Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 18 grudnia 2017 07:59:15

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 13 lipca 2016 08:29:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12758
Skąd: Poznań
Znów świetnie się czytało!
Ale dziwne te góry... takie podmiejskie, nie?

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 13 lipca 2016 20:45:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
Powsinoga pisze:
nawet z dziurą w nodze co nie?

Hehe, to były czasy! :D

arasek pisze:
Ale dziwne te góry... takie podmiejskie, nie?

Nawet całkiem miejskie :)
Ale gdyby nie to, że otoczone miastem ze wszystkich stron, to dla mnie wyglądały bardzo górsko (w sensie gór w otoczeniu naturalnym ;) ) - jakby je kto wyciął skąd indziej i przeniósł do parku. :)

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 03 sierpnia 2016 20:39:27 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3269
Czekam na ciąg dalszy! :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 03 sierpnia 2016 20:53:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
Dobrze, że mi przypominasz, jednej reli jeszcze nie skończyłam, a tu już druga czeka. :wink:

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 06 sierpnia 2016 22:27:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
Dzień IV

Dziś w planach miałam przede wszystkim ogród botaniczny, a potem, to zobaczymy, co się jeszcze zdąży, fajnie byłoby jeszcze zobaczyć zoo, Dean Village, katedrę w Rosslyn, morze z bliska...

Na początek zakupiłam sobie bilet całodniowy na komunikację miejską, rzecz bardzo opłacalna już przy 3 przejazdach, a miałam ich w planach znacznie więcej. Potem, kierowana pewną szczególną potrzebą, uznałam, że zapewne da się ją zaspokoić na dworcu kolejowym, zeszłam na tenże dworzec, wcześniej całkowicie przeze mnie pomijany i niedostrzegany, i okazało się, że naprawdę warto było. Potrzeba, swoją drogą, ale sam dworzec okazał się być bardzo efektowny.

Obrazek

Obrazek

Po opuszczeniu dworca udałam się na poszukiwanie przystanku autobusowego i tu okazało się, że nie ma lekko. Za nic nie byłam w stanie rozkminić oznakowań przystanków w ścisłym centrum miasta - ni cholery nie mogłam dojść, co z nich jeździ. Przystanki dalej położone miały już całkiem zwyczajne, po polsku ;) podane numery autobusów, i rozkłady jazdy, osobliwe, ale dające się rozszyfrować. A te tutaj, za Chiny niepojęte... Najpierw stanęłam sobie na przystanku, z którego miałam wrażenie, że chyba wszystko w tym mieście jeździ, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to jednak błędne założenie. Wyciągnęłam plan komunikacji, ale on miał takie zagęszczenie linii w centrum, że też był prawie nieczytelny i ciężko było te nitki porozplątywać. Toteż ruszyłam po prostu wzdłuż Princess Street prosto przed siebie, z nadzieją, że w końcu znajdę właściwy przystanek.
Jak na szkocką stolicę przystało, było w tym mieście sporo dudziarzy. Tu i ówdzie można było się natknąć na takiego grajka w tradycyjnym, kratkowanym stroju. Odnosiłam wrażenie, że oni wszyscy na tych dudach grają jedną i tą samą melodię, a właściwie to nawet nie melodię, tylko zapętloną sekwencję dźwięków. Tym razem było inaczej, na ulicy stał gość i grał konkretny utwór, coś dobrze mi znanego, ale przez jakiś czas nie mogłam sobie przypomnieć, co to jest. To zaćmienie umysłu musiało być spowodowane chyba totalnym nieprawdopodobieństwem usłyszenia tutaj właśnie t e g o ! Bo kiedy sobie uświadomiłam w końcu, CO słyszę, przeżyłam niezły szok. Otóż był to... Mazurek Dąbrowskiego!

Obrazek

A tymczasem moje poszukiwania autobusu znów spełzły na niczym, znów wyciągnęłam plan komunikacji, ale jakoś nazw ulic podanych na nim nie mogłam dopasować do tych mijanych w rzeczywistości, więc nawet nie wiedziałam, w którym miejscu owego planu aktualnie jestem. Ale uważne studium owej mapy przyniosło ten owoc, że się zorientowałam, że jeden z pasujących mi autobusów przejeżdża przez "mój" most, toteż cofnęłam się spory kawałek drogi do niego, po to, żeby zobaczyć egzemplarz uciekający mi właśnie sprzed nosa. No, ale na następny czekałam już grzecznie w tym miejscu. Ostatecznie strasznie dużo czasu straciłam na szukaniu przystanku, szybciej byłabym na piechotę, a poza tym dzień się kurczył... W końcu jednak dotarłam do upragnionego celu. No, tez nie tak od razu, bo posłuchałam się jakiegoś drogowskazu, który wskazał znacznie dalszą drogę wejścia do ogrodu, niż ta, którą znalazłabym sobie sama, bez jego pomocy. Szłam długą ulicą, zdążyłam już zwątpić, czy dobrze idę, ale za to miałam okazję podziwiać takie sobie zwykłe domki wzdłuż niej... Fajnie sobie tam ludzie mieszkają. :)

Obrazek

Sam ogród był super, i mimo, że spędziłam w nim mnóstwo czasu, to później się przekonałam, że w niejedno fajne miejsce nie trafiłam. :(
Były tam i zwykłe (jak na ogrody botaniczne) alejki otoczone kwiatami i kwitnącymi krzewami, i wielki mur z żywopłotu a za nim mały labirynt z uroczym domkiem, i zwykłe działkowe grządki, i pomieszczenia z roślinami naskalnymi. Był gdzieś i ogród chiński, na który niby trafiłam, ale jakoś nie do końca... Był, najpiękniejszy z atrakcji na otwartej przestrzeni, duży ogród skalny (nie mylić z naskalnym ;) ). I nawet mieli tam kawałek zwykłego lasu. :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No, ale najlepszą, główną atrakcją były szklarnie z 10 różnymi strefami klimatycznymi.

Obrazek

Część z tych stref, jak dla mnie, laika, była do siebie dość podobna, ot, dżungla i palmy takie czy inne. ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Ale o kilku warto wspomnieć osobno. Sala z jeziorkiem z wielkimi liśćmi wiktorii, wizytówka reklamowa ogrodu, faktycznie świetna, przy czym nie tylko z powodu owych liści, ale i pięknych kwiatów.

Obrazek

Obrazek


Rewelacyjna była też sala z orchideami i zasłonami z jakichś zwisających z drzew pnączy, czad! Tyle, że klimat był tam nie do wytrzymania, piekielnie gorąco i przy okazji wilgotność powietrza wynosiła chyba 100%. Strasznie ciężko robiło się zdjęcia, bo aparat momentalnie zachodził mgłą.

Obrazek

Obrazek

Bardzo fajna i ciekawa była sala z roślinnością, dla odmiany, pustynną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Ale największy opad szczęki spowodowała u mnie sala z... prehistorycznymi paprociami i skrzypami! Wlazłam tam, stałam i gapiłam się na to, nie wierząc w to, co widzę. 'Przecież... to... NIE ISTNIEJE!' - myślałam sobie. Dopiero potem wyczytałam na tabliczce, że jednak istnieje i można spotkać w naturze tu i tam, tyle, że jednak w porównaniu z paprociami z karbonu te są znacznie mniejsze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


W folderze reklamowym pisało, że zwiedzenie tego ogrodu zajmuje jakieś 2-3 godz. niespiesznego chodzenia. Mi zdaje się, zajęło więcej. Dość, że o zoo, zamykanym jak wszystko, o 18, mogłam już zapomnieć. Nawet, gdybym tam dojechała, to na niedługo przed zamknięciem, nie opłacało się. W pierwszej kolejności wróciłam autobusem do centrum, tylko do odcinka dalszego niż zwykle, dzięki czemu z nowej perspektywy zobaczyłam zamek, trafiłam na kolejny zabytkowy cmentarz, piękne kościoły, i kolejny budynek z fajnym zegarem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostały mi atrakcje nie zamykane, a więc następne w kolejności - Dean Village. Cały problem z nią był taki, że nie miałam pojęcia, gdzie się właściwie znajduje. Poszukałam na mapie czegoś z Dean w nazwie, uznałam, że to pewnie gdzieś tam i mniej więcej 'gdzieś tam' pojechałam. Wyglądałam z okien autobusu, ale nic po drodze na tej trasie nie chciało tak ładnie wyglądać, jak znane mi fotki z tej dzielnicy. Za to mijałam tu i tam różne pojedyncze cacka, np. ciekawy kościół całkiem niedaleko przystanku, na którym długo czekałam na ten autobus. W końcu uznałam, że dalsza jazda nie ma sensu, nie było co szukać wiatru w polu, poddałam się. Wysiadłam na przystanku, kiedy za oknem mignęło mi w oddali coś super. Najpierw jednak trafiłam prosto na kolejny zabytkowy cmentarz, ale nie spędziłam tam już zbyt wiele czasu, poszłam szukać tego czegoś widzianego z okna. I znalazłam, był to niejaki Fettes College, rewelacja, która wynagrodziła mi całą tą nieudaną wycieczkę!
Szkoda tylko, że nie dało się bliżej podejść, można było tylko podziwiać zza płota...

Obrazek

Obrazek


Poszukałam przystanku powrotnego i zastanawiałam się, co robić dalej. Ale na rozkładzie jazdy zauważyłam, że stąd jedzie bezpośredni autobus do Rosslyn, uznałam, że to rozstrzygnęło sprawę. Kaplica na pewno o tej porze jest już zamknięta, ale chociaż z zewnątrz zobaczę, tak przepięknie się prezentowała na zdjęciu...
Niestety, to była druga kiepska decyzja tego dnia, jeszcze gorsza od pierwszej. Znów za oknem mijałam sporo piękności, które chciałoby się zobaczyć z bliska, mało tego, jedno cudo znów tuż obok przystanku, na którym tyle czasu się nudziłam w tamtą stronę... Cóż, takie właśnie jest to miasto - co krok trafia się na coś pięknego.
Ale ja już twardo jechałam do z góry upatrzonego celu. Pierwsza rzecz, która nabawiła mnie wątpliwości co do słuszności tej decyzji, to zorientowanie się, że to jest cholernie daleko. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie miałam mapy, która obejmowałaby ten rejon, a uproszczony plan komunikacji nawet nie próbował udawać, że odzwierciedla realne odległości, jedyne co próbował, to zmieścić się na kartce. Znalazłam się na ewidentnej prowincji, obleciał mnie strach, że ważność mojego biletu nie sięga tych stron i jak ktoś się zorientuje, zapłacę jakąś karę... Ale w tym miejscu i w tym momencie nie było już zupełnie sensu wysiadać i zawracać, więc jechałam dalej... A usiadłam sobie na górnym piętrze autobusu, z samego przodu i widoki dookoła miałam przednie. Niestety, kiedy się zorientowałam, że pora wysiadać, schodzenie na dół w mknącym po pustej szosie autobusie, ostro hamującym na przystanku okazało się doświadczeniem nader bolesnym, znielubiłam górne pięterko definitywnie.
Po wysiąściu dotarło do mnie, że po raz drugi dzisiaj szukam czegoś, co nie wiem, gdzie jest. Znalazłam się na rozstajach dróg pośród pól (zachwycałabym się sielskimi widokami, kolorem nieba, trawy, odległymi górami i łagodnym, rozmarzonym zmierzchem, gdyby nie pewna stresowość sytuacji...).

Obrazek

Jedyną wskazówką dla mnie był drogowskaz do Rosslyn i nic poza tym... Nie wiem, czego się spodziewałam, może kaplicy widocznej z daleka, może drogowskazów kierujących bezpośrednio na nią. Nic takiego nie było. Szłam i szłam, zastanawiając się z 50 razy, co ja tu robię, przecież ona może być gdziekolwiek, po lewej miałam las, mogła być gdzieś za lasem... Ale skoro już taki kawał drogi i czasu zmarnowałam na przyjazd tu, to szkoda mi było się tak łatwo poddawać. Pokonawszy spory odcinek drogi, dotarłam w końcu do miasteczka, które miało sporo bocznych ulic, znów zdałam sobie sprawę z bezsensu tej wyprawy, przecież nie obejdę całości.. ale dalej idę główną drogą przed siebie, może coś w końcu zobaczę. No i zobaczyłam, wreszcie objawił się drogowskaz mówiący, że kaplicę mam przed sobą, ucieszyłam się więc wielce i przyspieszyłam raźno kroku. I w końcu dotarłam do celu. I to było najgorsze rozczarowanie wyjazdu. Tak, jak wspomniałam, spodziewałam się, że do środka o tej porze nie wejdę. Ale tego, że z kaplicy zrobią atrakcję ogrodzoną wysokim murem, z bramą otwartą tylko w określonych godzinach, oczywiście dawno już zamkniętą, z krążącymi i groźnie na mnie łypiącymi ochroniarzami, tego się nie spodziewałam w najgorszych snach. Jedyne, co mi się udało zobaczyć i sfotografować, to kawałek dachu.

Obrazek

Pokrążyłam jeszcze rozpaczliwie po okolicy, patrząc, czy od innej strony nie zobaczę więcej, ale nie udało mi się znaleźć dojścia. I tak musiałam się obejść ze smakiem. Byłam wściekła, że z kaplicy zrobili sobie interes (nie wiem, czy wstęp był płatny, założyłam, że tak) i że w tym czasie mogłabym zwiedzić tyle innych rzeczy... A teraz pozostało już tylko wracać czym prędzej do hotelu, z nadzieją, że jeszcze jeżdżą o tej godzinie autobusy. Jeździły, i nawet mój bilet okazał się ważny. Uff, dobrze, że chociaż tyle...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 07 sierpnia 2016 17:19:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5550
Fengari pisze:
Za nic nie byłam w stanie rozkminić oznakowań przystanków w ścisłym centrum miasta - ni cholery nie mogłam dojść, co z nich jeździ. Przystanki dalej położone miały już całkiem zwyczajne, po polsku podane numery autobusów, i rozkłady jazdy, osobliwe, ale dające się rozszyfrować. A te tutaj, za Chiny niepojęte... Najpierw stanęłam sobie na przystanku, z którego miałam wrażenie, że chyba wszystko w tym mieście jeździ, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to jednak błędne założenie.


Fengari pisze:
Poszukałam na mapie czegoś z Dean w nazwie, uznałam, że to pewnie gdzieś tam i mniej więcej 'gdzieś tam' pojechałam


Fengari pisze:
nie miałam mapy, która obejmowałaby ten rejon, a uproszczony plan komunikacji nawet nie próbował udawać, że odzwierciedla realne odległości, jedyne co próbował, to zmieścić się na kartce.

walka z mapą i przystankami - niezły dreszczowiec :wyciera:

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 07 sierpnia 2016 20:25:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
:lol:

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 09 sierpnia 2016 11:12:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12758
Skąd: Poznań
Stress, faktycznie :kogut:

Niemniej ogród botaniczny doskonały!

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 10 sierpnia 2016 20:38:32 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3269
Fengari pisze:
Otóż był to... Mazurek Dąbrowskiego!
przepraszam, nie mogę się powstrzymać - było o tym w filmie! :D (do 0:40 :))


Fengari pisze:
Byłam wściekła, że z kaplicy zrobili sobie interes (nie wiem, czy wstęp był płatny, założyłam, że tak)
myślę, że "zrobili sobie" to niewłaściwe określenie, jako że kaplica od mniej więcej połowy XV wieku pozostaje w ręku jednej rodziny, która musi to miejsce utrzymać a po ekscesach u Dana Browna, mogło się o okazać jednocześnie profitotwórcze jak i skomplikowane... My często zapominamy, że np. w Wielkiej Brytanii różne zabytki są po prostu czyimś domem albo do kogoś również po prostu należą - naszym "ziemskim posiadaczom" taka licząca grube setki lat własność właściwie się nie zdarza - przychodzą mi na myśl wyłącznie obiekty zakonne.

Przygody transportowe nieco horrorystyczne - uch! Dzielnie sobie poradziłaś!
Ciekawe jak to jest tam z tymi przystankami w centrum - myśmy po prostu nie korzystali, więc nie mam pojęcia, na czym to może polegać.

A ogród botaniczny to rewelacja - może mnie przekona do powrotu kiedyś...? ;-) (no i El Greco...)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 10 sierpnia 2016 22:05:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
elsea pisze:
przepraszam, nie mogę się powstrzymać - było o tym w filmie! :D (do 0:40 :))

Kurde, ja mam chyba mózg w takim stanie jak ten gość (chociaż nic nie biorę) ('you hardly remember your name') :mumia


Cytat:
myślę, że "zrobili sobie" to niewłaściwe określenie, jako że kaplica od mniej więcej połowy XV wieku pozostaje w ręku jednej rodziny, która musi to miejsce utrzymać a po ekscesach u Dana Browna, mogło się o okazać jednocześnie profitotwórcze jak i skomplikowane... My często zapominamy, że np. w Wielkiej Brytanii różne zabytki są po prostu czyimś domem albo do kogoś również po prostu należą - naszym "ziemskim posiadaczom" taka licząca grube setki lat własność właściwie się nie zdarza - przychodzą mi na myśl wyłącznie obiekty zakonne.

Pewnie masz rację, faktycznie nie znam tamtejszych realiów, a pierwsza rzecz, jaka mi przyszła do głowy, to że to wszystko właśnie przez tą głupią książkę..

Cytat:
Ciekawe jak to jest tam z tymi przystankami w centrum - myśmy po prostu nie korzystali, więc nie mam pojęcia, na czym to może polegać.

Właściwie to dotyczy chyba głównie przystanków przy Princess Street. Są tam niby podane jakieś numery, ale nie pokrywają się z autobusami, które tam jeżdżą i jest ich znacznie mniej. Nie pamiętam już, czy są jakieś rozkłady, ale albo ich nie było, albo mocno niekompletne. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że oprócz autobusów należących do głównego tamtejszego przewoźnika, czyli Lothian Buses, jeżdżą jeszcze jakieś innych firm, o takich samych numerach, za to innych trasach. :D

Same rozkłady natomiast (znane mi z dalszych przystanków) są o tyle osobliwe, że oni tam w podanych czasach nie używają żadnych rozdzielników między godziną a minutami, więc początkowo zgłupiałam, widząc po prostu rządki czterocyfrowych liczb typu 1834 itd. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to jednak godziny :)

Cytat:
El Greco...

A tam to z kolei ja nie byłam...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 19 sierpnia 2016 22:12:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
Ok, pora zakończyć tą relę i powoli brać się za następną ;)

Dzień V

To już niestety ostatni dzień, popołudniu mam powrotny samolot, i czasu już wiele na zwiedzanie nie zostało...

Nie bardzo wiedziałam, jak tą resztkę czasu sensownie wykorzystać, nie miałam go dość dużo, żeby planować coś poważniejszego. Postanowiłam zrobić jedną z tych rzeczy, których nie zdążyłam wczoraj - pojechać nad morze. Bo to nie do pomyślenia, żeby być w mieście położonym nad morzem i nie zobaczyć tegoż morza z bliska, nie zamoczyć w nim choćby palca, tak być po prostu nie może!

I tu miałam do wyboru dwie opcje, brzeg chyba mniej ucywilizowany oraz brzeg przy którym stoi królewski jacht Britanica. Postanowiłam pojechać w tą stronę, w którą pierwszy przyjedzie autobus. I to niestety była kolejna zła decyzja w czasie tego wyjazdu. Od początku czułam, że najlepszym wyborem byłby mniej ucywilizowany brzeg, i tego trzeba było się trzymać. Tymczasem pierwszy przyjechał autobus do portu z jachtem, a mi nie chciało się już czekać na inny, to raz, a dwa, że pomyślałam sobie, że porty z jachtami przecież też bardzo lubię. Nie przyszło mi do głowy jednak, jak bardzo ten port różni się od wszystkiego, co znałam dotychczas.

Wysiadłam na ostatnim przystanku autobusu, który miał być nad samym morzem. Tymczasem morza nie widziałam tu ani śladu, za to panoszyła się wielka galeria handlowa. Pomyślałam sobie, że skoro ona już tu jest, to chociaż skorzystam z toalety. Weszłam, na wystawach wisiały ciuchy z cenami, nie uszło mojej uwadze, że te ceny są porównywalne z polskimi, a mi jeszcze zostało dużo gotówki... Trudno się było oprzeć pokusie zajrzenia do sklepów, wkrótce jednak przemówiłam sobie do rozsądku - wiem ile czasu potrafię spędzić w galerii, jak się zabiorę za przymierzanie wszystkiego, co mi wpadnie w oko, a teraz tego czasu nie miałam. Zresztą, jeśli już, to najchętniej kupiłabym sobie na pamiątkę oryginalną szkocką spódniczkę, a takich tu nie mieli. Wyszłam na przystanek i postanowiłam cofnąć się kilka przystanków, do miejsca, w którym widziałam przynajmniej jakiś kanał portowy - może on doprowadzi mnie do morza?
Tu klimat był zresztą całkiem przyjemny, mimo, że morza nie było widać, to różne detale w otoczeniu świadczyły o jego bliskości, a to szyld, a to pomnik... I jakie ładne latarnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szłam sobie tak wzdłuż tego kanału, natrafiłam na statek w wariackich, psychodelicznych barwach

Obrazek

Obrazek

i na fantastyczną niespodziankę, główną atrakcję dzisiejszej wycieczki - zapomnianą i nieużywaną, uroczą nadmorską stacyjkę kolejową! Czad!

Obrazek

Obrazek

A potem szłam dalej wzdłuż kanału, szłam... i doszłam do znanej mi już galerii handlowej. Szlag! Galeria wchłonęła morze??? Tak być nie może! Zaparłam się i postanowiłam znaleźć sposób, żeby ją obejść. Przez trawniki i ruchliwy wyjazd z parkingu, narażając się na rozjechanie, przedarłam się na drugą stronę. Niestety! Tu też nie znalazłam otwartego morza, jedynie odgrodzony odeń port. W porcie stał jacht Britanica, ale dojście do niego było tylko przez galerię, płatne. Ledwo trochę zobaczyłam przez płot. Rozumiem, że za wejście na pokład biorą kasę, ale żeby człowiek nawet z zewnątrz nie mógł zobaczyć? Żal. Może bym się i skusiła na zwiedzanie, ale nie było już czasu.
Obrazek

Nie było też czasu na dalsze szukanie morza. I brzeg portowy za wysoki był, żebym zdołała zanurzyć choć palec w wodzie. Znów żal - byłam nad morzem Północnym i nie dotknęłam go. :(
Pozostało wracać do centrum i zjeść jeszcze obiad.
Ciągle nieobyta z lotniskami, chciałam posłusznie stawić się tam te nakazane 2,5 godz. przed czasem, a jeszcze się bałam, że przy piąteczku wyjazd z miasta może być zakorkowany, więc nie odważyłam się już nawet wstąpić do żadnego sklepu z pamiątkami, żeby sobie kupić coś konkretniejszego, tą szkocką spódniczkę chociażby, na którą miałam taką chrapkę...
Tymczasem autobus dojechał na lotnisko bez żadnych problemów i korków po drodze, więc w sumie została mi kupa czasu, z którą tam już nie miałam co zrobić i nieźle się wynudziłam. Chociaż najpierw musiałam zaliczyć kolejną porcję lotniskowych stresów, bo nagle się okazało, że tu wszystko jest inaczej niż w Krakowie, co gorsza - bagaż rejestrowany trzeba nadać samodzielnie (rany, co to będzie jak wrzucę nie tam, gdzie trzeba?) i nie ma nawet podanych numerków stanowisk, tylko nazwa przewoźnika i to wszystko... na szczęście obsługa pomagała zagubionym gapom i chociaż kilka razy mi musieli tłumaczyć, gdzie mam wrzucić ten nieszczęsny bagaż, to w końcu pojęłam i wszystko się udało. Kolejna panika dopadła mnie przy kontroli bagażu podręcznego, tu też nie było tak ładnie i prosto, jak w Krakowie, posłałam wszystkie swoje rzeczy na taśmę i zupełnie straciłam je z oczu, nie wiedziałam, którędy przejść na drugą stronę, a jak już przeszłam, to nie wiedziałam, czy te rzeczy już się wytoczyły dawno temu i nie wiadomo, jaki jest ich dalszy los, czy jeszcze się nie wytoczyły - na szczęście ta druga opcja okazała się prawdziwa, uff.
Potem w poczekalni znalazłam sobie przynajmniej fajną miejscówkę - fotel przed oknem z widokiem na pas startowy - super! :D
W międzyczasie o mało nie zgubiłam paszportu i karty pokładowej, na szczęście jacyś dobrzy ludzie zauważyli w porę moje porzucone dokumenty i mnie zawołali, uff...
W samolocie znów miałam miejsce przy oknie i tym razem jeszcze bardziej bajeczne widoki, niż w tamtą stronę - więcej było chmur, w dodatku na kilku poziomach - coś pięknego, nacykałam chyba z miliard zdjęć!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dodatku lądowanie, tym razem w Poznaniu, przypadło na czas zachodu słońca - tylko zdjęcia już nie chciały wychodzić, ale wzrokowe wrażenia powalające!

Obrazek

W Poznaniu czekał mnie nocleg w hotelu w pobliżu lotniska. A następnego dnia bieg na pociąg, bo wychodząc z hotelu, ze sporym, jak mi się zdawało, zapasem czasu, nie uwzględniłam faktu, że autobusy rzadko tu jeżdżą, a jeden właśnie uciekł mi sprzed nosa, a dwa, że droga na dworzec jest dłuższa, niż myślałam. W rezultacie z ronda Kaponiery dosłownie biegłam, jeszcze po drodze pechowo myląc przejścia dla pieszych, przez co musiałam się cofać i ostatecznie do pociągu wpadłam bez biletu, dokładnie w ostatniej minucie. Ale się udało, wow! Tylko kolana jeszcze długo potem wypominały mi ten galop z ciężarem na grzbiecie.
No i tak przygoda dobiegła końca.

Wiedziałam, że nie udało mi się zobaczyć wielu rzeczy, które zobaczyć bym chciała, a po powrocie do domu co rusz to przekonywałam się, że ich było jeszcze więcej. Pierwszy odruch to był - koniecznie muszę tam wrócić i nadrobić zaległości. Ale z drugiej strony - Szkocja taka duża i piękna i tyle jeszcze innych ciekawych miejsc tam do zobaczenia. A na świecie, poza Szkocją, to już w ogóle... życia nie starczy, żeby zobaczyć wszystko, co by się chciało... W każdym razie gdzieś do Szkocji
zamierzam wrócić, ale gdzie, to jeszcze nie wiem.
Biorę pod uwagę miasto nazwane na cześć jednej z naszych forumowiczek ;) , biorę pod uwagę inne opcje... Niestety sporą rolę odgrywa tu kwestia łatwości dojazdu człowieka skazanego na transport publiczny...


Dodatek extra:

Endynburgska fauna

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 20 sierpnia 2016 00:25:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 01 października 2007 21:19:21
Posty: 5569
Skąd: Kraków
Super Fen!

Ja pomyślałem sobie, że do tego morza to mogłaś chociaż wrzucić kamień duży a ciężki - woda by Cię ochlapała przynajmniej i tak by się udało. :lol:

A widoki niesamowite. ;)

_________________
Would you know my name, if I saw you in heaven ?

Mój kanał na YouTube, czyli klejenie modeli, ale nie tylko. :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 20 sierpnia 2016 19:54:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
jpl pisze:
Ja pomyślałem sobie, że do tego morza to mogłaś chociaż wrzucić kamień duży a ciężki - woda by Cię ochlapała przynajmniej i tak by się udało. :lol:


Szkoda, że na to nie wpadłam, świetny pomysł. :) Co prawda nie wiem, czy tam był jakiś większy kamień, no ale moze by się i znalazł. Na przyszłość będę pamiętać, dzięki za radę! :D

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 26 sierpnia 2016 13:47:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12758
Skąd: Poznań
Właśnie dokończyłem te relę - super! A czy byłaś na tej stacyjce czy tylko z daleka widziałaś? Ciekawe, może jakaś kolejka portowa?
Fotki samolotowe doskonałe!

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 26 sierpnia 2016 20:53:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6980
Skąd: Statek Burz
Nie, nie byłam na stacyjce, najbliżej widziałam ją właśnie z tego miejsca, gdzie zrobiłam zdjęcie. Kurde, zaczynam żałować, zamiast gramolić się za galerię, mogłam pójść właśnie tam!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 122 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group