Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 22 maja 2018 10:46:59

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 806 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 54  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 15:01:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20488
Niestety mam odczucia podobne do Kamika...
Elrondzie - hm, może może to jeszcze zależy, co słyszałeś. (A własnie,co znasz?)

Była taka płyta Garbarka pt. Officium, gdzie śpiewają regularne chorały a do tego gra niezwykle delikatny (ale i przejmujący) saksofon. Dla mnie to jest w ogóle muzyka anielska... ale być może właśnie to słyszałeś - tutaj nawet nie zdziwiłaby mnie negatywna reakcja. Chociaż byłbym ciekaw, dlaczego, w sensie że pseudoduchowość? taka mistyka bez treści?

W wątku 1980 sam napisałem o płycie Garbarka Eventyr, która też mnie bardzo rozczarowała słuchana po latach. Tu ja bym mógł mówić o pseudo czymś tam.

Ale np. płyta z Keithem Jarrettem, którą wychwalałem niedawno - co to może mieć wspólnego z Jarrem, Rubikiem czy kiczem? Wybacz, ale po prostu nie ma NIC WSPÓLNEGO.
Podobnie o wiele późniejszy koncert w Warszawie z 1995 roku (na Jazz Jamboree), na którym miałem szczęście być.

Co więcej, nawet jeżeli by się Garbarek miał bardzo nie podobać z jakiegokolwiek względu, to porównanie z Jarrem czy Rubikiem jest zupełna pomyłką z prostego powodu, że o ile oni dwaj robią z siebie wielki show i kreują swój wizerunek jako wielkich artystów, jednocześnie będących idolami mas, tak Garbarek zawsze tworzył swoja muzyką w zaciszu, koncerty grał kameralne (m.in. w kościołach) i nigdy nie osiągnął masowej popularności...

P.S. Proszę docenić, że udało mi się nie zzymać na postawienie w jednym rzędzie Rubika i Jarre'a (którego uważam za geniusza) ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 16:06:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:38:13
Posty: 2109
elrond pisze:
an Garbarek ?..dla mnie kicz straszny !.....i prosze go nie mieszac z cudownym DCD


DCD przy Garbarku to KICZ straszny!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 17:41:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20488
Kajo Ty prowokatorze!! ;-)

Ja się trzymam swojego porównania - Garbarek i Dead Can Dance mogą nie być do siebie podobni w konkretnych dźwiękach, ale to ta sama kategoria: muzyka tajemnicza, kontemplacyjna, baaardzo nastrojowa, w której można znaleźć i naturę (u Garbarka - północ! chłód i ciche zachmurzenie...), i kulturę (dlatego dobrze brzmiał w kościołach). I do tego podobna recepcja - w sumie ograniczone grono fanów, ale często bardzo oddanych. W radiu i na listach przebojów raczej nie uświadczysz...

To jest po prostu ta muzyka dla czarodzieja, co Boski o niej pisał!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 21:14:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
Kajo pisze:
DCD przy Garbarku to KICZ straszny!
...najpierw posłuchaj DCD.... :wink:

Crazy pisze:
To jest po prostu ta muzyka dla czarodzieja, co Boski o niej pisał!
....mamy calkowicie odmienne pojęcie czarodziejstwa....i nie tylko...w zasadzie całkowicie odmianny gust....
Crazy pisze:
Była taka płyta Garbarka pt. Officium, gdzie śpiewają regularne chorały a do tego gra niezwykle delikatny (ale i przejmujący) saksofon. Dla mnie to jest w ogóle muzyka anielska.

...to jest właśnie coś POTWORNIE POTWORNEGO !!!!!! takie rzeczy powinno sie karac więzieniem ( jak Cockera)
Crazy pisze:
Ale np. płyta z Keithem Jarrettem, którą wychwalałem niedawno
...ten też (Jarrett) jak dla mnie MOCNO PRZEREKLAMOWANY! a tak w ogóle drodzy wielbiciele "jazzu".... to może posłuchalibyście sobie trochę fortepianowych utworów Debussyego albo Erika Satie... :wink: ..zapewniam,że "geniusz" Jarretta pryśnie jak bańka mydlana.....
Crazy pisze:
P.S. Proszę docenić, że udało mi się nie zzymać na postawienie w jednym rzędzie Rubika i Jarre'a (którego uważam za geniusza)
..wybacz ale ci dwaj są dla mnie wprost synonimami kiczu !!!! Garbarkowi do nich blisko....

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 21:29:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:38:13
Posty: 2109
elrond pisze:
...najpierw posłuchaj DCD....


no własnie słuchałem "AION", "Within the realm of a dying sun" oraz koncertu z Warszawy...nie podoba mi sie...

elrond pisze:
a tak w ogóle drodzy wielbiciele "jazzu".... to może posłuchalibyście sobie trochę fortepianowych utworów Debussyego albo Erika Satie... Wink ..zapewniam,że "geniusz" Jarretta pryśnie jak bańka mydlana.....


a co ma piernik do wiatraka?...Dla mnie Trio Jarreta to jeden z najlepszych grup jazzowych i zaden Debussy czy Satie nie ma tu nic do rzeczy...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 21:37:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
Kajo pisze:
a co ma piernik do wiatraka?...Dla mnie Trio Jarreta to jeden z najlepszych grup jazzowych i zaden Debussy czy Satie nie ma tu nic do rzeczy..
.....uuuuuuuuufffffffff.....tego sie nie spodziewałem.... :oops:....dośc dziwna reakcja jak na propozycję posłuchania MUZYKI....może jak bys posłuchał, to zobaczyłbyś co ma piernik do wiatraka......ale jak żes nie słuchał ,to co możesz wiedziec na ten temat ?

Kajo pisze:
i zaden Debussy czy Satie nie ma tu nic do rzeczy...
...ho,ho.....ty słuchasz muzyki?

_________________
ooooorekoreeeoooo


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 21:58:29 
elrond pisze:
Crazy pisze:
Była taka płyta Garbarka pt. Officium, gdzie śpiewają regularne chorały a do tego gra niezwykle delikatny (ale i przejmujący) saksofon. Dla mnie to jest w ogóle muzyka anielska.


...to jest właśnie coś POTWORNIE POTWORNEGO !!!!!! takie rzeczy powinno sie karac więzieniem

Hehehe, jestem w jeszcze głębszym szoku... zadziwiające jest to, że ze znaczną częścią Twoich wypowiedzi na temat muzyki się nie zgadzam, a mimo to większość Twoich utworów czuję jak nic innego...

A tak w ogóle, to chciałem napisać mniej więcej to samo, co
Kajo pisze:
DCD przy Garbarku to KICZ straszny!

ale uznałem, że byłaby to jednak przesada.


Ostatnio zmieniony ndz, 25 lutego 2007 22:02:57 przez kk, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 22:02:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:38:13
Posty: 2109
elrond pisze:
.dośc dziwna reakcja jak na propozycję posłuchania MUZYKI....może jak bys posłuchał to zobaczyłbyś co ma piernik do wiatraka......ale jak żes nie słuchał to co możesz wiedziec na ten temat ?


o co Ci chodzi? chcesz udowodnic wyższosc Debussego nad Jarrettem? Jak mam ochote to slucham powaznej (ostatnio głównie Mahlera) a jak mam ochote co mi sie czesciej zdaża slucham jazzu, słyszałem Etiudy Debussego (teraz nie pamietam które ale moze znajde) i bardzo mi sie podobały co nie znaczy ze uwazam Jarretta za dno! mamy chyba inne zdanie na temat tego co jest muzyką...


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 22:07:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:22:22
Posty: 26664
Skąd: rivendell
...
Kajo pisze:
mamy chyba inne zdanie na temat tego co jest muzyką...

..chyba tak.....po wysłuchaniu :"Images " Debussyego.... ja nie mam już ochoty na Jarretta...strata czasu...po prostu...

_________________
ooooorekoreeeoooo


Ostatnio zmieniony ndz, 25 lutego 2007 22:09:54 przez elrond, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 22:09:43 
I jeszcze jedno.
Crazy pisze:
Była taka płyta Garbarka pt. Officium, gdzie śpiewają regularne chorały a do tego gra niezwykle delikatny (ale i przejmujący) saksofon. Dla mnie to jest w ogóle muzyka anielska...


Crazy pisze:
To jest po prostu ta muzyka dla czarodzieja, co Boski o niej pisał!

OFFICIUM to jedna z tych płyt, o których chciałem w wątku o muzyce dla czarodzieja napisać, ale mi ogólny brak zapału przeszkodził...


Na górę
 
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 25 lutego 2007 22:23:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20488
Ale ja trochę nie rozumiem?... czy to że załóżmy fortepianowe utwory Debussy'ego czy Erika Satie sa lepsze od Jarretta w jakikolwiek sposób deprecjonuje Jarretta??? Na pewno są też lepsze od różnych utworów Bitelsów, w których fortepian stanowi podkład, a kwartety smyczkowe Mozarta moga sobie być lepsze od She's Leaving Home albo Yesterday.

No i co z tego? :-)
Czy z tego wynika, że zaczynamy uważać Bitelsów za słabych? (to chyba tylko Bogus tak ma ;-))

elrond pisze:
to jest właśnie coś POTWORNIE POTWORNEGO !!!!!! takie rzeczy powinno sie karac więzieniem ( jak Cockera)

hehehe Cocker :piwo: co do Officium tak właśnie myślałem, że o to chodzi. I tak jak pisałem - akurat tu się nie dziwię. Tzn. nie zdziwiłbym się, gdybyś był tego wielkim fanem, ale również nie dziwię się takiej reakcji.
Ale powtarzam - płyta Personal Mountains to ZUPEŁNIE inna bajka.
Nie ma tu nic do rzeczy, czy Jarrett jest geniuszem czy nie (zresztą ja tego nigdzie nie pisałem, ani w odniesieniu do Jarretta, ani Garbarka!) - po prostu jest to dla mnie jazz najwyższej klasy.

elrond pisze:
....mamy calkowicie odmienne pojęcie czarodziejstwa

czyli że Dead Can Dance to dla Ciebie nie muzyka czarodziejska? ;-) (bo dla mnie tak)

No a Kamiku - skoro tak lubisz Officium, to czemu siedziałeś cicho i się nie ujawniałeś?
Na razie pisałem o Personal Mountains, pośrednio o Eventyrze (ale nie ma o czym), potem miałem o płycie Madar, a potem o Officium... (której nie jestem szczególnym fanem, bo trochę ciężko mi się jej słucha, ale kiedy już się zmuszę, to mnie urzeka totalnie).

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 12:17:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20488
W roku 1987 wyszły trzy płyty jazzowe bardzo dla mnie ważne.

1. Przede wszystkim McCoy Tyner i jego Bon Voyage.
Jedna z "najmilej", najcieplej słuchających mi się płyt, jakie w ogóle znam. Raczej kameralna muzyka - tylko fortepian i zdecydowanie skromnie grająca tu sekcja.
McCoy Tyner, kiedyś prawa ręka Coltrane'a w jego najlepszych latach, ale i w jego cieniu. Nagrał potem wiele płyt solowych, które czuje nosem, że by mi się spodobały... niewiele jednak znam.

Ta jest super. Tytułowy utwór - piękna melodyka, improwizacje zupełnie nienachalne, bez pustej wirtuozerii, właśnie mnóstwo ciepła - kiedyś na zakończenie całonocnej ostro pogowanej imprezy (pamiętam jak wypłoszyliśmy kilka osób z pokoju za pomocą Hejszarawiara :mrgreen:) puściłem właśnie utwór Bon Voyage i okazał się być idealny na ukojenie niewyspanej głowy i przerostu adrenaliny. Mógłbym zawsze zasypiać z taką muzyką w głowie...
I drugie arcydzieło na tej płycie, utwór Jazz Walk - taki mocno ciągnący do przodu czad zupełnie bez ciężaru i złości. :aniolek: w czystej postaci!

2. Napisałem kiedyś o płycie tria Keith jarrett/ Gary Peackock/ Jack Dejonette tak:

Crazy pisze:
Changeless * * * * *

rok 1987 - płyta live

Podobnie, ale o tyle inaczej, że koncert. I to chyba wystarczająco rekompensuje brak już może aż takiego skupienia, takiego przeniknięcia muzyką, jak na Changes - za to jest więcej koncertu, może ciut więcej swingowania, może trochę surowizny. Efekt - równie powalający.
... tak naprawdę nadal jest to całkowite zanurzenie w muzykę... tam nie ma jakichś tematów, czegoś do zapamiętywania - to jest tak, jakby się weszło do środka czegoś, co się nazywa muzyka i ... ech!


... bardzo polecam, jeżeli ktoś ma możliwość!

3. Michael Brecker - Michael Brecker
Sam skład muzyków jest oszałamiający. Brecker - saksofonista, który przez lata nie mógł się wybić na solo, ale w końcu stał się jednym z najwybitniejszych muzyków swojego nurtu - na swój debiut zwerbował... Jacka Dejonette'a (perkusista wszechczasów!!!), Charliego Hadena, Pata Metheny'ego i Kenny'ego Kirklanda. Total.

A samej płyty niestety nie pamiętam, bo słuchałem jej kiedy jeszcze u rodziców działał adapter... Wydawała mi się (kiedyś) znakomita, ale i tak bladła przy następnej płycie Breckera pt. "Don't Try This at Home". To już będzie z szóstą gwiazdką...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 21:49:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20488
W 1963 czy tam 64 Coltrane nagrał A Love Supreme - płytę, którą wiele osób (obecnych również tu) uważa za najwybitniejsze osiągnięcie jazzu w ogóle.

Stety czy niestety, Coltrane poszedł potem w stronę bardziej "free". A potem poszedł jeszcze gdzie indziej i niczego już dla nas nagrać nie mógł.

Za to McCoy Tyner, pianista Coltrane'a zaczął solową karierę - i już w 1967 nagrał płytę, o której, że jeżeli na bezludną wyspę można by wziąć tylko jeden album Tynera - to ten.

The Real McCoy * * * * * *

Znam tę płytę od niepamiętnych czasów i do dzisiaj była jedną z tych, które ostatnio słyszałem z kilkanaście lat temu na winylu. Ale pamiętałem ją lepiej niż inne. I słuchając jej dzisiaj po latach, odkryłem, że pamiętam ją wręcz doskonale.

Jest to muzyka dla mnie wymarzona. Mój absolutnie ulubiony rodzaj jazzu.
Fanom A Love Supreme powinien Real McCoy wejść bez najmniejszego problemu.
Tym, dla których A Love Supreme jest zbyt męczące może jednak podpasować również, bo McCoy Tyner i Joe Henderson, który na saksofonie razem z nim gra, tworzą muzykę bardziej melodyjną i o wiele bardziej stonowaną, łagodną. Nie ma w niej więc coltrane'owego szaleństwa, ale za to są wszystkie inne zalety.
Jest też Elvin Jones na perkusji - człowiek, który dla tego instrumentu w jazzie znaczy mniej więcej tyle, co Hendrix dla gitary rockowej.
A na kontrabasie Ron Carter - firma sama w sobie.

Najważniejsze jednak, że płytę tworzy pięć utworów, z których każdy jest w pełni udany i jeżeli nawet muzyka jako całość byłaby pozbawiona tego własnie szalonego geniuszu, to wynagradzają to utwory po prostu wybitne.

Bardzo bym chciał, żeby jaki forumowicz tego posłuchał :-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: czw, 12 kwietnia 2007 22:06:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:38:13
Posty: 2109
Crazy pisze:
Michael Brecker - Michael Brecker
Sam skład muzyków jest oszałamiający. Brecker - saksofonista, który przez lata nie mógł się wybić na solo, ale w końcu stał się jednym z najwybitniejszych muzyków swojego nurtu - na swój debiut zwerbował... Jacka Dejonette'a (perkusista wszechczasów!!!), Charliego Hadena, Pata Metheny'ego i Kenny'ego Kirklanda. Total.

A samej płyty niestety nie pamiętam, bo słuchałem jej kiedy jeszcze u rodziców działał adapter...


Mam tą płyte ale nie wiem gdzie jest hehe chyba komuś pożyczyłem bo niewidzialem jej juz ho ho...i tez dawno jej nie sluchalem (pamietam tylko ze świetny był DeJohnette, suche brzmienie, połamane rytmy) :) Poszukam jeszcze tej płyty może gdzies jednak leży :)


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: pt, 13 kwietnia 2007 20:08:52 
Dużo jazzu ostatnio kupiłem - część przyjdzie za parę dni, to porecenzuję może w wolnym czasie. Dziś słucham tego co już mam, a teraz leci Coltrane ("My Favourite Things"), którego poprzedził Jarrett & Co. ("Birth"). Coltrane to wiadomo, mega klasa sama w sobie, ale Jarrett jest trudniejszy, zdecydowanie nie na dzień, tylko na po północy... Dużo The D.N.A. w nim siedzi....


Na górę
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 806 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 ... 54  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group