Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 16 grudnia 2017 10:08:35

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 810 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 49, 50, 51, 52, 53, 54  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 10 marca 2017 20:35:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5541
Dzień III. Mochnaczka - Bieliczna - Ostry Wierch - Wysowa - Kozie Żebro - Regetów

No cóż, trudno się zabrać za kolejny odcinek. Wszystko przez laskę i jej rodziców. Bo jak opisać te 12 godzin gdy byłem gościem w myśl starego powiedzenia "Gość dom, Bóg dom. Godziny które były niezwykłe, a może właśnie zwyczajne w dobrym stylu czyli gadanko + C2H5OH + późna noc + luna. Łemkowie, wilki, Stasiuk /Tato laski pełna zgoda/, książki, Nikifor, a nawet nóż w plecach no po prostu gdyby nie zmęczenie to świt by zastał. Budzą mnie modlitwy dobiegające przez okno z cerkwi, słońce wschodzi.
Obrazek
Potem kawka w kuchni i gadanko i jakiś anioł wiesza na drzewie siatkę z buncem, który chwilę później zajadam i tylko grzeczność i wrodzona skromność he he powodują, że nie zżeram całego. Trawestując Papieża Wojtyłę "Cóż powiedzieć - żal ruszać na szlak". Gdybym był Myśliwskim po tygodniu pobytu miałbym materiał na książkę, takie historie słyszałem, że hej. Dzięki, noszę to spotkanie w sobie.
Jeszcze foty znamiennych forumowych miejsc.
Obrazekprzystanek

ObrazekJezus z zagadki

Obrazekkultowy szlakowskaz

Krótki odcinek ze wsi do lasu to kwintesencja /świetne słowo/ Beskidu Niskiego. Lekkie przewyższenie, Mochnaczka w dolinie, hełmy cerkwi, droga wśród drzew i krzewów pełnych owoców późnego lata, łąki i koleiny. ****** o :!:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy będę stary, właśnie ten szlak przejdę wspierając się o laskę /znaczy taką drewnianą/ i będę szczęśliwy wspominając miniony czas. Po kilku chwilach schodzę już do Banicy. Priorytetem są cerkwie więc odbijam ze szlaku dobry kilometr by zobaczyć.

Obrazek

Upał jak w lipcu więc w cieniu zamkniętej cerkwi odpoczywam. Potem chusta na łeb i najkrótszą drogą czyli bez szlaku asfaltem do Izb.

Obrazek

Lubię i nie przeszkadzają mi lokalne drogi. Jedno auto raptem mnie mija. Szybko mija kilometraż i już następna cerkiew w oddali.

Obrazek

We wsi zatrzymuję się pod okazałą wiatą z kominkiem i coś tam zajadam. Spoglądam na ciekawy budynek, ale nie dociekłem co to.

Obrazek

Potem cerkiew: otwarta, murowana, jakoś bez uniesień.

Obrazek

Ale, ale... w kruchcie ludowy krucyfiks. Mistyka w drewnie, niewiarygodne piękno. Tylko dla tej rzeźby było warto tu być.

Obrazek
Obrazek

Patrzę na mapę gdzie dalej. O jakaś Bieliczna w cieniu Lackowej, no to idę.

Obrazek

Tak sobie, powiem szczerze, szeroka gruntówka, płoty jakiegoś gospodarstwa. No ale są i brody. Bieliczna, miłość od pierwszego wejrzenia.

Obrazek

Kładka do cerkwi, która jest zawsze otwarta. Taka uboga, że nie warto zamykać, ale przez to jest najbogatsza i najpiękniejsza. Siadam w ciszy w skrzypiącej ławce. Betlejem - dziś tu mógłby narodzić się Jezus.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obok cerkwi miejsce na ognicho i namiot, ech żal, że brak czasu by zostać. Powyżej zapomniany cmentarz, tu wieczność można oczekiwać na wieczność.

Obrazek

Decyduję się iść starym traktem bez szlaku na Przełęcz Pułaskiego czyli granicę. Piękna droga, pięknie się idzie. Brody, a nawet potokodroga, rozlewiska uczynione przez bobry, majestatyczne świerki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Spotykam grzybiarzy, których wiadra świecą czerwienią rydzów. Szybko, za szybko dochodzę na graniczne pasmo.

Obrazek

Obrazek

Powrót do przeszłości, ileż to lat temu się popylało urywając czasy. No ale to była trasa Ustrzyki - Krościenko więc nie było zmiłuj się. Graniczny szlak /by go trafił/ ciągle w lesie.

Obrazek

Podejście na Ostry Wierch ostre, ale szybko się kończy. Gdy osiągam szczyt zdaję sobie sprawę, że jeśli chcę dojść do Regetowa to muszę wreszcie zacząć iść a nie wlec się. Na Przełęcz Cigielka zapieprzam więc urywając połowę czasu, tak samo do Wysowej.

Obrazek

Obrazek

Hamuję przed sklepem, zakupy na 2 dni. Gdy wracam do plecaka zostawionego przy ławce zagaduje gość /tak koło 60-tki/ siedzący z żoną obok. Tak właśnie zastanawialiśmy się ile ten plecak ma lat, chyba z 20. Chwilę zastanowienia, kurczę 10 więcej. Bardzo lubię Wysową. Fajna regionalna knajpa, klimatyczny kościółek i swego czasu baza namiotowa. Do tego dobrze zaopatrzone GS-y, kupiliśmy tu
świetne skórzane trapery /niebieskie/, o jakich w Poznaniu można było pomarzyć. No ale czas nagli do zmroku 2 godziny, a trzeba przeleżć Kozie Żebro. Nie lubię tego odcinka. Asfalt, deptak, wyrypa i potem ostre zejście, a gdy mokro to zjazd. Idę już bardzo, bardzo wolno, na szczęście zachód słońca dodaje sił.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


O dziwo mieszczę się w czasie więc w ciemniejącym świetle schodzę do Regetowa tym pioruńskim leśnym zejściem. Gdy wychodzę na łąki wita mnie księżyc, ale jeszcze jasno.

Obrazek

Dochodzę do znajomych zabudowań, niestety nikogo nie ma, ale na szczęście drzwi na stryszek otwarte. Ładuję się i po kwadransie już śpię. W końcu jutro chcę być w Rado.

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 11 marca 2017 18:43:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12754
Skąd: Poznań
Świetne zdjęcia.
Zupełnie nieznane mi okolice a jakże piękne! :brawa:

Nie wiedziałem, że tyle tam czynnych cerkwi! :shock:

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 13 marca 2017 00:50:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 16:16:54
Posty: 1269
Skąd: Kraków
dzięki za te wpisy :brawa: jak ja się cieszę że wiosna idzie :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 30 marca 2017 22:41:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5541
Dzień cmentarzy - wieczności.
Wyruszam wcześnie bo już po siódmej. Trochę czasu mitręże w regetowskiej bazie namiotowej, którą bardzo lubię. GSB jakby co. Porządek wzorowy.
Obrazek
Dla mnie Regetów to ważne miejsce, spędziłem tu wiele dobrych chwil. Dziś niestety dotarł tu asfalt i "autostrada leśników". Dawny bród i kładkę zastąpiła szeroka szutrowa droga i most. Cóż mam nadzieję, że trochę to pozarasta.

Powoli wspinam się na Rotundę jedno z najbardziej mistycznych miejsc w Niskim czyli niezwykły cmentarz na szczycie. Za wzgórza przebija wschodzące słońce. Przypominam sobie napis na cmentarzu:
„Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi,
A burze już nam nieraz we znaki się dały -
Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi
I wcześniej okrywa purpurą swej chwały.”

Obrazek

W momencie powstania wzgórze z cmentarzem było niezalesione, dziś otula je bukowy las. Stał się strażnikiem tego miejsca. Wiele eschatologicznych myśli. Szaleństwo wojny niezrozumiałe dla młodych chłopaków wchodzących w dojrzałe życie. Cierpieli, ginęli gdzieś tam. Dla nich to nieludzka ziemia.
Na zachodzie bez zmian. Chociaż dziś już lepiej, są w pięknym miejscu, gdzie cisza, spokój i wieczność. Bóg i czas przywracają proporcje.

Obrazek

Idę, niektóre drzewa przewrócone, jakby broniły dojścia.

Obrazek

Ale jest światło zza wzgórza, jest nadzieja.

Obrazek
Dochodzę w momencie gdy szczyty wież oświetla słońce.

Obrazek

Modlitwa za zmarłych, mogliby być moimi synami. Spożywam z nimi śniadanie i wznoszę toast. Godzina na Rotundzie, godziną poza czasem.

Obrazek

Cmentarz w rewitalizacji. Stare wieże obalone, wylewane fundamenty pod nowe.

Obrazek

Odłupuję drzazgi starych konstrukcyjnych belek porzuconych w trawie.

Obrazek
Relikwie wkładam do plecaka. Pewno te belki zostaną po prostu spalone. Życie.

Schodzę do Zdyni. Mija mnie chyba z 50-osobowa wycieczka. Dzięki Boże za te chwile ciszy i samotności na górze.

Jest sklep więc robię zakupy i kupuję... majtki. Slipy poobcierały mnie okrutnie, a tu takie fajne z nogawkami. :oops: Do dziś moje ulubione na wędrówki.
Idę do cerkwi, a jakże. Po drodze cmentarz. Niby wiejski, zwykły, a wzruszenia jak na rotundzie. Zdjęcia na nagrobkach... no cóż sami zobaczcie.
Obrazek

Obrazek

Obrazek
Stare łemkowskie, współczesne polskie. Razem. Przedsionek nieba.
Niesamowity jest ten cmentarz, ileż klimatów.
Obrazek

Obrazek

Jezus spadł
Obrazek
litościwa ręka podniosła i otuliła kawałkiem materii
Obrazek

Cerkiew zamknięta i niedostępna, słabe wrażenie po cmentarzu.
Obrazek

Jeszcze świetny moment, gdy idę wzdłuż drogi. Robotnicy malują barierki. Jeden z nich zaczepia: "Dokąd prowadzi droga?" Eee, nie wiecie gdzie pracujecie... myślę. No dokąd... aaa... do Radocyny. Po prostu po naszemu spytał dokąd idziesz? Droga prowadzi do RADOCYNY! Wywiązuje się rozmowa. Jeden wspomina wojsko gdy ich gonili bez wytchnienia i pili wodę z kałuż. Odtąd nienawidzi chodzić. Ale jak człowiek wolny to dobrze łazić, mówię. Zaraz skręcę na bezdroża, poleżę na łąkach, ochłodzę w strumieniu... No widzisz, jak ma fajnie... przekonują inni. Dokąd prowadzi droga? - jakże mocno te słowa utkwiły.

No to na szagę przez łaki ku Radocynie. Nie jest tak dobrze jak w Mochnaczce, drogi zanikają.
Obrazek
Poleguję na łąkach, przedzieram się bez szlaku przez las. Bezdrożami schodzę powyżej wsi Czarne.
Napotykam pomnik Maksyma Gorlickiego Sandowycza i ofiar obozu w Talerhofie
Obrazek
Potem cmentarz. Zachwyca furtka. Doskonałość prostoty. Brama do nieba. Adoruję ją przez dłuższy czas. Wiem jestem egzaltowany. Znów długo siedzę na stopniu bramy myśląc o napisie na cokole cmentarnego krzyża
BYLIŚMY OWOCEM
STALIŚMY SIĘ NASIENIEM
KTÓRE WYDA TYSIĘCZNY PLON
Obrazek

Dalej bardzo powoli. Zahaczam o bacówkę, ale pusta, no cóż nie napiję się żentycy.

Obrazek

Czarne. Pamiętam gdy byłem tu z żoną, a może narzeczoną pierwszy raz /koniec lat 80 XX w/. Zniszczona cerkiew /obecnie w skansenie w Nowym Sączu/, gdy ją oglądaliśmy pojawił się Stasiuk. Niepochlebnie wyrażał się o miejscowych, którzy doprowadzili cerkiew do takiego stanu. Mówił też o tym, że zostanie przeniesiona do skansenu. Jeśli to jego zasługa chwała mu. Pamiętam też jego dom z jakimiś dalekowschodnimi flagami i pasącymi się lamami. Już wtedy odczułem, że nie jest duchowo stąd.

Czarne - Radocyna jakoś słaba ta droga. No i w końcu docieram na słynną werandę...
Jest krupnik. Pyszny, gęsty - dobry początek bycia TU.

P.S. ależ ten dzień się ułożył, wcale nie planowałem tych cmentarzy
jakże mocne i intensywne przeżycia
takie rzeczy tylko w Niskim

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 31 marca 2017 19:42:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6978
Skąd: Statek Burz
Piękne te cmentarze. I słońce na wzgórzu!

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 13 maja 2017 22:14:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6776
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Moje górołazęgostwo najlepiej podsumuje kwestia słonia i schroniska na Śnieżniku z wątku zagadkowego.

Gdy pojawiła się informacja, że na stokach Śnieżnika było ekscentryczne schronisko, z którego pozostała tylko rzeźba słonia, pomyślałem, że to rzeczywiście ekscentryczne, bo w sumie schronisko to raczej rzeźbę kota albo psa powinno mieć. Ponadto, trochę bez sensu, choć owszem, ekscentrycznie ulokowano to schronisko, no ale czemu nie.

Naprawdę, przypomnienie sobie, że schronisko to nie tylko azyl dla bezdomnych zwierząt, zajęło mi trochę czasu. ;-)
Obrazek

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 13 maja 2017 22:41:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20076
:lol:

panek pisze:
Moje górołazęgostwo


ale jednak Crazy Pinnacles sieknąłeś!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 01 czerwca 2017 20:23:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5541
kolejny odcinek z trudem napisany

RADOcyna.Od wielu lat w planach. Chyba najbardziej pragnienie bycia podbił arasek swoim wypadem. Tak marzyłem, że zejdę ze szaku, siądę przy nocnym ognisku, posłucham Luny i rano z rosą na butach odejdę. Jednak zawsze było coś. No i odległość min. 12 godzin podróży jak nic. Oczywiście byłem w Radocynie wcześnie i najbardziej kojarzyła mi się jako meta chyba najdłuższego odcinka przebytego z plecakiem czyli Barwinek /Szkolne Schronisko/ - Ożenna - Wyszowatka - Długie /żentyca w bacówce dodała sił na finiszu/ - Radocyna /baza namiot/. To musiało być z 14 godzin bo wychodziliśmy ok. 7 rano a dotarliśmy o zmroku. W pamięci utkwiły dwie rzeczy. Kapliczki jak słupki kilometrażowe między Wyszowatką a Czarnym oraz ślady niedźwiedzia na radocyńskiej drodze ku granicy.

Natomiast w ogóle nie kojarzyłem hoteliku państwa Maj. Wpis Pietruszki o tym, że to ostatni moment żeby zakosztować klimatu tego miejsca zdopingował mnie by tu być.

Zwykle nie jadam w schroniskach, bo ceny w stosunku do tego co dostaję podnoszą moje ciśnienie. Jednak pamiętając entuzjastyczne wpisy z forum poznawanie Rado zacząłem od krupniku i był to dobry początek. Z okienka zza firanki dostałem dużą michę gęstą, pożywną i smaczną. Pytam o nocleg - jest w wieloosobowym, no to pomyślę. Obchodzę, zachodzę tu i tu i tam i siam i ówdzie. O tu belka z której zwisali forumowicze. O jakie fajne kapliczki i dobre miejsce pod namiot. Schodzę do bazy - jest świetna. Chatka zamykana symbolicznie, jest piec, czysto i schludnie. Chyba tu przekimam, myślę.
Wracam do hoteliku i spotykam panią Wiolettę Maj - szefową. Jakoś tak nawiązuje się rozmowa która trwa i trwa chyba z pół godziny. Poznaję historię tego miejsca i dzień dzisiejszych problemów. Kobieta od zawsze związana z lasami. Wpierw sadziła drzewa, potem prowadziła bufet by wreszcie zarządzać i TWORZYĆ to miejsce. Jestem stuprocentowo pewny, że to zasługa jej i męża. Ponad dwadzieścia lat prowadzenia w tak skrajnie trudnym miejscu bez wsparcia - szacunek. Fakt, że obiekt we wrześniu ma pełne obłożenie mówi sam za siebie. Urzędnicy/w tym wypadku Lasów Państwowych wiedzą swoje. Oczywiście po remoncie będzie przetarg, ale raczej nie będzie w nim miejsca dla państwa Maj. Marka miejsca /swtorzona przez wiele lat ich ciężką pracą/ plus lepszy standart równa się łakomy kąsek. Na szczęście mają mieszkanie, więc mają dokąd wracać. To, że stracą miłość swego życia nikogo z decydentow nie interesuje. Staram się dać dobre słowo, pocieszyć. Mam nadzieję, że odnajdą się w nowej rzeczywistości i być może okaże się, że wreszcie odpoczną i będzie im dobrze. Choć wiem po sobie, że takie rany goją się bardzo powoli.
No to ubijam targ z Szefową. Nocuję w hoteliku, dostaję swoją wieloosobową jedynkę, a wszystkich innych niespodziewanych gości upchnie w drugiej wieloosobówce. No pani Wioletto zdobyła pani moje serce. Standart pokoju lata 80-te, ale schludność, czystość wzorowa. Powiem szczerze = warunki domowe.
O zmierzchu idę w górę Radocyny. Po stronie serca /znaczy ja mam po lewej... tfu/ zza wzgórz wschodzi luna.
Obrazek
Choć jestem sam robi się forumowo - wędrówka dusz. Dochodzę do radocyńskiej szkoły. Czarne okna patrzą smutnie.
Obrazek
Szkoła pod obłokami w Gorcach przypomina się. Pustka, czas nieodwracalny. Jeszcze cmentarz w ciemnościach - cisza. Wracam po ciemaku. Jasna wstęga drogi prowadzi jak Pietruszkę Myśliwskiego.
Dobra noc, głęboki sen. Taki gdy człowiek czuje się dobrze i szczęśliwie, gdy zły nie dociera.
Ranek wcześnie. Bufet zamnknięty, więc jeszcze raz idę za kapliczki i do bazy namiotowej.
Obrazek
Jakże inaczej te miejsca wyglądają w niskim słońcu i rosie. Napisałbym piosenkę lub wiersz.
Wracam. Cudowne okienko otwarte. Jajecznicę na kiełbasie raz proszę. Smaży pan Stanisław Maj i dostaję radojajo na talerzu. Dachy parują - uwielbiam.
Obrazek
Czas w drogę, pakuję się, wchodzę na werandę i... a co tam. Jajecznicę na kiełbasie drugi raz proszę. AAA... pan Staś poszedł, jest pracownik. Niby jaje te same, patelnia ta sama, kiełby jakby mniej, dwie gwiazdki mniej.

podsumowanie? proszsz bardzzo
Pietruszka pisze:
... chodziliśmy wszędzie, ale nigdzie nie doszliśmy... byliśmy i tam... i oo... taaam... ale zawsze Irenka dawał sygnał, że już osiągnęła swój wymarzony port i zatrzymywaliśmy się w miejscu pogryźć liście mięty i i poszperać w horyzoncie...
... ktoś musi tu przyjechać... pozbierać to, co zostało kiedyś zostawione; dotknąć niedotykalnego; uśmiechnąć się do tego co oczekuje uśmiechu...O! Tam na stoku błąka się twoje spojrzenie zostawione lata temu; a tam Natalia porzuciła uśmiech między mięty i kwiaty ziół... Wit zostawił polnego konika i nie dał mu imienia. Błąka się bez celu. Gero strzelił gola, który nie jest zapisany i z falsetu potraktował stok... Arasek zauroczył jedną owcę, która trwa w odrętwieniu... aż zrobi taki ...pstryk...ktoś m
usi pojechać na pomoc...


Crazy pisze:
Może zmarnowałem mnóstwo okazji na zobaczenie różnych cudów.

Ale uczciwie przyznam, że jakoś nie żałuję... ja tam strasznie lubię być, rozglądać się wokół, wdychać to powietrze... aż mi głupio, ale lokalny spacerek nad rzeczkę albo przejazd rowerowy do sąsiedniej wsi do sklepu zawsze mi w zupełności wystarczał.


nie trafiłem tu w w odpowiednim czasie i jest to smutek
ale może zdarzy się cud?
firankę z bufetu zabrałbym jak relikwie...

_________________
J 14,6


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 02 czerwca 2017 09:41:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 24 grudnia 2004 14:34:22
Posty: 12754
Skąd: Poznań
Potężny wpis, Powsinogo! :brawa:

_________________
w sumie fajnie byłoby uratować jakiegoś przystojniaka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 13 lipca 2017 17:33:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20076
O tak, dopiero teraz przeczytałem. Może kiedyś też tak będę jeździł po Polsce...

Tymczasem pytanie dość przyziemne, ale zaintrygowało mnie z okna pociągu i nie umiem znaleźć. Jaką górę z masztem mogłem widzieć ze stacji w Makowie Podhalańskim?

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 13 lipca 2017 17:50:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24116
Luboń Wielki?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 17 lipca 2017 14:52:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20076
Mam duże wątpliwości. Ta góra, którą widziałem (chyba że mi się wszystko tam pomerdało), była naprawdę blisko, wyrastała ponad stacją. Luboń jest od Makowa spory kawałek.

Jak wiadomo, Luboń widać najlepiej ze stacji w Chabówce, skąd widać gołym okiem, że na jego szczycie sterczy wielki chwost :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 18 lipca 2017 07:41:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3499
Skąd: Warszawa
Z rysopisu i dostępnych mi narzędzi wynika, że to niejaka Bryndzówka (698 m n.p.m.).

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 18 lipca 2017 09:16:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20076
U, nie znałem!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 07 października 2017 17:56:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 2762
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Lato wciąż trwa, ale co i rusz jakieś dziwne akcenty - to tu, to tam - przypominają, że pewnie w końcu pojawi się ta jesień, a gdzieniegdzie i zima. Maliny się kończą... Wokół gór przestrzenie niezmierzone, a jak spadnie śnieg, to część celów nam odpadnie, bo sprzęt sprzętem, ale drogi pozamykają do maja i się po prostu nie dojedzie w głąb dolin. Trzeba działać póki czas!

Mount Elbert to najwyższa góra w Kolorado i druga najwyższa w "zwartych" USA. Ma 4401 wysokości, nie jest szczególnie trudna (a wręcz łatwa), ale jednak całkiem spora. Z parkingu na szczyt jest prawie 8 kilometrów i ponad 1400 metrów przewyższenia, a góra zalicza się do czołówki szczytów w kategorii wybitności (określana jest jako "ultra-prominent" - wybitność 2775 metrów). Pomijając znikome trudności techniczne, trzeba się tam nastawiać na ewentualne problemy aklimatyzacyjne, a przede wszystkim na to, że - podobnie jak a całych Górach Skalistych - warto startować wcześnie i się sprężać, ze względu na wczesnopopołudniowe suche burze - błyskawice są tu realnym zagrożeniem i ok. 13-14 powinno się już być poniżej granicy lasu. Logistyka przedsięwzięcia obejmuje również to, że Elbert, będąc najwyższą górą stanu, najwyższym "czternastotysięcznikiem" (a konkurencja zdobywania "fourteenersów" jest tu sportem narodowym) potrafi przyciągać prawdziwe tłumy. Stwierdziliśmy więc, że najlepiej będzie przyjechać tam nie w weekend, ale po prostu w poniedziałek :)

Mieszkając na wysokości 1700m aklimatyzację mamy nienajgorszą, ale postanawiamy nie ignorować skali góry. Mając opcję nocnej jazdy z Boulder (około dwóch godzin dojazdu) i start wprost z samochodu, wybieramy jednak alternatywę - ruszamy w niedzielę i zatrzymujemy się w słynnym z najbardziej wymagających biegów ultra miasteczku Leadville (jednocześnie najwyższą miejscowością w USA, położoną na 3100m). Leadville jest prześliczne, bardzo dzikozachodnie i niezwykle interesujące historycznie (warto poszukać w internecie i poczytać o rządzącej kiedyś tą miejscowością rodzinie Taborów). Zamieszkaliśmy w motelu, który okazał się własnością Polaków - w recepcji przywitała nas panorama Tatr z Kasprowego Wierchu. Cztery największe hotele w Leadville są "polskie" - całe Kolorado zresztą staje się najpopularniejszym celem re-emigracji Polaków w USA. Niedzielny wieczór spędzamy na spacerach i jedzeniu, a potem spać, bo o piątej pobudka.

Piąta rano to chora i straszna godzina, ale nie ma innego wyjścia. Wstajemy, szybko ładujemy się do samochodu, bierzemy coś ciepłego do jedzenia i picia na stacji benzynowej i ciemną nocą ruszamy pod Elbert. Droga jest jak z Zagubionej Autostrady, tylko że wszędzie w ciemnościach migają ogniki zwierzęcych oczu. Zjeżdżamy na szutry i leśnymi serpentynami docieramy na parking z którego startuje szlak prowadzący północno-wschodnią granią. Na parkingu stoi z 10 samochodów, pierwsi więc nie będziemy, co mnie w sumie cieszy, bo znając sposób prowadzenia amerykańskich szlaków wiem, że nie ma się co nastawiać na znaki farbą czy kopczyki.

Postanowiliśmy iść lekko i szybko. Wiemy, że będziemy musieli iść po śniegu, ale ponieważ na szczycie ma być nie zimniej niż -5, a do tego nie zapowiadają wiatru, ruszamy z minimalną ilością rzeczy, wodą, mieszanką orzechów i M&Msów i w butach biegowych. Czekamy na świt i ruszamy. Pierwsze kilometry szlaku prowadzą pięknym sosnowo-świerkowym lasem, szybko zdobywając wysokość. Start jest z wysokości 3000, a do 3600 idzie się w lesie. W ogóle to tutejsze góry są jak Tatry, tylko kopnięte w górę o dwa kilometry - kolejny już pobyt tutaj i za każdym razem mam takie wrażenie. Na 3600 wysokopienny las kończy się jak nożem uciął i zaczynają się strome hale, przechodzące następnie w skalne żebra kulminujące we właściwej już grani. Od lasu idziemy po cienkiej warstwie śniegu, zakosy zanikającej ścieżki prowadzą pewnie w górę, a w pewnym momencie zaczynają się skalne progi i trzeba w końcu wytężyć łydę napierając dość ostro po stromiźnie. Śniegu nie ma za wiele, idzie się pewnie, a widoki otwierają się na coraz szerszą perspektywę i są naprawdę oszołamiające - góry ciągną się wszędzie i w nieskończoność - skala jest więcej niż alpejska, robi to ogromne wrażenie.

Szczyt ma trzy masywne przedwierzchołki, które trochę oszukują i wkurzają - wydaje się, że to już, ale zaraz mamy kolejną wielką bułę, a za nią kolejną i kolejną. Wiemy o tym z opisu szlaku, więc na dobrą sprawę trochę nam to pomaga - przynajmniej kontrolujemy sytuację i orientujemy w tym ile nam jeszcze zostało. Wreszcie ostatnie wyniesienie i skaliste żebro wprowadzające na szczyt Mt. Elbert. Jesteśmy! Nie sami, bo kręci się kilka osób które dotarły alternatywną granią od Twin Lakes, ale nie zakłóca to poczucia totalnej izolacji od cywilizacji - dopiero teraz widzimy jak gigantyczną górą jest Elbert i jak potężnie wyrasta nad otaczające doliny.

Na szczycie spędzamy ponad godzinę opalając się w pięknym słońcu, fotografując i gadając z docierającymi na szczyt osobami. W końcu odwrót - zbiegamy chyżo, zatrzymując się jeszcze na dłuższy posiad na hali na granicy lasu, żeby podjeść i nasycić słońcem. Potem tylko końcowy odcinek przez las, samochód i do domu. Znowu się udało :)

Technikalia:
Start: ok. 3020 mnpm
Meta: 4401 mnpm
Dystans całkowity: ok. 14 km
Przewyższenie łączne +1400m
Czas podejścia: 2h 35 min
Czas zejścia: 1h 50 min
Czas całkowity wycieczki: 6h 12 min.
Czas postojów (szczyt + popas na zejściu): 1h 47 min

Garść zdjęć:

Leadville:

Obrazek

Obrazek

Start o świcie:

Obrazek

Wejście w strefę hal:

Obrazek

Nieco bardziej graniowo:

Obrazek

widoki z podejścia:

Obrazek

No i na szczycie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cichociemnie ze szczytu:

Obrazek

No i pamiątkowo:

Obrazek

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

"If you say why not bomb [Soviets] tomorrow, I say, why not today. If you say today at five o’clock, I say why not one o’clock?" John Von Neumann


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 810 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 49, 50, 51, 52, 53, 54  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group