Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 12 grudnia 2017 11:06:17

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 14:06:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Wątek ten zostanie poświęcony Szkocji. Krainie wrzosowisk Obrazek i spiczastych wież. Obrazek Nie ukrywam, że inspiracją jego powstania była wyprawa paru osób związanych z Forum właśnie tam.

Spośród ośmiu osób wybierających się do Szkocji każda miała inne oczekiwania. Wśród moich były kolorowe (z przewagą zieleni) twory wyrastające z ziemi. Zatem kilka z nich opiszę. Opisy gór na przykład pozostawię innym, bo wiem, że będą bogatsze (i barwniejsze), niż byłby mój. Gdyby to miała być monografia szkockiej flory i roślinności, to pewnie wyglądałaby inaczej, bardziej systematycznie. I byłaby dużo bogatsza, ale stwierdziłem, że opiszę tylko to, co sam mniej więcej byłem w stanie rozpoznać. A ponieważ najłatwiej mi rozpoznać to, co rośnie też w Polsce, to opis ten równie dobrze mógłby dotyczyć fragmentów Karkonoszy, Tatr lub Pomorza...

Zacznę od dołu. Dół był mokry i słony. Mokro to zresztą zmieniało swój zasięg. Raz na przykład wybraliśmy się z Crazym w stronę zatoki, ale nie udało się nam do niej dojść, bo to ona doszła do nas ;-)
Tam, gdzie wilgotność bezwzględna sięga stu procent są np. morszczyny. Obrazek
Czasem wilgotność ta spada i morszczyny stają się brązowymi, suchymi flakami.
A jak napisałem, dół był też słony. Sprawdziliśmy to naszymi językami. Podobnie słone okazało się wnętrze solirodów. Obrazek

Były też miejsca mokre, ale niesłone. Zwykle były trochę wyżej. Jedne były poziome, inne pochyłe. Przez największy obszar, w którym poziom wody gruntowej sięgał zera przejeżdżaliśmy pociągiem. Niestety, nawet z pociągu dało się poznać, że obszar ten dotknęła susza – puste rowy, nienasączony torf, zbrązowiałe liście krzewinek...
Gdzieniegdzie jednak woda sięgała powierzchni lub była tuż pod. Gdybym szukał miejsca pod namiot pewnie bym nie lubił takich miejsc, ale na szczęście nie musiałem się tym przejmować. W takich miejscach rosną sobie torfowce. Obrazek Torfowcowe poduszki tworzą specyficzne siedlisko – gromadzą deszczówkę, ale wcale niełatwo dostają się tam składniki pokarmowe z gleby. Torfowcom to wystarcza, ale niektóre rośliny żyjące tylko o deszczówce muszą sobie trochę podjadać. Są to rosiczki Obrazek i tłustosze Obrazek. Na liściach tych ostatnich nawet widziałem parę przyklejonych muszek/meszek.
Tam jednak, gdzie jest nie tylko deszczówka, ale też podsiąkająca z pobliskich strumyków woda są np. kozłki, z których robi się walerianę. Obrazek Reumatyzmu nie boją się też storczyki, tu reprezentowane licznie przez stuplamka Obrazek i naparstnica rosnąca masowo np. nad miejskimi rzekami. Obrazek, ani tym bardziej przetacznik (tam był chyba przetacznik bobowniczek, czyli Veronica beccabunga) Obrazek.
Wilgoć niestraszna też paprotnikom takim jak widłak goździsty Obrazek, paprotka Obrazek, orlica Obrazek, czy zanokcica Obrazek, która rosła sobie też na ruinach zamku Inverlochy w Fort William. Nienajgorzej też z tym było przywrotnikowi (chyba alpejskiemu Obrazek), skalnicy (chyba nakrapianej Obrazek), szczawikowi zajęczemu Obrazek i pięciornikowi kurzemu (Potentilla erecta) Obrazek, choć te dwa gatunki mogą wytrzymywać suchsze warunki.
Z kolei nad poziom wrzosowiska czasem wystawały jakieś skały, tworząc wybitnie suche ministepy z macierzanką, czyli dzikim tymiankiem. Obrazek
Prawdziwymi jednak panami tamtej ziemi są krzewinki wrzosowate:
wrzos Obrazek,
wrzosiec Obrazek,
borówka czernica Obrazek (mogę własnym przykładem zaświadczyć, że tamtejsze jej jagody też są jadalne)
i spokrewniona trochę z nimi bażyna Obrazek.
Nic więc dziwnego, że gdy w XVIII w. do brytyjskich ogrodów zaczęto sprowadzać spokrewnione z tymi krzewinkami azalie, te zamiast siedzieć potulnie w zamknięciu wybrały wolność na szkockich wzgórzach. Obecnie więc azalie są typowym elementem brytyjskich zarośli. Obrazek Podobnie zresztą, szkockie lasy oprócz rodzimych sosen są pełne importowanych świerków, a znalazłem też jodły i coś, co wygląda na akację (afrykańską).
Kolejnym zaś krzewem wrzosowisk jest woskownica. Obrazek

I na tym na razie zakończę ten wpis. Następne zapewne pojawią się wkrótce.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Ostatnio zmieniony czw, 03 sierpnia 2006 09:33:09 przez panek, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 15:06:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 20010
piękne roślinki i w ogóle tam ładnie musi być


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 16:25:06 
panek pisze:
wrzos ,
wrzosiec

Pet, zostałeś wywołany do odpowiedzi :faja:


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 21:21:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20066
Piotrek patrzył do dołu, a ja do góry, przez co w ogóle nie wiem, o czym on tam wyżej napisał :D
Nawet na prezentację rosiczek się nie załapałem...

Dobrze, że wybrałem się z pankiem wtedy do zatoki, która przyszła do nas, bo przynajmniej morszczyny w fazie rozkwitłej bądż zeschłej widziałem, i próbowaliśmy organoleptycznie, co jest słone :)

panek pisze:
Przez największy obszar, w którym poziom wody gruntowej sięgał zera przejeżdżaliśmy pociągiem.


I my tam wczoraj przejeżdżaliśmy! Coś niesamowitego jak dla mnie. Chyba w wątku pociągowym dopiszę coś na ten temat.

panek pisze:
Gdybym szukał miejsca pod namiot pewnie bym nie lubił takich miejsc, ale na szczęście nie musiałem się tym przejmować.

e tam, miejsca pod namiot znajdowały się bez trudu
gorzej było przez takie miejsca przechodzić, bo buty przemakały ;-)

Dziś w nocy na lotnisku sporządziłem skrótową kronikę wyjazdu.
Niebawem może się podzielę.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 21:45:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Crazy pisze:
Piotrek patrzył do dołu, a ja do góry


Ja też patrzyłem do góry!

Zarejestrowałem np.
czaplę siwą

Obrazek

kormorany
Obrazek

jakiegoś niezdefiniowanego drapola
Obrazek

i kaczki (pewnie krzyżówki, bo tego pełno wszędzie) ;-)

Obrazek

a nawet młodocianą jaskółkę oknówkę, która uparła się, by przebywać na szosie wyjazdowej w Ft. William, mimo zapobiegawczych działań miejscowych
Obrazek

Ale symbolem Szkocji nie powinien być żaden lew czy jednorożec, ale mewa.
Gdzieniegdzie są tam nasze swojskie śmieszki
Obrazek
, a najwięcej i to dosłownie wszędzie (najczęściej na ulicznych lampach, na szczytach wież, na głowach pomników itd.) jest mew siodłatych:
Obrazek.

PS. Jak na razie nasze zdjęcia są w trakcie skanowania, więc tu są głównie zdjęcia wygóglane.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 22:09:34 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3269
Chciałam na wstępie zaznaczyć, że podpis panka nie jest do końca prawdziwy, ja tam nie uffałam nikomu ;) i poza tym, że nie pozwolono mi ("nie wolno się w górach rozłączać!") wejść na jeszcze jednego bałucha (będę żałować do końca swych dni ;-) głupie kilkadziesiąt metrów w górę! ;-)), podobało mi się bardzo i wcale się nie zmęczyłam (aż do trawiastego zejscia, coś około 800m w dół, dla mnie koszmar! nienawidzę schodzić! zwłaszcza trawą!)

Ale więcej relacji kiedy indziej, dodam tylko, że bylismy z Crazym na Hebrydach Zewnetrznych, na wyspie Harris, i tam widzieliśmy gęsi, takie szare (nie takie białe podwórkowe), które wdzięcznie stadem wzbiły się z jednego z przelicznych loszków... Widok niesamowity! W ogóle Hebrydy polecam! Ale szczegóły później.

Brakowało nam Was!

:mrgreen:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 sierpnia 2006 22:18:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6231
Ech, tych Hebrydów Zewnętrznych to zazdroszę Wam barrrdzo! Już ponurość Skye mi się podobała, a co dopiero taka dzicz jeszcze bardziej północna...
Wyspy - ******

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 sierpnia 2006 07:27:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
3bajki pisze:
panek napisał:
wrzos ,
wrzosiec

Pet, zostałeś wywołany do odpowiedzi



Noooo nie wiem... ostatnio się dowiedziałem, że w staropolszczyżnie wrzosem wcale nie nazywano tych roślinek, które sa tu na fotkach, ale... jesiony :shock:

Jestem nieco skonfundowany tym faktem, gdyż sam juz nie wiem jaka jest prawdziwa geneza mojego nazwiska rodowego :|

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 sierpnia 2006 09:53:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:09:25
Posty: 6816
Skąd: z Nepalu
Panek Ty naprawdę jesteś maniakiem roślinek :D

_________________
Auto, winda, kibel, molo
Ławka, kino,basen, szkoła


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 sierpnia 2006 10:23:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Crazy pisze:
Dziś w nocy na lotnisku sporządziłem skrótową kronikę wyjazdu.
Niebawem może się podzielę.


Czekam z niecierpliwością. Sam jakoś nie potrafię złożyć własnej 1/8 kroniki, łatwiej przychodzi mi reagowanie na cudze wpisy. ;-)
(Np. uwaga o patrzeniu do góry pośrednio przypomniała mi sprawę jaskółki na szosie, o której pewnie bym sam z siebie sobie nie przypomniał.)


elsea pisze:
poza tym, że nie pozwolono mi ("nie wolno się w górach rozłączać!") wejść na jeszcze jednego bałucha


Przecież ty tam w e s z ł a ś! Myśmy zrejterowali, a ty weszłaś. Każdy to potwierdzi.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 sierpnia 2006 15:28:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20066
Oczywiście, że weszła.

W ogóle kondycja wspinaczkowa mojej Żony stanowiła dla mnie nieustające źródło zdziwienia, zwłaszcza podczas wspominanej wycieczki po Aonach Eigennannnach czy jak to się pisze. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że z nas wszystkich była tam po prostu najlepsza!!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 sierpnia 2006 23:48:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20066
21 lipca piątek... przylatujemy do Edynburga z Pankami. Pierwszy cel: hostel, gdzie Monika i Piotrek mają rezerwację - jak się okazuje w jakimś wiktoriańskim budynku, pałac nie hostel!!! Pierwsze wyjście na miasto i niespodzianka - trafiamy w anglikańskiej katedrze (tuż obok hostelu) na Evensong... pięknie śpiewaja psalmy i inne inwokacje... Ale potem rosnące rozczarowanie Edynburgiem. Długo nie wiemy z Izą, jak w końcu będzie z naszym noclegiem, w końcu udaje się nawiązać łączność z naszym gospodarzem, spotykamy się pod katedrą i jedziemy do niego. Dziiiwna to gościna...

22. sobota... śniadać nam się nie chce, ale odbywam z naszym gospodarzem długą i bardzo miłą rozmowę przy kuchennym oknie - szkocki chłód w końcu każe nam przerwać. Śniadanie jemy na ławeczce koło dworca autobusowego. Zwiedzamy National Gallery of Scotland - super galeryjka, kompaktowa w porównaniu z londyńską, ale bardzo treściwa, best moment Edynburga.
Podróż do Fort William autokarem, ja mam pierwsze zachwyty, bo przejeżdżamy obok Loch Lomond, jednego z największych jezior Szkocji, a potem cudowna doliną Glen Coe :aniolek:, ale Iza ma ostrą chorobę lokomocyjną :x
Wieczorne spotkanie z Kacprem i Asią, szybkia przegryzka fish&chips (po raz pierwszy w życiu, nawet ujdzie), szybki pojazd na camping i sen w cieniu Ben Nevisa (w nocy oczywiście pada).

23. niedziela - Panki nadal w Edynburgu, więc we czworo uderzamy z rana na Ben Nevisa, na plecach spory bagaż, including namioty... Wielogodzinna droga pod górę, dłuższy postój pod chatą CIC (Cytza nie spotkaliśmy, ale była wspinająca się Polka w towarzystwie dwóch Szkotów ;-)), po którym musiałem zmierzyć się z koniecznością włożenia plecaka na mokrą i wtedy już bardzo zimną koszulkę... i potem straszliwe podejście na szczyt, który nazywał się coś jak Kair Mordor, co za syw!!! O dalszej drodze więcej może w wątku górskim, w każdym razie na szczycie Bena, w całkowitej mgle znajdujemy schron, w którym gotujemy kolację i postanawiamy zostać, co by namiotów nie zmoczyć. W schronie znajduje się pudełko z zawartością: batonik czekoladowy oraz Biblia :-)
Ponieważ mamy też ze sobą Nowy testament, a w dodatku była niedziela - czytamy sobie różne fragmenty w językach obu...

24. poniedziałek... przed odejściem pozostawiam w naszym miejscu noclegowym napis ARMIA odpowiednia czcionką; w zejściu pojawiają się kłopoty z nogą, nierówno spakowany plecak... :?
Spotykamy się z Pankami w Fort William, mamy tam już zaklepany wspólny nocleg w hostelu. Kacper i Asia gardzą turystyczną atrakcją numer jeden, więc bez nich jedziemy na wycieczkę nad Loch Ness. Iza wlazła po kolana, ja nawet pływałem, ale potwór nikogo za nogę nie chapnął. Phi. Za to fajnie obserwować przepuszczanie jachtów na śluzach w Kanale Kaledońskim.
Wracamy a późnym wieczorem z dworca kolejowego odbieramy Soundropsów! :D (oni na kampingu śpią)

25. wtorek... wczesna zbiórka i docieramy na raty do przepięknej doliny Glen Coe. Iza i Piotrek robią rekonesans w okolicach strumyka, gdzie chcemy wieczorem rozbić namioty (znaczy bez Panków, bo oni sto procent hosteli, zero procent namiotów przez cały wyjazd).
Wyruszamy na wycieczkę górską, która miała niby trwać 3 do 5 godzin... Podczas sielankowego podejścia robimy nieograniczone popasy i polegiwania na łączkach... Z okazji moich imienin trafiamy na grani na niejakie Crazy Pinnacles (znane z podpisu panka jako Aonach Eagach)... dzięki Panu Bogu pogoda jest niezawodna i po dziesięciu godzinach od wyjścia wszyscy nadal żyją i są w całości na dole :shock:
Namioty rozbijamy, ale górą tym razem meszki. 10 sekund nie ruszania ręką dawało efekt ręki czarnej od malutkich owadów (a nazajutrz czerwonej od wiadomo czego :roll: ), więc czym prędzej do namiotów i sen, nawet bez obiadokolacji (oprócz Kacprów z moskitierami na głowach). Zresztą byliśmy TOTALNIE ZMĘCZENI.

26. środa... w nocy oczywiście znowu pada i na maksa wieje, ale rano pogoda cudna, za to utrzymujący się wiatr odegnał wszystkie meszki :D Dłuugi poranek... sniadanie połaczone z zaległym obiadem i kolacja z poprzedniego dnia, gotowanie przy strumyku... pływanie... śpiewanie Grantchester Meadows z naturalnymi odgłosami dokoła, i większość Songs from the Pastures... z Kacprem eksplorujemy super kanion w górę naszego strumienia... leniwy obiad przy namiotach. Wszystko super, ale zbyt późno wychodzimy na przechadzkę i musimy zawrócić w absolutnie zachwycającym miejscu... Trzeba tam wrócić!
Wracamy do Fort William na raty, i wtedy właśnie z pankiem eksplorujemy brzeg Lochu, który okazuje się być słony i nieoczekiwanie do nas przypływa :-)
Tym razem i my, i Soundropsi wracamy na zapoznany już camping, Panki do hostelu, Kacpry do Bed&Breakfast. Na campingu obok nas rozbijają się Szkoci z tatuażami, słuchający Boba Dylana z auta, a jakaś dziewczynka woła z wnętrza namiotu o swoim bracie: "mum! mum! he's pissing in!" ;-)

27.czwartek... Kacper i Asia jadą inaczej, ale nasza szóstka podąża piękna trasą pociagiem z Fort William do Mallaig, po czym przeprawia się promem na wyspę Skye. Ponure tam i niegościnne wybrzeże, w dodatku w hostelu, gdzie Panki mają nocleg - jedynym miejscu zaczepienia póki co - zdarza się nieprzyjemny (zawioniony przez nas) zatarg z szefową tegoż miejsca, przez co musimy Panków tam zostawić i udać się na poszukiwanie miejsca na rozbicie namiotu... nie bardzo jest gdzie i ostateczny wybór pada na lokalizację z pozoru słabą. Takie też wrażenie odnosi Kacper, kiedy do nas dobijają. Po Glen Coe wygląda to wręcz na żigi ;-)
A jednak właśnie tam wychodzi najlepszy wieczór wyjazdu, kiedy wszyscy sobie siedzimy do późnej godziny przed namiotami, śpiewanie takie, że ŁOO!!! :peace: :aniolek:

(a w nocy Asia i ja słyszymy jakies straszliwe awantury między lokalsami, chyba jakiś kolo przyłapał swoją dziewczynę z kimś innym i chciał gościa zabić, w kazdym razie dużo krzyku, płaczu i zgrzytania zębami)

28. piątek... bardzo zły poranek. Leje i nie chce przestać. Namioty trzeba zwijać i mokną. Pięknie ułożone plany wycieczkowe na ten dzień biorą całkowicie w łeb. Uciekamy z niegościnnego półwyspu Sleat i jedziemy w góre Skye do miasta Portree, Panki, Gero i ja autobusem, reszta autem. Kręcimy się trochę po Portree, znajdujemy hostel, jemy znowu fish&chips, idziemy na krótki, ale bardzo przyjemny spacer za miastko, wokół klify i łąki... niestety jest to spacer pożegnalny :-( Panki jeszcze tylko siedzą z nami przy hostelu, gdzie suszymy namioty i inne rzeczy, ale już za chwilę musimy ich odprowadzić na autobus i goodbye... :-(
Omija ich w ten sposób drugi najfajniejszy wieczór, kiedy śpiewamy sobie w jadalni hostelu, tym razem cichutko i ze skupieniem, a wokól ludzie sobie siedzą, czytaja, słuchają... bardzo fajnie.

29.sobota... szykujemy się na opuszczenie Skye i powrót na stały ląd (tak określa się główna wyspę ;-)); wybieramy się jeszcze tylko na niezbyt długą wycieczkę pod charakterystyczną skałę zwaną Old Man of Storr - wycieczka mi osobiście się podobała na pięć gwiazdek, wreszcie zobaczyłem w pełni wyspiarski charakter wyspy Skye!
Po czym niespodziewana zmiana decyzji: nie wycofujemy się, ale jedziemy dalej wgłąb wyspy! Coraz dalej od świata.... za to coraz więcej wszędzie owiec! W miejscowości Staffin robimy zakupy w sklepie, gdzie ludzie gadają sobie gaelikiem. Znajdujemy świetny hostel połozony przepięknie nad morzem, jest salka z pianinem i wielka kuchnia, bardzo też miły gospodarz. Wieczór po dwóch poprzednich mimo wszystko trochę rozczarowuje, nie udaje się odtworzyć super atmosfery dwóch ostatnich śpiewanek...
A my z Izą po długich wahaniach (pogoda zmienia się co 10 minut, wieje jak z cebra, co chwila nowy deszczyk, ze trzy tęcze się pojawiły :shock: ) wybieramy opcję tańszą i rozbijamy namiot obok hostelu.

30.niedziela... Gero rano znika i jedzie stopem do Portree, co by zdążyć na Mszę do koscioła katolickiego, my reszta idziemy na wycieczkę po klifach (ale całkiem wysokogórska ta wycieczka nad morzem, wśród kolejnych niezliczonych stad owiec!). Schodzimy ścieżką, która kiedyś chyba była, ale się zmyła, więc trzeba kluczyć wśród wzgórz. Bardzo pięknie, tylko nieco mokro. Panek by się ucieszył :(
W naszych z Izą głowach rodzi się plan, zgodnie z którym byłby to ostatni wspólny wieczór...
Tymczasem udajemy się na wieczorną modlitwę do Free Churchu of Scotlandu, gdzie spotyka nas bardzo gościnne przyjęcie, są panowie 100% w garniturach a panie w kapeluszach, śpiewają psalmy i jedzą cukierki, a prowadzący przypomina jako żywo Marka Jurka (jeszcze z takiego podwyższenia mówił... ;-)).
Po powrocie zapada decyzja: płyniemy z Izą na Hebrydy Zewnętrzne, więc jest to wieczór pożegnalny. Ma być śpiewanie, ale nie do końca wychodzi, więc zamiast tego bardzo miło sobie gadamy a na koniec udaje się jednak porządnie zaśpiewać kilka piosenek, których ostatnim akcentem jest to, co w zakończeniu urodzinowego DVD ;-)

31. poniedziałek... jeszcze wszyscy razem zwiedzamy super skansen na północnym cyplu wyspy Skye, po czym w przystani w Uig następuje goodbye... Prom zabiera nas gdzieś na rubieże świata. Lądujemy na Harris, wyspie, gdzie w odróżnieniu od większości Szkocji mają być piękne plaże na zachodnim wybrzeżu (tym od Atlantyku). Plaże owszem są, ale również permanentnie leje :mrgreen: Ale co tam. Wsiadamy w odpowiedni autobus i patrzymy z rozbawieniem, że za nami ładuje się para Niemców, jakiś starszy tramp i jeszcze dwóch Austriaków, wszyscy z namiotami, wszyscy przemoczeni (ciepło też nie było), ale wszyscy twardo pytają jak jechać "to the beaches". Hehe, kierowca musiał mieć niezłą polewkę, chociaż pewnie sa przyzwyczajeni ;-)
Bo rzeczywiście - nad morzem (plaże piękne indeed!) mimo obfitego deszcze stoi kupa namiotów/ przyczep kempingowych. Staje tam i nasz, podczas jednej z wielu przerw w opadach (wtedy są tęcze ;-)). Chowamy się i gotujemy w środku, a wiatr co i raz przygina namiot do ziemi... Nie zdobywamy się na kąpiel, trochę może szkoda... Ale śpi się doskonale!

1.sierpnia wtorek... najdłuższy dzień.
Budzę się rano przed szóstą i ponieważ nie pada a jedynie strasznie wieje ;-) wybieram się na spacer po plaży i zauważam mule przyczepione do skał. Sea-food był jedną rzeczą, której mi jakoś zabrakło na wyjeździe, więc zaopatrzyłem się sam, hehe, i ugotowałem rano w namiocie. Niestety amatorszczyzna dała o sobie znać, nie dogotowane, zgrzytające piaskiem między zębami, i w ogóle za małe - słowem nie poczęstowałbym nikogo, ale i tak miałem satysfakcję! :D
Szybka ewakuacja namiotu w obawie przed deszczem i podjęta dzięki inspiracji spotkanych poprzedniego dnia Austriaków najsłuszniejsza ze słusznych decyzja, żeby wykorzystać pozostały do odjazdu promu czas na objazd wysepki autobusem. A więc dalej atlantyckim wybrzeżem, gdzie nadal bywają plaże, ale ta nasza chyba najładniejsza, postój w zapadłej dziurze będącej największym miastem na południu wyspy a potem zupełnie nieprawdopodobny przejazd wschodnim wybrzeżem wśród potwornie krętych dróg, księżycowych krajobrazów, setek małych jeziorek, i od czasu do czasu osiedli ludzkich, które wyglądają tu nierealnie. Koniec świata, naprawdę nigdy jeszcze nie czułem się tak daleko od domu!
Prom zabiera nas z powrotem na Skye, a stamtąd dłuuuga podróż autokarem do Fort William, po drodze piękne widoki, zwłaszcza na pewną wielką górę (będzie z tysiąc metrów npm. ;-)), której szczyt ukrywał się w chmurach, ale zboczami płynęły niezliczone wodospady. Pomiędzy dworcem autobusowym a kolejowym w Forcie robimy ostatnie gotowanie (żurek instant ;-)), ostatnie spore zakupy i hop! do pociągu.
A tu - NIESPODZIANKA! :D Siedem minut przed odjazdem pojawiają się w wagonie... Gero, Morella, Kacper i Asia :shock: :!: :shock: Dogonili nas w szalonym pędzie, żeby jeszcze raz się pożegnać :-) :-)
I ruszamy na trasę, o której trzeba napisać w wątku kolejowym... do Edynburga.

2 środa... już po północy wysiadamy na zamykanym właśnie dworcu i pozostaje nam do odlotu aeroplanu prawie siedem godzin. Trochę się włóczymy po starym miescie, które ponownie nas nie zachwyciło, ostatecznie trafiamy na lotnisko, gdzie trzeba przezimować do rana. Już po nadaniu bagażu trafia się jeszcze error w postaci alarmu pożarowego, ogólnie na lotnisku i dokoła syf i śmierdzi gnojówką :?: W samolocie zasypiam natychmiastowo i w zasadzie budzę się nad Polską.
Ale podczas lądowania udało mi się zobaczyć nasze osiedle! Góra! i kościół! i blok naszej koleżanki obok! :D

A jutro odbiorę zdjęcia, niestety żeby wrzucić coś na forum potrzebuję asysty a panek wyjeżdża właśnie w teren...


Ostatnio zmieniony sob, 12 lipca 2008 14:58:54 przez Crazy, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 sierpnia 2006 07:03:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 13470
Skąd: wieś
Ekipa w składzie: Asia, Morella, Gero i K.T.W.S.G zawitała wczoraj do Ashton, gdzie w knajpie The Buck na świeżym powietrzu odbyliśmy krótkie manewry. Trochę mi opowiedzieli o wyprawie, trochę o drodze powrotnej, Gero trochę pograł. Było pięknie i bardzo miło, choć krótko.

Tekst wieczoru: Rzędy małych energetycznych chomików. :wink:

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 sierpnia 2006 07:57:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
3bajki pisze:
Chętnie bym zobaczył mapkę z drogi z X w miejscach noclegów


To może jest wykonalne (z tym, że każda grupka miała różne warianty, więc byłoby prawdziwe tylko dla 1/4 drużyny), ale czasochłonne, więc dopiero po moim powrocie z badań.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 sierpnia 2006 08:00:46 
Mamy czas


Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group