Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 23 lipca 2019 17:18:50

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 596 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 22 lutego 2019 13:06:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 19 grudnia 2007 10:18:44
Posty: 1715
Fajnie, mi nie udało się dostać wolnego. Może następną razą.

_________________
muzyka gra, a dzień ucieka
last.fm/wokr


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 lutego 2019 13:13:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19303
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
A na Angelic Upstarts w niedzielę się wybierasz?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 lutego 2019 21:27:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 19 grudnia 2007 10:18:44
Posty: 1715
Nie dam rady. Połamało mnie i dogorywam

_________________
muzyka gra, a dzień ucieka
last.fm/wokr


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 25 lutego 2019 00:23:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21671
Byłem na koncercie Warsaw Improvisers Orchestra. Słyszałem o nich, ale nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. A wyglądało to tak:

Na scenie 10 gości, przed nimi Ray Dickaty jako dyrygent i mózg całości. On steruje tym, kto kiedy gra, kiedy się wycisza, pokazuje, kiedy mają się szykować do wejścia - oni grają, co im wyobraźnia podsunie. Czasem przechylało się to w stronę freejazzu, ale nigdy właściwie nim nie było, często w ogóle nie było jazzem. Trudno to jakkolwiek zaszufladkować, jest to po prostu wspólne wydawanie dźwięków, poszukiwanie współbrzmień. W każdym razie bardzo interesujące!

Rozkład osób był taki:
na koncert ten zwabił mnie mój znajomy Dodos, który grał tam na perkusji - i rewelacyjnie grał! Miał w ogóle maksymalnie zredukowany zestaw: werbel, jeden duży talerz, hi hat i kilka perkusjonaliów małego rozmiaru, w tym garnki, chyba z kuchni wzięte.
kontrabasista mi nieznany
pianista stosunkowo najbardziej jednoznacznie jazzujący
sekcja dęta: trębacz (chyba dla mnie numer jeden koncertu!), flecista (poprzeczny) oraz znany mi z książki MAQ Piotr Mełech na klarnecie basowym czy innym tego typu wynalazku
na gitarze Wojciech Więckowski, też znany od MAQ, ale on nie do końca mi przypadł tam do gustu
dwóch wokalizistów (!) wydających z siebie dość frapujące dźwięki!
i, co bardzo zaskakujące, gość na jakiejś elektronice, wydający z niej rozmaite trzaski i zgrzyty, dla mnie super!

Grali przez chyba około godzinę i właściwie nigdy wszyscy na raz (chyba pod sam koniec tylko zrobili taką kakofonię bardzo miłą, że grali wszyscy), ale układali się w różne kombinacje dwu-, trzy-, cztero- etc. -osobowe. Czasem było głośniej, czasem ciszej, jakiejś bardzo wyraźnej dramaturgii nie stwierdziłem, ale nad wszystkim wyraźnie panował dyrygent i super było patrzeć na porozumienie między nim a muzykami: najpierw dawał im znać, że już niedługo, potem kolejno dodawał i odejmował kolejne instrumenty, czasami wzrokiem i gestami coś tam ustalali i w ogóle sporo w tym było humoru i radości ze wspólnego tworzenia, to było czuć. Generalnie bardziej przypadły mi do gustu fragmenty głośniejsze, po pierwsze ze względu na perkusję, po drugie dlatego, że za kotarą trwała jakaś impreza i kiedy orkiestra się ściszała, to nastrój pryskał, bo tamci się za głośno śmiali czy coś :roll: Ale też i bez tego - fragmenty powiedzmy kontemplacyjne niespecjalnie mnie nastrajały do kontemplacji, choć często intrygowały dźwiękami, natomiast fragmenty głośne porywały i podrygiwały.
Dla mnie w ogóle super była ta konwencja, że grają przez cały czas jeden "utwór" i wciąż zmienia się instrumentarium.

Bardzo zadowolony wróciłem do akademika i chętnie pójdę znowu na takie cuś!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 25 lutego 2019 09:20:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19303
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Są takie koncerty, na które idzie się z ciekawości (jak to miało ostatnio miejsce z Algiers), są też takie, na które idzie się w oczekiwaniu na ekstraordynaryjne doznania muzyczne (tak było z Lonker See), a są też takie, na które idzie się z nostalgii, żeby przypomnieć sobie jak to ongiś bywało i snuć kombatanckie wspominki, zaś wartość artystyczna ma tu zdecydowanie znacznie drugoplanowe. Z takim właśnie nastawieniem szedłem sobie na Angelic Upstarts. Moje oczekiwania co do formy zespołu nie były zbyt wyśrubowane. Żywo bowiem miałem w pamięci ich występ z 2002 roku, gdy Mensi po wykonaniu czterech utworów stracił głos i nie był nawet w stanie chrypieć. Od tego czasu młodszy się nie zrobił, więc spodziewałem się i teraz podobnej padaki. Nie zmienia to jednak faktu, że AU był jednym z zespołów z kultowej (bez nadużycia tego słowa) Zielonej Składanki "Back Stage-Pass", która dostałem w prezencie 33 lata temu, więc stwierdziłem, że chętnie się z nimi zobaczę, jak ze starymi znajomymi. Jak się okazało podobnym sentymentem wykazało się wielu innych kombatantów, wśród których spotkałem mnóstwo starych znajomków (niektórych niewidzianych od kilku dobrych lat). Od strony towarzyskiej i wspominkowej impreza stała więc na najwyższym poziomie. :D
A od strony muzycznej...
Zaczęło się od Lazy Class - polska ekipa łojąca ulicznego pankroka. Często są chwaleni za wysoki, wręcz "europejski" poziom (jakby takie określenie samo w sobie miało jakąś wartość i przydawało zespołowi splendoru) i dobre umiejętności techniczne. Może i oni są na światowym poziomie i może są nieźli technicznie, ale jakoś ich fanem nie mogę zostać. To ich granie jakieś takie miałkie, monotonne i bez wyrazu. Cały czas miałem wrażenie jakbym słuchał jednego utworu.

Po nich na scenę wkroczyli na scenę Niemcy z Arrested Denial. Ci byli o tyle lepsi od poprzedników, że dało się zauważyć różnice pomiędzy wykonywanymi utworami, a przy niektórych nawet noga potupać. Taki melodyjny, skoczny pank. Można by powiedzieć, że grany "po amerykańsku", gdyby nie to, że był śpiewany po niemiecku. :)
Zespół zachował się bardzo przyzwoicie. Nie męczyli długo publiczności swoim setem, pograli sobie pół godzinki i zeszli za kurtyny ustępując miejsca gwiazdom - idealny support.

Angelici nie kazały na siebie długo czekać. Ledwie był czas, żeby zamienić z tym i ową dwa słowa, a oni już zaczęli się instalować. Zajęło im to chwilkę i na scenę przy wtórze oklasków wczłapał Mensi - na sportowo, bo w dresiku. No i zaczęli z kopytka "2000000 Voices" na otwarcie natychmiast podziałało na publikę jak iskra i zaczęły się pląsy. Ale nie to, żeby jakieś bardzo gwałtowne - w końcu sami starsi ludzie pod sceną... a na scenie to już w ogóle. :D
Jeżeli chodzi o formę zespołu, to Mensi co prawda głosu nie stracił, ale powiedzmy to sobie szczerze - szczytowe lata to on ma już za sobą. Na szczęście pozostała część zespołu wspierała go w chórkach kiedy tylko mogła (no i grała z odpowiednim zębem), więc motoryka koncertu była na właściwym poziomie. Zresztą publiczność tez nie próżnowała i ryczała teksty razem z zespołem, co nie było trudne, bo AU zaserwowało nam niezły koncert życzeń. Ze staroci poleciało "Never 'ad Nothin", "Teenage Warning" i "Kids On The Street" (jedno i drugie nieco śmiesznie brzmiące w wykonaniu dziadzi Men siego i ekipy brzuchatych trolli pod sceną :D ), "Never Again", "Mr. Politician", "You're Nicked", "Leave Me Alone", "Woman in Disguise", "Machine Gun Kelly" i "Last Night Another Soldier" ( :serce ). Reprezentantami z nowszych albumów (nie ustępującym wcale starszym przebojom) były "Tories, Tories, Tories (Out, Out, Out)", "Safe Haven" i "Anti-Nazi". Oczywiście nie mogło zabraknąć przyjętej entuzjastycznie przez publikę ballady napisanej przez zespół w latach 80tych, dedykowanej polskim strajkującym robotnikom - "Solidarity". Natomiast ja cieszyłem się jak dziecko kiedy usłyszałem "Police Oppression", czyli kawałek umieszczony na w/w Zielonej Składance, od którego zacząłem w 1986 roku swoją znajomość z zespołem. I wszystko zmierzało pięknie do wielkiego finału kiedy nagle jakiś rozbawiony pankowiec oblał Mensiego piwem, Mensiego kopnął prąd od instalacji (albo może tylko obawiał się, że może go kopnąć, nie wiem, bo wtedy stałem już nieco dalej), ów się wkurwił i zszedł ze sceny pozostawiając zdezorientowaną publiczność i nie mniej zdezorientowanych kolegów z zespołu. I to to już niestety był koniec koncertu. Przez ten incydent nie usłyszeliśmy "Who Killed Liddle?" i (czego szczególnie żałuję) "I'm an Upstart". Ale mówi się trudno. Przynajmniej będzie co wspominać.

Do akademika wróciliśmy może nie zachwyceni, ale zdecydowanie zadowoleni.

A dzisiaj Laibach! :D

PS: Za miesiąc mam zamiar się spotkać z innymi "starymi znajomymi" z "Back-Stage Pass" - tym razem z Cockney Rejects (bilety na koncert już kupione). Rozważania czy chce mi się w kwietniu spotkać jeszcze jeden zespół z tego składaka, trwają. W końcu Exploited widziałem już dwa razy. :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 26 lutego 2019 08:30:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19303
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Laibach

25.02.2019 Warszawa, Progresja

Cztery lata temu pisałem relację z koncertu Laibacha w Palladium, który był częścią trasy promującej album "Spectre". Czas pędzi nieubłaganie i od tego momentu ekipa dowodzona przez Milana Frasa zdążyła nagrać dwa kolejne albumy. Trasę podczas, której odgrywali materiał z "Also Sprach Zarathustra" przegapiłem, bo omijała Warszawę, ale tym razem powiedziałem, że nie odpuszczę (chociaż album "The Sound of Music", raczej nie zostanie moim ulubionym w dorobku Słowenów) i wczoraj grzecznie zameldowaliśmy się w Progresji. Lekko spojlując i porównując oba koncerty, mógłbym napisać, że oba były podobne. A jednocześnie kompletnie inne.
Podobieństwo polegało na tym, że oba występu składały się z dwóch części, rozdzielonych piętnastominutową przerwą. W czasie pierwszego aktu prezentowano utwory z nowej płyty, zaś drugi należał do starszych utworów.

Koniec podobieństw.

Pierwsze części były od siebie tak różne, jak różne są "Spectre" i "The Sound of Music". Przypomnijmy, że ostatnia płyta, to laibachowa wersja musicalu Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina "The Sound of Music" (z którego piosenki zespół grał między innymi w 2015 roku w Korei Północnej). Nie dziwota przeto, że było słodko i popowo. Tym bardziej, że zespół był tym razem wspierany wokalnie przez zjawiskową Marinę Mårtensson. I wszystko byłoby pięknie i sielankowo, gdyby nie zgrzytliwy głos Milana Frasa, który dbał o to, żeby nikt nie zapominał, że jednak Laibach ist Laibach. Dodajmy, że całość była okraszona wizualizacjami i oświetleniem, które budowało elegancki klimat całości. No i w zasadzie tyle. Miłe to było, ciekawe i dobrze się wpisywało w filozofię przyświecającą zespołowi od lat, ale ponieważ nie mam żadnego emocjonalnego stosunku do oryginalnych wersji (tak, jak miałem wcześniej chociażby do "Let It Be", czy "Final Countdown"), to i mój odbiór był bardziej letni.

A potem był kwadrans przerwy.

A po przerwie przestało być słodko i miło. Zespół wrócił na scenę (tym razem już ber Mariny) i zgodnie ze swoją zasadą sięgnął po stare utwory. Ale tym razem to naprawdę były STARE utwory. Żadne tam "Tanz mit Laibach", żadne tam hiciory z "NATO", czy "Jesus Christ...". Ekipa postanowiła przypomnieć kto był jednym z prekursorów industrialu i przywalili kawałkami z debiutanckiej płyty, z "Rekapitulacii", i z "Novej Akropoli". Nie posiadałem się ze szczęścia - nie sądziłem, ze dane mi będzie kiedykolwiek usłyszeć na żywca np. "Smrt za Smrt" czy "Krvava Gruda - Plodna Zemlja".
Jakby tego było mało, po zakończeniu II Aktu zespół dał się wywołać na bisy i zapewnił sobie moją dozgonną wdzięczność wykonując (znowu z Mariną Mårtensson) stąsowe "Sympathy for the Devil". W tej sytuacji zagrane na koniec w stylu country (w kowbojskich kapeluszach i z gitarami akustycznymi) "Surfing Through the Galaxy", było już wisienką na torcie. :)

Ich liebe Laibach.

A setlista prezentowała się następująco:

Act 1: The Sound of Music

The Sound of Music
Climb Ev'ry Mountain
Do-Re-Mi
Edelweiss
My Favorite Things
The Lonely Goatherd
Sixteen Going on Seventeen
So Long, Farewell
Maria/Korea
Arirang

[przerwa]


Act 2

Mi kujemo bodočnost
Smrt za Smrt
Nova Akropola
Vier Personen
Krvava Gruda - Plodna Zemlja
Ti, Ki Izzivaš


Bisy:

Sympathy for the Devil
The Coming Race
Surfing Through the Galaxy


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 05 marca 2019 23:29:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 4374
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Dziś Purusha na Chłodnej dała do pieca. Kto nie był, a mógł być, ten trąba! :laska

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 06 marca 2019 10:50:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25574
Napisz coś więcej - ja tu wszystko chętnie czytam! Na przykład o misiach z Lublany z dużym zainteresowaniem :) .

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 21 marca 2019 23:15:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 4374
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Bardzo forumowy skład - Elsea, Crazy, Marecki (bez niego koncerty by się nie liczył), MAQ i Mikołaj Marecki (!!!) + ja był dziś w Klubojadalni Młodsza Siostra na koncercie tria Szamburski / Szpura / Tokar. Turbowpierdol to lekki understatement. Wciąż chodzę z emocji, a wybrałem się niejako z obowiązku, bo mam straszliwie ciężki tydzień i zero siły, a przede mną dwa okrutnie ciężkie dni. Klarnet / Perkusja / Kontrabas - zaczarowane trio porywające od pierwszej do ostatniej sekundy. Każdy dźwięk to mistrzostwo świata.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 marca 2019 09:52:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25574
Tyler Durden pisze:
Elsea, Crazy, Marecki (...), MAQ i Mikołaj Marecki (!!!) + ja (...) Szamburski / Szpura / Tokar.


Ojaacieee!!! :D

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 marca 2019 19:30:29 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3464
I BARDZO mi się podobało!
Poszłam wbrew rozsądkowi i znakom domowym, ale cieszę się, że tak się stało. Rozumiem ludzi, którzy chodzą na takie koncerty, kiedy tylko mogą i one im wyznaczają drogę.
Mnie to raczej nie czeka, ale czuję się zainspirowana.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 marca 2019 23:00:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25574
Cieszę się, że nie był to dla Ciebie czas stracony!
Maq musiał być zadowolony :D .

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 23 marca 2019 17:47:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21671
Był na maksa zadowolony - obliczył, że załatwił zespołowi klientów za stówę :mrgreen:

Ale chyba przede wszystkim był zadowolony, bo koncert był zajebisty i jemu też się bardzo podobał. Chętnie bym napisał więcej, ale chwilowo nie mogę ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 27 marca 2019 00:45:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6546
Gdzieś przed 20 minutą opowiadam o koncercie wspomnianym powyżej przez Izę, Tylera i Krejzjego, o tu:

https://www.facebook.com/maciejgig/vide ... 840087685/

:)

Ale się cieszę, że taki skład się zebrał! :D :aniolek:

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 01 kwietnia 2019 09:47:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19303
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
W sobotę byłem na Cockney Rejects. Przed nimi grały dwa zespoły, które litościwie pominę milczeniem.

Co do samych CR to powiem tyle - na przestrzeni ostatnich tygodni, miesięcy i lat widziałem wielu dinozaurów pankroka, których korzenie sięgały wczesnych lat 80-tych, czy późnych 70-tych, ale chyba tylko w przypadku CR nie przemknęła mi przez głowę taka myśl "No fajnie, fajnie, ale jednak szkoda, że nie dane mi było zobaczyć ich 35 czy 40 lat temu". Ogień i czysta energia od pierwszej do ostatniej minuty, a wszystko na luzie i bez "profesjonalnego" zadęcia. No i ponieważ koncert odbywał się w ramach celebrowania 40 urodzin zespołu, to repertuar był zacny - same największe hity z trzech pierwszych płyt. Aż trochę żałowałem, że podeszli tak wspominkowo do tematu i nie zagrali ani jednego kawałka z ostatniego, wydanego w 2012 roku albumu. No trudno. Może następnym razem.

Tylko pamiętajcie, będąc na koncercie CR nie próbujcie wbijać na scenę, żeby zabrać Jeffowi mikrofon i mieć swoje 5 minut śpiewając refreny. Przekonał się o tym boleśnie jeden z fanów, który tuż po przekroczeniu cienkiej, czerwonej linii przyjął na michę taką serię ciosów od Turnera, że gdyby nie ochroniarze, którzy go złapali, żeby nie padł na kolumny, leżałby na dechach jak malowany. No miał chłop pecha. Nie dość, że trafił na chuligana West Ham United, to jeszcze w dodatku boksera. Tak się szczęśliwie złożyło, że mamy nagraną całą akcję.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 596 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group