Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 12 grudnia 2017 11:02:28

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 20  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 16:57:03 
Jestem mieszczuchem i to trzeba mieć na względzie, czytając.

Pamiętam taką scenę: po długiej wyprawie nasz Opiekun Naukowy (ON) wyprowadził nas na wierzch roztoczańskiego wzgórza, z którego rozciągał się fantastyczny widok na las o granicach poza zasięgiem naszych wzroków (Puszcza Solska?). ON coś pewnie opowiadał, ja pewnie nie słuchałem – tak to wtedy niestety było… – patrzyłem. I nagle poznałem pewien dysonans – uświadomiłem sobie taką jedną nieprzystawalność doświadczeń zbieranych już od dziecka. No bo jak? Z jednej strony muzeum, książki, filmy i programy przyrodnicze (pamiętacie „Zwierzyniec”?) – ja w tym wszystkim taplałem się od małego (z racji wykształcenia i zawodu mojej mamy) i to wszystko twierdziło, że dzikie zwierzęta istnieją i żyją również poza zamojskim czy wrocławskim zoo (pamiętacie Gucwińskich?). A z drugiej – las, las, las (no, niechże już pozostaniem synonimem krajobrazu niemiejskiego – tak wtedy było, a i teraz będzie łatwiej pisać) – z tych samych powodów go znałem (jak znajomego, a nie – mieszkanie) i kochałem. Tylko jakoś tych zwierząt w nim nie było… Nie to, że szukałem, ale jednak… Patrzyłem więc z tego wzgórza i próbowałem sobie wmówić: tam żyją zwierzęta, tam żyją zwierzęta – opornie to szło i chyba wtedy nawet nie doszło za bardzo.
Popatrzcie: co z tego, że pokazują (ON) jamę borsuka, skoro borsuka niet (to zdaje się trzeba by nocą, ale wtedy nie wiedziałem (bo nie słuchałem?))? Co z tego, że pół grupy widziało na stoku Słonecznej Doliny rodzinkę dzików, skoro ja byłem w tej drugiej połówce? Co z tego, że w nocy ktoś słyszał chyba żbiki, skoro ktoś i chyba?... No, była też ta historia z dużym i krzepkim kolegą Zibim, który dzielnie wyruszył w pojedynkę na Zachód Słońca. Chodzenie na Wschody Słońca miało na obozach pewna tradycję (bardziej się o tym mówiło w gronie wybrańców, niż chodziło, pozostaje jednak faktem, że jedną taką wyprawę zorganizowałem i należy ją jak najbardziej uznać za udaną) i choć trzeba było w tym celu przejść po ciemku przez lessowy wąwóz, to jednak droga była dosyć jasna (hehehe). A z tym Zachodem to Zibi musiał improwizować. I nie przewidział, że po zmroku zgubi drogę ani tym bardziej, że na żywo usłyszy wycie wilków… Podobno wpadł do obozu przerażony i mokry od potu (biegł, a wracał z dość daleka chyba). Nie było mnie i przy tym, historię też znam nie od niego, ale do dziś potrafi mi ona zafundować pewien dreszczyk. No ale właśnie… Dziś się z tego śmieję, ale przecież któregoś razu, gdy pod wieczór kilka saren zbliżyło się do obozu, pobiegłem zaaferowany do ON, a on wzruszył ramionami… Nie rozumiałem tego. Zresztą, wiecie, to czasem tak dziwnie pomyśleć sobie, że coś istnieje w czasie, kiedy o tym czymś nie myślimy, nie (no, ja tak mam)? A tu nie chodzi o samo istnienie, tu chodzi przecież o tętniące życiem życie… Myślę, że już wtedy (byłem jakoś o połowę młodszy niż dziś) żyłem w przekonaniu, że dzikości już nie ma, a jeśli jest to zupełnie dla człowieka niedostępna (i to nie w ten sposób, że trudno tam dojść, ale że zakazano, nie zbliżać się, rezerwat ścisły itd.).
No i tak, te wszystkie przemyślenia, przeczucia, ilustracje, opowieści, eksponaty, niewykorzystane szanse, to raczej nie wybuchało za bardzo, nie spędzało snu z powiek, tliło się raczej, mieszało, częściowo mitologizowało. Przetrwało jednak do dziś, nawet zdążyło się w dziwnych okolicznościach bardzo wzmocnić i ten wątek jest o tym, że spotkanie na wyprawie dzikiego zwierzęcia (z ptakami to już w ogóle mam dziwnie…) to jest coś!
Czyli przygody i marzenia na zadany temat.


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 16:59:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20849
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Kamik pisze:
pamiętacie „Zwierzyniec”?

Obrazek :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 17:01:18 
Ja tu się produkuję, a on mi zdjęcie wrzuca, hehehe...


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 17:02:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20849
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Bo ja tu tylko na chwilkę, wybacz. Jutro się wczytam. :)

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 18:05:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6967
Skąd: Statek Burz
Fajny wątek. :)

Heh, ja w ogóle żyję sobie w totalnie beztroskim przekonaniu, że zwierząt niebezpiecznych w polskich lasach nie ma. A jeśli są, to boją się mnie bardziej, niż ja ich. Niby wiem, że np. w Tatrach żyją niedźwiedzie, ale pomysł, że któryś z nich mógłby mnie zaatakować, nawet mi we łbie nie zaświta.
Mogę sobie przeczytać w przewodniku, że gdzieś tam w jakimś lesie żyją dziki i wilki, a jednak samotny nocny spacer po takim lesie napawa mnie strachem co najwyżej przed ludźmi.
Idąc po lesie czuję się jego częścią i zawsze mam takie jakieś naiwne wyobrażenie, że jeśli ja nie żywię wrogich zamiarów wobec żadnego z jego mieszkańców, to i żaden z tych mieszkańców nie żywi wrogich zamiarów względem mnie.
Natknęłam się kilka razy na węże - tudzież stwory wężopodobne - też bez strachu, choć do ręki bym nie wzięła. Tak o tym mówię, bo od razu staje mi przed oczyma pewien pan, który na moich oczach złapał jakieś takie wężopodobne coś (sam nie wiedział, czy to zaskroniec czy żmija) i podał swojemu kilkuletniemu dziecku do potrzymania za ogon.

Tak więc, o ile dzikie zwierzęta nie budzą we mnie strachu, o tyle te oswojone - czyli psy - to i owszem. Oczywiście nie mówię o wszystkich psach, tylko o tych złych. ;) No ale do spotkania z nimi nie potrzeba lasu.

Jeśli chodzi o dzikie zwierzęta niegroźne, to czasem zdarza mi się jakieś spotykać - typu sarna, lis, czy jakieś małe futrzaki, których gatunku zidentyfikować nie potrafię. I muszę przyznać, że zawsze sprawia mi takie spotkanie radość. Nawet takie sarny, których widziałam już całkiem sporo - nieraz całe stadka - cieszą niezmiernie. No i żałuję bardzo, że nie umiem rozróżniać gatunków ptaków!!!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 18:16:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 18 listopada 2005 19:20:58
Posty: 3939
Skąd: miasto Książąt
Najczęściej widuję sarenki. Kiedyś na drodze pojawił się mały lisek, który stał i patrzył co nastąpi. Parę razy widziałem jakieś węże i to jest ekscytujące. Ostatnio, no w sumie pod koniec ubiegłego lata, przypełzał się padalec.
Mój dziadek, będąc leśniczym, miał ponoć taką przygodę, że pewnego razu przysiadł sobie na czymś, nagle to coś się ruszyło i zaczęło uciekać. Okazało się, że usiadł na śpiącym dziku, którego jakoś nie zauważył. Nie wiem ile w tym opowieści rodzinnych, a ile prawdy, ale w każdej legendzie jest coś z prawdy.
To się dopiero nazywa obcowanie z dziką przyrodą! ;)

_________________
kocham cię extra mocno, kocham cię luksusowo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 20:34:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24107
Super, brakowało mi takiego tematu na forum. Zawsze bardzo się ekscytuję spotykaniem wszelkich zwierząt - rzeczywiście jest to dla mnie coś!

W dzieciństwie, mam wrażenie, człowiek średnio umie patrzeć - przypominam sobie takie sytuacje, że rodzice coś chcą mi pokazać, a ja za cholerkę nie mogę zobaczyć, i dla świętego spokoju mówię "acha, no widzę chyba" :D . Albo, że sarna, jeleń daje się tylko usłyszeć dudniąc w zaroślach...
Pamiętam za to startujące z furkotem spod nóg kuropatwy, których można się było nieźle wystraszyć. I ich pisklaki, które gdzieś tam się plątały w trawie - prędko mnie nauczono, żeby nie brać ich do rąk, bo potem matka może nie chcieć się z nimi zadawać, czując zapach człowieka.

Z zamierzchłych czasów wczesnodziecięcych zapamiętałem olbrzymiego złotego jelonka na pniu naszej wierzby koło domu. Miał nieliche szczypce. Do dziś go pamiętam - nigdy potem takiego spotkania już nie było. Tak, ten jelonek to było coś.

O, a z pierwszego pobytu nad morzem (miałem niecałe 3 lata!) przypominam sobie (oprócz kolegów z kempingu Arkadiuszka i Armandka :wink: ) olbrzymiego czarnego ślimaka, i kleszcza, który wkręcił mi się gdzieś w brzuch.

Hehe, widzę że dla mnie to temat - rzeka.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 18 marca 2010 21:12:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
ech, ja nigdy nic nie widzę :cry: zawsze spojrzę za późno, albo co.
jestem ślepa na zwierzęta. miałam tylko do czynienia ze zdechłym szczurem, które podrzuciły mi wioskowe dzieciaki na polu, żeby mnie obśmiać, że się boję. ale ja odważnie wzięłam go do ręki i wzruszyłam ramionami, że to nic takiego.

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 21 marca 2010 11:23:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 17 lutego 2007 09:03:24
Posty: 16317
...ja mieszkam na skraju lasu (...lasku.. :wink: )..prawie na skraju. Lasek ten łączy się (prawie bezpośrednio, przedziela go tylko droga) z Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku (to tam gdzie jest między innymi sławne Wesołe Miasteczko) w związku z tym pojawiają się pod moim domem zwierzęta. Paręnaście lat temu dziwił by mnie widok skaczących po drzewach wiewiórek a teraz już nie..W pobliskim lasku jedna z dróg komunikacyjnych została nazwana "Aleją wiewiórek"..Wiewiórki mają nawet swoje imiona..Jedna z nich to ...Rudokitka! :) W naszym lasku mieszka także zajączek...teraz to już zając...Niedawno był jeszcze zajączkiem..takim zajęczym dzieciakiem. Zajączek (zając) pojawia się zawsze w porze wieczornej. Widziałem go ostatnio w czwartek. Pobliski lasek zamieszkuje także lis...Może nie zamieszkuje konktretnie tego miejsca , ale jak wcześniej wspomniałem sprzyjający leśny ciąg komunikacyjny powoduje, że ów zwierz przemieszcza się po okolicznych terenach leśnych. Latem można spotkac także "fruwające" nietoperze , nocne ptaki drapieżne które umownie nazwę sowami...
Miasto w którym mieszkam w czasach zamierzchłych "posiane" było wieloma zbiornikami wodnymi. Teraz po "reaktywacji" pozostały zaledwie 3 ...(można powiedziec że nawet 4...ten 4 jest bardzo malutki i sąsiaduje bezpośrednio z większym) . Jeden z nich w którego bezpośrednim miejscu zlokalizowano całkiem niedawno Park Bytkowski ,zwany jest Stawem Brysiowym ...Staw Brysiowy jest siedliskiem ptactwa wodnego..Są kaczki , łabędzie , rybitwy i ...stada innych ptaków niewodnych , które przylatują na wyżerkę do pobliskiego legalnego paśnika , którego miejsce ogranicza specjalnie przygotowany krąg i tabliczka zachęcająca do karmienia ptaków....

http://www.pogodzinach.siemianowice.pl/ ... kowski.php

Miasto w którym mieszkam do niedawna kojarzone było z typowym dla Śląska charakterem . Przemysł ciężki , kopalnia. Mimo tego jak dla mnie miato to jest cały czas prowincją...Oooooo...miasto to do roku bodajże 1938 było największą wsią w Europie! W związku z tym terenów zielonych ci u nas dostatek... A jak jest las , łąka czy park to są także dzikie zwierzęta...Pod moim domem nie wiedziałem jeszcze dzika..Pojawienie się tego zwierza jest wielce prawdopodobne , ponieważ w pobliskich Katowicach dziki stały się prawdziwym utrapieniem...

http://www.youtube.com/watch?v=6hqaeTXM ... re=related

..i jeszcze jeden ciekawy link dla milosników dzikiej natury.

http://uranos.cto.us.edu.pl/~eco/pro/zzaby.html

P.S. Czołówka zwierzyńca leciala mniej więcej tak...

" I łaciate i kudłate
Pręgowane i skrzydlate
Te co skaczą i fruwają
Na nasz program zapraszają..."
.....czołowka kończyła się odgłosami bodajze wydawanymi przez słonia.
Było to solo na trąbie :)
Program można było oglądac w każdy poniedziałek ok. godziny 16:00.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 14:42:03 
Fengari pisze:
żałuję bardzo, że nie umiem rozróżniać gatunków ptaków!!!
No, trzeba trochę posiedzieć nad atlasem, poczytać i przede wszystkim patrzeć na ptaki (polecam też „Przygód kilka wróbla Ćwirka” – bardzo pouczający serial, hehehe, moja córka wczoraj biegała i pełzała po dywanie udając pluszcza wskakującego do strumyka i zbierającego z dna kiełże…). Gwarantuję jednak, że nie trzeba dużo czasu, żeby to zaczęło sprawiać frajdę (chyba że nie o nią Ci chodzi, a o fachową, twardą wiedzę).

A wracając do tematu… no, niezupełnie w sumie, będzie trochę obok. Otóż, pewnego dnia poszedłem rano z mamą do jej pracy. Pamiętam, że przez okno muzeum widziałem jednego mojego kolegę prowadzonego do przedszkola. Ha, a mnie czekała jakaś przygoda!
Z wyprawy (trwało to co najmniej kilka dni (nie pamiętam, ćwierć wieku już minęło…), podejrzewam jednak, że z kilkanaście) zapamiętałem karaluchy w zamojskim hotelu, krowy, które ktoś dla żartu kazał nam (mnie i starszemu ode mnie synowi innej pracownicy muzeum) odganiać, lądujące i podrywające się do lotu czajki i przede wszystkim… A może komuś mówi coś nazwa Tyszowce? Mnie do zeszłego tygodnia nie mówiła nic, ale sprawdziłem, w okolicach której podzamojskiej (tak to zapamiętałem) miejscowości miała w latach osiemdziesiątych powstać cukrownia, w związku z czym trzeba było spróbować uratować żyjące tam susły perełkowane.
Pierwszego dnia było wiercenie dziur w ziemi przy pomocy takich wielgachnych ręcznych wierteł, ale potem już codziennie jeździliśmy pod te Tyszowce na łapanie susłów. Myśmy z kolegą głównie ganiali po takich wykopach i hałdach piachu – zapowiedziach owej cukrowni, jednak samo łapanie też mocno wbiło mi się w pamięć. Wyglądało to tak, że jedna osoba wypatrywała przez lornetkę susłów i patrzyła, gdzie się schowają, a potem ktoś inny, naprowadzany przez tamtego (nie, nie susła) przy pomocy walkie-talkie, biegł, żeby takim palikiem (nimi mieliśmy te krowy przepędzać… jasne…) zaznaczyć wejście do nory. Z niej susła wypłaszano wodą – zalewano ją, a biedny gryzoń wypływał na powierzchnię… Tzn. jeśli mieliśmy szczęście i nie ewakuował się jednym z licznych innych wyjść z nory. O, atmosfera wyczekiwania, napięcie, czy tym razem się uda, nawet mnie się udzielało. A jaka była radość z tych pierwszych upolowanych!
Złapane susły znakowano – mam nadzieję, że coś źle zapamiętałem, ale zdaje się, że obcinano im końcówkę jednego palca… Pamiętam jeszcze, że były chyba ważone i mierzone, jakieś zapiski ludzie robili, a potem susły lądowały w takich małych klatkach. Na koniec całego przedsięwzięcia napięcie największe – wypuszczanie susłów z nadzieją, że się przyjmą w obcym miejscu i w tych norach, które im jakby rozpoczęliśmy. Pamiętam tylko, że wypuszczono samiczkę i że ostatecznie tego wieczora zwyciężyły zawód i przygnębienie.
O tym wszystkim przypomniałem sobie jakiś czas temu, poczytałem dostępne tu i ówdzie skrawki i okazuje się, że nie dość, że sama metoda wypędzania susłów z nor (podtapianie) jest dosyć niepewna i obarczona sporym udziałem strat, to jeszcze susły się ostatecznie nie przyjęły, albo przyjęły bardzo słabo. Cukrownia zaś… nigdy nie powstała… Skutki całej akcji bywają określane jako nieodwracalne


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 15:06:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Cytat:
Złapane susły znakowano – mam nadzieję, że coś źle zapamiętałem, ale zdaje się, że obcinano im końcówkę jednego palca…

Źle. Gdyby obcinano tylko jeden paliczek, dałoby się oznakować tylko dwadzieścia osobników. Dlatego stosuje się kombinację, np. opuszka pierwszego palca prawej przedniej łapki, trzeciego lewej przedniej, czwartego prawej tylnej itd. W ten sposób można oznakować więcej.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 15:37:48 
A czemu nie używa się obrączek?


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 15:47:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6768
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Kamik pisze:
A czemu nie używa się obrączek?

Z oszczędności. :twisted:

Wydaje mi się, że obrączki nie byłyby najlepszym rozwiązaniem dla gryzoni – ptasia noga a gryzonia łapa mają inną budowę, funkcję itd. Takiemu gryzoniowi (zwłaszcza ziemnemu, a nie nadrzewnemu) może mniej przeszkadzać brak dwóch, trzech opuszek, czy pazurów niż obrączka wycierająca futro i obcierająca skórę przy grzebaniu w ziemi. Ptakom zakłada się obrączki w miejscu nogi, które od pewnego wieku już w zasadzie nie przyrasta na grubość, a ssaczej łapce taka obrączka mogłaby wrosnąć w razie utycia. Z kolei trudno sobie wyobrazić obroże dla myszy czy nornic. ;-)

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 15:56:51 
No tak. Dzięki!


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 marca 2010 18:47:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6967
Skąd: Statek Burz
Kamik pisze:
No, trzeba trochę posiedzieć nad atlasem,

Heh, obawiam się, że mi mogłoby pomóc tylko, gdyby ktoś pokazał mi takiego ptaka w naturze i powiedział - o, ten się nazywa tak i tak.
Atlasy mi nic nie dają. Jakoś nie potrafię ani w nich rozpoznać tych ptaków, które kojarzę z natury i nie wiem, jak się zwą, ani zapamiętać z atlasu i potem rozpoznać w naturze. Zwłaszcza te wszystkie wróblowate mi się mylą wybitnie.
Ale nic to atlasy. Byłam nawet w jakimś muzeum, gdzie były wypchane ptaszki, tyle że już cokolwiek wyblakłe i dalej miałam ten sam problem. Nauczyłam się tam rozpoznawać jedynie drozda. :lol:

A to obcinanie opuszek gryzoniom... brrr... to brzmi strasznie!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 20  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group