Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 27 lutego 2021 13:35:58

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 156 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 16:13:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 23144
super zdjęcia!!!

nasze poszły do skanowania wlaśnie. jeszcze trochę :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 16:20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6623
Zdjęcia przepiękne, Kacper! :brawa:


Nasze zdjęcia pewnie pojawią się jutro, skany Krejzich też jutro będą gotowe, a pojawią się po wyprawie 3 zapewne.

_________________
Kto powołał na dyrektora Trójki człowieka, który nie rozumie pytania 'kto'?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 16:35:20 
Eno, dzięki - ale zdjęcia *naprawdę* dobre to są dopiero w porządnej rozdzielczości... Skorzystałem z TinyPika i okazało się, że coś się stało i foty zostały zmniejszone do rozmiarów rzeczywiście "tiny".....

Za radą Boskiego pokażę niżej tylko próbkę z pełnowymiarowego Imageshack.

Zdjęć jest ok. 600, z czego dobrych jest całkiem sporo. Przesyłki na CD do Warszawy i Poznania polecą w poniedziałek, bo dziś już nie dam rady kupić płyt.

Portret:

Obrazek

Kolorowe rośliny:

Obrazek

Krajobraz:

Obrazek




EDIT: ej! Co jest! Czemu te foty takie małe! Kazałem Imageshackowi dać w dużej rozdzielczości..... Nie wiem co jest grane :-(


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 16:43:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 14 lipca 2006 17:50:48
Posty: 58
Skąd: Moody Blues, the
:nonono: do Wontrob to pielgrzymki widze

a do mnie do Birmingham to sie baly przyjechać????? :x

_________________
I'm a xes machine
I can do anything


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 16:48:18 
Xes, byliśmy w Birmingham w nocy w piątek 21 lipca. Albo spaueś, albo nie laueś, jeśli nie zauważyueś naszego bolidu na ulicach swego miasta.

Przy okazji - zauważyłem na youtube, że masz coś na bucie! Sprawdż!
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Dziękuję za ukłon

!


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 17:06:57 
To jeszcze króciutkie i bardzo słabej jakości video z koncertu Soundropsów w Six Bells. Jakość beznadziejna, bo filmowane toto aparatem, a nie kamerą...

http://www.youtube.com/watch?v=N-J2UBUxRsk

PS. Morella: sprawdź priva ;-)


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 17:26:25 
W Szkocji ludzi było wszędzie mało, 3Bajku, a wyjaśnienie akcji 'gopru' masz stronę wcześniej w opisie Dnia Trzynastego.

Najbardziej zniechęcający do wszystkiego tłum był w historycznej części Cambridge, ale wystarczyło przejść się pół godzinki na Łąki Grantchesteru i już było jak w raju :-) Sporo ludzi, ale jeszcze w normie 'do przeżycia' było w Liverpoolu. Dzynie najgorzej wspominają Londyn, ale tam to wiadomo jak jest hehe...


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 11 sierpnia 2006 21:03:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:09:25
Posty: 6873
Skąd: z Nepalu
Ale zajebiście klimatyczne miejsca! Gero nowa gitara?

_________________
Auto, winda, kibel, molo
Ławka, kino,basen, szkoła


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 16:05:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3952
Skąd: Warszawa
K.T.W.S.G. pisze:
mając Maca możesz zrobić wszystko to co chcesz!

K.T.W.S.G. pisze:
Skorzystałem z TinyPika i okazało się, że coś się stało

K.T.W.S.G. pisze:
ej! Co jest! Czemu te foty takie małe!


:-)
Koniec offtopu. Kolejna porcja fajnych fotek...

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 16:25:51 
Bogas, zrobiłem próbę z Toshibą i jest dokładnie to samo. Nie wiesz jak to zmienić...? Kiedyś jak się wklejało zdjęcia przez TinyPica i ImageShack, to miały one oryginalne wymiary (czasem wręcz za duże i rozjeżdżające ekran). Teraz - nawet po zmianie docelowej rozdzielczości w przypadku Imageshack - są tylko takie kurduplowate....

Jak się dowiem jak wkleić zdjęcie w pełnym wymiarze, to wrzucę tu kolejne foty!


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 16:52:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3952
Skąd: Warszawa
Domyślam się, że to niezależne od komputera, ale nie mogłem sobie odmówić przyjemności :-) A tych serwisów nie używam, więc nie wiem więcej niż Ty.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 18:08:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 7360
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
piątek

Po serii dni z załatwianiami różnych rzeczy - spokojny poranek w domu w W-wie. Do świadomości nie potrafi dotrzeć informacja, że wieczorem będziemy zupełnie gdzie indziej...
Okęcie. Spotkanie z Izą i Krzyśkiem (i komitetem pożegnalnym w składzie - Morella i Bogus), którzy upierają się, że karimaty to bagaż podręczny (wtedy jeszcze to przeszło, teraz loty do Wielkiej Brytanii są mniej bezstresowe...)
Wylot. Kabaty z lotu ptaka. Bałtyk. Dania. Morze Północne. I po dwóch i pół godzinach - Szkocja.
Z lotniska do miasta jedziemy piętrowym autobusem. Jak na turystów z kontynentu przystało - włazimy na piętro, które okazuje się puste.
Obrazek

(Aby zobaczyć większy obrazek, trzeba kliknąć na miniaturę. Aby zobaczyć obrazek w lepszej jakości, trzeba zobaczyć zdjęcia w naszym archiwum zdjęć papierowych.
Początkowo miał być utworzony album ze zdjęć naszych i Crazyowych, stąd podpisy, ale jednak jest ich zbyt dużo, a nie umiem zrobić lepszego doboru...
)

Dojeżdżamy do stacji Haymarket, skąd mamy blisko do naszego schroniska. Miasto wita nas zapachem fermentującego jęczmienia (później dowiedziałem się, że to z browaru).
Schronisko okazuje się klasycystycznym (styl georgiański, czy jakoś tak) budynkiem.
ObrazekObrazekObrazek
Zresztą, zasadnicza część centralnego Edynburga jest jednym klasycystycznym (oświeceniowym) zespołem kamienic ustawionych przy pomocy linijki i cyrkla.
Obrazek
Co dosyć szybko okazuje się nudne...
Z okna widać katedrę mariacką.
Obrazek
Po zalogowaniu się w schronisku wybraliśmy się z Izą i Krzyśkiem na miasto. Zaczęliśmy od ww. katedry, gdzie załapaliśmy się na anglikańskie (prezbiteriańskie) nabożeństwo. Wnętrze w istocie nie różni się od neogotyckich kościołów katolickich – świeczki przed ikoną Marii, obrazy świętych itd.
Następnie zwiedzanie edynburskiej starówki – Starego i Nowego (tj. klasycystycznego) miasta z zamkiem w centrum...
ObrazekObrazek
Kolacja - "Steak and Ale Pie". Kawał góralskiego żarcia.
Następnie rozdzielamy się do swoich noclegów.

sobota
Crazyowie wyjeżdżają, a my kontynuujemy zwiedzanie Edynburga. Rzeka Leith z dzikimi, zabluszczonymi łęgami i miejscowymi skaczącymi do wodospadu. Góra Arthur's Seat i in.
Obrazek
Widok na Arthur's Seat (z prawej strony szkocki parlament, z lewej – wciąż używany pałac królowej).
ObrazekObrazek
I widok z góry.
Obrazek
Łąki – jedno z nielicznych zielonych miejsc, do których można wejść nie płacąc za klucz.
Obrazek
Taniec szkieletów.
Obrazek
Zegar ogrodowy.
Obrazek
I wszechobecne mewy.
Akurat to Edynburg tego lata stał się wybiegiem dla krów z Cow Parade. Mam wrażenie jednak, że tam były mniej "artystyczne" niż w Warszawie, ale za to bardziej wpasowane w otoczenie (krowa w todze przy galerii klasycznej, krowy w barwach picassowskich przy galerii współczesnej, krowa z planem miasta przy informacji turystycznej itd.) Ponieważ zaś artyzm tych krów jest co najmniej kontrowersyjny, to wolę już tamto rozwiązanie...
No i wszechobecny na ulicach język polski...
niedziela
Niedziela w dużej mierze polegała na jeździe autobusem do Fort William. Widoki. Najpierw zwykłe krowy holenderki, potem krowy rasy aberdyńskiej i wreszcie krowy rasy Scottish Highland.
Przejazd autobusem przez Glen Coe. Drugi brzeg morza. Fort William.
Okazało się, że z okna też mamy widok na spiczaste wieże kościelne.
Fort William jest reklamowane jako miejsce wypadowe na do Glen Nevis i na Ben Nevis (spolszczając: Nevisową Dolinę i Nevisowy Wierch). Jedyne szerzej nagłośnione atrakcje antropogeniczne to jakaś destylarnia whisky i zespół śluz na ujściu Kanału Kaledońskiego w pobliskim Banavie. Z mapy jednak zauważyłem punkt podpisany jako Castle, więc postanowiłem się tam wybrać.
Po drodze typowe szkockie widoczki:
ObrazekObrazek
Obrazek
(dwujęzyczna tablica)
I wreszcie doszliśmy do ruin średniowiecznego zamku Inverlochy, świadka kilku bitew.
ObrazekObrazekObrazek
Obrazek
(zanokcica rosnąca w ścianie)

poniedziałek
Wycieczka wzdłuż rzeki Lochy.
ObrazekObrazek
Obrazek
Widok na Ben Nevis (albo coś w okolicach, bo sam The Ben zwykle jest niewidoczny).
Szkocki cmentarz (por. http://ultimathule.nor.pl/viewtopic.php?p=100281#p100281)
Obrazek
Obrazek
W centrum – królik cmentarny.
Spotkanie z Izą i Krzyśkiem oraz Asią i Kacprem.
Wyjazd do Fort Augustus. Zanurzenie butów w Loch Ness. (Krzysiek zanurzył trochę więcej.)
Obrazek
Wyprawa w poszukiwaniu lepszego dostępu do jeziora.
Obrazek
Sztuczna (prehistoryczna) wyspa.
Obrazek
Obrazek
Góralska krowa.
Powrót do miasta. Oglądanie działania śluz.
Obrazek
Zwodzony (obrotowy) most.
Powrót do Ft. William. Iza i Krzysiek tym razem śpią z nami. W naszym schronisku hinduska rodzina okupująca kuchnię w różnych porach dnia i nocy itd. (Noc wcześniej nocowała z nami Amerykanka podróżująca po Szkocji, która na wzmiankę o wybieraniu się do Ardvasar powiedziała, że tam można zaliczyć foki, a w tym celu trzeba je zajść od tyłu i spuścić się z klifu.)

wtorek
Wyjazd do Glen Coe. Zostawienie plecaków w schronisku i wyruszenie na łatwą przechadzkę, w której raz jest trudniejszy fragment, ale "oznacza to co najwyżej, że trzeba czasem użyć rąk"...
Początki były zachęcające. Kacper co rusz sprawdzał, ile przewyższenia już zrobiliśmy, a ile przed nami. Gero opowiadał o swoim podejściu do turystyki, Crazy tłumaczył, czemu Mullholand Drive lubi, ale nie wielbi, a Kacper, czemu lubi i wielbi. Ja oglądałem meszki przyklejone do liści tłustoszy. I tak dalej.
Obrazek
I robiliśmy sobie zdjęcia na tle gór otaczających Glen Coe.
ObrazekObrazek
Po dojściu na górę – kolejne postoje.
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
A widoki – niezapomniane:
Obrazek
(małe rude punkciki to jelenie)
Obrazek
Jeden ze żlebów rozważanych jako zejście awaryjne...
Obrazek
Widok na dolinę.
Obrazek
Następnie – brak zdjęć, bo nasza uwaga była skupiona na tym, jak przejść kolejne granie, kominy, turnie, trawersy i co tam jeszcze.
I po kilku godzinach – zejście...
Obrazek
Odkryłem, że ślizganie się po trawie jest bardzo fajnym sposobem na odciążenie kolan, a powstająca wówczas zielona plama na tylnej części ubrań nie jest bardzo trwała ;-)
Powrót do schroniska. Zmęczenie, z potykaniem się na prostej drodze. Zresztą, już w połowie trasy przez Aonach Eagach (słynne z bycia najwęższym grzbietem Wlk. Brytanii) stało się jasne, że planowana na następny dzień dłuższa wyprawa jest odwołana ;-)
(Po powrocie przeczytałem kilka opisów analogicznych wypraw. W większości pojawiały się podobne motywy – nastawienie na łatwą przechadzkę i zderzenie z brutalną rzeczywistością.)

środa
Odwiedziny u szóstki biwakującej w Glen Coe.
Po zeszłodniowych megamanewrach – zawias nad strumykiem.
Wspinaczki na ścianach jaru. Pływanie w strumyku. Prezentacja rosiczek. Opowieści o wiedźmie.
Obrazek
Obrazek
(Wrzośce, wełnianki, storczyki – stuplamki).
ObrazekObrazekObrazek
Leniwy odpoczynek.
ObrazekObrazek
Soundrops
No i wreszcie króciutka przechadzka.
Obrazek
W tle Aonach Eagach.
ObrazekObrazek
Za plecami jar, w którym Crazy i Kacper szukali Golluma.
Następnie Kacper odwiózł część z nas do Glencoe Village, gdzie koło przystanku autobusowego z Crazym eksplorowaliśmy widok i smak nadmorskich marszów słonoroślowych, a zatoka przyszła ku nam. Następnie złapaliśmy autobus, dokonaliśmy obserwacji antropologicznych (Szkocja jest w tym samym kręgu kulturowym, co Polska – kierowcy też flirtują z młodymi pasażerkami) i wróciliśmy do naszego schroniska w Fort William (ale już bez Hindusów). Tam przekonaliśmy się, że luksus pralki może dać dużo przyjemności.
Opustoszone schronisko następnie przeżyło najazd amerykańskich dzieci.

czwartek
Rano – fotografie ze słynnym, zabytkowym, harrypotterowskim parowozem. Okazało się, że o ile lokomotywa w istocie ma ze sto lat, o tyle wagony są zabytkiem z lat... 70 XXw. Polskie osobówki znalazłyby w nich swoich kompanów. Laminaty, blacha i plastik.
Obrazek
Dwie godziny później my, Iza z Krzyśkiem i Morella z Gerem pojechaliśmy zwykłym dizlowym pociągiem jadącym dokładnie tą samą trasą (rzeczywiście – przepiękną) do Mallaig.
Stamtąd promem na wyspę Skye.
Obrazek
Na wyspie Skye – miejscowość Ardvasar z przysiółkiem Armadale, gdzie było schronisko otwierające się dopiero za kilka godzin, więc część poszła szukać dogodnego miejsca na obozowisko, a część przycupnęła na podwórku schroniska dokarmiając kosa.
Obrazek
Następnie ja z Moniką wprowadzamy się do schroniska, niepostrzeżenie zostając członkami szkockiego towarzystwa schronisk młodzieżowych (mamy legitymacje, jakby co ;-) ), a Iza, Crazy, Morella i Gero rozbijają obóz (do którego wkrótce dołączyli Asia i Kacper).
Wizyta w sklepie tuż przed jego zamknięciem (polskie przyzwyczajenia ze sklepami otwartymi do wieczora można jeszcze praktykować w miastach, ale na prowincji jest z tym ciężej). Wreszcie pan sklepowy nie ma radosnej, brytyjskiej intonacji z uśmiechem przyklejonym do "heloł" ;-)
Wycieczka lasem i łąkami.
Obrazek
Obrazek
(W tle posiadłość Morelli po jej zamążpójściu.)
Wieczór z kadzidełkami przeciwmeszkowymi p.o. ogniska, indyjskim piwem, śpiewaniem The Wall i in.
Powrót do schroniska tuż przed godziną policyjną.

piątek
Poranny sms od Morelli, że przemokli. Przede wszystkim przemokli mentalnie i odwołujemy wczesnoranny wyjazd na północ. Przenosimy to na wyjazd średnioranny.
Odwiedzamy ich. Po raz pierwszy w Szkocji trafiamy na porządny deszcz.
Obrazek
Przez prawdziwe, płaskie (dotąd wszystkie były na zboczach, więc były trochę odbiegające od wzorca) wrzosowiska dojeżdżamy do Portree.
Obrazek
To miało być zdjęcie klifu, ze mną na pierwszym planie, ale jakaś nieznajoma zaproponowała Monice, że zrobi nam zdjęcie obojga, więc głupio było odmawiać... i klifu w zasadzie na zdjęciu nie ma.
W Portree zmiana planów – grupa górska rezygnuje ze wspinaczki (pogoda), grupa nadmorsko-wrzosowiskowa rezygnuje z autobusowej pętli wzdłuż środkowopółnocnego Skye (zaczątki choroby lokomocyjnej, będącej skutkiem typowej dla tamtejszych kierowców autobusów brawurowej jazdy po serpentynach). W zamian przechadzka nad wzgórzem koło Portree. No i pożegnanie...
Powrót do Armadale. Nostalgia.
ObrazekObrazek

sobota
Poranny prom. Chwila w Mallaig. Typowe miasteczko portowe. Domki na tarasach nadmorskich. Łódki.
Obrazek

Pociąg z Mallaig do Glasgow.
Obrazek
Masyw Nevisa z innej strony.
Obrazek
Przejazd przez resztki Puszczy Kaledońskiej i Rannoch Moor – największe szkockie wrzosowisko. Niestety, susza dotknęła także i je. Gdzieniegdzie jest woda na powierzchni, ale widać, że powinno jej być kilkakroć więcej. W Glasgow przesiadka w pociąg do Edynburga. Znowu Edynburg. Znowu zapach browaru. Kolejna przechadzka po mieście. W weekendowy wieczór liczne grupy wystrojonych balowo (tematycznie - np. z aureolkami albo piórkami w określonym kolorze) Edynburżanek. Życie wieczorne miasta – puby prawie bez miejsc siedzących – wszyscy stoją z kuflami na ulicy.
I nagle poza głównym kompleksem georgiańskiego Nowego Miasta – współczesne miasto z centrami handlowymi, szkłem, betonem i aluminium.
Obrazek
Powrót do schroniska. Rozmowy sąsiadów. Nie znam niemieckiego, a wszystko rozumiem :-o (coś o walorach turystycznych Pragi). Długa pogawędka z Czechem (rosiczki, szopy, dropie, cietrzewie itp.)

niedziela
Znów lotnisko. Tym razem pod samolotem więcej chmur, ale najpierw widać wygasłe wulkany, z których jednym jest Arthur's Seat, a za kilkaset minut coś co wygląda jak Gopło, potem Zalew Włocławski (pytanie do forumowych znawców lotnictwa – czy zgadza się to z trasą lotów?), lasy chojnowskie, wyschnięta Wisła i Warszawa.
Obrazek

_________________
profanar la tumba al ritmo de la rumba


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 21:39:13 
Fajne zdjęcia i opisy, Piotrek! Mam nadzieję, że we wrześniu będę mógł zobaczyć komplet fotek na papierze! Szkoda tylko, że te thumnaile tak powoli się otwierają...


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 21:46:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 7360
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Crazy pisze:
pięknie śpiewaja psalmy i inne inwokacje...

panek pisze:
Zaczęliśmy od ww. katedry, gdzie załapaliśmy się na anglikańskie (prezbiteriańskie) nabożeństwo.


Sami też się włączyliśmy trochę, bo dostaliśmy odpowiednie ściągi. Chyba wchodząc do kościoła zachowaliśmy się inaczej niż typowi turyści (jakieś przeżegnanie się itp.), co wychwycił pan je rozdający.
Przy Credo na wszelki wypadek przeczytałem wcześniej, czy nie ma żadnych herezji :twisted:, ale nie było (nawet Święty Kościół Powszechny się pojawił). A na koniec pomodliliśmy się za królową i jej ministrów.
A śpiewy piękne – połączenie śpiewów kościelnych w stylu, który można usłyszeć w Polsce czy Włoszech z celto-brytyjskim stylem... Trochę jakby Clannad zaśpiewał repertuar Abba Pater.


Crazy pisze:
para Niemców, jakiś starszy tramp i jeszcze dwóch Austriaków,


Tak jakoś się składało, że im dalej na północny zachód, tym ich więcej. Drag nach Western?

K.T.W.S.G. pisze:
Chwyty są dobre,

Pod warunkiem, że umie się je wykorzystywać. Niniejszym chcę podziękować tu tym, którzy mnie pilotowali. Dzięki wam zrobiłem rzeczy niewykonalne. ;-)

K.T.W.S.G. pisze:
Piotrek byłby zadowolony

Wygląda na Sphagnum magellanicum, choć wcale tak być nie musi ;-)

K.T.W.S.G. pisze:
dzikie tunele rododendronów

Rzeczywiście - flora Wysp Brytyjskich jest pełna gatunków obcych. Nawet w stosunkowo dzikich miejscach pełno gatunków amerykańskich, południowo- i wschodnioeuropejskich, a nawet afrykańskich...

_________________
profanar la tumba al ritmo de la rumba


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 12 sierpnia 2006 22:13:33 
Kolejna porcja fot (niektóre zdublowane) - mam nadzieję, że teraz pójdą już we właściwej rozdzielczości.....

Na początek częśc dojazdowa i parę zdjęć z Ben Nevis:

Loch Lomond at the Gates of Dawn:
Obrazek

Dolina Glen Coe o poranku:
Obrazek

Schowane we mgle spaszty północnej ściany Ben Nevis:
Obrazek

Odpoczynek po morderczym podejściu na Carn Mor Dearg:
Obrazek

Obrazek

Nareszcie na szczycie! Obszerne wnętrza awaryjnego schronu na wierzchołku Bena:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam schron wyglądał tak:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I na koniec parę widoków spod granicy chmur:

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 156 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group