Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 17 grudnia 2018 06:29:42

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 11  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 22 marca 2007 13:28:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6359
O Kaczmarskim (który dziś skończyłby 50 lat) w Rzeczpospolitej:

http://www.rzeczpospolita.pl/wydarzenia/070321_14.html

Cytat:
Poeta - poetą staje się po śmierci

Krzysztof Masłoń

"Znajoma Rosjanka nad kieliszkiem twierdzi,/ Że poeta - poetą staje się po śmierci" - pisał w jednym z utworów. A kim sam stał się po śmierci? Wiem, że usiłował przestać być bardem. Nie tylko bardem "Solidarności", z którą po 1989 roku wyraźnie było mu nie po drodze, ale bardem w ogóle. Wielokrotnie odgrażał się, że zrezygnuje z tras koncertowych, a gitarę brać będzie do ręki wyłącznie w domu, by zaśpiewać dla najbliższych. Nikt mu nie wierzył, on sobie też nie. W końcu kiedyś tak siebie zdefiniował: "Pot, alkohol, ślina, krew/ To po prostu ja./ Plus śpiew".

Tyle, że ten śpiew przeceniał, jakby zapominając, że przede wszystkim był człowiekiem pióra, który - po prostu - zamiast ogłaszać swoje wiersze drukiem, wykrzykiwał je do mikrofonu. Pozostawił tych wierszy około tysiąca. Są wśród nich perły, a choć zdarzają się też ewidentne pomyłki, w sumie stanowią, zda się, niewyczerpane źródło tekstów nieobojętnych. Oby po te mniej znane sięgali kontynuatorzy, naśladowcy, epigoni, późni odkrywcy i rewelatorzy Jacka Kaczmarskiego. Nie ograniczając się do "Murów". I pamiętając, że po "Młodym lesie" był "Młody las II". A po "Obławie" jeszcze trzy jej wersje.

Na pewno do odkrycia pozostaje Kaczmarski - prozaik. Z jego książek tylko "Autoportret z kanalią" cieszył się krótkotrwałą, skandalizującą sławą. Najciekawsza powieść - "O aniołach innym razem" znana jest w gruncie rzeczy tylko zaprzysięgłym fanom artysty. W 1999 roku przyjęta została chłodno, by nie powiedzieć - ozięble. Zdarzało mu się słyszeć: "Pilnuj, szewcze, kopyta". A on buntował się przeciw takiemu zaszufladkowaniu. Zresztą bunt miał wpisany w życie - wcale nie jednoznaczne, poplątane, chore.
We wstrząsającym "Konfesjonale" pisał:

Za prawo swe uznałem to, że żyję.

Za własną potem wziąłem to zasługę.

I - co nie moje - miałem za niczyje,

Więc brałem, nigdy się nie licząc z długiem.

Z jakąż straceńczą, destrukcyjną siłą brnął z jednych tarapatów w drugie: "Wciąż mu nie dość/ Zmylonych dróg / Uparty gość/ Mój Bóg".

W ostatnim czasie o Kaczmarskim znów się zrobiło głośno, głównie za sprawą jego córki Patrycji: też śpiewającej, jak ojciec, u Jana Pietrzaka "Pod Egidą", uczącej się Polski i polskości, szukającej prawdy o ojcu, mimo nie najlepszych wspomnień: "Nie miałam poczucia bezpieczeństwa - mówiła w jednym z wywiadów. - Ojciec walczył z własnymi demonami. Był niecierpliwy. Miewał napady złości".

Tak, ale to właśnie jego pytano: jak żyć? Sam byłem świadkiem, jak po jednym z koncertów - ten był akurat w "Remoncie" - obsiadło go kilkoro młodych ludzi w wieku maturalnym domagając się recepty na egzystencję. Zbywał ich żartami, cytował jakiś rosyjski wiersz, odsyłał do lektur: szkolnych i nadobowiązkowych. A właściwie mógłby posłużyć się autocytatem, z zaczerpniętej z Norwida "Parafrazy": "Tak pić, by się picia nie zaprzeć,/ Wierzyć zawsze w to, co jest słabsze...".

Jackowi Kaczmarskiemu najtrwalszy pomnik wzniesiemy nie ze spiżu ani z uchwał sejmowych, ale wsłuchując się w jego pieśni, czytając jego wiersze, poznając jego dorobek pisarski. Bo dla tego artysty z Bożej łaski pierwsze i najważniejsze zawsze było - Słowo.

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 10 kwietnia 2007 15:23:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6359
Dziś mija 3 rocznica śmierci JK. Wklejam jeden z ostatnich wierszy, jakie napisał (ze zbioru "Tunel").

Jacek Kaczmarski

Starość Tezeusza


W młodości byłem Tezeuszem,
A dzisiaj jestem Minotaurem.
Po mrocznym labiryncie kluczę
Nie mogąc liczyć na Ariadnę.
Głowa mi coraz bardziej ciąży,
Gdy żądam światła niby boga;
A ostrzegali ludzie mądrzy,
Że wszelka żądza to choroba.

Kiedyś walczyłem z potworami -
Dziś przeistaczam się w potwora.
Na ścianach cień mój, niby pamięć
Tego, kim byłem ledwie wczoraj.
Z pochodnią u łba ścigam siebie
Geometriami korytarzy,
A świat się boi mnie, bo nie wie,
Że winien przejrzeć się w mej twarzy.

W młodości byłem bohaterem,
Dziś jestem więźniem ciemnej sławy;
Miejsca w pułapce tej niewiele
Na więcej coś, niż życia nawyk.
Robię co mogę mimo kaźni,
Małe starczają mi radości:
Mgliste obrazy wyobraźni,
I gorzka sytość dorosłości.

Nocą mnie prześladują zjawy
Ludzi złożonych mi w ofierze;
To ów obrządek krwawy sprawił
Żem pół mężczyzna i pół zwierzę.
Więc odkupienia dla mnie nie ma
W niezawinionej poniewierce;
Skrobiąc na murze ten poemat
Pokornie czekam na mordercę...

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 10 kwietnia 2008 12:29:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 21491
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Rok temu monika pisze:
Dziś mija 3 rocznica śmierci JK

A dziś czwarta,....
Pamiętam ten wieczór. Byłem w Kamiennej i wracałem z knajpy (to chyba była Wielka Sobota?) do domu. Dokładnie kojarzę na którym skrzyżowaniu dopadł mnie sms od kumpla...

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 12 maja 2008 20:22:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6359
Ostatnio - po obejrzeniu serialu "Pani Bovary" - słuchałam sporo "Murów" tria Kaczmarski-Łapiński-Gintrowski. Jest tam piosenka pod tym tytułem właśnie, którą zawsze bardzo lubiłam - Gintrowski i majowy spleen dobrze współgrają.

A całe "Mury" to bardzo dobra płyta o nieprzekraczalności i nieosiągalności. O murach wszelkich. Uderzyła mnie powtarzalność tego motywu na całej płycie, oglądanie barier z różnych perspektyw...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 20 maja 2008 20:38:16 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3406
Przesłuchałam dziś trzykrotnie tej pierwszej "swojej" płyty Kaczmarskiego, czyli "Krzyku".
Poraziło mnie ponownie, po tylu, tylu latach.
Nie chcę powtarzać posta Monikisprzed prawie trzech lat, ale ciężar płyty, gorycz, żal i szaleństwo przeplecione gniewem, krzykiem przejmują mnie wciąż do głębi... Teksty Pustyni i Meldunku to arcydzieła budowania podskórnego napięcia i pożerającej gdzieś od środka, cicho, choroby.
Braknie słów.
Do posłuchania.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 20 maja 2008 20:48:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25039
Kilka tygodni temu miałem fleszbek tej płyty. Bo nie słyszałem jej wiele, wiele lat. I miałem wrażenie takie jak Ty, że pamiętam teksty. Ale jak wpisałaś tamten fragment to zrobiłem: :shock: , pewnie pamiętam zupełnie coś innego. Swoją drogą ciekawe czy teraz by mi się podobało, od jakiegoś czasu Kaczmarskiego słucha mi się nieco lepiej w pamięci niż z płyty :wink: .


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 20 maja 2008 21:02:32 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3406
To nie tak, że znam to na pamięć "po prostu", tylko razem z pieśniarzem - ale urywek o domach publicznych mącił mi wyobraźnię i zapamiętałam dobrze, miałam z 13 lat, kiedy słuchałam tego bez przerwy...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 20:49:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21094
Jacek Kaczmarski - Live 1991

Płyta, którą u panka w 1991 miałem na trzecim, wyżej niż Nevermind.
Dziś miałbym ją pewnie też wyżej, a do tego wyżej od Red Hotów, którzy wtedy byli na drugim...

Właśnie słucham i słuchając, będę po kolei opisywał...

Nasza klasa * * * * 1/4
Jakkolwiek piękna ta piosenka, muszę wyznać, że ograła mi się, a nawet sam ją sobie cokolwiek ograłem. Wzruszająca melancholia, ale trochę brakuje mi mocy w tej tęsknocie za odeszłymi czasami. Tekst bardzo lubię, choć też brakuje w nim iskry, która buchnie wręcz w następnym utworze. Dlatego cztery a nie pięć, ale i ćwierć, bo pobrzękuje tam już coś dużego.

Przejście Polaków przez Morze Czerwone * * * * *
Za to ta piosenka, której by nie było stanowi egzemplarz piosenki genialnej tak wyraziście, jak rzadko się to zdarza. Jest i w niej melancholia i utracona szansa, ale jednocześnie są dreszcze! Tekst daje w łeb - dla mnie jest może nawet najlepszym, jaki Kaczmarski w ogóle napisał! Gdyby muzyka była tak niesamowita jak tekst, byłoby to gwiazdek sześć, ale choć w melodii i wykonaniu dzieje się wyraźnie więcej niż na naszej klasie, to jednak pozostaje tylko akompaniamentem.

Głupi Jasio * * * * 1/2
Bardzo urokliwie opowiedziana historia z akompaniamentem prostym, ale niezwykle trafionym. Pamiętam, kiedy uczyłem się grać tę piosenkę, to im dłużej się uczyłem, tym więcej fajności odkrywałem w tych niby zwyczajnych gitarowych brzdąknięciach.

Trylogia (Pan Kmicic) * * * * 1/4
Jest to prawdziwy CZAD, mocniejszy od znacznej ilości elektrycznogitarowych łomotów, jakie znam, ale niestety za długo się to ciągnie, a urozmaiceń brak. Potencjalnie więc arcydzieło, ale czegoś za mało, w rezultacie choć świetne, to tylko w jednym wymiarze. No ale ale! - jak to oddaje klimat historii pana Kmicica! :D (również w aspekcie dłużyznowym ;-))

Poczet królów polskich * * *
Nie przepadam za tą piosenką, bo trąci mi ona pretensjonalnością. U Kaczmarskiego napuszenie i pretensjonalność w ogóle bywa częstą wadą, ale właśnie na tej płycie LIVE jest tego wyjątkowo mało. Natomiast Poczet nie ma moim zdaniem tego, co udało się tak dobrze wyważyć w Morzu Czerwonym, czyli że na skrzyżowaniu tematyki historycznej i współczesnej powstaje coś uniwersalnego - Morze Czerwone jest utworem archetypicznym, Poczet zaledwie publicystycznym.

Uff, a teraz aż wcisnąłem pauzę, bo szykuję się do czegoś, co może okazać się najdłuższym ciągiem pięciogwiazdkowców na jakiejkolwiek płycie, którą kiedykowiek oceniałem...

Ballada wrześniowa * * * * *
Zaczyna się zwyczajowym kaczmarskim galopem po strunach i jeszcze nie wiadomo, że dalej będzie tak: :shock: Ale zaczynają się słowa, "długośmy na ten dzień czekali" i zaczynają się jakieś niesamowite rzeczy w melodii i napięcie zaczyna lawinowo wzrastać, a kiedy dołącza fortepian, a na dodatek Chrystus z kulą w tyle głowy... to ja odpadam!!!!

Jałta * * * * *
No i tak się wydaje na początku, że pitolenie trochę... niby tematyka ważka, a jakoś nic się nie dzieje, muzyka jakby za lekka, początek tekstu nie robi na mnie wrażenia. Już od drugiej zwrotki zaczyna się to jednak wyraźnie zmieniać, nie dlatego, żeby była wyraźnie lepsza, ale jak się okazuje wielkim atutem tego tekstu jest jego konstrukcja, konskwencja, budowanie napięcia - tym razem nie emocjami (jak w Balladzie wrześniowej), lecz w sposób ukazujący podziwu godne opanowanie warsztatu i twórczą samodyscyplinę. A wydająca się lekką muzyką okazuje się taką tylko na pozór, podobnie jak tylko na pozór lekkie i miłe były obrady Trójki na Krymie. W rezultacie otrzymujemy jeden z najlepszych tekstów Kaczmarskiego, wykład historyczny, na którym można by ludzi uczyć, co to była Jałta. Arcydzieło, tak.

Opowieść pewnego emigranta * * * * *
Ta opowieść dławi mnie w gardle i jeżeli kiedyś przy słuchaniu Kaczmarskiego łza zakręciła mi się w oku, to na pewno tu. Tą opowieścią jestem wstrząśnięty.

Kara Barabasza * * * * * *
Choć chciałem się bronić i czekać z przyznaniem szóstej gwiazdki do końca płyty, to jednak nie dam rady - ta piosenka to jest jakiś TOTAL. Dla mnie napisał ją Mistrz, a zachwycić się nią mogła Małgorzata. Ale do tego muzyka!! - wkład Łapińskiego we wspaniałość tej płyty jest dla mnie nie do przecenienia.

Lalka * * * * *
Jako oddany fan powieści Prusa przede wszystkim doceniam tu idealne wprost oddanie klimatu powieści, w pełni udane spuentowanie przeróżnych problemów w niej poruszanych, no i to, że autor chyba tak samo kocha tę książkę, jak ja. Ale wydaje mi się też, że pozostając poniekąd wyłącznie w świecie powieści, tekst Kaczmarskiego brzmi naprawdę uniwersalnie...
I nie da się ukryć, że bardzo bardzo podoba mi się i melodia, i wykonanie. Stonowane, jednocześnie pełne emocji, i jakiegoś oddalenia (całkowicie udało się uniknąć patosu), pełne godności.

Obława * * * * *
Ile razy bym tego nie słyszał w wykonaniu Kaczmarskiego, czy jakiegoś kolegi przy ognisku - ta piosenka NIE PRZESTAJE kłami gończych psów mnie szarpać ;-)

Obława 2 * * * * *
Ale ale - czy aby ta nie jeszcze lepsza?! Powiem tak: kiedy nie słucham, to na pamięć pierwsza Obława wydaje się bezkonkurencyjna, jest w niej klasyczność, bezbłędność, po prostu strzał w dziesiątkę.
Ale kiedy z głośników rozlega się płyta Live z 1991 roku, to prawie zawsze właśnie druga Obława robi na mnie większe wrażenie. Niesamowite jest w niej wrażenie przestrzeni, że to już nie kilku myśliwych goniących zabłąkanego wilka w jakiejś kniei, to planowe niszczenie gatunku, to bardziej przerażające, bo bardziej totalitarne. Bez ani jednego słowa odniesienia do konkretnych realiów historycznych czy politycznych, udało się stworzyć muzyczny obraz taki, że ja słucham i widzę wojnę, którą potwory ubrane w maskę cywilizacji wydały zwykłym ludziom...

Obława 3 * * * * 1/2
Na tym kończy się ten niesamowity ciąg pięciogwiazdkowców, bo trzecia Obława, choć świetna, jest jednak znacznie bardziej jednowymiarowa od obu poprzedniczek i w pewnym sensie bardziej oczywista, mało odkrywcza, również muzycznie (świetne też, ale brakuje po prostu piątej gwiazdki ;-))

Sentymentalna panna S * *
Niestety smęt, tekst jakiś taki wymęczony, nie budzi we mnie żadnych emocji, nawet nie wiem właściwie, o czym on tam śpiewa. Może jest w tym jakaś prawda, ale podane to w formie, która do mnie nie trafia.

Zbroja
pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć pięć czy sześć... ;-)

No dobra, nie przesadzajmy * * * * * "zaledwie".

Muzycznie jest to dla mnie Kaczmarski numer jeden, bez wahania. No i bynajmniej nie jest tak, że tekst mi się nie podoba. Ba - jak cholera się podoba, a może raczej: pierwsze trzy zwrotki się podobają. Następne też, ale nie jest to aż tak wyraziste, próbuje chyba stworzyć równie wszechogarniające wrażenie, co Obława 2, ale nie do końca udanie. Tym niemniej cały tekst nie ma tego geniuszu, co Morze Czerwone, Barabasz czy Jałta. Więc podobnie jak Morze Czerwone (numer jeden tekstowy) zostaje ściągnięty do pięciu gwiazdek przez muzykę, tak tutaj (numer jeden muzyczny) troszkę traci przez tekst i może pewną też jednostajność.

Epitafium dla Wysockiego * * * * * *

Choć tematyka już nie jeruszalaimska, znowu wydaje mi się, jakby mógł to stworzyć Mistrz (może w drugiej powieści, gdyby go diabli nie wzięli? ;-) a może u tych diabłów to był napisał?). Arcydzieło absolutne, jedna z najpoważniejszych u mnie nominacji do miana "najlepszej polskiej piosenki ever" i dość prawdopodobny zwycięzca tej kategorii.
Ja nie umiem nauczyć się tego tekstu na pamięć i jego siła nie leży w konkretnych wersach i zwrotkach, tu chodzi raczej o coś całościowego, o wizję, która nie mieści się w słowach, ani Kaczmarskiego, ani moich. I do tego dochodzi - a nawet w szokujący sposób całość koronuje - puenta, która stanowi dla mnie wstrząs moralny i emocjonalny. Co sił! Co sił! I jeszcze wykonanie takie, że aaaaaaa!
Kiedy ta piosenka się kończy, mam wrażenie, że dopełniło się coś wyjątkowego i w pełni skończonego, a takie wrażenie jest czymś unikalnym.

Kończy się też cała płyta, z którą dla mnie mało która płyta rockowa może się równać.


Ostatnio zmieniony czw, 24 lipca 2008 07:47:37 przez Crazy, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 lipca 2008 22:09:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 20405
Epitafium to ja bym chciał usłyszeć zagrane a la Legenda

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 lipca 2008 07:44:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 21491
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Crazy pisze:
Poczet królów polskich

:shock: Taki masz tytuł na płycie/kasecie, czy go sobie wymyśliłeś?
A w ogóle to wielkie brawa. No i, jak pewnie wiesz, mogę podpisać się pod tym, co
żeś o "Epitafium dla Wysockiego" pisze:
Arcydzieło absolutne, jedna z najpoważniejszych u mnie nominacji do miana "najlepszej polskiej piosenki ever" i dość prawdopodobny zwycięzca tej kategorii.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 lipca 2008 07:51:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21094
tytuły pisałem z pamięci, na płycie jest Tradycja


Budyń pisze:
Epitafium to ja bym chciał usłyszeć zagrane a la Legenda

ciekawe by mogło być...

skądinąd we wspomnianych nominacjach z Epitafium konkurowałaby właśnie Legenda i jeszcze Dziwny jest ten świat.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 lipca 2008 08:03:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 21491
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Crazy pisze:
z Epitafium konkurowałaby właśnie Legenda i jeszcze Dziwny jest ten świat

Hmmm... A u mnie?
Opowieść Zimowa, Bema Pamięci Żałobny Rapsod, Wieża Radości Wieża Samotności, Korowód. Może jeszcze coś...
Czyli prawie powtórka z Twoimi wykonawcami. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 24 stycznia 2009 14:40:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 11:17:46
Posty: 4827
Skąd: Biadacz
to temat o Kaczmarskim, ale nie mamy tematu o Gintrowskim, a ciekawy z nim wywiad tu:
http://www.rp.pl/artykul/252938.html

pozdro...
KoT


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 18 lutego 2009 01:55:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21094
Crazy pisze:
Epitafium dla Wysockiego * * * * * *

(...) Arcydzieło absolutne, jedna z najpoważniejszych u mnie nominacji do miana "najlepszej polskiej piosenki ever" i dość prawdopodobny zwycięzca tej kategorii.


Chyba dojrzało we mnie, żeby ogłosić, że zgodnie z przewidywaniami bukmacherów Epitafium dość zdecydowanie wygrało tę kategorię :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 15 kwietnia 2009 15:00:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 21491
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Pod wpływem głosowania w wątku Moniki trochę sobie odświeżyłem ten wątek, zanim trafią tu wyniku Topu i komentarze do nich.
Patrzę, czytam i myślę - jak to jest, że ani Panek, ani Monika nie napisali w tym wątku nic o moim utworze numer 2 w twórczości Kaczmarskiego? I nikt, oprócz mnie, jak dotąd na niego nie zagłosował?
Mowa o "Wigilii na Syberii".
Napisałem że numer dwa. Ale od niedawna w sumie. Kiedyś go nie zauważałem trochę. Ba, w ogóle kiedyś nie doceniałem Muzeum jako takiego - zmieniło się to jakoś dopiero po śmierci Kaczmarskiego i dziś Muzeum walczyłoby u mnie z Live o miano ulubionej płyty. Ale nawet zagłębiwszy się już w Muzeum Wigilię nieco powierzchownie traktowałem. Zwrot przyszedł pewnego wieczoru w okolicach BożoNarodzeniowo-Sylwestrowych w karkonoskiej Przesiece. Siedzieliśmy tam w chałupie pewnego starszego małżeństwa wesołą gromadką. Wieczór, piwo, gitara, mróz za oknem. I wtedy tak jakoś mnie tknęło i mówię do Olka - "Olek, graj "Wigilię na Syberii", zaśpiewamy na role (szkoda że nie było nikogo trzeciego), jakoś tak nastrój pasuje". Wykonaliśmy, a gospodarz się popłakał. Wtedy jakoś dopiero i mnie udzielił się na całego nastrój tej pieśni. Dodam, że gospodarz w nagrodę z własnej inicjatywy przyniósł i wręczył nam butelkę wódki jako podziękowanie...

Najpierw wszystko ładnie - syczy samowar, ukrop ląduje w szklankach (chociaż to już jest trochę niepokojące - kto pije (kto wtedy pił) herbatę ze szklanki? Potem dowiadujemy się, kim są świętujący. I niby wszystko jak w domu. Obrus, kolędy, rozważana tajemnica zstąpienia Boga na Ziemię.
Po chwili wchodzi śpiew Gintrowskiego, brzmiący trochę jak skarga w połączeniu z tym tekstem - wymienianiem różnic, tego, co jednak odróżnia tę Wigilię od tych domowych. Nie będzie tylko gwiazdki na Niebie, grzybów w świątecznym barszczu... Ale mimo wszystko finalizuje tę wymieniankę twardym przypomnieniem okazji: Bóg się nam jutro urodzi! Ale znowu po chwili wspomina o kajdanach niewoli, które niekoniecznie kojarzą się z wyswobodzeniem ludu z władzy grzechu.
Teraz Łapiński, który już w ogóle wprowadza dramatyczny nastrój upartym podkreślaniem że nikt tu się przecież nie smuci, że chustka przy twarzy to katar. Sam siebie przekonuje do znajdowania jakichkolwiek pozytywów - Jesteśmy razem, czegóż chcieć jeszcze?. I - podobnie jak poprzednik - wraca do myśli przewodniej wieczoru, do Narodzenia. I nagle wchodzi ciche "Lulajże Jezuniu" - kolęda, która zdecydowanie nie należy do moich ulubionych, a tutaj poraża.
I ostatnia zwrotka, podkreślająca fakt, że zesłanie trwa już ładny kawałek czasu. Zapada w pamięć to kilkakrotne użycie "znowu", "znów", "jak co roku". I z okazji Świąt wszyscy życzą sobie wolności. Kolejny raz.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 11  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group