Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 24 lipca 2017 01:51:40

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 31 maja 2011 22:26:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 18:55:19
Posty: 1036
Skąd: Łódź -> Poznań
natalia pisze:
ale to znaczy, że będzie tam jacaszek na żywo czy tylko filmy do jego muzy?

Nie, jeszcze inaczej - współpracownik Jacaszka z okresu Lo Fi Stories wraca do techniki jaką stosował tych kilka lat temu (6?7) i robi sam to czym otwierał i współtworzył koncerty całego składu.

_________________
Blaszony
Każde zwierzę koi dotyk.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 02 marca 2013 23:02:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
elrond w 2008 pisze:
...no ...mamy w planach nagrać z Wojckiem wspólną płytę w lecie...


może mi coś umknęło, ale czy wydarzyło się/wydarzy się coś w tym kierunku?

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 29 marca 2013 23:27:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Rok 1987 - Mayhem wydaje "Deathcrush", Napalm Death "Scum", Sarcofago "INRI", Big Black wyrzucają z siebie "Songs About Fucking". A tymczasem...
1975. Szwajcarski muzykolog Marcel Cellier po trwajacych kilkanaście lat badaniach nad środkowoeuropejska muzyka folkowa wydaje płytę "Le Mystère des Voix Bulgares". A na niej nagrania... Żeńskiego Chóru Bułgarskiego Radia i Telewizji.
Obrazek
Dekadę później Ivo Watts-Russell (4AD!) dostaje od Peter Murphy (Bauhaus!) kopię, kopii, kopii tych nagrań. Oczarowany wydaje reedycje w swojej wytwórni.
ObrazekObrazekObrazek
Wbrew pozorom płyta doskonale wpasowała się w katalog 4AD. W dodatku rozbudziła zainteresowanie tą muzyką. I oto 6 grudnia 1987 roku w Kościele Najświętszej Maryi Panny (XII wiek, początkowo pod wezwaniem św. Wita) w Bremie zarejestrowano koncertowe wykonanie tej muzyki.
Obrazek
Obrazek
W Bułgarii stykało się ze sobą wiele kultur - poczawszy od trackiej, przez łacińską, bizantyjską, bułgarska, słowiańską czy w końcu turecką. Dośc, że ta wokalna (w znacznej mierze) muzyka brzmi nieziemsko - jednoczesnie swojsko i egzotycznie.
Muzyka może spodobać się nie tylko folkowym purystom i poszukiwaczom ciekawostek. W równym stopniu przypadnie do gustu zwolennikom OBUHowych klimatów (Księżyc!), a nawet miłośnikom Dead Can Dance.
Polecam.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 30 marca 2013 10:37:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23740
poprzednio jako azbest23 pisze:
Polecam.


Ja też!

_________________
BUCEM BYĆ ŁATWIEJ ŻYĆ


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 18 czerwca 2013 23:26:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
Obrazek

"Ratuj się kto może!" - zdanie to podsumowuje książeczkę z tekstami utworów, z informacjami dotyczącymi samego nagrania, miksu jak i personalnego składu, który na albumie zagrał. Przesłanie godne dzisiejszych czasów kiedy międzyludzką komunikację odhumanizowały portale społecznościowe a informacją dnia staje się odejście jakiegoś polityka z jakiejś partii. Zamożniejsi wśród społeczeństwa ludzie wybierają wczasy w rejonach świata na wpół pierwotnych. Mniej zamożni mogą sięgnąć po płytę Wojcka Czerna nagraną w Rogalowie aby pokrzepić się i na chwilę zapomnieć o codzienności.

Trafiają się takie płyty, których clue jest imponderabilia. Nie wiadomo co w tej muzyce jest, że aż tak angażuje odbiorcę. Piosenki Czerna charakteryzują się wrażliwością nagrań Marka Grechuty z czasów "Korowodu", czaru płyt Current 93, ulotnością awangardy rockowej lat 70. Zagrane na analogowych syntezatorach dźwięki stanowiące tła utworów mają w sobie echa krautowej działalności Tangerine Dream lat 70 z zastrzeżeniem ich ziemskiego, a nie jak w przypadku niemieckiej kapeli kosmicznego rodowodu. Teksty i instrumentarium nawiązują do ludowego folku i muzyki dawnej. Minimalistyczna forma nie zamyka tej muzyki w ramie a o korzeniach projektu sięgających końca lat 80 przypominają post-industrialne naleciałości. Jazzowe smaczki dopełniają eklektyczną naturę całości. Liczba instrumentów w przekroju całego albumu jest imponująca; począwszy od występujących w każdym utworze analogowych syntezatorów, przez wibrafon, cytry, fisharmonię, lirę korbową, po akustyczną gitarę, gitarę rezofoniczną i saksofon. Głębokie, analogowe brzmienie przywołuje najlepszy okres realizacji nagrań z przełomu lat 60 i 70 a wokal Wojcka rozbraja ciepłem i szczerością intencji.

Rzeczywistość wykreowana na albumie nie jest broń boże mityczna czy bajkowo-baśniowa. "Za siódmą górą" zdaje się być na wyciągnięcie ręki, dosłownie za miedzą, pośród bezkresnych łąk, stogów siana, starodrzewi, gdzie dzieci biegają boso bawiąc się w berka, a woda w strumyku jest krystalicznie czysta, jej łyk orzeźwia lepiej niż energetyk ze sklepu. Słuchacz zatapiając się w tych dźwiękach czuje się jak we świadomym śnie, znajduje się w krainie, którą przecież tak dobrze zna. W krainie, która z jakiegoś powodu stała się dla niego miejscem odległym. Wciąż spokojnym, ciepłym, ale jakby stale traconym.

Winylowe wydanie, z ręcznie klejoną okładką, na 180 gramowej płycie nie pozwala słuchaczowi łatwo od "Rogalowa" odejść. Obuh jak to ma w zwyczaju wydał eteryczną muzykę dla czarodzieja, pełną wiosenno-letnich barw. Piosenki z Rogalowa pokrzepiają serce a ich autor z całym swoim anturażem jest tematem na głównego bohatera w scenariuszu do filmu fabularnego przenoszącego widza do miejsca tak sugestywnie nakreślonego przez ten album.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 czerwca 2013 09:26:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
...o tak ! :D

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 czerwca 2013 09:29:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 06 maja 2007 11:40:25
Posty: 13524
Skąd: Krk
Adrian, dzięki!

_________________
http://67mil.blogspot.com/


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 19 czerwca 2013 10:56:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
:D

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 21 października 2013 11:40:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
Obrazek

„Radość moja granic nie miała, kiedy usłyszałem smutną, jak tylko może być smutna ta Puszcza Kurpiowska i rozciągła jak ciemne bory i lasy, a tak miłą i swojską i tak dziwnie ujmującą za serce melodię pieśni Leć głosie po rosie… Mój Boże! jakże Ci wdzięczny jestem, żeś mi przeznaczył placówkę w tak ciekawej okolicy”. - Ks. Władysław Skierkowski, Puszcza Kurpiowska w pieśni, cz. I, Płock 1928, s. 5.

Zjawisko powrotu do folkloru, do muzyki regionalnej, ludowej, pieśni i śpiewów, do gwar i obyczajów, przywrócenie światu instrumentarium ludowego – to tendencja, która w ostatnich latach w Polsce przybiera coraz bardziej na sile. Możemy mówić o trendzie, o zwiększającej się popularności, o zapotrzebowaniu na folklor, wreszcie o chęci poszerzenia świadomości związanej z tożsamością regionalną dzisiejszego pokolenia. Radio, placówki kultury, wąskie rzesze pasjonatów z zacięciem etnograficznym starają się, aby w dobie społeczeństwa informacyjnego przetrwały najistotniejsze wiadomości. Powodem, dla którego instytucje kultury podejmują się przywrócenia folklorowi należytego miejsca w tradycji kultury jest wymieranie ostatnich rdzennych mieszkańców regionu, dla których gwara była pierwszym językiem (jej znajomość poprzedzała u tych użytkowników kształtowanie się kompetencji związanych z operowaniem ogólnopolskim wariantem polszczyzny), kultywowanie obyczajów obowiązkiem, a śpiew i wykonawstwo muzyki formą ekspresji artystycznej. Jedną z najważniejszych osób w kraju, dzięki której możemy obcować z muzyką regionu Puszczy Kurpiowskiej był ksiądz Władysław Skierkowski.

W 1928 roku został wydany pierwszy zeszyt ze spisanymi przez ks. Skierkowskiego pieśniami. Kolejne prace kontynuowane były rok po roku aż do wybuchu wojny, której – w 1941 roku, w niemieckim obozie koncentracyjnym w Działdowie – stał się ofiarą. Jego fascynacja folklorem rozbudzona została w 1913 roku kiedy udał się na wikariat do Myszyńca – centrum kurpiowskiej Puszczy Zielonej.

Jednym z pierwszych muzyków, których zainteresowały prace ks. Skierkowskiego był wybitny kompozytor Karol Szymanowski (1929 – Sześć pieśni kurpiowskich, 1930-1932 – Dwanaście pieśni kurpiowskich). Znany muzykolog i badacz spuścizny Szymanowskiego – Tadeusz A. Zieliński, trafnie podsumował ogromną artystyczną wartość kompozycji:
„Pieśni kurpiowskie – jeden z najcenniejszych i najoryginalniejszych opusów w całej spuściźnie Szymanowskiego – stanowią godne uwieńczenie jego barwnej, bogato ewoluującej twórczości pieśniarskiej. W swym mistrzowskim zespoleniu ludowych autentyków z głębią i ekspresją sztuki 'wysokiej' są fenomenem niezrównanym: w muzyce XX wieku niełatwo jest znaleźć analogiczne do nich dzieło”.

Innymi przedstawicielami muzyki klasycznej zainspirowanymi folklorem kurpiowskim byli: Henryk Mikołaj Górecki, Witold Lutosławski, Andrzej Panufnik, Marcin Łukaszewski, Bogdan Kondracki, Roman Maciejewski.

W 2011 roku powstał projekt zatytułowany Etnofonie Kurpiowskie/ Tribute to Szymanowski and Skierkowski – będący połączeniem muzyki klasycznej inspirowanej dziełem Szymanowskiego, współczesnej muzyki improwizowanej i muzyki ludowej. Spotkały się ze sobą różne tradycje kulturowe, zupełnie inne pod względem brzmieniowym. Dzięki temu kultura ludowa i kultura wysoka – światy na pierwszy rzut oka artystycznie różne – weszły ze sobą w twórczy dialog. To spotkanie dało nadspodziewanie dobry efekt – album wykroczył ponad zwyczajowo odtwórcze ramy tego rodzaju projektów, okazał się niekonwencjonalnym i przede wszystkim świeżym spojrzeniem na muzykę ludową. Stał się zbiorem imponderabiliów nawet dla tych, którzy doskonale znają szeroki kontekst inspiracji, jakie złożyły się na projekt. Pomysł zrodził się w głowie etnomuzykologa Weroniki Grozdew-Kołacińskiej, na płycie można usłyszeć między innymi pieśni w wykonaniu wybitnej, nieżyjącej już niestety śpiewaczki kurpiowskiej Walerii Żarnochowej. Album wydany został przez Polskie Radio, Związek Kurpiów i Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce.

Tekst ukaże się w języku rosyjskim w najnowszym numerze "Nowej Polszy".

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 25 stycznia 2014 10:02:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 07 listopada 2010 09:40:04
Posty: 306
Hanimal: Poetry About The Point (2014) - przesłuchałem z tej płyty na razie cztery utwory, wszystkie posiadają niesamowity urok, ale jednocześnie wypełnia je mrok.
Są trochę jak opowieści, które są bardzo plastyczne i bajkowe. Dobór wykorzystywanych instrumentów jest również bardzo ciekawy - skrzypce, grzechotki. Wokal przepiękny, teksty niebanalne. Prawdziwy majstersztyk :D
Smutne tylko, że zespół miał tak olbrzymie trudności finansowe z wydaniem płyty :(


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 29 października 2014 20:39:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23740
17 października byłem na Księżycu. To stało się dość spontanicznie. Bo choć znałem i ceniłem wcześniej płytę zespołu, to nie byłem jej zapalonym słuchaczem, a tym bardziej jakimś wyznawcą. Jednak księżycowe prądy musiały w którymś momencie mnie zagarnąć - uległem tajemniczemu wpływowi tej muzyki - i kiedy kupowałem bilety na Swans, to za jednym zamachem kupiłem też bilet na Księżyc. Bez zastanowienia. Jest zresztą jakieś pokrewieństwo nazw obu zespołów. I był co najmniej jeden wspólny element na obu koncertach.

Księżyc występował w piątek. Jak miło wspominam ten dzień! Od razu po pracy wsiadłem w autobus do Krakowa. Przespacerowałem, zjadłem obiad w barze mlecznym Pod Filarkami - ziemnaki, szpinak, jajko sadzone - a potem jeszcze wstąpiłem na kawę z widokiem na Wawel oraz – wystawcie sobie – z serniczkiem. Zjadłeś deser? Witek, co się z tobą dzieje? No, nie wiem, dziadzieję :) . Ale było bardzo przyjemnie. A później - mając na uwadze nauki MAQ co do zajmowania właściwego miejsca na koncertach – udałem się wolnym krokiem pod kościół świętej Katarzyny.

Nie ukrywam, że lokalizacja występu też miała dla mnie właściwości magnetyczne. Bardzo lubię kościół świętej Katarzyny. Urokliwie prezentował się w jesiennej szacie i w promieniach popołudniowego słońca. Dołączywszy do rosnącej grupki oczekujących na wejście, zdziwiłem się jak wielu zagraniczników przyciąga ów Unsound Festival! A kiedy otwarto podwoje, byłem jednym z pierwszych wpuszczonych, dlatego mogłem wybrać sobie optymalne miejsce. Usiadłem w trzecim rzędzie, pośrodku :) .

Kościół tonął w mroku, tylko scenę oświetlały światła w księżycowych odcieniach. Ulokowano ją „pod chórem”, czyli publiczność siedziała tyłem do ołtarza. Trochę mi było z tym dziwnie, ale też taki układ w moim odczuciu ciekawie i łagodnie korespondował z nazwą zespołu oraz poetyką całego występu. Miałem prawie godzinę na kontemplowanie: przyglądałem się rozmieszczonemu na scenie malowniczemu instrumentarium, liczyłem fruwające nad nią bladoniebieskie baloniki (oświetlane od środka) i rozglądałem się po gotyckich sklepieniach. Ludzi wciąż przybywało, ale że siedziałem z przodu, to dopiero po wszystkim mogłem przekonać się jak liczna była publiczność.

Sporo było tych stanowisk dla instrumentalistów – jak się okazało więcej niż występujących muzyków. Podczas występu trwała rotacja. Między innymi akordeon, dwie klawiatury, klarnet, lira korbowa, laptop, cymbały, jakiś instrument a la viola da gamba… A z przodu centralnie umieszczono pulpit, na którym stał gliniany kogucik, różne kielichy i takie tam drobiazgi. Z tyłu, po środku, zawieszono gong…

W pewnym momencie przyciemniono światła, a w głębi kościoła odezwały się dwa głosy – TE GŁOSY. Wędrowały tu i tam, nawołując w ciemnościach, a potem odnalazły się i wspólnie jęły zbliżać się ku scenie. W tym momencie, wchodząc w krąg bladego światła, ich właścicielki zyskały dla mnie powłokę cielesną – uświadomiłem sobie wtedy, że nigdy nie zastanawiałem się kim są te panie i jak wyglądają.

Wiadomo jaka jest ta muzyka, choć trudno ją opisać. Księżycowa, czyli o rzeczach niedziejących się na porządku dziennym; minimalistyczna, czyli doskonale pasująca do ciemnego wnętrza kościoła; trochę zwariowana i dzika, więc nie zdziwiło mnie, gdy w pewnym momencie jedna z pań, wlokąc za sobą światełko na sznurku odwracała się do niego jak do pieska wyprowadzonego na spacer. Takich zaskakujących elementów było zresztą wiele i zdaje sobie sprawę, że nie każdemu musi się to podobać. Ja jednak zawsze lubiłem pieńkową damę z Twin Peaks i aura poetyckiego teatru wyobraźni, choć kontrastowała lekko z miejscem, to jednak absolutnie mi nie przeszkadzała. Zwłaszcza, że koncert pomyślany był jako całość. Między utworami człowiek przy laptopie wysyłał w przestrzeń kościoła różne naturalne dźwięki, w rodzaju kapiącej wody czy przelatującego gołębia – miało się wtedy czasem wrażenie kwadrofonii. Za to nie było zbędnych braw – spektakl, to spektakl.

Nie znam wszystkich nagrań Księżyca, ale wydaje mi się, że zabrzmiało większość numerów z obuhowej płyty, a na pewno wszystkie te najbardziej charakterystyczne. Pojawiły się też utwory, których nie znam, a że niektóre trochę różniły się od reszty atmosferą, to podejrzewałem, że mogły być to rzeczy nowe. Brzmiało wszystko bardzo dobrze, nawet czary kielichów, których krawędzie pocierano palcami. Czasem miałem wrażenie, że odrobinkę brakuje pewności wykonawczej – w sensie takiej przebojowości, że hej! lecimy i wszystko się zgadza, ale nawet jeśli tak było, to nie przeszkadzało, zresztą Księżyc całkiem niedawno wznowił działalność, więc nie ma się co dziwić. Warto za to zauważyć, że w pewnym momencie do pięciu panów instrumentalistów dołączył Wojcek – żeby pobrzdąkać palcami w struny cymbałów. Dwa momenty szczególnie utkwiły mi w pamięci. Pierwszy, gdy panie sięgnęły po takie plastikowe rurki, którymi kręci się nad głową, a one wydają intrygujące dźwięki (miałem taką w dzieciństwie) – bo to było bardzo śmieszne. A drugi to solo na gongu, bo w kościelnym wnętrzu delikatne wprawianie go w wibracje, stłumione uderzenia i puknięcia, dawały efekt hipnotyzujący i magiczny.

Słowem był to koncert pod wieloma względami szczególny, wciągający – cieszę się, że tam byłem, dobrze mi mieć takie odrealnione wrażenia w środku :) . Publiczność słuchała w skupieniu, poza muzyką nie było nic słychać. Skończyło się nagle, ciach… I dopiero wtedy rozległy się brawa – jak miłe przebudzenie ze snu, z krzeseł wstawali uśmiechnięci ludzie i dziękowali oklaskami Księżycowi.

Się jeszcze trochę pokręciłem po kościele, bo wcale nie spieszyło mi się do wyjścia. A potem i tak zdążyłem jeszcze na busa do siostry :) . Nie muszę chyba dodawać jaki i gdzie wróciłem :wink: .



ps. tyle napisał o Księżycu to ile napisze o Swans ? :o

_________________
BUCEM BYĆ ŁATWIEJ ŻYĆ


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 29 października 2014 20:58:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Ah, zazdrość :wink:

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 29 października 2014 21:03:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23740
Może wybierzesz się do Warszawy? Księżyc ma tam grać, ale też Iva Bittova :) . 13 listopada - Centrum Sztuki Współczesnej.

_________________
BUCEM BYĆ ŁATWIEJ ŻYĆ


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 31 października 2014 17:01:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
My się może wybierzemy o ile babcia zostanie z córką. :D

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 14 lutego 2015 23:15:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Księżyc 14.02.2015 Gdańsk, Nowa Synagoga

Ależ mam szczęście - dzień po ekstatycznym występie Ampacity i Trzaski mam okazję uczestniczyć w innym niezwykłym wydarzeniu - koncercie legendarnego Księżyca. Zupełnie inny charakter muzyki, ale było równie ekscytująco.

Muzyczna strona Koncertu nie zaskoczył osób znających jedyną długogrającą płytę Księżyca. Eteryczne, zwiewna muzyka. Nastrojowe dźwięki łączące klarnet, akordeon i lirę korbowa z organicznie brzmiąca elektroniką. I wszytko to spowijały bajkowo brzmiące damskie głosy. Szepczące, śpiewające, zawodzące, śmiejące się. Chwilami robiło się wręcz niepokojąco. I jakby dla rozładowania napięcia w pewnej chwili wokalistki weszły pomiędzy widownie i odbijały między sobą wielki balon z lampką w środku.
I tak było przez cały koncert - laptopowe dźwięki splatały się z odgłosami tradycyjnych instrumentów. Odgłosy mroczne i niepokojące i radosnymi. Brzmienia bliskie i znajome przenikały się z niezwykłymi i nieznanymi. Przez godzinę chłonąłem jak zahipnotyzowany tę dźwiękowa magię.
Niezwykle czarowny wieczór.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group