Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest sob, 18 listopada 2017 00:14:02

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Filmowy bigos
PostWysłany: pn, 03 stycznia 2011 21:59:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Właśnie zauważyłem, że nie mamy w Kamerum żadnego ogólnego tematu.
A ponieważ bardzo chciałem napisać o pewnym filmie, który ostatnio chodzi mi po głowie...

"Trzeci człowiek" - tak dobry jak mówią?
Obrazek
Krótko mówiąc: jeszcze lepszy.
Film zaczyna się tak: Amerykanin (pisarz westernów) przyjeżdża w 1945 roku do zniszczonego wojną Wiednia. Miał spotkac się z przyjacielem, ale przybył akurat na jego pogrzeb. Dowiaduje się, że zmarły był zamieszany w nieczyste interesy, a okoliczności jego smierci nie sa do końca jasne. Mimo, że znalazł sie w zupełnie obcym otoczeniu (nie zna nawet niemieckiego) postanawia zbadać sprawę. A dalej napięcie rośnie.
Nakręcony w 1949 roku przez Carola Reeda film pozbawiony jest słabych punktów. Każdy jego element jaki przychodzi mi do głowy jest rewelacyjny.
Zdjęcia? Ach te "krzywe" kadry i klimatyczne ekspresjonistyczne cienie.
Obsada? W filmie pojawia się cała galeria übermalowiczych postaci. Każda rola doskonale obsadzona i znakomicie zagrana. Tak dobrze, ze nawet nie zauważa sie braku Orsona. Ale kiedy juz sie pojawia, kradnie dla siebie cały film.
Fabuła jest zajmująca i mroczna. A jak precyzyjnie i efektywnie skomponowana: żaden element nie jest umieszczony w tej układance przypadkowo. Dla amatorów znajdzie się ponadto masa smaczków możliwych do wyłapania dopiero przy kolejnych seansach.
Muzyka (zagrana w całości na cytrze!) Antona Karasa na długo zostaje w pamięci:http://www.youtube.com/watch?v=sB8nIbWn0Ow.
"Trzeci człowiek" ma też niewątpliwe walory dokumentalne. Doskonale utrwalono miasto powoli podnoszącego się z ruin. I dziwną sytuacje jego mieszkańców. Widać to już na samym początku w nibydokumentalnej sekwencji. W Wiedniu kwitnie czarny rynek - nastał pokój i kto handluje ten żyje. Ale strzez sie jeśli powninie cię się noga - w następnej scenie widzimy zwłoki przepływające rzeką.
Postać głównego bohatera jest wyrazistym symbolem obecności Amerykanówm w powojennej Europie: nieświadomi obcy, niechciani, ale niezbędni.
Carol Reed umieścił w swoim filmie liczne nawiązania do innych twórców (Lang, Hitchcock czy nawet Welles), ale "Trzeci człowiek" jest filmem bezsprzecznie oryginalnym i fascynującym. W przeciwieństwie do wielu klasyków nie zestarzał się i po dziś dzień można oglądac go z zainteresowaniem. Czuć oczywiście, że film ma swoje ale dodaje mu to uroku.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

_________________
Obrazek


Ostatnio zmieniony sob, 27 sierpnia 2011 08:53:03 przez poprzednio jako azbest23, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 06 stycznia 2011 20:05:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Oglądałem to kiedyś w ramach jakiegoś studium historii filmu i chyba byłem wtedy trochę zmęczony starociami, tak pamiętam... i nie za bardzo mi Trzeci człowiek zapadł w pamięć. A szkoda. Chyba trza go będzie wytropić i obejrzeć jeszcze raz!

Dzięki za temat, może się nieraz przydać :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 26 sierpnia 2011 22:34:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Właściwie nie pamiętam: czy jest tu wielu fanów Hair?...

Obrazek

Ja nigdy nie miałem z tym filmem tak do końca po drodze. To znaczy nie po drodze, jak na film, który tak naprawdę bardzo mi się podoba. Sęk w tym, że on miejscami bardzo mi się podoba, ba - miejscami to mnie zachwyca na całego! Ale są też w nim mielizny, a nawet więcej niż mielizny, ja bym posunął się do stwierdzenia, że od czasu do czasu jest tam nawet beznadziejnie.

Napisałem ostatnio o czołówce, że taka super, ta szara Oklahoma, zdezelowany autobus na pustkowiu... no tak, ale to jakby zupełnie z innego filmu i oczywiście świetnie, że tak to się zaczyna, ale tak naprawdę to zaczyna się od...

Aquarius - i cała ta sekwencja, chyba z rozbudowaną w stosunku do wersji płytowej (?) piosenką, z tańcem, z kolorami, z szaleństwem, to jest coś pięknego. Pal sześć ery wodnika, które chyba tak naprawdę dla nikogo tam nic nie znaczyły, ani dla tych hipisów z filmu, ani dla samych twórców filmu. Nic mi ta "newage'owość" tu nie przeszkadza. Wprowadzenie bohaterów i początek - petarda.

Potem sekwencja z jazdą konną też dobra, choć nie jestem jej fanem, psuje tam też wszystko piosenka Sodomy, która jest strasznie głupia :-) (chociaż w filmie i tak lepiej wypada, niż na płycie, przynajmniej jest to sekwencja wyraźnie humorystyczna).

Niestety dość szybko zaczyna się ćpuństwo i muszę powiedzieć wprost i obrzydliwie purytańsko, że wszystkie ćpuńskie sekwencje w całym filmie, jak też piosenka gloryfikująca hashish, lsd etc. irytują mnie w stopniu wysokim. Akurat pierwsza hajowa impreza jest tu jeszcze pół biedy, bo trochę tam się poodurzają, a potem znowu fajne śpiewanie (I'm Black i Ain't Got No... - suuuper!).

No dobra, szary poranek, pissing in the park i idą na imprezę. Tam chyba najlepsza scena filmu, w każdym razie najbardziej efektowna, czyli Mr Berger, czy mógłby pan wyjść? chwileczkę, muszę coś powiedzieć - a jak nie powiedzieć, to tańczyć na stole! I Got Life... Oglądałem to w ciągu ostatniego roku cztery razy, z czego trzy z różnymi dzieciakami w ramach filmowych prezentacji... jest to bezbłędne i zawsze trafia w dziesiątkę :-)
Potem jeszcze niebawem znakomita piosenka "Hair".

A potem znowu ćpanie, i to najgorsze, liturgia lsd w Central Parku, te jego wizje małżeńskie, hare rama w tle (po co?), ogólnie dla mnie te fragmenty są żenujące niestety.

I w ogóle film wkracza tu w najgorszą fazę, gdzie dłużyzny przeważają nad dobrymi momentami, czego szczytem jest ta piosenka, kiedy on już jest w wojsku i tam te jakieś azjatyckie twarze unoszące się w powietrzu, w ogóle robi się to łzawe i strasznie nudne :-(

Choć oczywiście jest tu nagle scena o ogromnej mocy, jakby wyrwana zupełnie skądinąd - kiedy pojawia się czarna kobieta z dzieckiem, niedoszła żona czarnego hipisa. Oj, to jest mocne jak nie wiem! I też, w całym tym wyidealizowanym obrazie beztroskich wesołych hipisów, jest to scena waląca po głowie taką przykrą prawdą, że szumnie głoszone ideały wolności, nie mówiąc o "kosmicznej świadomości" to w sumie często była wielka ściema, kiedy przychodziło do prawdziwego życia. Kobieto, milcz, jest tak, bo ja tak mówię, idź stąd, ty nic nie rozumiesz.
Trochę ta cała sekwencja jest nawet niekompatybilna z resztą filmu, zresztą potem ona (ta czarna) z nimi jedzie i może nie przyłącza się do nich, nie bawi się razem z nimi, ale jakoś jej obecność tam rozmywa siłę tamtej sceny.

W każdym razie jednak, kiedy hipisi postanawiają jechać do Claude'a na poligon, do Nevady, film odzyskuje dla mnie jaja. Znowu robi się wartko (scena uwodzenia oficera przez Sheilę, kilkukrotne przejazdy przez kontrolę) i pomysłowo (zakłócenie przemówienia generała przez psychodeliczną muzykę!); zabawnie, ale też poruszająco, bo kiedy Claude mówi Bergerowi, jak bardzo docenia ich przyjazd, to przy całej kanciastości jego wypowiedzi, nieumiejętności wyrażania uczuć i głupkowatych minach, które definiują w ogóle całą jego postać od początku filmu - robi to jednak wrażenie.

A potem wstrząsający koniec, nagle się okazuje, że wyjazd, że panika, że co? że to naprawdę? że zabawa przestała być zabawą i nagle prawdziwy dramat zagląda w oczy... wcześniej ktoś mówi, że Berger nigdy nic nie zrobił na poważnie. W sumie tu też nie chciał... ale jednak zrobił. Poważnie i terminalnie :cry: Kiedy wcześniej śpiewali I believe in God and I believe that God believes in Claude, that's me, to była taka miła pitoląca pioseneczka - kiedy Berger śpiewa to, wchodząc do samolotu, jest to PORAŻAJĄCE. I wreszcie niemal od razu cmentarz, w gardle dławi, i finalne Let the sunshine, jedna z najpiękniejszych piosenek świata. I ten szokujący tłum przed Białym Domem, który nagle uświadamia mi, że na jednostkowym poziomie, to może ci hipisi byli zaćpanymi gupkami, ale jednak było to też ruch o wielkiej i wspaniałej sile, coś, za co mogę być wdzięczny, że istniało, nawet jeżeli samo z góry skazywało się na krótki żywot.

Kurde, ja naprawdę lubię ten film. Kiedyś pamiętam z Pippinem wymieniliśmy uwagi na temat soundtracku, który zdaje się jest jedynym przez niego akceptowanym, że dla mnie tam są rzeczy wspaniałe, ale też bardzo dużo smętów i dłużyzn. Pippin nie zgodził się zupełnie i uznał, że jestem głupi :-) Ale dla mnie dokładnie tak jest też z filmem - bardzo nierówny, ale w sumie na pewno więcej tego dobrego.
Z tym, że z płyty z muzyką mogę sobie pewne fragmenty po prostu wyciąć, nie nagrać, przewinąć. Z filmu nie mogę, bo większość tych nielubianych przeze mnie scen jest integralną częścią obrazu tego środowiska, tych ludzi...

To tak jeszcze na koniec:

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 sierpnia 2011 07:15:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18710
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Crazy pisze:
czy jest tu wielu fanów Hair



Licz mnie Pan! Byłem fanem tego filmu od piątej klasy szkoły podstawowej. Kiedy go obejrzałem, to zepchnął z piedestału mój ulubiony na onaczas musical - Grease :)

Przez lata go nie widziałem, za to zdarzało mi się czasami słuchac ściezki dźwiękowej (chociaż po raz ostatni tez pewnie ze 20 lat temu). Ostatnio go sobie przypomniałem i choć parę razy poraził mnie płyciznami, to i tak obejrzałem z przyjemnością.

I w zasadzie nic więcej nie napisze, bo wszystko to co mółbym wyartykułować było by zbieżne w 100% z tym, co napisałeś Ty. Scena z tańcem na stole - ulubiona (no i jeszcze zilustrowanie tytułowej piosenki tez mnie bawiło). Sekwencje ćpuńskie - żenujące. Berger wchodzący do samolotu - poruszający.

Zdrówka życzę


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 sierpnia 2011 17:05:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 17:14:16
Posty: 5672
Przez wiele lat kochałam Hair całkowicie bezkrytycznie, tak jakby to nie był musical tylko wręcz dokument nakręcony w Haight Ashbury :oops: Chyba na tym polega fenomen tego filmu, że jest taki przerysowany, pstrokaty i kiczowaty, a tak fajnie oddaje te hipisowskie klimaty. W momencie gdy zaczyna to denerwować, film staje się właśnie żenujący, a widz się starzeje.
Hair był wyświetlany w naszym małym kinie, dopóki jeszcze istniało, mniej więcej co dwa lata. Na każdym seansie płakałam dwa razy - przy scenie końcowej co zrozumiałe, oraz wcześniej gdy wchodziło to żenujące hare rama o czym pisze Crazy. Gdy miałam lat 13, 15, 17 to zawsze w tym momencie zalewałam się łzami, chociaż epizod w kościele w sumie humorystyczny.
Niedawno oglądałam Hair z córką, która siedziała z pogodnym wyrazem twarzy jak na komedii romantycznej, podczas gdy ja chlipałam z przyzwyczajenia.]
Młodsza córka w tym czasie leżała w pewnej odległości zasłaniając się książką, bo kto by tam tracił czas na takie starocie. Po paru miesiącach okazało się że jednak coś widziała. Nawet fajne, powiedziała ta bestia.
Co za pokolenie, co za cholerna dzisiejsza młodzież :D

EDIT
Właściwie nie wiem co mnie podkusiło żeby wybrać się na Hair grany na żywo w gliwickim teatrze muzycznym. Kompletne nieporozumienie, zagrane poprawnie za pomocą przebierańców w perukach. To co miało na ekranie głupawy wdzięk, świeżość i naiwność bez efektów ubocznych czyli ćpanie i wolne bzykanie, jest dzisiaj wulgarne, raczej żałosne i smutne dość. Nie ta bajka!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 29 sierpnia 2011 18:39:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20846
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Crazy pisze:
czy jest tu wielu fanów Hair?...

Obecny!

Ale chwilowo nieobecny na liście tych, którzy mają teraz czas czytać takie długie posty. :(

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 12 września 2011 13:26:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 20 października 2008 16:48:09
Posty: 5457
Crazy pisze:
czy jest tu wielu fanów Hair?

obecny!
choć bardziej krytyczny niż w młodości
ale to pewno urok tego filmu


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 24 września 2011 14:43:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Pippin, ale nadal nie masz w ogóle czasu? ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 września 2011 11:46:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 12 listopada 2004 13:02:17
Posty: 4533
Skąd: Skąd:
O, ja jestem fanką Hair, ale z tych bezkrytycznych. Choć jak porównuję z Ostatnim dzwonkiem teraz... :wink:

_________________
Myśli żołnierz: w dupie z wami i waszymi wojnami.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 01 listopada 2011 13:58:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Ponad cztery lata temu napisałem taki wpis:

Cytat:
Po wielu wielu latach odnowiłem dzisiaj znajomość z filmem Kino "Paradiso" Giuseppe Tornatore. Czasami zachwytu nie umiem wyrazić, a dzisiaj po wyjściu z kina nie mogłem mówić, bo mnie dławiło w gardle a wcześniej po ciemku to tylko łzy ciekły po policzku, łzy takiego dobrego prawdziwego wzruszenia. Ten film najpierw pokazuje sielankowy świat dzieciństwa i młodości, w którym w całej swojej niedoskonałości wszystko jest jakby idealne, a potem - powrót do tego świata człowieka, który pozostawił go daleko za sobą i teraz wracają do niego wspomnienia.
I z jednej strony oczywiście włączyła mi się wielka platoniczna i niczym nie podparta afektacja do "małych wloskich miasteczek, w których proboszcz każe wycinać sceny pocałunków z filmu, zanim trafi do kina" (że się ośmielę zacytować kogoś, kto tego sentymentu podobno nie podziela ;-)), ale bardziej - perspektywa człowieka, który wraca do wspomnień i odkrywa, że one wciąż tak wiele znaczą. Ja nigdy nie odciąłem się od przeszłości, przeciwnie - wspomnienia wciąż odświeżałem, po starych kątach chodziłem i rozpamiętywałem stare czasy, zanim tak naprawdę się zestarzały. Ale właśnie teraz jakby przeszłość gdzieś mi zginęła i teraz ten film, gdzie bohater chodzi po miejscach swojej młodości osnutych pajęczynami...

A i tak największe, co tu tkwi, to ukazanie tego, jak wspaniałym miejscem jest KINO. I jak silna może być miłość do kina. Myślę, że moja trochę jest...

Jeżeli kto widział Amarcorda - duch Amarcorda jest wszechobecny w tym filmie, mimo że Kino Paradiso nie ogranicza się o odtworzenia tego ducha, dodaje dużo do siebie, no i przede wszystkim jest bardziej o kinie.
Za to duch tego filmu (i Amarcorda oczywiście też) jest bardzo odczuwalny w Jasminum: stare kino, które odbudowuje Zeman, wygląda jak żywcem wyjęte z "Paradiso", a scena, w której Ferency ogląda Amarcorda (moja ulubiona!!!) ma w sobie więcej z filmu Tornatore niż Felliniego!


Odpisał KoT wtedy, że:
Cytat:
Cinema Paradiso to coś pięknego - moja małżonka płakała jak bóbr przez ostatnia godzinę filmu... a Kolski w ogóle bardzo dużo z tego czerpie... w Jasminum jest tylko smaczek, ale przecież Historia kina w Popielawach ! Tam to w ogóle jest prawie jak w Paradiso... Jak oglądałem Dobry Rok Scott'a (polecam - extra klasa), to też widzę tam ten sam temat - powrót do porzuconej, zaczarowanej krainy dzieciństwa...




...


Przed rokiem miałem okazję obejrzeć Cinema Paradiso ponownie, ale w niezbyt sprzyjających okolicznościach i wtedy zwróciłem uwagę na to, że przy wszystkich swoich pięknych aspektach film ten ma też dłużyzny. Bohater w swojej "środkowej" odsłonie jest dość mdły a sceny z nim jakby wyraźnie odstają od reszty.

Ale kino to jest takie coś, czemu lepiej dać się zaczarować. Rok temu okoliczności sprawiły, że byłem nieco spięty i za bardzo patrzyłem na to, co myślą sobie inni, którzy oglądali. Tak i ja zacząłem czepiać się słabostek. Dziś w końcu obejrzałem film ze swoimi dziećmi. Dałem się zaczarować i pozwoliłem sobie płakać, a jakoś bardzo rzadko płaczę na filmach przy dzieciach, odruchowo się powstrzymuję (czy potrzebnie?). Ale przecież nie ma co się wstydzić "dobrego prawdziwego wzruszenia", które dziś było takie samo, jak i te cztery lata temu. Mimo że już tak dobrze wiedziałem, jaką niespodziankę przygotował głównemu bohaterowi zmarły Alfredo... Ostatnia scena filmu, w której bohater ogląda zmontowany film z "wydzwonkowanych" wyciętych scen po prostu mnie rozbroiła, otworzyła.

Kino jest czymś naprawdę pięknym.
"Kino Paradiso" przekazuje to piękno na ekran w czystej postaci.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 01 listopada 2011 17:10:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 24061
Nie wiem co napisać, ale to super post a jeszcze lepsze pewnie się za nim kryje.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 28 grudnia 2011 16:01:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Bodajże przedwczoraj obejrzałem bardzo fajny film pt. Jagodowa miłość.

Obrazek

Pamiętam, że chciałem na to iść, kiedy było w kinach, ponieważ niezwykle podobał mi się tytuł! Film o takim tytule musiał mieć piękną barwę i znakomity smak. Poza tym widziałem wcześniej trzy filmy Wong Kar Waia i styl tego reżysera bardzo mi odpowiada. Ale się wtedy nie udało - za to teraz czekało mnie jedno duże zaskoczenie i jedno duże spełnienie oczekiwań.

Zaskoczenie było takie, że film wcale nie dział się w Hong Kongu i wszyscy aktorzy nie wyglądali tak samo skośnooko, i nie mówili po chińsku. Przeciwnie - główną rolę zagrała w nim (zresztą bardzo dobrze) piosenkarka Norah Jones, a obok niej pojawiły się znane gwiazdy, jak Jude Law i Keira Knightley. Nie muszę dodawać, że mówili po angielsku :-)

Spełnienie dotyczyło zarówno barwy, jak i stylu. Film jest bardzo bardzo kameralny, nasycony barwami, intensywny "atmosferycznie" i nakręcony niezwykle w specyficznej poetyce, która do mnie trafia w dziesiątkę. Wong Kar Wai ma niezwykłą rękę do operowania barwnymi plamami (w tym filmie posuwa to niemal do ekstremum), ostrością i nieostrością, robi piękne zbliżenia, i ma świetną rękę do muzyki. Już na poziomie czysto estetycznym bardzo mi się to podoba, ale też nie jest to po nic - dzięki stosowanym tu zabiegom stylistycznym film świetnie oddaje coś, co nazwałbym odczuciem chwili. Jest to film impresjonistyczny zarówno pod względem barwnym, jak i emocjonalnym - ulotne uczucia, może nie bardzo ważne, a może i ważne? Nieuchwytne, ale intensywne. Trochę też oderwane to od ziemi, jakby na pograniczu snu i jawy, może dzięki tym umiejętnie stosowanym nieostrościom, a na pewno dzięki powolnemu rytmowi. Ten film ma coś takiego, co się tworzy w głowie osoby, do której różne rzeczy docierają z lekkim opóźnieniem, kiedy człowiek jest mocno zatopiony w myślach, albo przejęty czymś innym, niż to, co się akurat wokół dzieje, albo może trochę zasmucony.

Nie jest to pewnie nic pięciogwiazdkowego, podobał mi się na pewno mniej niż Chungking Express, który mnie zachwycił (choć bardziej niż In The Mood For Love, które niezbyt mnie przekonało). Ale bardzo chętnie obejrzę jeszcze raz z moją żoną, jeżeli uda nam się trafić!

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 23 grudnia 2012 11:56:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 29 maja 2006 07:57:07
Posty: 10786
Skąd: Gdynia
Nie miałem pojęcia gdzie to wkleić:
Obrazek
Życzenia świąteczne od Fritza Langa i ekipy "Metropolis"

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 05 października 2013 11:32:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 07 listopada 2010 09:40:04
Posty: 306
A ja mam pewne pytanie.
Jak uważacie czy podział kina na popularny i artystyczny z perspektywy dzisiejszego widza ma jeszcze rację bytu? Czy jeszcze jest on możliwy?

Ja osobiście coraz bardzie skłaniam się do twierdzenia, że nie.
Rozróżnienie to o tyle jeszcze funkcjonuje jeśli spojrzymy na nie z punktu widzenia produkcji i dystrybucji filmu, kiedy na jednym biegunie mamy blockbustery a na drugim tzw. kino artystyczne. Pod kinem artystycznym skupiając się na rynku polskim widziałbym produkcje Jana Jakuba Kolskiego, Smarzowskiego, Szumowskiej, Kieślowskiego... Generalnie zestaw reżyserów, który wypracowali pewien charakterystyczny rodzaj obrazu bardzo szybko rozpoznawalny przez ogół widzów.

Z kolei z punktu widzenia odbiorcy filmu rozróżnienie na kino popularne i artystyczne w dzisiejszych czasach jest już nieco przebrzmiałe. W większości filmów odnajdujemy wątki z natury poważniejsze jak i te bardziej niskich lotów, współczesne kino gatunkowe również mocno ewoluowało w stronę różnorodności obrazu i treści, wiele filmów uznanych w przeszłości za szczyt kiczu dzisiaj święci sukcesy. Pamiętam jak kiedyś byłem wielkim fanem kina europejskiego i wszystko co amerykańskie jawiło mi się jako drugiej kategorii. Byłem bardzo zdziwiony jak obejrzałem w krótkim czasie Dwunastu gniewnych ludzi, Podwójne ubezpieczenie czy Psychozę. Ktoś kto spróbuje ocenić czy to kino artystyczne czy popularne podejmie się niezwykle trudnego zadania. Kino amerykańskie nauczyło mnie większej otwartości na wszelakiej maści filmy :) Co oczywiście nie znaczy, że nie stosuję swoistej "metodologii" jeśli chodzi o dobór oglądanych filmów bo podział na kino wartościowe i bezwartościowe (pisząc bezwartościowe staram się być grzeczny) zawsze i bezwzględnie moim zdaniem powinien funkcjonować.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 06 października 2013 22:27:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19994
Tak, amerykańskie kino złamało ten podział, bo z jednej strony tworząc rzeczy świetne, głębokie, po prostu wartościowe, z drugiej nie traciło nigdy z oczu tego, że filmy robi się dla ludzi, żeby im się podobały, a nie nie podobały ;-) I dlatego kino amerykańskie jest najbardziej popularne. Ja się w to włączam, bo w moim topie będzie zawsze najwięcej filmów amerykańskich, takich właśnie - nie wiadomo czy "artystycznych", czy "komercyjnych". Jednych i drugich przecież (na raz).

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group