Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 20 lipca 2019 16:38:35

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 12:50:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4589
Skąd: ęsowany
QUEEN
best song: Keep Yourself Alive

QUEEN 2
best song: Seven Seas of Rye

dwie pierwsze płyty chyba można sobie spokojnie podarować, a wyszczególnionych utworów poszukać na składankach (warto!) - na razie zespół gubi się w poszukiwaniu własnego stylu;

SHEER HEART ATTACK **** i 3/4
best song: Flick of the Wrist
best moment: solo w Brighton Rock

O, znaleźli swoje miejsce! Najlepsza płyta Queen, jak dla mnie. Zaczyna się jarmarcznymi dźwiękami Brighton Rock, po których wszystko zmiata z powierzchni gitara; świetna zwrotka i świetna dygresja (wręcz modlitwa (?): "o, Rock of Ages do not crumble" - mam nadzieję ze to nie prześmiewcze), ale najlepsze jest teraz - długie solo grane jakby zupełnie przez Bryla, nawet Boski to potwierdził! Potem idzie Killer Queen - pierwszy większy przebój grupy i pierwsza zapowiedź wycieczek na granicę kiczu. Słabe - ale zapominamy o tym, bo między słuchawki wkracza piekna wiązanka utworu Taylora (Tenement Funster ) i dwóch utworów Freddiego (m.in. Flick of the Wrist z bardzo dziwną pseudoorientalna gitarą i galopującym refrenem - cudo!). Później jest również bardzo dobrze, z kolejną kulminacją w postaci bardzo napiętej ballady Maya She Makes Me. Ćwierć gwiazdki odjęłem za "Stone Cold Crazy", który mnie zupełnie nie rusza, choć doceniam gitary brzmiące trochę jak Acid Drinkers


A NIGHT AT THE OPERA **** i 1/2
best song: The Prophet's Song
best moment: rockowy kop po słowach "for meeeeee" w "Rhapsody"

Obiektywnie najlepsza płyta Queen, z nieoczywistym hiciorem pt. "Bohemian Rhapsody". Jest on wielki, ale przypomina mi się co raz Freddie gdzieś rzekł, otóż że piosenki Queen są jak czekoladki - zjeść i zapomnieć, bez większego ciężaru gatunkowego, "oprócz niektórych piosenek Briana". No i ja zdecydowanie wole piosenki Briana, w których chodzi o coś więcej niż cyrk (mimo ze cyrk w najlepszym wydaniu wokalnym). Dlatego u mnie 39 i the Prophet's Song ponad "Bohemian". Natomiast May ma tu swój nadir w "Sweet Lady", które jest bezbarwne i obniża ocenę. W ogóle, chyba całościowo na poprzedniej płycie kompozycje są ciut lepsze.

A DAY AT THE RACES **** i 1/2
best song: chyba The Millionaire Waltz
best moment: harmonie w Somebody to Love

znowu słaby utwór Maya "White coś tam" i za to pół gwiazdki mniej, ale reszta wspaniała; ponownie zachowana jest równowaga między utworami po coś (Let us Cling Together) i po nic (Good Old-Fashioned Loverboy) - ale w obydwu kategoriach wszyscy czterej są w swej najlepszej formie, oprócz "White coś tam" właściwie nie ma tu słabych momentów, brawo!

NEWS OF THE WORLD
best song: Sheer heart Attack

niespodziewany zjazd - nie wiem do się stało, ale ta płyta mnie ZUPEŁNIE nie rusza (mimo hitów "We Will Rock You" i "Champions", ale ja TAKIEGO Queen nigdy nie lubiłem); jedyny smaczek to Sheer Heart Attack wyśmienita kpina z punka, na pewno w mojej pierwszej dziesiatce Queen

JAZZ ***
best song: Mustapha

bardzo nierówna płyta, ale ma aż cztery wielkie utwory: "Mustapha" (muzycznie absolutne mistrzostwo, chociaż Siora mówiła, że to nie jest prawdziwy język arabski), "Bicycle Race", "Living Home Ain't Easy" i "Don't Stop Me Now". Reszta słaba.

the GAME
best song: tytułowy

ważna płyta, bo pierwsza z syntezatorami (chociaż więcej o nie krzyku niż się należy) i pierwsza tak popowa - ja w tym momencie dziekuję za udzial w ich dyskografii - na kolejnych płytach

FLASH GORDON
HOT SPACE
THE WORKS
A KIND OF MAGIC
THE MIRACLE


jest kilka BARDZO ciekawych numerów (np. "Who Wants to Live Forever" - w innej aranżacji byłby genialny, a tak jest tylko wielki), "the Miracle" czy "Las Palabras del' Amor" ale generalnie to już nie jest moja stylistyka

INNUENDO
best song: Bijou

na szczęście to już nie są lata osiemdziesiąte i płyta jest bardziej surowa; tytułowy utwór ma wielkość dawnych produkcji (gościnnie na gitarze flamenco Steve Howe z Yes), a jeszcze lepszy jest przedostatni Bijou z krótkim fragmentem śpiewanym i długą, nieziemsko piękną gitarą

MADE IN HEAVEN
słyszałem tylko dwie piosenki, ale wolę "Too Much Love Will Kill You" z wokalem Maya

pierwsza dziesiatka:

1. Mustapha
2. Tenement Funster/ Flick of the Wrist/ Lily of the Valley
3. The Prophet's Song
4. She Makes Me
5. 39
6. Death on Two Legs
7. Somebody to Love
8. You and I
9. Keep Yourself Alive
10. Brighton Rock oraz Sheer Heart Attack

_________________
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie
Psalm 128

https://thesoundrops.bandcamp.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 13:35:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21655
DZYNIU!!!!!!!!!!!!! HURRRAAA!!!!!!!!!!!

Przywracamy natychmiast stosunki dyplomatyczne z Poznaniem!

Oddajemy należny szacunek miszczowi ze Soundrops!

Nie dość, że założył wątek, który powienien był zostać założony wiele miesięcy temu ze względu na rangę zespołu, o którym on wątek jest - to jeszcze w dodatku dobrze powiedział o płytach! :D

O, tutaj to ja się wypowiem, bo sam ostrzyłem pazury na tenże wątek :-)

See you later!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 14:31:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
To ja tylko dopowiem, że nie tyle co się nie zgadzam z opiniami powyżej co do starszych płyt, bo ich nie znam tak dobrze, co zdecydowanie podniósłbym znaczenie i ocenę dwóch ostatnich płyt.

Innuendo (*****) jest najlepszą płytą Queen jaką znam i nawet mając na uwadze wspaniałe momenty (=utwory) z lat siedemdziesiątych, nie wydaje mi się aby w moim prywatnym rankingu inna płyta Queen mogła ją przeskoczyć. Absolutna doskonałość. Potwierdzam zachwyt nad Bijou.

Made In Heaven (****) strasznie trudno jest oceniac tę płytę pomijając konekst jej powstania. Ostatnie nagrania Freddiego, częściowo dokończone już po jego śmierci. Wspaniała forma i żal przy każdym utworze, że to już koniec, że już nic więcej nie powstanie. Ta świadomość jest tu bardzo obecna. A co do Too Much Love Will Kill You to też się już przyzwyczaiłem do wersji Briana więc wersja z tej płyty nie była takim wydarzeniem.

Poza tym mam jedynie obie pierwotne wersje Greatest Hits, czyli zebranie tego co najlepsze w latach 70 i 80 (później powstało kilka mutacji i składanek bardziej przekrojowych ale ja trzymam się pierwotnych wydań). Oczywiście ***** dla obu za całokształt.

Jedyne czego żałuję, to fakt, że twórczość zespołu została totalnie zajechana przez radio i tv w latach dziewięćdziesiątych i potem przez parę lat nie byłem w stanie słuchać czegokolwiek zespołu. Teraz to powoli wraca ale kilku niezwyciężonych nadal możnaby wymienić. Ograne do bólu, choć wielkie utwory.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 14:31:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 18:55:19
Posty: 1258
Skąd: Łódź -> Poznań
dokladnie tak!!
bezapelacyjnie najlepszy zespol swiata - od poczatku do konca, we wszystkich gatunkach jakich sie tknal miazdzacy konkurencje...
na dluzsza refleksje pozwole sobi enieco pozniej (tydzien??)

yes I!!

_________________
Blaszony
Każde zwierzę koi dotyk.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 14:36:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6395
Ale fajnie!!!!!!! :D :D :D Dzyniu!: :brawa:

Najpierw napiszę kanciasto: z niektórymi opiniami założyciela wątku zgadzam się, lecz z niektórymi bardzo nie ;-). Na razie tylko się poodnoszę - więcej napiszę NA PEWNO, ale za miesiąc, mniej więcej, chyba...

Dzyń pisze:
dwie pierwsze płyty chyba można sobie spokojnie podarować

Jeśli chodzi o pierwszą - może i tak, ale ekstremalnie pompatyczną Queen 2 od lat ...14...( :shock: ) uwielbiam!!! I już!

Dzyń pisze:
przypomina mi się co raz Freddie gdzieś rzekł, otóż że piosenki Queen są jak czekoladki - zjeść i zapomnieć


Hehehe - czasem też to cytuję, jak piotrpanek mi świadkiem :-). Ale mi się zdawało, że wyraził on swój generalny stosunek do szeroko pojętej muzyki pop - nie tylko do Queenowych piosenek, ale mogę się mylić.

A Night...
dzyń pisze:
Dlatego u mnie 39 i the Prophet's Song ponad "Bohemian"

Zgoda co do drugiej- całkowita niezgoda co do pierwszej wymienionej przez Ciebie piosenki. Ale ja w ogóle nie przepadam za wokalem Briana (już chyba Rogera chrypę wolę) ...no a Ty w końcu jesteś osobą, która stwierdziła, że woli Maya od Fredka...:shock: ;-)

A Day...
Szczerze mówiąc - ja "A Day..." lubię nawet bardziej od poprzedniczki (na której to odstraszaczami dla mnie są: 39, Your My Best Friend, Good Company...). "White coś tam" lubię - i wszystko inne też, mniej lub bardziej. A zdecydowanie wyróżniłabym "You Take my Breath Away"! Cudo absolutne!!! :aniolek:

Na "News..."
Poza dwoma hiciorami wszechczasów wyróżniłabym "Spread Your Wings"... no i jeszcze trochę lubię "Get Down, Make Love"

"Jazz"
Zdecydowanie - "Don't Stop Me Now" + "Mustapha", + może "Fat Bottomed Girls"

Generalnie zgadzam się, choć ze smutkiem :-( z Twoją oceną płyt z lat 80...
Na szczęście "Innuendo" duuużo lepsze :-D! ("Made in Heaven" to już nie to...)

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 14:43:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21655
no toś poszedł po całości... (to do Zasady)

ale ja powiem na razie tylko tyle, że od lat jest to zespół w mojej pierwszej lidze, a pierwsza liga to zespoły, wśród których trudno mi często zrobić kolejność... The Doors na pierwszym, ale potem Jethro Tull, Led Zeppelin, Pink Floyd, Jimi Hendrix Experience - i właśnie Queen.

(Oprócz tego oczywiście Armia, swoejgo czasu Kult, a poza tym Simon & Garfunkel i może Santana)

No i ostatnio poważnie zastanawiam się nad brakiem Beatlesów w tym zestawieniu.

Ale wracając do Queen - zdecydowana pierwsza liga, podobnie jak Dzyń generalnie dziękuję za ich lata 80.te (z wyjątkami piosenkowymi), natomiast 70.te i Innuendo to mistrzostwo świata.

Bendom gwiazdki i best momenty, ale na to trzeba czasu!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 14:56:05 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:40:03
Posty: 834
Skąd: Białystok
Z braku czasu (wątki o zespołach wymagają dużego zaangażowania, żeby napisać wszystko co się chce) powiem tylko tyle. Śpiew Freddiego - rewelacja. Prawdziwy mistrz jeśli chodzi o porównanie z innymi wokalistami ze świata muzyki rozrywkowej. Sama muzyka Queen, to nie to czego bym w muzyce szukał i co by mnie wzruszało. Poza tym nie znam płyt Queen w całości, oprócz Innuendo (na której Innuendo i Show must go on należą do moich ulubionych) i Made In Heaven (na której też dwa kawałki mnie zachwyciły - Made In Heaven i druga bardziej refleksyjna, której tytułu teraz nie pomnę - leciała w radio często).

Bohemian Rapsody-trochę nudzi po wielokrotnym wysłuchaniu.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 15:04:34 
(-)


Ostatnio zmieniony sob, 18 października 2008 21:00:42 przez Y, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 16:57:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6395
monika pisze:
Queen 2 od lat ...14...( ) uwielbiam!!!


K.T.W.S.G. pisze:
wydawało mi się, że to w większości neofici, a wówczas reagowałem na takie masowe tryndy alergicznie


Buuuuu.....Nie lubią mnie tu....

Obrazek

;-) ;-) ;-)

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 18:20:04 
(-)


Ostatnio zmieniony czw, 13 listopada 2008 21:14:12 przez Y, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 14 czerwca 2005 20:02:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6395
KTWSG pisze:
ale te 14 lat to by się akurat zgadzało hehe

a jakże! ;-)

A o Led Zeppelin postaram się napisać, ale na razie brak czasu :-(

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 15 czerwca 2005 08:24:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 20751
Słuchałem bardzo dużo Queen w początkach, jakoś mi nie zostało i zbyt wiele teraz do powiedzenia nie mam, w zasadzie bardzo sobie cenię kilka pojedynczych utworów ("Radio Ga Ga, Bohemian Rhapsody" "All I Want It All"). Natomiast oddzielnie rozpatruję płytę "Innuendo" , dla mnie całkowicie niesamowitą i genialną w zasadzie w całości, ze wskazaniem na utwór tytułowy i "Im Going Slightly Mad", elektryzują mnie te pierwsze dźwięki, solówka też bardzo fajna. "Show Must Go On" jeszcze się dla mnie wyróżnia, ale tak jak napisałem, cała płyta jest dla mnie bardzo dobra, pamiętam, że nawet kiczowata "Delilah" mi się podobała...

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: moze wroca?
PostWysłany: czw, 16 czerwca 2005 13:46:42 

Rejestracja:
śr, 01 grudnia 2004 14:16:01
Posty: 2647
od queen to ja zaczalem w ogole sluchac muzyki i prawie do konca podstawowki prawie nic inego nie tolerowalem, dzis czasem tylko innuendo wrzucam (bo poza tym jednym wyjatkiem nie slucham kaset) i wtedy placze (serio, ale to za bardzo osobista historia). oczywiscie sa wielcy i elektryzuje mnie gdy slysze queen +. nie bardzo lubie tylko tego okresu od hot space do miracle, za bardzo sie w plastik wciagneli, choc i tam perly znalezli.
i nie godze sie ze zdaniem dzunia ze queen i queen ii sa cienkie, dla mnie sa prawie najlepsze. zaznaczam jeszcze, ze niestety o czesci plyt wiem sporo tylko teoretycznie, o ocene pozostalej czesci pokusze sie pozniej...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 19 czerwca 2005 23:01:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21655
Na zakończenie dnia trzeba wrócić do miszczów.

Sa oni dla mnie przede wszystkim miszczami wielogłosów. Aranżacja wokalu w Queen dla mnie nie ma sobie równych, nawet Beatlesi im ustępują. W dodatku mieli dwóch świetnych wokalistów solowych, co się naprawdę rzadko zdarza w jednej grupie. (a których dwóch mam na myśli, to można sobie wywnioskować z poniższych opisów ;-))

Queen 1 * * * * 1/2

best song: My Fairy King

BARDZO lubię tę płytę i zawsze BARDZO się dziwiłem, czemu ma takie niskie notowania. Jest tam tyle świetnych momentów. Oczywiście Keep Yourself Alive to klasyk, jako jedyny utrzymał się bardzo długo w repertuarze koncertowym, ale wydaje mi się, że jeszcze lepsze są Great King Rat i - zwłaszcza - My Fairy King. Są to utwory na najwyższym poziomie i czy ja wiem, że można powiedzieć, że to są dopiero przymiarki stylu?... Bardzo mi się też podoba utwór pt. Jesus, super początek, jeszcze lepsze wejście wokalu "it all began with the three wise men", nieco gorszy refren.

Queen 2 * * * * -

best song: March of the Black Queen

Plyta dobra też, ale jakoś mniej mi podeszła, mocno nierówna mi się wydawała. Ale jest tu March of the Black Queen, który na mój gust stanowi prototyp Bohemian Rhapsody i jest pierwszym wielkim dziełem utworu. Śliczne Nevermore, nerwowe, ale interesujące Ogre Battle, Biała Królowa też fajna.

Sheer Heart Attack * * * *

best song: heh... jednak Killer Queen jako pojedynczy utwór, ale tak w ogóle to wiązanka Tenement Fuster, Flick of the Wrist i Lily of the Valley

Może byłoby więcej gwiazd, ale bardzo dawno nie słyszałem tej płyty w całości i wielu utworów nie pamiętam. Popieram Dzynia co do wyżej wymienionego medleya - jest to świetna wiązanka, każdy utwór nieco inny, a razem pasują jak ulał. Na Tenement Fuster po raz pierwszy (ale nie ostatni!) Roger Taylor dał prawdziwy popis swoich możliwosci wokalnych.
Killer Queen uwielbiam. Wycieczki na granice kiczu? - jak najbardziej! Wszak to jest jedna z najmocniejszych stron Queenu. Np. na tej płycie jednym z najlepszych utworów jest Bring Back That Leroy Brown. Aż się skrzy!

A Night at the Opera * * * * * 1/2

best song: Prophet's Song

Rzecz dziejowa. Płyta, która gdyby nie miała w sobie Sweet Lady, które ani nie jest ciekawe same z siebie, ani nie pasuje do płyty, oraz Good Company, które pasuje, ale nie jest zbyt ciekawe też - dostałaby u mnie sześć gwiazdek, któe to jak wiadomo jest zarezerwowane dla kilku płyt na krzyż.
Po prostu doskonale się tego słucha. Z jednej strony różnorodność niesamowita a z drugiej spójność też niesamowita (minus Sweet Lady).
A więc koło miłośników Profet's songu nam się zrobiło... no dla mnie chyba utwór Queen numer jeden. Co prawda ten cały solowy kawałek Freddiego to w sumie to, co najmniej z niego lubię, ale tez mi się podoba - natomiast jak potem wraca ostre granie, a potem wchodzi wokal! God give me grace to purge this place... AAAARH! Co za czad! i przejście do refrenu - best moment!!!
I zaraz potem Love of my Life - piosenka po prostu arcyprzecudowna. Czyste piękno.
Bohemian Rhapsody dopiero na trzecim.
A do tego kolejne wycieczki na granice kiczu, w tym Seaside Rendez Vouz, które z nich wszystkich lubię najbardziej (ach, jak to się tańczy! znaczy ja nie umiem tańczyć, ale kiwać się przy tym uwielbiam. I drapieżne otwierające Death on two legs!... I proste a wzruszające You're My Best Friend. WSPANIAŁA płyta.

A Day at the Races * * * *

best song: You Take My Breath Away!

Nie mam serca do tej płyty trochę. Niby bez zarzutu (akurat White coś-tam mi się podoba, Dzyniu!), a jakoś ciężko. Wymieniony best song, to dokładnie tak jak monika napisała: :aniolek: (chociaż Love of My Life lepsze!). Somebody to Love świetne, zamykające Let Us Cling Together też. To by były te fragmenty, które autentycznie lubię. Z innych.. no nieco mniej.

News From The World * * * * 1/2

best song: Jesteśmy Miszczami!

Mam tu znowu problem, że nie najlepiej pamietam, ale pamiętam bardzo dobre wrażenie, jakie przed laty zrobiła na mnie ta płyta. Zgadzam się z moniką, ze trzeba tu wyróżnić Spread Your Wings - jest to utwór niemal dreszczowy! Ale i tak najlepiej lubię to potwornie ograne a zawsze genialne We Are The Champions. Zgoda z Dzyniem co do Sheer Heart Attack.

Jazz * * * *

best song: Don't Stop Me Now

Ten best song to jest po prostu... taki SUPERSONIK!!! Jakie to ma tempo i energię, to niewiarygodna sprawa. Wspaniały utwór. Mustapha może nie jest aż tak dla mnie ulubiony, co dla Dzynia, ale jak najbardziej. Za to nikt nie powiedział dobrego słowa o All Of That Jazz na koniec albumu - moim zdaniem bomba. Ale ogólnie jest to nierówne cokolwiek faktycznie.

Ech.. północ się zbliża. Chyba dalszą część dopiszę w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ich lata 80. lubię znacznie mniej, ale nie podziękowałem zupełnie za udział w tej części ich dyskografii, więc się mogę wypowiedzieć.

Patrzę, że jakoś w sumie niskie oceny dostały te płyty starsze. Bo gdybym miał wystawić łączną notę całemu Queen z lat 70. to byłoby to bezwarunkowe stuprocentowe PIĘĆ!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 19 czerwca 2005 23:54:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6395
Poprzednio napisałam:

monika pisze:
Dzyń napisał:
dwie pierwsze płyty chyba można sobie spokojnie podarować

Jeśli chodzi o pierwszą - może i tak, ale ekstremalnie pompatyczną Queen 2 od lat ...14... uwielbiam!!! I już!


No i właśnie jestem świeżo po przesłuchaniu także Queen I (po kilku latach niesłuchania, chyba).
Zgadzam się z Crazim, a także q51 jeśli chodzi o jej ocenę - czyli nie tylko Queen II, ale także Queen I uwielbiam!

Crazy pisze:
Keep Yourself Alive to klasyk (...), ale wydaje mi się, że jeszcze lepsze są Great King Rat i - zwłaszcza - My Fairy King.


Tak tak tak! A zwłaszcza "My Fairy King" właśnie. Magia, czar, tajemnica...Ach!...
My fairy king can see things..., My fairy king can do right and nothing wrong....

Poza tym - jest tu "Liar" i jest on bardzo w porządku. Ech! I ogromnie lubię też ciężkość "Son and Daughter"...
I want you to be a woman...
Chociaż "Jesus", wymieniony przez Craziego, trochę mnie nudzi jakoś... - w porównaniu do innych piosenek na jedynce.

A teraz słucham "Sheer Heart Attack"...I trójka: Tenement Fuster, Flick of the Wrist, Lily of the Valley rzeczywiście cudowna! Hehehe - w tym momencie (właśnie minionym ;-)) taki tekst w wykonaniu Rogera:
I like the good things in life
But most of the best things ain't free


Dochodzi pierwsza - na razie wystarczy. Dziękuję. ;-)

_________________
Sartre was wrong. Physical pain is so much worse than prolonged emotional distress. What a hack!


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group