Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest wt, 16 października 2018 03:11:21

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 283 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostWysłany: pn, 30 czerwca 2014 15:28:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 05 lutego 2008 00:32:44
Posty: 3223
Crazy pisze:
Grigorija Sokołowa

najpierw się uśmiechnęłam gdyż mój niegdyś dobry znajomy nosi polską wersję tego imienia i nazwiska :D , a potem posłuchałam sonaty. Piękne, jakoś tak ukoiła i no w ogóle. Dzięki.

_________________
I'm not crazy, M'Lynn, I've just been in a very bad mood for 40 years!


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: ndz, 22 marca 2015 15:36:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
Dzięki przychylności świętego Mikołaja poszliśmy wczoraj (elsea & ja) do Filharmonii. Program był symfoniczny, a mianowicie:

1. koncert skrzypcowy Brahmsa

2. Romeo i Julia Prokofiewa

Bardzo nam się podobało. Brahms klasyczny, piękny, na skrzypcach grała młoda Niemka Julia Fischer, ale to taki utwór, że orkiestra nie jest akompaniamentem, tylko bardzo aktywnym twórcą całości (trochę bardziej jakby to skrzypce były dodatkiem - czytałem, że nazwano kiedyś ten utwór "symfonią z koncertującymi skrzypcami" i bardzo to adekwatne). Orkiestrowo podobało mi się nadzwyczaj, skrzypaczka nie do końca - ale dziś elsea znalazła jej wykonanie na youtubie i jest to super! Bardzo serdecznie polecam ten przepiękny koncert!

Prokofiew miejscami rewelacyjny, choć jako całość było to dla mnie za bardzo porwane. Kilkanaście krótkich części i nie zawsze się kleiło. Jednak kiedy całość się rozkręcała, to było bardzo mocne. Na scenie prawie stuosobowa orkiestra :shock: I oczywiście reminiscencja z jedynego nagrania Emerson Lake and Palmer, które lubię ;-)

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
 Tytuł:
PostWysłany: sob, 20 czerwca 2015 18:25:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 26 stycznia 2009 21:04:57
Posty: 13341
Skąd: ze wsi
Obrazek

Pierre Boulez

_________________
un tralala loco


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 25 czerwca 2016 14:23:02 

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:10:43
Posty: 3369
To już rok od poprzedniego tu wpisu!!? Jak to możliwe...?

Wczoraj byliśmy na koncercie dyplomantów warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina.
I, z powodu galopu innych myśli kłopotliwych, uciekły mi słowa, które wczoraj jeszcze w czasie koncertu i tuż po nim układały mi się w zachwyt i uznanie. Ale spróbuję.

Zaczęło się koncertem Aleksandra Głazunowa Es-dur na saksofon.
Nie wiedzieliśmy tak do końca na co idziemy, zastanawialiśmy się, czy cała orkiestra to będą ci dyplomanci, ale nie. Dyplomantami byli dyrygent Dawid Runtz (nazwisko do zapamiętania!), saksofonista Pablo Sanchez-Escariche Gasch oraz znany z konkursu chopinowskiego Łukasz Krupiński.
Koncert na saksofon zauroczył mnie świeżością brzmienia - wydawałoby się, że napisano go do jakiegoś filmu góra ze 20 lat temu! A tymczasem powstał w 1934 roku! W ciągłym zaciekawieniu utrzymywały mnie zarówno partie orkiestrowe i solowe - nie było w tym jazzu! Zaskakiwało mnie to cały czas, bo brzmienie instrumentu w oczywisty sposób wypuszcza wyobraźnię na jazzowe glissanda.
Potem wjechał fortepian i orkiestra z Łukaszem Krupińskim zaprezentowali II Koncert fortepianowy Rachmaninowa. Nie znałam tego utworu za bardzo (wcale?), ale na pewno warto! Najfajniej dla mnie wypadła ostatnia część - ale ja po prostu lubię allegro scherzando ;)

Po przerwie dla mnie triumf wieczoru Piotr Czajkowski V Symfonia e-moll. No, do muzyki klasycznej jakoś głupio stosować zwroty powszechnie uważane za niekulturalne, ale urwało i poniosło!
Od pierwszej części czułam, że młody dyrygent naprawdę gra orkiestrą, że on ten utwór lubi i ma go w trzewiach. Zmieniła się Dawidowi Runtzowi sylwetka, weszła w niego jakaś drapieżność, pewność siebie i radość. Pięknym gestem na przykład zebrał skrzypce a potem je wypuścił na wolność... Podobał mi się każdy moment, każdy dźwięk (swoją drogą to kolejny raz w filharmonii, kiedy jest dość głośno - komuś coś spada, komuś dzwoni telefon, ktoś czymś szeleści... - normalnie w ogóle by mi to nie przeszkadzało, ale jak cała jestem słuchaniem, to trochę drażni), każda cisza. A orkiestra, orkiestra przecież starych wyjadaczy i zawodowców do kwadratu, grała dla niego całą sobą. Świetnie się obserwowało ruch całego tego organizmu, jednoczesne jakby skłony i prawie poderwania się do lotu.
Niezwykle, niezwykle się cieszę, że mogłam tam być - dziękuję mężowi za prezent! :-)
Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję pójść posłuchać jak gra Dawid Runtz, a zwłaszcza jak gra V symfonię Czajkowskiego - nie wahajcie się ani chwili i lećcie! :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 25 czerwca 2016 18:08:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
elsea pisze:
niezwykle się cieszę, że mogłam tam być - dziękuję mężowi za prezent!

bardzo mi miło było być z Tobą :-)

Dawid Runtz bardzo wporzo a koncert saksofonowy rzeczywiście uroczy i niezwykle świeży.

Natomiast...

elsea pisze:
II Koncert fortepianowy Rachmaninowa. Nie znałam tego utworu za bardzo

oooooooooooooooooo?????????!!?!??? :shock: :shock: :shock: :shock: :shock:

Czego to się człowiek nie dowie po tylu latach. Przecież to jest koncert fortepianowy wszechczasów!!!
Swoją drogą, jeżeli nie znałaś go za bardzo, to aż dziwne, że nie powalił Ci i nie urwał on. Ja to mogę sobie powiedzieć, że słyszałem wcześniej 20 innych wersji i może w tej zabrakło pazura, ale gdybym to usłyszał pierwszy raz?... Jak ja bym chciał jeszcze coś takiego w życiu usłyszeć pierwszy raz :!:

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Ostatnio zmieniony sob, 25 czerwca 2016 18:10:41 przez Crazy, łącznie zmieniany 1 raz

Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 25 czerwca 2016 18:09:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
kas

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 25 czerwca 2016 18:17:47 

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 00:10:43
Posty: 3369
żebym ja coś poznała, muszę to usłyszeć co najmniej 20 razy (tzn nie wiem, ile, ale znam to ja Legendę i Triodante oraz Reise,Reise z niektórymi kawałkami Beethovena i Chopina ;-)) i ewidentnie TEN Rachmaninow nie spełnił jeszcze wymagań ;-)
Poza tym możliwe, że jakby tam siedziała Martha...


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 10 września 2016 20:43:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24914
Przeglądałem w empiku gazetę Muzyka W Mieście - w sumie nie wiem czemu po nią sięgnąłem. Albo wiem, ale to dłuższa rzecz. W każdym razie się zainteresowałem zawartymi treśćmi, ale rozważałem w duchu, że pewnie drogo i tak dalej. Postanowiłem, że ustalę próg cenowy poniżej którego dokonam zakupu - w ogóle to szukałem wątku "to dziś kupiłem", ale nie znalazłem, poza tym to było chyba przedwczoraj, dlatego piszę tutaj - ale zanim ustaliłem ten próg, to zobaczyłem, że cena to 5 złotych, więc przestałem się wahać :) .

Wątkiem przewodnim numeru jest festiwal Wratislavia Cantans, ale nie tak, że piszą o samej imprezie - raczej o muzyce, która ma być grana, o muzyce barokowej jako takiej, a zwłaszcza granej w duchu wierności epoce, i o możliwościach zaistnienia takiej wierności; do tego gadają z muzykami, dyrygentami (w tym takie nazwiska, że nawet ja kojarzę), krytykami i antropologami i nawet jest kryminalne opowiadanie - ze zbrodnią i zemstą! - o wybitnym klawesyniście, co ma występować na festiwalu! Kurde, czytam sobie wszystko po kolei i zadowolony pozostaję w akademyku :D .

Może by tak zostać melomanem? Sala koncertowa Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu wygląda naprawdę doskonale...

_________________
Tatary idą!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 14 października 2016 00:25:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
Tak się złożyło, że już w dzień po P.J.Harvey mieliśmy bilety na kolejny koncert, tym razem do Filharmonii. Dostaliśmy je na czterdziestki czy na dwudziestkę, nie pamiętam, i był to występ Norwegian Chamber Orchestra. Niezwykle mi się podobała ta orkiestra! Całkiem inna niż inne. Na jej czele - dyrygujący skrzypek o ruchu scenicznym jak skrzyżowanie Vanessy Mae ze Slashem ;-), ale fakt, że charyzma z niego biła, a orkiestra chodziła jak w zegarku. Bardzo mi się podobało, jak grali. Bardzo mi się podobało, że weszli - i od razu zaczęli grać (bez tej kociej muzyki, którą orkiestry zawsze robią na początku... skądinąd bardzo ją lubię, ale zaimponowało mi, że ci dali sobie radę ze strojeniem w kuluarach). Bardzo mi się podobało, jak wyglądali! Na pierwszy set utworów wyszli w strojach bardzo luźnych: kontrabasista w czerwonym kapelusiku, altowiolinistka na bosaka, inna pani w zwiewnej kwiecistej sukience, a pan w płóciennej koszuli... było to oczywiście dopasowane do repertuaru, którym był Grieg albo Bartok, ale się zupełnie nie znamy i nie wiemy (a program mógł być nie w kolejności) :oops: Następnie cały tłumek (orkiestra niby kameralna, ale kilkunaścioro skrzypków i altówków plus cztery wiolonczele i dwa kontrabasy, to jednak sporo) śmignął za kulisy, przebrał się niemal w 2,63 i wrócili już ubrani jak kulturarni muzycy. Nadal jednak stali i to też mi się podobało, jakoś bardziej dynamiczni byli dzięki temu? Stali oczywiście ci z mniejszymi instrumentami, wiolonczeliści i kontrabasiści siedzieli.


No dobra, ale największą furorę to zrobili jednak nie oni, a solista. Był nim... bezręki waltornista :!: Grał pięknie, choć nie umiem oddzielić go od jego specyficznej sytuacji życiowej i za słabo znam się na waltorniach, żeby bezstronnie potwierdzić to, co pisali w programie: że wspaniały dźwięk, unikalna muzykalność, technika, barwa i wszystko. Mi się bardzo podobał i owację na stojąco dostał (orkiestra swoją drogą też). A grał dwa koncerty na róg i orkiestrę, Haydna i Mozarta (też nie umieliśmy odróżnić, który był który :oops: ).

Oto pan, a pod spodem zdjęcie orkiestry, która co prawda inaczej wyglądała na scenie, ale jakiś duch całości się zgadza:

Obrazek


Obrazek


A po przerwie, już bez waltornisty, grali utwór, który niezwykle nam się podobał, a to dziwne, bo trochę bardziej współczesny i prawie awangardowy (dla mnie jednak raczej filmowy!). Kiedyś spróbuję znaleźć i jeszcze coś o nim napisać.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 14 października 2016 09:47:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 15:59:39
Posty: 24914
Crazy pisze:
A grał dwa koncerty na róg i orkiestrę, Haydna i Mozarta (też nie umieliśmy odróżnić, który był który :oops: ).


Skojarzyło mi się, że Budzy w SSS napisał o koncercie "Dlaczego zabiliście Armię?" między innymi to: "Banan chyba zagrał nawet wstęp do koncertu na waltornię Mozarta" :) .

_________________
Tatary idą!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 13 grudnia 2017 07:41:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 3527
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Byliśmy dziś na fajnym koncercie, którego finał stanowiła sonata na dwa fortepiany i perkusję Bartoka. Świetna sprawa, najwyższy poziom wykonawczy. Przez cały czas nie mogłem pozbyć się wrażenia, że gdyby Bartok żył współcześnie, to grałby w The D.N.Acid Rock :D

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 07 lutego 2018 06:42:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 3527
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Dziś kolejny z serii wtorkowych koncertów, z bardzo ciekawym programem:

Edvard Grieg: Violin Sonata No. 3, Op. 45 - fortepian i skrzypce

Witold Lutosławski: Variations on a Theme by Paganini - dwa fortepiany

Antonín Dvořák: Piano Trio No. 3 in F minor, Op. 65 - fortepian, skrzypce, wiolonczela

Bardzo mnie cieszy to, jak fajnie wchodzi mi taka muzyka. Właściwie co tydzień czuję się twórczo zainspirowany :)

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 09 lutego 2018 23:04:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
Właśnie wróciliśmy z Filharmonii. Brawurowym ruchem zaliczyliśmy XI M-narodowy Konkurs im. Lutosławskiego, bo choć przez cały czas jego trwania nie mieliśmy pojęcia, o co w nim chodzi, to zauczestniczyliśmy w jego ostatnim akcie - dziś były ostatnie finałowe przesłuchania i nawet już ogłoszono wyniki. Akurat ci, których dziś słuchaliśmy, zajęli 3 i 4 miejsce, wygrali wczorajsi, ale mniejsza z tym.
Nie było to jakieś bardzo ekscytujące doświadczenie muzyczne - obaj panowie zagrali dokładnie to samo, choć nieco inaczej. Jedną z tych rzeczy był wiolonczelowy koncert Haydna, raczej nudnawy choć oczywiście ładny. Znacznie bardziej interesujące (ale...) było dzieło pt. koncert wiolonczelowy Lutosławskiego. Wielka orkiestra, dużo bardzo interesujących dźwięków (nazwałbym to raczej dźwiękami niż muzyką, ale przypomnijmy, że jestem kołtunem), niektóre z nich ze świetnym potencjałem ilustracyjnym (kino, teatr...), wiolonczeliści też tak ekscentrycznie pogrywali, co było ciekawe. Ale o co tam chodziło w, powiedzmy, całości, to nijak nie wiem. Nie jestem w stanie z takiej muzyki zapamiętać niczego, no może: zapamiętałem początek tego koncertu, gdzie wiolonczelista zdaje się 20 razy zagrał ten sam, lekko stłumiony, dźwięk, po czym zaczął wydawać jakieś zgrzyty. Po czym jeszcze przez jakiś czas tak pograł slash zgrzytał i wtedy trębacz zadułł w trąbę. Potem się zgubiłem. W sumie to naprawdę mi się momentami podobało, ale jak dla mnie nie tworzyło żadnej całości.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 11 lutego 2018 04:40:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 17:29:27
Posty: 3527
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Wczoraj (tj. w piątek) byliśmy na koncercie w lokalnej filharmonii. Fuksem zdobyłem bilety (gość z pracy musiał zrezygnować i oddał za darmo), bo ponad 2000 osób wykupiło wszystkie miejsca w dwa dni (!). Grał Joshua Bell - uważany tu za najwybitniejszego skrzypka na świecie, a towarzyszył mu na fortepianie doskonały Brytol, Sam Haywood (również uważany za przedstawiciela ekstraklasy). Wszystko się trochę opóźniło, bo mieliśmy tutaj turbośnieżycę, a kiedy cała sala umościła się już na swych miejscach, weszli obaj muzycy i zaczął się koncert. Specyfika miasta jest taka, że na całej wielkiej sali nie udało mi się zauważyć nawet jednego mężczyzny w garniturze (jak wszędzie tu, królowała Patagonia, a parę osób było nawet w krótkich spodenkach i sandałach ;) ). Haywood był bardzo elegancki, za to gwiazda wieczoru weszła na scenę w czarnym t-shircie - Bell oświadczył, że po prostu zapomniał zabrać pokrowca z garniturem z samolotu, ale uznał, że w tym mieście nikt się za to na niego nie obrazi.

W programie sama klasyka. Na początku poszedł Mozart - sonata skrzypcowa No. 32 in B- flat Major, K.454, brawurowo zagrana, choć jak to bywa z najmłodszym Amadeuszem, dupy nie urywało. Kolejny był - niestety - Strauss: sonata skrzypcowa E-flat Major, Op. 18. Strauss - jak to Strauss to trochę takie diskopolo, zdziwił mnie więc dobór repertuaru na takiej klasy koncert. Na szczęście po przerwie było już znacznie lepiej: Fantazja C Major, D.934, absolutnie fantastyczna, zagrana z porywającym ogniem, z elementami pizzicato rwanymi tak, że byłem przekonany, że trzystuletni Stradivarius rozpadnie się na kawałki. No i dwa bisy - najpierw miniatura Clary Schumann (OK), a potem najlepszy numer wieczoru - nie wiem co to było (jakiś Wieniawski), ale było to lepsze od wszystkiego co słyszałem tego wieczora i spokojnie ulokowało się w czołówce wykonań muzyki klasycznej które miałem okazję słyszeć w życiu.

Sam Joshua Bell to bardzo ciekawy typ. Znany jest popkulturowo przede wszystkim ze swojego happeningu w waszyngtońskim metrze, zrealizowanym przy pomocy Washington Post. Warto przeczytać o tym numerze, np. tu: http://blogbiszopa.blog.onet.pl/2009/02/02/skrzypek-w-metrze-czyli-o-pieknie-i-slepocie/

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 11 lutego 2018 16:24:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20874
Tyler Durden pisze:
na całej wielkiej sali nie udało mi się zauważyć nawet jednego mężczyzny w garniturze (...) gwiazda wieczoru weszła na scenę w czarnym t-shircie - Bell oświadczył, że po prostu zapomniał zabrać pokrowca z garniturem z samolotu, ale uznał, że w tym mieście nikt się za to na niego nie obrazi.

zbydlęcenie!!!!!!!1

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 283 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 15, 16, 17, 18, 19  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group