Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pt, 20 września 2019 23:37:08

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 133 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 02 sierpnia 2007 14:51:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:14:22
Posty: 9021
Skąd: Nab. Islandzkie
Crazy pisze:
NLAND EMPIRE...

Nie zrozumiałem z tego filmu praktycznie nic. Lost Highway i Mulholland miały liczne zawirowania fabularne, ale zasadniczo trzymały się jakiejś linii fabularnej,


Cholera, zdecydowanie "najtrudniejszy" film Lyncha... Przyznaję, że po wyjściu z kina miałem zagwostkę 10x większą od tych po wspomnianych filmach - jednak po dłuższej analizie "po" dochodzę do jakiejś jedności fabularnej. Co ciekawe podobała mi się realizacja, strasznie obawiałem się kamery cyfrowej, braku soundtracku na płycie - a jednak obrazy same w sobie były najmocniejsza stroną tegoż filmu. Dla mnie to taka improwizacja na temat zmieszania się kilku równoległych rzeczywistości: realności, filmu, cygańskiej legendy które wynika z faktu zdrady - owego przekleństwa. Jednak zbyt dużo tu abstrakcji, film jest wybitnie ciężkostrawny i niezrozumiały (jak dla mnie 1/3 scen nie ma nic wspólnego z "fabułą").
Aha, film jest zdecydowanie za długi (raz prawie zasnąłem :-) ), a polscy aktorzy poza panem co wygląda jak szatan (mąż) beznadziejni :-).

Pozdro:

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 03 sierpnia 2007 09:02:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 21951
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Nie było aż tak źle jak straszył Crazy, chociaż też nie skumałem wiele.

. pisze:
zdecydowanie "najtrudniejszy" film Lyncha

Zdecydowanie.
I za długi. Przez ostatnią godzinę już nie miałem siły wgryzać się i próbować kurczowo chwytać fabułę i sens, niestety.
Co rozumiesz przez "brak soundtracku na płycie"? Czy tylko to że soundtrack na płycie po prostu się nie ukaże? Jeśli tak - to co w tym złego i dlaczego się tego obawiać?
Dla mnie oprawa muzyczna była urocza... Kilka piosenek mnie bardzo urzekło, a w napisach końcowych wyczytałem (ignorant jestem w tych tematach więc poznać nie mogłem) że sporo było muzyki Lutosławskiego i Pendereckiego. W tychże napisach wynalazłem też... podziękowania dla Jerzego Kropiwnickiego! :D
. pisze:
polscy aktorzy (..) beznadziejni

Ej, ale Gruszka jest prześliczna! :)
No i jest mój ulubiony śp. Pan Leon...

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 12 sierpnia 2007 19:59:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 811
Skąd: Warszawa
Kilka dni temu "Dzikość serca " na DVD.

Kiedy oglądałem pamiętną scenę Laura Dern - Willem Dafoe przyszło mi do głowy, że to niezła personifikacja Szatana i jednego z jego sposobów oddziaływania na człowieka. Zainteresować sobą, omamić gładką gadką, przerazić, sterroryzować, a jednocześnie zafascynować swoją siłą, swoim szaleństwem tak innym od wszystkiego co znaliśmy do tej pory...

I kiedy owładnięci mieszaniną tego wszystkiego ulegamy przygotowując się na wystrzałowe, jedyne w swoim rodzaju zakręcenie naszym poukładanym światem dziesięciorga przykazań okazuje się, że... nie ma nic. Nic poza bezinteresownie okrutnym, cynicznym skurwielem, który od początku igrał z nami i który teraz bez litości z nas się śmieje...

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 16 sierpnia 2007 21:11:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
dokładnie tak samo to odbieram!
Crazy pisze:
pokazuje ona Bobby'ego Peru jako kusiciela


a najlepsze, że zaraz po zwiedzeniu Luli na pokuszenie, Bobby Peru udaje się do Sailora i mamrocząc mu coś tam do ucha, przekonuje go do skoku na bank...

to jest Czarny Anioł!

Ale piękne w tym filmie jest to, że choć kusiciel wygrywa, choć na wiele lat niszczy życie bohaterów - to w końcu jednak się odnajdują i w ostatecznym rozrachunku zwycięża miłość!

love me tender...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 30 listopada 2007 00:24:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
w czwartek w Kinie Paradiso o 17.45 za pięć złotych Głowa do wycierania

ja jestem wtedy w pracy, i widziałem wiele razy, ale myślę, że to może być dobra okazja!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 06 grudnia 2007 21:33:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
taka, hm, ciekawostka:


the independent pisze:
Reżyser filmowy David Lynch i Donovan, gwiazda muzyki pop z lat 60. rozpoczęli wspólnie kampanię zachęcania dzieci do uprawiania w szkołach medytacji transcendentalnej.
REKLAMA Czytaj dalej

Już wcześniej David Lynch przekonał podobno 20 tysięcy amerykańskich uczniów, by dwa razy dziennie praktykowali TM wraz ze swoimi nauczycielami. Przekazał też miliony dolarów na powołaną przez siebie fundację Edukacji Świadomości.


_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 06 grudnia 2007 22:34:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
nie wiem, czy medytacja transcendentalna jest dobra czy zła (podejrzewam, że jak dla kogo), ale jakoś kiedy był w nią mniej zaangażowany, a w każdym razie mnie nawiedzony, to... kręcił lepsze filmy :roll:



a gwiazdkowanie filmografii wciąż czeka!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 29 grudnia 2007 02:11:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
w początkach tego tematu Boski pisze:
Ale ja kcem!


a Crazy, mając na myśli sporządzenie gwiazdkografii pisze:
chyba, że uda mi się napisać tak skrótowo i celnie jak Gero swego czasu, kiedy robił wątki o swoich przeciez ulubionych zespołach The Beatles i The Moody Blues... nie wiem czy umiem tak


ech, spróbuję...

Obrazek Głowa do wycierania (Eraserhead), rok 1976

ocena: * * * * * -

najlepsza scena: kobieta zza kaloryfera miażdżąca robaki na scenie (ale to brzmi ;-)), czyli W niebie wszystko będzie dobrze

W tym filmie kazdy najmniejszy szczegół wydaje się być wyjęty prosto z głowy reżysera i pokazany dokładnie tak, jak tego reżyser chciał. Formalnie jest więc doskonały, a do tego jego stylistyka, nastrój i wszechogarniające poczucie dziwności świata - tak, to jest moja bajka! Jedynym mankamentem (stąd minusik) jest pewna beztreściowość, tzn. fabuła jest szczątkowa a interpretacyjnie nie umiem tu znaleźć pola do popisu. Wydaje mi się jednak, że właśnie to niewerbalizowalne wrażenie świata, które przenika film, stanowi tak naprawdę jego treść...


Obrazek Człowiek słoń
(Elephant Man)
, rok 1980


ocena: * * * * * -

najlepsza scena: uwolnienie Merricka przez innych dziwolągów, czyli najbardziej fellinistyczna scena całego Lyncha

Właściwie film doskonały. W warstwie, nazwijmy to, melodramatycznej niezawodnie poruszający i głęboko ludzki; w warstwie refleksyjnej pojawia się niebanalny problem ukazany najpełniej w drugiej najlepszej scenie, kiedy doktor Treves zastanawia się, czy jest dobrym człowiekiem; mamy tu także poziom meta, bo jak to jest z tym niezdrowym podglądaniem dziwoląga... ze strony widza?
Przy tym film, w którym - zdawałoby się - treść ewidentnie góruje nad formą, jest wizualnie i dźwiękowo tak... WYBITNY, że choć niby powinno się pamiętać dramaty i problemy, to równie silnie tkwią mi w głowie obrazy i szumy.
I tylko mały problem z tym, że czasem mi się to i owo dłuży...


Obrazek Diuna (Dune), rok 1984

ocena: * * *

najlepsza scena: początek! twarz księżniczki i wstęp do całej historii - prawie zupełnie jak Galadriela na początku Drużyny pierścienia tłumacząca, że świat się zmienia

To nie jest zły film, tylko jak na Lyncha taki trochę nie wiadomo po co. Wiadomo natomiast, że wymknął mu się z rąk i twórca wspomina kręcenie go jako koszmar... a mimo tego udało mu się wycisnąć piętno na przemielonym przez producentów dziele, piętno, które najlepiej uwidocznia się w scenach takich, jak pierwsza, gdzie tak dużo uwagi poświęca się ludzkim twarzom. Jest w tym coś szlachetnego i trochę szkoda, że czasem więcej jest trudnego do zniesienia patosu.


Obrazek Blue Velvet, rok 1986

ocena: * * * * * *

najlepsza scena: nie bądź dla niej takim dobrym sąsiadem..., czyli Jeffrey odbywa joyride do piekła

Najpierw kamera zjeżdża wgłąb ziemi i pod sielankowym ogródkiem oglądamy zacięte boje jakichś raczej obrzydliwych robaków. A potem bohater znajduje odcięte ucho i kamera znowu nurkuje - do środka ludzkiej głowy a więc jaźni...
W tych dwóch kierunkach - odkrywania drugiego dna rzeczywistości zewnętrznej i wewnętrznej - idzie ten film, którego głębia i mnogość możliwości interpretacyjnych są dla mnie od lat niezmiennie porażające. I żadne to rozwiązywanie zagadek czy zawirowań chronologii - ten film to czysta treść. Tym bardziej zadziwiającej, że dzieje się to w ramach całkiem prostej (choć emocjonalnie dającej mocno po głowie!) opowieści sensacyjnej.
Formalnie Lynch wcześniej i później chodził o wiele dalej, ale gdybym miał wymienić jego dzieło życia, to bez wątpienia Blue Velvet.


Obrazek Dzikość serca
(Wild at Heart)
, rok 1990


ocena: * * * * 1/2

najlepsza scena: say: fuck me..., czyli kuszenia część pierwsza

Sporośmy pisali o tym filmie, że pokazuje jak działa diabeł, że ładnie choć zaskakująco opowiada o miłości, że kicz, ale taki, że aż się błyszczy, że fajny jest jego surrealizm i różne odjechane sceny... warto pamiętać o tej wspaniałej scenie z umierającą dziewczyną przy drodze, kiedy oniryczna dziwaczność nagle staje twarzą w twarz z realnością i jest to szok... ja w tym filmie widzę kino moralnego niepokoju!

Obrazek Twin Peaks: ogniu krocz za mną

(Twin Peaks: Fire Walk With Me)
, rok 1992


ocena: * * * * * *

najlepsza scena: to ty ukradłeś kukurydzę!!... to on!... to TWÓJ OJCIEC!!!! - to jest czystej wody filmowy geniusz!

O ile mogę zgodzić się, że coś z tym filmem jest nie tak, że jego symbolika jest nieczytelna i w sumie nadaje się on głównie dla znawców (by nie powiedzieć: wyznawców) serialu, o tyle nie da się ukryć, że jest to po prostu mój UKOCHANY film tego reżysera, który znam prawie na pamięć, gdzie co druga scena jest moją ulubioną i niemal każda jest mi osobiście droga. Znając go tak dobrze, umiem też podejść do interpretowania go, a proszę mi uwierzyć - kiedy już się otworzy odpowiedni drzwi, jest to fascynująca przygoda!
Zachęcam do odświeżenia sobie znakomitego artykułu, który cytowałem na poprzednich stronach tego wątku, który wskazuje na Lyncha jako tego, kto uświadamia nam, dlaczego tak naprawdę zło każdego z nas czasem pociąga. Zachęcam też do refleksji nad tym, dlaczego Laura Palmer, ta plugawa narko- i nimfomanka zostaje na końcu tego filmu... zbawiona :shock: Święta grzesznica? Albo nawet męczennica, która walczyła z demonem i zwyciężyła go i upokorzyła za cenę własnego życia?...


Obrazek Zagubiona autostrada
(Lost Highway)
, rok 1996


ocena: * * * * *

najlepsza scena: and YOUR name?... WHAT THE FUCK IS YOUR NAME?!, czyli wstrząsająca chwila, kiedy trzeba stanąć twarzą w twarz ze sobą

Zagubiona autostrada jest lynchowskim arcydziełem i najdoskonalszym, najbardziej wyrafinowanym przykładem jego stylu. Po raz kolejny mogę też powiedzieć, że spędziłem długie godziny na dywagacjach i interpretacjach poświęconych temu filmowi, może nawet więcej niż w przypadku innych. Dla mnie jest to przede wszystkim film o tym, jak straszne rzeczy mogą kryć się w podświadomości człowieka i jak niebezpieczne jest wypieranie tego, że coś złego wewnątrz się dzieje... a potem o tym, jak bolesne może być stanięcie w prawdzie, kiedy prawdziwa twarz człowieka wygląda jak portret Doriana Greya.
Ale szkoda, że Pete'owi się nie udało wieść normalnego życia, skoro już dostał tak niezwykłą szansę :-(


Obrazek Prosta historia
(Straight Story)
, rok 1999


ocena: * * * * *

najlepsza scena: zakończenie...

Elrond powiedział kiedyś: już się bałem, że on [Lynch] widzi tylko demony, a on nagle zobaczył anioła! A korzeń napisał przepięknego posta po zeszłorocznej Wigilii, kiedy to nieco rozmawialiśmy o historii Alvina Straighta, o tym, że w tym filmie dobro lśni jak najczystsze złoto.
Ten film mówi o tym, że droga przez życie może być czasem bardzo trudna, ale jeżeli cel jest jasny i dobry, to staje się ona całkiem prosta. W tym celu Lynch posłużył się formą nie tylko prostą, ale wręcz skrajnie uproszczoną, by nie powiedzieć: brakiem formy! Piękne jest to, że mimo tego można poznać, że to on ów film zrobił, w tej ascezie stylistycznej i tak czuć jego rękę.


Obrazek Mulholland Drive, rok 2001

ocena: * * * *

najlepsza scena: Silencio, czyli jak rozpada się domek z kart

Sposób odtworzenia w tym filmie mechanizmu snu jest po prostu genialny. Od rzeczy najważniejszych - tego, jak śniący chce zmienić rzeczywistość i samego siebie w tej rzeczywistości, po najdrobniejsze szczegóły, które zaobserwowane na jawie w pewnych szczególnych okolicznościach zyskują we śnie kompletnie inne miejsce. Zostało to pokazane w sposób zachwycający.
Tylko niestety stanowi to tak naprawdę nadal formę a mój problem z tym filmem polega na tym, że treść tej śniono-jawowej historii wydaje mi się w sumie mało zajmująca. Nie żeby film nie wciągał - przeciwnie, oglada się to znakomicie. Tylko jakoś malutko mi daje do myślenia, identyfikacja z bohater(k)ami bliska zeru a poruszane w filmie problemy prawie banałem zalatują. Widzę duże podobieństwa z Autostradą, tyle że tam gdzie Autostrada idzie baardzo daleko wgłąb, tam Mulholland zatrzymuje się blisko powierzchni i zastępczo daje widzowi do zabawy elementy do ułożenia puzzla. Takie niestety moje wrażenie mimo czterech czy pięciu oglądnięć - ale że puzzle lubię, a ten jest nawet wyjątkowo ładny, więc cztery gwiazdki dość pewne stawiam.


W ocenianie INLAND EMPIRE bawił się na razie nie będę. Może kiedyś zobaczę drugi raz i coś zrozumiem ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Ostatnio zmieniony wt, 23 listopada 2010 22:03:10 przez Crazy, łącznie zmieniany 2 razy

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 29 grudnia 2007 22:49:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 22 czerwca 2006 08:44:39
Posty: 811
Skąd: Warszawa
Brawo Crazy ! Właśnie mi uświadomiłeś, ze dość dawno nie ogladałem już "Fire, walk with me" i "Lost highway", co z przyjemnością w najbliższym czasie nadrobię :wink:

Gwiazdkowanie pięknie zrobione od strony estetycznej i merytorycznej, ja bym dodał jednak pół brakującej gwiazdki "Dzikości serca".

Przypomniały mi się teraz humorystyczne sceny z filmów Lyncha. Zazwyczaj trochę mnie denerwują, bo dla mnie kompletnie nie współgrają z onirycznym klimatem, ale same w sobie to naprawdę niezłe gagi. Myślę przede wszystkim o scenie z wyprzedzającym niegrzecznym kierowcą w "Zagubionej autostradzie" i już zupełnie tarantinowskich scenach z "Mulholland Drive": wątek ze sławnym reżyserem (serwowanie kawy, zemsta za pomocą golfowego kija, spotkanie czyściciela basenów) oraz scena perypetii płatnego zabójcy w biurze, gdzie wykonał kontrakt. Niezły ubaw !

_________________
Czekając na noc układam sobie pieśni,
Nie wsłuchuj się za długo, nie wpatruj się za bardzo...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 grudnia 2007 00:43:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
z wymienionych przez Ciebie scena z wyprzedzającym kierowcą jest wg mnie znacznie lepsza w kontekście całego filmu - masz rację, że niby nie współgra, tylko że właśnie ona nawet bardziej uwypukla to, co się dzieje w tym filmie (strzasznego!), bo śmiech który automatycznie się tu wytwarza, mi osobiście dość szybko zaczyną więznąć w gardle i aż się robi jakoś tak gorzej...

a tarantinowskie sceny w Mulholland są rzeczywiście iście tarantinowskie, tzn. całkiem zabawne, ale też trochę całkiem po nic ;-) (chociaż scena z perypetiami płatnego zabójcy i zrobienie z niego pierdoły i nieudacznika okazuje się być celowa, poniekąd wyraża nadzieję, że ten właściwy kontrakt, o który chodzi, nie został wykonany...)

Paulus_Wolf pisze:
kompletnie nie współgrają z onirycznym klimatem

ej, ale są też takie, które współgrają że hej! np. Chris Isaak i Kiefer Sutherland w barze w środku nocy i scena z rozlaną kawą :D
W ogóle ten dziwny wstęp do Fire..., właśnie z Chrisem Isaakiem, dla mnie ma klimat bardziej jarmuszowski niż lynchowski!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 grudnia 2007 20:19:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 06 września 2007 13:57:13
Posty: 1877
Skąd: Warszawa
Kiedyś dla potrzeb portalu najtvolk napisałam krótkie posumowania kilku filmów Lyncha ( http://www.najtvolk.art.pl/film/lynch/ ). to było dawno temu, ale właściwie niewiele się zmieniło. U Lyncha zawsze najbardziej podobał mi się specyficzny humor. Scena z lamą, plucie kawą... i dzieńdoberek, Ameryko.

_________________
http://nemesister.tv


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 31 grudnia 2007 18:54:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21841
a dlaczego na tej stronie olali Prostą historię?

przeczytałem teksty, ale tam nie ma gwiazdek = nie liczy się ;-)

Nie zgadzam się np. z czymś takim:
Cytat:
niezliczone rozprawy o bardzo wydumanych tytułach np. „Gatunkowy topos przestrzeni”, czy „Dwa typy filmowej rozciągłości”. Wszystko to zieje nudą i kabotynizmem

Czytałem spro paranaukowych a nawet całkiem naukowych tekstów dotyczących Lyncha i oczywiście część jest do bani, ale zawsze tak bywa. A wiele było bardzo interesujących, mimo równie wydumanych tytułów...

Cytat:
Film o wybitnych walorach humanistycznych. Nie lubię takich.

mam wrażenie, że dla osób o pewnym światopoglądzie (o który Cię posądzam ;-)) pojawienie się niektórych określeń - w tym m.in. "humanistyczny", "prawa człowieka", ale także np. "ekologiczny", co zawsze szczególnie mnie denerwuje - dyskredytuje tak określaną sprawę... :roll: ale to może temat do innego topiku i koniecznie do awanturum ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 stycznia 2008 15:37:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 06 września 2007 13:57:13
Posty: 1877
Skąd: Warszawa
Crazy pisze:
olali


ja olałam. nie widziałam filmu wówczas, więc nic nie pisałam. poza tym, z założenia chodziło o "gotyckie" :)

Crazy pisze:
mimo równie wydumanych tytułów


podczas praktyk w czytelni naukowej naczytałam się strasznych bzdetów o Lynchu, które jeszcze przez jakiś czas "odbijały mi się".

Crazy pisze:
o pewnym światopoglądzie

ale ja naprawdę nie lubię takich filmów ;) ani humanistycznych, ani ekologicznych ani... no dobrze, oczywiście, że generalizowałam :>

styl i charakter tej pisaniny był moją reakcją na nawiedzone gotyckie dywagacje na rozmaitych listach dyskusyjnych, blogach czy stronach prywatnych popełniane przez mroczną brać i to jest główny kontekst. zauważ, że właściwie nie ma tu analizy filmów, tylko moje (czasem złośliwe, patrz "nie lubię takich filmów") uwagi.

weź też poprawkę na to, że najtvolk zakończył działalność w 2003, w/w teksty powstawały ok. 2001. errat nie było i już nie będzie. natomiast rok 2007 był chyba pierwszym, w którym nie proszono mnie o przegranie odcinków, stąd FAQ co 3 linijki.

_________________
http://nemesister.tv


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 25 lutego 2008 11:01:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19378
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Obejrzałem sobie w sobotę "Wild At Heart"... i doszedłem do wniosku, że strasznie mnie kino Lyncha drażni. Niektóre sceny filmu, a i owszem... pięć (tańce przy Power Mad; retrospektywna scena, a raczej ujęcie pożaru - gorąc bucha z telewizora), a nawet czasem sześć gwiazdek (nocna jazda przy dźwiękach "Wicked Games" Chrisa Isaaka - delicje), ale wszystko to połatane do kupy, nie więcej niż na trzy gwiazdki. Ja po prostu nie cierpię postmodernizmu i wmawiania mi, że banał i kicz owinięty w tajemniczy czarny tiul i poćwiartowany na drobne, staje się czyś innym niż banałem i kiczem. Niestety. Z drugiej strony doceniam wpływ na całe kino lat 90-tych (wprost można "punktować" motywy, które inni twórcy "zreżneli" z Lyncha), więc całkowicie z błotem zmieszać nie moge. No i stoję sobie taki rozdarty, rozdrażniony i niezdecydowany.

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 25 lutego 2008 11:10:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 06 września 2007 13:57:13
Posty: 1877
Skąd: Warszawa
a ja ciągle wierzę, że Lynch robił sobie jaja z miłośników postmodernistycznego widzenia nawet sposobów rozbijania jajka na miękko.

_________________
http://nemesister.tv


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 133 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group