Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 24 kwietnia 2017 22:07:32

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 149 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 29 czerwca 2013 00:13:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6169
Być może i nam uda się być!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 29 czerwca 2013 22:50:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13177
Skąd: nieruchome Piaski
Udało się nam spotkać i obejrzeć film (choć w moim przypadku raczej to drugie, bo na spotkanie nie miałem, niestety, czasu). Czy to była najbardziej gorzka część? Na pewno. W "Before Sunset" była to gorycz wynikająca z utraconej szansy na wspólne życie, w "Before Midnight" jest ona pokłosiem podjętej przed laty decyzji o spóźnieniu się na samolot (w przypadku Jesse'ego) i przyjęciu tego jako coś oczywistego (przez Celine). Z goryczą tęsknoty za czymś, co mogło się zdarzyć, na pewno można żyć łatwiej, z tą wynikającą ze wspólnego życia zdecydowanie trudniej. OK, nie czułem się po tym filmie zdołowany (bynajmniej nie tylko ze względu na polski wtręt :wink: ). Z jednej strony kołacze mi się po głowie taka myśl, że stan ich związku to owoc zatrutego drzewa. Z drugiej zaś to, co sobie mówią (abstrahuję od powodów), nie jest być może na tyle mocne, by nie dawało nadziei na pojednanie.
O ile w "Before Sunset" urzekła mnie Celine, to tutaj karty rozdaje Jesse. W jego relacji z synem i próbie naprawienia jej (może nieco po omacku, może bez liczenia się z jej aspiracjami) jest coś po prostu prawdziwego. Inna sprawa, że ja po prostu tych aspiracji w części związanej z samorealizacją ikony feminizmu nie rozumiem.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Ostatnio zmieniony pn, 01 lipca 2013 08:37:45 przez Miki, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 czerwca 2013 08:50:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19602
E tam ikona feminizmu, nazywajmy rzeczy po imieniu, ona po prostu pierdoliła takie farmazony, że skóra cierpła!!! I to nie raz czy dwa, ale praktycznie przez cały film. Dla mnie było to nie do zniesienia, oczywiście przy całym szacunku dla fenomenalnego aktorstwa Julie (jak zwykle dla mnie pół kroku przed również świetnym Ethanem). W Before Sunset też mnie urzekła, tam była tu i teraz i w tym tu i teraz liczyły się jej czyste emocje, szczerość i odwaga przeżywania chwili. Natomiast w tym filmie nie ma w niej żadnej szczerości, jest podbudowane stereotypami odreagowywanie swoich kompleksów i to w dość paskudny sposób maksymalnie utrudniający porozumienie z drugim człowiekiem.

Miki pisze:
tutaj karty rozdaje Jesse. W jego relacji z synem i próbie naprawienia jej (może nieco po omacku, może bez liczenia się z jej aspiracjami) jest coś po prostu prawdziwego.

tak, to ciekawe - w poprzednich częściach to on wydawał się "tym głupszym", taki wzruszający, ale niedorobiony amerykański chłopaczek. Tutaj masz rację, że po omacku, ale rzeczywiście walczy i to on jest "tym szczerym", on próbuje, szuka, proponuje, a ona... szkoda gadać.

A film jako film? Moim zdaniem posunęli się za daleko w formule filmu gadanego. W pierwszej scenie nie licząc prologu na lotnisku, czyli jeździe samochodem wyglądało to imponująco - wielominutowe jedno ujęcie (ale przecież nie statyczne, bo cały czas przesuwają się krajobrazy w tle!), oni dwoje i śpiące dzieci na tylnym siedzeniu, cały czas rozmawiają, aktorstwo na ******, dialogi świetnie napisane... ale kolejne sceny wyglądały za bardzo wciąż tak samo. Wciąż niekończący się dialog, wciąż przerost słów nad rzeczywistymi działaniami, mi wzrastał nie tylko poziom irytacji na kolejne kłody rzucane przez Celine pod nogi, ale i poziom zniecierpliwienia powtarzalną formułą.

No i podstawowy zarzut: zabrakło i w tym filmie dramaturgicznej osi. Jak słusznie zauważył panek, był to taki "wycinek z życia", niby w momencie ściśle określonym (ostatni dzień wakacji), ale jednak mało wyrazistym. Before Sunrise bardzo zgrabnie zamykało się w tym uciekającym czasie przypadkowego spotkania. Before Sunset miało wysokie napięcie bardzo ograniczonego czasu, w którym musieli zmieścić swoje kolejne spotkanie. Tutaj jakoś nie znalazłem żadnej takiej ramy.

Cóż, mi się niespecjalnie podobało. Może z tym filmem utożsamić by się mogli ci z naszych rówieśników, którzy po tych kolejnych prawie 10 latach sami są rozwiedzeni?...

_________________
My kid needs braces on her teeth. My wife wants me to take her to Florida, but I'm behind on the mortgage payments.
My uncle called from India, and he needs money for my niece's wedding.
And I got this strange rash on my back.
How are you?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 30 czerwca 2013 09:15:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 23523
Hej, fajnie że tak sobie poszliście wspólnie :) .


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 09:29:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13177
Skąd: nieruchome Piaski
Mogę się zgodzić, że fabularnie ta odsłona ich wspólnej historii nie domagała. Jednak podobne stwierdzenie nie ma dla mnie większego znaczenia. Mimo zapowiedzi wzajemnie wykluczających się zmian, przed którymi oboje stają (przyjęcie przez Celine intratnej, choć być może niezgodnej z jej przekonaniami, posady w agencji rządowej vs. powrót do USA w poszukiwaniu straconego czasu w kontatkach z synem Jesse'ego) i które niejako mają napędzać konflikt, nie tu tkwi problem. Większy ciężar psychiczny związku ponosi on. Od sceny pożegnania z synem widać (mniej więcej od chwili, gdy Hank zaproponuje, by ojciec nie przyjeżdżał na recital fortepianowy, co wyzwoli wybuch nie tyle złości, co nienawiści u matki), że Jesse od chwili tego nieszczęsnego spóźnienia na samolot ponosi konsekwencje rozbicia dotychczas założonej rodziny. W Paryżu nie wspominał Celine, by jego żona nadużywała alkoholu, więc mam prawo przypuszczać, że taki sposób radzenia sobie zaistniał po porzuceniu.
U Jessego widzę tęsknotę za stałością związku i wspomnieniem o zmarłej babci, która przeżyła z dziadkiem siedemdziesiąt kilka lat (przepraszam, teraz już nie pamiętam) próbował zwrócić Celine uwagę, że jest coś ważniejszego niż doraźne spory (w zestawieniu ze stażem małżeńskim), w których ona niemal od początku (rozmowa w samochodzie) upatrywała początku końca. Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że to jej zdecydowanie mniej zależy na realizacji podobnego planu na ich wspólną przyszłość. Nie zmienią tego jej ciągłe powroty do hotelowego pokoju. Na końcu widzę nadzieję, gdy on próbuje o nią niejako na nowo zawalczyć, a ona go nie odrzuca. Pytanie tylko, ile to potrwa. Na pewno niedługo, jeśli w rozstaniu będą widzieli dopuszczony do obrotu lek na przejściowe problemy w związku. Taka wizja mnie osobiście dobiła.
Wydaje mi się, że Jesse najbardziej przeżył opowieść Natalii (starszej pani) o jej związku (chyba najzwyczajniejszą z tych poruszanych przy stole i wolną od genderowego bełkotu). Poza tym jego słowa o bezwarunkowej miłości niezależnie od tego, co się wydarzyło (lub może jeszcze wydarzy), też są przejawem tęsknoty za czymś, czego nie można zerwać.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 20:36:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6625
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Crazy pisze:
po tych kolejnych prawie 10 latach sami są rozwiedzeni?...


To, że on był rozwiedziony mnie wydaje się mało ważnym pretekstem. Owszem – to, że impulsem wyzwalającym mechanizm wzajemnych pretensji i szukania podtekstów tam, gdzie niekoniecznie są, była kwestia związana z poprzednim małżeństwem, miało znaczenie dla fabuły tego filmu, ale właśnie to był pretekst. Bez niego pewnie mogłoby być co innego. To jak zawsze w tej serii był film o ich dwójce, a nie o całej reszcie świata, choćby tak ważnej, jak dzieci. A oni (przynajmniej na razie) rozwiedzeni nie są, tylko są na jakimś tam etapie związku.

A genderowego bełkotu i ikony feminizmu tam też za wiele nie widziałem. Jej pretensje, nawet jeśli je okraszała feministycznym anturażem. Miała do niego pretensje o to, że jej nie docenia. Do tego nie trzeba być feministką. Dwieście lat temu byłoby to nazwane gadaniem babskim, a nie feministycznym i chodziłoby o to samo – o brak porozumienia, który trochę ma związek z rolami płciowymi, a trochę jest po prostu wynikiem zwykłego egoizmu, który ma każdy, niezależnie od płci. Co nie zmienia faktu, że mi łatwiej było współodczuwać z Jessiem i też bym nieraz chętnie podszedł do ekranu, każąc się jej już zamknąć ;-)

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 21:05:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13177
Skąd: nieruchome Piaski
Podkreślenie bełkotu w scenie wspólnego posiłku gości starszego pisarza (Patricka) miało wydobyć sens w dość prostych i naturalnych słowach Natalii i poczuciu, które - moim zdaniem - niektórzy z obecnych (przede wszystkim Jesse) przyjęli za stan pożądany. U niego nałożyła się na to odebrana wcześniej wiadomość o śmierci babci.
Czy oni tak naprawdę się pobrali? Myślałem, że uwaga o kwakierskiej formie ceremonii ślubnej była ironiczna, a samego ślubu nie było.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 21:07:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 14:36:56
Posty: 6625
Skąd: 52,2045 N, 20,9694 E
Miki pisze:
Czy oni tak naprawdę się pobrali?

Rozumiem, że nie.

_________________
Poranek jest dziwnym zjawiskiem, nie rozumiem go


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 21:11:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6169
Krótko napiszę, że się mi podobało (to pierwszy z serii widziany w kinie, dla niektórych scen zamyślonych na pewno warto). Inny klimat, oczywiście, niż w pierwszych dwóch częściach, ale też i inny etap w życiu - mniej wzniosłości, więcej codziennego bólu i dramatyzmu, ale niekoniecznie tego romantycznego (jak w dwójce). Za to dużo realizmu i odwagi w przedstawieniu konsekwencji przeszłości oraz słodko-gorzkich relacji dwojga ludzi. Dwojga ludzi starzejących się powoli, dodać trzeba, bo to był film o przemijaniu (rozmowa przy stole! podobała się). Może też poniekąd o różnych modelach życia, w tym miłości - jak w historii opowiedzianej przy stole przez reprezentantkę najmłodszego pokolenia, o babci, dla której ostatecznie najważniejsza w życiu była przyjaźń i praca, nie romantyczna miłość. W ten kontekst trochę wpisuje się też to:

Miki pisze:
Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że to jej zdecydowanie mniej zależy na realizacji podobnego planu na ich wspólną przyszłość.


Też o tym pomyślałam. Bo to ona bardziej wypomina mu wszystko, nie tylko w związku z jego dylematami rodzicielskimi, a on nieustannie stara się podtrzymać miłość i zachwyt.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 01 lipca 2013 21:18:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 03 lutego 2005 20:54:20
Posty: 6169
A pozafilmowo dodam, że fajnie było się spotkać w tym gronie i po seansie zjeść dziwne dobre lody o niecodziennych smakach (pomiodorowych i piwnych, i nawet koperkowych :szefkuchni )


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 22 lipca 2013 11:45:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 11:17:46
Posty: 4752
Skąd: Biadacz
Byłem, widziałem i krótko rzecz ujmując napiszę, że świetnie pokazuje że tak powiem anatomię kłótni...

No i moje odczucie jest takie, że mimo wszystko będzie dobrze :)

pozdro...
KoT


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 23 października 2013 21:31:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
dopiero teraz obejrzałam - dla mnie ten film zaczyna się od połowy, bo pierwsza połowa to wielki zieeeeew. celine tak mnie denerwowała przez cały film, że nie wiem. starsznie antypatyczna osoba.

za to ta druga część
KoT pisze:
świetnie pokazuje że tak powiem anatomię kłótni...


i za to film ma ** a nie *

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 24 października 2013 09:18:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19602
już trochę nie pamiętam, co tam było kiedy. ta połowa to dla Ciebie w którym miejscu się kończy/zaczyna?

_________________
My kid needs braces on her teeth. My wife wants me to take her to Florida, but I'm behind on the mortgage payments.
My uncle called from India, and he needs money for my niece's wedding.
And I got this strange rash on my back.
How are you?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 25 października 2013 19:56:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:39:35
Posty: 12221
Skąd: Nieznajowa/WarsawLove
ta ciekawsza połowa zaczyna się w miejscu, kiedy docierają do hotelu

_________________
ja herez ja herez
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 149 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group