Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 12 grudnia 2017 10:59:57

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:37:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
WSTĘP ... czyli dlaczego właśnie Smródka

Panie i Panowie mam zaszczyt zaprosić Was do udziału w wiekopomnej ekspedycji badawczej, z której realizacją nosiłem się od lat pięciu.

Jak część z Was zapewne wie, zamieszkuje włości znajdujące się obecnie w obrębie miasta stołecznego Warszawy, znane pod nazwą "Służew nad Dolinką" (o dawniejszej historii tych ziem, możecie przeczytać tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82u%C5%BCew ). W niewielkiej odległości od mojego 10-cio piętrowego pałacu roztaczają się tzw. tereny zielone, które były areną mych dziecięcych zabaw, tudzież miejscem spozycia napojów wyskokowych w wieku starszym. Owe tereny zielone (stanowiące niejako naturalną granicę pomiedzy Służewiem, a Ursynowem) znajdują się w dolinie cieku wodnego noszącego nazwę Potoku Służewieckiego. Strumyk ów zwany był też przez autochtonów Smródką, bądź też Śmierdziawką, a to ze względu na silną woń, którą niosły jego wody, gdy był on wykorzystywany jako tzw. odkryty kanał ściekowy. Obecnie zaniechano degradacji tegoż historycznego (o czym dalej) potoku i na powrót zyskał on zaszczytne miano cieku naturalnego (nieprzyjemny odór zanikł całkowicie..... no prawie).

Od lat szczęnięcych dręczyły mnie pytania natury egzystencjalnej typu "skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy?", oraz "gdzie Smródka ma swe źródło, dokąd w ogóle płynie i dlaczego tak śmierdzi?"... i tak narodził się pomysł wyprawy! Na drodze dociekań udało mi się stwierdzić, że Potok Służewiecki kończy swój bieg w Wilanowie, gdzie poprzez Jezioro Wilanowskie i Kanał Sobieskiego uchodzi do rzeki Wilanówki. Bez odpowiedzi pozostawała jednak kwestia z jakiego mijesca Potok toczy swe bystre wody i skąd się w nim bierze ten smrodek. Dane historyczne dawały mętne odpowiedzi.

HISTORIA ...czyli pogmatwane losy SADURKI

Zamiast samemu łamać sobie palce na klawiaturze oddam głos znawcom tematu:

Cytat:
O potoku Służewskim mówi się często w okresach letnich burz. Pełno wtedy wieści o jego wylewach i zniszczeniach jakie czyni. Powracają one na łamy publikatorów jak bumerang, który nigdy – jak dotychczas – nie daje pożądanych skutków.
Rzeczka ta, nazywana dawniej Sadurką, miała pierwotne źródła we Włochach. Jej długość wynosiła 14 km. Ale ponieważ przeszkadzała urbanistom i urzędnikom, jej górny bieg skierowano do kanału ściekowego na Okęciu. Dalszą część zamieniono na Kanał WOW (Włochy-Ochota-Wilanów). Następnie obniżono i wyprostowano koryto i utwardzono jego krawędzie. Znaczną część terenów nadbrzeżnych zabudowano wbrew wymogom rozwoju zrównoważonego. Powstały liczne osiedla mieszkaniowe z obiektami towarzyszącymi, ulice, place, parkingi tuż nad Potokiem (np. na Osiedlu Arbuzowa) (...)


Źródło: http://www.przyrodapolska.pl/listopad02/potok.html

Cytat:
Witam, nie wiem czy w dobrym miejscu to piszę ale "wzięło" mnie na temat Sadurki - czyli rzeczki po której pozostał Potok Służewiecki. Gdzieś mignęło wspomnienie na forum w temacie quiz ktoś pokazał fotkę resztek. Rzeczka de facto nieistniejąca, ale chciałbym spróbować odtworzyć jej przebieg. Wygrzebałem coś takiego:

Dawniej była to rzeczka o nazwie Sadurka. Widać ją na planach z końca XIX w. sporządzonych przez Lindleya. Wiemy też, że pierwotnie uchodziła do Jeziorka Czerniakowskiego, a jej ujście przesunął do Wilanowa A.W. Locci, architekt królewski, by zasilić system wodny rezydencji. Informował o tym króla szczegółowo w swoich listach. Prof. Longin Majdecki w opracowaniu poświęconym Dolinie Służewskiej tak pisał o potoku: "Dawniej odgrywał szczególną rolę zarówno przyrodniczą jak i przestrzenną, krajobrazową i historyczną, oraz rekreacyjną. Pierwotnie z obszaru swojej zlewni zbierał czyste wody /.../ piętrzony wielokrotnie tworzył liczne przepływowe stawy /.../ tylko na odcinku służewskim było ich 6, wszystkie z czystą wodą wykorzystywane do hodowli ryb". Dziś czyta się te słowa jak bajkę o "złotym wieku". Wraz z rozwojem miasta potok zamieniał się coraz bardziej w odbiorcę ścieków. W latach 70. nazwano go po imieniu "kolektorem ściekowym" zbierającym odpady z Włoch, lotniska Okęcie, Mokotowa, Służewca, Ursynowa i Natolina.

może to żadna rewelacja, mnie jednak bardziej interesuje początkowy bieg - szczególnie, że źródła tej rzeczki umiejscawiano na okolice: między Zachodnim a Włochami (Czyste). Ma ktos w was jakieś info? ew. mapy z zaznaczeniem cieków wodnych w tej okolicy??

Update:
Czyste, cz, dz. Wola, d, wieś: Czisthe 1428 MKM I nr 666, willa z ogrodem zw. Czyste 1787 Kat RBUW I 45 poz. 16, Czyste 1808 Pl Bach AGAD, ZK 5442-19, Czyste 1827 Tab I 87, Czyste 1877 Zinb I 107, Czyste 1880 SG I 885, Czyste 1901 BB I 112, Czyste 1964 UN (37) 22, Czyste 1991 NGRzP 172. - N. topogr. w postaci urzeczownikowionej przydawki przymiotnej czyste (domyślnie pole). W 1428 r. znajdowały się tu pola zwane Czyste, wchodzące w skład wsi Wielka Wola, które należały do rycerza Gotarda z Rakowa. Wg Handke SNW 79 nazwa terenu mogła się wiązać z jego charakterem: były tam źródła i rozlewiska, z których wypływało kilka rzeczek - Potok Służewiecki, Sadurka, Drna. Por. NMP II 243.


Źródło: http://www.werttrew.fora.pl/sadurka-czy ... t1293.html

I tu pojawiają się niejasności. Powyższe teksty wspominają o pierwotnej lokalizacji źródła potoku gdzieś pomiędzy obecna Wolą, a Włochami, które ostatecznie zostało przekierowane w rejony Okęcia. Ale co to oznacza przekierowane? Wszak żródła nie można przenieść! Czy zmieniono jego bieg? Czy może skierowano w ten kanał wodę biegnącą z innego miejsca. Przy zgłębieniu tej kwestii na podstawie map i zdjęć satelitarnych z googla okazuje się, że jakkolwiek początek biegu Potoku znajduje się na terenie lotniska Okecie, to przy ulicy 17 Stycznia odkrywamy staw o nazwie Sadurka, zasilany przez strugę wody biegnącą przez tereny działkowe pomiędzy ul. Hynka i 17 Stycznia. Czy tam należy upatrywać początku biegu Potoku Służewieckiego, czy może jest to stare koryto Sadurki. To należało zbadać

W tym celu 2 czerwca A.D. 2007 spod stadionu RKS Okęcie wyruszyła ekspedycja badawcza pod kryptoniomem "Sadurka '07".

Poniżej przedstawiam dziennik ekspedycji:

C.D.N.


Ostatnio zmieniony śr, 06 czerwca 2007 13:20:48 przez Pet, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:38:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
DZIENNIK EKSPEDYCJI NAUKOWEJ "SADURKA '07" - część I

Zgodnie z przyjętymi wytycznymi, opartymi na dogłębnych badaniach naukowych Kaszy, przeprowadzonymi w oparciu o plan miasta Stołecznego Warszawy, tudzież witrynę maps.google.com, postanowiliśmy rozpocząć poszukiwania dziewiczych źródeł Potoku Służewieckiego vel Sadurki vel Smródki w okolicach ul. Hynka. W tym celu umówilismy się o godzinie 9.00 rano przy stadionie RKS Okęcie. Od tego momentu rozpoczęto prowadzenie zapisków dokumentujących całą wyprawę w niniejszym dzienniku, którego zapomnieliśmy ze sobą zabrać z domu.

9.00 - Na miejsce spotkania przybywa Wrzosek
9.02 - Na miejsce spotkania przybywa Kasza
9.04 - zaczyna padać deszcz.
9.05 - Wronka i Mariusz za pośrednictwem sms-a informują, że spóźnią się pół godziny
9.10 - Wrzosek i Kasza odpalają pierwsze browary
9.15 - Kasza i Wrzosek opowiadają sobie żydowskie szmoncesy, obserwując pracę ekipy mającej założyć tablicę drogową na jednej z latarń. Ekipie idzie ta praca nader niezdarnie i ślamazarnie, co jest powodem komentarzy Wrzoska, stawiających pod znakiem zapytania możliwość dotrzymania terminu budowy autostrad, mających być gotowych na Euro 2012.
9.20 - W rejonie stadionu rozpoczyna się wzmożony ruch. Daje się zauważyć koncentrację grupy młodzików piłkarskich opuszczających obiekt, a za razem przybycie seniorów (z niejakim Igorem Gołaszewskim w składzie). Wniosek: Ludy w rejonie Sadurki znają gry zespołowe.
9.30 - Wkurwiony przedłużającą się nieobecnością Wronki i Mariusza Wrzosek, kontaktuję się telefonicznie z tą pierwszą i dowiaduje się, że para podróżników przybędzie za 10 minut.
9.35 - Wrzosek jara szluga, a Kasza idzie się odlać.
9.40 - Na miejsce spotkania przybywają Wronka i Mariusz.
9.45 - EKSPEDYCJA WYRUSZA!
9.47 - Kasza, Mariusz i Wrzosek przekraczają ulicę Hynka.
9.48 - Wronka boi się przejść ulicę. Reszta ekspedycji czeka, aż Wronka nabierze odwagi.
9.50 - Penetrujemy okolicę ogrodzenia ogródków działkowych przy Hynka, w poszukiwaniu śladów cieku wodnego.
9.55 - Natrafiamy na początek odkrytego odcinka cieku wodnego (fot. 1,2). Czyżby był to początek Potoku Służewieckiego? Ekscytacja rośnie!

Obrazek
fot. 1
Obrazek
fot. 2

9.56 - Ponieważ cały teren ogródków jest ogrodzony, a ogrodzenie jest dodatkowo wzmocnione blacha falistą nie możemy dostać się na jego teren. Zauważamy, iż takie zabezpieczenie nie ma z raczej na celu ochrony jakiś głupich krzaczków porzeczek, truskawek i innych agrestów. Dochodzimy do słusznego z pewnością wniosku, iż za ogrodzeniem znajdują się z całą pewnością nielegalne i tajne fabryki amfetaminy, z której wyrobu słyną ludy tubylcze. W zaistniałej sytuacji postanawiamy okrażyć cały teren idąc ulicą Radarową do ul. 17 Stycznia i podchwycić strugę na drugim krańcu feralnego obszaru.

[Chyba muszę się streszczać, bo w życiu nie skończe tej relacji]

10.05 - Docieramy do drugiego krańca tajnych fabryk amfetaminy, gdzie natrafiamy na interesujący nas ciek wodny. Stwierdzamy, że po wypłynięciu z terenów zielonych, gdzie płynie na otwartej przestrzeni, tuż przed ulicą 17 Stycznia znowu wpływa on w podziemny tunel (fot. 3 i 4)

Obrazek
fot. 3 - wraz z Kaszą badamy wlot odkrytego cieku wodnego
Obrazek
fot. 4

10.10 - Dochodzimy do wniosku, że podziemnym tunelem struga musi zasilać Staw Sadurka znajdujący się gdzieś po przeciwległej stronie ulicy.
10.15 - Ruszamy na poszukiwania Stawu Sadurka. Po drodze natrafimy na następujące znalezisko (fot. 5)

Obrazek
fot. 5

Daje nam ono powód do wyciągnięcia dwojakiego rodzaju wniosków. Po pierwsze. Eksplorowane okolice sa zamieszkałe przez ptaki, a także przez stworzenia, które owym ptakom odgryzają łby. Po drugie: czerpiemy z tego naukę z morałem - nie trać głowy, bo zostaniesz sucharem. Wziąwszy sobie to do serca ruszamy w dalszą drogę, zdwoiwszy uwagę.

10.20 - Opady deszczu ulegają wzmożeniu.
10.30 - W oparciu o posiadane mapy, tudzież układ punktów charakterystycznych w terenie dochodzimy do wniosku, ze Staw Sadurka znajduje się naterenie zajmowanym przez biura i parkingi spółki LOT. Postanawiamy przeniknąć na ten teren. W tym celu udajemy się do ciecia pilnującego bramy i informując go, że jestesmy członkami ekspedycji "Sadurka '07", wędrującymi od źródeł do ujścia tej historycznej rzeki prosimy o wpuszczenie nas na teren, byśmy mogli dokonać odpowiednich badań. Cieć wpuszcza nas na teren i informuję, w którym kierunku należy się udać by znaleźć Staw.

[Od tego momentu czas przestaje grać rolę!]

Maszerujemy w stronę Stawu po drodzę odkrywając kolejne okazy organizmów żywych zamieszkujących te okolice (fot. 6)

Obrazek
fot. 6

Docieramy nad Staw Sadurka! (fot. 7, 8, 9)

Obrazek
fot. 7

Obrazek
fot. 8

Obrazek
fot. 9

Napotykamy lotne formy organizmów żywych zamieszkujacych okolicę stawu. (fot. 10)

Obrazek
fot. 10

Zaczynamy badać brzegi Stawu w poszukiwaniu źródeł go zasilających oraz ujść. W trakcie tej czynności napotykamy tubylca z wędką. Udeaje nam się nawiązać z nim komunikacje, dzięki czemu dowiadujemy się, że staw zamieszkują ryby (niestety nie udaje nam się określic gatunku).
Poszukiwania ujścia trwają jakiś czas. Pomimo zastosowania specjalistycznych przyrządów obserwacyjnych (fot. 11), nie udaje nam się odnaleźć ani cieków zasilających (podejrzewamy, że moga znajdować się pod taflą wody), ani co gorsza żadnych odpływów.

Obrazek
fot. 11 - Kasza lustrujący brzego Stawu Sadurka

Jesteśmy zmuszeni obalić hipotezę, iż Staw Sadurka znajduje się na trasie cieku wodnego znanego obecnie jako Potok Służewiecki. Zmuszeni ejsteśmy przyjąć iż potok ów, swe źródła ma na terenie lotniska Okęcie (niestety dla nas niedostępnym). Nie poddajemy się jednak i postanawiamy odnaleźć jego ślad, w miejscu gdzie wypływa on a z terenu lotniska w okolicach ul. Wirażowej.

W międzyczasie Wronka zrywa liść jednej z porastających brzego stawu roślin i postanawia chronić się nim przed padającym deszczem (który przybrał na sile) (fot. 12)

Obrazek
fot. 12

Ruszamy ul. 17 Stycznia w stronę ul. Żwirki i Wigury. Nic szczególnego się nie dzieje. Tubylcy patrzą na nas podejrzliwie (szczególnie na parasol Wronki). Udajemy, że nic sobie z tego nie robimy i zaczynamy trenować pieśni marszowe i turystyczne. "Gdzie strumyk płynie z wolna" staje się nieoficjalnym hymnem ekspedycji.

Docieramy do torów kolejowych przecinających ul. Żwirki i Wigury, prowadzących w głąb obszarów działkowych (znamy my już te "obszary działkowe"). Postanawiamy dotrzeć nimi do ulicy Wirażowej.
Po drodzę napotykamy na osobliwy widok. Mianowcie zaobserwowaliśmy wielkich rozmiarów ognisko, podsycane przez jednego z tubylców jakimiś gratami (fot. 13)

Obrazek

Dmyślilismy się, że prymitywne ludy tubylcze nie potrafią same krzesać ognia i oto dane jest nam obserwować, rytułał podtrzymywania płomieni (wznieconych z pewnością przez błyskawicę) przez wyznaczonego w tym celu autochtona. Poniewaz obrzucał nas podejrzliwymi spojrzeniami, postanowiliśmy go dłużej nie niepokoic i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Docieramy do ulicy Wirażowej.

Przez chwilę tracimy pewność i nie możemy się połapac w którym miejscy Wirażowej znajdujemy się (wydawało nam się, że przeszliśmy Sadurkę, nie zauwazywszy jej), jednak dzięki Wronce odzyskujemy orientację i ruszamy w dalszą drogę = okazuje się, że do Sadurki jest jeszcze kawałek.

Napotykamy ciekawy obiekt i dokonujemy w nim wielu cennych odkryć!
Otóż udaje nam się zauważyć zgliszcza wpół zawalonej, a wpół nadpalonej opuszczonej chaty tubylczej (fot. 13)

Obrazek
fot. 13

W chacie owej napotykamy wiele świetnie zachowanych przedmiotów użytku codziennego (fot. 14)

Obrazek
fot. 14

Najciekawszym jednak odkryciem jest bogata kolekcja szklanych flakonów! Jest to odkrycie na skalę europejską! Odkrycie tym donioślejsze, że w niektórych z nich pozostały jeszcze resztki płynów! Prezentujemy widok ogólny kolekcji... (fot. 15, 16, 17)

Obrazek
fot. 15

Obrazek
fot. 16

Obrazek
fot. 17

...a także wybrane, szczególnie dorgocenne egzemplarze (fot. 18, 19, 20, 21, 22, 23)

Obrazek
fot. 18

Obrazek
fot. 19

Obrazek
fot. 20

Obrazek
fot. 21

Obrazek
fot. 22

Obrazek
fot. 23

Numery partii produkcyjnych, na niektórych etykietkach dały nam wiedzę na temat datowania obiektów - mogliśmy dzięki temu orzec, iż kolekcja pochodzi z lat 1979-1981
Uradowani, iż nasze odkrycie przyczyni się w sposób niebanalny do pogłębienia wiedzy na temat kultury ludów tubylczych i ich zwyczajów, zabieramy część kolekcji ze sobą i nie bacząc na deszcz, ruszamy w dalszą drogę, w poszukiwaniu źródła Sadurki...


C.D.N.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:39:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
DZIENNIK EKSPEDYCJI NAUKOWEJ "SADURKA '07" - część II

Niedaleko od tubylczej chaty udało nam się znaleźć tajemniczą biała puszkę. Puszka miała kształt walcowaty, z dziwnym podłużnym lejkiem na górnej powierzchni i była przytwierdzona drutem do ogrodzenia otaczającego jakieś haszcze. Na jej bocznej powierzchni widniał tajemniczy napis, ktory wiernie skopiowaliśmy: NA POTRZEBY UBOGICH.
Wronka tkwiąca wciąż w mani odkrywczo-kolekcjonerskiej, chciała zabrać ze sobą ten obiekt jako eksponat, ale stwierdziwszy, że jest on pusty w środku i w zasadzie nie przedstawia większej wartości zaniechała tego pomysłu. Podjęlismy marsz.

Po przebyciu kilkuset metrów dotarliśmy do ogrodzenia, sowicie owiniętego drutem kolczastym. Za ogrodzeniem tym z wielkim hukiem startowały samoloty. Był to dla nas jednoznaczy znak, iż dotarliśmy do obrzeży lotniska i niechybnie niedługo powinniśmy dotrzeć do poszukwianego źródła Potoku Służewieckiego.
Po kolejnych pięciu minutach marszu takoz też się i stało. Radości, śpiewom i tańcom nie było końca. W oczach co bardziej wrazliwych uczestników ekspedycji zalśniły nawet łzy wzruszenia i szczęścia. Dotarlismy bowiem do współczesnego zdroju Sadurki (fot. 24)

Obrazek
fot. 24

Oprzytomniawszy trochę, przywołaliśmy na powrót poważny, naukowy i profesjonalny rys naszej wyprawy i rozpoczęliśmy obserwację. Po pierwsze zauważyliśmy dziwne, pomalowane na niebiesko zabudowania, znajdujące się jeszcze na terenie lotniska. Po baczniejszych oględzinach doszliśmy do wniosku, ze jest to niewątpliwie oczyszczalnia ścieków, niedopuszczająca by plugastwo spływające z terenu lotniska, zanieczyściło wody potoku. Nie poprzestaliśmy jednak na tak powierzchnownym stwierdzeniu faktu. By przekonać się, czy oczyszczalnia spełnia faktycznie swoją rolę, pociągnęliśmy na trzy cztery nosami. Badanie to dało we wszystkich przypadkach tożsamy efekt: w miejscu swego ujścia Potok Służewiecki nie śmierdzi, przeto nazywanie go (przynajmniej na tym odcinku) Smródką było by niestosowne. Zaobserwowalismy także, iż do obiektu naszych badań, już poza ogrodzeniem lotniska spływa woda ze ścieków naturalnych (tzw. deszczówka) odprowadzana bocznymi kanałami (fot. 25)

Obrazek
fot. 25

Po dokładnym rozeznaniu w okolicach ujścia P.S. (fot. 26), zeszliśmy do jego koryta (fot. 27).

Obrazek
fot. 26 - Kasza i Mariusz badawczo przyglądający się okolicom źródła Potoku.

Obrazek
fot. 27 - widok na źródło Potoku Służewieckiego spod ul Wirażowej.

Idąc korytem przeszliśmy pod ul. Wirażową, a następnie pod bięgnącymi równolegle torami kolejowymi (fot. 28)

Obrazek
fot. 28

Po wyjściu z tunelu pod torowiskiem weszliśmy jakby do innej krainy. Dotychczas ścieżka nasza wiodła poprzez tereny wysoce uprzemysłowione i zurbanizowane, a teraz nagle dostaliśmy się w okolice wprost buchające soczystą, wiosenną zielenią. Zieleń owa miała niestety to do siebie, że dość mocno utrudniła nam poruszanie się (fot. 29), przez co tempo marszu wyraźnie spadło.

Obrazek
fot. 29

Niestety sielanka nie trwała długo. Przedzierając się przez gąszcze półtorametrowych pokrzyw i stada wypasionych ślimaków dotarliśmy wkrótce do muru dziwnego obiektu, ktorego potrójne ogrodzenie z drutem kolczastym i liczne wiezyczki straznicze zdradzały charakter wybitnie penitencjarny. Baliśmy się go obfotografowywać, w obawie, by jakiś nadgorliwy klawisz, dążący do awansu nie odstrzelił nas, z którejś wyżej wspomnianych wieżyczek. Na szczęście obiekt naszych badań omijał nieprzyjazną placówkę łukiem i biegł dalej w gąszczu traw, pokrzyw i roślin które na nasze niewprawne do botaniki oko mogły być niesławnymi barszczami sosnowskiego. Staraliśmy się je omijac z dala (co biorac pod uwagę niewielkie pole manewru ze względu na ogrodzenia biegnące wzdłuż potoku było nieco uciążliwe), podziwiając jedynie z dystansu ich masywne łodygi i bujny kwiatostan.
Natknęliśmy się także na wodomiar badający poziom wód Potoku (fot. 30)

Obrazek
fot. 30

Jak wskazuje fotografia, wskazanie poziomu oscylowało pomiędzy wartością 30, a 31... nie wiadomo jednak czego, bo pomiar niezależny dokonany przez nas przy pomocy gałęzi dał odczyt ok. pół metra. Doszliśmy zatem do wniosku, ze wodomiary są głupie i nie warto zawracać sobie nimi głowy.

Po jakimś czasie dotarlismy do ulicy Kłobuckiej, pod która potok przepływał w dwóch, nisko sklepionych kanałach (fot. 31).

Obrazek
fot. 31 - wypływ potoku spod ulicy Kłobuckiej

Po przejściu ulicy Kłobuckiej znowu trafiliśmy do krainy tonącej w zieleni. Aż dziw bierze, że tak sielskie okolice mozna spotkać w samym środku miasta (fot. 32, 33).

Obrazek
fot. 32

Obrazek
fot. 33

Niestety obraliśmy do wędrówki złą stronę potoku i zamiast przemieszczac się wygodnie rozległymi łąkami musieliśmy przeciskać się wąskim pasem ziemi położonym pomiedzy kanałem, a płotami i parkanami licznych działek i domostw.
Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu musieliśmy baczniej patrzeć pod nogi i dzieki temu dane nam było zauwazyc liczne okazy fauny zamieszkującej wybrzeża Sadurki (fot. 34, 35)

Obrazek
fot. 34

Obrazek
fot. 35

W tzw. "międzyczasie" zdecydowaliśmy się wreszcie uświadomić Wronkę, że cała farba, którą dnia poprzedniego farbowała sobie włosy, spłyneła jej na skutek deszczu i praktycznie od samego początku wyprawy porusza się z obliczem w kolorze soku marchewkowego. Nieboga nie chciała nam wierzyć na słowo, ale traf chciał, ze jak na zawołanie znalazła (na swoje nieszczęście) kawałek stłuczonego lustra, w którym mogła się przejrzeć. :>
W atmosferze rubasznego humoru i dobrodusznych żartow weszliśmy w końcu w teren o większym zadrzewieniu. Powiedzieć las, to za wiele, ale z drugiej strony zbyciue tego stwierdzeniem "kilka drzew", było by znacznie za mało (fot. 36)

Obrazek
fot. 36

Wiedzieliśmy, że zbliżamy się nieuchronnie do pierwszego znaczniejszego, prawostronnego dopływu Potoku, biegnącego rowem Grabowskim od jeziorka Grabowskiego usytuowanego kawałek na południe.
Gdy do niego dotarliśmy wystąpiła pewna nieprzyjemna, nieprzewidziana okoliczność. Okazało się bowiem, że ponad rowem doprowadzającym wode nie ma żadnej kładki. W tej sytuacji nastapiła konieczność przeskoczenia strugi. Jako pierwszy powziął ten czyn, przewodzący grupie Wrzosek. Niestety... ześlizgnął się z przeciwległego, błotnego i wilgotnego brzegu kanałka do wód (nienajczystczych niestety) potoku... Reszta, odnalazła na szczęscie dogodniejszą przeprawę i już sucha noga dotarła na drugi brzeg.
Po pokonaniu tej przeszkody stanęliśmy jak wryci, w obliczu jeziorka (fot. 37), ktore wychynęło nagle zza krzaków po lewej stronie Potoku. Zdziwienie nasze wzięło się stąd, że na mapach którymi dysponowaliśmy, ów zbiornik wodny nie był absolutnie zaznaczony. Po dokładnej obserwacji okolicy jeziorka (fot. 38), ruszylismy raźno w drogę wzdłuż potoku, ktory tuż za tejmniczym jeziorkiem zakręcał w kierunku północnym (fot. 39).

Obrazek
fot. 37

Obrazek
fot. 38

Obrazek
fot. 39

Uszliśmy jednak zaledwie kilkadziesiąt metrów, gdy na naszej trasie pojawiła się kolejna przeszkoda. Potok, który dotychczas płynął przyjaźnie na otwartej przestrzeni, wpadał nagle do mrocznego, podziemnego tunelu. Zaintrygowani Wrzosek i Kasza ruszyli natychmiast na rekonesans (fot. 40, 41)

Obrazek
fot. 40

Obrazek
fot. 41

Oto jaki widok ukazał się ich oczom (fot. 42):

Obrazek


C.D.N.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:40:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
DZIENNIK EKSPEDYCJI NAUKOWEJ "SADURKA '07" - część III

Naturalnie nie okazaliśmy się członkami klubu "miekkich fajek". Nie zdecydowaliśmy się pójść górą i poszukiwac Potoku po drugiej stronie podziemnych tuneli. Przecież moglibyśmy pobłądzić, rozglądać sie z mapą za właściwym kierunkiem, wypatrywać przez lunetę nazwy własciwej ulicy, a może nawet wejśc jakąś tylnią furtką na teren wyścigów i szukać Potoku po jakis krzaczorach. O nie! My nie bacząc na wilgoć, brud, dziwne chrobotania i niskie sklepienia, poszlismy tunelem jak na twardzieli przystało. W tunelach spotkało nas wiele niebezpiecznych, ale i fascynujących przygód. Walczyliśmy z pająkami wielkości fiata 126p, pokonaliśmy bazyliszka (a w zasadzie dwa bazyliszki), zmierzyliśmy się z Balrogiem (tak, tak, tym z Władcy Pierścieni), który tak naprawdę ma 3 metry wzrostu, 60 cm w bikolu i nazywa się Staszek, odkryliśmy miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty, w której na samym środku stała szkatuła, w której ukryto rozwiązania największych zagadek XX i XXI wieku. Dowiedzieliśmy się kto NAPRAWDĘ zabił Kennedyego, jak się miała sprawa z ufoludkami w Roswell, kto stoi za atakami na WTC i kto jest ojcem dziecka Anety K.
Niestety ze względu na postępująco po sobie lawinowo wydarzenia, zapomnieliśmy robić zdjęć i nie uwieczniliśmy tych mrożących krew w żyłach sytuacji, ani nawet co ciekawszych miejsc tunelu... Trudno. Może następnym razem się uda.
Grunt, że kiedy znowu znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni, okazało się, że jesteśmy na jakiś zapleczach torów wyścigów konnych na Służewcu (fot. 43)

Obrazek
fot. 43 - Potok Służewiecki wypływający na terenie Wyścigów na Służewcu

Na krótkim odcinku biegu na terenie Wyścigów, Potok niknął nam pośród jakiejś zieleniny, podobnej do tej ze zdjęcia. Na szczęscie wkrótce dopłynął do jakiegoś bardziej zagospodarowanego i oczyszczonego miejsca. Tam wody strumienia były nalezycie wyregulowane, brzegi oczyszczone, a wzdłuż wiodła wygodna alejka, którą wykorzystalismy do dalszego marszu. Kiedy już wydawało nam się, że wszelkie trudności pozostały za nami, a droga do samego Wilanowa upłynie nam jak pączkowi w maśle, nagle natknęliśmy się na coś dziwnego. Coś czego ani mapy, ani nawet nawet zdjęcia satelitarne z googla nie przewidziały. Oto bowiem tuż przed murem okalającym wyścigi Potok Służewiecki rwąc swe spienione wody (fot. 44), rozlewał się w spore (jak na taki strumyk) zalewisko (fot. 45).

Obrazek
fot. 44

Obrazek
fot. 45 - rozlewisko potoku na terenie Wyścigów.

Szybka analiza zaobserwowanych faktów dała nam natychmiastową odpowiedź: za powstanie owego poszerzenia odpowiedzialne sa z pewnością koparki stojące na brzegach tegoż (widoczne na zdjęciu). Chcieliśmy złapac jakiegoś tubylca i poprzez przypiekanie go żywym ogniem uzyskać od niego informację, w jakim celu wykonano w tym miejscu poszerzenie koryta. Niestety jak na złość, żadnego tubylca pod ręka nie było. Ledwo otrzasnęliśmy się z wrażenia, jakie zrobiło na nas to odkrycie, gdy poczyniliśmy kolejne... jeszcze bardziej wstrząsające. Oto bowiem zbliżając się do brzegów owego rozlewiska, poczuliśmy naglę charakterystyczną woń. Woń ostrą, nieprzyjemną, kojarząca się z gniciem, zepsuciem i nieczystością. Tak! Nie było wątpliwości! Ta woń, to jakże charakterystyczna woń (lub jak to się mówi: zew) Smródki! Ale skąd ona się wzięła? Wszak od samego Okęcia, aż do tej pory Potok Służewiecki nie śmierdział! Okazuje się natomiast, że smród zaczyna się dokładnie w tym rozlewisku! Ale co jest przyczyna owego fetoru? Oto jest pytanie!
Nie na darmo jednak nosimy nasze błyskotliwe głowy na karku. Wystarczyła chwila dedukcji by wszystko stało się jasne. Wyścigi konne --> Konie --> Konie srają --> A co dzieje się z ich nawozem? I już mieliśmy gotową odpowiedź. Jakże się ucieszyliśmy, że udało nam się znaleźć rozwiązanie tej zagadki, co było jednym z celów całej wyprawy.

Niechaj zatem wolno mi będzie oficjalnie ogłosić:

SMRÓDKA ŚMIERDZI DLATEGO, ŻE SRAJĄ DO NIEJ KONIE Z ROZLICZNYCH STAJNI NA TERENIE WYŚCIGÓW KONNYCH.

Kiedy już skończyliśmy sobie gratulować nawzajem niezwykłej przenikliwości, która pozwoliła nam odkryć tą aferę, ruszyliśmy dalej, by okrążyć rozlewisko. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec niespodzianek, na takim małym wycinku trasy. Oto bowiem, gdy doszliśmy do przeciwległego brzegu zalewiska, gdzie spodziewaliśmy się odkryć wypływ, z którego do dalszego koryta uchodzą wody Potoku, skonstatowaliśmy z najgłębszym zdumieniem, że z owego rozlewiska wody NIE MAJĄ NATURALNEGO UJŚCIA :shock:
Oto bowiem wdało się, iż śmierdząca woda, jest transportowana do dalszego biegu kanału przy pomocy pomp i rur, przerzuconymi ponad wałami rozlewiska (fot.46, 47)

Obrazek
fot. 45 - przepompowywanie wód Potoku z rozlewiska do koryta

Obrazek
fot. 46

Nie mogliśmy się nadziwić się tej osobliwości i znowu poczuliśmy ochotę przypieczenia jakiegoś tubylca, by zaspokoić swą ciekawośc, ale znowu los okazał się nieprzychylny i nie wydał żadnego w nasze ręce. Wzruszyliśmy więc ramionami i postanowiliśmy opuścić te nieprzyjazne, śmierdzące rejony... i tu napotkaliśmy na nielada przeszkodę. Okazało się bowiem, że Potok Służewiecki wypływa z terenu Wyścigów pod murami je okalającymi, a przejście to, nie nalezy do najprostszych (fot.47, 48)

Obrazek
fot. 47

Obrazek
fot. 48

Mieliśmy do wyboru: albo jak cieplaki wybrać okrężną drogę i poszukać bramy, a potem wzdłuż muru wracać do strumienia, albo jak na twardzieli przystało przeć do przodu. Chyba jasne jest, która opcję wybraliśmy.
Jako pierwszy za pokonywanie szczeliny pod murem wziął się Wrzosek. Przejście wyszło mu gładko (udało się nie zamoczyć dupy - fot. 49), ale gdy był już po drugiej stronie, niesiony entuzjazmem, stracił koncentrację i osunął się po błotnistym stromym brzegu (po raz drugi tego dnia) w mętne wody Sadurki

Obrazek
fot.49 - tuż po przejściu szczeliną pod murem, na drugą stronę

Następnie przeprawił się Mariusz, potem Wronka, a na końcu Kasza (fot. 50), który w odróżnieniu od pozostałych forsował przeszkodę nie "na wisielca", ale na czworaka.

Obrazek
fot. 50 - Kasza forsujący mur Wyścigów

Odetchęliśmy z ulgą. Przeszkoda pokonana. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, ze przed nami jeszcze jedno trudne przejście.
Po przemierzeniu kilkudziesięciu metrów dotarliśmy do ulicy Rzymowskiego i tunelu, którym Potok Służewiecki przepływał pod jezdnią (fot. 51).

Obrazek
fot. 51

Pozornie nic nie zapowiadało żadnych trudności. Szeokie koryto, tylo cześciowo zajęte przez wody strumienia wydawało się łatwym do przejścia. Jednakowoż już po kilku metrach wody Potoku rozlewały sie na całą szerokość i jedynym możliwym przejściem był betonowy próg o szerokości około 20 cm (fot.52)... akurat tyle co na stopę.

Obrazek
fot. 52 - betonowy próg, dzięki któremu pokonywaliśmy tunel pod ul. Rzymowskiego

Niestety plecaki i bagaże, które mieliśmy znacznie utrudniały poruszanie się po tym wystepie. Tuż u wylotu tunelu znajdowała sie rura ciepłownicza, pod którą nie sposób było przejść. To był odcinek krytyczny. Trzeba było zejść na kamienie leżące w strumieniu, przejść pod rurą, a następnie wdrapać się znowu na wysoki próg. To feralne miejsce udało nam się przejść głównie, dzięki niezawodnym kaloszom Kaszy, dzięki którym mógł on bez obawy wejść w nurt stumienia i asekurować członków wyprawy przechodzących pod rurą.

Po opuszczeniu tunelu znaleźliśmy się w dzikich okolicach zajezdni tramwajowej. Wykarczowane, przez jakiegoś dobrego ducha, brzegi Potoku umożliwiły na żwawy marsz. Spłoszone żaby umykały spod naszych stóp całymi gromadami, dając susa do wody, a my czując, ze docieramy do przyjaźniejszych naszym stopom terenów, odzyskiwaliśmy wigor i animusz. Przed nami pozostawała tylko jeszcze przeprawa pod ulicą Puławską.

Mając za sobą już mur wyścigów i tunel pod Rzymowskiego, przejście pod Puławską jawiło nam się jako bułka z masłem. Szeroki próg umożliwiający w miarę wygodne poruszanie, wyższe sklepienie nie powodujące uczucia klaustrofobii i płytszy nurt dający w przypadku wpadnięcia nadzieję zamoczenia się tylko nieco ponad kostki, a nie do kolan.
Wszystko to sprawiło, że w czeluście tunelu weszliśmy z werwą i podniesionymi czołami... ba! Niektórzy nawet pogwizdywali.

Maszerowaliśmy raźno do czasu, gdy nagle z przeciwległej strony tunelu usłyszeliśmy głos. Gdy się spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał, ujrzeliśmy tylko mroczną, widmową postać. (fot. 53).

Obrazek
fot. 53 - mroczna postać w tunelu pod ulicą Puławską

Poczuliśmy, jak włosy na karku stają nam dęba!

C.D.N.


Ostatnio zmieniony śr, 06 czerwca 2007 13:37:42 przez Pet, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:41:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
DZIENNIK EKSPEDYCJI NAUKOWEJ "SADURKA '07" - część IV

Przywarliśmy ze strachu do ściany, sparaliżowani trwogą. Nie mogliśmy ruszyć się ani w lewo, ani w prawo. Nagle czarna postac znowu się odezwała i tako rzecze: "Mąż ile tym masz lat, żeby sie po takich dziurach włóczyć. Chodź tutaj. Mam dla Ciebie kanapki i browara". Jak się okazało, była to ssylwia, która postanowiła dołączyć do naszej wyprawy, ale nie mogąc się nas doczekac w umówionym miejscu, weszła do tunelu, żeby schować się przed deszczem. Z jej punktu widzenia, wyglądaliśmy mniej więcej tak (fot. 54):

Obrazek

Po opuszczeniu tunelu (fot. 55) postanowiliśmy zrobić krótki popas, podczas którego obfotografowaliśmy flakony odkryte w tubylczej chacie (fo. 56, 57).

Obrazek
fot. 55

Obrazek
fot. 56

Obrazek
fot. 57

Odpoczywając, słuchaliśmy ssylwii, która dzieliła się z nami swoimi uwagami i obserwacjami, poczynionymi podczas oczekiwania na nas.
Dowiedzieliśmy się między innymi o tajemniczych konstrukcjach betonowych znajdujących się opodal (fot. 58) - prawdopodobnie były to miejsca, w których kultywowano jakieś pradawne wierzenia.

Obrazek
fot. 58

Jak się jednak okazuje wyznawcy owego kultu, przetrwali do dzisiaj, o czym niezbicie świadczyły odnalezione przez ssylwię ślady (fot. 59, 60, 61)

Obrazek
fot. 59

Obrazek
fot. 60

Obrazek
fot. 61

Ssylwia, zwróciła też nasza uwagę, na ciekawy z punktu widzenia antropologicznego, obyczaj polegający na spławianiu Potokiem, przez tubylcze dzieci, dziwnej, białej substancji (fot. 62)

Obrazek
fot. 62

Zachowanie takie, ma wg tutejszych wierzeń, przynieść akceptację wśród rówieśników, oraz szczęście, zdrowie i radość. Z powodu braku białej substancji, nie mogliśmy niestety zweryfikować empirycznie tego przesądu.

Po spożyciu pokarmów i uzupełnieniu poziomu płynów ruszyliśmy dalej, w dół Doliny Służewieckiej, podziwiając jej malowniczość i bogactwo organizmów żywych (fot. 63, 64, 65)

Obrazek
fot. 63 - Dolina Służewiecka (widok od ul. Puławskiej)

Obrazek
fot. 64 - zaobserwowane lotne okazy organizmów zywych

Obrazek
fot. 65 - jeden z niewielu pozosotałych do dziś akwenów stojacych w Dolinie Służewieckiej

Po pewnym czasie dotarliśmy do miejsca, gdzie Potok Służewiecki przecina ulica o wiele mówiącej nazwie Dolina Służewiecka (fot. 66)

Obrazek
fot. 66

Podjęliśmy decyzję, że ze względu na wysokośc przepływu, tym razem nie będziemy forsowali przejścia pod ulica, ale poprzestaniemy na przejści górą. Tym bardziej, ze coraz mocniej dawało nam się we znaki znużenie (fot. 67), wędrowaliśmy już bowiem około pięciu godzin.

Obrazek
fot. 67 - mina Kaszy wyrażająca znużenie

Jednocześnie, jednogłośnie ustaliliśmy, iż nadeszła najwyższa pora na bliższe zapoznanie się z jakąś miejscową placówką gastronomiczną mającą zezwolenie na sprzedaż napojów wyskokowych. Ze względu na położenie wybór padł na lokal, o ludycznie brzmiącej nazwie "Szopa". Nasze obawy budził tylko fakt, że do przybytku onego zabraniano wejścia w obuwiu sportowym. Nie wiedzieliśmy jak zostaną zakwalifikowane "wellingtony" Kaszy... tym bardziej, że po przejściach, które mieliśmy woń naszej grupy daleka była od aromatu róży o poranku.
Gdy dotarliśmy do wrót lokalu, okazało się, że nasze obawy są całkowicie bezzasadne, z tego powodu, iż szynk ten jest na głucho zamknięty. Chcąc nie chcąc wróciliśmy na szlak i ruszyliśmy dalej w stronę ulicy Arbuzowej. Po drodzę zarządzony został jeszcze jeden postój. Zorganizowaliśmy go w miejscu, które w 1997 i 1999 roku było areną heroicznych walk człowieka z żywiołem powodzi. Świadectwem po tych dramatycznych wydarzeniach były worki z piaskiem włożone wzdłuż koryta. Licząc na miłe uczucie miekkości pod miejscem gdzie plecy kończą się definitywnie, postanowiliśmy wykorzystac ten wał, jako miłą ławeczkę.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że z wymarzonej miekkości nici. Na przestrzeni lat, piasek w workach skawalił się, zamieniając w twardą bryłę, dającą schronienie ślimakom. Wobec tak niemiłego zaskoczenia, daliśmy upust naszej frustracji pohukując gromko pod oknami jakiegoś snobistycznego apartamentowca i niepokojąc jego mieszkańców.

Po wypaleniu papierosów, podjęliśmy przerwaną wędrówkę. Ulicą Arbuzową dotarliśmy do Al. Wilanowskiej, a tam obraliśmy kierunek na Wilanów. (fot. 68)

Obrazek
fot. 68 - wędrówka wzdłuż Al. Wilanowskiej

W pewnej chwili zauważyliśmy niezwykłe poruszenie wśród kaczek popasających na przeciwległym brzegu Potoku. Jego przyczyną okazał się być szczur, który co rusz wyskakiwał z zamieszkiwanej przez siebie nory, w kilku susach dopadał, do wysypanego przez jakiegoś poczciwnię chleba dla kaczek i pochwyciwszy kawałek, uciekał czym prędzej. Pomimo jego zwinnośći udało nam się go uwiecznić (fot. 69). Przynać jednak trzeba, że nie było to łatwe i zanim padł on ofiarą naszych obiektywów, musielismy czekać dłuższy czas uzbrojeni w cierpliwość (fot. 70)

Obrazek
fot. 69 - szczur-rabuś

Obrazek
fot. 70 - foto-łowy na szczura

Po tym incydencie już bez żadnych przygód dotarliśmy do Wilanowa. Na nasze powitanie wystapił taki oto dziwny czworonóg (fot. 71)

Obrazek
fot. 71 - nieprzyjemny w dotyku organizm żywy

Nic już nie stało na przeszkodzie, byśmy mogli skierować swe kroki na obszar okalający parki pałacu królewskiego (fot. 72) i pokonać ostani już odcinek wędrowki.

Obrazek
fot. 72 - okolice Pałacu Królewskiego - grupa pozuje do zdjęcia z drzewem-uchem

Po ponad sześciu godzinach marszu, ekstremalnie wyczerpani docieramy do miejsca, gdzie Potok Służewiecki kończy swój bieg w wodach Jeziorka Wilanowskiego (KTMWTW PDK ;). Jeszcze tylko pożegnalne zdjęcia... (fot. 73, 74)

Obrazek
fot. 73 - od lewej: Wronka, Mariusz, Kasza Wrzosek

Obrazek
fot. 74 - od lewej: Wronka, Mariusz, ssylwia, Kasza

...I EKSPEDYCJA "SADURKA '07" ZOSTAJE UZNANA ZA ZAKOŃCZONĄ.

W najbliższym czasie opublikowane zostaną wnioski i uwagi, kóre poczyniliśmy podczas trwania ekspedycji.

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:43:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
PODSUMOWANIA, WNIOSKI, UWAGI KOŃCOWE

Ekspedycja "SADURKA '07", która odbyła się 2 czerwca A.D. 2007, dowiodła ponad wszelką wątpliwość:

1) Wbrew pierwotnym przypuszczeniom, Staw Sadurka i zasilający go ciek wodny biegnący na otwartej przestrzeni pomiędzy ulicami Hynka, a 17 Stycznia, nie mają obecnie nic wspólnego ze współczesnym Potokiem Służewieckim. Prawdopodobnie są to pozostałości po pierwotnym korycie rzeki Sadurka, wykorzystywane dziś jedynie jako zbiorniki dla wód ściekowych
2) Miejscem, które nalezy uznać, za ogólnodostępne źródło Potoku Służewieckiego jest jego wypływ, z oczyszczalni ścieków, przy ulicy Wirażowej.
3) Potok Służewiecki nie wydziela smrodu na całym swoim odcinku. Pomiędzy ul. Wirażową, a rozlewiskiem na terenie Wyścigów, smród jest niezauważalny. Apogeum, a zarazem źródło fetoru znajduje się na w/w rozlewisku. W dalszym biegu potoku smród wystepuje raczej sporadycznie, z różnym natężeniem.

Pisząc o ekspedycji, nie sposób nie wspomnieć, o ślimkach, które zasługują na szczególną uwagę. Ich spore skupiska napotkaliśmy już w okolicach Stawu Sadurka, a potem towarzyszyły nam praktycznie na całej trasie wzdłuż Potoku Służewieckiego. Ich zagęszczenie wynosiło w niektórych miejsach 2763500275153 sztuk na m2. Wiele z tych mięczaków ponisło bohaterską śmierć pod naszymi butami, zwłaszcza w najbardziej ekstremalnych odcinkach przeprawy.

Dlatego aby uczcić te bohaterskie, choć obrzydliwe, stworzenia zdecydowano się na utworzenie odznaczenia ich imienia, którymi uhonorowani zostaną członkowie ekspedycji. I tak:

Wronka zostaje odznaczona orderem Ślimaka-golasa pomarańczowego I klasy, za niezaplanowany makijaż, którym nader skutecznie odstraszała nieprzyjaźnie nam nastawionych tubylców
Mariusz zostaje odznaczony orderem Ślimaka-golasa brunatnego I klasy, za ofiarne niesienie (nawet w najcięższych warunkach siaty, z zabytkowymi flakonami, znalezionymi w tubylczej chacie
Kasza zostaje odznaczony orderem Ślimaka-golasa centkowanego I klasy, za najlepsze przygotowanie obuwnicze do ekspedycji, tudzież za sumienne sprawowanie funkcji "lunetowego"
Ssylwia zostaje odznaczona orderem Ślimaka-golasa czarnego I klasy, za dostarczenie w newralgicznym momencie wyprawy kanapek i piwa, oraz za poczynienie wielu ciekawych obserwacji, które w natłoku wydarzeń umknęły by członkom wyprawy.
Wrzosek zostaje odznaczony orderemŚlimaka Winniczka ze skorupką I klasy, za dwukrotne, bohaterskie wpierdolenie się do wody.

Ekspedycja "Sadurka" dostarczyła nam wielu nauk na przyszłość i powodów do refleksji, a mianowicie:
1) W przypadku organizowania kolejnej wyprawy należy pamiętac o zabraniu:
- liny,
- notesu,
- wodoodpornej mapy,
- większej ilości piwa,
- nożyc do cięcia krat i drutów (przydatny do przedzierania się na tereny działkowe)
Ponadto, gdyby chodziło o wyprawę, ktorej przewidywana trasa mogła by wieść podziemnymi kanałami:
- kaloszy (najlepiej takich po samą dupę)
- palnika acetylenowego do cięcia krat kanałów.
2) Jeżeli nie dysponujecie własną działką, a szukacie w Warszawie dobrego miejsca na grilla z kumplami, radzę się zainteresowac terenami rozciagającymi się pomiędzy ulicami Kłobucką, a Łączyny.
3) Jeżeli jesteście miłośnikami francuskiej kuchni, a zwłaszcza ślimaków i żabich udek, to możecie zbierać winniczki całymi garściami nad Stawem Sadurka, przy 17 Styucznia, bądź w Wilanowie, w okolicach restauracji Villa Nova, natomiast zatrzęsienie żab znajdziecie w okolicach pętli tramwajowej na Służewcu.

To by było chyba na tyle.

Darz bór i do zobaczenia na kolejnej ekspedycji <8)

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:53:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20849
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Mistrzu! :shock: :shock: :shock: :shock:
Pokłony.... :bravo:

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 12:55:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12744
Skąd: Poznań
Czytało się niesamowicie, jak o jakiejś wyprawie na Borneo! :brawa:

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 13:05:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 20:53:47
Posty: 4080
Skąd: Chełm (k. Mistycznego Miasta Lublina) - Warszawa (Stacja Ursynów)
Osz k..wa!
Dla takich tematów warto żyć! Megaczad!

Pet! :piwo: :piwo: :piwo:

_________________
kocham cię
kocham cię
śmierć w Wenecji
miłość w Warszawie

Obrazek
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 13:12:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 22 listopada 2004 13:05:36
Posty: 7312
Skąd: Warszawa/Stuttgart
Czad!!!!
:brawa:
:shock:

_________________
Klaszczę w dłonie ...
... by było mnie więcej ...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 13:12:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 10:50:58
Posty: 890
Skąd: strangeland
Fascynujące!!!

Brawo Pet!
:piwo:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 13:40:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 16:00:25
Posty: 20010
mało oryginalnie jestem pod wrażeniem :)

my chyba kiedyś też braliśmy udział w jakiś rytuałach nad Potokiem Służewieckim, jakoś w początkach istnienia Tajnej Kwatery

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 13:45:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18717
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Budyń pisze:
my chyba kiedyś też braliśmy udział w jakiś rytuałach nad Potokiem Służewieckim, jakoś w początkach istnienia Tajnej Kwatery


Owszem. Takie wydarzenie miało miejsce. Czynilismy to na wysokości ul. Batuty... tylko, że wtedy było ciemno i go nie widzielismy. :)

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 14:01:30 
Mentalny powrót do wypadów podstawówkowych!
Arcanum Arcanorum


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 06 czerwca 2007 14:15:13 

Rejestracja:
pn, 15 listopada 2004 11:18:52
Posty: 5708
Skąd: ełk/warszawa
Trzeba mieć fantazję dziadku :D


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group