Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 15 grudnia 2017 13:00:33

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 25 lutego 2008 23:17:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
a ja czasem po prostu lubię kicz

ale Dzikość serca jest nietypowym filmem wbrew temu, co mówiono, kiedy zdobyła Złotą Palmę, i moim zdaniem jedynym tak naprawdę postmodernistycznym filmem Lyncha.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 26 lutego 2008 08:12:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18718
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Crazy pisze:
ale Dzikość serca jest nietypowym filmem wbrew temu, co mówiono, kiedy zdobyła Złotą Palmę, i moim zdaniem jedynym tak naprawdę postmodernistycznym filmem Lyncha.


Coś w tym może i jest, bo już np. "Miasteczko Twin Peaks" mnie tak nie odpycha.

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 09 lutego 2009 12:28:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
natalia pisze:
ja byłam na dzikości serca zanim jeszcze był wyświetlany normalną droga w kinach. a było to na tzw. Konfrontacjach w nieistniejącym już kinie Bałtyk. i nigdy nie zapomnę totalnego zadziwienia tym filmem. ci, którzy ogladają go teraz, po latach, nigdy tego nie zrozumieją, jak bardzo różna była od tametgo kina ta lynchowska konwencja. pamiętam, że zastanawialiśmy się na roku, czy ten film jest na serio, czy to jakieś jaja

ja myślę, że on dlatego dostał tę Złotą Palmę... bo było to coś niesłychanego (no i dla tego samego werdykt jury został wygwizdany).
Zawsze uważałem, że bynajmniej nie jest to najlepszy film Lyncha, ale w Cannes miewali dobrą intuicję co do tego, jakie filmy naprawdę wprowadzają nową jakość do kinematografii.

Przy okazji - też widziałem Dzikość serca na konfrontacjach! Miałem zaledwie 15 lat...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 11 lutego 2009 22:44:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 06 września 2007 13:57:13
Posty: 1874
Skąd: Warszawa
po prostu, trudno zaakceptować film, w którym w jednej scenie pokazuje się straszne zło, anielskie dobro i jednocześnie z szafy wychodzi dinozaur



p.s. takie kino kocham.

_________________
http://nemesister.tv


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 lutego 2009 15:14:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 11 lutego 2009 23:19:00
Posty: 1049
Skąd: Warmia/Poznań
moje pierwsze spotkanie z Lynchem: jak puszczali Miasteczko TP pierwszy raz w polskiej telewizji (90 czy 91 rok ?), miałam 6 lat :shock: , nie wiem czemu mi rodzice nie zabronili :? Fakt jest taki, że do dziś pamietam i przeraża mnie ten motyw z kolesiem z długimi blond włosami, ktory ni stąd ni zowąd(to się tak pisze?)ukazuje się bohaterom albo w lusterku samochodu albo co gorsza na dywanie :shock: Mam nadzieje,że nie myle motywu :?: W każdym razie ten dywan długo mnie prześladował :wyciera: ...
Na początku studiów obejrzałam z kumpelą już świadomie Zagubioną autostradę, ale chyba nastawiłyśmy się na typowy film, gdzie fabuła jest w kluczu przyczyna-skutek. A wiadomo, że jak się człowiek nastawi... :?
Także będe musiała zrobić kiedyś 3. podejście do tego Lyncha :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 26 lutego 2009 09:17:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18718
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Zrobililiśmy sobie z Sylwią w tym tygodniu dwa "wieczorki z Lynchem". Poleciały "Blue Velvet" i "Zagubiona Autostrada" (Crazy pewnie zemdleje ze zdziwienia, ale oglądałem oba filmy po raz pierwszy w życiu).

Krótko: Blue Velvet * * * * 1/2 i automatycznie staje się moim-ulubionym-filmem-Lyncha. Głownie dlatego, że wspaniale operuje nastrojem i pochodzi z okresu kiedy Lynch nie brnął jeszcze w symboliźmie i udziwnianiu na siłę. Wszystko jest tu idealnie zbalansowane. Jest tajemnica, próba jej odkrycia, jest dualizm świata i szarpanie się pomiędzy dniem a nocą, są symbole, ale przede wszystkim jest Dennis Hopper tworzący kreację jednego z większych psychopatów i drani w dziejach kina.

Najlepsza scena: MacLachlan próbujący wciskać drętwą gadkę, aż w końcu robiący "kurczaka" - kwintesencja niewinności i beztroski, która zostanie później zburzona przez "brudną" scenę w mieszkaniu Dorothy widzianą z szafy.

Zagubiona autostrada * * * * * (mimo, że to "BV", stał się "ulubionym", to jednak wypada dać pół gwiazdki więcej doceniając maesterię w prowadzeniu tej opowieści i wnikaniu nią w nieporuszane tradycyjnie rejony) - podchodziłem do tego filmu jak pies do jeża, uprzedzony opiniami jaki ten film jest "zakręcony", "pogmatwany" i "absolutnie niezrozumiały", a ja jestem prosty chłopak i lubie wiedzieć przynajmniej w ogólnych zarysach o co chodzi w filmie, który oglądam. Okazało się jednak, że obawy były zupełnie zbędne *)
Owszem. Fabuła może nie jest liniowa i nie dostajemy na tacy wszystkich elementów do ułożenia, ale wystarczy przyjąć konwencję "senno-psychodeliczną", samemu "wymyślić" kilka brakujących klocków i w zasadzie wszystko działa jak w zegarku. Jak dla mnie jest to film o tym co się dzieje, kiedy tłumione lęki i obsesje wyłażą na wierzch i przyjmują postać fizyczną. Poza tym ten film to obrazy, obrazy i jeszcze raz obrazy. Począwszy od "stroboskopowego" sola na saksie, poprzez "implodującą" chatę i scenę "porwania" Pete'a sprzed jego domu, aż po finałowa scenę pościgu. Nie mówiąc juz o tym, że praktycznie każde ujęcie, na którym pojawia się "pin-upowa" Renee/Alice jest ucztą dla oka. Nie wiem na czym to polega, ale tego ten sposób operowania kadrem i światłem będzie chyba dla mnie zawsze wyróżnikiem kina lat 90-tych.

Najlepsza scena? Chyba faktycznie ta, o której pisał Crazy... ale także ta o kilka sekund wcześniejsza, w której Alice odchodzi od Pete mówiąc mu, że nigdy nie będzie należeć do niego. Pozostaje zagubienie i pustka.

I jeszcze taki obrazek, który na szybko machnąłem w Paint'cie:

Obrazek

:rabbit:

Zdrówka życzę

*) To jest przykład tego co na swój użytek nazwałem casus Babel (od tytułu filmu z Bradem Pittem i Cate Blanchett). Chodziło o to, że w większości recenzji prasowych, jak i "gadanych" jakie do mnie dotarły przed obejrzeniem tego filmu powtarzano jak mantre, że ten film to totalny dół, że nie powinny go ogladać osoby w depresji, że po jego obejrzeniu nie można się otrząsnąć z przygnębienia przez wiele dni etc etc. Obejrzałem i stwierdziłem, że wbrew temu co czytałem/słyszałem ten film kończy się tak naprawdę optymistycznie.. daję nadzieję i pozwala dużo jaśniej spojrzeć na pewne kwestie. Skąd zatem takie diametralnie odmienne opinie? Wysnułem taki wniosek, że w dobie zalewającej nas zewsząd papy filmowej, poprzeczka jaką powszechnie (bo nie mówię tu o koneserach, tylko o tzw. opinii publicznej) zawiesza się przed filmami jest dramatycznie nisko i każdy film gdzie nie strzelają i nic nie wybucha i jest automatycznie filmem "ambitnym", zaś każdy który nie kończy się oczywistym "happy endem", w którym on i ona całują się na tle zachodzącego słońca, jest "dołujący"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 26 lutego 2009 13:03:26 

Rejestracja:
pt, 06 lutego 2009 09:39:10
Posty: 1497
^ te dwa (i jeszcze "Człowiek Słoń","Dzikość serca" i serial "Twin Peaks") to moje ulubione filmy Lyncha
kiedyś, to w ogóle Lynch był dla mnie number one, ale potem mi przeszło.
"Mullholand Drive" jest beznadziejny (dwa razy go oglądałem i próbowałem się przekonać, ale nic z tego)
myślałem, że już po Lynchu i długo się zbierałem, żeby zobaczyć "Inland empire"
a jak w końcu zobaczyłem, to normalnie... WOW!
Świetne kino!

p.s.
Tera mi się dopiero przypomniało. że przecież moim ulubionym Lynch'em jest "Straight Story"! genialny po prostu...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 27 lutego 2009 02:14:47 

Rejestracja:
śr, 06 sierpnia 2008 12:54:25
Posty: 616
Cytat:
^ te dwa (i jeszcze "Człowiek Słoń","Dzikość serca" i serial "Twin Peaks") to moje ulubione filmy Lyncha.


rajza pisze:
Tera mi się dopiero przypomniało. że przecież moim ulubionym Lynch'em jest "Straight Story"! genialny po prostu...


mogę się podpisać prawie wszystkimi klawiszami pod tym, prawie dlatego że nie widziałem do tej pory Człowieka Słonia. :oops:

Ulubiony ciężko byłoby wybrać: albo Prosta Historia albo Blue Velvet. :?:

rajza pisze:
"Mullholand Drive" jest beznadziejny (dwa razy go oglądałem i próbowałem się przekonać, ale nic z tego)


Z tym też się muszę zgodzić, Lynch w tym filmie chyba osiągnął przerost formy nad treścią, samemu do końca nie wiedząc o co właściwie w tej historii biega :wink:

Inland Empire nie widziałem, w najbliższym czasie chyba sobie obejrzę.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 27 lutego 2009 09:51:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18718
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Turio pisze:
Inland Empire nie widziałem,



Od wczorajszego wieczoru to zdanie w moim wypadku przestało być prawdziwe. Pomimo zniechęcającej opinii Krejzjego postanowiłem zmierzyć się z tym filmem... no i się zmierzyłem.

Zaczęło się dziwnie: scena z Zagubioną (Uwięzioną?) Dziewczyną, zające w telewizji i Fantom-Majchrzak szukający przejścia. OK. Było, minęło. Trafiamy do stosunkowo realnego świata i poznajemy główna bohaterkę...

...i w sumie od tego momentu przez ponad godzinę mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że kumam 90% z tego co widzę i potrafię to jakoś logicznie poukładać w głowie. Fakt. Robiłem od czasu do czasu pauzy i dyskutowałem z Sylwią znaczenie pewnych scen i symboli, omawiałem nawiązania do znanych z wczesniejszych filmów Lyncha patentów i środków wyrazu. Jednocześnie gratulowałem sobie w błogim samozadowoleniu bystrości umysłu pozwalającej mi całkiem nieźle nadążać za opowiadaną historią. Niestety taka sielanka trwała mniej więcej do 80 minuty filmu (a przypomnijmy, ze obraz trwa 172 minuty, zatem mojego kumania nie wystarczyło nawet na połowę), czyli mniej więcej do chwili kiedy Nikki zostaje "uwięziona" w scenografii, czyli w rzeczywistości "filmowej". Mój umysł zabalansował wtedy ostro na granicy kompletnego niezrozumienia tego co widzę, a jednocześnie całkowitego odrzucenia filmu, ale udało mi się jakos złapać cienką nić narzuconej logiki i choc od tego momentu wskaźnik rozumienia historii spadł do mniej więcej 50 %, to jednak udawało mi się jeszcze jakoś śledzić fabułę. Niestety im dalej tym było ciężej i kiedy już byłem gotów przyznać, że kopmpletnie nie rozumiem tego filmu, nadeszło zakończenie, które przynajmniej częściowo mnie olśniło. Do tego stopnia, że pozowliłem sobie na okrzyk "EUREKA! Wiem o czym jest ten film!" (żona popatrzyła na mnie mocno sceptycznie :D). Oczywiście radość była mocno przedwczesna, bo, jak to w przypadku innych filmów Lyncha, istnieje więcej niż jeden poziom interpretacji, z tą różnicą, że w tym przypadku jest ich chyba zancznie więcej niż we wcześniejszych dziełach. Różnica nr 2 jest taka, że w przeciwieństwie do wcześniejszych obrazów, gdzie jedna z dróg interpretacji była niejako nadrzędna i ważniejsza od pozostałych (dualizm świata w "Blue Velvet"; "erupcja" tłumionych w podświadomości lęków, obaw i pragnień w "Lost Highway") tutaj mamy do czynienia z kilkoma "równoważnymi" kwestiami i to jest wg mnie główny klucz do rozumienia tego filmu.

No to jedziemy, czyli "Czym jest "Inland Empire" wg Peta":

1) ...rozprawą Lyncha ze współczesnym przemysłem filmowym. Wskazują na to kwestie rozgrywające się wokół kręconego filmu. Te wszystkie gadki o celowaniu w Oscara, ten "talk-show" zorganizowany przed rozpoczęciem zdjęć z parą głównych gwiazd, gdzie jedynym poruszanym tematem są potencjalne ploteczki i skandaliki. Te rozmowy w męskiej garderobie o tyłku partnerki zdjęciowej, wskazujące jakie ma podejście do sztuki filmowej, ktoś kto mieni się "artystą" (bo przecież do tej kategorii zalicza się aktorów). Lynch krytykuje także podejście odtwórców do swoich ról. Pokazuje wyraźnie zderzenie prawdziwego aktorstwa reprezentowanego przez Nikki, która "wchodzi" w rolę całą sobą, tworząc niejako nową, realno-nierealną postać z powierzchownym, pustym aktorstwem reprezentowanym przez Devona, który nie jest w stanie przekroczyć pewnej bariery (scena, kiedy Nikki/Susan zamyka się w domu/scenografii, a on nie jest tam w stanie wejść do środka, a nawet jej nie dostrzega przez okno). Nie widzi w roli prawdziwych emocji i uczuć grzęznąc jedynie w rutynie odtwarzanej roli (sceny w których nie widzi prawdziwej Nikki spoza maski Susan). Znamienne są tutaj też jego słowa, które padają podczas pierwszego, kameralnego spotkania ekipy na planie zdjęciowym, po tym, kiedy wraca z nieudane poszukiwania kogoś ( jak się później okazało była to Susan), kto ukrył się w filmowych dekoracjach: "niestety zniknął tam, gdzie nie można wejść".
Innym elementem, który wskazuje na to, że Lynch szydzi z obecnego przemysłu filmowego, jest "świat zajęcy" pokazany w konwencji debilnego sitcomu, z podłożonym w bezsensownych momentach śmiechem. Wydaje mi się, że reżyser tymi zabiegami próbuje postawić przed nami pytanie o wartość artystyczną współczesnych filmów spod znaku "hollywood" i ogólnie rozumianego "realistycznego" mainstreamu, opartych na pustej, bezmyślnej papce, pozbawionej treści i piętna autentycznej sztuki. Czy dlatego wybrał Łódź na część plany filmowego - zagłębie filmowe w środkowo-europejskim państwie oddalone o tysiące kilometrów od pustego blichtru Holywood? Przecież większość "łódzkich" scen rozgrywa się w pomieszczeniach, lub na ulicach, które równie dobrze można znaleźć w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, czy Warszawie, skoro więc
zdecydował się kręcić w Polsce, to dlaczego akurat w Łodzi?

2) ...grą Lyncha z widzem. Biorąc pod uwagę o jakim twórcy mówimy, to w sumie mało odkrywcze stwierdzenie. Mimo to mam wrażenie, że tym razem gra przebiega na nieco innych zasadach niż dotychczas. Wydaje mi się, że do tej pory Lynch swoim filmami zapraszał niejako do gry widzów o pewnej wrażliwości i do nich kierował swoje wizje, symbolikę i rozrzucone puzzle. Mogło tam brakować kilku klocków, ktore widz musiał dołożyć sam, ale to co otrzymywał stanowiło komplet drogowskazów, którymi miał się kierowac w poszukiwaniu tych elementów. Chodzi mi o to, że nie było tam zbędnych wskazówek, tam każda scena, każdy gest i symbol miały znaczenie, mające pomóc widzowi skompletować tą układankę. Tutaj jest inaczej: tym razem Lynch nie zaprasza do gry, tylko rzuca wyzwanie. Nie tylko miłośnikom swojego kina, ale także przeciwnikom. Tym pierwszym, którzy chełpią się, że pojęli jego filozofię i rozumieją jego kino, podsuwa ślepe uliczki i fałszywe tropy, bo wg mnie, tym razem, wcale nie każda scena jest kluczem do zrozumienia historii i nie każdy symbol jest wskazówką. Sztuczka polega na tym, ze trzeba odsiać "ziarna od plew" i wybrać tylko te drogowskazy, które prowadzą do zrozumienia historii. Sceptykom i krytykom swojej twórczości reżyser też rzuca rękawice: "Przyjdździe, zobaczcie, i sami powiedzcie czy jesteście w stanie z całą pewnością stwierdzić, że to blaga, szarlataneria i postmodernizm mający tuszować jedynie brak talentu?". Przemawia za tym zakończenie filmu, które w stosunku do jego pozostałej części jest zaskakująco normalne, a za razem spina całość dość zrozumiałą i realną klamrą, wskazując tym samym, że reżyser przedstawia przemyślaną i nieprzypadkową historię układającą się w taki, a nie inny ciąg zdarzeń. Okazuje się, że to co widzieliśmy przez ponad trzy godziny nie wydarzyło się naprawdę w "rzeczywistości" filmu. Była to jedynie pewna wizja, lub może raczej historia przedstawiona bohaterce przez "nową sąsiadkę", która taka naprawdę (co dotarło do mnie dopiero na końcu) opowiada ją (a więc w sumie dokonuje streszczenia całej histori w kilku zdaniach) na samym początku filmu. Te tajemnicze słowa o drzwiach, przez ktróe przechodzi chłopiec i dziewczynka, błysku tworzącym złe odbicie (co Wam to przypomina?), bocznej uliczce biegnącej równlegle od jarmarku (czyżby jarmarkiem był "hollywoodzki cyrk", a boczną uliczką ucieczka w podświadomość?)

3) ...filmem o miłości, lub raczej o jej poszukiwaniu i o tym co się dzieje, gdy jej znaleźć nie możemy. Na początku "sitcomowy" zając z pustego, pozbawionego uczuć świata mówi, że "ma tajemnicę", po czym wychodzi i trafia do pięknego pokoju, w którym po chwili znika, a na jego mijescu pojawia się Fantom dopytujący się o jakieś "przejście". Czyżby chodziło o jakieś tajemnicze przejście do świata, w którym istnieje uczucie, w którym prawdziwa miłość jest możliwa. Później dowiadujemy się, że w tym świecie bez miłości jest uwięziona Zagubiona Dziewczyna - prostytutka grana przez Gruszkę (będąca jednocześnie odtwórczynią roli Susan w tej wcześniejszej, niedokończonej wersji kręconego filmu). Fantom znęca się nad nią i jest jakby panem jej życia i śmierci. Jednocześnie odkrywamy, że to własnie Fantom jest inspiratorem fikcyjno-filmowego zamachu na życie Susan, która wchodząc głęboko w swoją rolę nawiązuję kontakt z Dziewczyną i próbuje odkryć drogę prowadząca do jej świata pokazanego jej przez "dziurkę wypaloną papierosem" (kiedy w końcu udaje jej się tam zajrzeć u "zajęcy" zapala się "czerwony alarm"). Żeby tam jednak dotrzeć w pełni musi odkryć na czym polega życie bez uczuć, oparte jedynie na rutynie i pustce duchowej ...oraz na zdradzie i kłamstwie. Możemy się domyślać, że Fantom poszukuje tego tajemniczego przejścia, aby w jakiś sposób go zablokować lub wręcz zniszczyć. Na szczęście Susan dzięki swojemu pełnemu zaangażowaniu (i automatycznej giwerze), wysyła go do "krainy odbić" zamieszkiwanej przez wszelkie lynchowskie zło, a następnie przełamuje klątwe i otwiera drzwi z numerem 47, dając tym samym wolność Dziewczynie, anihilując przy okazji "bezduszną" familię zajęcy będących jakby groteskowymi strażnikami zamykającymi dotychczas to przejście do świata uczuć .








Brzmi idiotycznie? Możliwe. Czy to właściwa interpretacja? Lynch to jeden raczy wiedzieć.

Pozostaje jeszcze najważniejsze pytanie. Czy pisząc wszystko co powyżej, nie zrobiłem z siebie głupka, doszukując się sensu tam gdzie go nie było i budując moje rozumienie tego filmu na symbolach, które stanowiły jedynie "fałszywe tropy", o których pisałem wcześniej, pomijając jednocześnie te naprawdę ważne? A może tych ważnych wcale nie było i cały sens tego filmu sprowadzał się do gry z widzem? Może tym razem Lych postanowił naprawdę zakpić sobie ze wszystkich i wystrychnąc ich na dudka? Może stworzył film, który czerpiąc z wcześniej znanych motywów i elementów (odbicia, mieszanie rzeczywistości etc) jest tak naprawdę o niczym? Możliwe, ale ja jednak wierzę, że jest inaczej.

Zdrówka życzę

PS: Gwiazdek nie będzie.

PPS: To co powyżej napisałem, nie wyczerpuje możliwości interpretacyjnych tego filmu. Mam podejrzenie graniczace z pewnością, że część tropów, które zaszeregowałem jako "ślepe", są przeze mnie po prostu wciąż niezrozumiałe, i w rzeczywistości prowadzą do kolejnych znaczeń tej historii... co nie zmienia wg mnie faktu, że tropów naprawdę "ślepych" prowadząch donikąd jest tu i tak sporo.

PPPS: Nie mogę się zgodzić z opinią, że polscy aktorzy wypadają tu słabo (chodzi mi o tych znaczących). Oczywiście Majchrzak jest klasą samą dla siebie równie dobrze odgrywa furię i wściekłość, ale także niepokój wynikający z niemożoności znalezienia przejścia. Rewelacyjnie jest to pokazane w scenie, gdy informuję Dziewczynę, że został zabity "ktoś, kogo znała, z kim ją widziano" (oczywiście chodzi o Susan), tak jakby szukał w jej reakcji, w jej załamaniu potwierdzenia tego, że nikt mu nie przeszkodzi w znalezieniu przejścia.
Andrzejewski też wypada rewelacyjnie. Raz skryty i chłodny, raz bezwzględnie obojętny i nieczuły, by w końcu odwzajemnić uczucie, którym obdarza go uwolniona Dziewczyna ...albo raczej nie tyle odkryć, co przypomnieć, bo z tego co rozumiem jest on niejako "inkarnacją" aktora, który został zamordowany przed laty, a który partnerował Dziewczynie w tym niedokończonym filmie.
No i jeszcze jest Gruszka. W sumie trudno ją nazwac jakąś wybitną aktorką, bo jej warsztat ogranicza się do kilku patentów, ale w tej roli (a raczej rolach) odnajduje się zaskakująco dobrze. Potrafi oddać lęk i zagubienie, przechodzące w nerwową nadzieję i oczekiwanie (idealnie oddane we wspomnianej scenie spotkania z Fantomem na ulicy), aż w końcu ulgę, radość i spełnienie.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 27 lutego 2009 14:09:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
bardzo się przymierzam do zmierzenia się z Inlandem jeszcze raz, nawet na tyle bardzo, że nie przeczytam w tej chwili Twoich interpretacji, spróbuję na świeży umysł.

ale bardzo się cieszę z tego, coś napisał o Blue Velvet i Autostradzie :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 21 kwietnia 2009 20:16:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 809
Skąd: Warszawa
Jestem świeżo po obejrzeniu Inlandu i muszę przyznać, że ten film to niezłe wyzwanie. Mojej żonie się nie podobał, stwierdziła, że tym razem Lynch zrobił film nieczytelny, z wielkim przerostem formy nad treścią.

Jeśli chodzi o mnie, aż tak surowo bym Inlandu nie oceniał, aczkolwiek kilka razy się w nim zagubiłem i kilka razy zirytowałem zupełnie niepotrzebnymi jak na mój gust dłużyznami. Jednak nie jest to film o niczym, a wg mnie najbardziej trafnym wyjaśnieniem jest punkt 3 z powyższego postu Peta. Każdy film Lyncha jest zresztą metafizycznym dramatem o miłości i śmierci (z wyjątkiem może "Prostej historii").

To, co podobało mi się w Inlandzie, to sekwencje "spoza świata" budujące ten specyficzny, lynchowski nastrój grozy, ukazującej naturę Zła nie do pojęcia dla zdrowego ludzkiego umysłu. Ten specyficzny dreszcz, który pojawiał się zawsze, gdy w "Twin Peaks" widziałem czerwoną komnatę i jej mieszkańców, przy oglądaniu Inlandu towarzyszył mi dosyć czesto. I chociażby tylko dla tej lynchowskiej estetyki warto obejrzeć ten film.

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 21 kwietnia 2009 20:45:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
Bardzo mi się chce zmierzyć z nim po raz drugi i już nawet mu się przyglądałem w wypożyczalni ;-)

Póki co pozostaję po stronie Twojej żony.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 21 kwietnia 2009 22:53:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
Paulus_Wolf pisze:
Jestem świeżo po obejrzeniu Inlandu

kupiłeś Galę? :twisted:
my też. film czeka na odpalenie, ale jakoś boję się do niego podejść po waszych opisach, a szczególnie po opisie crazego :wink:

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 22 kwietnia 2009 06:51:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18718
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
natalia pisze:
my też. film czeka na odpalenie, ale jakoś boję się do niego podejść po waszych opisach, a szczególnie po opisie crazego


E tam. Fajny film. Tylko w środku przydaje się kawa, bo trochę dłuzyznowych mielizn się pojawia, ale do przebrnięcia. Jak sobie człowiek już dopasuje ta układankę, to ten film robi się bardziej jasny, zrozumiały i klarowny niż Zagubiona Autostrada.

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 22 kwietnia 2009 09:43:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
Dla mnie Autostrada jest wręcz przerażająco klarowna :-)


A co do Inlandu to jak mówię, mam ochotę do niego wrócić, bo choć nic z niego nie zrozumiałem, to zostało mi w głowie kilka obrazów, które wydają mi się nieodmiennie frapujące... Lynch ma jednak tę niesamowitą umiejętność!

No a przede wszystkim chcę jeszcze raz zobaczyć scenę umierania na ulicy, bo ją pamiętam z ogromną wyrazistością i wydaje mi się jedną z najlepszych scen, jakie widziałem w ostatnich latach.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group