Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 13 grudnia 2017 21:19:44

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Crazy on Lynch
PostWysłany: śr, 24 maja 2006 22:35:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
Monografii na razie nie będzie. Ale dyskusja o Lynchu w Kfincie się zaczęła i myślę, że dobry to moment, żeby założyc wątek.
Rzecz tyczyła się tego, czy i w jakich filmach Lynch uprawia sztukę dla sztuki...

Groszek pisze:
w przypadku Mulholland Drive rozumiem zmianę czasu/przestrzeni i jest w pewnym momencie zastopowane tak w przypadku Lost Highway nie widziałem tego STOP.


Zawirowania czasu mają w tych filmach inny charakter. Mulholland tak naprawdę ma normalną chronologię, tylko ktoś jakby trochę pociął na kawałki i pozmieniał kolejność (tym niemniej da się to ułożyć dokładnie po kolei, trochę jak w Pulp Fiction). Można zadać pytanie po co tak pozmieniali tę kolejność... i można odpowiedzieć dwojako: 1) żeby dać widzow puzzle'a do ułożenia (i wtedy niestety jest to tylko sztuka dla sztuki), 2) żeby brutalnie skonfrontować - wyśnioną idylliczną rzeczywistość pokazana najpierw, z przygnębiającym syfem rzeczywistej sytuacji...
Obie odpowiedzi częściowo mnie przekonują i ta pierwsza niestety też.

Natomiast w Autostradzie zaburzenie chronologii ma charakter bardziej totalny i konsekwentny, bo czas zatacza tam koło
pasuje to do obu podstawowych wersji interpretacyjnych:
1) albo traktujemy wydarzenia w filmie jako pi razy oko rzeczywiste, i wtedy trzeba pogodzić się z całkowitym odejściem od realizmu, bo widzimy rzeczy fizycznie niemożliwe,
2) albo traktujemy to, co widzimy jako w większości coś, co jest tylko w głowie głównego bohatera i wtedy nie ma problemu z nie-realizmem, bo wiadomo, że w myślach i wyobrażeniach różne dziwne rzeczy się moga dziać, a chronologia to już zupełnie nie obowiązuje.

Oba przypadki różnią się w wielu miejscach (ja osobiście zdecydowanie wolę wersję nr 1), ale z punktu widzenia zapętlenia czasu wychodzi na jedno.

I tu, i tam mamy do czynienia z bohaterem, który nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił (ewentualnie ma zamiar zrobić), bo wyparł znaczną część swojego życia głęboko do nieświadomości. Następnie z takich czy innych względów próbuje stać się kim innym i w ogóle odrzucić swoją osobowość - nie udaje mu się, ponosi całkowitą klęskę, co zmusza go do PRZYPOMNIENIA czy też UŚWIADOMIENIA sobie jego rzeczywistego JA, jak też pewnych ciemnych postępków z przeszłości (np. tego skąd wiedział, że Dick Laurent was dead ).
Czym jest takie sięgnięcie do podświadomości i wywleczenie tego na światło? Cofnięciem się w czasie. W wersji 2) to cofnięcie się w czasie dokonuje się w jego głowie. W wersji 1) dokonuje się w rzeczywistości, co jak mówiłem jest fizycznie niemożliwe, ale tu zupełnie nie chodzi o realizm, ale o symboliczne znaczenie tego powrotu - cofa się w czasie po to, żeby na nowo, bardziej już świadomie, przeżyć to, co było wcześniej, czego udawał, że nie było.

Dobra, sam loop polegający na tym, że na początku i końcu jest "Dick Laurent is dead" i w tym momencie czas zatacza dokładne koło jest oczywiście zabiegiem stylistycznym, można więc nazwać go sztuką dla sztuki. Ale ja rozumiem sztukę dla sztuki jako pewien przerost formy, która nie jest usprawiedliwiona treścią, albo w ogóle nie skrywa żadnych treści. Starałem się powyżej pokazać, że tak w tym przypadku nie jest. Zabieg stylistyczny - owszem, i uważam, że jest fajną sprawą, pokazuje pomysłowość reżysera i jego panowanie nad materiałem, ale nie zaakceptowałbym takiej dziwaczności (nawet "fajnej"), gdyby nie służyła ona opowiadanej historii.
Uważam, że służy w pełni.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Ostatnio zmieniony pt, 28 grudnia 2007 23:58:33 przez Crazy, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 24 maja 2006 23:04:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 07 listopada 2005 19:24:08
Posty: 3012
Skąd: Zawsze na P
Hm, nie będę się rozwodził. W skrócie dałeś mi do myślenia więc czeka mnie obejrzenie jeszcze raz LH i skonfrontowanie w tych nowych okolicznościach przyrody :)
:piwo:

_________________
"Milczy! To wprost zdumiewające... Niechże pan będzie mężczyzną! No niech się pan chociaż uśmiechnie! Fe, co za obrzydliwy filozof."


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 25 maja 2006 14:15:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:14:22
Posty: 9021
Skąd: Nab. Islandzkie
Crazy pisze:
Monografii na razie nie będzie.



Ale ja kcem! :( :( :faja:


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 25 maja 2006 15:19:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 07 kwietnia 2005 14:02:32
Posty: 147
Skąd: Krotoszyn
Lynch'a zbytnio nie trawię (choć go szanuję), ale jeden jego film mnie oczarował. Chodzi mi o "Głowę do wycierania". Ciężko opisać przeżycia z nim związane, ale oglądając go w nocy przy dobrym nagłośnieniu (świetny, industrialny dźwięk) wpadam w swego rodzaju trans, całość przeżywając jako sen, co chyba jest najlepszym sposobem na odbiór tego filmu. Dać się ponieść atmosferze i nic więcej. Fakt, że można go interpretować na wiele sposobów, ale chyba jest łatwiejszy, niż "Zagubiona Autostrada" (mam na myśli fabułę, nie klimat) Dla wielu film całkowicie niestrawny, dla mnie jeden z lepszych, jakie widziałem.

_________________
"Świat to dobre miejsce. Warto o niego walczyć."
- Zgadzam się z tym drugim.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 25 maja 2006 21:54:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
Boskey pisze:
Ale ja kcem!

spoko, tylko się obawiam, że to może wyjść dłuższy post niż o Londynie ;-)
nie wiem, kiedy się zdobędę

chyba, że uda mi się napisać tak skrótowo i celnie jak Gero swego czasu, kiedy robił wątki o swoich przeciez ulubionych zespołach The Beatles i The Moody Blues... nie wiem czy umiem tak :-(

Matt - zgadzam się, ze Eraserhead chyba najlepiej brać jak sen. Generalnie nie lubię takiego upraszczania Lyncha (że jak nie wiadomo o co chodzi, to znaczy że sen), ale tutaj to działa nieźle. Trudno za to mówić o fabule... hehe. Ale masz rację - dźwiękowo jest to jeden z najlepszych filmów, jakie w ogóle widziałem. Zważywszy, że kręcili go przez 5 lat prawie, w warunkach wręcz domowych - trudno się dziwić. Pełna kontrola nad kazdym najmniejszym detalem, dowolny czas na przeprowadzanie wszelkich poprawek...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 26 maja 2006 08:11:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 07 kwietnia 2005 14:02:32
Posty: 147
Skąd: Krotoszyn
Crazy pisze:
Trudno za to mówić o fabule...


I właśnie ze względu na jej szczątkowość (bo o to Ci chyba chodziło, nie?) jest dużo prościej hehe ;)


Crazy pisze:
nie lubię takiego upraszczania Lyncha (że jak nie wiadomo o co chodzi, to znaczy że sen)


Popieram. I odnoszę to nie tylko do filmów Lyncha. Wolę obejrzeć kilka(naście) razy i układać sobie wszystko w logiczną całość - jak choćby przy mojej ulubionej "Drabinie Jakubowej". Jednak w przypadku Eraserhead albo to nie ma sensu, albo jestem na to za głupi ;)

_________________
"Świat to dobre miejsce. Warto o niego walczyć."
- Zgadzam się z tym drugim.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 26 maja 2006 12:09:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3490
Skąd: Warszawa
Na temat się nie wypowiem, ale na temat tematu już tak: dobrze, że Crazy on Lynch, a nie odwrotnie :-)

_________________
My shadow is always with me. Sometimes ahead... sometimes behind. Sometimes to the left... sometimes to the right. Except on cloudy days... or at night.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 26 maja 2006 18:56:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
O Lynchu na naszym forum nieraz się duskutowało i raz elrond powiedział coś, co bardzo mi się podoba: że Lynch po prostu pokazuje, że zło jest złe.

Przypomina mi to jeden z najoryginalniejszych artykułów na temat Lyncha, jakie czytałem - był on, uwaga, w Brulionie, a nosił tytuł "Kapłan i batman". Autor zastanawiał się tam (bezpośrednio po wejściu na ekrany Twin Peaks: Fire Walk With Me, co nie jest bez znacznia), czy Lynch jest księdzem z ewangelią w konwencji komiksu czy też ironizującym kusicielem pokazującym najpiękniejszą, fascynującą stronę zła jako wyzwolenia z codziennej rzeczywistości.

Wnioski?

"Zło okazuje się perwersją, czyli rozpaczliwym poszukiwaniem skrajnych doznań, poszukiwaniem transu, w którym człowiek znowu jest w stanie odczuwać piękno i rozkosz. Ceną za ten trans jest jednak zadawanie cierpienia sobie i innym.
Taka jest teoria zła Davida Lyncha. Poakzywaniu takiego właśnie zła, jego ofiar i sprawców, są poświęcone wszystkie filmy Lyncha od czasu nakręcenia Blue Velvet."

Bardzo przemawia też do mnie to, co autor artykułu pisze a propos złego przyjęcia Twin Peaks: Fire Walk With Me. Wspomina najpierw, jak to krytycy w Cannes film wygwizdali a w Warszawie na pokazie prasowym ziewali. Potem zaś pisze:

"Lyncha nie lubi żadna z walczących o rząd dusz frakcji. Nie lubią go ani katecheci, ani oświeceniowcy.

Oświeceniowcy mówią, że Lynch stał się maniakiem parareligijnym... w jego ostatnim filmie (Fire...) nie ma dowcipu, który pozwalał im wierzyć, że Lynch przecież nie pokazuje wszystkich swoich duchów, aniołów i demonów, wróżek, zupełnie na poważnie. Przecież robi sobie tylko jaja. Tymczasem w ostatnim filmie dominuje surowa konwencja moralitetu. Zło i Dobro, Pokusa i Łaska. I kołyszące się ludzkie marionetki. W Twin Peaks trwa walka na śmierć i życie, a nawet walka przesądzająca o tym, co stanie się z bohaterami po zyciu i po śmierci. Co stanie się z ich duszami.

Oświeceniowcy mają rację. Lynch to maniak parareligijny. W końcu w żadnym ze współczesnych, ambitnych filmów bohaterowi nie towarzyszy w ostatniej scenie Anioł Stróż. Niee, bez jaj - mówią oświeceniowcy - Lynch jest zacofany, Lynch odjechał.

Także katecheci nie lubią ostatniego filmu Lyncha.
Po pierwsze, nie można traktować poważnie kultowego amerykańskiego reżysera pokazującego w technikolorze i dolby stereo treści religijne zarezerwowane dla ględzących pod nosem publicystów.

Po drugie, i to chyba najważniejsze, Zło, które przedstawia Lynch, jest zbyt piękne. Trans, w który wpadają bohaterowie, trans, w czasie którego czynione jest zło, pokazano zdaniem katechetów zbyt fascynująco.
W ostatnim filmie Lyncha nawet kokaina jest piękna, nawet starzy, tłuści, obleśni faceci rżnący złotowłosa Laurę Palmer, nawet ich twarze migocące w orgiastycznym rytmie, w mrocznym świetle nocnego klubu, wszystko to jest zbyt piękne. Laura Palmer nie może się wyzwolić z tego piękna.

Katecheci mówia, że Lynch jest opętany, widząc zło jako coś tak pięknego. Bo przecież diabeł jest brudny, stary, cuchnący i pokryty krostkami. Komu mógłby się spodobać.

Ale w takim razie dlaczego najświętsi z nas ulegają diabłu przynajmniej raz w życiu? Dlaczego większość z nas daje mu się uwieść?

Lynch odpowiada na to pytanie. Mówi: diabeł jest niebezpieczny, bo przynajmniej raz w życiu, kiedy wpadamy w trans, diabeł wydaje nam się najpiękniejszą rzeczą, jaką spotkaliśmy na tej ziemi.

Czy mówiąc te słowa, Lynch jest księdzem z epoki pop-kultury, księdzem z komiksem i kamerą video, czy zręcznym kusicielem?..."

piękny piękny pięknoręki - czyż nie? :-)

Dla mnie - rewelacyjny tekst, doskonale pasujący do mojego ulubionego reżysera, zwłaszcza z tamtego okresu (moim zdaniem - najlepszego dla Lyncha).

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 26 maja 2006 19:24:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6231
Rzeczywiście - dobry tekst!

_________________
A lot of people don't have much food on their table.
But they got a lot of forks 'n' knives.
And they gotta cut somethin'.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 27 maja 2006 10:03:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 13470
Skąd: wieś
Bardzo ciekawy wątek. W końcu go przeczytałem... :brawa:

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 27 maja 2006 11:36:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 07 kwietnia 2005 14:02:32
Posty: 147
Skąd: Krotoszyn
Crazy, zmotywowałeś mnie do odświeżenia sobie filmografii Lyncha :D

_________________
"Świat to dobre miejsce. Warto o niego walczyć."
- Zgadzam się z tym drugim.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 27 maja 2006 15:14:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:14:22
Posty: 9021
Skąd: Nab. Islandzkie
Crazy pisze:
Nie lubią go ani katecheci, ani oświeceniowcy.


Nie lubią go skorumpowani duchowni, łojoj.


A tak na serio to bardzo interesująca interpretacja... Przyznam, że kilka razy się nad tym zastanawiałem - i bardzo spodobało mi się stwierdzenie "ksiądz XXI wieku" - coś w tym jest, nie raz tak właśnie czułem...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 maja 2006 22:51:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 listopada 2005 12:38:00
Posty: 221
Skąd: z Pałacu Namiestnikowskiego
:shock:
Oglądałem kilka rzeczy Lyncha, ale nigdy w niego tak głęboko nie wniknąłem, zazwyczaj wydawało mi się to sztuką dla sztuki. Ale myślę, że sformułowaniem: "Zło okazuje się perwersją, czyli rozpaczliwym poszukiwaniem skrajnych doznań, poszukiwaniem transu, w którym człowiek znowu jest w stanie odczuwać piękno i rozkosz. Ceną za ten trans jest jednak zadawanie cierpienia sobie i innym." otworzył mi pan oczy.
Zatem na pierwszy ogień pójdą "Twin Peaks: Fire..." i "Mullholland Drive". Zobaczymy to z innej perspektywy.

Aha - czy ja mógłbym jeszcze pana prosić, panie Crazy o link do lynchowskiego forum, na którym się pan udziela(ł)?

_________________
zaPiSany ponownie
Obrazek
Obrazek
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 maja 2006 23:16:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
www.twinpeaksgazette.com - tam Pan Prezydent znajdzie wiele informacji, chociaz więcej o Twin Peaks niż o Lynchu ogólnie. Żeby wejść na forum trzeba kliknąć w COMMUNITY. Niestety jest to już tylko strzęp forum, które było kiedyś :-( W dodatku po jakimś kryzysie technicznym rozstało się z php i jest w fazie niby budowania... mocno niewygodne w użyciu :-(

Lech_Kaczynski pisze:
Zatem na pierwszy ogień pójdą "Twin Peaks: Fire..." i "Mullholland Drive". Zobaczymy to z innej perspektywy.

hmm. akurat w Mulholland najmniej bym tego znalazł (choć wiele osób twierdzi inaczej). dla mnie Mulholland jest jednak przede wszystkim zgrabną układanką - bardzo zgrabną, ale nie wywołującą nic w okolicach wstrząsu moralnego (co Zagubiona autostrada, nie mówiąc o Blue Velvet zrobiła, ze hej!).
Z kolei co Fire'a - jasne, jak najbardziej.. wręcz na maksa! :D POD WARUNKIEM, że Pan oglądał wcześniej serial.. w przeciwnym razie grozi zagubieniem w gąszczu symboliki bardzo głęboko osadzonej w uprzednio przygotowanym kontekście... uwielbiam ten film z całego serca, ale uważam, że nie jest w pełni samodzielnym dziełem.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 02 czerwca 2006 15:36:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 20067
Pozostając w kręgu Lynch a moralność - przypomniał mi się bardzo ciekawy tekst Mateusza Wernera sprzed lat. Pisał on o Dzikości serca, która - co prawda według mnie niesłusznie - została w pewnym momencie uznana za kulminację stylu Lyncha. Mam przed sobą notatki z tego tekstu... (jest to więc mieszanka moich słów i dokładnych cytatów)

"Dzikości serca" udało się sprowokować oburzenie widowni już przesyconej dziwnością, mającej poczucie, że wszystko już było.
Wielka siła oddziaływania, nagromadzenie archetypów kultury masowej, gryzących się klisz i konwencji estetycznych
Lynch ani na chwilę nie rezygnuje z "górnego C", sięgając po najdrastyczniejszy arsenał środków filmowej ekspresji


ale po tym kwiecistym opisie monstrualnej dawki kiczu w Wild at Heart następuje zaskakująca konkluzja... (tu już dokładny cytat):

... krew pozostaje przeraźliwie czerwona a oczy zabijanego wciąż błagają o litość. Dzięki ochrypłemu o kiczu wrzaskowi Lyncha, kino końca wieku na nowo uczy się stawiania pytań o zło

i o ile charakterystyka lynchowskiego kiczu pasuje zdecydowanie najbardziej do Dzikości serca, to to ostatnie zdanie zawiera moim zdaniem bardzo ważną uwagę do całej jego twórczości.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 120 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group