Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 26 września 2018 05:41:34

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 222 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 13 lutego 2006 14:55:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
A ja jeszcze muszę posłuchać przed koncertem BTW ktoś jedzie do Katowic? Erkej może?

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 15 lutego 2006 17:44:56 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:31:23
Posty: 3369
marecki pisze:
ktoś jedzie do Katowic? Erkej może?

Niestety nie mam biletów do Spodka, ale odpuściłem troche walkę o nie, gdyż dokonałem zakupu biletów na Legię.
Koncert na Legii... 8)
Pierwszy raz przejdę przez takie cuś.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 18 lutego 2006 11:35:31 
Bardzo lubie Violatora

Wcześniejsze kojarzą mi się ze słabą dyskoteką, ale tak na prawdę nie znam. Gitarowe Depesze ujdą, ale mnie nie przekonują (jak radosny Cure, że wejdę w poletko Erkeja :).
Zacząłem słuchać pod koniec podstawówki pod wpływem dziewczęcia z ginącej subkutlry Depeszów. Subkultury tej jako metalowiec z odcieniem pankowym nie mogłem lubić, więc wywaliłem taśmę by słuchać mocniejszych rzeczy (wraz z Irą, De Mono i paroma innymi uległa anihilacji ;). Natomiast kilka lat temu (może więcej ;) się znów przekonałem do Violatora.
Zupełnie bezboleśnie, bo mi te kawałki chodziły po łbie, odkąd przestałem być fanem jedynie extremy.
Bardzo lubię Violatora. Pewnie w 100, albo 50 ulubionych albumów by się znalazł spokojnie.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 19 lutego 2006 16:24:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
to co sądzisz o utworze "Waiting for the Night"? dla mnie dalece najlepszy kawałek w dorobku zespołu.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 20 lutego 2006 11:55:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Waiting For The Night - ja bardzo lubię, bardzo fajnie klimatyczny,

A ostatnio w końcu zakupiłem Playing The Angel. No i cóż, po pierwszym mnie nie zachwycił. Ale dam mu jeszcze parę szans :)

EDIT: "Zyskuje przy bliższym spotkaniu". Słucham od dwóch dni i znajduje tam coraz więcej dobrego.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Ostatnio zmieniony wt, 21 lutego 2006 14:32:30 przez marecki, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 21 lutego 2006 12:54:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 04 grudnia 2004 20:50:09
Posty: 2005
Skąd: zNienacka
hmm fajny watek. a ja gupi napisałem swój. Tylko dodam,że zloty fanów DM to ciekawe doswiadczenie. Konkurs tańca a'la Dave, telebim na którym wyswietla się koncerty DM i klipy. Konkursy w których nagrodami są plakaty z DM. Polecam też zespół, który zrewolucjonizował muzykę DM. To beligijski zespół Front 242. To jest elektoniczny kop. :twisted:

_________________
wiecznie wątpiący- gatunek ginący


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych
eksperymentów zrezygnował.

Mark Twain


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 07 marca 2006 17:05:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Playing The Angel - dużo ostatnio słucham i bardzo mi się podoba. Chyba ze ****1/2 bym dał w tej chwili. Po kolei:

A Pain That I'm Used To (****) - dobre rozpoczęcie, mocno rockowe, zwłaszcza samo otwarcie, no rozkręca się bardzo dobrze
John The Revelator (**3/4) - słabszy moment, momentami fajny podkład ale taki wysilony wokal, jak nie przymierzając w Condemnation. I tu mi się też nie podoba. Akurat ta maniera Dave'a jakoś do mnie nie przemawia.
Suffer Well (****1/2) - początkowo jak na to trafiłem była lekka podłamka. Co to jest??? No ten bit jest bardzo osiemdziesionowaty. Ale po paru przesłuchaniach bardzo mnie wzięło na ten utwór i ostatnio nucę go dość często. A to nowy singiel chyba jest? No proszę jaki udany! I ten dwugłos Dave'a i Martina w refrenie ("it's hard"). Bardzo bardzo!
The Sinner In Me (*****) - no tu już dobrze od samego początku. I zauważony już przez Crazy'ego tekst. Jest i przenikająca elektronika ale i mocniejsze uderzenie gitary (?). Tak niespokojnie to brzmi po całości. Klimat trochę mi przypomina Barrel Of A Gun.
Precious (****1/2) - przebój. Typowy i bardzo udany. Choć jak ostatnio przeczytałem tekst mniej rozrywkowy, bo skierowany do dzieci Gore'a po rozwodzie z żoną. To mi się też w Depeszach też zawsze podobało. Że pod bardzo przebojową powłoką kryją się bardzo udane i wcale niebanalne teksty.
Macro (***) - ciekawe ale jakoś mnie nie przekonuje aż tak. Oczywiście przyjemnie to sobie płynie, ciekawe tło ale w porównaniu z innymi utworami jednak słabiej.
I Want It All (***1/2) - słabszego momentu ciąg dalszy, to znaczy znów jest ciekawie w podkładzie (bardzo przyjemne cykanie w refrenie). Udany koniec z dwugłosem i intrygującym instrumentalnym finałem.
Nothing's impossible (*****) - best moment płyty, zwłaszcza wokal, schowany, trochę nieobecny, jakby z odległości. Wspaniale to brzmi. Depeche Mode w najlepszym wydaniu. Przebojowo ale nie nachalnie.
Introspective (***1/2) – solidna miniaturka. Nie żeby coś wielkiego ale miłe dla ucha. Klimat ponad wszystko.
Damaged People (****) – znów Gore na wokalu. Klimatu ciąg dalszy. Dobre
Lilian (****) – przebojowo znów. Fajny, taki olewczy wokal Gahana
The Darkest Star (****) – i klimat na koniec. Poniekąd tytułowy. Znów podobny wokal. Taka błoga leniwość spod której przedziera niesamowitość.

Ogólnie płyta brzmieniowo bardzo Depeche’owata. Dużo dzieje się ciekawego w tle. Różne smaczki, dźwięki, które odkrywa się dopiero po dokładnym przesłuchaniu (słuchawki byłyby najlepsze, na razie musi wystarczyć odsłuch w samochodzie :wink: ). Bardzo wkręcająca płyta. Słucham jej ostatnio naprawdę sporo. I nie mogę się doczekać koncertu.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 07 marca 2006 18:31:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
o! fajnie! muszę sobie teraz posłuchać z tymi uwagami w pamięci. Chyba i mi ta płyta się coraz bardziej podoba, a skojarzenie z Barrel of a Gun przy okazji Sinnera (a może i nie tylko?) podtrzymuję, no i jest to oczywiście wielki plus!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 09 marca 2006 11:13:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 04 grudnia 2004 20:50:09
Posty: 2005
Skąd: zNienacka
Wspaniałyopis płyty( jak za dobrych lat w Brumie). Marecki :o . Niestety jeśli chodzi o Depeszów przesladuje mnie jakiś pech. Z powodu braku kasy nie będzie mnie ani na koncercie w Spodku, może uda się w Wawie. choć rysuję się to bardzo mgliście. Na kupno płyty też mnie nie stać i na domiar złego z powodów losowych nie będzie mnie na toruńskim zlocie fanów Depeche Mode, w tą sobotę :( . Psiakrew

_________________
wiecznie wątpiący- gatunek ginący


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych
eksperymentów zrezygnował.

Mark Twain


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 03:08:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Koncert Depeche Mode, Spodek, Katowice, 14.03.2006

Zaskakując dobry. Tak bym powiedział na początek. Zaskakująco, bo w sumie nie wiedziałem czego się spodziewać. A było naprawdę dobrze.

Zaczął jednak suport. Bravery. Zespół którego kompletnie nie znałem, nic o nich nie wiedziałem i bardzo miło mnie zaskoczyli. Fajne postpunkowe granie, mnie najbardziej pasujące pod New Order, tylko z klonem Roberta Smitha na wokalu. Bardzo przyjemnie się tego słuchało. I dość dobrze zostali przyjęci przez publikę.

No a potem już się zaczęło zacznijmy od samej sceny. Mocno kosmiczna rzecz. Półkole z również okrągłymi podestami klawiszy.
Obrazek
Do tego po lewej stronie wielka kula na której wyświetlano różne napisy, częściowo z tekstów utworów, częściowo jakoś je komentujące. Do tego z tyłu trzy wielokątne telebimy wyświetlające ujęcia z wielu kamer ale też specjalnie przygotowane filmiki, animacje itp. Pan Corbijn znów się postarał.
No i sami oni. Fletcher w zasadzie przykuty do swoich klawiszy i czasami sprawiający wrażenie lekko znudzonego. Ale to pozostała dwójka miała robić show. Gahan to wulkan energii. Ganiający po scenie, skaczący, wijący się, tańczący. Jest na co popatrzeć. Gore z kolei bardziej stonowany, częściej skupiony na gitarze, tylko czasami przebiegający przez scenę z szelmowskim uśmieszkiem. Taki czarny aniołek. Dosłownie patrząc również na jego ubiór. Czarny t-shirt ze skrzydłami + czapka z irokezem. Nieźle.
Obrazek
Obrazek
Jak dla mnie to był w ogóle wieczór Gore’a. Nigdy nie byłem (sorry Crazy) jakimś zajadłym fanem jego solowych popisów na płytach ale muszę przyznać, ze dla mnie był wczoraj postacią numer jeden. A wykonane przez niego Damaged People, Home a potem otwierające bis Shake The Disease były najjaśniejszymi momentami wieczoru. W odróżnieniu od Gahana jego głos był czasami niepewny, lekko nawet załamujący się (zwłaszcza w Damaged People) ale niosący tyle uczucia, że aż ściskało w przełyku. To fascynujące jak głosy obu wokalistów są idealnym odzwierciedleniem ich scenicznego zachowania. Gahan to pewny, mocny, rockowy głos. I takie też zdecydowane, odważne jego zachowanie. Gore to taki pocieszny grubasek, misiaczek. Przepraszający za to, że ma zaśpiewać, że przecież nie jest wybitnym wokalistą ale chce i ma coś do przekazania. Takim misiaczkiem na scenie jest też często Robert Smith i Gore w jakimś stopniu mi go tu przypominał. Mnie wczoraj bardziej ruszał i wzruszał ten drugi.

A jak było muzycznie. Wymieszanie nowej płyty z największymi przebojami. Zaczęli od Pain That I’m Used To i John The Revelator z ostatniej płyty. Zabrzmiały mocno i dobrze wprowadziły w koncert. Potem pierwsze cofnięcie w czasie. Question Of Time i Policy Of Truth. Nadal dobrze, trochę inne aranżacje, widać że panowie cały czas coś w nich szukają. Potem Precious, które jak na mój gust zabrzmiało zaskakująco mało przebojowo, bardziej oszczędna wersja, ale bardzo korzystna. Potem Walking In My Shoes i Suffer Well czyli rozkręcający się Dave, chyba zadowolony, że ludzie już znają i śpiewają jego utwór (Suffer Well to jedna z trzech jego kompozycji na Playing the Angel). Potem pierwszy set Gore’a. Damaged People zabrzmiało znów oszczędnie, delikatniej niż na płycie. Głos jeszcze lekko niepewny z czasem zyskiwał mocy i brzmiał coraz lepiej. Kolejne Home zabrzmiało już po prostu genialnie. Szkoda, że to jedyny fragment z mojej ulubionej Ultry był. Potem wrócił Gahan i polecieli dalej. I Want It All i Sinner In Me z nowej płyty. Zwłaszcza ten drugi zabrzmiał niesamowicie. Klimat totalny. I jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że to godny następca Barrel Of A Gun. Ten utwór i następujący po nim, wykrzyczany, wyszalany przez Gahana I Feel You to z kolei jego najlepszy chyba moment. Podobnie udane były kolejne zaserwowane hity czyli Behind The Wheel i set Violatorowy: World In My Eyes, Personal Jesus i Enjoy The Silence. Tutaj też coraz więcej do powiedzenia miała publika recytując calutkie teksty. Przy Enjoy The Silence zobaczyliśmy nawiązanie do słynnego video tylko tym razem w wersji animowanej. Też król, też leżak itd. Bardzo sympatycznie to wyglądało.

Muszę podkreślić, że panowie bardzo się starają. Te stare przeboje w większości dostały zupełnie nowe aranżacje. I nawet jeżeli jedno czy drugie nowe wykonanie mi się mniej podobało (tak będzie przy bisach) to kurcze, przecież mogliby to po prostu odegrać tak jak w latach poprzednich a publika i tak by była zachwycona. A tu się naprawdę starają. I prezentowane filmy na telebimach, nawet do tych starych rzeczy też były nowe. Dzięki temu nawet oglądając ich poprzednie koncerty na DVD i Devotional i Paris z 2001 jest szansa odkrycia czegoś nowego. Duży szacunek.

Po Enjoy The Silence nastąpiła rzeczywiście chwilowa cisza (nie wśród publiki rzecz jasna) po czym dość szybko przyszedł czas na pierwszy bis. Zaczął go prawie a capella Gore. Jedynie na klawiszu imitującym fortepian akompaniował mu jeden muzyków (tych poza Depechami było tylko dwóch – wspomniany klawiszowiec i perkusista). I w takiej znów zaskakująco oszczędnej ale fantastycznej wersji poleciało Shake The Disease. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tego utworu ale tu zabrzmiał doprawdy porażająco. Potem niestety nastąpiło coś co musiało. I Just Can’t Get Enough. Zabrzmiało nawet nieźle ale dla mnie uratowały go głównie chóralne głosy fanów wybrzmiewające jeszcze długo po zakończeniu utworu przez zespół. Podobnie było z kolejnym hitem czyli z Everything Counts. Znów oszczędniejsza aranżacja, przy której ten utwór według mnie trochę stracił. Ale wykrzyczane w tłumie wielokrotnie
Grabbing hands, grab all they can
Everything counts in large amounts
wynagrodziły wszystko.

Drugi bis po odrobinę dłuższym oczekiwaniu to Never Let Me Down Again -dobre ale niepowalające wykonanie i wyciszające nastrój, ewidentnie pożegnalne Goodnight Lovers. To zarazem był jedyny utwór z Excitera.
Akurat przy tym utworze miałem dużego farta. Staliśmy blisko wybiegu ze sceny po prawej stronie. Miało to swoje dobre i złe strony. Zasadniczo Gore i Gahan byli raczej po drugiej stronie sceny ale jak już skorzystali z wybiegu to mielismy ich dwa, trzy metry od siebie. A na koniec przyszli tu obaj. Gore robił za chórek a Gahan pieknie prowadził wokal. A na samym końcu śpiewali już razem w braterskim (‘soul brothers’) uścisku mającym chyba przekonać, że wszelkie niesnaski pomiędzy nimi są już tylko przeszłością. To kolejny magiczny moment koncertu, który w ten sposób się już zakończył.

Muszę jeszcze wspomnieć o publiczności. Fanatycy. Nieczęsto się zdarza aby na koncercie zagranicznego wykonawcy z tyłu było słychać chór śpiewający pełne teksty. Nie tylko najbardziej znane fragmenty refrenów ale naprawdę całe teksty. Szacunek też dla nich.

No miłe wspomnienie pisząc ale teraz już idę spać…

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 16:37:56 
No, Marecki! Bardzo ciekawy opis koncertu! Rozmawiałem sobie niedawno z nieudzielającym się forumowiczem Dave'm - największym fanem DM, jakiego znam - który rzecz jasna też był na tym koncercie. Ma bardzo podobną opinię do Twojej i namówiłem go do wpisania się (wreszcie) do tego wątku. A Ty idziesz na koncert warszawski?


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 16:44:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 14:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Szkoda żeś wcześniej nie dał namiarów byłaby okazja do spotkania. Ale tak to przynajmniej czekam na wpis.
W Warszawie już nie zamierzałem być, bo to jednak nietania impreza ale teraz to się łamię. I moja małżonka (jej pierwszy koncert od U2 w 1997 !!) też się dopytuje czy idziemy, więc wszystko jeszcze możliwe ...
Tylko że tego samego dnia jest Polska - Niemcy. Kicha.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 16:53:43 
Okazja będzie z pewnością, bo kolega "Dave" to mój i Krejziego przyjeciel z liceum; zagrał nawet na forumowym meczu, po stronie Triodante :-)

Co do wyboru koncert DM czy mecz Polska-Niemcy, to mimo że nie jestem fanem Depeszów, wybór byłby dla mnie oczywisty ;-) Mecz to se można nagrać (choć i tak nie ma po co) hehe...


A ja sam sobie kupiłem teraz dwa analogi - "Paper Monsters" Gahana (pięknie wydane!) i "Songs of Faith & Devotion" - jedyną płytę DM której w całości słucham z prawdziwą przyjemnością.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 17:02:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
ech, ale mi zaczęło byc żal, że nie byłem :(

czytałem wcześniej inna relację, krótszą, ale w podobnym tonie utrzymaną. Też podkreślała świetny występ Gore'a, jego niesamowite Home i Shake the Disease (chyba tego najbardziej żałuję, że nie słyszałem! - utwór przecież w wersji oryginalnej na maksa dyskomulski, a wiem dobrze, ile można z niego wykrzesać, bo słyszałem też INNĄ wersję - kompozycja jest fantastyczna!!!).
Cieszę się, że Gore ci sie podobał. Oczywiście siłą zespołu jest to, jak oni się uzupełniają, ale przyznam, że Gore jest mi bliższy.

Oj... jakie są możliwości dostania biletów na czerwiec?... chyba i tak nie mam pieniędzy, ale...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 marca 2006 17:13:06 
Krejzi, zobacz tu: http://www.odyssey.pl/koncerty.html

Niestety najtańsze kosztuja 150 pln.


Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 222 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group