Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 21 sierpnia 2017 18:41:32

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: śr, 04 lipca 2012 14:36:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Adrian pisze:
Dla mnie kino to przede wszystkim emocje. Ja po to oglądam filmy. Aby się wzruszyć, aby się zrelaksować, pośmiać. Nie interesuje mnie specjalnie przekaz. Bo nie temu służy kino. To nie jest ostoja moralności, nie jest też miejsce do nauki historii i kształtowania światopoglądu na jakikowlwiek temat.


W ątku o Wajdzie pojawił się powyższy cytat i tam, w wielopoziomowej dyskusji, sporo padło interesujących słów na temat tego, czego Adrian i Boanerges (głównie ;-)) szukają w kinie - jakby kto chciał, to proszę szukać na stronach 10 i 11.

Natomiast mi coś jednak nie gra w tym adrianowym cytacie. Emocje/wzruszyć/ pośmiać/ zrelaksować vs. przekaz/ moralność/ historia/ światopogląd. Hmm.

Dla mnie w kinie najbardziej interesujące jest coś chyba pomiędzy czy tam obok.
Okej wzruszenia i śmiechy itd., ale przyznam, że mam uczulenie na sprowadzanie kina do "miłego spędzania czasu".
Doceniam też czasem funkcję kształcąco-światopoglądującą kina, ale tu zgadzam się z Adrianem, że tak naprawdę zupełnie nie o to chodzi.

Więc o co?

Dla mnie kino jest najczęściej o tyle ciekawe, o ile mówi mi coś ważnego o człowieku. Albo - drugi przypadek - kiedy tworzy jakąś bardzo szczególną wizję świata przedstawionego, która ma moc, żeby wpłynąć też i na sposób, w jaki ja świat postrzegam.

Pierwszy przypadek wygląda psychologistycznie i chyba rzeczywiście, zawsze łatka "film psychologiczny" raczej mnie zachęcała niż odstręczała. Ale myślę, że to jest znacznie szersze, niż film psychologiczny. Na przykład wiele filmów wojennych bardzo dużo mówi o tym, jaki człowiek jest. Albo filmy mojego ulubieńca Lyncha. A Forrest Gump w ogóle nie ma nic wspólnego z kinem psychologicznym, a mi o tzw. "ludzkiej kondycji" powiedział bardzo dużo (np. ile można przebiec, jak się jest w dobrej formie, he he). Patrzę sobie po filmach, na które głosowałem na pierwszych miejscach toptenów - Zagubiona autostrada i Blue Velvet, Okruchy dnia, Pluton i Łowca jeleni, Goście, Shoot the Moon Parkera, Forrest Gump, Odyseja kosmiczna, Stowarzyszenie umarłych poetów, Imperium słońca, Siódma pieczęć i Źródło, Popiół i diament... gdybym miał jakoś wyjaśniać, dlaczego te filmy są dla mnie ważne to pewnie jakimś wspólnym mianownikiem byłoby właśnie to o człowieku.

Drugi przypadek dotyczy czasami reżyserów, którzy w kolejnych swoich filmach tworzyli charakterystyczne dla siebie wizje świata... znowu mi się Lynch kłania, nie mówiąc o Fellinim, ale pewnie można by szukać znacznie Mniejszych Nazwisk. Ale też dotyczy filmów, które swoim światem przedstawionym potrafiły mnie zaczarować - czy to będzie Skrzypek na dachu, czy Amarcord, czy If..., czy Gwiezdne wojny (znowu patrząc po górnych miejscach list). I tu chodzi o jakieś spojrzenie na świat przez pryzmat bohaterów i ich problemów, a może nawet oczyma tych bohaterów. Kiedy oglądam Skrzypka na dachu, który jest moim ukochanym filmem, to ja widzę świat inaczej, niż na co dzień, i to jest jakaś magia. Czuję, jakbym mieszkał w tej Anatewce i sam roznosił mleko.

Kłębi mi się więcej myśli po głowie, ale już może przestanę ;-)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 04 lipca 2012 23:23:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
ja uważam, że obcowanie z kinem uszlachetnia człowieka. Jest to pewien proces, który zaczyna się od wzruszeń, śmiechów i refleksji w przypadku pojedynczego filmu, a kończy gdzieś na zestawieniach kilku filmów różnych reżyserów. Trudno jest, mówiąc o filmie, nie odwoływać się do innych filmów. W ten sposób pojawiają się zależności. Wyrabia się i rozwija gust

Stąd też moje przekonanie o ciągłości kina jako sztuki. O mechanizmach kina jako biznesu, nie da się od tego uciec. Stąd spojrzenie od ogółu do szczegółu.

Często zadaję sobie pytanie jak w ogóle wartościować kino. Skłaniam się do wniosku, że nie ma to większego sensu. Kino, jak żadne inne medium poddane jest temu co w danej chwili dzieje się, skupia się na obecnych nastrojach. Owszem, są historie mniej i bardziej uniwersalne, zawsze też pozostanie warsztat artysty. Ale przesłanie same w sobie często ulega przedawnieniu.

Zastanawiam się i dużo rozmawiam o kinie Smarzowskiego. Przyznam, że budzi we mnie dużo pytań a to uznaję za wartościowe.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 05 lipca 2012 19:58:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Adrian pisze:
Stąd też moje przekonanie o ciągłości kina jako sztuki.

pisałeś już kiedyś coś takiego i mam wrażenie, że nie rozumiem, co masz na myśli...?

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 05 lipca 2012 21:13:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
zobacz o czym my w zasadzie rozmawiamy: o Fellinim, Kurosawie, kinie prl. Ja jako widz żyję głównie przeszłością kina. Nie dywagujemy na temat kina Hanekego. Trafił się Tarr, ale czy Lynch jest nadal "świeżym reżyserem"? Podświadomie przypisuję jego kino innej przestrzeni niż dzisiejsza. Najlepsze pięciolatki to zamierzchłe pięciolatki.

Moim zdaniem nie powinno tak być. Kino powinno się rozwijać, szukać nowych dróg. Zjednywać nowych widzów. Sięgam wstecz i nie jestem w stanie znaleźć lepszej komedii niż np "Dzisiejsze czasy". Oglądam Antonioniego i mimo, że egzystencjalizm Camusa jest średnio dzisiejszy to niczego lepszego dziś nie doświadczę.

Ci nowi reżyserzy nawet nie próbują obalić takiego obrazu kina. Nie ma czegoś takiego co stało się pod koniec lat 60 w amerykańskim kinie. Nowej fali aktorów, reżyserów.

Czy kino już naprawdę opowiedziało wszystkie swoje historie?

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 06 lipca 2012 13:44:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Adrian pisze:
Ja jako widz żyję głównie przeszłością kina.

Podobna uwaga się pojawiała przy okazji dyskusji o kondycji muzyki rockowej. Że w latach 90 to jeszcze tak, ale w ostatniej dekadzie nic naprawdę nowego się nie pojawiło.
Czy tak jest w kinie - hmm. Coś mi chodzi z tyłu głowy, że o czymś zapominamy, ale muszę pomyśleć głębiej ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 stycznia 2013 09:03:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18686
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Dla mnie kino to przede wszystkim...

...opowiadanie historii - prawdziwych i fikcyjnych. Ta opowieść ma mnie wciągnąć, wessać, a po wypluciu zostać ze mną.


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 04 stycznia 2013 23:23:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Bardzo się zgadzam. Tzn. wiem, że powyżej pisałem takie górnolotne rzeczy, jak:

Crazy pisze:
kino jest najczęściej o tyle ciekawe, o ile mówi mi coś ważnego o człowieku.


Crazy pisze:
drugi przypadek - kiedy tworzy jakąś bardzo szczególną wizję świata przedstawionego, która ma moc, żeby wpłynąć też i na sposób, w jaki ja świat postrzegam.


i jak najbardziej to potwierdzam (myślę, że udało mi się tu dokonać trafnej autoanalizy ;-)), ale z tym właśnie zastrzeżeniem, że musi temu towarzyszyć dobrze opowiedziana historia i jest to sine qua non. Niejeden już widziałem film, który teoretycznie dużo ciekawego miał do powiedzenia, ale niestety był nudny... i taki film nie zostaje ze mną na dłużej.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 06 stycznia 2013 23:19:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 29 lutego 2008 19:49:42
Posty: 3120
Skąd: się biorą muszki owocówki
o jaki temat!

chyba już gdzies mogłem przebąkiwać o co mi chodzi w kinie, myślę, że na dzisiaj się zgodzę z opinią
Pet pisze:
kino to przede wszystkim...



...opowiadanie historii - prawdziwych i fikcyjnych. Ta opowieść ma mnie wciągnąć, wessać, a po wypluciu zostać ze mną.


tak to widzę

ps ciekawy byłby wątek jakiego kina nie lubię, nie znoszę, więcej nie pójdę...

_________________
W jednej ręce granat,
w drugiej nóż... i już!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 07 stycznia 2013 18:41:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Być może nie o to, Ci chodzi, ale zobacz ten wątek, nie ma tam ogólnych raczej dywagacji, natomiast sporo ciekawych uwag znajdziesz na pewno.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 07 stycznia 2013 22:51:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 23:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
....ja nie wiem jak mam odpowiedzieć na to pytanie....ale pod pistoletem to powiem ,że....klimat. Ale to też złe słowo! Mój ulubiony film w ogóle ,czyli "Pat Garrett & Billy the Kid " ma właśnie taki "klimat" ,że chciałoby się "wziąć w nim udział". Oglądałem go kilkadziesiąt razy i nigdy mi się nie znudził. O co tu chodzi ? Skąd to się bierze ? Ja nie wiem...ale to samo mam słuchając jak Natalia czyta dzieciom Tolkiena....natychmiast chcę wziąć w tym udział !!!

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 08 stycznia 2013 00:27:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
"Pat Garrett" to najlepszy film świata.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 08 stycznia 2013 06:58:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 18686
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
elrond pisze:
ja nie wiem jak mam odpowiedzieć na to pytanie....ale pod pistoletem to powiem ,że....klimat. Ale to też złe słowo! Mój ulubiony film w ogóle ,czyli "Pat Garrett & Billy the Kid " ma właśnie taki "klimat" ,że chciałoby się "wziąć w nim udział". Oglądałem go kilkadziesiąt razy i nigdy mi się nie znudził. O co tu chodzi ? Skąd to się bierze ? Ja nie wiem...ale to samo mam słuchając jak Natalia czyta dzieciom Tolkiena....natychmiast chcę wziąć w tym udział !!!



Ale to przecież jest własnie dokładnie to o czym ja pisałem. To umiejętność OPOWIADANIA. To właśnie talent do tak misternego tkania historii (czy to językiem kina, czy książki), że widz (ew. słuchacz/czytelnik) "wchodzi" w świat opowieści. Chociaż może bardziej na miejscu było by powiedzieć, że ten świat zaczyna go "otaczać" (tak jest z całą pewnością w przypadku Tolkiena).


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: wt, 08 stycznia 2013 14:45:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 18:49:54
Posty: 2255
Skąd: Warszawa
Pet pisze:
To umiejętność OPOWIADANIA. To właśnie talent do tak misternego tkania historii (czy to językiem kina, czy książki), że widz (ew. słuchacz/czytelnik) "wchodzi" w świat opowieści.


To jest niebezpieczne, dlatego że prowadzi do schlebiania gustom odbiorców. Ocena owego talentu podlega przecież czysto subiektywnym odczuciom publiki jak zasiądzie w kinie. A te determinowane są przez aktualne emocje owej publiki. Najlepsi opowiadacze potrafią balansować pomiędzy ich własnym ego a oczekiwaniami odbiorcy, nie próbując odkryć przy tym złotego środka, który jest dobry dla odbiorcy a zgubny dla twórcy. "Mnie się podobają melodie które już raz słyszałem" :wink:

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 09 stycznia 2013 14:28:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 20:04:57
Posty: 13187
Skąd: ze wsi
Pamiętam uczucia towarzyszące mi w kinie, kiedy oglądałem jako dziecko jakieś westerny Altmana, Winetou, Pata Garreta też, Godzillę, Bergmana... nie wiem co mnie brało, że szedłem na ten, a nie na inny film, bo nie chodziłem na wszystko, ale podczas seansu odczuwałem jakieś nieodparte ciepło ekranu i w ogóle, jakby otoczenie nabierało dodatkowej masy, powietrze przypominało worek wypełniony wodą... wszystko było jakieś takie BARDZIEJ... w tym otoczeniu to nawet siebie odczuwałem jakoś tak BARDZIEJ... szokowały mnie zwłaszcza kolory, zwłaszcza w amerykańskich westernach, te krajobrazy, TECHNIKOLOR - jak czytałem to słowo dostawałem dreszczy i jakiegoś półomdlenia... do dziś pamiętam sosny obok jakiegoś obozu osadników, i ta cała BARDZIEJ rzeczywistość jak nabierała jeszcze jakiegoś tempa, akcji, to pojawiały się niemal ucieleśnione idee: PRZYJAŹŃ, MIŁOŚĆ i ich wrogowie... o tym jest kino... że te "rzeczy", które nazywamy uczuciami, ideami, emocjami, są prawdopodobnie jakimiś istotami zagęszczającymi rzeczywistość...

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: śr, 09 stycznia 2013 19:03:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 19801
Ładnie powiedziane. Zdaje się mi, że - mniej poetycko rzecz ujmując - chodzi jakby o archetypy :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group