Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 13 sierpnia 2022 14:38:41

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 14 stycznia 2013 18:26:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Wyszperał to Azbest. Ja pozwalam sobie wkleić to tutaj:
Tymon Tymański o Franku Zappie.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 29 stycznia 2013 21:13:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
Hm.. Bardzo nieufny byłem wobec Garażu Dżoego. Nie jestem pewien skąd te uprzedzenia, ale w końcu opinie trzech osób (między nimi Elronda), oraz korzystna cena, spowodowały, że wszedłem w jego posiadanie.
Po dwóch przesłuchaniach muszę stwierdzić, że rzecz jest bardzo, bardzo w porządku. Widzę w tym albumie kontynuację wątków z "One Size...". Absurdu, bzdury i dziwności nie brakuje, podobnie jak specyficznego klimatu i super grania.
No i jest tu chyba najbardziej chytliwa piosneczka Franka, w dodatku obsceniczna i wulgarna, której refren towarzyszy mi przez najbliższe po wysłuchaniu godziny...

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 30 stycznia 2013 10:00:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 15:46:47
Posty: 20483
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
antiwitek pisze:
No i jest tu chyba najbardziej chytliwa piosneczka Franka, w dodatku obsceniczna i wulgarna, której refren towarzyszy mi przez najbliższe po wysłuchaniu godziny



Zaklinam Cię: nuć to!

_________________
Zespół DNA nie ściga się z żadnymi szczurami ani nimi nie jest!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 30 stycznia 2013 11:15:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
mi też smak na zappę znów wrócił.

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 13 lutego 2013 17:30:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
Läther (część pierwsza)

Między 1966 a 1976 Frank zaprezentował publiczności 20 płyt długogrających. Między 1978 a 1988 wypuścił 29 tytułów. Między tymi dwiema „nadaktywnymi” dekadami mamy rok 1977. Rastafarianie wiązali z nim apokaliptyczne obawy (two Stevens Cash), zaś dla Franka rok 1977 to, jak powiedzieliby archeologowie, hiatus wydawniczy.

To jednak, że na rynku nie pojawił się żaden nowy longplay nie znaczy, że Zappa próżnował. Wręcz przeciwnie. Właśnie realizował swój najambitniejszy, najszerzej zakrojony projekt. Chciał wydać w owym roku album, na który złożą się cztery winylowe płyty, wypełnione materiałem, w którym znajdą miejsce wszystkie wątki twórczości artysty. Od żartów po współczesną muzykę poważną, od muzyki konkretnej po rozbudowane jazzowe formy. Głupoty i rzetelne, finezyjne granie. Nagrania studyjne, ale też koncertowe. Wszystko było przygotowane, cała dadaistycznie pstrokata forma. Ale okazało się, że TAKIEGO ALBUMU nikt nie chce wydać…

Sprawa nie jest dla mnie całkiem jasna, ale fakt, że po jakimś czasie materiał zaczął się ukazywać. Była to jednak, z tego co słyszałem, samowolka wytwórni. Z tortu Läther wykrojono, podobno bez konsultacji z Zappą, cztery inne tytuły. W ten sposób powstały: Zappa In New York, Studio Tan, Sleep Dirt i Orchestral Favorites. Fragmenty trafiały też na późniejsze płyty, na przykład na Szejka.

Frank zdaje się wracał jeszcze do pomysłu, zamierzał odtworzyć swe dzieło w pierwotnym kształcie, ale chyba zawsze dawał pierwszeństwo bieżącym projektom. W efekcie album Läther ukazał się dopiero po śmierci Zappy, staraniem jego żony (1996). Pamiętam jak pojawił się w sklepach - kosztował stówę, której nie miałem. Dopiero wiele lat później, ale nie słysząc wcześniej tamtych czterech longplejów, mogłem rzecz pożyczyć od kumpla. I dlatego dla mnie to jest podstawowa wersja dzieła Franka z tamtego okresu.

Obrazek

Disc One

1 Re-Gyptian Strut 4:36
2 Naval Aviation in Art? 1:32
3 A Little Green Rosetta 2:48
4 Duck Duck Goose 3:01
5 Down in De Dew 2:57
6 For the Young Sophisticate 3:14
7 Tryin' to Grow a Chin 3:26
8 Broken Hearts Are for Assholes 4:40
9 The Legend of the Illinois Enema Bandit 12:43
10 Lemme Take You to the Beach 2:46
11 Revised Music for Guitar & Low Budget Orchestra 7:36
12 RDNZL 8:14

Disc Two

1 Honey, Don't You Want a Man Like Me? 4:56
2 The Black Page #1 1:57
3 Big Leg Emma 2:11
4 Punky's Whips 11:06
5 Flambé 2:05
6 The Purple Lagoon 16:22
7 Pedro's Dowry 7:45
8 Läther 3:50
9 Spider of Destiny 2:40
10 Duke of Orchestral Prunes 4:21

Disc Three

1 Filthy Habits 7:12
2 Titties 'n Beer 5:23
3 The Ocean Is the Ultimate Solution 8:32
4 The Adventures of Greggery Peccary 21:00
5 Regyptian Strut (1993) 4:42
6 Leather Goods 6:01
7 Revenge of The Knick Knack People 2:25
8 Time Is Money 3:04


Trzy godziny muzyki! - Trzeba mieć jakiś sposób, żeby ogarnąć taką ilość materiału.

Ja robię tak: słuchając początku - „Re-Gyptian Strut” - wyobrażam sobie wjazd do jakiegoś osobliwego kraju. Obserwuję otwierające się krajobrazy. Wszystko co dzieje się dalej traktuję jako taką relację z pobytu: wielopłaszczyznowy zapis tego co się przytrafiło i co się tam zaobserwowało. A to zaskakujący widok, a to jakieś spotkanie, opowieść namolnego, niezrównoważonego typa, dziwny program w telewizji, zajmująca rozmowa, pływanie w basenie, ale też przypadkiem widziany kondukt pogrzebowy, nadranny widok smętnego pastwiska z pociągu… Albo jeszcze własne wewnętrzne perypetie, które miały miejsce podczas tego przedłużającego się pobytu.

Może to wszystko przez to, że najwięcej słuchałem Läther przed i po wyprawie z Krejzimi do Rumunii :) . Ale wydaje mi się też, że taka perspektywa „gościa w podróży” mocno pasuje do Franka i można ją poważniej wytłomaczyć.

Śledząc na przykład jego płyty można odnieść wrażenie, że w realiach społeczno – kulturowo – politycznych, w jakich żył, nie za bardzo czuł się „u siebie”. A gdy weźmiemy pod uwagę jeszcze koczowniczy tryb życia, rzeszę spotykanych ludzi, mnogość rozmaitych drobnych i większych wydarzeń, gdy dodamy do tego jeszcze jego specyficzny zmysł obserwatora, komentatora i to zacięcie dokumentalisty (np. Uncle Meat)… Oczywiście wciąż pamiętam o fantazji, o wyobraźni Zappy, ale równocześnie wciąż wydaje mi się, że był on człowiekiem, który, jak ten podróżnik wśród obcego plemienia, etnograf, etnolog, nie ingerował w obserwowany przez siebie kawałek świata, wydawał się nawet w nim uczestniczyć, ale jednak zachowywał dystans.

I taki jest mój klucz do „Läther” – traktuję ten album jako swojego rodzaju „Opisanie świata” przez dość specyficznego typa jakim był Frank :) .

cdn

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 13 lutego 2013 21:08:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Witek zanęcił dość potężnie. Okładka z krową to klasyk, muzyki w tym układzie niestety nie miałem okazji poznać. Niemniej jednak obecne reedycje uwzględniają powyższy album w swoim programie. Niestety okładka zmieniona, a w trakliście te chyba coś majstrowano.

Obrazek

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 13 lutego 2013 23:16:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
O, chyba wolę krówkę...

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 14 lutego 2013 17:13:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
pilot kameleon pisze:
Okładka z krową to klasyk


A zwróciłeś uwagę na wąsy krowy?

A zwróciłeś uwagę na Morze Śródziemne z fragmentami Europy? :)



Läther (część druga)

1.

Na „Läther” często jest tak, że pod przykrywką pojedynczego tracka kryją się dodatkowe atrakcje. I tak jest już w przypadku Re-Gyptian Strut. Najpierw 30 sekund w duchu pajtonowskim (kabaret + awangarda), a dopiero potem fanfary, po których muzyka zaczyna rozciągać się w rozległe równiny, które wolno przemierzamy, obserwując zmieniające się krajobrazy. Ten numer jest może dość niepozorny, zwłaszcza w kontekście bogatej całości, ale w gruncie rzeczy bardzo fajny. I bardzo dobrze sprawdza się w charakterze wstępnym.

Dalej następuje dość szczególna sekwencja muzycznych fragmentów (ścieżki 2 – 5, ale tylko półtoraminutowy, warszawskojesienny Naval Aviation in Art? jest sobą od początku do końca): wrażenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, jakbyśmy przyjechali na miejsce i wychodzili z dworca na miasto. Wiele rzeczy nas cieszy, wiele przyciąga naszą uwagę, ale żadnej nie możemy poświęcić więcej niż minuty uwagi, bo pojawia się coś następnego. A to uderzenie Frankowego, finezyjnegitarowegrania, a to knajpiana stylizacja, a to awangardowo – konkretne brejki, riff „Whole Lotta Love”, czy dziwnie zawodzące głosy. Mi jakoś bardzo odpowiada ten misz – masz, przyciąga uwagę. Znajduję w nim tę ekscytacje przebywania w nowym miejscu, stawiania kroków w nowym terenie (środkowa część Duck Duck Goose). Silne nowe wrażenia: patrzenie co się tu dzieje (większość), obrazki życia miejscowego i radość z przebywania w cukierni (środek Down in De Dew :wink: ).

Później następuje zmiana częstotliwości odbioru rzeczywistości i procesów wewnętrznych. Numery od 6 do 10 to brawurowo satyryczny, porywający i nieco komiksowy pop – rock, w typowo Zappowskim klimacie. Wyróżnia się The Legend of the Illinois Enema Bandit, bo ma prawie 13 minut, bo jest bardziej teatralny, bo jest to cała długa opowieść. No i to tu mamy pierwsze dłuższe solo gitarowe Franka. Muszę wspomnieć też o ujmującym, falsetowym i tanecznym, choć niepozbawionym Zappowskiego kwasu, Lemme Take You to the Beach. W kategorii pioseneczek, to jedna z moich ulubionych.

Na koniec pierwszego dysku (ostatnie 15 minut) zmienia się nieco klimat. Revised Music for Guitar & Low Budget Orchestra i RDNZL to już instrumentalne, wyrafinowane granie. „Revised…” rozciąga się gdzieś między współczesną kameralistyką a jazzem. Akustyczne brzmienia, fortepian, smyczki i dęciaki. Ma się wrażenie zaglądania do jakiegoś tajnego laboratorium Zappy, gdzie wciąż trwają poszukiwania. „RDNZL” to bardziej typowy Frank: pierwsze pięć minut bardziej na poważnie (kolejna gitarowa solówka), a potem… niespodziewany motyw jak z bajki o złej czarownicy niespodziewanie i awangardowo się rozsypuje, po czym składa go swoimi marimbami pani Ruth, ale już w całkiem innej formie… I tak jest aż po końcowe wywijanie.

Pierwsza godzinka za nami.


2.

Druga płyta z zestawu: moja ulubiona. Zaczyna się tak, że słuchać, że jest to ten sam album. Zastanawiam się ile pracy wymagało posklejanie tych wszystkich fragmencików, żeby uzyskać takie fajne efekty oraz materiał łączący różne części płyty, stanowiący w jakimś stopniu o jej integralności. Ale czujemy, że jesteśmy na tej samej płycie również dlatego, że pewne wątki są tu kontynuowane. Honey, Don't You Want a Man Like Me? czy Punky's Whips mają w sobie ducha opowieści dziwnej treści z pierwszej płyty. Bozzio wczuwa się wokalnie. Flambé to urokliwa, jazzowo – barowa miniaturka z pianinem, marimbą i kontrabasem (która jednak w pewnym momencie staje się, w swej upojności, czymś więcej). The Purple Lagoon to znów jazzrockowe granie – ciekawa forma muzyczna, kryjąca jakąś nerwowość, gwałtowność, forma, która daje możliwość improwizacji, daje okazję do popisów muzykom. Solówki saksofonów, gitary, basu i tak dalej, to jazda jak na „Hot Rats”! Pedro's Dowry podejmuje wątki warszawsko jesienne – to dziwna, orkiestrowa historia, której dobrze się słucha, ale też dobrze przygotowuje grunt dla tego, co będzie później. A Big Leg Emma to typowa dla Franka stylizacja… Która tu jednak, w zestawieniu z innymi utworami wypada bardzo korzystnie.

No właśnie. Ta płyta robi bardzo osobliwe wrażenie nie tylko przez poszczególne utwory, ale też przez ich współgranie ze sobą, a także przez to co dzieje się pomiędzy nimi. Rozmowy, dziwne głosy przypominają tych co siedzieli w fortepianie na płycie „Lumpy Gravy”… A takie niesamowite, choć krótkie, utwory jak The Black Page, powiedzmy sobie szczerze, wynoszą całość na jakiś inny, wyższy poziom. A kiedy po „Pedro’s…” wchodzi Läther, to znów dzieje się to samo. Nagle obcujemy z muzyką olśniewającą, by nie powiedzieć piękną (Frank, to naprawdę ty?). Spider of Destiny nie psuje, a nawet pogłębia to wrażenie. I na koniec brawurowe Duke of Orchestral Prunes czyli fragment z „Absolutely Free” w wersji z towarzyszeniem orkiestry. Tajemnicza, pogodna muzyka, i jeszcze piękna gitara. No, ja po wysłuchaniu tego dysku wychodzę w stanie ducha, którego nie spodziewał bym się po Zappie, nieledwie rozanielony.

Ma w tym wszystkim swój udział również motyw, który niespodziewanie pojawia się w „Punky’s Whips”, który zdaje się tam aż nie pasować - chodzi mi o ten podniosły fragment (gdzieś od 2:40): bass z dzwonami, w towarzystwie saksofonu. Jest w nim coś środkowoeuropejskiego, coś pogrzebowego… Podobnie brzmi mi miejscami Don Cherry na „Eternal Rhythm”.

Dobrze, druga godzina za nami. Trzecia płyta też ma niby godzinę, ale jej ostatnie piętnaście minut to bonusy, którym nie musimy poświęcać uwagi.


3.

Najpierw z ciszy wyłania się Filthy Habits. Kontynuujemy wspaniały klimat z końca poprzedniego dysku, tym razem gitarowo: to jeden z moich ulubionych utworów Zappy. Brzmi zaskakująco poważnie i jest (uwaga dla Gera) bardzo czysty i ujmujący. Te przewrotki, to trzymanie dźwięku – po prostu pięknie, oceanicznie i wzniośle. Zjawiskowy numer!

Potem mamy konkretnoawangardowy przerywnik (z fragmentami wprost z „Lumpy Gravy”) - tym razem półtorej minuty. No i wreszcie Titties 'n Beer. Hm, znów ryki Bozzia, ten klimat musiał powrócić, za długo było ładnie. The Ocean Is the Ultimate Solution kontynuuje z kolei trochę wątki i brzmienie (hihi, ta gitara z początku brzmi trochę Meleńczukowsko) „Revised Music…” czy „Läther”, a nawet „Filthy Habits”, ale jest to trochę bardziej chłodno progowe, choć oczywiście robi spore wrażenie. A na koniec The Adventures of Greggery Peccary - można powiedzieć planowana ostatnia strona winylowego wielopłytowca: dwudziestojednominutowa suita, opowiadająca historię tytułowej świnki. Trudno przejść obojętnie wobec tej całości, która zachowuje swoją odrębność w ramach albumu. Słyszymy głos narratora – Franka, słyszymy też głos świnki – Gereggerego :piggy: , słyszymy orkiestrę, zespół, oraz cytat z najsławniejszego Hancocka… Przywołuje to uśmiech na twarz, ale muszę przyznać, że nie odkryłem jeszcze tego utworu dla siebie.


Nic to. Dotarliśmy do końca. Muszę powiedzieć w związku z tym, że po wysłuchaniu tego materiału - oczywiście zdarza się to dość rzadko, ale chodzi mi też o obszerne fragmenty – nie czuje się rozdrażnienia tą zmiennością, nie czuje się zmęczenia.

Po prostu ma się te różne muzyczne opowieści w sobie - pozostają ja wrażenia po podróży.

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 17 lutego 2013 20:01:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
...dzięki dizerowi słucham ostatnio dużo Zappy i ze zdziwieniem muszę przyznać ,że bardzo podobaja mi się płyty nagrane w latach osiemdziesiątych !

:D
:D

_________________
ooooorekoreeeoooo


Ostatnio zmieniony ndz, 17 lutego 2013 20:08:54 przez elrond, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 17 lutego 2013 20:05:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
elrond pisze:
bardzo podobaja mi się płyty nagrane w latach osiemdziesiątych !


hoho, to chyba niezbyt częste :)
ja jeszcze osiemdziesionę mam mało spenetrowaną

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 17 lutego 2013 20:11:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
...no właśnie ! bo jak człowiek myśli o Franku to zaraz wyśfietla mu się "legendarny" Freak out ! itd.... a tu człowiek z utopii lepszy dla mnie... i to o wielle !!!

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 17 lutego 2013 20:34:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 27519
Też kiedyś ostatnio zamiarowałem posłuchać Freak Outa - okoliczności były sprzyjające: podróż PolskimBusem, na przełaj przez polski kraj, a tu nie zatrybiło wcale, zaraz przełączyłem się na co innego.

A człowiek z Utopii też mi się podoba, o czym już pisałem :) .


PS.
elrond pisze:
jak człowiek myśli o Franku to zaraz wyśfietla mu się "legendarny" Freak out ! itd.... a tu człowiek z utopii lepszy dla mnie... i to o wielle !!!


o, coś takiego miałem chyba na myśli pisząc na pierwszej stronie tego wątku:

antiwitek pisze:
gdyby ktoś chciał polecić "FREAK OUT!" jako opus magnum Zappy, rzecz która wystarczy żeby uznać, że się wie o co panu FZ chodziło (zdarzają się takie opinie), to jednak stanowczo zaprotestuję


choć zapewne nie utopca miałem wtedy na myśli :)

_________________
Tygrysie, tygrysie - czemu chodzisz w dresie?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 17 lutego 2013 21:31:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
antiwitek pisze:
antiwitek napisał:
gdyby ktoś chciał polecić "FREAK OUT!" jako opus magnum Zappy, rzecz która wystarczy żeby uznać, że się wie o co panu FZ chodziło (zdarzają się takie opinie), to jednak stanowczo zaprotestuję

...całkowicie się z Tobą zgadzam

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 20 lutego 2013 13:38:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 12:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
elrond pisze:
bardzo podobaja mi się płyty nagrane w latach osiemdziesiątych !

:shock:

Szok, że lepsze od szejdziesiony! :shock:


antiwitek pisze:
ostatnio zamiarowałem posłuchać Freak Outa - okoliczności były sprzyjające: podróż PolskimBusem, na przełaj przez polski kraj, a tu nie zatrybiło wcale, zaraz przełączyłem się na co innego.

Od dwóch miesięcy chcę to zrobić, ale nie potrafię odpalić tej płyty. Nie chce wejść do odtwarzacza i tyle...

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 21 lutego 2013 21:31:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
pilot kameleon pisze:
Szok, że lepsze od szejdziesiony!
...no ...na to wychodzi...

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 189 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group