Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 23 sierpnia 2017 01:34:10

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 800 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 54  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: I jazz love you
PostWysłany: wt, 27 grudnia 2005 15:41:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:38:13
Posty: 2109
"To wash away the dust of everyday life. That's what jazz music is all about." - ArtBlakey


Od dawna nosiłem sie z zamiarem utworzenia wątku na temat tej wspanialej muzyki. Powstrzymywał mnie jednak jej `OGROM` oraz moja nikła wiedza w tym temacie. Na wstepie warto zaznaczyć ze pojęcie muzyki JAZZowej jest bardzo szerokie, jednak nie wszystko czego nie mozna podczepić pod inny styl `prawdziwym` jazzem jest. Często właśnie tak sie dzieje, zupełnie nie słusznie. Spora część krytyków i „znawców” jazzu uwaza że styl ten kończy sie już na roku 75! Natomiast późniejsze wszelkie odmiany jazz-rocka, funku albo fusion to tylko marne rozwiniecia stylu :wink: Jazz polega głównie na umiejętność improwizacji oraz swingowania. Polski jazz stoi na wysokim poziomie i wiele do niego wnieślismy np. poprzez nawiązania do naszej tradycyjnej muzyki ludowej i nie chodzi tu tylko o nagrania typu ”Kujawiak goes funky” Namysłowskiego...
Miałem opisać dwie płyty ale opisuje jedną – chyba najważniejszą.


Obrazek

John Coltrane "A Love Supreme" ******

1. Part I – „Acknowledgement”
2. Part II – “Resolution”
3. Part III – “Pursuance”
4. Part IV – “Psalm”

Skład:
John Coltrane – sax
McCoy Tyner – piano
Jimmy Garrison – bass
Elvin Jones – drums

John Coltrane to obok Charliego Parkera najważniejszy jazzowy saksofonista. Urodzony 23 września 1926 r. w Hamlet, (Karolina Północna). Na saksofonie altowym zaczął grac w wieku 15 lat. Do 1945 r. studiował w Ornstein School of Music w Filadelfii. Grał w wielu zespołach m.in. Howarda McGhee, Dizzy'ego Gillespiego... Od 1955 r. członek kwintetu Milesa Davisa (m.in. udział w nagraniu „Kind Of Blue”). W 1960 r. startuje z własnym kwartetem z McCoy Tynerem, Elvinem Jonesem i Jimmym Garrisonem (dołączył w 61 r.). Niestety Coltrane tak jak i wielu znanych jazzmanów w tamtym okresie nie stronił od używek. Dosyć szybko popadł w uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Zmarł 17 lipca 1967 r. w Nowy Yorku... Ja zacząłem obcować z muzyką Johna dzięki płycie "Living Space", która jest początkowo dosyć ciezką w odbiorze i osobiście nie polecałbym raczej zaczynać od niej przygody z Coltranem. Chociaż brzmienie bardzo mi sie tego albumu podoba, szczególnie saksofon brzmi tu bardzo "przestrzennie". Ale wracając do tematu. Suita "A Love Supreme" która trwa zaledwie 33 minuty to pozycja obowiązkowa myśle nie tylko dla miłośników jazzu. Coltrane napisał całą kompozycje w ciągu czterech – pięciu dni które spędził na poddaszu swego nowego domu na Long Island do którego przeprowadzili się z żoną Alice i ich dopiero co urodzonym synem wiosną 1964 roku. Gdy Alice zapytała Johna gdzie podziewał sie przez te kilka dni, ten odpowiedział: „This is the first time that I have received all of the music for what I want to record, in suite. This is the first time I have everything, everything ready.”. Zawarte na tej płycie dźwięki zarejestrowane 3 miesiące później 9 grudnia 1964 roku wyrażają stan ducha artysty dla którego Bóg od pewnego momentu był wartoscia najwyzsza. Kompozycja jest rodzajem muzycznego hołdu złożonego Bogu. Można nawet zaryzykować twierdzenie ze jest to w pewnym stopniu muzyka sakralna. Nagrana w słynnym kwartecie, jest jednym z największych osiagnięć zespołu. Cała suita została praktycznie nagrana w ciagu jednej sesji. Zatrzymując sie chwile przy perkusiście Elvinie Jonesie chcialbym zaznaczyć ze jest to obok Maxa Roacha i Arta Blakeya muzyk który diametralnie zmienił role perkusisty w zespole jazzowym oraz bardzo poszerzył styl gry. Perkusista przestał juz byc tylko czlowiekiem od trzymania rytmu i akompaniującym pozostalym muzykom ale stał sie pełnoprawnym elementem w grupie mającym silny wpływ na kształt wykonywanego utworu Pierwsza część suity „Acknowledgement”rozpoczyna sie uderzeniem w gong i saksofonowym wstępem z towarzyszeniem Jonesa robiącego na talerzach „tło”, po czym następuje konkretny akord kontrabasu rozpoczynający główną cześć utworu. Dołączają kolejni muzycy, saksofon rozpoczyna grać solo. Pod koniec Coltrane wchodzi w temat „A Love Supreme” który stopniowo wycisza by po chwili zacząć delikatnie....śpiewać! Powtarzane „A love supreme, a love supreme, a love supreme....” brzmi w jego głosie jak mantra....Piękne!....następuje stopniowe wyciszenie całości, dźwięki kontrabasu kończą utwór....by za chwilę solówką rozpocząć drugą cześć suity „Resolution”. Pojawia sie nagłe, energiczne wejście reszty zespołu z porywającym tematem i sola w wykonaniu Johna i McCoy Tynera. Jest to chyba moja ulubiona część. Całość utrzymana jest w dobrze znanej swingowej charakterystyce. Części „Pursuance” i „Psalm” (III i IV) to pewna całość. Rozpoczyna je solo na perkusji Elvina Jonesa... We wkładce do płyty jest tekst „A Love Supreme” który Coltrane kończy słowami „ELATION – ELEGANCE – EXALTATION – All from God. Thank you God. Amen.”...

„A Love Supreme” nie bez powodu jest albumem wyjątkowym i ponadczasowym! Mimo iż od jej powstania minęło ponad 40 lat, nadal brzmi świeżo i wciąż chce się do niej wracać, odkrywać ją na nowo... Może ktoś kto nie miał zupełnie styczności z tego typu muzyką moze mieć trudności z jej odbiorem ale warto chociaż spróbować!! Jakiś już czas temu w Polsce ukazała się specjalna edycja "A Love Supreme" (deluxe edition). Jest to dwu płytowy album który oprócz normalnej zremasterowanej suity (która brzmi po prostu cudnie!) zawiera jedyne nagranie Live z „Festival Mondial du Jazz Antibes” Francja (lipiec 1965r.), gdzie została ona w całości wykonana. Jest również kilka alternatywnych wersji suity np. z Archiem Sheppem na dodatkowym saksofonie tenorowym i Artem Davisem na kontrabasie. Mam ten album i gorąco go polecam. Pięknie wydany digipack, z grubą książeczką w środku opisującą całą historie powstania i nagrania tej pięknej kompozycji.
http://www.johncoltrane.com
http://www.alovesupremethebook.com


Czekam na wasze opinie na temat znanych Wam jazzowych plyt i uwagi co do „A Love Supreme” :)


Ostatnio zmieniony śr, 28 grudnia 2005 13:37:11 przez Kajo, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 28 grudnia 2005 01:56:11 
Nie znam się, ale wrażenie mam że dużo klasyki łyknąłbym bez popitki.
Armstrong to dla mnie miodek zupełny


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 28 grudnia 2005 15:29:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19803
Kajo wreszcie!!!!! :D

Ferie są, obiecuję się wpisać całkiem niebawem! :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 28 grudnia 2005 15:31:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4366
Skąd: Skąd:
No ja pewnie tez cos skrobnę, choć mało wiem. Wiem, że Coltranem nie pogardzę. I Sun Ra lubię. Ale nadejdzie czas. W każdym razie chętnie poczytam!

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 31 grudnia 2005 12:41:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:38:13
Posty: 2109
Crazy miał racje ze ten wątek moze byc jeszcze miej popularny niż ten o Chopinie :D
Ja ostatnio z nowości słucham Manu Katche - "Neighbourhood". W składzie oprócz Manu na bebnach, 3/4 zespołu Stańki z mistrzem na czele oraz Jan Garbarek. Płyta bardzo fajna, polecam. Łatwo strawna, taki pościelowy jazzik na wysokim poziomie. Muzyka by Manu Katche, piękne temaciki. Stańko delikatny, liryczny, subtelny jak z ostatnich dwóch plyt, Garbarek ze swoim charakterystycznym przeszywającym saksem w górnych rejestrach. Piękne połączenie. Oraz Manu, który dzieki grze na zestawie z uzyciem róznych blach, efektów, akcentów nadaje wyjatkowy charakter tej płycie. Wspaniała muzyka na zimowe wieczory! :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 01 stycznia 2006 09:42:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 13398
Skąd: wieś
Cytat:
Crazy miał racje ze ten wątek moze byc jeszcze miej popularny niż ten o Chopinie

Kajo, od kilku dni słucham Coltrane'a i dzięki bardzo za ten wątek.

Wspomnę o jednej tylko płycie - mi najbliższej:

Pat Metheny i Charlie Haden - Beyond the Missouri Sky. *****
Od tej płyty posłuchuję sobie jazzu. Miła, miękka muzyka: kontrabas i gitara akustyczna lub klasyczna, niekiedy z dodatkami. Usłyszana kiedyś w radio, czaruje mnie do dziś. Piękne tematy z melodyjnymi improwizacjami.

Nie umiem opisywać płyt, a nie znam żadnych historii związanych z tym nagraniem.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 01 stycznia 2006 11:51:03 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:40:03
Posty: 834
Skąd: Białystok
Kajo,

Jazzu z roku na rok słucham coraz częściej. Lubuję się w delikatnym soft jazzie, stanowiącym dobre tło dla codziennego życia.

Do moich ulubionych płyt należą:

Pat Metheny - Secret Story,
Pate Metheny z Hadenem - Beyond the Missouri Sky,
Ella Fitzgerald w duecie z Louisem Armstrongiem,
Miles Davis - Kind of Blue (wolę Davisa wczesnego),
Stephane Grappelly - Feeling + Finesse = Jazz,
Jagodziński grający Chopina,
Możdzer grający Chopina,
Anna Maria Jopek - Bosa,
Sinatra - lubię wszystko, mam dwupłytowe Greatest Hits.

Jeśli chodzi o Coltrane'a wole płytę Giant Steps, gdyż A Love Supreme zbytnio mnie nuży.

Generalizując, bez rocka mogę żyć, jazz natomiast stał się potrzebnym elementem mojego życia.

Pozdrowienia i muszę przyznać, że czekałem na taki wątek z Twojej strony, Kajo.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 02 stycznia 2006 20:07:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19803
Kajo pisze:
Dosyć szybko popadł w uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Zmarł 17 lipca 1967 r.

jak to jest z tym Coltrane'm? gdzies czytałem (tak mi się zdaje), że jednak uwolnił się od uzależnienia na kilka lat przed śmiercią... na co on zmarł właściwie?

Chciałem zachęcić do wpisów w tym wątku wszystkich, również jeżeli z jazzem macie nie za dużo wspólnego. Elsei nie zachęcam, bo mogłaby tylko napisać, że jazz jest do bani ;-) Ale jeżeli ktoś na co dzień wprawdzie nie słucha, ale coś tam lubi, coś tam ma - to bardzo jestem ciekaw!

A ja po położeniu dzieci pisze o Love Supreme. Słuchałem dzisiaj! - cudo.
Błedzie krytyczny a kysz! (rano miałem pisać, ale forum było kaput)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 02 stycznia 2006 20:21:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:38:13
Posty: 2109
Crazy pisze:
jak to jest z tym Coltrane'm? gdzies czytałem (tak mi się zdaje), że jednak uwolnił się od uzależnienia na kilka lat przed śmiercią... na co on zmarł właściwie?


Zacytuje Wikipedie:
"Ucieczka w świat narkotyków i alkoholu przyczyniła się do jego przedwczesnej śmierci. 17 lipca 1967 zmarł w Nowym Jorku na raka wątroby."


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 02 stycznia 2006 20:30:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6191
Crazy pisze:
Chciałem zachęcić do wpisów w tym wątku wszystkich, również jeżeli z jazzem macie nie za dużo wspólnego.


O! To ja :)
Choć czuję, że będę miała coraz więcej wspólnego...może jeszcze trochę czasu musi upłynąć, nie wiem...
W każdym razie - dziś na przykład słuchałam Elli Fitzgerald - mam jakieś 2CD Luxury Edition - i jest to muzyka KOJĄCA, a także - jak określił to Pako:

pako pisze:
dobre tło dla codziennego życia


I rzeczywiście - jako tło - lepsza od rocka.

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 02 stycznia 2006 21:19:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19803
a więc czas na A Love Supreme...

plyta - wstrząsająco rewelacyjna

Dla mnie, obok The Wall i Legendy, tworzy trójkę moich płyt wszechczasów. Trzy płyty, które mają siedem gwiazdek, bo nawet te nadprogramowe sześć się nie mieszczą.

Jest to rzeczywiście muzyka sakralna. Nie znam zbyt dokładnie życiorysu Coltrane'a, słyszałem coś o jego nawróceniach, jak i o tych narkotykach, nie wiem jak jedno się miało do drugiego - ale na pewno słuchając A Love Supreme nie mam wątpliwości, że to jest modlitwa.

Cztery części - pierwsza, z tym najbardziej charakterystycznym motywem, dla mnie to tylko rozgrzewka, choć jakże ładna.
Druga, Resolution - czad totalny. Pierwsze wejście saksofonu, prosto z cichego poburkiwania basu - to best moment płyty. Porywające i przepiękne.
Trzecia, najmniej z kolei charakterystyczna, to rozpoczynająca się solówką perkusisty wszechczasów nieustająca jazzowa JAZDAAAA do przodu.
Czwarta, Psalm - moja ulubiona. Zupełnie niesamowite napięcie. Dźwięki wydobyte saksofonem z ogarniętej zachwyceniem duszy. A w podkładzie ciągłe grzmienie kotłów jak bicie oszalałego serca.

Dla mnie bez żadnej wątpliwości jazzowa płyta numer jeden.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 02 stycznia 2006 22:06:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3383
Skąd: Warszawa
Crazy pisze:
Elsei nie zachęcam, bo mogłaby tylko napisać, że jazz jest do bani

To mnie też proszę nie zachęcać :-)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 04 stycznia 2006 21:38:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23784
To tera ja. Pisania nie będzie dużo, jako że nie znam za dużo dżezowych płyt niestety. Z dżazem mam ten problem, że niewiele go słucham, bo jestem zbyt niespokojnym duchem...

Zacznę od płyty, którą bardzo lubię, która mnie zachwyca. Nie tyle urodą, nie tyle subtelnością, co rozmachem, koncepcją i czadem. Ona taka trochę DA DA jest. A wiadomo, że "przed wynalezieniem dada, dada już tam było" :D .
Chodzi o płytę 'Our Master's Voice' nagraną przez Free Cooperation, za którą to nazwą kryją się muzycy młodego wówczas (1985) pokolenia. Bronisław Duży, Aleksander Korecki, Ziut Gralak, Henryk Gembalski, Mateusz Pospieszalski, Marcin Pospieszalski, Janusz Iwański oraz Andrzej Przybielski, Janusz Skowron i woelu innych, których nazwiska niewiele mi mówią.
Na płycie mamy cztery utwoty, jak sądzę w dużym stopniu improwizowane, w ogóle brzmi wszystko jak grane na żywo. Bardzo różne są to fragmenty muzyki. Mamy na przykład utwór STS czyli Szalony Taniec Słoni, który rozpoczyna się maksymalnie słoniowo, dostojnie, ogromnie lecz zgrabnie. Później słonie zaczynają szaleć! - są całkiem crazy, jak w amoku... aż się uspokajają (pewnie zasypiają).
Utwór 'Convergence' to z kolei jazzowe reggae - chyba bardziej jazzowe niż reaggowe, ale oparte na pięknym reggowym basie. Na tym tle Piotr Bikont recytuje po angielsku bardzo ciekawy, teoretyczny tekst o sztuce. Co pozostaje czym będąc umieszczone w sztuce :) . Nieznane w sztuce nie jest nieznane, tył w sztuce nie jest tyłem, ale przód w sztuce jest przodem :roll: , początek sztuki nie jest początkiem, koniec sztuki nie jest końcem, negacja w sztuce nie jest negacją, Absolut w sztuce.....[i]/chwila napięcia/.....JEST Absolutem! sztuka w sztuce jest sztuką![/i]
A płytę kończy utwór TUBA DEI który jest siedmiominutową porcją jazzowego NOIZZU - to jest to! To jest niezłe!

Nawet nie wiem, czy ta płyta wyszła na cd... Znam ją z analoga, w którego posiadanie wszedłem w sumie przypadkowo.

cdn.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 04 stycznia 2006 21:56:02 
Wpadłbym kiedyś do Witka, wygonił go z domu na tydz... miesiąc i sam zasiadł wśród płytoteki kontemlując dźwięki :lol:


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 05 stycznia 2006 09:51:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Moje związki z jazzem są przyunajmniej na razie dość przypadkowe ale kilka płyt posiadam i czasami chętnie sięgam.

Obrazek
Miles in Montreux (*****) koncert z 1989, nie wiem na ile reprezentatywny dla całości twórczości ale mnie on bardzo kiedyś przypasował.
Z innych jego rzeczy to kiedyś jeszcze płyty 'Tutu' słuchałem gdzieś i bardzo mi się podobała.

Natomiast takie moje, pośrednio jazzowe, odkrycie sprzed paru lat to Nils Petter Molvaer. To Norweg który łączy jazzową trąbkę z dość nowoczesnymi podkładami klubowymi. Kiedyś czytałem nawet, że jego muzyka brzmi jest wspólna sesja Milesa Davisa i Massive Attack. I pierwszą jego płytą jaką poznałem i się zakochałem był
Obrazek
Khmer (*****) płyta, która mnie powaliła swego czasu. Pamiętam, że byłem w takim małym sklepiku muzycznym na Nowym Mieście i to leciało tam, chwilę się pokręciłem i wyszedłem ale ta muzyka tak za mną chodziła, że nastepnego dnia poszedłem i po półgodzinnej dyskusji udało nam się wspólnie ze sprzedającym dojść co to takiego mogło być i płyta została zakupiona.

Obrazek
Solid Ether (***) Kolejną kupiłem z rozpędu i była sporym rozczarowaniem. Niby w miare podobnie ale podkłady, które na Khmerze raczej triphopowe były, tu idą bardziej w stronę techno i jakoś to do mnie nie przemówiło.

Obrazek
Streamer Live (****1/2) to ponownie Molvaer w wysokiej formie. Dwa koncerty połączone na jednej płycie. Bardzo udanej.

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 800 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 54  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group