Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 20 czerwca 2018 03:26:49

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5 ... 10  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 18:37:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3640
Skąd: Warszawa
Na początek - Szwecja

A właściwie to jakaś tam mała część Szwecji - najdalej na północ dotarłem do Uppsali, wnioskuję więc, że tego, co w Szwecji najciekawsze pod względem krajobrazowym po prostu nie widziałem. Część południowa jest pod tym względem raczej nudna (a przynajmniej taka wydawała mi się wtedy, gdy piękna rzeczy zwyczajnych - o którym pisał Crazy w wątku chełmskim - zupełnie nie dostrzegałem). Owszem, wrażenie robi wielkość jeziora Vättern (Vänern pewnie też, ale tego już nie sprawdzałem), ale poza tym bez większych rewelacji. Ładnie prezentują się szwedzkie wsie i miasteczka - czysto, trawka, na trawniku często stoi sobie antena satelitarna, a żywopłoty całkowicie wyparły inne formy ogrodzenia. Na drogach prowadzących przez las i t-shirtach na straganach uwagę zwracają znaki ostrzegające przed łosiami. Z losowo wybranym Szwedem rąbiącym drzewo w miejscu, w którym turysta zapewne nie trafia się częściej niż raz na 20 lat można bez problemu dogadać się po angielsku. Z drugiej strony, fajnie byłoby móc się porozumieć po szwedzku, bo język ten należy do moich ulubionych. Gdyby nie lenistwo, pewnie rozważałbym naukę.

Generalnie jednak byłbym skłonny, mimo nieukrywanej sympatii dla tego kraju, uznać Szwecję za kraj mało interesujący turystycznie, gdyby nie Sztokholm. O, to jest miasto na ***** albo i więcej. Nie ma tam może mnogości konkretnych interesujących obiektów, ale Gamla Stan - Stare Miasto położone na trzech wysepkach oddzielających jezioro Mälaren od Morza Bałtyckiego - robi bardzo sympatyczne wrażenie.
Obrazek
link do fotki, jeśli się nie wyświetla
Przyjemnie łazi się wąskimi uliczkami na wyspie Staden, równie przyjemnie siedzi na nabrzeżu na Riddarholmen (na pierwszym planie na powyższym zdjęciu), oglądając charakterystyczną wieżę ratusza. Zamek Królewski może nie powala, ale wraz z operą i parlamentem (w którym ciekawie połączono stary elegancki gmachu z nowoczesną salą obrad - śmiem twierdzić, że wygląda to lepiej, niż piramida na dziedzińcu Luwru), jak również oddzielającym te budynki kanałem tworzy kompleks prezentujący się znakomicie.
Obrazek
link do fotki, jeśli się nie wyświetla
Rynek dość mały, ale właśnie takie lubię, więc kolejny plus. Oprócz tego kilka bulwarów z niebrzydkimi fasadami kamienic, ze szczególnym uwzględnieniem Strandvägen:
Obrazek
link do fotki, jeśli się nie wyświetla
A wszędzie widać, że całkiem sporo kasy przeznaczane jest na utrzymanie tego w porządku i świeżości. Położenie na wodzie powoduje skojarzenia z Wenecją. I choć w Sztokholmie nie ma tej klasy zabytków, to jednak dla mnie Sztokholm wygrywa to porównanie bez najmniejszych wątpliwości.
W obecnym centrum miasta jest już trochę gorzej - króluje taka typowa skandynawska nowoczesność sprzed 30 - 40 lat. Nie jest to nic obrzydliwego, ale też wielkiego zachwytu nie budzi. No ale nadal plus za utrzymanie tego (choć nie wiem, czy tak jest nadal). Spore wrażenie robi też ogromna hala Globen - zwłaszcza z autostrady, którą dojeżdża się do Sztokholmu z południa, wielka biała kula w środku miasta, zdecydowanie górująca na okoliczną zabudową, wygląda świetnie.

Innym miastom do Sztokholmu daleko.
Uppsala ma jeszcze jakiś klimat, gmach uniwerku również ok, jakieś ogrody w stylu Wilanowa, no ale niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Malmö to w sumie dość sympatyczne, choć pozbawione szczególnie godnych zapamiętania elementów, Stare Miasto - dwa ładne rynki (Stor i Lilla Torget, czyli Duży i Mały), ze szczególnym naciskiem na Mały (tak już mam), gotycki kościół św. Piotra i trochę większych lub mniejszych uliczek. I zupełnie nijaki zamek. Ogólne wrażenie było pozytywne, ale dawno tam byłem, a pamięć już nie ta, więc więcej nie pamiętam. Wniosek przedstawiłem w pierwszym zdaniu poświęconemu temu miastu. Od czasu mojego pobytu w Malmö powstał jeszcze tunelomost, którym droga wiedzie do Kopenhagi, no i wyglądający efektowie wieżowiec Turning Torsoe.
Göteborg - miasto, którego największą atrakcją jest wymowa jego nazwy przez autochtonów. Wszystko da się wyjaśnić prostymi zasadami, ale pierwsze wrażenie jest powalające :-) Poza tym Göteborg oceniam nieco wyżej niż Malmö - ze względu na kanały otaczające najstarszą część miasta. Z jednej strony wokół krętego kanału znajduje się niewielki, ale przyjemny park, natomiast z drugiej kanał jest szerszy, biegnie prosto, a po obu stronach rząd kamienic. Plus również za bardzo fajny stadion Nya Ullevi.
Dodać mogę jeszcze dwa zdania na temat mniejszego Helsingborga, gdzie na dość wysokim wzgórzu znajduje się wieża zamkowa, z której można obejrzeć sobie Sund i Helsingoer z zamkiem Kronsborg, o którym wspominał Crazy.

O Szwecji tyle. CDN...

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Ostatnio zmieniony pn, 26 lutego 2007 13:37:59 przez Bogus, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 26 lutego 2007 00:13:13 
bury pisze:
3 Bajku moj przyjaciel pojechal tam jakies dwa lata temu...wybieram sie do niego niedlugo tam na wakacje , to natrzaskam zdjec..

Zdjęcia nie to samo. Żal że nie jadę :( Pałam w kierunku Ciebie czystą, pełną zła i bezlitości, Zazdrością! :)


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 26 lutego 2007 17:37:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:14:22
Posty: 9021
Skąd: Nab. Islandzkie
Jak dla mnie w Szwecji jest tylko jedno ciekawe miasto - Sztokholm... W ogóle zaskoczył mnie fakt, iż ta znana na całym świecie stolica jest taka... mała :).
Jeśli mówimy o ciekawych miejscowościach, to warto wspomnieć o bardzo oryginalnym, ale dosyć specyficznym miejscu - postindstrialnym Norrköping.

W pobliżu starego Norrköping nad Motalą rozwinął się przemysł włókienniczy i papierniczy. W latach 70. i 80. XX wieku przemysł tradycyjny nie wytrzymał konkurencji na rynkach światowych, wiele fabryk w mieście zostało zamkniętych. Wzrosła znacznie liczba bezrobotnych, a w centrum miasta pozostały opuszczone hale fabryczne.
W latach 90. władze miasta przeprowadziły udany projekt rewitalizacji tej dzielnicy wprowadzając do niej nowe funkcje. Powstał tu m.in. Campus Norrköping, filia Uniwersytetu w Linköping (ok. 6 tys. studentów), w budynkach pofabrycznych powstały muzea, sala koncertowa, centrum kongresowe, przestrzeń biurowa. Cały obszar tworzy dobrze zagospodarowany obszar turystyczny zwany Industrilandskapet, czyli "Krajobraz przemysłowy".


Przyznam, że wygląda to bardzo fajnie - mógłbym wręcz uznać tą rewitalizacje za idealną :). Marzy mi się takie coś w naszej stoczni...

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 04 marca 2007 16:42:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3640
Skąd: Warszawa
Dania

Kraj, który przez wiele lat planował odwiedzić gen. Jaruzelski, szczęśliwie jednak upadło biuro podróży z którym był związany. Choć właściwie nie ma tam niczego powalającego, to jednak jest kilka jasnych punktów.

Największą atrakcją turystyczną Danii jest, jak wiadomo, Legoland. Oczywiście obiektywnie. Szczególnie godna pochwały jest inicjatywa wcześniejszego zamykania wszelkich kolejek i innych wesołomiasteczkowych atrakcji niż całego kompleksu i wpuszczania do środka po tej godzinie za darmo. A te wszystkie budowle - od kopenhaskiego Amalienborgu, przez Kapitol, Mount Rushmore, po lotnisko we Frankfurcie z jeżdżącymi po pasie startowym samolotami i Bergen z pływającymi statkami i śluzami na kanałach wyglądają rewelacyjnie.

Rzecz druga, o której pisał już Crazy - zamki w Helsingoer i Hillerod. O ile w Szwecji każdy zamek to rozczarowanie, o tyle Duńczycy mają się czym pochwalić w tym zakresie. Zamek w Hilleroed chyba fajniejszy ze względu na otoczenie, ale widziałem tylko na zdjęciach, to wstrzymam się z osądem. Kronsborg w Helsingoer robi wrażenie swoją potęgą.

Kopenhaga - w rywalizacji ze Sztokholmem przegrywa zdecydowanie, ale w rankingu odwiedzonych przeze mnie miast skandynawskich znalazłaby się pewnie na dobrym trzecim miejscu - jeszcze za Bergen. Do głównych "atrakcji" zaliczam pałac królewski Amalienborg (bardzo ładny dziedziniec, otoczony czterema skrzydłami pałacu) z sąsiadującym z nim Marmorkirken (kościołem marmurowym, jak się można domyślić), stojącym na osi dziedzińca, ciąg kolorowych fasad kamieniczek w Nyhavn (Nowy Port) wraz z najładniejszym kopenhaskim placem Kongens Nytorv, a także park wokół zamku Rosenborg (takie kopenhaskie Łazienki, choć jednak wyraźnie słabsze). Ale na tym ciekawe miejsca się nie kończą - jeśli ktoś lubi monumentalne fontanny, to warto obejrzeć fontannę Gefion. Są też dwa duże pałace - Christiansborg i taki, w którym mieści się giełda (ten akurat znacznie ładniejszy niż dawny gmach KC, hehe). Jest oczywiście syrenka - na symbol miasta nadaje się pewnie całkiem nieźle. No i jest również Tivoli, gdzie wieczorem zwala się chyba pół miasta i komplet turystów.

No i last but not least, Bornholm. O ile Zelandia, Fionia i płw. Jutlandzki z okien samochodu wydawał się krajobrazowo wybitnie nudny, o tyle Bornholm ma kilka miejsc jawnie atrakcyjnych. Ale nawet nie w tym tkwi siła tej wyspy. Bornholm idealnie nadaje się bowiem na Shire - choć w sezonie katamaran z Ystad (będący przedłużeniem ekspresowej linii kolejowej z Kopenhagi, dzięki czemu podróż z Kopenhagi na Bornholm trwa 3h) dociera do Roenne siedem razy w ciągu dnia, a do tego trzeba doliczyć jeszcze prom ze Świnoujścia i z Niemiec, to chyba sam fakt bycia wyspą odizolowuje Bornholm od reszty świata. Życie toczy się tam wybitnie leniwie (jeżdżąc po wyspie na rowerze byłem chyba jedynym uczestnikiem ruchu drogowego, regularnie łamiącym ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym do 30 km/h), na wyspie królują rozległe pola i trochę mniej rozległe lasy, gdzieniegdzie tylko podziurawione małymi miejscowościami, składającymi się z podobnych do siebie małych białych domków z czerwonymi dachami. Szczególne wrażenie robią widziane z pewnej wysokości Alligne i Gudhjem, dwie wsie leżące nad morzem. Czerwone dachy pomiędzy lasem a intensywnie błękitnym morzem. Ryneczki w Roenne i Nexoe, choć teoretycznie bez żadnej wybitnej architektury, są po prostu bardzo sympatyczne. Jeśli chodzi o wspomniane wyżej miejsca najbardziej atrakcyjne, jest ich przynamniej kilka. Po pierwsze ruiny zamku Hammershus (ponoć największe w Skandynawii), leżące na 70 metrowym klifie. Ludzie tam przesiadują godzinami, bo trzeba przyznać, że trawa na górze bardzo do tego zachęca. Zamek to tylko część Hammeren - trawiasto-skalistych wzgórz położonych bezpośrednio nad morzem ze sporymi skupiskami wrzosów. Nieco dalej od morza ukryte między ścianami dawnych kamieniołomów dwa turkusowe jeziorka. Na północnym brzegu ciągną się natomiast Hellingdomsklipperne, czyli poszarpane skaliste klify z obowiązkowymi falami rozbijającymi się o nie z impetem. Warto również wspomnieć o Paradisbakkerne (Rajskie Wzgórza), które są niczym innym jak zalesionymi pagórkami z masą wrzosowisk.
Bornholm znany jest z tras rowerowych. Nie powiem, żebym trafił tam z mniej oczywistych pobudek, choć przyznam, że przyzwyczajony do jazdy po ciekawym kampinoskim terenie, gdzie sam sobie wybieram najlepsze ścieżki do jazdy, trochę obawiałem się, że jazda po zwykłych ścieżkach rowerowych nie będzie dla mnie ciekawa. No ale mocno się pomyliłem. Nawet na południu, które jest niemal całkowicie płaskie i nie ma tam nic, poza polami, jechało się dobrze, bo było po prostu ładnie. A w centralnej i północnej części wyspy była już zabawa na całego. Wzdłuż północnego wybrzeża sporymi kawałkami jedzie się szosą, ale ruch nie jest wielki (i jak już pisałem nieśpieszny), a szosa jest ciekawa, bo nie ma praktycznie odcinków płaskich ani prostych - zjazdy przy sprzyjającym wietrze to czysta przyjemność :-) Tam gdzie powstały ścieżki (w większości przypadków są szutrowe) jest jeszcze lepiej. Przynajmniej w 2 miejscach byłem bliski zakończenia żywota, a przez większą część jazdy po prostu świetnie się bawiłem. Bardzo polecam więc na Bornholmie jazdę nie tylko turystyczną, ale i bardziej sportową.


W kolejnym odcinku - Norwegia.


Ostatnio zmieniony ndz, 04 marca 2007 19:23:13 przez Bogus, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 04 marca 2007 18:46:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24595
Bogus pisze:
Przyjemnie łazi się wąskimi uliczkami na wyspie Staden, równie przyjemnie siedzi na nabrzeżu na Riddarholmen
- w górach demon w miastach emeryt? :shock:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 04 marca 2007 19:24:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3640
Skąd: Warszawa
Eee, zawsze uważałem, że siedzenie jest na tyle przyjemne, że 10 minut można na to poświęcić :-)

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 11 marca 2007 21:08:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3640
Skąd: Warszawa
Czas zakończyć udział w tym wybitnie nieciekawie rozwijającym się wątku, poświęcając post krajowi, któremu wystarczyło kilka dni, aby przekonać mnie, że status kraju nr 1 na liście najpiękniejszych należy się właśnie jemu.

Norwegia

Gdyby chcieć odwiedzić wszystkie miejsca odwiedzenia warte, rok podróżowania mógłby okazać się niewystarczający. Z drugiej strony, chyba właśnie w Norwegii najmniej boli zwiedzanie trybem japońskiego turysty. Pewnie, że z okien autokaru / samochodu nie moża poznać konkretnych miejsc choć w niewielkiej części tak dobrze, jak przełażąc je wzdłuż i wszerz, ale Norwegia jest całościowo tak piękna, że i ten sposób zwiedzania daje możliwość nieustannego zachwytu.
Norwegia to oczywiście przede wszystkim góry i morze, łączące się w sposób niepowtarzalny. Zanim jednak o najlepiej mi znanej Vestlandet (czyli części zachodniej, tam gdzie jeszcze można mówić o wschodzie i zachodzie), kilka słów o dwóch największych miastach. Oslo oceniam najniżej z trzech odwiedzonych stolic skandynawskich. Architektonicznie jest niby miejscami podobne do Sztokholmu (jak choćby gmachy parlamentu i ratusza), położone w sumie też dość ładnie, bo z jednej strony nad fjordem, a z drugiej u podnóża pagórków, ale nie ma tam nic, co by zachwycało. Na uwagę zasługuje główna ulica miasta - Karl Johans Gate ze wspomnianym gmachem parlamentu i Teatrem Narodowym, a także położony na wzgórzu bezpośrednio nad zatoką portową Akershus - sam zamek może nie jest super ciekawy, ale z murów otwiera się ładny widok na Oslo i na Oslofjorden. Warto odwiedzić również słynną skocznię Holmenkollen, skąd po pierwsze miejscami jest widok z góry na Oslo, a po drugie Małysz wygrał tam pierwszy w karierze konkurs o PŚ :-) Ciekawsze od Oslo wydało mi się leżące na zachodnim wybrzeżu Bergen. Miasto nie jest duże, do głównych atrakcji zaliczyłbym Bryggen, najstarszą dzielnicę, której znakiem rozpoznawczym jest ciąg niewielkich drewianych różnokolorywch domków stojących facjatą (jakby powiedziała pewna mieszkanka Bodzentyna w Świętokrzyskiem) do nabrzeża, a także Lille Lundgegaardsvannn - położone w samym środku miasteczka jeziorko. I właściwie niewiele więcej, gdyby nie to, że Bergen leży na terenie, w którym ziemia i woda znajdują się na wierzchu naprzemiennie, co musi robić mocne wrażenie z okolicznych wzgórz (na których niestety nie byłem, czego bardzo żałuję), skoro już z dróg dojazdowych do miasta, które opadają wraz z dolinami z głębi lądu wygląda to bardzo ciekawie.
Norwegia to nie pojedyczne wysepki geniuszu natury, tylko jeden wielki obszar będący jego przejawem. Będę się więc starał nie pisać tylko o konkretnych punktach, ale o całości przemierzonej trasy. Bo już przekraczanie granicy szwedzko - norweskiej daje przedsmak tego, co można zobaczyć w Norwegii. Most wysoko nad fjordem na dobry początek, a dalej jest już tylko lepiej. Najciekawszą turystycznie częścią Norwegii jest podobno część zachodnia, z punktu widzenia mieszkańca Oslo położona za siedmiomia górami, za siedmioma lasami i za krajową siódemką. Ta właśnie siódemka uważana jest przez przewodniki za najlepszą drogę wiodącą w krainę fjordów. Przyznać muszę, że jeśli nie jest najlepsza, to te lepsze muszą wykraczać poza skalę. Najpierw wiedzie wzdłuż Holsfjorden, który gdziekolwiek indziej byłby pewnie stałym bywalcem folderów turystycznych, tu jest po prostu jednym z setek podobnych zjawisk. Później znów mija jakieś jezioro, góry stają się coraz wyższe, aż w końcu prowadzi dnem Hallingdal, długiej krętej doliny o rozmiarach alpejskich, otoczonej głównie zalesionymi stokami. Obok drogi, oprócz obowiązkowej w dolinie rzeki, wije się trasa kolejowa Oslo - Bergen (mam nieodparte wrażenie, że dla miłośników kolei podróż na tej relacji to coś godnego polecenia). Jest pięknie, a to tylko marny wstęp. Kawałek za stacją narciarską w Geilo krajobraz znów zaczyna się zmieniać. Nikną drzewa, a szosa zmienia kierunek, pozostawiając dolinę daleko poniżej. Wwarto na tę dolinę spojrzeć - jezioro, typowe norweskie czerwone drewniane domki, a jak do tego trafi się jeszcze typowy norweski czerwony pociąg jadący brzegiem jeziorka, to wszystko zaczyna wyglądać z góry jak makieta, na którą modelarz - hobbysta poświęcił lata pracy. Droga pnie się w górę przez kilka kilometrów, po czym teren robi się całkowicie płaski. To Hardangervidda - największy płaskowyż w Europie. Siódemka przecina go na północ od głównej części, a na południe od wyższej i bardziej nierównej. Krajobraz jest rewelacyjny - gdzie by nie spojrzeć (a wzrok sięga dość daleko, jak na płaskowyż przystało) widać trawę, głazy, wrzosowiska, bagienka, rzeczki i jeziora, wszystko to przykryte gdzieniegdzie płatami śniegu (przynajmniej w sierpniu, spodziewam się że wielkość tych płatów może się mocno zwiększać :-) ). Żadnych drzew, choć wysokość bezwzględna nie jest jakaś imponująca - w tej części pewnie coś koło 1200 - 1300 m.n.p.m.
Obrazek
I tak przez jakieś 20 kilometrów, choć to tylko przecięcie w najwęższym miejscu. Do fjordów zachodniego wybrzeża już stąd niedaleko, a że fjordy to w końcu morze, więc i wysokość trzeba wytracić. Początkowo traci się ją niezbyt szybko, a to dlatego, aby możliwe było istnienie Maaboedalen. Nazwanie tego cudu doliną jest chyba wyrazem skromności Norwegów. Dojeżdżając tam bowiem od strony Hardangervidda trudno się spodziewać, że ten płaski teren skończy się aż tak nagle. Dno Maaboedalen znajduje się nieco ponad 300m poniżej plateau i raczej nie jest znacznie węższe niż odstęp między jednym urwiskiem a drugim na wysokości drogi. A początek temu kanionowi daje imponujące zgrupowanie wodospadów, z których dwa największe to Voeringfossen (prawie 200m, ale najpotężniejszy i przez to najbardziej znany) i Tyssvikjo (ten ma 300m, tylko że mniej wody się leje).
Obrazek
W ten kanion można się zagłębić, czego nie zrobiłem, natomiast główna droga wiedzie teraz częściej pod ziemią niż nad, kręcąc przy tym mocno. Finalnie jednak wyjeżdża na dno doliny (kawałek dalej, gdzie rzeczywiście jest to już tylko dolina, choć wciąż głęboka i skalista), dokąd wiedzie aż do jeziora, poprzedzającego Eidfjord. I wciąż nie jest brzydko, bo góry wokół dość potężne, na tym końcu jeziora do którego się zjeżdża jest tylko trochę płaskiego (w sam raz na 5 domków, pole namiotowe i malutką plażę), a żeby dostać się na drugą stronę bajora drogą inną niż wodna, znów trzeba szukać szczęścia pod ziemią, bo wzdłuż obu dłuższych brzegów znajdują się pionowe ściany. Jeziorko to widać na fotce w głębi:
Obrazek
Na pierwszym planie to już Eidfjord, czyli odnoga potężnego Hardangerfjordu. Od tej pory fjordy to już stały element rozrywki. Na początku imponujące skały (góry wokół Eidfjordu mają nawet po 1500 metrów), a droga nr 7 najpierw wysyła człowieka na prom, co jest dobrym rozwiązaniem, bo można się rozejrzeć bez skrępowania na wszystkie strony, a potem ładuje się pod jedną z tych wielkich gór, by po paru kilometrach pod ziemią wydostać się za wszystkimi zatoczkami po drugiej stronie fjordu, tu już właściwego Hardangera, gdzie brzegi już nieco łagodniejsze, nawet drzewom chce się rosnąć. Chcąc dostać się do Bergen trzeba jednak rozstać się na trochę z fjordami, a zamiast tego warto zatrzymać się przy Steindalsfossen
Obrazek
który, oprócz tego, że jest po prostu ładny, daje rzadką możliwość zwiedzania od środka, czyli przejścia między skałą a wodą. Kolejna atrakcja na trasie to ostatnia faza dojazdu do Bergen, o której już wspominałem - co chwilę jakiś tunel, woda naprzemiennie z lądem, fjordziki, zatoczki, półwyspy, wysepki i różne takie. Teraz niewielki przeskok na północ, nad największy norwerski fjord - Sognefjorden (ponad 200km długości). Ogrom tego fjordu robi wrażenie. Po drodze jeden z starszych braci karpackiej "Świątyni Wang" w Vik - znacznie ładniejszy niż to, co pozwolili sobie zabrać i przetransportować do nas. Sognefjorden jest inny niż Eidfjord i Hardanger - więcej tu przestrzeni, na łagodnych stokach po południowej stronie znajdują się rozległe łąki. Ale po północnej stronie widać już czapę lodowca Jostedal, a i stoki są skaliste. Północny brzeg obfituje w niespodzianki - aby z przeprawy promowej dostać się do leżącego tuż obok malutkiego miasteczka Balestrand, trzeba przejechać ponad 10km, objeżdżając piękną zatoczkę, wcinającą się głęboko w skalne mury. Dalsza podróż na północ stoi pod znakiem objeżdżania Jostedalsbreen. Jako że większego lodowca na naszym kontynencie podobno się nie uświadczy, objechanie go do łatwych nie należy. Na tym etapie podróży fjordów chwilo brak, ale są piękne doliny w alpejskim klimacie. Na dole płasko i trawka, miejscami jeziora, po bokach wysokie skały. Dość jednak objeżdżania, trzeba się lodowcowi przyjrzeć z bliska. Dobrym do tego miejscem jest Briksdalen, u wylotu której znajduje się jezioro o wybitnie turkusowym kolorze, po drodze mija się kolejny w tym kraju efektowny wodospad
Obrazek
a na koniec dotrzeć do jęzora.
Obrazek
O położonym w pobliżu Nordfjordem pisać nie będę, bo nigdy nie skończę, a poza tym nie utkwił mi jakoś szczególnie w pamięci. Bardzo ładnie tam musiało być, ale w Norwegii to mało. Tym bardziej, że z Nordfjorden niedaleko już do największej perły Norwegii - Geirangerfjord. To miejsce wymyka się wszelkim gwiazdkowaniom.
Obrazek Wąski fjord o esowatym kształcie, po obu stronach 400 metrowe ściany, z których w kilku miejscach spływa sobie woda. I miasteczko Geiranger, do którego zimą można dostać się wyłącznie tym fjordem. Jest wprawdzie droga, ale prowadzi tak, jak widać na fotce - serpentynami ostro w górę. A widok z tej drogi jest absolutnie rewelacyjny, o taki:
Obrazek
Więcej o tym nie napiszę, bo nie potrafię. Cud.
Jadąc dalej na północ trzeba przeciąć jeszcze jeden niewielki fjord, dwa razy wspiąć się na sporą górkę i dociera się do Trollstiggen:
Obrazek
Droga ma 11 zakretów, pokonuje 400m przewyższenia, a minąć się z samochodem z przeciwka można tylko miejscami. Po drodze jest jeszcze most nad wodospadem, jakby komuś było mało atrakcji.
Obrazek
A na samym dole stoi znak drogowy "uwaga troll", ale to już tak zupełnie na marginesie. Otoczenie tego miejsca też jest ładne. Krajobraz typowo górski, bliźniacze szczyty Kongen (Król) i Bispen (Biskup) wybijają się zdecydowanie ponad widoczną na pierwszej fotce dolinę.

To tyle chciałem. Dziękuję za uwagę. Dobranoc.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 12 marca 2007 22:10:15 
Żeś mi narobił chrapkę na Skandynawię. Ślina mnie cieknie jak nic, a jeszcze treści postu nie czytałem. Kurde, chyba pójdę w miasto, coby se jakoś fjorda przygarnąć chociaż ;)


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 10 kwietnia 2007 22:48:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 20:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
kto mi powie, ile kasy gdzieś trzeba na 5 dni do Skandynawii, spanie pod namiotem, jedzenie własne, może 1 lub 2 tanie noclegi, podróż za free...dzisiaj się tak rozmarzyłem na Skandynawią...

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 22:34:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 20:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
Bogus, Crazy, Boskey...byliście już w Skandynawii, możecie pomóc i odpowiedzieć na moje pytanie...będę wdzięczny!

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 09:15:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3640
Skąd: Warszawa
Ja nie mogę pomóc, bo nie wiem zupełnie nic na ten temat, poza ogólnym banalnym stwierdzeniem, że jest tam drogo.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 10:06:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:14:22
Posty: 9021
Skąd: Nab. Islandzkie
Viator pisze:
spanie pod namiotem, jedzenie własne,


Sam sobie odpowiedziałeś :-).


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 10:08:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 20:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
Bogus pisze:
a nie mogę pomóc, bo nie wiem zupełnie nic na ten temat, poza ogólnym banalnym stwierdzeniem, że jest tam drogo.

dzięki
. pisze:
Sam sobie odpowiedziałeś Smile

to mam rozumieć, że tanio ;) ale tak 100 euro straczy na takie coś, czy nawet 50 euro starczy?
bo tak zrodził się pomysł, więc tak szukam, co by nie tracić za dużo kasy, bo zbieram na Ziemię Świętą.

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 10:13:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 12:49:49
Posty: 21160
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
A chcesz się tam przemieszczać z miejsca na miejsce (zwłaszcza komunikacją publiczną) czy siedzieć z tym namiotem w jednym miejscu?
Aha - żeby mnie nikt nie zbanował, byłem w Norwegii, Szwecji i Danii, więc mam papiery na wypowiadanie się w tym wątku. :D

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 10:18:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 20:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
Peregrin Took pisze:
A chcesz się tam przemieszczać z miejsca na miejsce (zwłaszcza komunikacją publiczną) czy siedzieć z tym namiotem w jednym miejscu?

plan jest taki, jedziemy autem, znajomy bierze na siebie paliwo, więc nie musimy się zrzucać, bierzemy jedzenie z Polski, jeśli jedziemy w 2, spimy w aucie, jeśli w 4-5 osób, to w namiotach.

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5 ... 10  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group Color scheme created with Colorize It.