Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 22 lipca 2019 00:09:53

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 156 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 26 sierpnia 2016 21:19:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 31 maja 2007 22:28:36
Posty: 1015
Skąd: W-wa
Fen - świetna, ciekawa rela, czytałem wszystkie odcinki i podziwiam za taką samotną wyprawę w nieznane :)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 26 sierpnia 2016 21:39:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Dzięki. :)
Ja nie mogłam zrozumieć, czemu mam takiego cykora i przed wyjazdem ciągle musiałam sobie powtarzać 'no bez jaj, ludzie to robią, dla niektórych to chleb powszedni'. :)

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 02 października 2018 08:44:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:33:35
Posty: 4589
Skąd: ęsowany
zwykle nie lubię takich połączeń, ale tutaj myślę, że niektórym z nas się bardzo spodoba

całe Shine On You Crazy Diamond do zdjęć ze Szkocji (jest i wyspa Skye)

phpBB [video]

_________________
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie
Psalm 128

https://thesoundrops.bandcamp.com/


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 12 listopada 2018 21:26:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Nie jest to co prawda sobota, ale jednak dzień wolny, więc… ;)

Ciąg dalszy reli rozpoczętej w tym wątku..

Dzień II

Glasgow z góry prezentuje się osobliwie - jest bardzo rozległe, ale złożone głównie z domków, z rzadka tylko wyrastają tu i ówdzie małe wysepki bloków. Kto by pomyślał, że tak właśnie może wyglądać największe miasto Szkocji?
Lotnisko wita przybyszów w zdumiewająco piękny sposób, ktoś zamienił korytarz w leśną aleję, pomyślał nawet o prawdziwych drewnianych ławkach! Potem zdaje się były też inne widoczki, ale czego brak w aparacie, tego i w pamięci...
Dojazd do centrum miasta odbywa się szybko i bezproblemowo. Uwaga, jeśli ktoś z Was kiedyś się tam wybierze i będzie szukał noclegu blisko dworca, niech oleje Centralny, on jest bardzo ładny, ale komunikacyjnie po nic! Teoretycznie funkcjonuje, ale nie mam pojęcia skąd i dokąd połączenia obsługuje, chyba z i do innego wymiaru. Pociągi jeżdżą ze stacji Queen Street, autobusy mają dworzec nieopodal.
Ja popełniłam ten błąd, że nocleg znalazłam przy Centralnym, ale dało się przeżyć. Odległości nie są duże.
Po Glasgow bardzo łatwo się chodzi, nawet jeśli się nie zna miasta i nie ma mapy, gdyż duże mapy stoją na ulicach niemal przy każdym skrzyżowaniu, pokazują gdzie jesteś Ty i gdzie są główne atrakcje.
Początkowo planowałam zrobić to samo, co wczoraj - olać obiad i zwiedzić póki jasno, jak najwięcej się da. Tym razem jednak głód wygrał, poza tym wiem, że musiałby dłużej czekać na zmrok, niż poprzedniego dnia, więc żeby nie tracić czasu, wstępuję do jakiegoś KFC albo czegoś w tym stylu i staram się zjeść jak najszybciej. To miasto jest niewątpliwie warte uwagi i zatrzymania się na choćby troszkę dłużej, nie jest jednak celem tego wyjazdu i jutro będę się stąd zwijać.
Glasgow, w przeciwieństwie do Edynburga, który jest dość konsekwentnie zabytkowy, stanowi równą mieszankę zabytków i nowoczesności. Starałam się trzymać raczej zabytkowych klimatów i takie ulice da się bez problemu znaleźć. Bardzo są one ładne i efektowne! Mocne wrażenie robi dominująca czerwona cegła. Chodziłam trochę na głupa, bez szczególnego planu, bez większej świadomości, co właśnie mijam i oglądam, a minęłam sporo rzeczy pięknych i ciekawych. Dlatego i tu konkretów nie będę podawać, na pewno były to główne ulice centrum. ;) Hope St., Buchanan St., George St. - tyle pamiętam. Jeden tylko miałam jasny cel - i do niego taką, czy siaką drogą zmierzałam - Katedrę.
Mijałam też wielu ulicznych grajków i zespołów i tak sobie myślałam, że to jeszcze jedna rzecz, za którą kocham Szkocję - dobra muzyka w przestrzeni publicznej. Bo oni wszyscy świetnie grali i dobre rzeczy grali. I znikąd nie dolatywała żadna "eska" czy temupodobny syf. I kiedy tak sobie szłam i myślałam o tym, jak na złość nadjechał samochód z opuszczonymi szybami, i ze środka dochodzącym obrzydliwym technołomotem. Żebym się nie cieszyła zanadto! Nie zdążyłam spojrzeć im na rejestrację, może to wcale nie byli Szkoci?
Droga do katedry zaczęła się niespodziewanie wydłużać, jakby proporcje z map uległy totalnemu wykrzywieniu, w dodatku tu już map nie było, więc zaczęłam się zastanawiać, czy aby nie zgubiłam drogi i nie powinnam zawracać. 'Jeszcze kawałek' - myślę sobie, i dobrze zrobiłam, bo wkrótce nadziałam się na drogowskaz potwierdzający, że dobrze idę. Minęłam wielki mural, idę o zakład, że rok temu widziałam taki sam w Oslo.
Dotarłam na miejsce. Warto było już dla samego otoczenia - innego kościoła w sąsiedztwie i innych budynków. Znajdował się tu też placyk z młodymi drzewkami, bardzo przypominał mi ten, na który zawędrowaliśmy z Araskiem w Poznaniu i się zastanawialiśmy, czy to kloniki. :)
Było też zdumiewające dziwo z pod znaku WTF?!: Policoj-toj.
Sama Katedra natomiast - przepiękna! Szkoda, że zamknięta i nie weszłam do środka, ale i z zewnątrz - absolutny must-see! Ona i przylegający do niej cmentarz. Byłam zachwycona i dogłębnie wzruszona, że mogłam tu dotrzeć i to oglądać. Wdzięczna, że starczyło czasu, żeby tu dotrzeć, że jest ładna pogoda - a jak sprawdzałam prognozy przed wyjazdem, to miało cały czas lać. Tylko ból sprawiał mi fakt, że siadała mi właśnie bateria w aparacie i musiałam oszczędnie cykać fotki. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Glasgow - przyjdźcie tu, koniecznie!!!
Potem trzeba już było wracać do hotelu. Żałuję, że nie starczyło czasu, żeby zobaczyć okolice rzeki. Kto wie, może jeszcze kiedyś? ;)
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 12 listopada 2018 22:57:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14194
Skąd: Poznań
Ale świetna ta katedra a jeszcze lepszy cmentarz! On jest na takim wyniesieniu? I jeszcze to niskie słońce... super!

_________________
Czemu młody poeta myśli wyłącznie o kobietach?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 12 listopada 2018 23:54:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Tak, cmentarz jest na wzgórzu.
A co do słońca, to prawda - letni zmierzch w Szkocji jest dłuższy i piękniejszy niż u nas. Zdążyłam się już (w tempie błyskawicznym) uzależnić od wyjazdów na północ - kiedy w Polsce dni się już skracają, wyskok gdzieś, gdzie wciąż są dłuższe jest super!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 13 listopada 2018 17:43:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 6421
:bukiet:
Fengari pisze:
'Jeszcze kawałek'

he, he skąd to znam
jak nie będzie za tym zakrętem, wzgórzem to zawracam
dekalog tych co się nie przygotowują skrupulatnie do wypraw :mrgreen:

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 13 listopada 2018 20:08:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
A jak! :D :D :D
Ale skłamię, jak powiem, że całkiem mapy nie miałam. Miałam, ale małą, niezbyt szczegółową i ze zbyt małymi literkami, żebym mogła odczytywać napisy bez problemu. Niewiele było z niej pożytku...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 16 marca 2019 21:36:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Dzień III

Ten dzień zaczął się od pysznego śniadania w hotelu - pierwszy raz miałam okazję zjeść typowe szkockie śniadanie, w dodatku z szerokim wyborem dobroci. W tym pożarłam dwie rzeczy, które nie wiem, czym były, ale wyglądały smakowicie i smakowały zgodnie z tym, co wygląd obiecywał. :)
Wyjście z hotelu odwlokłam do ostatniej dozwolonej minuty - i tak miałam przed sobą długie czekanie na pociąg. Na dworcu okazało się, że nie ma normalnych kas, tylko same automaty. Nie lubię automatów i nie ufam im, chyba zapłakałabym się na śmierć, gdyby nie to, że kiedy byłam wcześniej w Poznaniu, Arasek pokazał mi jak się z tego ustrojstwa korzysta i byłam już nieco oswojona. Potem jeszcze trochę stresu, żeby znaleźć peron - niektóre pociągi miały swój jasno oznaczony, a ten mój jakoś nie bardzo - ale obsługa na szczęście pomogła. :)
Ostatecznie zajęłam miejsce przy oknie i w drogę... Pierwszy mijany loch nie zachwycał. Zarośnięty jakimś burym świństwem wyglądał brudno i brzydko. Na szczęście wreszcie się skończył, a potem... potem były już tylko 3 godziny jazdy najpiękniejszą trasą kolejową w życiu, z najbajeczniejszymi widokami za oknem ever. Jedno wielkie 'Wow!' i opad szczęki. Góry, jeziora, doliny, wrzosowiska... wszędzie by się chciało wysiąść i tam właśnie pójść, dalej w wzwyż i dalej w głąb...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Kiedy dojechałam w końcu do Fort William, stało się niestety to, czego się całą drogę obawiałam - tu nie było aż tak pięknie, jak w tych wszystkich mijanych wcześniej okolicach. No cóż, trzeba mu jednak dać szansę i zobaczyć, co oferuje przy bliższym poznaniu. Zresztą, póki co nie było miejsca na marudzenie, bo wraz z przybyciem na stację oczom moim ukazały się po kolei dwie rzeczy, które przeniosły mnie do nieba. Druga z tych rzeczy - to odjeżdżający właśnie parowóz! Od dawna polowałam na taki widok, nigdy wcześniej żem takiego zjawiska na oczy nie widziała! Czad!
O pierwszej z tych rzeczy nie odważę się tu napisać jasno, ale aż mi taka gula w gardle stanęła ze wzruszenia... Trzy osoby w jednym... Miasteczko, a skądże ty nas znasz? Cóż, to lato przyniosło iluzję, że stare dobre czasy jeszcze mogą wrócić... Niestety, skończyło się. Nic już nie wróci, nie wrócą tamte czasy, nie wybrzmią już tamte dźwięki... jestem spalona, skreślona, skończona. Już po wszystkim…
No dobrze, czas wrócić na ziemię. Ruszyłam do swojego hoteliku i nie znalazłabym go nigdy, gdybym nie spytała w końcu kogoś o drogę. Lokalizatory internetowe pokazywały jego położenie gdzie indziej, a on sam nijak nie był oznakowany. Mój pokój okazał się bardzo mały, co mnie początkowo rozczarowało po tych niespodziewanie wielkich salonach, jakie mi się trafiły w Bydgoszczy i Glasgow. Ale był tak wygodny i funkcjonalny, że wkrótce go pokochałam.
Tymczasem było jeszcze dość wcześnie, więc myślałam, że tego dnia sporo mi się uda zobaczyć. Ruszyłam do centrum miasteczka, które okazało się bardzo śliczne i pełne uroku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Wkrótce jednak zmarnowałam tu całkiem dużo czasu, szukając obiadu - niestety mają tu stanowczo za dużo turystów a za mało knajp - wszędzie komplet gości i kolejki oczekujących (może to pomysł na życie? przeprowadzić się tu i otworzyć knajpę?) W końcu poddałam się i wylądowałam w McDonaldzie, czego od początku chciałam uniknąć – bo ileż można?
Długo szukałam też przejścia na drugą stronę szosy, tak, żeby się dostać do jeziora. Udało się, zawędrowałam do pozostałości po forcie - bardzo mizernych już, największą atrakcję tu stanowiły śmieszne małe armatki. Niestety nie wiadomo kiedy upłynęło strasznie dużo czasu i mogłam już zapomnieć o planach typu - 'a może by tak spróbować wleźć na tą górę, która się wznosi nad miastem?' Jeszcze musiałam kupić coś na śniadanie na następny dzień i trzeba było wracać do hotelu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 17 marca 2019 22:08:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 11 lutego 2009 23:19:00
Posty: 1177
Skąd: Warmia/Poznań
fajnie Fen, że się odważyłaś i pojechałaś :D Twoje zdjęcia są takie realne, nie to co w jakiś Travlerach czy National Geographic.
Ja nigdy nie byłam w Wielkiej Brytanii, ale ostatnio zamarzył mi się Liverpool pod wpływem powrotu do muzyki Beatlesów. Nawet są loty z Poznania.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 marca 2019 11:29:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14194
Skąd: Poznań
Tak, piękne zdjęcia. Te tereny po drodze wyglądają jak przestrzenie Rohanu!

A Fort Wiliam bardzo fajny. Prawdę mówiąc, bardziej mi się na Twych zdjęciach podoba niż surowy Edynburg.

_________________
Czemu młody poeta myśli wyłącznie o kobietach?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 22 marca 2019 21:57:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Dzięki Wam! :)
marcela pisze:
Twoje zdjęcia są takie realne, nie to co w jakiś Travlerach czy National Geographic.

Nie no, moje zdjęcia to tylko zwykła amatorka popełniona zwykłym kompaktem, a National Geographic to piękna full profeska! Chciałabym robić takie foty, jak oni, choć z drugiej strony nie chciałabym zasuwać po krajobrazie z żadną wielką, profesjonalną armatą. Wystarczy mi leciutki aparacik i po kilku godzinach wściekły ból szyi gwarantowany. Że nie wspomnę o tym, że robię mnóstwo zdjęć i jeszcze jakbym przy każdym musiała spędzić kupę czasu na ustawienia, to chyba byłby koniec świata...
arasek pisze:
A Fort Wiliam bardzo fajny. Prawdę mówiąc, bardziej mi się na Twych zdjęciach podoba niż surowy Edynburg.

Heh, to jednak zupełnie inny gatunek miejscowości i dla mnie ich charakter jest nieporównywalny. Edynburg to duże miasto, jak na stolicę przystało, a Fort William to małe miasteczko, takie ichniejsze Zakopane. Do Edynburga się jedzie pooglądać zabytki, a do FW - żeby mieć bazę wypadową w góry. A jak przy okazji tu też trafią się szacowne zabytki i ogólnie jest ślicznie - to już tylko bonus od życia. ;)

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 23 marca 2019 23:13:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Dzień IV

Wśród moich planów wyjazdowych było odwiedzenie Inverness i jeziora Loch Ness. Postanowiłam, że zrobię to dziś, żeby odleglejsze wycieczki mieć już za sobą.
Nie bardzo pamiętałam, o której jedzie tam autobus, więc po prostu poszłam rano na przystanek. Przy okazji znów trafiłam na parowóz, stał dość długo na peronie, dymiąc i szykując się do odjazdu. :) Na przystanku źle zrozumiałam rozkład, zdało mi się, że autobus powinien być o 10, czyli za niedługo. Siedzę sobie i czekam, dziwię się tylko, że nie ma nikogo innego. 10 minęła, autobusu nie ma, ale podobno one w Szkocji nie są zbyt punktualne, więc czekam dalej... Brak innych ludzi jednak niepokoił na tyle, że postanowiłam przyjrzeć się rozkładowi jeszcze raz. A niech to, wygląda na to, że patrzyłam nie tam, gdzie trzeba, co za porąbane rozkłady... A autobus będzie dopiero o 11.30.

Obrazek

Skoro miałam jeszcze trochę czasu, to poszłam na spacer w kierunku jeszcze nie zwiedzonym. Dotarłam nad jezioro w miejscu dużo ładniejszym, niż wczoraj, był tu zagajnik i zachęcająca droga, zwała się Great Way, czy jakoś tak, choć nie była wcale wielka, była wąską leśną dróżką, choć dobrze utrzymaną. Niestety nie mogłam zabawić tu zbyt długo, jeśli chciałam jednak na swój autobus zdążyć. Tym razem czekał tu tłum ludzi, upewniając, że ta godzina jest właściwa. Stanęłam w kolejeczce, no i co? I dupa. Wolne miejsca się skończyły, pani z obsługi radzi kupować bilet wcześniej, o tam - pokazuje gdzie. Kilku pasażerów, w tym ja, odeszło z kwitkiem...
Ech, no cóż, w takim razie wróciłam na odkrytą wcześniej drogę, według mapy miała prowadzić do ruin Inverlochy Castle i chyba nawet jakiś drogowskaz to potwierdzał.
Ścieżka wkrótce wyszła z zagajnika i prowadziła przez malowniczą łąkę, było pięknie, szłam sobie radośnie, w oddali znów zobaczyłam parowóz, umoczyłam wszystkie 4 kończyny w jeziorze (jezioro nie dotknięte nie liczy się!), super.. I nagle trach! Koniec drogi! Tzn. droga owszem, biegła sobie w najlepsze przed siebie, ale wyrósł płot, brama, zagrodzone, przejścia nie ma! W oddali przed sobą faktycznie widzę jakieś ruinki, ale dojścia do nich brak. :( Co za chamstwo, myślę sobie, nadać drodze nazwę, wskazać ją drogowskazem, podczas, gdy ona w połowie jest prywatna i wcale się nią do zamku dotrzeć nie da! Rozglądam się jeszcze, czy nie da się tam dostać jakoś inaczej, ale wygląda na to, że tylko szosą, a na tą opcję nie mam najmniejszej ochoty.
Jestem rozżalona i mam poczucie głupio straconego czasu. "Chyba mnie jednak ten Fort William nie lubi, bo odkąd tu przyjechałam, nic mi nie idzie tak, jakbym chciała." Chociaż trochę jednak to myślenie niesprawiedliwe jest, bo przecież ten kawałek Wielkiej Drogi, który pokonałam, całkiem ładny był i wart zobaczenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Zastanawiam się, co dalej. Na Ben Nevisa nie dam rady wleźć, to wiadomo, ale na coś wleźć by się przydało. Rozważam dwie opcje - górę królującą nad miastem (o, tu też mają Krowiarkę! ;) ) albo jednak szlak na Benka, z założeniem, że wlezę na tyle daleko, na ile zdołam. Druga opcja wygrała, liczyłam na ciekawsze widoki. Tam można kawałek podjechać, ale nie mam już siły szukać właściwego przystanku, zresztą autobusy rzadko jeżdżą a odległość do zaoszczędzenia niezbyt wielka. Jak tylko mogę, uciekam od asfaltówki, trafiam na jakieś miniaturowe Stonehedge (znane już z wątku zagadkowego), malowniczą wąską ścieżkę wzdłuż potoku, piękny prawie-wodospad. ;)

Obrazek


I docieram do przecudnych hal, gdzie zaczyna się szlak. Murki, owieczki, odcień zieleni trawy na pierwszym planie, szczyty górskie w tle zachwycają - takie widoki to tylko w Szkocji! Napstrykałam mnóstwo zdjęć i nie mogłam nasycić się krajobrazem.
Niestety wtedy zaczęła się psuć pogoda i więcej już potem było deszczu niż przejaśnień. Na szczęście był to w zasadzie jedyny dzień, kiedy mokłam, wbrew prognozom, które sprawdzałam przed wyjazdem i które wieściły, że będzie lać cały czas.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szlak wiódł łagodnie i leniwie pod górę, nie męcząc w ogóle. W końcu jednak zaczął mi się dłużyć. Bo szłam, szłam i szłam a krajobraz, odkąd zostawiłam za sobą pastwiska, w zasadzie się nie zmieniał. Dolina owszem, piękna, urzekała sielską łagodnością i niespotykaną w Polsce U-kształtnością, ale z drugiej strony jej wygląd na tym odcinku nie był aż tak różny od tego, co można spotkać u nas, żeby warto było dla niej jechać na taki koniec świata. (Chociaż teraz, jak patrzę na te foty, to myślę, że straszliwie czepialski nastrój musiałam wówczas mieć i coś mi na mózg padło…) Byłam coraz bardziej niezadowolona z tego dnia i z tego, że w tej okolicy mogłam go spędzić na mnóstwo ciekawszych sposobów. Zwłaszcza, że robiło się już późno i wiedziałam, że nie zdołam dojść do żadnego miejsca, z którego widoki uległyby zmianie. Czułam, że powinnam zawracać, ze względu na czas, ale szkoda mi było, póki nogi same niosły - to taka rzadkość u mnie w górach. W końcu doszłam jednak do miejsca, gdzie szlak skręcał i zaczynał się piąć wzwyż bardziej stromo. I tu z żalem się postanowiłam z nim pożegnać. Na tym odcinku szybko bym wysiadła, wlokłabym się mega wolno, dotarcie do innych widoków zajęłoby mi pewnie ze dwie godziny a na to naprawdę nie miałam już czasu, jeśli chciałam jutro rano wstać i gdziekolwiek dotrzeć. Zawróciłam, a kiedy namierzyłam na mapie punkt tego zwrotu, załamałam się tym, jak niewielki odcinek drogi w sumie pokonałam. Nazwałam go Punktem Hańby i z nosem na kwintę powlokłam się w dół.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Humor poprawił mi się dopiero, kiedy znów dotarłam do pastwisk - bo tu było naprawdę po szkocku pięknie i niepowtarzalnie. Bawiły jeszcze mijane po drodze wielkie torby z głazami w środku. Po co ktoś je tam spakował? Tak się w tym kraju szlaki oznacza, czy co? ;)

Obrazek

Kiedy już dotarłam do terenów zabudowanych, zastanawiałam się, czy znajdę drogę powrotną do domu. Nie bardzo pamiętałam, którędy szłam w poprzednią stronę. Ale jakimś cudem wróciłam po własnych śladach i jeszcze w międzyczasie znalazłam knajpkę nie aż tak zatłoczoną, jak te w centrum, znalazło się tam dla mnie wolne miejsce i zjadłam w końcu normalny obiad.

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 30 marca 2019 22:19:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Dzień V

Dziś uznałam, że czas zobaczyć Glen Coe, główny cel tego wyjazdu. Postanowiłam być przezorna, nie powtarzać błędu z wczoraj i poszłam kupić bilet na autobus do centrum obsługi klienta, zamiast u kierowcy autobusu. Zadowolona z siebie dotarłam na miejsce odpowiednio wcześnie, przede mną była tylko jedna osoba w kolejce, pięknie. I... i dupa. W punkcie obsługi pracowała tylko jedna pani, robiąca jednocześnie za sprzedawczynię biletów jak i informację turystyczną. A pani z kolejki przede mną należała do tych uroczych osób, które jak się dorwą do 'swojej' usługi, to muszą wykorzystać ją na maksa i w głębokiej dupie mają całą resztę świata. Zadawała pierdyliardy pytań o co się tylko dało, nic sobie nie robiąc z rosnącej kolejki ludzi, którzy w większości przyszli tylko po bilety i zwyczajnie chcieli na coś zdążyć. Kiedy tam weszłam, już gadała, kto wie ile czasu, z panią obsługującą. Ja czekałam, aż skończy, całe pół godziny, z zegarkiem w ręku, bez najmniejszej przesady. Autobus do Glen Coe dawno już pojechał. Byłam jednak pod wrażeniem wiedzy informatorki, która potrafiła na te wszystkie durne pytania z głowy odpowiedzieć, włącznie z takimi w stylu: 'A jak pojadę do miejscowości X, to którędy dojdę tam do sklepu Y?' Szacun.
Wreszcie to ja dorwałam się do swojej usługi. Nie pozostało mi nic innego, jak zmienić plany na dziś i kupić sobie bilet do Inverness. Przy okazji postanowiłam sobie od razu kupić bilet na jutro do Glen Coe, żeby uniknąć podobnej sytuacji, niestety pani spytała mnie, czy chcę jechać do v..., a ja ją źle zrozumiałam, bo słowa valley i village zawsze mi się ze sobą myliły. W dodatku pani użyła też słówka junction, którego prawdziwe znaczenie całkiem wyleciało mi z głowy, intuicyjnie natomiast bardzo ono mi pasowało na określenie wejścia do doliny. W rezultacie pani doradziła mi jechać lokalnym autobusem, na który bilet kupuje się tylko u kierowcy, a ja wyszłam cała szczęśliwa, że dojadę bliżej celu.
Ok, ale to zostawmy na jutro, dziś szczęśliwie wpakowałam się do autobusu do Invi i cieszyłam się, że wreszcie udaje mi się realizować jakiś punkt zaplanowanego programu. Martwiło mnie tylko to, że od rana cały czas lało, ale póki co podziwiałam świat zza bezpiecznych okien autobusu. Najpiękniejsze mijane jezioro wcale nie było Lochem Ness. Szkoda.

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie musiałam przyznać rację tym, którzy Loch Ness uważają za przereklamowane, spodziewałam się tego, ale musiałam tam pojechać. Musiałam stanąć oko w oko z jedną z najsilniej działających na moją wyobraźnię legend z dzieciństwa. Bo słynny potwór zamieszkujący owo jezioro był jednym z moich największych, a zarazem najbardziej ulubionych strachów, wiecie, ten dreszczyk od którego włosy się jeżą na karku, tajemnica, zagadka, która nie daje spać po nocach, groza, która czai się w kącie, a zarazem fascynuje, przyciąga, rozpala wyobraźnię... Zawsze chciałam stanąć nad brzegiem tych mrocznych wód skrywających mroczny sekret... Tymczasem mijam to całe Loch Ness za oknem i nie widzę w nim żadnego mroku, żadnej posępności, jest jaśniejsze i łagodniejsze od innych tu oglądanych... i mniej od nich piękne niestety.

Obrazek

Docieram do Inverness, deszcz szczęśliwie przestał padać zanim wysiadłam z autobusu i mam przed sobą godzinę na zwiedzenie miasta. W internecie wyglądało na tyle ładnie, że długi czas się wahałam, czy na docelową miejscowość tego pobytu wybrać je, czy Fort William. I w istocie, jest tu sporo pięknych i ciekawych rzeczy, ale myślę, że tej godziny starczyło, żeby zobaczyć to, co najważniejsze. Oczywiście nie wykluczam istnienia różnych perełek i skarbów, które można by odkryć dopiero przy dłuższym pobycie, ale ogólnie cieszę się z podjętej decyzji i wyboru FW jako bazy wypadowej. Tymczasem, niespodziewanie dla siebie, zabłądziłam w Invi - wydawało mi się, że droga z dworca nad rzekę jest wyjątkowo prosta, a tu nagle okazało się, że nie umiem wrócić i najadłam się strachu, że nie zdążę na autobus. Nie lubię pytać ludzi o drogę, ale nie miałam wyjścia, na szczęście pomogli i udało się, byłam na dworcu na czas. :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze mnie w tym mieście zdążył uraczyć widok wyjątkowo pięknego nieba.

Obrazek

Następnym celem do zwiedzenia tego dnia był Urquhart Castle. Z racji takich, a nie innych możliwości komunikacyjnych nie miałam zbyt wielkiego wyboru, na zwiedzenie tego zamku nie mogłam przeznaczyć więcej, niż godzinę. Pozornie wydawało się, że to aż nadto. Na miejscu okazało się, że jednak dość mało. Ruiny te są dużo bardziej rozbudowane, niż się na pierwszy rzut oka, z daleka wydaje, toteż musiałam zwiedzać je w biegu i nie starczyło mi czasu, żeby zejść do lochu. Nie mam pojęcia, co w tym lochu się kryje, być może nic, ale i tak żałuję. ;) Za to zeszłam do Locha i zanurzyłam w nim ręce - jezioro nie dotknięte nie liczy się! Z tego miejsca wyglądało ono zresztą całkiem efektownie, dużo lepiej, niż z okien autobusu. Tu już można było dostrzec w nim pewien majestat i jakąś dawkę grozy. Potwora niestety nie było i czuję się oszukana. Powinni uprzedzać, że on nie zawsze wypływa, żądam odszkodowania! Niemniej jednak sam zamek bardzo, bardzo malowniczy i naprawdę warto było tu przyjechać. Jedyną wadą tego miejsca są dzikie tłumy turystów. Pewnie lepiej byłoby odwiedzić je poza sezonem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kiedy wsiadłam do powrotnego autobusu, zaczęło lać. Miałam dziś naprawdę szczęście z tą pogodą, cały czas łażenia i zwiedzania spędziłam pod suchym i ciepłym słoneczkiem. :)

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 04 kwietnia 2019 19:02:23 

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:10:43
Posty: 3464
Chce się jechać... :brawa:


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 156 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group