Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 22 października 2019 09:18:32

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 31 października 2007 10:42:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22020
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Arasku - ja wiem o tym zamieszaniu ze źródłami Sanu i traktuję to tak samo jak źródła Amazonki - nie jest do końca jasne, który potok źródłowy jest właściwym, byłem na jednym z nich. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 03 listopada 2007 13:42:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 26 września 2007 22:16:55
Posty: 320
Whoa, Pippinie, rewelacja!!! Fantastyczna wyprawa! :peace:
No i Wielkooczanskie zabytki całkiem całkiem!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 03 listopada 2007 13:45:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22020
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
A założysz wątek o Indiach? :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 03 listopada 2007 22:12:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
haha właśnie.

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 04 listopada 2007 00:12:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 26 września 2007 22:16:55
Posty: 320
Aaaa, wątek o Indiach? Tak od razu? ;) A potem ktoś do mnie napisze, że to nie jest forum podróżnicze 8)

A na serio, to będzie relacja na stronie mojego liceum.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 06 listopada 2007 09:53:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 11 kwietnia 2006 10:07:23
Posty: 164
Skąd: riverside
Ech, ja jak zwykle spóźniona…

Świetne zdjęcia, świetna relacja !
W przyszłym roku na jesieni koniecznie musze stanąć na Bukowym Berdzie – może też trafi się wtedy tak malownicze załamanie pogody ? ;)
Zdjęcie ze zdziwioną krową przy drodze w Tarnawie Niżnej dobrze oddaje klimat tego, rzadko odwiedzanego przez turystów, miejsca. Jak ja tam byłam to zamiast krowy dziwiło się stadko owiec ;)
Pusty parking przy hotelu w Mucznem – hmm… Ciekawi mnie jak wygląda Muczne opanowane przez zgraję turystów - hehe – w zeszłym roku próbowaliśmy zarezerwować nocleg na listopadowy długi weekend i nie było miejsc ani w Wilczej Jamie ani we wspomnianym wyżej hotelu :roll:

Peregrin Took pisze:
miałem apetyt na słynnego terczańskiego pstrąga, niestety ów przybytek gastronomiczny nie był czynny.


Zapewne zrekompensowaliście to sobie w Leśniczówce? :D

_________________
...ludziom trzeba przypomnieć o duchowości...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 06 listopada 2007 10:02:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22020
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
No właśnie parking przy hotelu w Mucznem był pusty, a miejsc w hotelu niby nie było - dziwne.
Krowa w Tarnawie faktycznie była zdziwiona - zrobiłem jej też zdjęcie z bliska, wtedy dopiero widać to zdziwienie. :wink:
agu pisze:
Zapewne zrekompensowaliście to sobie w Leśniczówce?

Poniekąd, ale nie do końca - też zamówiłem pstrąga i usłyszałem "Nie ma, w tej pogodzie ciężko złapać". Najpierw posmutniałem, ale po chwili doceniłem profesjonalizm odpowiedzi - że jak mają pstrągi to konkretne, świeże, a nie np. jakieś tam mrożonki! :D Więc stanęło na schabowych...

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 14 listopada 2007 09:44:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 11:17:46
Posty: 4856
Skąd: Biadacz
Pipin - piękna relacja, piękna wyprawa... nie pozostaje nic innnego jak ponownie pozazdrościć...

pozdro...
KoT


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 11 lutego 2008 20:05:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 10 marca 2007 11:18:31
Posty: 3575
Skąd: nigdzie
ja bieszczady kocham po prostu...... w tym roku byliśmy z ekipą tydzień pod namiotami i za rok będzie to samo :P

_________________
....więc czekać musisz na wczorajszy dzień....


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 19 lutego 2008 15:22:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22020
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
To cieszy.

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 02 września 2009 18:17:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Prosto po Radocynie pojechałam w Bieszczady. Od paru ładnych dni próbuję napisać relację, ale strasznie wolno mi to idzie. Poza tym za dużo tego wychodzi. W związku z tym - nie ma rady - będzie w odcinkach:

Dzień 0 i 1:

Zaczęło się od tego, że we wtorek o 11 byłam umówiona z moją przyjaciółą w Jaśle, skąd miałyśmy jedyny w ciągu dnia bezpośredni autobus na miejsce. Co oznaczało, że albo wyjadę z Radocyny we wtorek rano autobusem o 8.30, albo w poniedziałek i przenocuję w Jaśle. Żeby doczołgać się na poranny wtorkowy autobus ze swoim kochanym plecaczkiem musiałabym wyjść chyba o 6 rano, a żeby wyjść o 6 rano musiałabym nie wiem o której wstać, żeby zwinąć namiot itp. W związku z tym wybrałam opcję noclegu w Jaśle, z pewną obawą, że może mnie to trochę kosztować. Ale udało mi się znaleźć tani hotel. Szczęśliwa udałam się na miejsce, marząc o kąpieli w cywilizowanych warunkach i takich tam... NIGDY WIĘCEJ TANICH HOTELI!!! To ja już wolę w krzakach albo na dworcu!
Pokój obok mnie był pełen podpitych, imprezujących roboli, którzy trzymali drzwi otwarte na oścież i kursowali pomiędzy nim a jedyną w tym przybytku łazienką, która znajdowała się naprzeciwko. Dialogi mocno niewybredne. Na mój widok rzucili niby grzeczne 'dzień dobry', jednakowoż dość zaczepnym tonem. Grzecznie odpowiedziałam, zaczepki nie szukając, i postarałam się jak najszybciej dostać do swojego pokoju i zamknąć od środka. Tu usiadłam na łóżku dość blada z przerażenia i zastanawiałam się, co dalej robić. Lać mi się chciało jak cholera, ale do tej łazienki przecież w życiu nie wejdę! O kąpieli to raczej mogę zapomnieć... Najchętniej nie wychodziłabym z pokoju, zwłaszcza, że teksty tych panów brzmiały coraz groźniej i kazały w każdej chwili spodziewać się nawet mordobicia. Ale muszę jeszcze iść po zakupy na śniadanie i coś zjeść... Zebrałam się w końcu na odwagę, wyszłam. Obyło się na szczęście bez zaczepek. Pilną potrzebę załatwiłam w dworcowym kiblu, do którego nie miałam jakoś specjalnie blisko, ale bardzo daleko na szczęście też nie. Obiad zjadłam, zakupy zrobiłam. Czas wracać...
Na szczęście drzwi od pokoju owych panów, jak również od łazienki, gdzie niestety wciąż siedzieli, tym razem okazały się być zamknięte. Po jakimś czasie towarzystwo najwyraźniej skończyło korzystać z toalety i całkiem zamknęło się u siebie. Co ośmieliło mnie do skorzystania z tegoż przybytku oraz nabrania wody w butelkę pt 'kto wie, może to będzie cała moja kąpiel tego dnia'. Ale, że łazienka była pusta, ośmieliłam się obejrzeć prysznic, który okazał się kryć za solidnie zamykanymi drzwiami. Chyba jednak zaryzykuję, pomyślałam... Choć godzina była wczesna, zabrałam się tam czym prędzej, nie chcąc tracić tej chwili spokoju. Uff... udało się! Nie zmienia to faktu, że sama w wielkiej koedukacyjnej sali prysznicowej w Radocynie czułam się bezpieczniej, niż tu. Wychodząc, natknęłam się na jednego z nich, który popatrzył na mnie jak na juefou (może był pod wrażeniem mojej odwagi albo głupoty???).
Wróciłam do siebie, zamknęłam się i nie wychodziłam już do rana. Impreza obok trwała jeszcze długo... Rano panowie zniknęli. Opuściłam ten nieszczęsny przybytek bez problemów i bez żalu.

Na dworcu koleżanka Ela już czekała, autobus nieco spóźniony, w końcu przyjechał.
Teraz jestem winna małe sprostowanie. Niektórzy forumowicze pytali mnie, dokąd jadę i mówiłam, że 'eee... chyba do Rawki'. Otóż niepewność w moim głosie była uzasadniona, celem naszej podróży nie była miejscowość Rawka, tylko góra o tejże nazwie, a dokładnie to schronisko 'Pod Małą Rawką'.

Droga do schroniska okazała się być jeszcze bardziej pod górkę i wertepiasta, niż droga z Wyszowatki do Radocyny. Na szczęście liczyła sobie 900 m a nie 4,5 km. Z pomocą Eli, która sama prawie nic nie wzięła i miała bardzo mały plecak, dowlokłam swój kochany bagaż na miejsce.
Trud pokonania tej drogi nie przysłonił mi jednak jej piękna. Właśnie wtedy, tam, w tamtej chwili zrozumiałam, za co ludzie tak kochają Bieszczady. Wcześniej, dawno temu, byłam w Bieszczadach raz, ale to był taki raz, który się praktycznie nie liczy... prawie nic wtedy nie zobaczyłam. Potem długo mnie nie ciągnęło w tamte strony, dopiero ostatnimi czasy naoglądałam się trochę zachęcających zdjęć i nabrałam ochoty, żeby tam pojechać. A rzeczywistość - jak to zwykle bywa - zdjęcia przerosła! Nastąpił pierwszy przypływ dobrego nastroju...
Obrazek
Obrazek
Samo schronisko okazało się być całkiem przytulne. Ela przyznała się, że z obawy, że nie dotrę na czas do Jasła, zarezerwowała nocleg dopiero od jutra. Zastanawiałam się, czy będę w związku z tym zmuszona znowu rozkładać namiot. Szczęśliwie okazało się, że nasz pokój jest wolny już od dziś. Miał kształt prawie trójkąta prostokątnego. :) A widok z okna jaki! Prosto na Połoninę Caryńską!

Kiedyśmy się rozlokowały, było już późne popołudnie. Na wyprawę w góry za późno. Postanawiamy przejść się do Ustrzyk Górnych, zrobić zakupy, zjeść coś. Po drodze mijamy wielkiego świerszcza na jezdni i ratujemy mu życie.
Obrazek
Nas mija co raz to jakiś bus, dając nadzieję na łatwy powrót. Ja czuję się świetnie i chyba mogłabym iść na piechotę i w drugą stronę, ale Elka po nocy spędzonej w pociągu pada z nóg. W Ustrzykach wbrew obawom zastajemy jeszcze otwarte sklepy. Obiad jem w przybytku, który okazuje się lepić z brudu. Jedzenie nie jest złe, ale wiem, że więcej tu nie przyjdę. Ela postanawia żywić się tylko pięknem przyrody...
Później łapiemy busa z osobliwym, gadatliwym kierowcą i wracamy do schroniska.

cdn...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 września 2009 06:46:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 14360
Skąd: Poznań
Masz reporterskie pióro!
Już sam opis hotelu i te pełne napięcia chwile...

Fengari pisze:
Tu usiadłam na łóżku dość blada z przerażenia i zastanawiałam się, co dalej robić. Lać mi się chciało jak cholera, ale do tej łazienki przecież w życiu nie wejdę!


:-D :piwo:

_________________
Kolejne paczki spowodują podwojenie ilości haczyków


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 września 2009 08:57:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 22020
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Fengari pisze:
Lać mi się chciało jak cholera

Fengari pisze:
Pilną potrzebę załatwiłam w dworcowym kiblu

Co za słownictwo, młoda damo! :lol:

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 września 2009 15:39:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
co za horror!!!!! :shock:

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 03 września 2009 16:59:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 8212
Skąd: Piła wojenna
Oj prawda, dawno się tyle strachu nie najadłam!
Peregrin Took pisze:
Co za słownictwo, młoda damo!

Zawstydzasz mnie Waćpan dziś już po raz wtóry! :oops: :wink:

Ok, ciąg dalszy:

Dzień 2

Pobudka o 8 rano. :roll: A ja myślałam, że urlopy są od tego, żeby się wyspać... Elka zaplanowała jakąś długą trasę. Zdałam się na jej plany, bo ona zna te okolice dobrze, choć dziwnie się czuję w roli osoby, która w tak małej grupie idzie na ślepo tam, gdzie ktoś jej każe. :wink:
Ruszamy na tę górę, u stóp której mieszkamy - czyli Rawkę Małą i potem Wielką. Krótko idziemy razem, szybko się rozdzielamy. Powód? Zaczęło być pod górkę, hehe. A to oznacza drastyczne spowolnienie mojego tempa. Uprzedzałam przed wyjazdem 100 razy, że chodzę tragicznie! :twisted: Umawiamy się, że spotkamy się na szczycie. Odpowiada mi taki układ, jest zdecydowanie mniej stresujący.

Trochę drogi przez las, gdzie mieszkają trolle
Obrazek
i zaczynają się pierwsze widoki, przyozdobione jarzębiną na pierwszym planie.
Obrazek
Wraz z nimi zaczynają się pierwsze jagody. Mniam! :) Wychodzę w końcu powyżej linii drzew i słynne bieszczadzkie przestrzenie mogę wreszcie podziwiać na własne oczy.
Obrazek
Są p i ę k n e, nie tylko, że mnie nie zawiodły, ale nawet przerosły moje oczekiwania! Niebo! I coś o czym muszę koniecznie napisać - wszędobylskie bieszczadzkie trawy! Max gwiazdek, moja miłość od pierwszego wejrzenia!
Obrazek
Dziwi mnie tylko jedna rzecz. Zawsze myślałam, że Bieszczady to góry raczej bezludne. A tu kupa turystów, w Tatrach w lipcu nie widziałam tylu, co teraz tutaj! Kolejne dni przyniosą jeszcze większe tłumy... Wkurzało mnie to o tyle, że włazili w obiektyw, kiedy człowiek chciał robić zdjęcia samej przyrodzie. ;) Ale przy odrobinie uporu udawało się i to. :)
Na szczycie Małej Rawki Ela zapytana, czy długo na mnie czeka, odparła, że jakieś pół godziny.Jestem zdziwiona, że tak krótko :mrgreen: . Dalej idziemy już razem, Wielka Rawka nie jest dużo dalej ani dużo wyżej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Widoki coraz piękniejsze. Dowiaduję się, że kolejnym celem wyprawy jest Krzemieniec. Dalej szlak prowadzi przez las i widoki niestety znikają. :( Dochodzimy do Krzemieńca i słupa - granicy Polski, Ukrainy i Słowacji, i mamy z tego faktu niezłą radochę. Zwłaszcza ja, bo pierwszy raz jestem w tak szczególnym punkcie. Teraz mogę się pochwalić, że w ciągu jednego dnia przeszłam na piechotę przez 3 kraje! :D
Teraz Ela informuje mnie, że dalej chce iść szlakiem niebiesko-czerwonym szczytami do Rabiej Skały, co wg przewodnika oznacza 5 godzin trasy. Na co ja ją informuję, że 5 godz. wg przewodnika to w moim wykonaniu jest prawdopodobnie 10. Jest jednak jeszcze wcześnie, bez sensu byłoby wracać, więc decydujemy się iść.

Droga wiedzie głównie przez las, znowu mało widoków (ale jak już są, to rewelacyjne), za to polanki przytrafiają się pyszne.
Obrazek
Uświadamiam sobie, że jak na tak długą trasę, wzięłam ze sobą stanowczo za mało picia. Na szczęście wszędzie jest mnóstwo jagód, malin i jeżyn, więc udaje mi się przez jakiś czas zaspokajać pragnienie.
Dopóki idziemy głównie w dół, wszystko jest ok. Niestety, przy którymś kolejnym podejściu pod górę siły zaczynają mnie opuszczać. Mój beznadziejno-kondycyjny organizm toleruje zasadniczo tylko jedno wejście na górę w ciągu dnia. W pewnym momencie owoce się kończą i robi się naprawdę źle... a ja zaczynam być zła, że się dałam w ten szlak wrobić i uwierzyłam, że ciężko to będzie tylko do Rawki, a potem to już łagodnie i przeważnie w dół. Przy wchodzeniu na Czoło miałam nadzieję, że to już Rabia, niestety spotkało mnie srogie rozczarowanie. Zostałam daleko w tyle i naprawdę nie miałam już sił... Na szczycie Ela na mnie czekała i poinformowała, gdzie jesteśmy. Kiedy przed moimi oczami ukazało się faktyczne podejście na Rabią, nie miałam pojęcia, jakim cudem zdołam tam wleźć, choć obiektywnie wysoko bynajmniej nie było. Znowu zostałam w tyle.
Obrazek
Na szczęście znów pojawiły się maliny. Niesamowite, jakiego te małe owocki dodały mi pałera. Sama nie wiem kiedy znalazłam się na Riabej. Gdzieś po drodze znalazłam Elkę na jakimś tarasie widokowym. Przynajmniej było tu pięknie!
Obrazek
Po dojściu na szczyt wyglądałam już tylko szlaku w dół. Niestety, przyszło kolejne rozczarowanie. Słowacka Riaba Skala wbrew moim oczekiwaniom okazała się nie być jeszcze wcale polską Rabią Skałą, trzeba było iść dalej, szczęśliwie nie było już tutaj dużej różnicy poziomów.
Obrazek
Wokoło sporo jagód. Posilam się nimi i tylko dzięki nim jeszcze żyję. Ela zła, że tracę na nie czas (późno się zrobiło wg niej), a ja wiem, że bez nich nie przeszłabym 1/10 dzisiejszej trasy w ogóle.

Dochodzimy w końcu do szlaku żółtego wiodącego do Wetliny i tu dopiero zaczyna się stres! Drogowskaz mówi, że przed nami 3 godz. drogi! A Ela od początku była przekonana, że 45 min. Gdzieś znalazła takie info, teraz sama nie mogła sobie przypomnieć, gdzie. Widzę autentyczną panikę na jej twarzy, więc wiem, że tym razem już nie ściemnia. Ja jednak poprzysięgam kupić sobie własną mapę i nigdy już nie wierzyć jej ani jej głupiej mapie pozbawionej poziomic. Ela uparcie chce pokonać ten odcinek w 45 min i narzuca tempo. Ja nie jestem w stanie iść szybciej, niż idę, więc mam to gdzieś i jestem wkurzona. Niestety, wciąż co jakiś czas trafiają się podejścia w górę. Jestem załamana. Moje postanowienie kupna mapy umacnia się. Elka mnie popędza, a mi w pewnym momencie wysiada kolano. Potworny ból i przekonanie, że nie dam rady zrobić ani kroku dalej i przyjdzie spędzić mi tu noc. Jakoś się jednak posuwam do przodu, jęcząc i wyjąc i ból powoli zaczyna ustępować, po to, żeby co jakiś czas powracać. Okazuje się, ku mojej rozpaczy, że przed nami jeszcze kilka gór (ok, niewielkich górek, ale ja już naprawdę nie mogę). Na Jaworniku odbijamy w szlak zielony i schodzimy wreszcie do Wetliny. Gdzieś po drodze tym razem Eli wysiadają kolana i to oba. W dodatku trwalej, niż moje i dają jej się we znaki jeszcze przez kolejne dni. Przez cały czas panikuje ona, że nie będziemy miały czym wrócić. Ja jakoś jestem spokojna, tak naprawdę wcale nie jest jeszcze późno, na pewno jeszcze jeżdżą jakieś busy, a jak nie, to zawsze można łapać stopa. Inna rzecz, że po całodziennym żywieniu się jagodami wyglądam trochę jak wampir i wątpię, czy ktokolwiek chciałby się zatrzymać :ogr: .

Na przystanku okazuje się, że za pół godziny mamy normalnego PKSa. Dowiaduję się od stojących tam ludzi, że niedaleko jest jeszcze czynny sklep. Elka znowu panikuje, że jak tam pójdę, to nie zdążę na autobus, a ja za grosz już nie pojmuję jej irracjonalnego strachu. Idę, robię zakupy i wracam, tymczasem przyjeżdża nadprogramowy bus. Wiem, że jak na niego nie zdążę, to będzie bardzo zła, więc biegnę i dopadamy go. W środku okazuje się być już pełno ludzi i kierowca oznajmia, że weźmie nas, ale któraś musi jechać w bagażniku. :shock: Po pierwszym szoku dochodzę do wniosku, że to może być fajne doświadczenie i zgadzam się na ochotnika. Ela idzie ze mną i kierowca pakuje do bagażnika nas obie. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, bagażnik okazuje się nie być zamkniętym, czarnym pomieszczeniem, a jedynie tyłem busa, wolnym miejscem za siedzeniami, w którym ustawiono dwa taborety, telepiące się na zakrętach.

Wracamy do schroniska. Elce znowu nie chce się nic jeść, ale ja, głodna jak wilk idę spytać, czy nie mają jeszcze czegoś ciepłego do jedzenia, mimo, że oficjalnie obiady wydawane są tylko do 20. Dowiaduję się, że owszem, krokiety. I tak oto udaje mi się załapać na obiad, na który nie miałam już nadziei. :D

cdn...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group