Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 23 czerwca 2018 16:20:16

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 03 kwietnia 2012 00:22:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 30 sierpnia 2005 16:42:53
Posty: 726
Skąd: z pomieszania win ...
Cytat:
Nigdy nie wiedziałem co to jest ten FUNK

Jeżeli miałabym podać przykład piosenki funkowej, to byłaby, to ta piosenka Jamesa Browna - http://www.youtube.com/watch?v=slldMEPvUqA
ale sama zawsze sobie definiowałam funk jako bardziej skoczny soul...
Sly and..jakoś mnie nie wciągnęło, może dlatego, że nigdy specjalnie nie przykładałam się do poznania twórczości tej grupy.
Jeżeli ktoś z was natknął się kiedyś na film "Break dance" z 84 roku, to tam oprócz bardzo popularnej piosenki "Ain't nobody" w soundtracku pojawiają się utwory zespołu Barkays/Bar-kays np. ten -> http://www.youtube.com/watch?v=S9FCYlGDAc4
I to jest chyba funk? ;)
http://www.youtube.com/watch?v=JWuoGZAz ... re=related
Kool & The Gang
http://www.youtube.com/watch?v=slldMEPvUqA
The Whispers
http://www.youtube.com/watch?v=imYJpr09 ... re=related
George Benson
No, właśnie i czy te trzy powyższe utwory, to soul, disco & soul, już funk?


antiwitek pisze:
Mi jakoś nie pasuje ten jego wizerunek, powinienem
pewnie skupić się na samej muzie, ale na razie nie umiałem.

A mnie się zawsze wydawało, że lubisz Browna...;). Tylko mi się kojarzyło, że Pippina torturami do polubienia Gaye, czy Browna nie namówisz...
http://www.youtube.com/watch?v=R8AOAap6_k4
A przy tym hulałam tydzień temu w akademiku!

:)

_________________

Kiedy tylko w moich snach
Ktoś podnosi na mnie głos
Jak wytresowany pies
Kuląc się czekam na cios


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 03 kwietnia 2012 19:25:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24606
wow! :D niewiele mówią mi nazwy większości tych wykonawców! będę musiał posprawdzać linki, dzięki!
a na Jamesa Browna może jeszcze przyjdzie czas, choć jeszcze nie wiem kiedy :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 28 października 2013 19:17:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3580
Obczaiłem sobie dzisiaj płytę niejakiego Baby Huey'a:

Obrazek

Smutna historia, bo płyta wydana w '71 roku, już pośmiertnie, raczej niezauważona, chociaż obecnie to kult dla niektórych (sampli można sporo wyciąć...). Super sprawa, Curtis Mayfield produkował (jego koncertówka zaczyna się numerem z tej płyty), więc aranżacje są równie bogate, ale sam wokal - zupełnie inny. Nie mam weny, czasu i w ogóle, do pisania dłuższych postów, ale rzecz jest naprawdę świetna!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 29 października 2013 07:48:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 15:46:47
Posty: 18825
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
E! Dobre to! Danke Mr. Prazeo! Czegoś takiego było mi trzeba dziś z rana.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 12 maja 2014 15:28:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3580
Lata 70. to mój ulubiony okres w muzyce. Jedną z przyczyn tego jest zapewne fakt, że kilku ważnych graczy na scenie muzycznej było wtedy w życiowej formie. David Bowie, Joni Mitchell, Genesis, Stevie Wonder, Steely Dan, Neil Young w tamtych czasie wydawali płytę za płytą i można bylo w zasadzie być pewnym, że będzie dobrze.

Stevie Wonder. Mam z nim trochę jak MAQ ze wspomnianym Genesis - ich cztery płyty są dla niego ze sobą połączone i traktuje je jako całość. To ja tak mam ze złotą serią Wondera - te płyty są ze sobą bardzo powiązane, wydawane były w krótkich odstępach czasu i każda kontynuuje pewne wątki z poprzedniej. Nie jestem w tym jedyny - krytycy postrzegają złoty okres Wondera jako serię, która zaczyna się od płyty "Where I'm Coming From" z '71 lub od "Music of My Mind" z '72, a kończy gdzieś na początku II połowy lat 70 "White Albumem" (albo trzymając się analogii Genesisowskiej - "Lambem") czarnej muzyki czyli epickim dwupłytowcem "Songs in the Key of Life". Potem były różne rzeczy (całkiem lubię bardziej popową płytę "Hotter than July", której chyba bardzo nie lubi Pilot) ale forma z tych czasów już nie wróciła. Ja swój wonderowski miniserial zacznę od "Music of My Mind" - tej wcześnieszej nie mam aż tak osłuchanej.


Obrazek

Stevie Wonder. Ten pseudonim to nie są jakieś przechwałki. Nagrywając tę płytę miał 21 lat i było to jego...czternaste wydawnictwo. Bycie od dziecka gwiazdą Motown Records to nie są rurki z kremem. Ale z czasem zaczął on wybijać się na niezależność. Takie były tendencje: inna gwiazda Motownu, Marvin Gaye, 1,5 roku wcześniej wydała "What's Going On" - concept album o ówczesnej Ameryce pisany z perspektywy weterana wracającego z Wietnamu - i zaliczała spory sukces. Ale o tym może innym razem. W każdym razie Stevie miał pełną kontrolę - grał na prawie wszystkim (czyli głównie na różnorakich klawiszach i perkusji), dogrywał kolejne ścieżki, napisał (z pomocą żony i bodajże jej siostry) cały materiał. No, niezły z niego Wonder :D
Jak scharakteryzować więc brzmienie Steviego w tamtym okresie? Wystarczy spojrzeć na listę sprzętu: Fender Rhodes jako podstawowy instrument, basy z Mooga, syntezator Tonto. Sam klasyczny sprzęt z lat 70. Szczególnie syntezatory (sporo ich było, co jak na pierwszą połową lat 70 było dośc nowoczesne) - plastiku nie ma. Jest za to bardzo plastycznie, wieloplanowo i jednak oryginalnie. Bardzo charakterystyczny sound.
Jeżeli chodzi o kompozycje to wyróżnilbym kilka rzeczy. Trzy długasy: "Love Having You Around", "Superwoman (Where Were You When I Needed You)" i "Keep on Running". Ten pierwszy to radosne otwarcie albumu, które nie zamierza się kończyć, w drugim mamy w sumie dwie piosenki w jednej, a ostatni to taka przebieżka, zgodnie z tytułem. Zwracam też uwagę na zamykający całość "Evil" - taki bardziej refleksyjny utwór, jakby z innej bajki. A z drugiej strony optymistyczny "Happier Than the Morning Sun". Ale zlych rzeczy raczej tu nie ma - chociaż nie jestem aż tak powalany jak na następnych płytach.
Jak na razie jest świetnie - a będzie jeszcze lepiej!

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 12 maja 2014 16:15:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24606
O, super! Czekałem na to :D .


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 30 października 2014 00:02:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
...teraz żem zaczął i jest dobrze ! :D

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 kwietnia 2016 20:49:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3580
Jakiś czas temu zrobiłem sobie swój ranking płyt Prince'a. Nie wiedziałem, że będę wrzucał go na forum z takiej okazji...

01. Purple Rain (*****)
02. Dirty Mind (*****)
03. Sign'o'the Times (****+)
04. Parade (****+)
05. 1999 (****+)
06. Around the World in a Day (****-)
07. Prince (****-)
08. Lovesexy (****-)
09. Controversy (***+)
10. For You (***+)
11. Black Album (***)

Ech, nawet te płyty, które są nisko bardzo szanuję. Dwie pierwsze ("For You" i "Prince") bywają lekceważone, a już one przecież są świetne i jedynym uzasadnieniem tego lekceważenia, jest chyba to, że późniejsze bywały jeszcze lepsze. Bardzo ciekawa wypowiedź w dziedzinie funku czy disco, z wieloma elementami, które trudno znaleźć u innych wykonawców z tego okresu. "Dirty Mind" i "Controversy" to z kolei krystalizacja stylu i pełne zdefiniowanie się. Osobiście wolę tą pierwszą - szkieletowy funk, z charakterystycznym brzmieniem, krótka, maksymalnie spójna, imprezowa płyta. Ten album ukazał się tego dnia co "Remain in Light" Talking Heads i uważam, że mają one jeden wspólny element - RYTM, RYTM, RYTM, totalnie wciągający i nie zostawiający słuchaczowi wytchnienia. "Controversy" to taki sequel - niby rozszerza formułę, ale jednak mniej błyskotliwie, chociaż taki tytułowy utwór, to jednak KLASYK. "1999" - z tą płytą miałem problem. Jest trochę jak DJ-ski set w klubie, w funkową noc, a trochę jak murzyński Kraftwerk - te utwory brzmią jak jakieś długie extended miksy, zwykle podwójne płyty to takie fajnie chaotyczne rzeczy jak "White Album" czy "Exile on main st.", a on zrobił podwójny album, który słucha się jak pojedyńczy. Ale polubiłem to (jak nie lubić płyty, na której jest "1999" czy "Little Red Corvette"?). "Purple Rain" to jego popowy cukiereczek, pierwsza rzecz nagrana z zespołem The Revolution, co wpłynęło jakoś na rozszerzenie palety brzmień. W tej palecie są elementy dyskusyjne (metalowe solówki, jakieś momenty od czapy, brak basu w "When Doves Cry"), ale jakoś dziwnym trafem, te wszystkie dziwactwa razem ŻRĄ i tworzą najłatwiej przyswajalną płytę artysty - nie wiem o co chodzi, ale bardzo to szanuję. Potem nastąpił jego "etap Triodante". Zamiast powtarzać formułę sukcesu, on pojechał w innym kierunku i poszedł w psychodelię (na dwa albumy). Na "Around the world in a day", mimo kilku świetnych utworów, jeszcze średnio to zażarło, ale na "Parade" trafił w dziesiątkę. Może dlatego, że na pierwszym z tych albumów stylizował się na starą psychodelię, a na drugim wymyślił ją po swojemu. "Sign'o'the Times" jest z kolei tym, czym nie było "1999" - jego "White Albumem". Może trochę dyskusyjny dobór tracklisty (bywały u niego lepsze odrzuty, niż niektóre rzeczy albumowe), ale cały album to masa świetnej zabawy. "Black Album" - najmniej melodyjna płyta, ale jaki ma FUNKOWY WYGAR, ten album ma coś wspólnego z najbardziej wkurwionym hip-hopem z tego okresu. I "Lovesexy" - ładniejszy substytut wycofanego ze sprzedaży Blacka. Ech, tyle dobrej muzyki.


Późniejszych płyt nie znam.

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 kwietnia 2016 12:44:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20533
Pierwszy raz usłyszałem o nim niezwykle dawno temu, w głębokich latach 80 - pierwszy w ogóle ranking z serii "artysta roku", jaki pamiętam (nie wiem, z jakiego to było czasopisma, nawet nie wiem, czy polskiego, czy zagranicznego), zawierał w kategorii pop/rock trzech panów: Lionela Richie, Michaela Jacksona i Prince'a. Ich największe sukcesy miały miejsce rok po roku, Thriller '82, Can't Slow Down '83, Purple Rain '84 i jakoś wtedy musiało chyba być to zestawienie.
Akurat tak się złożyło, że i wtedy, i później, bardziej słuchałem pozostałych dwóch panów, bardziej popowych i mainstreamowych, niż tego zawsze nieco "dziwnego" Prince. Nigdy też nie poznałem Prince'a poza kilkoma numerami. Za to elsea zawsze darzyła go wielką estymą i taki jakiś szacunek wokół artysty u nas trwał.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 kwietnia 2016 19:13:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3580
Cytat:
Lionela Richie, Michaela Jacksona i Prince'a. Ich największe sukcesy miały miejsce rok po roku, Thriller '82, Can't Slow Down '83, Purple Rain '84 i jakoś wtedy musiało chyba być to zestawienie.


To mi przypomina o takim filmiku, w którym nie ma niestety Lionela Richie, ale za to jest sam James Brown:

phpBB [video]


Zdaje się, że wydarzenie jest całkowicie ustawione, trochę tak jakby James chciał przekazać pałeczkę reprezentantom młodszego pokolenia, taka audiencja u króla gatunku. Michael robi dokładnie wszystko, żeby to przebiegło zgodnie z planem i podobało się publiczności, a Prince...(tak, jak pisał Crazy) jest nieco dziwny, polecam samemu sprawdzić dlaczego ;)

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 24 kwietnia 2016 23:29:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20533
Bardzo fajne. Bardzo funkowe ;-)

Trochę wygląda na zasadzie, że Michael jest pop-gwiazdą, a Prince artystą. Trochę może i tak było. Nie ukrywam, though, że choć z uznaniem mogę patrzeć jak Prince w takiej kilkuminutowej odsłonie potrafi silnie zaznaczyć swoją indywidualność, to czysto muzycznie bardziej mi się podobał zaśpiew Michaela ;-)

Za to James Brown jakiś zaskakująco statusiały.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 23 sierpnia 2016 09:13:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3580
Cytat:
zwłaszcza w tych długich numerach o Afryce (pierwszy z automatem, drugi z żywym bębniarzem)


Ja dopiero niedawno załapałem (bo słuchałem tylko regularnych płyt), że jeden z tych długich, to jest taka rozciągnięta i zmulona wersja ich wcześniejszego pozapłytowego singla z grudnia 1969 (na stronie B też fajny utwór).

Żeby było śmiesznie, to dodam, ze od dawna znam też wersję Magazine i w ogóle tego nie skojarzyłem ze Sly'em, bo oni kompletnie pozbawili tego utworu xesu i kolorów, przerabiając go na nowofalowe wyznania paranoika. Mamy tu dość osobliwy przypadek utworu Sly'a wyprodukowanego przez Martina Hannetta. Mimo wszystko najbardziej lubię moment jak w 2:50 Barry Adamson wjeżdża z tym motywem basowym - Larry Graham miał godnego następcę :)

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 16 marca 2018 09:45:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24606
Hyhy: https://www.innebrzmienia.eu/george-cli ... brzmienia/ . Może by się znów wbrać do Lublina? :)


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group Color scheme created with Colorize It.