Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 19 sierpnia 2017 12:23:11

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 284 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: pn, 17 października 2016 20:52:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4365
Skąd: Skąd:
Fen, czekamy, czekamy! Tymczasem ciekawa rozmowa:
http://tvp3.tvp.pl/27101368/26092016

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 17 października 2016 21:46:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 01 października 2007 21:19:21
Posty: 5421
Skąd: Kraków
Tyler Durden pisze:
efekty specjalne w "Ostatniej Rodzinie": http://filmyfantastyczne.pl/newsy/ostat ... o-w-filmie


Nie widziałem filmu (od czasu podstawówki, w trakcie której przymuszano nas do chodzenia na różne filmy, i raz coś wybuchło, a ja przez jakieś pół godziny zastanawiałem się, czy spłoniemy żywcem, czy coś innego z nami się stanie, bardzo nie lubię kina). Ale kiedy w linku od Tylera zobaczyłem stopklatkę z katastrofy "Dunajca" w Białobrzegach, którą przeżył Tomasz Beksiński (pisałem o tym nawet w licencjacie), i zobaczyłem śmigło ustawione "w chorągiewkę" to pomyślałem sobie - perfekcja! ;)

_________________
Would you know my name, if I saw you in heaven ?

Mój kanał na YouTube, czyli klejenie modeli, ale nie tylko. :wink:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 21 października 2016 22:13:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6610
Skąd: Statek Burz
Ok, pisałam, pisałam i w końcu napisałam tego posta. :wink:

Od razu uprzedzam, ze będzie spojlowanie.

Przede wszystkim wypowiadać się zamierzam na temat Beksińskich - postaci filmowych, a nie realnych ludzi, bo tych realnych nie znam, książek nie czytałam i wszelkie moje wrażenia opierają się tylko na filmie.
Mimo to przez większość filmu nie czułam się zagubiona, dopiero pod koniec pojawiły się niejasności. O co właściwie chodziło z tą Ewą? Co tam właściwie zaszło? Z wywiadu z wampirem wynikało, że to jakiś poważny związek, tymczasem w tej krótkiej scenie z nią owa Nadkobieta zachowywała się jak jakaś panienka na telefon i ogólnie nie zrozumiałam zajścia. Nie wiem też kim był ten gość, co zamordował Zdzisława i po co to zrobił, a liczyłam, że z filmu czegoś się dowiem na ten temat. Bo to zabójstwo to jedyny znany mi wcześniej fakt z życia Beksińskiego, dowiedziałam się o nim od kolegi, który wówczas mieszkał w tamtym bloku, widział jak przyjechała policja - i od tamtej pory ten fakt silnie utkwił mi w głowie, jako zagadka zresztą.
Najwięcej w filmie umykało mi przez to, że - Tomek zwłaszcza - dykcję miał straszną i wielu jego wypowiedzi w ogóle nie rozumiałam, Zdzisława czasem też nie.


No ale przechodząc do rzeczy...

Może sama jestem nienormalna, ale nie widziałam tam żadnej szczególnej patologii.
(Owszem, Tomek był patologiczny, ale dla mnie do kwalifikacji rodziny jako patologicznej potrzebny jest co najmniej jeden patologiczny rodzic, a nie dziecko.)
Przede wszystkim odniosłam wrażenie, że dostałam obraz rodziny autentyczny, wiarygodny, w przeciwieństwie do wielu telewizyjnych obrazków rodzin, gdzie wszyscy są wręcz nienormalnie normalni. I nawet, jak się zdradzają, kłócą, wściekają, rozwodzą i wyrzucają z domu, to są cały czas są normalni i poprawni i nigdy nie przekraczają granic dobrego smaku. Ta rodzina była dziwna i dlatego prawdziwa.

Widziałam w tym filmie dramat rodziny zmagającej się z chorobą psychiczną syna. Widziałam starcia trudnych charakterów. Ale widziałam też sporo wzajemnej troski, miłości i bycia razem pomimo trudności. Małżeństwo z długim stażem, które dawno wyszło już z fazy gruchania i słodyczy, zdążyło pojawić się zmęczenie i inne złe rzeczy, a jednak wciąż potrafią ze sobą rozmawiać i się wspierać, dawać coś z siebie tej drugiej stronie. Ja nie widziałam lepszego małżeństwa w tym wieku. Gorszych i dużo gorszych za to widziałam pod dostatkiem.

Absolutnie nie postrzegam Zdzisława jako złego człowieka. Owszem, nie jest święty, nie jest doskonały, jest w nim zło (ale w kim nie ma?), ale on z nim walczy i dobro przeważnie u niego wygrywa. Nie zawsze - ale w kim wygrywa zawsze?

Ile razy widać było, że czegoś mu się nie chce, ale żona prosiła i robił to dla niej - i nie odnosiłam bynajmniej wrażenia, że po to tylko, żeby się odwaliła i nie gderała. Właśnie w takich momentach czułam, że ją kocha, że jest dla niego ważna. Ta scena na początku, gdzie wyszedł w ten deszcz i syf, do syna, jest najdobitniejszym przykładem. Myślę, że wbrew pozorom troska o syna też odegrała tu swoją rolę...
W takich chwilach wychodziła z niego najzwyklejsza poczciwość.

Zimna szczególnego też w nim nie widziałam. Większość facetów nie obnaża się z uczuciami, on swoje uczucia wyrażał czynami, choćby tym, że po prostu był przy swojej rodzinie. Miał prawo mieć dość, mnóstwo facetów na jego miejscu nie wytrzymałoby psychicznego syna i dało drapaka, te babcie też im pożycia nie ułatwiały. Był znany, miał kasę, mógł wyrwać sobie jakąś laskę i nawiać gdzie pieprz rośnie. On nawet nie próbował, nie kusiło go, ta rodzina była dla niego ważna.

Jeśli chodzi o jego starcia z synem, to ja akurat nie lubię takich cichych męczennic, jak Zofia, wolę ludzi, którzy tak, jak on, na wybuch odpowiadają wybuchem, oczyszczająca burzę uważam za wielokroć zdrowszą - pod warunkiem, że mija szybko i nie przeradza się w wojnę. I kiedy Zdzisław wkurzał się na syna, było to dla mnie całkiem zrozumiałe - dla mnie to była zupełnie normalna, ludzka reakcja na takie zachowania, jakie prezentował Tomasz. Jednocześnie było przecież wiele scen, które pokazywały, że ci dwaj tak na codzień umieli się ze sobą dogadywać.
No i po wszystkich tych swoich wybuchach Zdzisław starał się to potem jakoś załagodzić i chociaż nigdy nie powiedział 'przepraszam', to mówił rzeczy, które właśnie tak, jak 'przepraszam' brzmiały.

Podczas Wigilii zachował się wstrętnie i tu nie zamierzam go bronić, to był ten moment, kiedy zło wyraźnie wzięło górę. Tyle, że to niestety nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach... Po prawdzie to osobiście nie wierzę, żeby z małżeństwa katoliczki z niewierzącym mogło wyjść coś dobrego, takie (i znacznie gorsze) sceny uważam za nieuniknione w podobnym związku. Mnie i tak zdumiewało, jak oni sobie dobrze radzili...

Filmowanie wszystkiego, również tych najgorszych momentów, było niewątpliwie dziwactwem. Nie wiem, z czego się brało, ale mogę próbować zgadywać. Zdzisław był artystą, malował mroczne obrazy, z czegoś to się brało... z fascynacji, niepokoju ciemną stroną rzeczywistości? Może w ten sposób próbował oswoić śmierć, cierpienie, strach? Może to był jego sposób na radzenie sobie z tym? A kto wie, może nawet chciał się przebić przez te ciemności do jakiegoś do Absolutu? Szukał sensu? Myślę, że ta sama siła, która kazała mu malować takie obrazy, kazała też kręcić te filmy. Myślę, że to była potrzeba silniejsza od niego. Już sam fakt, że filmował śmierć bliskich sobie ludzi, za którymi potem widać było, że tęskni, świadczyłby o próbie oswojenia śmierci w ten sposób.
Oczywiście, wtedy, po demolce, kiedy żona prosiła go, żeby przestał, a on zaczął filmować ją, to już wg. mnie przerodziło się w naumyślne droczenie się, w tym momencie faktycznie wyszła z niego podłostka.
Ale tak poza tą jedną sytuacją, to było to dla mnie dziwactwo, które można wybaczyć artyście, i mimo, że mi daleko do osób, które wybaczają artystom wszystko, tylko dlatego, że są artystami, to to akurat wybaczyć i zrozumieć jestem w stanie.

Wyznanie Zdzisława na koniec filmu było faktycznie straszne, dopiero wtedy poczułam się wstrząśnięta i przeszło mi przez myśl, żeby go jednak skreślić. Ale zaraz potem zostało przykryte tym, co czyni nas ludźmi, co odróżnia człowieka od bestii - możemy mieć pokusy choćby najgorsze, ale NIE MUSIMY im ulegać, jesteśmy w stanie się im oprzeć i zwyciężyć w imię wyższych wartości. I to się Zdzisławowi w tym przypadku udało.

O Zofii dużo nie napiszę, wiadomo, to była 'ta dobra'. Mnie trochę irytowała momentami, zwłaszcza jak się zwracała do syna jak do małego dziecka. Fakt, że on się zachowywał jak małe dziecko, ale to może być też sprzężenie zwrotne. Człowiek długo traktowany jak ktoś staje się w końcu tym kimś. A Tomek - może był tak traktowany zawsze? No, nie będę się już Zofii czepiać, może ja po prostu nie lubię za bardzo 'tych dobrych', ale ona akurat naprawdę była dobra, naprawdę troszczyła się o innych, miała godność, więc dam jej spokój.

No a Tomek to postać na którą aż przykro było patrzeć i aż ból pisać. Boli, bo jego problemy poniekąd są mi znane, ale on tak się zachowywał, że bałabym się mieć go w gronie znajomych. Ewidentnie wymagał leczenia - i to nie u tego koszmarnego terapeuty co siedział i tylko się gapił bez słowa z twarzą jak maska i który faktycznie mógł tylko doprowadzić do szału, ale u jakiegoś porządnego lekarza psychiatry.
Ale tego, że był egoistą doskonałym (100% myślenia tylko o sobie, 0% o innych, to też sztuka... ) i tego, że był kompletnie infantylny (choćby rozmowa o ideałach, ratunku! w jego wieku! ), to już się chyba chorobą nie da wytłumaczyć, prędzej odwrotnie - te cechy mogły go wpędzić w chorobę. Ale nie jestem specjalistą, więc nie wiem, nie znam się.

I tylko jak pokazywali wstępy do jego audycji, brzmiały bardzo ciekawie i zachęcająco i żałowałam, że nigdy nie słuchałam ich w rzeczywistości. I tu zachowywał się normalnie, a po tych wszystkich ekscesach w życiu prywatnym aż można by się było spodziewać, że którąś z audycji zacznie słowami 'Szanowni słuchacze, ch... wam w d...', albo czymś takim. I zaskoczenie, że jednak nie.

Jestem wkurzona na reżysera za zrobienie z Tomka (który przyznaję, był mi wcześniej nieznany, nie słuchałam jego audycji ani nic) takiej niemożliwej karykatury. Ponoć reżyser tak się z tego tłumaczy, że chciał w widzach wywołać jakąś tam reakcję i "jedni to rozumieją, inni nie". Otóż ja należę do tych nie rozumiejących.
I szkoda, że reżyser tego nie rozumie, że bawi się czyimś kosztem. Kosztem realnego człowieka i pomówienia i zniesławienia jego pamięci.

A ogólnych wrażeń z filmu wciąż nie umiem sformułować...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 00:06:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 5603
Świetny post Fen. Jakbym jeszcze raz obejrzała film.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 10:24:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4365
Skąd: Skąd:
Ha, a ja mam opór chyba przed większością zdań w tym tekście :) Dzięki, Fen!

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 17:53:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6610
Skąd: Statek Burz
Wiedziałam, że nabełtam. :wink:
Ale też konfrontacja postów na forum z filmem bezbolesna nie była. Bo wszyscy piszą, że patologia, a ja tej rodzinie zazdrościłam wręcz... Nie wszystkiego, rzecz jasna, ale tak ogólnie..

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 20:14:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4365
Skąd: Skąd:
Trudno coś napisać, skoro wypowiadałaś się tylko jako widz. Pytanie, czy taka postawa broni filmu. Kiedy słyszysz, że scena z Wigilii to bzdura, to to jakoś zmienia Twój punkt widzenia? Albo co by było, gdybyś poznała historię tzw. Ewy... Poza tym jeśli oglądasz historię bez nalotów z zewnątrz i przyjmujesz, że jest to obraz rodziny, a jednak masz jakieś oczekiwania, które nie zostają spełnione (dowiedzieć się, jak to było ze śmiercią ZB), to czy nie należy uznać, że jest to zarzut do filmu, że jednak on nie jest dobry? Nie piszę tego w celu udowodnienia, że ten film jest do bani, tylko nawiązuję do rozważań z Tylerem, czy lepiej oglądać Ostatnią rodzinę z zapleczem lekturowym czy bez.
Ja po przeczytaniu Weissa już nie mam ochoty wracać do filmu.

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 22 października 2016 23:24:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6610
Skąd: Statek Burz
Hmm, no mi jest właśnie ciężko ocenić film jako taki.
Napisałam o swoim odbiorze postaci i tym, że się różnił od Waszego.

A co do oceny filmu... spróbuję.
Na pewno kiedy zobaczyłam plakaty reklamujące film - i z nich się o tym filmie dowiedziałam, zainteresowało mnie to bardzo. Bo obrazy Beksińskiego zawsze robiły na mnie wrażenie, nie wszystkie mi się podobały, ale wszystkie budziły ciekawość co do osoby autora. Od razu nabrałam oczekiwań co do filmu, o których później - z forum - już wiedziałam, że raczej nie zostaną spełnione.
Bo ja z filmu o artyście chciałabym się dowiedzieć czegoś o jego duszy, wewnętrznych przeżyciach, o jego inspiracjach, o tym, jak jego życie wpływało na jego twórczość. Chciałabym wejść jakoś w proces jego tworzenia.
Pamiętam, jak z takimi oczekiwaniami poszłam niegdyś na Papuszę, miałam ochotę na film o bratnich poetyckich duszach, ich przyjaźni i tym, jak się nawzajem inspirują i jak z tego rodzi się ich twórczość. Nie dostałam tego i wyszłam z kina rozczarowana, ale potem musiałam przyznać, że to jednak był bardzo dobry film.
Idąc na Ostatnią Rodzinę nie liczyłam już zbytnio na nic takiego, no może tliła się we mnie jakaś nadzieja, że może choć troszkę z tego dostanę, ale niezbyt wielka. Wciąż liczyłam natomiast na film, który mną wstrząśnie, mocno poruszy. Wciąż z wiarą w hasło reklamowe, że poznam ich sekrety i tajemnice (tu właśnie liczyłam na wyjaśnienie przyczyn zabójstwa). No i miałam nadzieję na to, że niezależnie od tego, czy moje oczekiwania się spełnią, czy nie, dostanę po prostu dobry film, który warto zobaczyć.
No i tak - o inspiracjach twórczych Beksińskiego nie dowiedziałam się nic (dobrze, że chociaż jego obrazy były pokazane). Film mną nie wstrząsnął. Przyczyny śmierdzi Zdzisława nie poznałam. Ale czy to znaczy, że film jest zły? Mimo wszystko na różne sposoby mnie poruszył, różnych strun dotknął. Myślę, że jednak jest dobry. Nie wiem, czy wybitny, ale dobry.

Nie zgadzam się z Twoimi zarzutami, że skoro film był o rodzinie, to inne wątki były niepotrzebne. A co to jest rodzina? Rodzina to ludzie, którzy ją tworzą. A ludzie to wszystkie aspekty ich życia, nie da się ich od tego odciąć, one mają też wpływ na funkcjonowanie rodziny.

Kwestia wiarygodności filmu to dla mnie osobna bajka i innej ocenie podlega. Oczywiście, zżymam się na to, co reżyser zrobił z Tomkiem. Teraz zastanawiam się, na ile wiarygodnie oddał inne osoby. Pisałaś, że film zrobił krzywdę rodzinie - to by sugerowało, że Zdzisław też został pokazany w gorszym świetle, ale z drugiej strony, czytając Waszą jednoznacznie negatywną ocenę jego osoby, nie jestem pewna, czy nie wynika ona jednak z czegoś, co było w lekturze, a niekoniecznie w filmie. Toteż uważam, że film jako film, który opowiada jakąś tam historię, można oglądać bez książek. Ale jeśli chce się mieć jakiś obraz realnych Beksińskich, książki zapewne lepiej przeczytać. Pytanie, czy one ukazują obraz prawdziwy? Powątpiewam, bo każda osoba, która jest jedynie obserwatorem z zewnątrz, pełnej prawdy o rodzinie znać nie może. I nawet, jak ktoś się przyjaźni z kimś z danej rodziny - to zna jej obraz przez pryzmat odczuć tej osoby, a to wciąż tylko jedna strona medalu...

manool pisze:
Kiedy słyszysz, że scena z Wigilii to bzdura, to to jakoś zmienia Twój punkt widzenia?

Nie wiem, do czego nawiązujesz. Kto tak powiedział?
Mam nadzieję, że nie zrozumiałaś w ten sposób mojej wypowiedzi, bo zupełnie nie taki był jej sens. Nie uważam jej za bzdurę, tylko taki mam gorzki obraz świata, że uważam za coś spodziewanego niestety...

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 23 października 2016 09:48:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4365
Skąd: Skąd:
Fengari pisze:
Nie wiem, do czego nawiązujesz. Kto tak powiedział?

Krewny w rozmowie, którą wkleiłam wcześniej.
Fengari pisze:
Nie zgadzam się z Twoimi zarzutami, że skoro film był o rodzinie, to inne wątki były niepotrzebne. A co to jest rodzina? Rodzina to ludzie, którzy ją tworzą. A ludzie to wszystkie aspekty ich życia, nie da się ich od tego odciąć, one mają też wpływ na funkcjonowanie rodziny.

Ale to nie mój zarzut, wcześniej napisałam, że jeśli chcieli zrobić o rodzinie, to po co o Beksińskich, skoro istoty Beksińskich (wybitności) nie pokazali. Mogli zrobić o jakimś malarzu i jakimś radiowcu, skoro postanowili nie pokazywać, jacy w swoich profesjach byli, a to być może też miało wpływ na rodzinę (niekoniecznie właśnie zły).
Fengari pisze:
Pisałaś, że film zrobił krzywdę rodzinie - to by sugerowało, że Zdzisław też został pokazany w gorszym świetle, ale z drugiej strony, czytając Waszą jednoznacznie negatywną ocenę jego osoby, nie jestem pewna, czy nie wynika ona jednak z czegoś, co było w lekturze, a niekoniecznie w filmie.

Nie pamiętam, abym wystawiała ZB jednoznacznie (czy nawet niejednoznacznie) złą ocenę, bo uważam, że po tym filmie nie można ocenić żadnej z realnych osób. Uważam jednak, że w filmie mimo wszystko pokazano go w nieprawdziwym świetle (nie wiem, czy lepszym czy gorszym, choć skłaniam się ku temu, że w gorszym, bo go spłycono). Nie widzę też sensu oceniać osób pokazanych wyłącznie w filmie, bo film reklamował się jako prawdziwa historia Beksińskich, a nie jest to prawdziwa historia.
Fengari pisze:
śmierdzi Zdzisława

:D

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 23 października 2016 15:02:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 14 listopada 2007 16:38:41
Posty: 6610
Skąd: Statek Burz
manool pisze:
Krewny w rozmowie, którą wkleiłam wcześniej.

A, ok. Przepraszam, bardzo rzadko oglądam zlinkowane filmiki i chyba w ogóle źle zrozumiałam sens Twojej wzmianki..

manool pisze:
Ale to nie mój zarzut, wcześniej napisałam, że jeśli chcieli zrobić o rodzinie, to po co o Beksińskich, skoro istoty Beksińskich (wybitności) nie pokazali. Mogli zrobić o jakimś malarzu i jakimś radiowcu

W sumie z tym akurat mogę się zgodzić, lepiej by było, gdyby był to film o fikcyjnej rodzinie, skoro i tak pokazuje świadomie przekłamany obraz. Z drugiej strony - jest to film tak, czy siak oparty na historii prawdziwej i i tak widzowie by się podobieństwa doszukali...

manool pisze:
Nie pamiętam, abym wystawiała ZB jednoznacznie (czy nawet niejednoznacznie) złą ocenę, bo uważam, że po tym filmie nie można ocenić żadnej z realnych osób.

Taki mi się ogólny, zbiorczy obraz wyłonił z postów, które czytałam, bo były tam tylko złe słowa o Zdzisławie i żadnych dobrych. Ale fakt, Ty akurat nic takiego nie pisałaś, przyznaję.
A poza tym, to nie wiem, czy ktokolwiek tu wypowiada się na temat realnych osób, zakładam, że gadamy o postaciach filmowych/ew. książkowych.

manool pisze:
:D

:oops: :D

_________________
Wiatr jest szary
a księżyc zielony


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 24 października 2016 17:01:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 18:29:55
Posty: 3383
Skąd: Warszawa
Udało nam się zobaczyć (próbowaliśmy od dwóch tygodni, ale albo nam coś wypadało, albo brakowało chętnych do przygarnięcia dzieci natenczas (wojski), a i udana próba stanęła na pewien czas pod znakiem zapytania, gdy wywożąc dzieci wjechał żem w zalaną kałużą dziurę i uszkodził felgę, jeśli nie coś gorszego - może więc mityczne fatum Beksińskich faktycznie istnieje? ;)).
Nie odpowiem na pytanie, jak się ogląda film, nie przeczytawszy Grzebałkowskiej, bo z tego czekania na film w końcu przeczytałem, ale mam podejrzenia, że oglądałoby się lepiej, a to dlatego, że nie porównywałbym tego obrazu Beksińskich, które wytworzyła we mnie lektura, z tymi, którymi uraczył mnie film. Z rodziną Beksińskich nie czuję żadnego emocjonalnego związku - Zdzisław działał w dziedzinie sztuki, na którą generalnie jestem zamknięty (choć, przyznam, że akurat on pierwszy przyszedłby mi na myśl, kiedy musiałbym powiedzieć o jakim malarzu, którego obrazy mi się podobają), Tomaszowi z kolei zawdzięczam trzy płyty w swojej kolekcji, z czego dwie lubię, a i tak nigdy nie traktowałem ich poważnie, jego audycji nie słuchałem, a gdybym usłyszał, to podejrzewam, że zareagowałbym tak, jak reaguję na natchnione przemowy Piotra Stelmacha. Przed przeczytaniem książki wiedziałem o nich tyle, co przeciętny miś - kim byli i jak być przestali. Ale książka, która oferowała spore bogactwo materiału, a przy tym nie sprawiała wrażenia pisanej pod jakąś tezę, jakakolwiek miałaby ona być, jakiś ich obraz w mej głowie stworzyła. Obraz z filmem mocno niezgodny. Mam więc wrażenia dość chyba zbieżne z Manool.
Wbrew temu, co mówił zalinkowany przez Tylera pan entuzjasta filmu, nie wydaje się, żeby twórcy filmu dobrze wiedzieli, co chcieli zrobić i byli w tym konsekwentni. O, tym, że jest to film o rodzinie Beksińskich, jest zdaje się wprost napisane na plakatach i w trailerach. Ok, rozumiem, zrobienie filmu o jakiejś anonimowej rodzinie, wpłynęłoby zapewne bardzo negatywnie na możliwość zdobycia nagród i szerokiej publiczności, więc szkoda byłoby z nazwiska nie skorzystać. Ale, jeśli to miało nie być o Beksińskich, tylko uniwersalny film o jakiejś rodzinie, to po co tyle starań o to, żeby mieszkanie wyglądało dokładnie tak samo (wzruszyły mnie szare plastikowe ramki do szyb w drzwiach wewnętrznych - z 5 lat temu pozbyłem się takich u siebie ;) ) jak prawdziwe? Po co całe odtwarzanie realiów, jak ten PRL nie ma dla tego, co się dzieje w filmie, żadnego znaczenia? Po co przeniesione 1 do 1 scenki z pamiętnika wizyjnego, różniące się tylko tym, że zamiast Beksińskiego jest Seweryn? Po co wstawki z audycji radiowych, gdzie Ogrodnik rzeczywiście mówi jak T.B.? A więc to jednak mieli być Beksińscy? A jeśli tak, to czemu nie są? O młodym Beksińskim w interpretacji Ogrodnika napisano i powiedziano już wiele. Jest ostro przerysowany i totalnie wkurwiający. Jeśli Ogrodnik chciał zagrać osobę z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, to pewnie mu się udało (choć i tak rola w "Chce się żyć" wydaje mi się zdecydowanie lepsza), ale jeśli chciał zagrać Tomasza, to jest to rola fatalna. Nie spodziewam się, żeby to była nieudolność i świadczy o tym scena z "Wywiadu z wampirem", która w moim odczuciu była w filmie po to, aby powiedzieć "każdy może sobie zobaczyć na youtubie, że nie udajemy tu prawdziwego Tomasza Beksińskiego, tylko tworzymy jakąś postać na nim opartą". No ale konsekwencji nie widzę w tym za grosz.
Ciekawe jest to, co pisze Fengari, która książki nie czytała, że Zdzisław w filmie nie jest przedstawiony negatywnie i że widzi jego miłość do żony. A ja właśnie widziałem to w książce, a w filmie miałem wrażenie, że ta miłość wyszła dopiero wtedy, jak Zofia umarła. Przywołane przez Fengari sceny faktycznie były i faktycznie ich interpretacja nie jest wydumana, ale jakoś podczas oglądania nie uznałem je za cokolwiek mówiące. Zdzisław jest przedstawiony jako człowiek zupełnie bez uczuć (choćby ta wigilia - a wg Grzebałkowskiej Zofia zostawiła Zdzisławowi różaniec do jego trumny, a on stwierdził, że z szacunku dla niej go weźmie) i to nawet mogę zaakceptować, bo chodziło pewnie o wybicie tego chłodu, który niewątpliwie go cechował. Ale po cholerę ta pierwsza scena, w której opowiada Dmochowskiemu swoje fantazje? Czy to rzeczywiście jest coś, co go definiowało? Najwyraźniej wg twórców filmu tak, skoro jest to klamra dzieło spinająca? A jeśli to ma być film uniwersalny (no, bo może jest uniwersalny - do niedawna byłem członkiem rodziny składającej się z męża, żony i syna i też tylko żona była względnie normalna ;) ) na motywach, który ma powiedzieć coś ważnego i być "głęboki", to czemu wszystko spłyca i czyni jednowymiarowym? Beksiński gdzieś tam w listach pisze, że nie wyobraża sobie oddania matki do "zakładu", a w filmie mówi tylko "niestety", jak okazuje się, że jego matka jednak jeszcze żyje. Synem się nie przejmuje, choć w rzeczywistości chyba żył z jego powodu w niemal ciągłym stresie. Przesłanie widzę takie, że u jednego rodzica temperatura uczuć nieznacznie tylko przekracza 0K, a drugi rodzic traktuje swoje dziecko cały czas jak niemowlę, to wyrośnie świr. Genialne i odkrywcze! To prawda, że czasem dzieła przerastają swoich twórców, ale mam wrażenie, że to nie ten przypadek.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 24 października 2016 20:10:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19790
A ja nadal nie widziałem... i nawet nie czytam tych Waszych tekstów, bo z jednej strony nie chcę sobie tworzyć wyobrażeń, z drugiej ciężko mi się odnieść do czegoś, o czym nie wiem. Jak w końcu zobaczę, to będę miał dużo do nadrobienia!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 01 grudnia 2016 23:01:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19790
Zobaczyłem. I przeczytałem. Właściwie mógłbym tu napisać dużo w odniesieniu do Waszych licznych postów. Tylko jakoś mi się nie chce... I nie z powodu Waszych postów, tylko z powodu filmu. Chyba bowiem szczerze mówiąc, Wasze posty podobają mi się bardziej ;-)

Gero przywołał w swojej recenzji tekst Horubały z "Do rzeczy", nazywając ją "druzgocącą". Aż sobie przeczytałem ponownie, bo akurat mam ten numer. E no, w ogóle nie! Druzgocąca jest krytyka werdyktu jury w Gdyni, które przeoczyło Wołyń, ale co do samej Ostatniej rodziny Horubała nie wypowiada się źle. I teraz z niechęcią powiem, że o ile generalnie ten pan działa mi na nerwy (i tu się w pełni zgodzę z oceną Gera, że on patrzy na wszystko przez okulary swoich oczekiwań i miewa się to nijak do tego, co opisuje), to akurat w tym przypadku mam bardzo podobne odczucia, co on: o aktorach, o wierności realiom itp. wypowiada się z wielkim uznaniem. Tyle że, pisze, nie poczuł żadnej uczuciowej łączności z bohaterami. Innymi słowy: niewiele go oni obeszli. Chyba trzeba by powiedzieć, że film przeszedł obok niego bokiem ;-)
Obok mnie niestety też. Od początku do końca nie udało mu się wykrzesać ze mnie większego zainteresowania. Punkt wyjścia miałem neutralny ze skrętem w pozytywny: bardzo mi się podobają obrazy Zdzisława, choć do niego jako do osoby nie mam żadnego stosunku. Tomasza kojarzę jako legendę radia, ale sam go nie słuchałem albo bardzo mało. Lubię muzykę i lubię "entuzjastów", więc pod tym względem doceniam. W każdym razie nie działa na mnie magia nazwiska "Beksińscy", ale zgodzę się, że trudno określić, czy właściwie jest to film uniwersalny, czy właśnie o tej rodzinie. Na pewno nie jest to żadna analiza tego, na czym polegał ich fenomen - nie ma w filmie i chyba nie ma być żadnego głębszego wejrzenia w tzw. "duszę artysty". Ale jednak z powodów, o których pisało powyżej kilka osób, nie jest to obojętne, że to o nich, nie mogłaby to być jakakolwiek rodzina. Czy jest to obraz rodziny? Na pewno najbardziej. Ale właśnie niestety on mi nie gra. I nie pasuje mi to, co większość z Was pisze. Zdzisław nie wydaje mi się ani szczególnie zły ani dobry, zimny nieco, ale bez przesady, dziwaczny z tym pstrykaniem i filmowaniem, ale bez przesady, generalnie jest trochę nijaki i ma się nijak do tych swoich wykręconych w kosmos obrazów. Tomasz jest przerysowany, o tym już wszyscy pisali, wyróżniają się tu tylko wszystkie momenty, gdy mówi przez do słuchaczy, i to chyba były momenty, które mi się w ogóle najbardziej podobały (od Bonda przez Ultravox w Rzeszowie aż po Nights in White Satin, faktycznie pięknie i z wielkim smakiem wykorzystane). Ale dlaczego on jest taki porąbany? Hę? I jak to jest z tą matką, czy ona taka święta? Mi się nie wydała. Ponieważ nie czytałem wcześniej Waszych wypowiedzi, to nie spodziewałem się też hagiografii i pomyślałem sobie, że w niej faktycznie jest więcej niż tylko taka niemotowatość, która się jako pierwsza rzuca w oczy. Pozytywnie ją odebrałem. Ale (po raz kolejny): bez przesady. Bo też skądś się ten Tomasz wziął, coś musiało wcześniej nie zagrać i się gruntownie spieprzyć.
Z Fengari muszę się zgodzić, że pozytywnie odebrałem wizję ich małżeństwa. Są niedoskonali, coś im gruntownie nie wyszło z synem, ale między sobą zachowują ciepło i taką miłość, choć nieco z dala.

Tylko że to wszystko takie jakieś... jakby nijakie. Zupełnie mną ten film nie wstrząsnął, jak mówię: właściwie mnie w ogóle mało zainteresował. I stąd jego te największe, obiektywne zalety, niewiele mi wniosły, bo właściwie nie wiem, czemu służyły. Role aktorskie niby świetne, ale cóż z tego, skoro nie zainteresowały mnie swoimi bohaterami. A ten realizm Służewia no pięknie, ale czy coś z niego wynikało? Zapewne dla niektórych wynikało, ale ja zgubiłem.

Czas na razie zakończyć pisanie...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 01 grudnia 2016 23:40:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4365
Skąd: Skąd:
Crazy pisze:
Służewia

Te, z Ursynowia!

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 06 grudnia 2016 01:44:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19790
Czepnęłaś się trochę, ale niech Ci będzie.

Wczoraj obejrzałem po raz pierwszy Obławę. bardzo mi się podobała. Chyba bardziej niż Ostatnia rodzina, szczerze mówiąc. Jakoś tak z biegiem czasu wcale we mnie owa Ostatnia rodzina nie narasta, a nawet jakby staje się coraz bardziej nijaka we wspomnieniach.

Miałem zrobić przegląd laureatów najważniejszych polskich nagród filmowych ostatnich lat. Powiedzmy 10 lat... (czyli od 2007 włącznie).

Na szybko zaimprowizowana lista tego, co widziałem i mi się podobało:
1. Dom zły
2. Bogowie
3. Sztuczki
4. W ciemności
5. Róża
6. Córki dancingu
7. Rewers
8. Ida
9. Obława
10. Ostatnia rodzina
11. Chce się żyć
12. Katyń
13. Westerplatte

miejsce specjalne: Miasto 44, które jak może pamietacie zupełnie mi się nie podobało, ale potem zacząłem coraz cieplej o nim myśleć, a po obejrzeniu jakiegoś fragmentu w telewizji niedawno, stwierdziłem, że w ogóle to bardzo mi się podobało ;-) Ale chyba jednak wobec takich kontrowersji do obejrzenia po raz drugi.


I lista zaległości wg tego, co najbardziej chciałbym zobaczyć -

chciałbym bardzo zobaczyć:
Wołyń
Sala samobójców
Jestem bogiem

chciałbym również:
Body/ciało
Imagine
Układ zamknięty
Jestem mordercą

chętnie, ale niekoniecznie:
33 sceny z życia
80 milionów
Papusza
Prosta historia o morderstwie
Pod mocnym aniołem
Młyn i krzyż
Wszystko, co kocham
Różyczka
Mała Moskwa
Jack Strong
i pewnie parę innych

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 284 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group