Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 24 września 2018 05:56:17

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Fumowanie
PostWysłany: sob, 28 października 2017 17:00:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 6121
Ha! Mam wrażenie, że zwykle nieco innych rzeczy w górach szukamy napisał Bogus w komentarzu do mojego zeszłorocznego wyjazdu, no i w czasie obecnego się przypomniało. Podbił Tyler tym swoim iluśtysięcznikiem. Ponieważ to żaden top, to nowy kącik, gdzie niespiesznie bardziej o łazędze niż pokonywaniu szlaków w czasach tabliczkowych.

Tym razem nie planowałem niczego poza odwiedzeniem szałasu w dolinie Kamienicy gdzie mieszkał Wojtyła i drugiego koło Łopusznej, który wystawił sobie Tischner. Chciałem dotknąć tych miejsc.
Wpierw TLK Osterwą Poznań - Kraków w 5 :!: godzin. Oglądm mapy i po raz kolejny odezwał się klasyk arasek "Plan: coś co potem wygląda zupełnie inaczej". Nie byłem w Wyspowym to odskoczę by zdobyć Mogielicę i dołączyć do korony szczytów myślę /wirus forumowy mnie dopadł/, a potem może dalej, aż do Jamnej... Może Wita zaskoczę. Wyskakuję więc z marszrutki w Szczawie-Biała i zamiast w Gorce w Wyspowy i wyrypa do bazy wysuniętej czyli namiotowej Polana Wały. Na podejściu wita mnie salamandra - fajnnie. Bazazacisznaiskromna.
Obrazek
Cztery namioty "beczki", wiata, ujęcie wody, prysznic i sławojka. Najmłodszy bazowy jakiego poznałem, taki w wieku 5 lat, chodzi i rządzi i gada, serdecznie wściubia nos, gada, gad a... rozumiem dlaczego Jezus wskazywał na dzieci, bo tata prawdziwy bazowy strasznie marudny i niedostępny.
Obrazek
Fajne miejsce pod namiocik więc podejmuję trud rozbicia i spania na twardo. W bazie tylko dwie osoby więc cicho, fajnie, niespieszno. Mam herbaciany napad, więc piję kubek za kubkiem. To pewnie źródlana górska woda z czarnosadzowych czajników tak smakuje. KOnsekwencja jest taka, że o! a! u! w środku nocy herbaciana rozpusta woła o ujście. NIechętnie przerywam załużony całodniową podróżą sen i rozpinam namiot... aaaaa! Niebo spada na głowę, miliardy, tryliardy gwiazd. No tak, żadnego miasta w promieniu wielu, wielu kilometrów więc nic nie zakłóca swym światłem nieba. Chyba z godzinę wpatruję się, a w głowie Luna i ciągły ruch i sputnik, i samolot, i spadająca gwiazda. Dzięki pęcherzu bracie mój. Jednak spać, za cztery godziny atak szczytowy na Mogielicę! Mam nadzieję, że przez noc złapię aklimatyzację. :faja:
Wychodzę krótko po szóstej na lekko w stylu swawolnym lekko otumaniony i szczęśliwy, że będę sam. Ze zdziwieniem odkrywam, że tracę, tracę, tracę wysokość. Złażę na przełęcz i znów w górę cholerka. No tak przecież to Wyspowy nie ma że coś zdobędziesz i se paradujesz o nie. Na szczęście wejście na Stumorgową nie takie straszne, ale ze zdziwieniem mijam kolejne samochody. Wyłażę na polanę a tam jagodziarze i kolejne samochody! Słabe to ale idę, widoki cudne, powietrze rześkie. Zdobywam wieżę dla masochistów, kto projektował te schody?! Kąt nachylenia tak niewygodny, że wejść można klasycznie, ale odwrót tyłem bo stelaż plecaka haczy i klinuje. Widoki OK, wiatr hula, wieża się gnie, a ja tak myślę po co tu wlazłem?
Obrazek
Ej Powsinogo złaź na hale i w doliny. Śniadam na Stumorgowej i patrzę gdzie ja mogę dziś być Gorc? Turbacz? wszystko w zasięgu.
Obrazek
Przed dziewiątą w bazie zwijam namiot i heja żółtym w Gorce. Nie mam siły ma te przewyższenia Wyspowego w taki gorąc. Szlak fajny choć wytyczony przez sadystę. Jak idzie prosto oczywiście są znaki, jak rozdroże figa z makiem. Raz się cofam z 500 metrów, drugi idę na szagę i jakoś trafiam, trzeci w jakimś przysiólku mylę potężnie i ląduję w Lubomierzu zamiast na Przełęczy Przysłop. Patrzę jest transport za kwadrans no to czekam... czekam... czekam... Upał potężny, droga ruchliwa, o nie, nie idę. Po pólgodzinie jeszcze raz wczytuję się w rozkład a tam wazny do 2015! W końcu jest bus i w pięć minut jestem na miejscu. Pociecha tylko taka, że musiał wjeżdżać na dwójce i trasa nieciekawa. Mały śmieszny sklepik, coś dla ochłody i małe zakupy bo dziś jeszcze sieknę Turbacz. A co w jeden dzien dwa szczyty z korony gór! wirus forumowy atakuje he he.
W Rzekach fajne pole namiotowe Gorczańskiego Parku Narodowego, myślę że jakbym był z dziećmi chętnie bym tu zarzucił kotwicę. Jednak prę dalej, niestety po wyasfalowanej zagospodarowanejleśnej drodze. Są punkty przyrodnicze, ale tak jakoś sztuczno-turystyczno-europejsko. O dziwo gdy docieam do szałasu Wojtyły jestem sam. Czytałem i trochę inaczej sobie wyobrażałem.
Obrazek
Ale jednak piękno tego miejsca w kontemplacji zniewala. Skromny, prymitywny schron-szałas, w zasadzie pustelnia. Za nim huczący potok rozbijający się o bloki skalne.
Obrazek

Obrazek
Z czułością wyobrażałem sobie jak Wojtyła tam czytał i myślał i mając dość pracy naukowej, wydobywał kamienie z rzeki i kładł bruk przed wejściem do domu. Ze wzruszeniem dotykałem tych kamieni, które połozył swoimi dłońmi. Dobrze, że byłem sam w tej intymności.
Obrazek

No cóż, dalej, dalej... niebieskim wzdłuż Kamienicy Gorczańskiej na przełęcz Borek. Bardzo odpowiada mi ten cienisty szlak wzdłuż potoku. Łagodne trawersy, cisza płynacej wody, mozaika liścio-światło-cieni. Pustka absolutna bo to Park Narodowy więc żadne zmotoryzowane świństwa nie mają wstępu. Ktoś by pewnie napisał, że monotonnie, żmudnie i bez widoków. Dla mnie wspaniale tym bardziej, że ciągle sam. Włażę nawet na zwierzaka, który pewnie równie zaskoczony jak ja, wali się do rozlewiska prawie spod mych nóg. Potem zaciekawiony wyglada co to, kto to a ja równie zaciekawiony patrzę co to, a to bóbr. Tak się przygladamy wzajemnie, wreszcie plusk obrażonego ogona i znika.
Obrazek
Na Przełęczy Borek tablica na której czytam ze zdumieniem "Jeszcze w połowie lat 60-tych było to wielce honorowe (bez znakowanego szlaku i wyraźnej ścieżki) przejście najdzikszą z gorczańskich dolin ku Turbaczowi". Ha! tak cały czas czułem niezwykłość tego szlaku. Dziś to wygodna droga, ale klimat pozostał. Dalej żółty szlak na Halę Turbacz niestety wiedzie przez uschnięty i powalony las sosnowy. Bardzo smutny widok i myśl co jest z tymi sosnami, że tak chorują masowo i padają. Niezwykłość tego odcinka to bardo licznie wybijające źródła przecinające drogę. Wreszcie Hale Turbacza, które baaaardzo lubię.
Obrazek

Obrazek


Powolutku idę do pamiątkowego szałasu-ołtarza. Niestety w bardzo złej kondycji technicznej, pewnie się zawali, ale kiczowaty nowy obraz Papieża wisi. Właż do schroniska bardzo zmęczony po 14 godzinach drogi. Pytam o pokój, jest dwójka, ale będę sam więc się kuszę, tym bardziej, że zaczynam się źle czuć. Gdy w łazience patrzę w lustro już wiem dlaczego - czacha spalona. Idę pod prysznic i puszczam chłodną wodę na rozgrzany łeb. To taki przepis na porażenie słoneczne zastosowany przez weterynarza, aby uratować byka, który przesadził z opalaniem, opisany we wspaniałej książce "wszystkie stworzenia duże i małe". I wiecie co pomogło! Wykąpany po dwóch dniach, siadam przed schroniskiem i patrzę jak odległe Tatry znikają w ciemności. Dobranoc.
Obrazek

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: sob, 28 października 2017 18:03:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 15:34:22
Posty: 13403
Skąd: Poznań
No, wreszcie się zabrałeś za tę relę!

Powsinoga pisze:
Niebo spada na głowę, miliardy, tryliardy gwiazd.


Piękne! Wtedy się czuje Kosmos, nie?

Powsinoga pisze:
Szlak fajny choć wytyczony przez sadystę.


:D

Powsinoga pisze:
Właż do schroniska bardzo zmęczony po 14 godzinach drogi.


Może i niespieszne to fumowanie. Ale ilość godzin w drodze robi wrażenie!

_________________
będzie zyku


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: sob, 28 października 2017 19:04:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
Powsinoga pisze:
Ponieważ to żaden top, to nowy kącik, gdzie niespiesznie bardziej o łazędze niż pokonywaniu szlaków w czasach tabliczkowych.


No to spodziewałam się opowieści pt. 'nie zdobywałem żadnych szczytów, tylko lazłem, gdzie oczy poniosą, przez pola i lasy", a tu:
Powsinoga pisze:
odskoczę by zdobyć Mogielicę i dołączyć do korony szczytów myślę

Powsinoga pisze:
dziś jeszcze sieknę Turbacz. A co w jeden dzien dwa szczyty z korony gór!

:D

Powsinoga pisze:
Szlak fajny choć wytyczony przez sadystę. Jak idzie prosto oczywiście są znaki, jak rozdroże figa z makiem.

Widzisz, ja często na takie trafiam i dlatego je gubię. :D


Piękna trasa, piękne widoki, chciałoby się tam być. Ale najbardziej za serce mnie chwycił ten pokój z ostatniego zdjęcia, z tym oknem na góry. Co za klimat i jaką dziką budzi u mnie tęsknotę! Ascetyczny, choć nie chłodny - ascetyzm kojarzy mi się nieodłącznie z zimnem, takim przenikającym aż do szpiku duszy i dlatego mnie odrzuca - a tu jest ciepło, bezpiecznie, ale jednocześnie nie ma nic, co by odwracało uwagę, oddzielało od jedności z górami za tym oknem, tą jednosć się wręcz namacalnie czuje!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: ndz, 29 października 2017 21:44:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 6121
arasek pisze:
Wtedy się czuje Kosmos, nie?

wiesz, jak tak sobie pomyślę to dwa razy kosmos spadł mi na głowę
raz wtedy gdy spytałem moją przyszłą żonę, czy będziesz ze mną chodzić? /Beskid Sądecki/
ileż gwiazd wtedy w sierpniu spadało :!:
i drugi właśnie w tym roku na Polanach Wały
przejmujące
arasek pisze:
ilość godzin w drodze robi wrażenie!

tyle było, ale teraz sprawdziłem i okazało się, że według mapa-turystyczna.pl przeszedłem ponad 30 km co powinno zająć 10h więc żaden wyczyn
Fengari pisze:
'nie zdobywałem żadnych szczytów, tylko lazłem, gdzie oczy poniosą

spoko, kolejne odcinki będą extremalnie fumowate
Fengari pisze:
tu jest ciepło, bezpiecznie

przede wszystkim wygodnie
za drzwiami po drugiej stronie były prysznice więc nie tak sielankowo
"na korytarzu ciągły ruch"
ale słuchawki, Luna i pościel to był lux

p.s. przepraszam za literówki i bałaganiarstwo szczególnie manool
nawet miałem taką myśl, żeby podesłać przed wrzuceniem, ale gero nie takie wolty językowe wyprawia /wiem wiem artysta/

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pn, 30 października 2017 00:35:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20767
Powsinoga pisze:
spoko, kolejne odcinki będą extremalnie fumowate

podejrzewam jednak, że i je siekniesz bez tlenu, więc nie ma to tamto!

Piękne te trasy, chce się żyć! wokół Przełęczy Borek prawie na pewno też bardzo mi się podobało, tylko teraz już zapomniałem co tam jak się nazywało w Gorcach. Ale tam generalnie wszystko mi się podobało!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pn, 30 października 2017 10:58:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:29:55
Posty: 3736
Skąd: Warszawa
Powsinoga pisze:
Szlak fajny choć wytyczony przez sadystę. Jak idzie prosto oczywiście są znaki, jak rozdroże figa z makiem.

O tak, też się tam nachodziliśmy kiedyś w tę i z powrotem... A przez furtkę nadal się przechodzi?

Powsinoga pisze:
Mały śmieszny sklepik

Już tylko jeden? :(

Crazy pisze:
wokół Przełęczy Borek prawie na pewno też bardzo mi się podobało, tylko teraz już zapomniałem co tam jak się nazywało w Gorcach.

To to miejsce, w którym zakończyło się rozgrupowanie wycieczki powstałe na skutek różnych pokładów cierpliwości na rozważanie w przejmującym chłodzie tego, czy Żółta Turnia jest Koszystą. W samym bezpośrednim otoczeniu tej przełęczy nie ma raczej niczego, co mogłoby się bardzo podobać.

Natomiast doliną Kamienicy to bym się chętnie przeszedł, bom nie był.

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: wt, 31 października 2017 15:27:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 6121
Bogus pisze:
A przez furtkę nadal się przechodzi?

he he no właśnie wydawało mi się wtedy, że zgubiłem szlak, zrobiłem wycof, ale potem wróciłem i na szagę w dół prosto na dużą strzałkę

Bogus pisze:
Już tylko jeden?

jeszcze była lodziarnio-cukiernia, ale nie skorzystałem
Bogus pisze:
W samym bezpośrednim otoczeniu tej przełęczy nie ma raczej niczego, co mogłoby się bardzo podobać.

zgoda

Bogus pisze:
doliną Kamienicy to bym się chętnie przeszedł

ja też, tzn mam zamiar zobaczyć czy nie ma starego wariantu ścieżki, ciągle wzdłuż potoku /co sugeruje przewodnik/

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: sob, 23 grudnia 2017 00:56:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
Korzystając z nieco wolniejszego czasu, postanowiłam w końcu moją relę zacząć.
Nie wiem, gdzie ją wrzucić - jednak nie umiem się zgodzić na zaliczenie tych rejonów do Ziemi Kłodzkiej -za to do niniejszego wątku raczej wszystkie moje rele pasują, biorąc pod uwagę tempo i wyczynowość moich wypraw. ;) Toteż wrzucam tu.

Do Jedliny wyprawiłam się tradycyjnie z mamą.

Dzień I - przyjazd

Pierwszy dzień został poświęcony głównie na zorientowanie się w najbliższej okolicy. I wystarczył, żebym poczuła się ową okolicą zachwycona. Wszędzie na wyciągnięcie ręki góry, lasy i małe, lokalne, dwukolorowe szlaczki, o których milczą wszystkie większe, poważniejsze mapy. I wystarczy trochę tylko iść pod górkę, tak, że człowiek nawet nie zdąży się zmęczyć zbytnio - i już roztaczają się widoki i krajobrazy. Dnia tego odwiedzamy też pałac w Jedlince - w sumie rozczarowujący i zamknięty już dla zwiedzających. Największą atrakcję stanowi samolot stojący przed nim, do którego można nawet wleźć. Później, niestety już po fakcie, dowiadujemy się, że gdzieś tam jest replika pociągu Hitlera, czy coś w tym stylu. No trudno.... Za to drogę powrotną wybieramy okrężną, ale jakże malowniczą i jest pięknie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dzień II - niedziela, kamieniołom.

Po kościele kontynuujemy zwiedzanie bliskich okolic. Tym razem odwiedzamy kamieniołom w Jedlinie, na pierwszy rzut oka nieciekawy i co gorsza, zepsuty placem zabaw dla dzieci. A jednak, na drugi, trzeci i czwarty rzut oka odkrywał powoli swoje sekrety, spotkałam w nim nawet dzika, który kazał pozdrowić zespół D.N.A. ;) Ostatecznie bardzo się cieszyłam z wizyty w tym miejscu - warto było zobaczyć ten niepozorny zakamarek.
Potem jeszcze poszłyśmy dalej, do punktu widokowego i zawróciłyśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dzień III - fiord

Od początku jasne dla mnie było, że jedną z tych rzeczy, które koniecznie chcę zobaczyć w tych stronach, jest 'fiord', czyli kamieniołom w Głuszycy Górnej. Piękną drogą od przystanku PKS przez pola docieramy więc do kamieniołomu, widok jest wprost oszałamiający, nie sposób się nim nacieszyć. Potem okazuje się, że do jeziorka można dojść i nawet się w nim wykąpać - woda była cieplutka. Niestety nie miałam ze sobą kostiumu, a szkoda...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy okrężną drogą, odkrywamy tajemnicze ruiny po nie-wiadomo-czym - na pewno tu kryje się Złoty Pociąg! - stwierdzam, i to samo stwierdzenie wygłaszam później zawsze, ilekroć mijam jakieś dziwne pozostałości po budowlach niewiadomego przeznaczenia - a tych w owych stronach nie brakowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga w pełnym słońcu trochę się jednak dłuży i daje we znaki, zwłaszcza już na terenie Głuszycy, po zejściu z pól. Ale oto nagle wyłonił się przede mną kościół z dziurkami w serze, znany już z wątku zagadkowego, o którym całkiem już zapomniałam. Ucieszyłam się wielce jego widokiem, początkowo myślałam, że nie da się do niego podejść, ale w końcu znalazłam drogę. Hurra! :)

Obrazek

Dzień IV - dworzec Jedlina Zdrój

Dziś od rana ciągle pada. Wychodzimy po zakupy, dorwała nas ulewa. Wracamy, przez chwilę jest spokój, ale potem znów zaczyna lać. Nie wiadomo, co zrobić w taką pogodę, ale szkoda też siedzieć w domu. Mama proponuje odwiedzić dworzec kolejowy, który jest daleko od nas, i zobaczyć, co stamtąd jeździ i dokąd. Propozycja wydaje się średnio ciekawa, ale się zgadzam. I to był całkiem niezły pomysł. Ostatni odcinek drogi tam okazał się być znacznie przyjemniejszy, niż się spodziewałam, właściwie przez las. Skojarzyłam parę ślimaków i obserwowałam istny miłosny dramat. Osobniki położone obok siebie w pozycji wymuszonego pocałunku, początkowo na skutek tej operacji schowały rogi. Potem zaczęły je nieśmiało wysuwać, dotykając się nimi i poznając nawzajem. Początkowo sytuacja wydawała się im podobać, potem ona zawstydzona odwróciła głowę i ukryła ją w jego boku. On odwrócił się w jej stronę i próbował odzyskać jej pocałunek, ale ona odwróciła się całkiem do tyłu. On zaprzestał pogoni, odwrócił się i poszedł swoją drogą. Wtedy ona, widząc to, pogoniła za nim. On jednak jeszcze tylko rzucił jej jedno przelotne spojrzenie i dalej szedł przed siebie. Ona za nim...
Nie wiem, jak to się skończyło, bo też poszłyśmy w końcu swoją drogą. W międzyczasie, po 15 przypominam sobie o Godzinie Miłosierdzia. Wtedy deszcz przestaje padać i nie pada już do końca dnia. A dworzec okazał się całkiem niezwykły. Budynek miał nieciekawy - ale reszta - magia! A więc - góry dookoła, zakręt i wiadukt, zarośnięte boczne tory - w pewnym momencie zarośnięte całkiem, bo drzewami! Niesamowite schody na peron - niczym z horroru - z przerdzewiałą wiatą, właściwie szkieletem wiaty, przez który prześwituje wieczność... Dziki i opuszczony środkowy peron, za nim stos. Aż skojarzenie nasuwa się samo - na takim peronie heretyk zamiast na pociąg, czeka na stos!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I w tym wszystkim jeden czynny peron, szokujący nowiusieńkimi ławeczkami stojącymi w jawnym kontraście z pozostałą ruiną. Wkrótce ma przejeżdżać pociąg, więc czekam, żeby go sfilmować. Spóźniał się, ale w końcu się doczekałam. I oto rozczarowanie - zamiast długiego, wijącego się składu pięknie wpisującego się w romantyczną scenerię - przyjeżdża jakiś niewydarzony, krótki, jednowagonowy wypierdek. Ech... Mama się ze mnie śmieje, jej się to coś podoba.

Odkrywam na mapie drogę powrotną, po drugiej stronie torów, przez las. Myślałam, że będzie to po prostu ciemna droga między drzewami, cały czas tuż przy torach - czyli żadna rewelacja, ale lepsze to, niż droga przez miasto. Tymczasem droga odbija w górę i ma piękne, malownicze, jasne prześwity. W dodatku kryją się przy niej kolejne tajemnicze ruiny i budowla nieznanego przeznaczenia. A potem tunelem wraca na 'naszą' stronę torów. Jest piękna i jestem szczęśliwa, że zdecydowałam się nią iść!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

c.d.n.

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pn, 25 grudnia 2017 14:11:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 15:34:22
Posty: 13403
Skąd: Poznań
Jak zwykle świetna rela!

Fengari pisze:
jednak nie umiem się zgodzić na zaliczenie tych rejonów do Ziemi Kłodzkiej


I słusznie. Co prawda niektóre przewodniki wymieniają Jedlinę jako część Ziemi, ale chyba jest to błąd. Z przyczyn historycznych Jedlina i okolice należą już do Dolnego Śląska (w przeciwieństwie do Ziemi Kłodzkiej, kiedyś Hrabstwa - które było odrębne w stosunku do Dolnego Śląska). Z geograficznego/geologicznego/krajobrazowego punku widzenia sprawa nie jest tak oczywista, ale przeważnie uznaje się, że granicą Ziemi Kłodzkiej są w tych rejonach południowo-wschodnie zbocza Gór Sowich. Ponieważ Sowie graniczą z Kamiennymi w okolicach Głuszycy, na upartego tę ostatnią można by zaliczyć jeszcze do Ziemi Kłodzkiej, ale Jedlina raczej pozostawałaby już poza nią. Można uznać, że chodziłaś przygranicznymi rejonami. 8-)

Fengari pisze:
jest 'fiord', czyli kamieniołom w Głuszycy Górnej


Nie miałem o nim pojęcia, wygląda świetnie!

Fengari pisze:
Skojarzyłam parę ślimaków i obserwowałam istny miłosny dramat


Hehe, okolica sprzyja ślimakom! Tak pisałem w 2013 r.:

Innego razu - a był to jedyny chłodny i mżawkowy dzień, wybrałem się na piesze przejście kawałka linii Świdnica - Jedlina, przez Zagórz Śląski. Też piękna linia, przeciskająca się przez góry, nieczynna już ze 20 lat. Wszedłem na szlak przy stacji Jugowice (zadziwiająco zadbana, zamieszkana). Tory nawet specjalnie nie pozarastane i nierozkradzione, dookoła bujne łąki, mokre od deszczu, pełne mięczaków... Wsadziłem na szynę dorodnego ślimaka a drugiego naprzeciw - na kursie kolizyjnym. A potem jeszcze po dwa. Zrobił się korek, który obserwowałem dobry kwadrans, zanim się rozładował. Padało mi na pelerynę, było szaro i smutno, ale subiektywnie bardzo mnie to cieszyło akurat. Zrobiłem ze trzy kilometry tą linią, bardzo fajna wycieczka.

Fengari pisze:
Mama proponuje odwiedzić dworzec kolejowy, który jest daleko od nas, i zobaczyć, co stamtąd jeździ i dokąd.


Hoho, szacun dla Mamy! :brawa:
Zobacz sobie zdjęcia Bad Charlottebrunn sprzed stu lat... widać skalę degrengolady. Ale faktycznie, z drugiej strony dzięki temu zniszczeniu zrobił się tam specyficzny klimat. Istotnie:
Fengari pisze:
na takim peronie heretyk zamiast na pociąg, czeka na stos!


Podzielam oczywiście niechęć do kursujących tam szynobusów. Tam pasowałyby piętrusy albo stare wagony w oliwkowym malowaniu! Niemniej gdyby nie one, to pewnie nie jeździłoby tam nic.
Polecam kiedyś wycieczkę takim szynobusem z Jedliny do Nowej Rudy. Ruda sama w sobie jest dość ciekawa, ale przede wszystkim warto ze względu na widoki z trasy i wiadukt w Ludwikowicach!

_________________
będzie zyku


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pn, 25 grudnia 2017 20:05:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
arasek pisze:
Z przyczyn historycznych Jedlina i okolice należą już do Dolnego Śląska (w przeciwieństwie do Ziemi Kłodzkiej, kiedyś Hrabstwa - które było odrębne w stosunku do Dolnego Śląska)

O, to mnie zaskoczyłeś, bo zawsze myślałam, że Ziemia Klodzka to Dolny Śląsk jak najbardziej.

arasek pisze:
Nie miałem o nim pojęcia, wygląda świetnie!

W realu robi jeszcze większe wrażenie, niż na zdjęciach, bardzo polecam!

Zabawy ze ślimakami rządzą! :D


arasek pisze:
Zobacz sobie zdjęcia Bad Charlottebrunn sprzed stu lat... widać skalę degrengolady.

Oooj, faktycznie. :(
Mniejsza o stację, ta ruina autentycznie mnie zachwyciła, żadna nowa stacja nie mogłaby mieć dla mnie takiego czaru w sobie. Jedlina Górna jeszcze lepsza, ale o niej później. Tu jeśli mi czegoś żal, i to cholernie żal, to właśnie pomniejszenia tej ruiny przez usunięcie zabytkowych (czytaj:rozwalonych, zarośniętych, zbutwiałych) wagonów stamtąd. O ich niegdysiejszym istnieniu dowiedziałam się już po powrocie - to dobrze, bo inaczej na miejscu przeżyłabym bolesne rozczarowanie.
Natomiast to co mńie uderzyło na tych starych zdjęciach - to ryneczek ( o ile można tak nazwać to miejsce). Niegdyś cudo - kipiące zielenią i życiem, dziś smutny i opustoszały - choć nie zniszczony.


Co do wycieczki pociągiem - to chciałabym tam kiedyś przejechać się jeszcze z Wałbrzycha - tak, żeby zaliczyć tunel po drodze! :)

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: wt, 26 grudnia 2017 20:14:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 6121
z wielką przyjemnością przeczytałem relę właśnie w tym wątku :idea:
I am on the top vs. Fumowanie :D

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pt, 29 grudnia 2017 19:31:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
Dzień V - Zamek Książ

Dziś miałam ochotę pozwiedzać Wałbrzych, w tym celu, żeby przekonać mamę do pomysłu, orzekłam, że zwiedzimy zamek Książ. Miałam nadzieję zobaczyć w rzeczywistości znacznie więcej, niestety nic z tego nie wyszło. Pojechałyśmy do zamku, a mama cały czas denerwowała się, że nie zdążymy wrócić do Jedliny i nalegała na pośpiech. W rezultacie zobaczyłyśmy tylko zamek i nic ponadto, nawet z okolic. Szkoda wielka, tam jest tyle pięknego! A sam zamek w środku taki sobie, zaledwie 1 sala była naprawdę imponująca, kilka dość ciekawych, większość można było sobie darować. Najpiękniejsze jest jednak zewnętrzne otoczenie zamku, tarasy, ogrody, cuda! To warto było zobaczyć i cieszę się, że się udało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem, korzystając z długiego czasu oczekiwania na autobus, biegiem odwiedziłam jeszcze palmiarnię - ta z kolei z zewnątrz wyglądała nędznie a w środku miała sporo ciekawego do zaoferowania. Ale nie nacieszyłam się nią zbytnio, bo, jak wspomniałam, musiałam ją przebiec, bo mama, która odmówiła zwiedzania owego przybytku, siedziała na przystanku, czekała, kiedy wrócę i denerwowała się, że pewnie, jak zwykle, zaryzykuję powrót na ostatnią chwilę i nie zdążę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: pt, 29 grudnia 2017 19:48:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
Dzień VI - Zamek Grodno

Dziś rano przed domem kupa straży. Co się stało? W nocy była nawałnica i zwaliła drzewo - faktycznie, wielki, okazały kasztan rosnący koło płotu, leży zwalony przez ten płot, przy okazji robiąc w nim efektowną dziurę. Nic w nocy nie słyszałam, mama też nie. Twarde mamy sny.
Celem wyprawy dzisiejszej jest zamek Grodno. Podjeżdżamy do Jugowic - bliżej komunikacją się już nie da. Najpierw w Jugowicach idę zobaczyć ruinki, o których mapa mówi, że ponoć jakieś tu są. Nie znalazłybyśmy ich, gdyby mamie nie zachciało się czegoś i nie poszłaby w las poszukać miejsca na spełnienie owej zachcianki. Tam przypadkiem trafiła na owe pozostałości po trudnej do określenia budowli. Zamek to to raczej nie był, coś małego, ale za to można było wleźć do środka i w umiarkowanych ciemnościach zwiedzić 3 zawalone śmieciami tajemnicze pomieszczenia. Frajda jest.

Obrazek

No a potem idziemy już do Grodna, niestety szosą, która się dłuży. Docieramy w końcu do zamku, bez sensu połączonego z jakąś współczesną budowlą, ale w gruncie rzeczy fajnego. Ma piękną bramę z efektownymi płaskorzeźbami. A potem kolejne fajne bramy i wysoką wieżę z pięknymi widokami na wszystkie strony świata. Z zewnątrz jest znacznie skromniejszy, niż zamek Książ, ale wewnątrz za to ciekawszy i bardziej klimatyczny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Potem schodzimy nad Jezioro Bystrzyckie, ja nie wiem, czy będzie na dole jakaś droga powrotna po tej stronie jeziora, nabieram coraz większych wątpliwości, ale na wszelki wypadek nic nie mówię. Na dole okazuje się, że jest świetna niespodzianka - długi wiszący most na drugą stronę jeziora, gdzie droga powrotna jak najbardziej istnieje. Samo jezioro malownicze i duże.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planuję wracać tą samą trasą, którą przyszłyśmy - do Jugowic i autobusu. Żartem tylko sugeruję, że można iść szlakiem do samej Jedliny, nie licząc w ogóle na to, że mama się zgodzi. A ona ni stąd, ni zowąd, że nie ma sprawy, możemy iść. Nie wierzę własnym uszom, ale skoro tak, to w to mi graj!
Szlak co prawda też biegnie wzdłuż szosy, ale spokojniejszej i przede wszystkim po wzgórzach, z mnóstwem widoków na wszystkie strony, przez malowniczą wieś Niedźwiedzicę (polecam bardzo!), z obiecującym zabytkowym kościołem, który jednak okazuje się być w remoncie i pusty w środku. Z tej trasy roztaczają się piękne widoki na zamek, który w tym ujęciu i odległości wygląda najlepiej. Jeśli kiedykolwiek będziecie w tych stronach, koniecznie idźcie żółtym szlakiem pomiędzy Jedliną a Zamkiem Grodno, koniecznie! Do akademika wracamy ledwie żywe, ale zadowolone! Zwłaszcza ja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Dzień VII - Głuszyca, Cesarskie Skałki.

Dziś ma być z założenia lżejszy dzień, żeby odpocząć po wczorajszym. W sam raz pasują do tego Cesarskie Skałki w Głuszycy, niedaleko przystanku PKS. No i fajnie, tyle, że nie prowadzi tam żaden szlak. Tzn. niby jest szlak rowerowy, ale wydaje się mijać te skałki nieco z tyłu, za to z Głuszycy do skałek wiodą tylko nieoznakowane ścieżki. Na mapie wygląda to dość prosto, za to w rzeczywistości... no cóż, jest nawet drogowskaz na początku drogi. Szkoda, że tylko tam. Ach, przed owym drogowskazem mijamy jeszcze lokalną szkołę - czad! Do takiej nawiedzonej szkoły to ja bym chciała chodzić, toż to przygoda! Ale tutejsze mamuśki pewnie narzekają. :(

Obrazek

No dobra, ale wróćmy na naszą trasę. Potem drogi się mnożyły, oznakowań za to nie było ani śladu. W końcu dotarłyśmy do szlaku rowerowego, biegnącego z tyłu, trochę nam zajęło zorientowanie się, w którym miejscu owego szlaku jesteśmy. W końcu obieram najbardziej prawdopodobny kierunek, mama protestuje z powodu błota - bez przesady, nie było go znowu tak dużo - ale wystarczyło, żeby uznała, że tędy na pewno nie dojdziemy do celu. Nie miała racji - w końcu trafiamy do skał. Właściwie to do jednej dużej i kilku mniejszych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem odkrywam, że w dół wiedzie wąska ścieżka i niżej są kolejne skałki, ale mama nie ma odwagi tą ścieżką iść (nie dziwne, też mam lekkiego cykora), poza tym żadna z nas nie miałaby siły zleźć nią w dół i z powrotem wrócić na górę - a ja chciałam wrócić na szlak i nim iść w stronę Jedliny. Idziemy więc szlakiem, który w końcu nie wiadomo gdzie i kiedy znika - i zdaję sobie sprawę, że nie ma rady, idziemy prosto do Głuszycy tą samą drogą, którą przyszłyśmy, a szlak przepadł. :( Jestem zła, bo skoro i tak pozostaje nam zejść tędy, to trzeba było iść tamtą ścieżką przez skałki, byłoby ciekawiej. Ale kiedy dochodzimy do rozwidlenia dróg, przychodzi mi do głowy, że wcale nie musimy już schodzić na dół, możemy iść dziką ścieżką przez las. Idziemy, idziemy i nagle szlak też się znajduje nie wiadomo kiedy.
Wszystko się zgadza! Potem musimy już świadomie od niego odbić jakąś wąską ścieżką, która na szczęście okazuje się być dobrym wyborem, mimo, że chwilowo zanikła i trzeba było przedzierać się przez trawę. Ostatecznie docieramy dalej, niż zamierzałam i właściwie tylko 1 przystanek musimy podjechać, żeby znaleźć się w domu. Nie mamy jednak już sił iść i czekamy na busa.

Obrazek


Skarga i zażalenie z dnia - jak można mieć taką atrakcję turystyczną i nie oznakować do niej dojścia? Nieładnie i wstyd!

Dzień VIII - Czarodziejska Góra i inne "szczyty".

Dziś z założenia miał być dzień odpoczynku. No, już wczorajszy miał taki być, ale nie całkiem wyszło i w nocy z bólu kończyn nie mogłam zasnąć. Nie bardzo też miałam pomysł, jak tu odpocząć w Jedlinie, gdzie nie ma płaskich dróg, zawsze jest pod górkę lub w dół.
Ale mieszkamy tuż przy Czarodziejskiej Górze, takim ośrodku z różnymi atrakcjami, więc udajemy się tam na początek, żeby sobie zjechać torem saneczkowym. Potem przez kwitnącą łąkę spacerem idziemy do góry i wchodzimy w las. Tu następuje mnogość ścieżek, które mogą prowadzić dokądkolwiek. Przychodzi mi do głowy, że można by iść do Jedliny Górnej - to urocza zapuszczona stacyjka widziana dotąd tylko z okien autobusu. Wybieram jakąś drogę, która wydaje się prowadzić we właściwym kierunku, ale wkrótce okazuje się, że zmierza jednak w inną stronę i nie ma z niej żadnego odbicia we właściwy bok. Nie ma i być nie może, sądząc po stromiźnie ciągnącej się jeszcze hen, daleko. No trudno, to idziemy gdzieś, gdzie nas ta droga poniesie. Jest na niej nawet namalowany jakiś szlak w dziwnym kolorze, ale na mapie szlaku tego nie ma, więc nie wiadomo, dokąd prowadzi. Trasa faluje w górę i w dół i dotąd pozwalamy się jej prowadzić, dopóki różnice poziomów nie są duże. Załapujemy się na kilka widoków, znajdujemy aż 8 jagód na licznych, lecz pustych krzakach i po tym wracamy do domu. Sądząc z mapy, myślę, ze zahaczyłyśmy o takie okoliczne "szczyty", jak Leśniak, Dłużyca i Kobiela.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: sob, 30 grudnia 2017 18:42:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 17:48:09
Posty: 6121
Fengari pisze:
zamek Grodno

Chyba to było rok, może dwa po ślubie mieliśmy z żoną propozycję aby zostać gospodarzami tego zamku. Nawet spędziliśmy tam samotnie noc, ale jednak nie zdecydowaliśmy się.

Fen bardzo podoba mi się Twoje i Mamy wędrowanie tymi niedostrzeganymi zakątkami. Jak tam zajrzę będę miał w pamięci relę. Dzięki. :bukiet:

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł: Re: Fumowanie
PostWysłany: sob, 30 grudnia 2017 19:10:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 17:38:41
Posty: 7510
Skąd: Statek Burz
Ja też dziekuję. :)


Ale to:
Powsinoga pisze:
Chyba to było rok, może dwa po ślubie mieliśmy z żoną propozycję aby zostać gospodarzami tego zamku. Nawet spędziliśmy tam samotnie noc, ale jednak nie zdecydowaliśmy się.

O ja cię!!! :shock:
Kurde, chyba bym się nie oparła takiej ofercie!
Chociaż z drugiej strony, jak na to spojrzeć bardziej praktycznie, niż romantycznie, to mogłoby faktycznie być ciężko...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group