Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 27 czerwca 2017 06:27:10

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: dirty boots.
PostWysłany: śr, 22 lipca 2009 22:34:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 3342
Przepraszam za brak polskich liter - przyczyny niezalezne. Wpisy bede prowadzil podobnie jak Pablak w watku o Motorhead - najpierw dyskografia, potem gwiazdki i dokladniejsze opisy plyt - TO JEST NA RAZIE WERSJA DEMO TEGO WATKU (w ciagu kilku nastepnych dni dopracuje jeszcze ten watek w wolnych chwilach 8) ) Zachecam do wlasnych wpisow. Wierze, ze bedzie ich duzo - to chyba byl jeden z najbardziej oczekiwanych watkow na tym forum. Do rzeczy prosze panstwa !
-----------------------------------------------------------------------------

Ostatnio bedac w Lodzkim antykwariacie przy Piotrkowskiej przegladalem troche stare czasopisma muzyczne. Na dluzej zatrzymalem sie przy artykule Kamila Sipowicza ze starego ''Magazynu Muzycznego''...tak z 1982 czy 1983 roku. W artykule tym Sipowicz opisywal zachodnie trendy muzyki rockowo-eksperymentalnej - pisal o spadkobieracach post-punku, o Public Image Ltd., a takze nowojorskiej scenie no wave. Pisal tez, ze wszystkie dziwne eksperymenty z halasem, dynosansami i struktura utworow moga w przyszlosci przyniesc ciekawe efekty. Dlaczego teraz o tym pisze ? Ano dlatego, iz uwazam, ze Sonic Youth jest dowodem na to, ze te eksperymenty rzeczywiscie przyniosly ciekawe efekty :) Popatrzmy na ich historie. Najpierw koncerty i proby, gdzies w nowojorskich klubach, pierwsze i znane nielicznym plyty, proby zlagodzenia dzwiekowego radykalizmu, w miedzyczasie muzyczna rewolucja wywolana glownie przez Nirvane, ktora przeciez Sonicami sie inspirowala, pozniej wyciagniecie wnioskow z sukcesy Nirvany i reszty i nagranie plyty Dirty, wczesniej zdobycie pewnej popularnosci, a potem lekkie wycofanie sie w cien i w pelni zasluzony status rockowej instytucji, ktora moze juz nie jest w takie formie jak 20 lat...ale zawsze na koncert mozna pojsc (kiedy jest gdzies w poblizu - w naszym kraju jest to nieczeste zjawisko :( ale na szczescie zawsze mozna pojechac np. do Niemiec :) )...i nowej plyty posluchac :wink: To specyficzny zespol (kiedys slucham jakies fragmenty ich plyt i jedne wydaly mi sie zbyt sofciarskie, a inne zbyt hardkorowe w swojej nojzowosci - dopiero pozniej sie do nich przekonalem) ale bardzo, bardzo wazny. A z drugiej zawsze wydali mi sie tacy swoiscy - hmm, nie wiem o co w tym chodzi, ale zawsze jak slysze glos Moora czy Kim Gordon to mam wrazenie jakbym slyszal jakis dawnych znajomych - nie wiem w czym lezy rzecz :D

Sonic Youth (1982) - czysto subiektywnie *****, obiektywnie znacznie mniej (choc w przypadku tego zespolu zwykle jest odwrotnie

Kim Gordon - voc, bas, gitara w ''The Good and the Bad''
Thurston Moore - voc, gitara, bas w ''The Good and the Bad''
Lee Ranaldo - gitara, wokal
Richard Edson - bebny

1. Burning Spear 3:28
2. I Dreamed I Dream 5:12
3. She Is Not Alone 4:06
4. I Don't Want To Push It 3:35
5. The Good And The Bad 7:55

Od tej EP-ki wszystko sie zaczelo. Piec utworow, niecale 25 minut. Pierwszy utwor ''Burning Spear'' (wbrew temu co moze sugerowac tytul nie jest to reggae :wink: ) dla kogos kto zna pozniejsze plyty oraz pogloski o niesluchalnosci ich pierwszych wydawnictw moze byc zaskoczeniem - malo tu gitary, wszystko opiera sie na sekcji rytmicznej tzn. na pulsujacym basie i prostej perkusji...mi zawsze rytmika tego utworu kojarzyla sie z naszym polskim Kryzysem. Na tym tle Moore cos tam spiewa, czy raczej krzyczy, ale wokal tez nie gra tu jakiejs specjalnej roli. W tle duzo halasow, ale nie generowanych przez gitare...tylko raczej przez jakis odkurzacz :shock: . Drugi utwor jest dziwny, taki mantrowy - perkusista gra wolno, gitary brzdakaja, a Kim mruczy tekst pod nosem - tu juz slychac wyraznie, ze to TEN zespol, choc brzmienie jeszcze nie to....i wszystko jest tu taaaaaaakie woooooolne. W trzecim utworze pojawia sie jakas dziwna, nibyafrykanska rytmika (w sumie Velvet Underground tez lubilo eksperymentowac z rytmem),brzeczenie gitary i wokal utrzymany w podobnym klimacie co rytm. Partia wokalna zaczyna sie niespodziwanie gdzies w polowie utworu - co za czad, prawdziwa tworcza wolnosc, prawie jak w krautrocku ! :D W ''I don't want to push it'' na poczatku mamy typowe sonicowe brzmienie gitary, ale pozniej znowu ta rytmika - tylko tu juz bardziej transowa i pedzaca, jak podczas jakis afrykanskich, plemiennych rytulalow wojennych. :) I znowu wokal bezpretensjonalnie wchodzi po 1,5 minuty trwania (3,5 minutowego) utworu. Gitary odgrywaja tutaj juz istotniejsza role - graja brudno i swidrujaco. W ostatnim ''The good and the bad'' mamy transowy rytm i cala palete gitarowych brzmien - mam naprawde spore podejrzenia (ba! nawet dowody na to - wiecej szczegolow we fragmencie dotyczacym plyty ''Goo'') czy czlonkowie Sonic Youth nie sluchali w tamtych czasach Can ! Pozniej aby bylo ciekawiej rytm i gitary znikaja, zostaje sam bas, perkusista bawi sie talerzami i kotlami...zespol jest jakby w dziwnym zawieszeniu...ale wszystko konczy sie szczesliwie bo rytm powraca i jest juz do konca :D ...Jesli lubicie poschizowana, plemienna, mlodziencza, wolna muzyke, ktorej nikt nie rozumie - polecam ! Jest to bowiem jednyna plyta tamtego, dzikiego Sonic Youth, o ktorej mozna powiedziec, ze jest calkiem sympatyczna.

Confusion is sex (1983)- subiektywnie i dla malo wytrwalych sluchaczy - */obiektywnie i dla sluchaczy, ktorym nojz, mrok i brud niestraszny - ****

1. She's In A Bad Mood 5:36
2. Protect Me You 5:28
3. Freezer Burn/I Wanna Be Your Dog 3:39
4. Shaking Hell 4:06
5. Inhuman 4:06
6. The World Looks Red 2:43
7. Confusion Is Next 3:28
8. Making The Nature Scene 3:01
9. Lee Is Free



Kim Gordon - voc, bas
Thurston Moore - voc, gitara
Lee Ranaldo - gitara, bas w ''Protect me you''
Bob Bert - bebny

Plyta zwykle okreslana jako ''straszna'', ''niesluchalna'', ''nudna'', ''monotonna'' itede. Ja osobiscie cenie ja, ale rzeczywiscie jest ona dosc radykalna brzmieniowa i wrecz kipiaca emocjami co sprawia, ze slucham jej bardzo rzadko. Juz pierwsze dzwieki pokazuja, ze jest to rzecz zupelnie inna niz debiutancka EP-ka. Jednakowoz utwor otwierany przez te dzwieki, zatytulowany ''(She is in) Bad mood'' moge okreslic jako wciagajacy, choc zdaje sobie sprawe, ze dla typowego sluchacza, ktory lubi Sonic Youth ze wzgledu na ''Dirty'' czy ''Goo'' moze byc on odstraszajacy - dziwny, drzacy i podskornie nerwowy rytm, wokal troche w stylu Malcolma Mooneya, a nawet cos z kosmicznej psychodelii Pink Floyd z okresu ''Ummagummy'' - chodzi mi dokladnie o wspomniany rytm, Bob Bert momentami gra prawie jak Nick Mason! Utwor ten trwa w sumie 5 i pol minuty, ale jest na tyle transowy, ze nie zauwazylbym roznicy gdyby trwal pol godziny :)
Drugi utwor zaczyna sie glebokim basem i gitara, ktora brzmi prawie jak wibrafon (mysle, ze sporo sluchaczy po pieciu minutach sluchania gitary grajacej w takich rejestrach moze dostac jakiegos nerwowego tiku), a Kim spiewa cicho i lagodnie. Klimat podkreslaja umiejetnie kotly. Gdzies pod koniec zaczyna sie krotka gitarowa solowka (? nie wiem czy solowka to dobre okreslenie), ktora brzmi niczym Velvet Underground z drugiej plyty. Z tej onirycznej kompozycji przechodzimy bezposrednio do coveru ''I wanna be your dog''. Zaczyna sie on jakimis kosmicznymi dzwiekami, a pozniej mamy po prostu cover The Stooges wykonany (i brzmiacy) dosc garazowo. Kim krzyczy tekst w sposob, ktory moglby wprawic Iggiego Popa w kompleksy, a gitarzysci szaleja. W sumie to chyba pierwszy raz gdy Sonic Youth tak bardzo zblizyl sie do punku. ''Shaking hell'' to emocjonalna recytacja na tle jednostajnego rytmu. W rytmice ''Inhuman'' slychac juz jakies zapowiedzi pozniejszej tworczosci Sonicow...natomiast gitarzysci probuja przebic samych siebie w dziedzinie muzycznego radykalizmu. W ''The World looks red'' pojawia sie niby-taneczny rytm. Rytm zdecydowanie tez dominuje w ''Making the nature scene'' - to kojarzy mi sie nawet z ''Yoo do right'' (choc jest znacznie krotsze). Konczacy plyte ''Lee is free'' to odjazd zupelny - brzmi jak nalozone na siebie odglosy wydawane przez dzwony, albo stare zegary.
Plyta dla jednych niesluchalna, dla innych kultowa. Jestem w stanie zrozumiec obie grupy 8)

Kill yr idols (1983) - ***1/2
sklad ten sam.

1. Protect Me You 5:28
2. Shaking Hell (LP) 4:06
3. Shaking Hell (live) 3:15
4. Kill Yr Idols 2:51
5. Brother James 3:17
6. Early American 6:07


EP-ka wydana pod koniec 1983. Oporcz dwoch znanych utworow i koncertowej (jeszcze straszniejszej niz studyjna) wersji jednego z nich mamy tez 3 premiery. Tytulowy utwor to garazowy rock, tyle, ze z kilkoma awanagardowo halasliwymi fragmentami, natomiast ''Brother James'' i ''Early American'' to typowe transy - pierwszy bardzo intensywny, drugi nieco lagodniejszy.

Bad moon rising (1985)- */**** (oceny nalezy odczytywac podobnie jak w przypadku poprzedniej plyty)

1. Intro 1:10 1:11
2. Brave Men Run (In My Family) 3:37
3. Society Is A Hole 5:57
4. I Love Her All The Time 7:28
5. Ghost Bitch 5:40
6. I'm Insane 4:07
7. Justice Is Might 4:21
8. Death Valley '69


sklad - bez zmian

Na poczatku jest lzej niz na poprzedniczce. ''Bad moon rising'' zaczyna sie dlugim i gitarowym intrem przechodzacym plynnie w ''Brave me run'' (zreszta duzo utworow na tej plycie jest ze soba polaczonych co sprawia, ze jest ona pierwszym prawdziwym monolitem w dorobku grupy). Gitara znacznie lagodniejsza niz na poprzedniej plycie, Kim spiewa emocjonalnie, ale unika krzyku, wlasciwie tylko bas brzmi mrocznie - w sumie jednak to taki troche rozmyty i malo konkretny utwor, ktory konczy sie zanim zacznie sie na dobre dziwna instrumentalna koda przechodzaca w ''Society is a hole'', opartym na pelzajacym basie i zabawie perkusisty z talerzami. Moore spiewa tu nieco zimnofalowo, ogolnie mimo braku jakis radykalnych rozwiazan muzycznych nie jest to zbyt wesola kompozycja...Kolejny utwor zaczna sie jakimis garazowovelvetundergroundowymi halasami, ale w pewnym momencie muzyka znika, by zostac zastapiona przez odglosy dzwonow przechodzace w jakis dziwny spowolniony muzyczny trip z gitarami, ktore brzmia miejscami niczym odglosy burzy. ''Halloween'' poznalem najpierw w wykonaniu Mudhoney - musze przyznac, ze tytul jest wyjatkowo trafiony, jak u Hitchocka zaczyna sie mrocznie, a potem napiecie jeszcze narasta. Muzyka jest zimna, a Kim udalo sie glosem oddac prawdziwa panike. ''Flowers'' to recytacja z oszczednym podkladem muzycznym. ''Ghost bitch'' to specyficzny utwor - przez pierwsze dwie minuty gitarzysci bawia sie halasem i kiedy sluchacz traci nadzieje, ze uslyszy w tym utworze bardziej poukladane dzwieki, Kim zaczyna recytowac tekst, zas perkusista wybija rytm, dla ktorego ispiracja bylo chyba brzmienie mlotow hutniczych (tylko gitarzysci wciaz graja to samo). Typowe dla tego zespolu. Dziwne industrialne dzwieki powracaja chwile pozniej w ''I'm insane''.
Strasznie nieprzyjemna plyta. Dobra ale nieprzyjemna. Schizofreniczna i przesiaknieta strachem przed czyms nieznanym...ale chyba niewartym poznania. Podobnie jak w przypadku poprzedniczki (a moze nawet bardziej) - cenie ale rzadko wracam.


EVOL (1986)- **** 1/2 (po prostu)

Lee Ranaldo – gitara, wokal
Kim Gordon – bas, wokal, gitara
Thurston Moore – gitary, wokal, moog
Steve Shelley – bebny

1. Tom Violence 3:05
2. Shadow Of A Doubt 3:32
3. Star Power 4:48
4. In The Kingdom #19 3:25
5. Green Light 3:46
6. Death To Our Friends 3:19
7. Secret Girl 2:54
8. Marilyn Moore 4:04
9. Expressway To Yr Skull 7:19

Kolejny maly kroczek na drodze Sonic Youth od niepohamowanego nojzu do finezyjnego i oryginalnego indie-rocka. ''EVOL'' jest ze wszystkich wczesnych plyt najbardziej senna plyta - jest to sporo czegos w rodzaju ich wlasnej odmiany psychodelii (chociazby spora czesc ''Expressway to Yr. Skull''), ale tez cos z klimatu starej zimnej fali, byc moze za nieco nienowoczesne brzmienie, szczegolnie bebnow. Inspiracja klimatami w rodzaju Joy Division jest szczegolnie widoczna w otwierajacym calosc ''Tom's Violence'' z powolna linia bebnow i basu - jest to oczywiscie
zimna fala zagrana na Sonicowa modle, o czym swiadczy instrumentalna wstawka w tym utworze. Zwraca uwage ''Shadow of a Doubt'' - szeptajaca Kim, delikatne dozowanie napiecia, kwintesencja psychodelicznosci tej plyty. ''Starpower'' momentami to mi sie nawet kojarzy z tym co u nas robili w tym czasie Sadowski z Madame - na poczatku jest nawet troche dynamiczne, pozniej jednak to sie rozmywa...Generalnie jednak cenie bardziej te plyte za klimat niz za utwory - choc nalezy docenic tez ''Expressway to Yr. Skull'' - 7-minutowe zamkniecie idealne i urocza miniaturke ''Secret Girl'' i bardziej eksperymentalne i nojzowe ''In the Kingdom #19'' oraz hipnotyczne "Marilyn Moore". Bardzo dobry album, kiedys go nie docenialem, ale jest bardzo wciagajacy, chyba idealny na obecna pore roku. Z plyt z ery ''przed Daydream Nation'' to zdecydowanie moja ulubiona.


Sister (1987)- **** i 1/2

1. Schizophrenia 4:38
2. (I Got A) Catholic Block 3:26
3. Beauty Lies In The Eye 2:19
4. Stereo Sanctity 3:50
5. Pipeline/Kill Time 4:35
6. Tuff Gnarl 3:14
7. Pacific Coast Highway 4:17
8. Hotwire My Heart 3:23
9. Kotton Krown 5:08
10. White Kross 2:58

Siegamy po kolejna plyte Sonic Youth, znajac ich poprzednie dokonania, patrzmy na okladke i widzimy, ze pierwszy utwor nosi tytul ''Schizofrenia''. Wrazliwych osob, ktore
wiedza czego mozna spodziewac sie po tym zespole tytul ten zapewne nie zacheca do sluchania tej plyty, ale gdy mimo wszystko wlozymy plyte te do odtwarzacza czeka nas zaskoczenie. Utwor zaczyna sie prostym, niespiesznym rytmem i typowo sonicowymi gitarami, ktore jednak nie brzmia bardzo surowo wczesniej.Dla mnie ''Sister'' bylo pierwsza plyta SY jaka uslyszalem, ale bylo to w czasach gdy jeszcze nie znalem sie na muzyce, bylem fanem Iron Maiden itd. - wydala mi sie wtedy w kazdym razie mocno sofciarska, po przesluchaniu kilku utworow stwierdzilem, ze brzmi to jak Myslovitz :lol: i moja znajomosc z tym zespolem na jakis czas ulegla zawieszeniu. Dzis zupelnie nie zgadzam sie z moja opinia z tamtych czasow, aczkolwiek musze przyznac, ze w porwnaniu z tym co zespol wyczycial na ''Confusion is sex'' i ''Bad moon rising'' plyta moze wydawac sie dosc pastelowa Mimo wszystko wciaz jest tu sporo dynosansow i fragmentow, ktore muzycznych konserwatystow moga przyprawic o zawrot glowy. Po spokojnej ''Shizophrenii'' (zwracaja w niej uwage powtarzajace sie pejzaze malowane przez gitary) mamy juz dynamiczniejszy ''(I got) Catholic Block'' - niby sa tu odjazdy, ale juz bardziej uporzadkowane, slychac, ze to juz nowozytne Sonic Youth, ktore nagralo ''Dirty'' i ''Goo''. Z dynamiczniejszych rzeczy zwraca tez uwage ''Hot wire my heart'' - cover Crime, jednej z pierwszych amerykanskich grup punkowych, kawalek fajnego rzezenia. Generalnie to na tej plycie narodzila sie filozofia grania, ktora sprawila, iz powstaly takie plyty jak ''Daydream Nation'' - udalo im sie wreszcie harmonijnie polaczyc rypanine, pociag uzywania gitar w niekonwencjonalny sposob z oszczednie dozowanymi ilosciami ladnych melodii i nieco bardziej przystepnym brzmieniem - choc wlasciwie ladnych melodii na tej plycie wciaz jeszcze jest jak na lekarstwo. Cecha wspolna wiekszosci utworow jest natomiast pewien odrealniony rodzaj pedu - pojawia sie on w ''Stereo Sancity'', we wspomnianym ''Catholic Block'', w ''White Cross'' - tworzy go mocny, nadajacy ton podklad perkusji i rozedrgana, powtarzajace sie dzwieki gitara. Rowniez ten element na dobre pozostanie w tworczosci tej grupy. Jest takze kilka momentow bedacych kontynuucja eksperymentalnego kierunku wczesnych plyt - jest to chociazby miniaturka ''Beuty lies in the eye'' - Kim mowiaca na tle otwartej formy muzycznej, albo ''Pacific...'' - Kim wypluwajaca tekst, rzezaca gitara (trudno nie zauwazyc wplywu Velvetow) i spokojna czesc srodkowa. Dosc eksperymentalny (glownie ze wzgledu na linie wokalna) jest tez zamykajacy calosc (nieobecny w wersji winylowej) ''Master-dik''.
Jesli komus spodoba sie ''Sister'' warto poznac tez plyte ''Hold that tiger'' - jest to znany fanom zespolu bootleg wydany w 1991 zawierajacy zapis koncertu z 1987 - material glownie z ''Sister'' i ''EVOL'' + uroczy secik coverow The Ramones na bis.



Daydream Nation (1988) - *****

1. Teen Age Riot 6:57
2. Silver Rocket 3:47
3. The Sprawl 7:42
4. 'Cross The Breeze 7:00
5. Eric's Trip 3:48
6. Total Trash 7:33
7. Hey Joni 4:23
8. Providence 2:41
9. Candle 4:58
10. Rain King 4:39
11. Kissability 3:08
12. Trilogy: 14:06
a) The Wonder
b) Hyperstation
z) Eliminator Jr.

Pierwsza plyta Sonic Youth jaka swiadomie poznalem :) . Chyba moja ulubiona (ale bardziej chyba nie ulubiona). Dlaczego chyba ? Mysle, ze dlatego, ze do dzis jej zupelnie (mimo wielu przesluchan) nie ogarnalem. Z tych najbardziej kultowych plyt Sonic Youth zawsze wydawala mi sie ona najbardziej organiczna i chyba tylko ''Teenage Riot'' umialbym zanucic pod nosem obudzony w srodku nocy :wink: . Pozostale utwory zlewaja mi sie w jedna calosc. Teoretycznie to jest wada, ale w tym wypadku to nawet zaleta...Chodzi o to, ze wklada sie te plyte do odtwarzacza i ma wrazenie dlugiej podrozy przez znane, ale jednak nie tak do konca znane tereny i za kazdym razem zwraca sie uwage na cos innego. Tak samo mam w przypadku suity Ultima Thule, tak samo przez dlugi czas mialem z Triodante. Mysle, ze jest to zaleta bardzo spojnej realizacji brzmieniowej, ale tez, ze w zasadzie zawsze slucham tej plyty w calosci. W kazdym razie ''Daydream nation'' ma tez inne zalety. Przede wszystkim to bogactwo - wszystkich zagrywek gitarowych, motywow, jakis dziwnych riffow, parti wokalnych malzenstwa. No i co chyba najwazniejsze - to tu Sonic Youth osiagnelo najidealniejsze proporcje miedzy nojzem, a lagodnoscia. Zdecydowanie nie bez powodu jest to w pewnych kregach kultowa plyta :) .
Polecam swoja droga wydnie deluxe. Mamy tam koncertowe wersje prawie wszystkich utworow + kilka coverow i posluchanie takiego np. ''Touch me, I am sick'' Mudhoney w wersji SY to ciekawe doswiadczenie. Swoja droga jest to tez dowod na zwiazek Sonic Youth i grunge - SY wydalo wspolnie z Mudhoney singla. Na str. A ''Touch me, I am sick'' w wersji SY, na stronie B ''Halloween'' SY w wersji Mudhoney. To drugie mozna znalezc na (kapitalnej swoja droga) skladance z wczesnymi singlami Mudhoney. O nagraniach koncertowych napisze gdy dokladniej poslucham. W kazdym razie polecam.

Goo (1990)- *****

1. Dirty Boots 5:28
2. Tunic (Song For Karen) 6:22
3. Mary-Christ 3:11
4. Kool Thing 4:06
5. Mote 7:37
6. My Friend Goo 2:19
7. Disappearer 5:08
8. Mildred Pierce 2:13
9. Cinderella's Big Score 5:54
10. Scooter & Jinx 1:06
11. Titanium Expose 6:24

DN otworzylo zdecydowanie zloty okres Sonicow, ktory trwal przez kilka lat i ktory objawil sie nagrywaniem swietnych plyt, wydawaniem zabojczych singli i podpisaniem umowy z Geffen. O ile to pierwsze zadowolilo sluchaczy, o tyle ten kontrakt nie wszyscy pochwalali...W kazdym razie ta (poprzednia i nastepna tez :D ) udowadnia, ze nawet jesli Sonic Youth to kiepski i przereklamowny zespol, ktory kreuje sie na undergroundowy, a podpisuje kontrakt z duza wytwornia (oczywiscie pisze to z przymuruzeniem oka :wink: ) to ma jedna rzecz, ktorej dziesiatki zespolow moga mu pozazdroscic. Chodzi mi o poczatki plyt - tutaj jest nim ''Dirty Boots''. Fascynujaca wciagajaca rzecz - na poczatek kilka dzwiekow gitary, potem jakis bas, zaczyna sie rytm - dziwny, taki motoryczny, ale jakby senny , tak jakbys wsiadl o piatej rano w pociag podmiejski i jechal nim do pracy, albo do szkoly nie do konca obudzony...wybaczcie dosc prozaiczne porownanie ale chyba dobrze oddaje ono istote tej kompozycji...i nagle BUM ! nie zauwazasz kiedy pociag nagle rozpedza sie, zaczynasz miec coraz lepszy kontakt z rzeczywistoscia i wszystkie barwy sie wyostrzaja...a po chwili wszystko wraca do normy. Ten senno-pociagowy klimat jest tez w nastepnym utworze ''Tunic'' i czesciowo w ''Kool Thing'' (choc ten drugi utwor jest namalowany bardziej ostrzejszymi barwami...chyba juz sie gubie w tych swoich metaforach :wink: ), natomiast w ''Mary-Christ'' jest bardziej rokendrolowo - Moore wesolo pokrzykuje tekst, muzyka tez jest znacznie zywasza. ''Mote'' zaczyna sie kompilacja roznych halasow, a potem jest nieco dziwne - z jednej strony przytlaczajace halasy w muzyce, a z drugiej ladgodny, spokojny i zmeczony wokal. I jeszcze ta koncowka - nasuwa mi sie tu okreslenie 'smutny nojz'. W sumie jednak podoba mi sie polaczenie tych elementow. ''My friend Goo'' tez jest obudzone na dobre - ciekawe maja te utwory blizsze typowego rocka ,niby wpadajce w ucho, ale kanciaste (ale dopiero w ''100 %'' z nastepnej plyty ten miks halasu, przebojowosci, kanciastosci, surowizny i rocka zostal doprowadzony do perfekcji). ''Disappearer'' jest z kolei melancholijne - jest w tym deszcz, mgla i jakis dziwny ped za czyms nieuchwytnym. ''Mildred Pierce'' - to z lekka porobana rzecz - najpierw gitarowe pasaze z powtarzajcych sie jednostajnie dzwiekow, potem nojz, krzyki, chaos i niespodziewany koniec - chyba juz wiem co inspirowalo Nirvane podczas nagrywania tych najbardziej halasliwych momentow ''In Utero''. W ''Cindarella's Big Score'' tez na poczatku mamy te charakterystyczne powtarzajce sie dzwieki, ale to jest juz normalny utwor, ktory w pewnym momencie eksploduje (te dramatyczne momenty gdy przechodza od spokojnego grania do czadu zawsze umiejetnie podkresla bebniarz) , by potem lekko popasc w psychodelie i przebudzic sie ponownie. Potem minutowa dawka halasu i ostatni, przyjemny utwor, w ktorym sonicowe malzenstwo ladnie dzieli sie partiami wokalnymi :)
Ogolnie jak widac jest to plyta, przy ktorej SY mialo bardzo duzy wysp pomyslow. Z drugiej jest spojna, choc nie tak jak jej poprzedniczka. Jednak w zasadzie nawet gdyby bylo na niej tylko ''Dirty Boots'', a reszta nagran bylaby kiepska - i tak postawilbym jej conajmniej 4 gwiazdki. A skoro pozostale utwory tez sa dobre to ostatecznie ma - nalezna jej lub nie - szosteczke.
Jest tez cos takiego jak ''Goo Demos'' - przez dlugi czas funkcjonujace jako wydawnictwo o ograniczonym nakladzie, dla fanow, kilka lat demo dolaczone do wersji deluxe reedycji plyty. Dosc ciekawa rzecz dla fanow - utwory sa bardziej brudne co czesto jest zaleta, a niekiedy nawet dluzsze (ukryte pod uroczym tytulem ''Blow job'' wczesne ''Mildred Pierce''). Slyszalem to, ale nie posiadam, wiec niestety nie napisze o tym szerzej. Szczegolnie intersujacy podczas tego jednorazowego sluchania wydal mi sie utwor ''Can song'' - tak, tak, z muzyki mozna wywnioskowac, ze gdy SY nagrywalo ten utwor inspirowalo sie TYM Can :D .

Dirty (1992)- **** 3/4

1. 100% 2:29
2. Swimsuit Issue 2:59
3. Theresa's Sound-World 5:28
4. Drunken Butterfly 3:04
5. Shoot 5:16
6. Wish Fulfillment 3:26
7. Sugar Kane 5:57
8. Orange Rolls, Angel's Spit 4:19
9. Youth Against Fascism 3:36
10. Nic Fit 0:59
11. On The Strip 5:42
12. Chapel Hill 4:47
13. Stalker (tylko na winylu) 2:58
14. JC 4:03
15. Purr 4:22
16. Creme Brulee

Trzecia genialna plyta . Szczerze mowiac pojecia nie mam za co odjalem to 1/4 gwiazdki :wink: . Po prostu plyta porusza mnie w calosci mniej niz poprzedniczki i nie umiem racjonalnie uzasadnic dlaczego. Roznica jest malutka, ale jest 8) .
Zanim przejde do omowienia zawartosc napisze pol zartem-pol serio, ze bardzo goraco polecam te plyte koledze Uldorowi :wink: . Dlaczego ? Ano, dlatego, iz po pierwsze Uldorowi (z tego co zauwazylem na rateyourmusic) bardzo podobalo sie ''Goo'' (choc zdecydowanie ''Dirty'' jest daleki od bycia kontynuuacja ''Goo''). Po drugie w utworze ''Youth against fascism'' udziela sie gitarowo (tzn. na okladce jest wymieniony jako ''xtra guitar'' , cokolwiek by to mialo znaczyc) niejaki Ian MacKaye, natomiast jego mlodszy brat Andy skomponowal utwor ''Nic Fit'' (konkretnie pochodzi on z repertuaru jego hardcorowej grupy, ktora dzialala w latach 80 i ktorej nazwy nie pomne). No i co najwazniejsze jest to dobra, udana plyta. W zasadzie juz jej poczatek jest zabojczy - w ''100 %'' jedna gitara generuje dziwne dzwieki, druga gra rytmicznie, perkusista wybija prosty i motoryczny rytm, a na to wszystko nalozona jest melodyjna i teoretycznie nie pasujaca do reszty linia wokalna Moore'a. Gdy pierwszy raz to uslyszalem to mi sie mimowolnie skojarzylo z ''In Utero'' i w sumie do dzis gdy slysze ''Serve the servants'' to mi sie to tak kojrzy - kolejna nic laczaca SY i grunge. Zreszta ta plyta do dzis jest okreslana jako najbardziej grungowa z dorobku Sonic Youth - faktem jest, ze brzmi mocniej i bardziej konkretnie, a takze szorstko niz poprzednia (w koncu to Butch Vig krecil galkami w studiu). Sam utwor jest dedykowany zastrzelonymi w dziwnych okolicznosciach bylemu technicznemu Black Flag - nazywal sie on bodajze Joe Cole, zreszta jemu jest tez poswiecony ''JC'' - luzny rytm perkusji i bardzo kobiecy wokal tonacy w morzu gitarowego halasu (czyli w sumie nic nowego). Wspomniane ''Nic Fit'' to chyba raczej symboliczny hold SY dla sceny hardcore niz prawdziwy utwor - trwa ledwo minute i brzmi jakby pochodzil z amatorskiej demowki jakiejs garazowej kapeli - oryginalna muzyczna stylizacja. Co do singlowych utworow to oprocz ''100 %'' jest jeszcze wspomniane ''Youth against fascism'' - rzeczywiscie w gitarze jest cos co kojarzy sie z Fugazi, a poza tym to swietna i chyba idealna na singiel, chwytliwa piosenka - ''Drunken Butterfly'' - zawsze gdy slysze, jak Kim spiewa tu proste i czesto spotykane w piosenkach :wink: slowa ''I love you'' to az ciarki po plecach przechodza i przypomina mi sie co Captain Beefheart mowil o graniu na gitarze tzn. ze trzeba grac jak tonacy czlowiek, ktory rozpaczliwie probuje doplynac do brzegu. Kim tak tu spiewa. Jest jeszcze ''Sugar Kane'' - jak na ich standarty ladna piosenka, w ucho bardzo wpada prosty i powtarzajcy sie wielkrotnie motyw gitary, a z drugiej chwytliwy (choc nie brzmiacy zbyt wesolo) refren. Z rzeczy pozasinglowych mi sie zawsze podobalo ''Theresa's Sound-world'', nby spokojna piosenka, ale z muzycznym drugim dnem - zaczyna sie spokojna gitara i prawie recytowanym wokalem, a pozniej napiecie narasta i robi sie bardziej halasliwie i bardzo psychodelicznie, by po pewnym czasie calosc wrocila do punktu wyjscia. I jeszcze ''Orange, rolls, angel's spit'' - zawsze gdy tego slucham na wiezy i w poblizu jest moj piecioletni brat to przy fragmencie, w ktorym Kim nuci pod nosem ''na nanana la lalala'' stwierdza on, iz kojarzy mu sie to z piosenka z ''Muminkow'' :D .
Surowa, zagrana swobodnie (mam wrazenie, ze duzo fragmentow nagrano bylo na setke, a pozniej dopiero dograno pewne szczegoly np. halosliwe gitary czy goscinna xtra gitarowa robota MacKaya) plyta, ktora jest jednym ze sztandarowych dowodow na to w jak dobrej formie byla muzyka rockowa na poczatku lat 90.

Experimental Jet Set, Trash and No Star (1994)

1. Winner's Blues 2:07
2. Bull In The Heather 3:04
3. Starfield Road 2:15
4. Skink 4:12
5. Screaming Skull 2:39
6. Self-Obsessed And Sexxee 4:30
7. Bone 3:58
8. Androgynous Mind 3:30
9. Quest For The Cup 2:30
10. Waist 2:49
11. Doctor's Orders 4:20
12. Tokyo Eye 3:54
13. In The Mind Of The Bourgeois Reader 2:33
14. Sweet Shine 5:22

Washing Machine - **** (1995) - Kim mowila w jakims wywiadzie, ze w pewnym momencie chcieli byc radykalni i zmienic nazwe Sonic Youth na Washing Machine...zabraklo im odwagi. Wyobrazacie sobie co by bylo gdyby pewnego dnia Elrond wpadl na pomysl aby zmienic nazwe ''Armia'' na ''Pralka'' ? :D

1. Becuz 4:43
2. Junkie's Promise 4:02
3. Saucer-Like 4:25
4. Washing Machine 9:33
5. Unwind 6:02
6. Little Trouble Girl 4:29
7. No Queen Blues 4:35
8. Panty Lies 4:15
9. 2:49
10. Skip Tracer 3:48
11. The Diamond Sea 19:35


A Thousand Leaves (1998)

1. Contre Le Sexisme 3:55
2. Sunday 4:52
3. Female Mechanic Now On Duty 7:43
4. Wildflower Soul 9:04
5. Hoarfrost 5:01
6. French Tickler 4:52
7. Hits Of Sunshine (for Allen Ginsberg) 11:05
8. Karen Koltrane 9:20
9. The Ineffable Me 5:21
10. Snare, Girl 6:38
11. Heather Angel 6:09


NYC Ghosts & Flowers (2000)

1. Contre Le Sexisme 3:55
2. Sunday 4:52
3. Female Mechanic Now On Duty 7:43
4. Wildflower Soul 9:04
5. Hoarfrost 5:01
6. French Tickler 4:52
7. Hits Of Sunshine (for Allen Ginsberg) 11:05
8. Karen Koltrane 9:20
9. The Ineffable Me 5:21
10. Snare, Girl 6:38
11. Heather Angel 6:09


Murray Street (2002)

1. The Empty Page 4:20
2. Disconnection Notice 6:24
3. Rain On Tin 7:55
4. Karen Revisited 11:10
5. Radical Adults Lick Godhead Style 4:27
6. Plastic Sun 2:14
7. Sympathy For The Strawberry 9:07

Sonic Nurse (2004)- ****

1. Pattern Recognition 6:33
2. Unmade Bed 3:53
3. Dripping Dream 7:46
4. Kim Gordon and the Arthur Doyle Hand Cream 4:51
5. Stones 7:06
6. Dude Ranch Nurse 5:44
7. New Hampshire 5:12
8. Paper Cup Exit 5:55
9. I Love You Golden Blue 7:02
10. Peace Attack

Rather Ripped (2006)

1. Reena 3:47
2. Incinerate 4:55
3. Do You Believe in Rapture? 3:11
4. Sleepin Around 3:42
5. What a Waste 3:33
6. Jams Run Free 3:52
7. Rats 4:24
8. Turquoise Boy 6:14
9. Lights Out 3:32
10. The Neutral 4:09
11. Pink Steam 6:58
12. Or

The Eternal (2009) - osobiscie nie znam, ale ponoc dobra jest ! :)

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Ostatnio zmieniony wt, 03 listopada 2009 17:22:32 przez Prazeodym, łącznie zmieniany 7 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 22 lipca 2009 22:40:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
na sam początek tylko nadmienię, że w czasie studiów młodsi studenci nazywali mnie "kim gordon". O tej ksywce dowiedziałam się, jak już skończyłam studia i w sumie nie wiedziałam czy się cieszyć. bo ona to urodą raczej nie grzeszy :| :wink:

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 22 lipca 2009 23:26:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 21 lutego 2007 22:27:13
Posty: 904
Skąd: Warszawa
ale grzeszyła większą kole 91 roku :wink:

Sonic'a poznalem za sprawą Nirvany i ich koneksji.Muszę Sobie przypomnieć tę kapelę,by napisać więcej i sensowniej.Dodam tylko ciekawostkę,że to własnie Kim i Thurston zabrali szefa DGC na koncert Nirvany gdzie ten zafascynowany dał im kontrakt na Nevermind :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 23 lipca 2009 06:52:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13219
Skąd: nieruchome Piaski
Gwoli ścisłości: utwór "Nic Fit" jest kawałkiem zespołu The Untouchables, w którym udzielał się Alec MacKaye.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 23 lipca 2009 22:08:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
Given to fly pisze:
ale grzeszyła większą kole 91 roku



taaaak, tu wygląda całkiem nieźle :wink:

Obrazek

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 lipca 2009 15:27:28 

Rejestracja:
pn, 10 października 2005 20:13:27
Posty: 36
Kim jest Piekną Kobieta i gra na basie !!! Super


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 26 lipca 2009 18:21:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 19865
myślę, że zgodziłbym się z twierdzeniem, że jest w równym stopniu piękną kobietą, jak wybitną basistką :D

do rzeczy:

Dla mnie istnieją w zasadzie dwie (a tak naprawdę półtora, o czym za chwilę) płyty Sonic Youth.

Pierwsza to "Goo" (pozdrowienia dla firmy Digi), zdaje się, że to był pierwszy zespół zagraniczny z kobiecym wokalem, jakiego słuchałem. Z tej kasety, bo na takim nośniku najwięcej tego słuchałem, największe wrażenie robiło na mnie Tunic i Mote, podobał mi się początek Dirty boots, pozostałe dwie rzeczy z pierwszej strony to były dla mnie raczej bardzo fajne, ale jednak wypełniacze między tymi kawałkami, które mnie wówczas elektryzowały. Później trzeba było zmienić stronę i tu coś się psuło. My friend goo jeszcze mi podchodziło, ale dalszego ciągu w zasadzie w ogóle niespecjalnie miałem ochotę słuchać i chyba tylko dwa razy mi się to udało. Tak więc strona A *****, a strona B **1/2

Druga to "Dirty". Tym razem kaseta Taktu. Na tej płycie Kim Gordon ma najbardziej erotyczny głos ze wszystkich znanych mi wokalistek. A cała płyta ma wspaniały klimat, z jednej strony czasem jazgotliwy, a z drugiej senny i uspokajający. Moje ulubione kawąłki z tego materiału to "Chapel Hill" i "Orange roll angel spit". Ale wszystkie inne też są dla mnie niesamowite. To jest ****** !

wcześniejsze płyty mnie niespecjalnie porwały, późniejsze również. Wyjątek to obydwie ballady z "Sonic nurse" z naciskiem na "Dude ranch nurse". Wielu rzeczy nie słyszałem, ale jakoś nigdy nie miałem ochoty tych zaległości nadrabiać.

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 03 sierpnia 2009 10:41:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20836
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Brawa za założenie tematu! :D
Nadejdzie czas, że wpiszę się tu konkretniej... Dziś tylko powiem że najbardziej znam i lubię serię Sister-Daydream-Goo-Dirty.
Dożyłem zatem tematu o Sonicach. :D Jeszcze tylko Bowie, Pumpkins i Alice. :wink:
(tudzież Smiths i Pixies)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 03 sierpnia 2009 16:04:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Peregrin Took pisze:
Pixies
A wiesz, że chodzi mi po głowie?

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 sierpnia 2009 14:29:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20836
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
21.10, Berlin. Bilet: 229 PLN.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 sierpnia 2009 15:09:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13219
Skąd: nieruchome Piaski
Przy całym szacunku dla kapeli (wynikającym z sentymentu do "Dirty"): ta cena jest większym dowodem na zerwanie z tzw. etosem sceny niezależnej niż podpisanie swego czasu kontraktu z firmą Geffena :roll:

Dziękuję, postoję. Kryzys kryzysem, ale ja już wolę akcję 5 USD za bilet, którą praktykowało FUGAZI.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 sierpnia 2009 15:23:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 3342
Cytat:
21.10, Berlin. Bilet: 229 PLN.

Prawdopodobnie (jakies 70 %) bede.
Dwie ostatnie setlisty z koncertow w Japonii.
9 sierpnia - Tokio
Cytat:

1. Sacred Trickster
2. No Way
3. Calming The Snake
4. Stereo Sanctity
5. Hey Joni
6. Poison Arrow
7. Anti-Orgasm
8. Antenna Play
9. Leaky Lifeboat
10. What We Know
11. Massage the History
12. Death Valley '69


7 sierpnia - Osaka
Cytat:

1. No Way
2. Sacred Trickster
3. Calming the Snake
4. Hey Joni
5. Anti-Orgasm
6. Poison Arrow
7. Antenna
8. Leaky Lifeboat
9. What We Know
10. Massage the History
11. The Sprawl
12. Cross the Breeze

Pozostaje miec nadzieje, iz do pazdziernika zdazy cos jeszcze przybyc do setlisty.
Cytat:
Jeszcze tylko Bowie, Pumpkins i Alice. Wink

Mi sie dodatkowo marzy zbiorczy watek o Talking Heads, Davidzie Byrne, Tom Tom Club i The Heads :wink:

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 sierpnia 2009 08:17:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 19865
może i bilety drogie, ale z teledysku do "Sacred trickster" widać, ze zespół wciąż ceni sobie Che Guevarę i towarzysza Mao, więc myślę Miki, że powinieneś przeprosić za swoje krzywdzące, niesprawiedliwe i - rzekłbym nawet - nikczemne słowa :?

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 sierpnia 2009 08:45:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20836
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Cena biletu znacznie dała po głowie moim szansom wyskoczenia do Berlina...

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 26 sierpnia 2009 16:28:39 

Rejestracja:
pn, 10 października 2005 20:13:27
Posty: 36
Ja sie wybieram do Berlina na koncert raz juz ich widzałem własnie w Berlinie i było zajebiscie


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group