października 2017 12:34:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 02:25:03
Posty: 632
Skąd: toruń
Tyler Durden pisze:
Wczoraj wieczorem miałem okazję zobaczyć na żywo Black Uhuru.

a gdzie ten koncert się odbył?
ok. poszukałem w sieci: The Fox Theatre w Boulder w stanie Kolorado :faja:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 07 października 2017 12:58:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24121
Chyba zdekonspirowałeś kolegę! :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 11 października 2017 08:59:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6353
Cytat:
Stałem dokładnie między perkusją i gitarą - nie więcej niż 2 metry od muzyków - i przez cały czas byłem wprost wbity w ziemię
(...)
Przerwa upłynęłą mi na polegiwaniu na krawędzi sceny i powolnym wracaniu do świadomości.
(...)
Światła zapaliły się w jednym momencie, a ja miałem wrażenie, jakbym obudził się z jakiegoś surrealistycznego, obłąkańczego snu.


Dobrze się poczułem czytając te słowa. Wielkie dzięki!
Będę wracał do tych relacji.

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 11 października 2017 17:00:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 2766
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
MAQ pisze:
Dobrze się poczułem czytając te słowa. Wielkie dzięki!
Będę wracał do tych relacji.


Bardzo mi miło! Nie mam startu do Twoich relacji koncertowych (które zawsze czytam z niezwykłą przyjemnością), ale w miarę możliwości będę wrzucał jakieś swoje wrażenia z różnych gigów :)

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

"If you say why not bomb [Soviets] tomorrow, I say, why not today. If you say today at five o’clock, I say why not one o’clock?" John Von Neumann


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 16 października 2017 00:20:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6353
Dzięki!
:aniolek: :aniolek: :aniolek:
Czekam bardzo na kolejne!

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 listopada 2017 14:40:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12758
Skąd: Poznań
Znacznie łatwiej namówić mnie na wysłuchanie płyty w domu niż wyciągnąć na koncert, jak zapewne już wiecie. Ale tym razem się skusiłem. "Renata Przemyk plays Ya Hozna" w Blue Note!
Obrazek
Wiem, że jestem tu raczej osamotniony w mięcie do Renaty i wpis będzie miał znamiona kissowatości :mrgreen: ale nic to.

Debiut Renaty Przemyk i towarzyszącego jej zespołowi (wtedy zwanemu jeszcze całościowo Ya Hozna, wyodrębnienie wokalistki pojawiło się wkrótce później) przejechało po mnie jak walec na przełomie 89/90 roku. Bardzo świeżo i pomysłowo zabrzmiał mi ten kolaż - klezmerskiego ( i nawet nieco kabaretowego) wykonania zbudowanego na trzech nogach: folkowej, punkowej i rockowej. Ten trójnóg czasem się chwieje, ale z urokiem i nic się nie wali ostatecznie. Postanowiłem posłuchać jak brzmi to po ponad 25 latach.
Blue Note - prawie pełna i dwie wyraźne generacje: 40+ (ewidentnie nastawieni na Ya Hoznę) i 20+ (fani nowych brzmień).
Zaczęło się jak płyta: od instrumentalno-wokalnego "Jaho zna". Potem wychodzi Renata i zaczyna się już pomieszanie. Drugi utwór to "Kochaj mnie jak wariat". Tu od razu widać, że postawili na nieco zmieniony aranż. Jest gitara elektryczna (nieobecna ja płycie), brak dęciaka, bas elektro zamiast kontra. I tu zaczęła się moja sinusoida - w niektórych przypadkach to bardziej rockowe brzmienie sprawdziło się. Takie utwory jak "Top", postpunkowy "Samolot rozbił się przed startem" czy nawiązująca klimatem do Księcia "Prinsówna" zabrzmiały nawet fajnie i świeżo. Natomiast tam gdzie utworu oparte są bardziej o folk czy wspomniane klezmerstwo ("Tortury", "Kochaj mnie jak wariat", "Hiszpańskie dzwonki") brzmiało to jednak gorzej. Perkusja w oryginale bije tam często "na raz", jak w dziadowskich pieśniach, tu zostało to dostosowane do "normalności", ze szkodą. Także wokalnie - Renata niepotrzebnie komplikowała tam to i owo, a atutem debiutu był właśnie prosty, niemal biały wokal, z ozdobnikami tylko co jakiś czas.
Ale, jak już jesteśmy przy samej wokalistce. Forma znakomita - nie jest to typ scenicznej gawędziary (Budzy zagadałby ją po trzykroć), na scenie wygina się i pląsa bardzo oszczędnie ale tym swoim minimalem utrzymuje ciepłą i niewymuszoną atmosferę. A trzyma się doskonale, dałbym jej połowę rzeczywistych lat. W krótkiej sukience i czarnych quasi-glanach (wyciągniętych z szafy z okresu nagrywania debiutu) wyglądała pięknie.
Koncert trwał dalej a ja po pewnym czasie zorientowałem się, że pamiętam prawie każde słowo z każdego utworu! Tę część występu zakończył "Tańczę na stole" z iście ognistym przyspieszeniem na koniec!
Potem już miks z innych dokonań. Z mojego punktu lubienia Renata Przemyk nagrała potem niemal równie dobrą płytę "Mało zdolna szansonistka", a potem wspaniałą - szczyt dokonań! - "Tylko kobieta". A później zaczął się niezrozumiały dla mnie melanż z hard rockiem, popem i interesujące były dla mnie tylko pojedyńcze utwory. Na szczęście ta druga część koncertu nie była pod tym względem zła - "Ostatni z zielonych" czyli radosne zakończenie trzeciej płyty , słynny "Ten taniec" (ale tu znów zbyt rockowy aranż nie sprawdził się), nawet nielubiana przeze mnie "Kochana" -wielki przebój ale ja nie trawię - jakoś się obronił, tu akurat czad się sprawdził. Wielkie oklaski, no więc bisy!
Na bis najpierw... o zrobiłem tak: :zena gdyż pojawiły się pierwsze takty "Bo jeśli tak ma być" , dla mnie utworu w stylistyce późnego Lady Pank. Ale nawet to jakoś poszło, może dzięki bardziej bluesowemu podejściu do rzeczy.
Potem bardzo się ucieszyłem, gdyż był "Odjazd" - zdecydowanie najlepsza piosenka Renaty w ostatnich latach.
A na końcu chyba odkrycie wieczoru - "Nie mam żalu", który był takim spóźnionym oddechem Ya Hozny na płycie "Hormon" z 1999 r. I tam jest jakiś nieprzystający do reszty, nie czujący wsparcia koleguf... :wink: a tu zabrzmiał potężnie, z punkowym zadziorem, miałem to w głowie do końca dnia.
Podium?
1. "Nie mam żalu" - z przyczyn jak powyżej
2. "Samolot rozbił się przed startem" - udana przeróbka, szybkość i żar. I chyba najlepszy tekst na płycie, który moim zdaniem tak naprawdę napisała Anastazja (od kilku lat tak mam, skojarzeniowo: SRSPS - Anastazja!)
3. "Top" - też ładnie przearanżowany, a jednocześnie zachowujący urodę oryginału

Czyli ogólnie bardzo fajnie - dziękujemy, zapraszamy 8-)

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 listopada 2017 16:55:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6353
O rany. To, że byłem na tym samym koncercie co Arasek nosi znamiona aberracji. O tym jak i dlaczego się tam znalazłem, może nie będę pisał, bo trochę mi niezręcznie, ale o samym koncercie chętnie wspomnę w swoim czasie. Moje spostrzeżenia są o tyle z innej planety, że zupełnie nie znałem tego materiału, a wcześniej w całości wysłuchałem może 5 utworów Renaty Przemyk :).

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 listopada 2017 17:37:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12758
Skąd: Poznań
W pewnym momencie Cię zobaczyłem, ale w tym mdłym świetle... i pomyślałem: "Eee, MAQ na Przemyk?... to chyba nie on..."

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 listopada 2017 18:08:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6353
:)

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 19 listopada 2017 15:51:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 980
Skąd: z Catanu
Byłem w czwartek na koncercie kwintetu Tomasza Chyły. Grają świetnie. Polecam wszystkim. Występ był‚ przede wszystkim - jak się spodziewałem - głośny. Już niektóre tematy utworów w repertuarze tego zespołu przypominają rockowe riffy, a ich rozwinięcia nie są mniej czadowe. Skrzypek w zapamiętaniu wydobywał ze swojego instrumentu dźwięki zgodne z jego nazwą, a saksofonista w swoich solówkach robił się czerwony z wysiłku. Pojawiły się też spokojniejsze utwory z "Last Hope" na czele. Tu dla odmiany zespół stworzył niezwykły klimat. Pokazał, jak dobrze zagrać jazzową balladę. Także i cichsze tematy przechodziły w głośne rozwinięcia. Nie były to już jednak tak szalone dźwięki jak w żywszych kompozycjach, a raczej kulminacje, jakie mogłyby się pojawić także w jakiejś balladzie rockowej, granej na przykład przez Led Zeppelin, którego koszulkę miał na sobie perkusista w występującym kwintecie. Skoro zaś pojawił się temat tego instrumentu, bardzo dobrze sprawdziło się podejście do solówek perkusyjnych polegające na nieprzerywaniu gry przez resztę zespołu. Jeśli mnie wzrok i słuch nie myliły, to w pewnym momencie doszło nawet do tego, że żywiołowe solo grali wspólnie perkusista z elektrycznym pianistą - mistrzem tego instrumentu. O nudzie nie było mowy. Sprawiło to nie tylko zaangażowanie zespołu, ale też ich repertuar, w większości złożony z własnych kompozycji. Utwory ciekawie się rozwijają i zaskakują różnorodnymi rozwiązaniami, czerpiącymi także spoza jazzu (czyżby moje niewprawne ucho wykryło wstawki inspirowane muzyką współczesną?). Taka niespodzianka pojawiła się, gdy hałas i emocje coraz bardziej narastały, aż nagle zespół przerwał utwór i zakończył tym samym set podstawowy. Tak zostawiając publiczność (oczywiście przed zejściem na bok ukłonił się i zebrał burzliwe oklaski) nie mógł nie zostać wywołany na bis.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 19 listopada 2017 20:53:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20080
Nigdy nie slyszałem, ale brzmi bardzo ciekawie. Dzięki za relację!

Jeny, potrzebowałbym osobnych ferii, żeby ponadrabiać ten wątek/ relacje MAQ z innych wątków/ wywiady MAQ...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 09 grudnia 2017 16:03:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6777
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Ja sobie wczoraj poszedłem na koncert zespołu, którego słucham (ze zmiennym zaangażowaniem) ponad 20 lat, a na koncercie dotąd nie byłem. Znaczy, Kremlowskie Kuranty.
Pewnie dobrze, że poszedłem, bo zespół ten rzadko bywa w Warszawie i, choć wciąż jest aktywny, to pewnie niespecjalnie się można spodziewać powrotów tutaj.
Koncert był kameralny, w Ośrodku Kultury Ochoty w ramach serii Grunt to bunt, więc repertuar był dość punkowy – zaczął się Dancingiem, jak zaanonsował Irek, najstarszym kawałkiem, a i potem pierwsza kaseta była nadreprezentowana. Trzeba przyznać, że przynajmniej 10% publiczności, czyli ja, było zadowolone z takiego doboru. Kolejne 10% w koszulce Tzn Xenny co chwilę skandowało Oi!, więc chyba też.
Oczywiście, jako że miesiąc temu wyszła nowa płyta, z niej też coś było i parę przebojów z czasów pomiędzy.

Przyznam się, że wygrzebałem kasetę wydaną przez Nikt Nic Nie Wie z 1995 i jak nastoletni fan poszedłem po podpisy. Biorąc pod uwagę, że skład zespołu uległ niewielkim zmianom od tamtego czasu, spotkało się to raczej z wesołą reakcją, a nie konsternacją, jaka mogłaby wyniknąć, gdyby zbiory twórców tamtego nagrania i obecnego zespołu były rozłączne ;-).

Nagrań koncertowych nie mam, ale wrzucę zwykły nibyteledysk:
phpBB [video]

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 494 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 29, 30, 31, 32, 33

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group