Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest czw, 30 czerwca 2022 00:59:01

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 14 września 2012 08:53:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
pilot kameleon pisze:
Bozzio. Kurde, mam do niego taki ambiwalentny stosunek...


elrond pisze:
..a czemu ?


Nie ufam ludziom, którzy grają na takich zestawach perkusyjnych:
Obrazek

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 14 września 2012 10:36:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 15:46:47
Posty: 20435
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Chłopaki! Złapcie nie chwilę oddech i zróbcie sobie małą przerwę w tym potoku wypowiedzi, bo ja się muszę odnieść!

O do tego się muszę odnieść:
Pietruszka pisze:
Zappa niejedno ma oblicze! Związane to jest z jego inteligencją, talentem i długością kariery. Widać jak na dłoni jego metamorfozę z artysty typowo wodewilowego w stronę muzyka z zacięciem kompozytorskim jako takim, gdzie muzyka jest wartością samą w sobie, a nie nośnikiem dla burleski, satyry, wygłupu, kpiny i cipki - by wpisać się w konwencję.


Wszystko co tu napisałeś to oczywiście prawda. Rzecz w tym, że troszkę za dużym uogólnieniem pojechałeś zapominając, że dyskutujemy przecież o konkretnej płycie. O "Freak Out". I o ile rzeczywiście Franek niejedno miał oblicze i był artystą, który przeszedł niemałą ewolucję, to jednak aspekt prześmiewczy (czy jak wolisz "wodewilowy") jest na tej płycie (i przynajmniej na dwóch kolejnych też) pierwiastkiem bardzo istotnym, by nie rzec podstawowym. Analizowanie tej najwczesniejszej twórczości Zappy w oderwaniu od tego elementu i skupianie się jedynie na kompozycji utworów, umiejętnościach technicznych muzyków, czy realizacji brzmienia, przypomina mi oglądanie obrazów impresjonistów przez lupę z odległości 10 cm i kontemplowanie pojedynczych pociągnięć pędzla - niby można zobaczyć kolory i przekonać się, że farba dobrze rozrobiona, ale całego obrazu się nie ujrzy.

Pietruszka pisze:
W Stanach tego typu jarmarczne wygłupy były bardzo popularne.


Owszem. Zresztą nie tylko w Stanach. Zresztą nikt tu nie twierdzi, że Zappa jest wynalazcą parodii jako takiej, ale...

Pietruszka pisze:
Frank przeniósł je na grunt muzyki rockowej.


I w tym rzecz.

Pietruszka pisze:
Dlatego rozumiem Pilota i jego może nawet "zmęczenie" tą obcą nam konwencją, co przy jego naturalnych, wydaje mi się skłonnościach, powoduje, że stara się znaleźć rzeczy bardziej uniwersalne w muzyce Zappy.


I bardzo dobrze. W końcu gdyby pilot ograniczył swoją recenzję do stwierdzenia, że "Freak Out" to płyta prześmiewcza, to była by ona (recenzja, nie płyta) mało warta. Natomiast nie można przykładać uniwersalnych wartości do wszystkich dzieł sztuki, zapominając o tym w jakiej mieszczą się one konwencji, bo w przeciwnym wypadku zaczniemy narzekać na brak perspektywy wytycznonej wg klasycznych zasad u kubistów, i załamywać ręce nad brakiem pogłębionej na wzór bergmanowski psychologii bohaterów w komediach Bareji. ;)

_________________
Zespół DNA nie ściga się z żadnymi szczurami ani nimi nie jest!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 14 września 2012 23:23:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 21:04:57
Posty: 13857
Skąd: ze wsi
Pet pisze:
Analizowanie tej najwczesniejszej twórczości Zappy w oderwaniu od tego elementu i skupianie się jedynie na kompozycji utworów, umiejętnościach technicznych muzyków, czy realizacji brzmienia, przypomina mi oglądanie obrazów impresjonistów przez lupę z odległości 10 cm i kontemplowanie pojedynczych pociągnięć pędzla - niby można zobaczyć kolory i przekonać się, że farba dobrze rozrobiona, ale całego obrazu się nie ujrzy.

No ale ktoś się tu tak "jedynie skupia? Bo ja nie zauważyłem tego.
Wiesz, część twórczości Franka nadaje się do analizy dokładnie tak samo, jak jego ulubione chyba zagajenie do dziewczyn w studio: "Hej! pokaż cycki!"

Pet pisze:
Zresztą nikt tu nie twierdzi, że Zappa jest wynalazcą parodii jako takiej, ale...

i nikt nie twierdzi, że ktoś tak twierdzi...
Pet pisze:
I w tym rzecz.

no własnie, w tym rzecz... dla mnie w Zappie ściera się jego głupkowatość z jego artyzmem... taki był.... takie jest dobrodziejstwo tego inwentarza.... być może nawet może było tak, że bez jego poczucia humoru ( :roll: ) nie istniałby jego specyficzny styl gry na gitarze? :?:
Pet pisze:
Natomiast nie można przykładać uniwersalnych wartości do wszystkich dzieł sztuki, zapominając o tym w jakiej mieszczą się one konwencji, bo w przeciwnym wypadku zaczniemy narzekać na brak perspektywy wytycznonej wg klasycznych zasad u kubistów, i załamywać ręce nad brakiem pogłębionej na wzór bergmanowski psychologii bohaterów w komediach Bareji.

a z tym to ja się nie zgadzam... :D
bo dzieło sztuki właśnie rozpoczyna się tam, gdzie konwencja kończy

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 17 września 2012 22:44:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Obrazek

Frank Zappa, Absolutely Free (1967)
Przejdźmy nieśmiało jedną płytę dalej. Tak luźno, na szybko i bez spinki. Już trochę o tym co prawda było, ale przeżyjmy to jeszcze raz.
Moim zdaniem wiele się zmieniło, choć kompozycje na "dwójkę" były komponowane podobno w tym samym czasie co te na "jedynkę". Dodam, że wiele zmieniło się na plus. Oczywiście zwała wypełnia płytę w całości, to jednak tym razem Zappa dał kolegom z zespołu znacznie więcej miejsca na pogranie. Tzn. dał je również sobie. To tutaj zaczynają się smakowite fragmenty instrumentalne, czuć już wyraźnie wątek jazzrockowy. Muzyka zdecydowanie wyrosła i straciła swój wyraźnie "szejdziesionowaty" posmak, który tak bardzo był wyczuwalny na debiucie. Niby tamten duch jest obecny, ale jakby forma była nieco inna. To przede wszystkim rozróżnia te płyty.
Otworzyła się też rura z napisem: "przebojowość". Pełna zapamiętywalność najczęściej idąca w parze z hiciorskim zadziorem ("Plastic People", "Big Leg Emma", "Uncle Bernie's Farm"). Po każdym odsłuchu nie mogę się uwolnić od tych melodii. Dalej wyczuwam również większą spójność niż na "Freak Out". Pewnie z powodu mniejszej ilości materiału oraz płynności, jaka łączy większość kompozycji na płycie. Wszystko płynie, często łączy się większe całostki, jak wspomniany już kiedyś przeze mnie tryptyk "Call Any Vegetable", "Invocation & Ritual Dance Of The Young Pumpkin" i "Soft-Sell Conclusion". Bardziej smakowicie rozłożone są awangardowe fragmenty ("Amnesia Vivace", "America Drinks"). I takie ich ulokowanie sprawia, że przejście do kolejnych dwóch płyt powinno być dla słuchacza łatwiejsze. Dla mnie w tym momencie "Absolutely Free" to total.

Ocena: *****
(a co tam, neoficie wolne)

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 września 2012 16:28:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27467
Dla mnie na tej płycie jest sporo świetnych fragmentów, ale chwilami trochę za dużo zamieszania. Wiem, może to dziwić, jeśli ma się na uwadze moją wysoką ocenę następnej płyty, ale trochę męczą mnie ciągłe przewrotki - głównie chodzi o drugą stronę.
Natomiast jeśli chodzi o bonusy, to nie kumam numeru "Big Leg Emma", że Zappa jeszcze do tego wracał. Kręci mnie za to "Why Don'tcha Do Me Right?" :) .

Ale to takie uwagi ad hoc, więcej napiszę jak sobie posłucham. No i tak czy inaczej, ale dla mnie więcej niż ****. Zwłaszcza pierwsza strona :P .

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 września 2012 09:18:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
antiwitek pisze:
Natomiast jeśli chodzi o bonusy, to nie kumam numeru "Big Leg Emma", że Zappa jeszcze do tego wracał. Kręci mnie za to "Why Don'tcha Do Me Right?"

Jakby je usunąć (co ponoć wielu postulowało przy okazji nowych reedycji), to była by esencja maksymalna, choć samym utworom oczywiście nic nie brakuje. Moim zdaniem oczywiście.


antiwitek pisze:
Dla mnie na tej płycie jest sporo świetnych fragmentów, ale chwilami trochę za dużo zamieszania. Wiem, może to dziwić, jeśli ma się na uwadze moją wysoką ocenę następnej płyty, ale trochę męczą mnie ciągłe przewrotki - głównie chodzi o drugą stronę.

Jest tam jakiś bałagan, zamieszanie, to prawda. Ale ono chyba inny charakter ma niż na "We're..." nie? ;)

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 20 września 2012 23:49:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Obrazek
Frank Zappa, We're Only In It For The Money (1968)

Luźnego pisania ciąg dalszy. Na szybko porządkuję myśli, bo trzeba ugniatać ciasto dalej. Płyty czekają.
W nowej serii wydawniczej płyta ta oznaczona jest numerem 4. Gdzieś pojawia się napis "Is This Phase One Of Lumpy Gravy?". Zatem łączą się, gdyż na "Lumpy Gravy" jest podobne nawiązanie do "We're...". Późniejsze archiwalia z tego okresu również połączono na jednym wydawnictwie. "Lumpy" będzie następne, bo to raczej całkowite zdemontowanie tego, co... już na "We're..." jest pieczołowicie rozwalane na kawałki.
Pisałem już o tym, że ten album wydaje się kumulacją dotychczasowego dorobku MoI. Po zagospodarowaniu terenu Zappa bardzo precyzyjnie tnie go na kawałki. Przebojowość moim zdaniem wzrasta, ale zostaje poddana ciekawemu zabiegowi: bardzo szybko się kończy. Patenty wszelakie nęcą, by po chwili przeobrazić się w coś innego. I tak bez przerwy, z olbrzymią prędkością, całkowitym polotem i wszechobecnym zadziorem. Pozorny bałagan jest zasadą porządkującą to dzieło. Podczas odsłuchu uśmiech nie schodzi mi z gęby. Oczywiście dostaje się wszystkim, a najbardziej hipisom (?). Dobrze im tak.
Album nawiązuje okładką* do bitelsowskiego "Sgt. Peppera"**. Zarówno okładką, jak i samym finiszem na fortepian (tutaj troszkę pokombinowano, ale nić łącząca oba albumy została uwypuklona). Ta płyta to niezwykle intertekstualne dzieło, które czerpie ze wszelkich możliwych źródeł. Muzyka popularna, powaga, jazzowe historie. Ciekawe są też zabawy studyjne (czyżby znów Bitle?). Są szejdziesionowate wielogłosy, które szarpią mnie za serce (znów Bitle?). To wszystko tu jest, ale jak wspomniałem zostało to poddane cudownemu procesowi zmiksowania. Elementy układanki łączy coś na kształt słuchowiska. To prawda, te zabiegi już miały miejsce, ale tutaj następuje ich kulminacja. Również materia muzyczna tworzy pewnego rodzaju kłębowisko. Pewne frazy i tematy muzyczne wracają w kilku miejscach. Robi się sieć wewnętrznych powiązań, dzieło współczesnej kultury, choć nie kompilacyjne, bo Zappa wszystko przetrawił i wyrzygał. A zrobił to tak urokliwie, że mnie się te rzygi podobają. Naturalizm w porównaniach wydaje mi się jak najbardziej na miejscu. Tu nie ma litości.

Ciekawy moment: Pierwszy utwór na wysokości 1:13 (przypominam: "Are You Hung Up?") brzmi jak QOTSA. :)

Ocena: *****
Bez taryfy ulgowej, choć muszę powiedzieć, że dzieło powyższe musi trafić w moment. Mi zajęło to kilka lat. Jezu, jak się cieszę. Rada: nie weszło do tej pory? Próbuj, a uda się. Próbuj, bo warto.


* [Przypis pierwszy] Obrazek

** Uderza w Bitli, ale raczej nie osobiście, tylko na zasadzie uderzenia w ikonę, dzieło epokowe, całkowicie rozpoznawalne, wzorzec.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 21 września 2012 00:01:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27467
pilot kameleon pisze:
Ocena: *****


Pilot przepadł z kretesem :D . Ale w naszych wpisach na temat tej płyty jest tyle zbieżności, że będę musiał pogrzebać w swoim i wydać reedycje. Soon :) .

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 21 września 2012 00:12:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
antiwitek pisze:
Ale w naszych wpisach na temat tej płyty jest tyle zbieżności, że będę musiał pogrzebać w swoim i wydać reedycje. Soon

Czekam niecierpliwie!

Dodam tylko jeszcze jedno: "We're..." słuchałem swego czasu z Basikiem, który stał się po prostu moim przewodnikiem po tym dziele. W jakiś sposób rozmowa doprowadziła mnie do tego miejsca, w którym obecnie jestem. A i dzieło na tyle skomplikowane i trudne, że nie trzeba się bać pomocnej ręki. Bo bardziej niż odczucie liczy się tu zrozumienie. Cała inicjacja była bardziej jak poważny wstęp badacza do książki (przypisy, aparat krytyczny, bibliografia, autografy, odpisy, edycje) niż elementarz. Niemniej jednak ja byłem wielce zainteresowany tym tematem. Chciałem.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 21 września 2012 08:42:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 15:46:47
Posty: 20435
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
pilot kameleon pisze:
Rada: nie weszło do tej pory? Próbuj, a uda się. Próbuj, bo warto.



Rada dla mnie. Biorę sobie do serca. Mnie "We're..." przymuliło tym swoim kalejdoskopwym charakterem. Tzn doceniam smaczki, niekóre nawet znajduję znakomitymi, ale tempo w jakim to wszystko przeltuje przez uszy raczej mnie męczy niż olśniewa. No i ja raczej nie przepadam za minitaurami w sztuce (i to nie tylko w muzyce, ale także malarstwie). Jako przerywnik, albo urozmaicenie? OK, może być. Ale jako danie główne, to jednak nie. Mój problem z ta płytą polega właśnie na tym, że ja te utwory odbieram jak zlepek miniatur. Każda cieszy, każda bawi, każda wiele obiecuje, ale jest za mała, żeby dostarczyć satysfakcji i tak jak nie potrafię najeść się do syta finger foodami, tak nie potrafię poczuć pełnego zadowolenia po wysłuchaniu tej płyty. Kiedyś dałem jej * * * i póki co tej oceny będe się trzymał, ale jak mówię: za radą pilota zamierzam dać jej kolejną sznasę.

Howgh!

_________________
Zespół DNA nie ściga się z żadnymi szczurami ani nimi nie jest!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 21 września 2012 23:13:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27467
pilot kameleon pisze:
Czekam niecierpliwie!


Voila! :)


Banałem jest stwierdzenie, że Zappa, jako muzyk, musiał mieć bardzo wyczulone ucho. Jego płyty pokazują jednak, że interesowała go nie tylko muzyka, i nie tylko taka, która mu imponowała, ale też po prostu rozmaite dźwięki: od tych związanych z życiem codziennym, miejskim, społecznym, do tych, które buzują w radiu czy telewizji , rozmaitych, powiedzmy, dźwięków kultury masowej. I co on z nimi robił? Oczywiście często wykoślawiał i obśmiewał! Ale też trzeba powiedzieć, że się nimi bawił, a za tym musi kryć się jakaś sympatia.

Zabawa… Dziwna rzecz, dzieci potrafią zapamiętać się w zabawie, podczas zabawy powstają i znikają całe światy, w zabawie wyobraźnia filtruje rozmaite elementy rzeczywistości, łączy je, nieraz w sposób zgoła nieoczekiwany. Jeśli dorosły wciąż potrafi się bawić, jeśli umie wchodzić na ten wyższy tryb pracy wyobraźni – zabawy z rzeczywistością, to chyba ma duże szanse, żeby zostać artystą. Jeśli tylko znajdzie sobie jakieś narzędzia, by te swoje wewnętrzne harce móc pokazać innym. Zappa był tu dość śmiałym wynalazcą, bo swoje wizje zawierał nie tylko w samej muzyce, jak to muzycy, którym Bóg dał talent, zwykli robić, ale też – jak na „We’re Only In It For The Money” – używał, z pasją w oczach jak sądzę (by nie powiedzieć „z obłędem”) możliwości studia nagraniowego, by , z ogromnym nakładem pracy, składać rozmaite elementy, budować formę nieoczekiwaną, żywą i niepokojąco dadaistyczną. A że zwykle świetną zabawą, choć niezbyt elegancką, jest naśladowanie, odgrywanie i przedrzeźnianie innych, to też trzecia płyta Mothers Of Invention jest jaka jest.

Obrazek

Wydaje mi się, że odbiór „We’re Only In It For The Money” może zakłócać to, że Zappa połączył na tej płycie dwa światy, między którymi rzadko panuje zgoda: pop i awangardę. Z jednej strony ścinki piosenek folkowych (w duchu amerykańskim of course), psychodelicznych i rock and rollowych, a z drugiej jakieś dziwne dźwięki i kolaże, które niekiedy kojarzą mi się z animowanymi fragmentami odcinków cyrku Monthy Pythona. Ale to jeszcze nic, bo poważniejszą, jak uważam, kwestią jest to, że Zappa elementy popu uczynił częścią awangardowej całości, chwytliwe kawałki pociął i posklejał z nich (nie tylko oczywiście) formę, która nie jest do końca miła dla ucha, w której nie ma tradycyjnej, formalnej harmonii, bo wszystko awangardowo idzie do przodu, atakuje, zmienia się, gryzie, i nie wiadomo co usłyszymy za chwilę.

I dziwna rzecz: ta, jak się uważa, jadowita płyta po latach okazuje się być , po pierwsze, ciekawym dokumentem epoki, wyrazistszym w niektórych kwestiach niż sam sierżant Pieprz. A do tego, to po drugie, wspomniany jad przez ostatnie 40 lat albo zwie3ał, albo tak naprawdę nigdy nie był trujący, bo specyficzna narracja Zappy, owszem, obfituje w momenty, które są zabawne, gdzie tekst nie zna litości, ale czy ten śmiech rzeczywiście jest złośliwy? Zwłaszcza, że z tła przebija szczypta nostalgii czy nawet pogodnej melancholii, otulona przyjemnymi brzmieniami niektórych instrumentów. A kiedy obok pojawi się nieco elegijny fragmencik z orkiestrą, dziwne głosy zaszeleszczą w dziwnej przestrzeni, a inne dźwięki będą w niej wybrzmiewać, to można przypomnieć sobie, że życie tak naprawdę jest zagadką i tajemnicą. I chyba dlatego tak bardzo lubię tę płytę :) . Mimo, że przecież nie wracam do niej za często - nie wiem czy słyszałem ja więcej niż 20 razy (dziś dwa!). Ale lubię to, że jest - to mi czasem wystarcza.

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 września 2012 13:06:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Obrazek
Frank Zappa - Lumpy Gravy [1968]

Na początek kilka cytatów:
pilot kameleon pisze:
W nowej serii wydawniczej płyta ta oznaczona jest numerem 4. Gdzieś pojawia się napis "Is This Phase One Of Lumpy Gravy?". Zatem łączą się, gdyż na "Lumpy Gravy" jest podobne nawiązanie do "We're...". Późniejsze archiwalia z tego okresu również połączono na jednym wydawnictwie. "Lumpy" będzie następne, bo to raczej całkowite zdemontowanie tego, co... już na "We're..." jest pieczołowicie rozwalane na kawałki.


Teraz trochę cytatów na temat "We’re Only In It For The Money":
pilot kameleon pisze:
Pozorny bałagan jest zasadą porządkującą to dzieło.


Pet pisze:
Tzn doceniam smaczki, niektóre nawet znajduję znakomitymi, ale tempo w jakim to wszystko przelatuje przez uszy raczej mnie męczy niż olśniewa.


antiwitek pisze:
w zabawie wyobraźnia filtruje rozmaite elementy rzeczywistości, łączy je, nieraz w sposób zgoła nieoczekiwany.



"Lumpy Gravy" to pierwszy solowy album Franka. Po przetrawieniu recenzji kolegów oraz kilkunastu (a może więcej?) odsłuchach dochodzę do wniosku, że wszystkie peany bądź zarzuty (wkleiłem powyżej) dotyczące poprzednio omawianej płyty można przenieść na następną. I podnieść je do potęgi (choć z peanami będzie gorzej). Na niej Zappa kondensuje dotychczasowe posunięcia to takiego stopnia, że powstaje masa krytyczna, która może zabić słuchacza. To co zostało rozmontowane wcześniej tutaj zostaje zwyczajnie pogruchotane i zniszczone na miazgę. I w takiej formie przedstawione. Dwie długie formy, w których trudno zaczepić się o cokolwiek. Wydają mi się one nie całością (jak poprzednia płyta), a zlepkiem ochłapów muzycznych, rozmów, bełkotliwych śmiechów.
Zatem może to już nie zabawa konwencją, a raczej drwienie z tej zabawy i konwencji? Czyżby zastosowanie negacji (pozornej?) tego, co już powstało? Taki zabieg pozwalałby na nabranie jeszcze większego dystansu. Wydaje mi się, ze właśnie na tej płycie Zappa zamknął swój najwcześniejszy dorobek. I mam już pewność, że to tetralogia. Kontrowersyjne podsumowanie. I chyba potrzebne, bo dalej poprzedniej formy nie można było kontynuować.

Ocena: **1/2

Uwaga 1: Kiedyś dawałem tej płycie *1/2, ale w kontekście pierwszych trzech albumów widzę to nieco inaczej. Kto wie, czy kiedyś nie wejdę na poziom całkowicie przyswajalnej noty, czyli ***.

Uwaga 2: Okładka: miazga.


Obrazek
Frank Zappa, The Lumpy Money Project/Object [2009]
Ten album pozwala wejść w tajniki "We're..." i "Lumpy Gravy". Nie znam materiału, ale po moich zachwytach wczesną twórczością te archiwalia muszę sprawdzić.



antiwitek pisze:
Pilot przepadł z kretesem

Kretes to mój ulubiony bohater z mitologii greckiej. ;)

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 września 2012 13:38:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27467
A ja myślę, że Zappa tu nic nie rozmontowywał, tylko że po prostu bawiło go robienie takich rzeczy. Mnie zaś bawi ich słuchanie. To znaczy... Trochę za dużo jest gadania na tej płycie: ci siedzący w fortepianie ludzie mają bardzo fajny, delikatny pogłos, ale ich nie rozumiem - choć możliwe, że gdybym ich rozumiał, to i tak byłoby dla mnie odrobinę za dużo gadania. Ale i tak lubię Lumpiego, ma u mnie co najmniej *** i pół :) . Może dodam coś jak sobie posłucham.

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 września 2012 13:49:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
antiwitek pisze:
A ja myślę, że Zappa tu nic nie rozmontowywał, tylko że po prostu bawiło go robienie takich rzeczy.

Bawiło go, to pewne. Bawiło go chyba wszystko, co robił. A może ja ze swymi mądrościami dałem się złapać w pułapkę zastawioną przez Zappę?
Z drugiej strony próbuję się ustosunkować do jawnych powiązań "Lumpy Gravy" z "We're..." i połączyć pierwsze cztery płyty w całość. Dla mnie to ma sens. Widzę w tych albumach konsekwentną linię rozwojową z fajerwerkiem na sam koniec. Zauważ, że potem muzyka ulega zmianie, bo "Ruben", "Uncle" to już troszkę inne rzeczy. A "Lumpy" posiłkuje się materiałem już znanym, ale specjalnie spreparowanym pod to dzieło.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 27 września 2012 15:59:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 15:46:47
Posty: 20435
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Pet pisze:
Kiedyś dałem jej * * * i póki co tej oceny będe się trzymał, ale jak mówię: za radą pilota zamierzam dać jej kolejną sznasę.



Dałem szansę. Niestety "We're..." tej szansy nie wykorzystało. Przy maksimum dobrej woli mogę dodać do poprzedniej oceny ćwierć gwiazdki i ani grama więcej.

_________________
Zespół DNA nie ściga się z żadnymi szczurami ani nimi nie jest!


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group