Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 22 listopada 2019 21:17:14

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 16 sierpnia 2019 13:57:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22042
Melodramat. Magazyn muzyki nieobecnej! Audycja Tomasza Budzyńskiego...

Bardzo lubię te audycje. Zapisuję je sobie na komputerze i choć większości nie słuchałem, to mam plan wszystko nadrobić na emeryturze, a część może i w tym roku. Niektórych audycji słuchałem więcej niż raz i właściwie one wszystkie się do tego nadają - dla mnie to są takie najwyższej próby składanki i to z fajnym komentarzem. Niczym stare nagrania z radia Wawa, gdzie przebija jeszcze głos Grzegorza Bendy i innych...

Ten wątek chciałbym, ocenarystycznym zwyczajem, poświęcić płytom, które w całości poznałem dzięki audycji Melodramat. Jest ich na razie kilka, a kilka może znowu kiedy przyniesie święty Mikołaj czy inny taki :-)
Myślę, że może i innych wysłuchane w audycji utwory zachęciły do sięgnięcia po całe płyty?

Jedziemy!

Ayub Ogada - En mana kuoyo (1993) * * * * 1/2 a może po prostu * * * * *?

w Melodramacie nr 39, 66 i 117

Cudownie ascetyczna płyta. Kenijski artysta śpiewa i gra na kenijskiej lirze, i niby towarzyszy mu grono muzyków, ale w aranżacjach jest jednak szlachetny minimalizm. Za to w śpiewie jest czyste piękno! Szereg utworów jest tu bez wątpienia na pięć gwiazdek i zawsze po wysłuchaniu płyty, przez długie dni i godziny te melodie dźwięczą mi w duszy niczym ta jego lira :-) W pierwszym odruchu odjąłem płycie pół gwiazdki za niewątpliwą monotonię... no rzeczywiście jesteśmy blisko sytuacji, gdzie wszystkie utwory są takie same ;-) Nie żeby to wielce przeszkadzało. Tak naprawdę nie są też takie same, bo w środku kilka jest zapewne słabszych. A może jeszcze nie przebiłem się przez ich egzotykę?

Karolina Cicha - Jidyszland (2015) * * * * 1/2

w Melodramacie nr 49

Pierwszorzędny materiał. Karolina Cicha śpiewa autentyczne piosenki w jidysz, w świetnych aranżach, krwiście, nowocześnie, a jednak z wielkim szacunkiem dla kultury oryginału. Właściwie wszystko, co mógłbym napisać, byłoby entuzjastyczne i pozostaje pytanie, dlaczego nie pięć gwiazdek. No mam taki problem, że słucha mi się tego chropowato i choć za każdym razem uważam, że jest wyśmienite, to ciężko mi jest do tego podejść, a jak już podejdę, to wcale niekoniecznie słucham w całości. Nie wiem czemu, może jednak jest to bardzo mocno stylizowane, a stylistyka jednak dość ciężka, nie wiem... Uważam jednak, że jest to rzecz z najwyższej półki i serdecznie polecam lub zapraszam na Uonkę do odsłuchów :-)

Agnes Buan Garnas i Jan Garbarek - Rosensfole (1988) * * * *

w Melodramacie nr 3 i 60

Płyta ponoć oparta o średniowieczne norweskie pieśni. Śpiewa je pani, o której nigdy poza tym nie słyszałem, a całość muzyki robi Garbarek, z tym, że nie słychać na płycie ani kawałka saksofonu (!). W audycji całkowicie mnie to zachwyciło - powiew skandynawskich bezkresów, średniowieczna dawność i szlachetność brzmienia. Całość nie robi aż tak świetnego wrażenia, choć pozostaje płytą bardzo dobrą, której słucham z dużą przyjemnością. Po stronie minusów dałbym pewną jednostajność, a także brzmieniowe skręty w stronę osiemdziesiony - o, mniej więcej tak, jak w po-folkowych płytach Clannadu. W ogóle mógłbym powiedzieć, że to by mogła być najlepsza płyta Clannadu po Robin Hoodzie, ale jednak bez tego błysku, co właśnie Legend czy te wczesne celtyckie.

Osibisa - Osibisa/ Woyaya ( obie płyty 1971) * * * * *

w Melodramacie nr 86

Nie ma się co certolić i dawać niższe ocena. Jest to ładunek czystej energii, otwarte i bezkompromisowe granie, zarazem dające prawdziwą radość i uśmiech na twarzy, a pląsy na nogach. Pewnie zawdzięcza to unikalnej kombinacji krwi czarnoafrykańskiej (Ghana, Nigeria) z karaibską (Trynidad, Grenada), ale jakby nie było, nie ma się czego przyczepić, a w ogóle, to kto by się chciał czepiać? Słuchać i tańcować!

Z dwóch płyt chyba nawet bardziej podoba mi się ta pierwsza. We wkładce czytam, że "jeżeli podobała mi się pierwsza, to druga mnie całkiem rozłoży na łopatki", ponieważ przy pierwszej nikt w studio nie bardzo wiedział, jak ugryźć temat i w związku z tym trzeba sobie czasem do-wyobrażać, jak to właściwie ma brzmieć; zaś przy drugiej zabrali się do tego w sposób stuprocentowo udany. Być może lubię sobie do-wyobrażywać, być może jestem nieuleczalnie niekumaty w sprawach brzmieniowych, a może po prostu lubię tę surowiznę, w każdym razie pierwsza płyta mnie totalnie unosi, a w drugiej zdarzają się może momenty, gdzie nieco tracę uwagę. Ale w sumie to nie odróżniam ich od siebie w sposób wyraźny - mam je w jednym wydawnictwie, obie są w tym samym duchu, zresztą i w tym samym roku, obie wyśmienite!


ciąg dalszy tego wątku niechybnie nastąpić musi!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 30 sierpnia 2019 15:47:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 stycznia 2005 20:06:28
Posty: 1030
Skąd: z Catanu
Jedną płytę kupiłem w stu procentach dzięki słuchaniu Melodramatu, bo gdyby nie ta audycja, nie znałbym zespołu T-34. Usłyszany przeze mnie pierwszy raz, ten wykonawca zrobił na mnie niemałe wrażenie, bo nie wiedziałem wcześniej o jego istnieniu, a do tego "Letnia przygoda" jest utworem bardzo innym od większości muzyki. Ustaliłem, że kawałki T-34 są dołączone jako bonus do kiedyś tak trudno dostępnej płyty Maxa i Kelnera. Była niedroga, więc skorzystałem z okazji. Szkoda, że zasadnicza zawartość płyty w niejednym miejscu męczy, a do tego przy słuchaniu T-34 zniknął efekt pierwszego wrażenia.

_________________
Czuję tu zapach chrześcijanina


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 01 września 2019 13:43:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22042
Czas na kolejne dwie płyty, których wykonawcami zdecydowanie zainteresowałem się bardziej dzięki Melodramatowi (nawet jeżeli akurat wybór płyt podyktowany był czynnikami niezwiązanymi z audycją). Tych płyt nie mam... może kiedyś będę miał, póki co youtub udostępnia, te wszystkie spotifaje pewnie tym bardziej. Dwie płyty bez wahania powiem: wybitne, skrajnie odmienne, obie z roku 1972.

Fela Kuti - Shakara (1972), o, w taką pogodę, jak dziś, na pewno * * * * *

w Melodramacie nr 54, tzn. wtedy był utwór "Lady", bo ogólnie to Fela pojawia się oczywiście często i regularnie (najbardziej utwór "Zombie")

Płyta składa się z dwóch utworów po 13-14 minut, jest więc krótka, ale to tego rodzaju muzyka, że można ją sobie puścić w zapętleniu i jechać do zmroku. Mi się zupełnie nie dłuży! Z jednej strony mogę napisać to samo, co przy okazji Osibisy, czyli że czysta energia, całkowity non-kompromis i tylko słuchać i tańcować! (parafrazując film o skankowaniu: to jest energia i to jest piękne :D). Ale coś innego w tym pobrzmiewa tak w głębszej warstwie: Osibisa jest radosna i uskrzydlająca, Fela Kuti niesie ładunek twórczego niepokoju i mimo słońca i nieskrępowanego tańca, jakiś cień, niczym cmentarzysko słoni w Królu lwie ;-) W końcu Budzy zawsze mówi, że to zły Murzyn!
Genialna rzecz, jak by nie było!

cdn.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 02 września 2019 18:35:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22042
Drugą płytą jest...

Popol Vuh - Hosianna Mantra (1972), i tu też nie może być wątpliwości: * * * * *

w Melodramacie nr 107 pojawił się utwór tytułowy, w innych audycjach inne rzeczy...

... zespół, który pojawił się w mojej świadomości za sprawą Budzego wyłącznie - nawet kwestia tego, że to ichnia była muzyka do Aguirre umknęłaby mi, gdyby nie Budzy. A Hosianna Mantra jest płytą wyjątkową. Ja się nie znam na krautrocku i nie wiem, czy łączenie jej z tym nurtem ma jakikolwiek sens. Jakoś inaczej mi się krautrock kojarzy. Ale też zupełnie nie umiem określić tej muzyki. Przepiękne dźwięki (niezwykle wprost podoba mi się to, jak wykorzystano tu fortepian!), trochę minimalizmu, ale jednak to nie minimal, raczej "muzyka dla czarodzieja", jak to kiedyś Kamik ładnie nazwał, trudno powiedzieć. Przy takim brzmieniu i takiej delikatności (w najlepszym tego słowa znaczeniu) człowiek spodziewałby jednocześnie wielkiej melodyjności, ale nie - więcej tam impresjonizmu i plam dźwiękowych, niż melodyjnych kompozycji, a już z krainą łagodności (nawet w najlepszym wydaniu typu Antonina Krzysztoń) nie ma to nic wspólnego, choć z opisu można by sądzić, że będzie miało... Zupełnie się to wymyka kategoriom, ale jest piękne!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 02 września 2019 19:10:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25911
O tak, w niektóre płyty Popol Vuh, to bym się zaopatrzył - zatęskniło mi się.

_________________
Czym to jest w oku jaszczurki?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 06 września 2019 19:06:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 6538
Skąd: z Tralfamadorii
Wiele zespołów i płyt zainspirowało mnie po tych audycjach. Niektóre znałam już z UT, wykonawcy tacy jak Can, Fela Kuti, Beck - tu Melodramat jeszcze ich zmelodramacił.

A stricte po tych poniedziałkach na pewno Daughters, Deftones, Young Gods, Sonic Youth, Astor Piazzola, Voivod, Wovenhand i inni - niezawodne i niewyczerpane jak dotąd źródło na boleści i marazm. Polubiłam się nawet troszkę z zespołem Swans.
Mogę powiedzieć z radością że czekam na te poniedziałki jak na jakieś manewry, których w końcu nie zaznałam zbyt wiele. Weszły mi w krew - nawet gdy zasypiam ze zmęczenia, to się budzę na czas, a gdy mam kiepski dzień to staję na nogi i lecę do przodu.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 27 października 2019 11:14:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 22042
Crazy pisze:
Osibisa - Osibisa/ Woyaya ( obie płyty 1971) * * * * *

Poznałem też następną płytę Osibisy pt. Heads. Zaczyna się i kończy równie dobrze, jak tamte - rozpoczynający utwór pt. Kokorokoo brzmi tak, jak się nazywa ;-) Jazda bez trzymanki i znowu ta czysta nieskrępowana energia zrodzona blisko natury! Z kolei ostatni utwór, piękna ballada Do You Know to zupełnie inna sprawa, to już jest szlachetność brzmienia, głosu i melodii - podoba mi się nawet bardziej niż tytułowa Woyaya z poprzedniej płyty, którą przecież skowerował sam Art Garfunkel, bo tak mu się spodobała.

Pośrodku jest nieco gorzej. Ogólnie fajne, ale właśnie: fajne, momentami bardzo fajne, ale nie rewelacyjne. Jakby mnie w tym powietrza, robi się czasem muzyka tła. W jednym miejscu też mi się nie podoba, jest taka piosenka, która brzmi, jakby proporcje afrykańsko-karaibskie odwróciły się wyraźnie w stronę karaibską, a to nie jest kierunek, który bym popierał. Karaibskie wpływy na afrykańską podstawę robią tej muzyce świetnie, ale kiedy zaczynają przeważać, to robi się pitu-pitu. Jak mówię, jest to jeden kawałek, cała reszta mi się jak najbardziej podoba, ale na poziomie pięciu gwiazdek pozostaje tylko pierwszy i ostatni numer.

p.s. Ostatnia piosenka bardzo mi o dziwo pachnie Moody Bluesami! Co myślisz o tym, Gero?

phpBB [video]

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group