Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 25 czerwca 2017 19:56:44

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: ASA NISI MASA
PostWysłany: czw, 17 marca 2011 23:13:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19668
Nie wiem, jak to powiedzieć… Maia, czy umiesz odczytać myśli tego pana? Spróbujmy. Ale co to znaczy? Nie rozumiem! Napiszmy więc na tablicy:


Obrazek

Czy to o to chodziło? – tak, nie do wiary…
Mówi jedynym na świecie głosem Marcello Mastroianni, a potem bezgłośnie przenosimy się do krainy dzieciństwa, gdzie dzieją się rzeczy magiczne i zwykłe. Dzieci kąpią się w winie, a potem nie bardzo chcą iść spać i podekscytowanym szeptem przekazują sobie tajne hasło: asa nisi masa! asa nisi masa!.
Scena z Osiem i pół, która długo służyła mi za podpis, jest być może moją ulubioną sceną kinową, a może i nie. Ale na pewno jest jedną z tych, które sprawiają, że film jest sztuką najbardziej moją. Dla mnie jest tam czysta magia kina. Są sceny i filmy, które poruszają mnie głęboko treścią, bo pokazują coś ważnego, albo ich emocje są tak niesamowite, albo mają jakąś moc wizualną. Ale tutaj unosi mnie sama czysta filmowość i to jest więcej niż estetyka kadru, czy współbrzmienie wizji z dźwiękiem czy takie powierzchowne rzeczy. Nie, to jest coś, o czym nie umiem napisać, ale wydaje mi się, że właśnie Fellini, maestro ze studia Cinecitta, najbardziej ze wszystkich maestrów, zajrzał do trzewi kina i znalazł jego istotę. Nie tylko w tej scenie, i nie tylko w tym filmie. Mam takie przekonanie, że Fellini był największym geniuszem kina, jaki był, chociaż moim ulubionym twórcą pozostaje Lynch, a poniekąd pewnie fascynacja egzotyką sprawia, że wolę Kurosawę od Felliniego.
Tak jakoś mam, że kiedy myślę: „kino”, to pierwsze skojarzenie jest: Fellini. Tak jak western – to Rio Bravo, mafioso – to Marlon Brando w pierwszej scenie Ojca chrzestnego, fantastyka naukowa w kinie – to Odyseja kosmiczna i HAL a fantastyka, nazwijmy to, mitologizująca to rycerze Jedi i Moc. A kino to Federico Fellini.

Myślałem o gwiazdkowaniu, ale wcale nie widziałem nawet większości jego filmów i w ogóle jest wiele bardzo ważnych, których nie widziałem. Co więcej niektóre wcale niezbyt mi się podobało, a nawet (hehe) zdarzyło mi się tu i ówdzie przysnąć. Więc tylko króciutko o kilku wybranych w kolejności nie wiem jakiej.




OSIEM I PÓŁ * * * * * *
najlepsza scena: asa nisi masa, ale to już pisałem, więc oprócz tego… uuu ależ mnóstwo ulubionych scen: pijalnia wody w rytm Wagnera i Rossiniego? Sekwencja z Claudią? Retrospekcja z matką bohatera?
Gdyby mi kazali powiedzieć, jaki jest najlepszy film w dziejach kina, to proszę, Osiem i pół, o. A w każdym razie Oskar wszechczasów za reżyserię to na pewno. Ten film jest formalnie nieprawdopodobnie bogaty i jeszcze bardziej spójny. Nie jest aż tak interesujący treściowo, jak jest formalnie, ale to tylko na jednym z poziomów – powiedzmy, że główna historia w sumie jest dość pretekstowa. Za to co chwila nurkujemy gdzieś w bok, a to w przeszłość bohatera, a to w jego fantazje, a to w będące na pograniczu snu obrazki z uzdrowiska, i wszystkie te fragmenty są, eufemistycznie mówiąc, wspaniałe.
W ogóle – sen. To chyba słowo-klucz do tego filmu, tam wszystko jest odrealnione, a prowadzi to głos Marcella, zmęczony, ale hipnotyzujący. W ogóle ta postać reżysera jest mi o dziwo niezwykle bliska, jakieś alteregowanie nieokreślone musi zachodzić.

AMARCORD * * * * * *
najlepsza scena: znowu mrowie a mrowie, więc dla pogodzenia stron niech będzie, że początek i topolowy puch.
Nie wiadomo dlaczego, ale niesamowite. Fellini wykreował świat, który wygląda realnie, ale przecież jest całkowicie filmowy, całkowicie stworzony w studio i całkowicie poddany wyobraźni artysty. To świat, z którym nie mam nic wspólnego, ale kiedy patrzę, to czuję się w stu procentach jego uczestnikiem. Musi jakieś czary :-) Ale też jakie idealne wyczucie, co najlepiej wyjdzie w kadrze, jaka postać będzie najbardziej nie do zapomnienia, jak sfilmować twarze!

RZYM * * * * * ?
Powiem szczerze: jedyne, co pamiętam z tego filmu to, że wyszedłem z niego absolutnie zachwycony. I nic więcej! :D

SŁODKIE ŻYCIE * * * * *
najlepsza scena: trzeba by obejrzeć znowu, żeby powiedzieć, bo inaczej narzuca się fontanna z Anitą Ekberg ;-)
Jeden z filmów Felliniego najbardziej doniosłych dla kinematografii jako takiej, a wśród dzieł mistrza może najbardziej „przebojowy”, że pozwolę sobie użyć określenia z dziedziny muzyki. Pewnie więc najbardziej godny polecenia dla kogoś, kto nie jest specjalnie zaangażowany w Felliniego, kto nie dał się zaczarować albo nie miał ku temu okazji. Dla mnie to jest paradoksalnie film trochę z boku, nie kojarzy mi się jako szczególnie fellinistczny. Jest to po prostu rewelacyjna robota.

PRÓBA ORKIESTRY * * * * ?
najlepsza scena: direttore direttore!, totalna wariacja wśród muzykantów, szaleństwo wyzwolone.
To film, który poznałem stosunkowo najbardziej niedawno. Bardzo nietypowy, bo to przecież pół-dokument, więc i te gwiazdki bez sensu. Pierwsza część rozmowowa ma momenty błyskotliwe i momenty nudnawe, druga część z buntem orkiestry to już jest brawura filmowa pierwszej wody. Nie do końca kumam przekaz tego filmu, ale emocjonalnie robi on na mnie wrażenie. Ta wielka kula rozwalająca ścianę… co za odpał!

LA STRADA
Trochę jestem obok tego filmu, który zawsze umieszczano we wszystkich możliwych antologiach oraz w encyklopedycznych tablicach jako jeden z najważniejszych filmów ever. Może się jeszcze spotkamy.

WAŁKONIE
Poszedłem kiedyś z poczucia obowiązku osoby zainteresowanej historią kina, ale nie wyszedłem z kina jakoś wielce zaintrygowany. Mam wrażenie, że z tych starych włoskich filmów, których rola w historii kina była przeogromna, wiele się bardzo zestarzało.
Stąd oceny brak.

GIULIETTA I DUCHY
najlepsza scena: nie wiem, ale zapadł mi w pamięć głos z oddali: Giulietta! Giulietta!
I z Giulietty, i z Nocy Cabirii szczerze mówiąc niewiele pamiętam, ani też nie zachwyciły mnie, jak Rzym. Ale do obu chciałbym wrócić.

GINGER I FRED
To pierwszy film Felliniego, który widziałem, dawno temu w telewizji. O autorze słyszałem już wtedy mnóstwo i dla młodego miłośnika kina, który jeszcze prawie niczego nie widział, było to spotkanie elektryzujące. Nie wiem, czy film tak naprawdę mi się podobał, bo byłem tak bardzo podniecony samym faktem, że go widzę… Ale tu z kolei, jak na film, który ostatnio widziałem dobre 20 lat temu, pamiętam zaskakująco wiele i są to wspomnienia bez wyjątku dobre. Najbardziej zaś utkwiło mi w pamięci, jak tam się niesamowicie dzieje w drugim planie kadru. Chodzą jacyś przedziwni ludzie, robią różne rzeczy, które nie mają znaczenia dla filmu, ale właśnie mają znaczenie pierwszorzędne, bo tworzą jego… e, znowu słowo magia mi się narzuca, nudno ;-)

Ale właśnie z tym mi się Fellini najbardziej kojarzy: z czarowaniem taśmą filmową i z tłumem niezwykłych postaci zapełniających kadry. Z twarzami. Z typami ludzkimi. Z kolorami, nawet w czerni i bieli. Z wrażeniem obcowania z ludźmi i ich tajemniczymi światami.

Polecam – a na dobry początek w ten weekend w kinie Iluzjon Noce Cabirii (sb 18.00 i nd. 20.00) a w następny weekend Amarcord (26 marca, sb. 20.00) i Rzym (27 marca, nd. 20.00).


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 17 marca 2011 23:30:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
..a gdzie najlepszy film ?????

czyli :

SATYRICON *****

zaraz potem

LA STRADA*****

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 18 marca 2011 08:55:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 10 stycznia 2005 11:49:49
Posty: 20836
Skąd: Kamienna Góra/Poznań
Ja widziałem tylko "Osiem i pół". :oops:

_________________
In an interstellar burst
I am back to save the Universe.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 18 marca 2011 18:45:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 19:20:04
Posty: 13218
Skąd: nieruchome Piaski
Być może coś tu dorzucę od siebie, ale obiecać nie mogę. Na razie za mną jedynie "Słodkie życie", o którym już swego czasu wspominałem.
Pomyślałem sobie, że warto zaglądać do powstającej kolekcji filmów Felliniego. Nie wiem, jak będzie bogata.

_________________
Go where you think you want to go
Do everything you were sent here for
Fire at will if you hear that call
Touch your hand to the wall at night


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 19 marca 2011 11:16:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19668
elrond pisze:
..a gdzie najlepszy film ?????

czyli :

SATYRICON *****


Crazy pisze:
wcale nie widziałem nawet większości jego filmów i w ogóle jest wiele bardzo ważnych, których nie widziałem


Satyriconu nie widziałem, i też Miasta kobiet na przykład... albo A statek płynie bardzo mnie zawsze frapował (pamiętam, jak moi rodzice byli na tym na konfrontacjach i potem coś opowiadali, a ja już powoli zaczynałem wiedzieć, kto to Fellini)

więc cóż... wstyd ;-) Ale i radość, że zostało trochę do zobaczenia pierwszy raz!

_________________
My kid needs braces on her teeth. My wife wants me to take her to Florida, but I'm behind on the mortgage payments.
My uncle called from India, and he needs money for my niece's wedding.
And I got this strange rash on my back.
How are you?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 29 września 2012 21:38:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19668
Obejrzałem dziś "A statek płynie...". Bardzo się z tego cieszę. Słyszałem o tym tytule od zawsze, a od całkiem dawna słyszałem dużo o tym sztucznym morzu, które rzeczywiście tam jest, i rzeczywiście jest sztuczne (prawie jak u Eda Wooda, he he), i kurczę - to działa!

Pokrótce: na wielkim luksusowym statku (taki mniejszy Tytanik) płyną artyści i inne szacowne osoby, żeby odbyć ostatnie pożegnanie ze zmarłą wielką diwą i rozsypać jej prochy do morza. Po drodze jednak statek zgarnia na pokład serbskich uchodźców, a pech chce, że akurat jest lipiec roku 1914... No i ten statek, łodzie i wiosła, morze, słońce, gwiazdy - wszystko jest idealnie sztuczne! Świat całego filmu na każdym kroku pokazuje umowność, począwszy od pierwszych sekwencji, które nie wiedzieć czemu są nieme, czarno-białe i nakręcone w przyspieszeniu, jak to w starych filmach.

Film nie jest z tych porywających. Amarcord, Osiem i pół - oglądały mi się jednym tchem. A to raczej taka rozrywka intelektualna, że tak powiem. Mam poczucie, że rozgrywa się przede wszystkim na poziomie meta-. Co nie jest akurat dla mnie największą rekomendacją, ja to jednak przede wszystkim chcę, żeby film opowiadał ciekawą historię, a nie popisywał się awangardową samoświadomością. Ale jednak ten poziom meta jest tu imponujący i swoboda w operowaniu formą - formami! - robi wrażenie. Zwłaszcza, że wszystko to ma uzasadnienie w opowiadanej historii.
W samej historii też są momenty naprawdę przejmujące, zwłaszcza kiedy do głosu dochodzi zazdrość i skrywane frustracje przyszłej następczyni zmarłej diwy. Dużo zapadających w pamięć twarzy o kadrów. Jest gra konwencjami, ale ma to wszystko znaczenie.
Obejrzałbym to jeszcze raz.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 21 października 2012 13:22:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19668
... i obejrzałem pierwszą godzinę Miasta kobiet. Potem musiałem wyjść z domu a film pozostanie niedokończony na czas niewiadomy.
Treściowo zdało mi się nieco, hmm, obsesyjne? Natomiast formalnie fenomenalne. Początek? Kilka pierwszych minut bez ani jednego słowa, ale takie operowanie obrazem, że szok. Minimum słowa, maksimum treści. Z kolei później sceny z tabunami kobiet - maksimum słów, natłok paplaniny, jedna mówi przez drugą a nawet jednocześnie, ale ale... Jaka w tym dynamika nieprawdopodobna! Geniusz typu zdecydowanie witkacjańskiego :-)
I w ogóle już wiem, czemu u Felliniego musi być Marcello Mastroianni. Jest wręcz niezastąpiony, choć tu i ówdzie go nie było i też dawało radę... ale Marcello jest jedyny w swoim rodzaju jako figura obserwatora. Fellini pokazuje jakiś świat, jakichś ludzi, którzy robią strasznie dużo zamieszania, symbolika bucha z każdego kadru, eksplozja fantazji artystycznej w każdym kącie ekranu - a Marcello stoi za jakąś ścianą, i patrzy na to wszystko... trochę nie rozumie, trochę jest zmęczony, z rzadka coś powie... ja go świetnie rozumiem!

_________________
My kid needs braces on her teeth. My wife wants me to take her to Florida, but I'm behind on the mortgage payments.
My uncle called from India, and he needs money for my niece's wedding.
And I got this strange rash on my back.
How are you?


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 21 października 2012 13:28:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2254
Skąd: Warszawa
Crazy pisze:
i obejrzałem pierwszą godzinę Miasta kobiet. Potem musiałem wyjść z domu a film pozostanie niedokończony na czas niewiadomy.


dalej się rozkręca. Bardzo dużo w tym filmie Felliniego w Fellinim. Czasami miałem wrażenie, że aż za dużo.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group