Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest śr, 26 września 2018 11:21:41

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 302 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: ndz, 08 października 2017 20:38:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3676
UWAGA! BĘDĄ SPOILERY!


Obejrzałem "Pokot" i mam kilka luźnych myśli:

01. Nie jestem znawcą kina, rzadko umiem jakoś dokładnie opisać swoje uczucie. Za każdym razem, kiedy gadam o kinie z kimś, kto totalnie się na tym zna, i ta osoba zgodzi się ze mną w czymś, to czuję się jakbym właśnie wygrał na loterii :) W każdym razie, spróbuję opisać, to co mi przeszkadza: w wielu polskich filmach przeszkadza mi jakaś taka..hm, stockowość, generyczność. Ona tkwi w jakichś ujęciach (ot, jakaś trwająca dwie sekundy scenka, jak bohaterka jedzie samochodem i jest zbliżenie na liść, która opada - tak na zasadzie a, to jest ładne, dajmy to - niby zupełna pierdółka, ale mnie zirytowała :) ), w muzyce, często też w samym scenariuszu (o, jest młody facio i młoda dziewczyna - oczywiście do końca filmu MUSZĄ być razem) , w dialogach. No i w "Pokocie" też mi to jakoś czasem przeszkadzało, uwierało - ale też nie zawsze wiem w czym tkwi rzecz, hm, może plotę pierdoły? Kończąc ten luźny wątek: lubię takiego Smarzowskiego, bo jego filmy realizacyjnie (ten osławiony montaż czy ujęcia z komórki) mnie czasem uwierają, a wręcz wkurwiają, ale jednak to sprawia, że tej generyczności w nich nie odczuwam!

02. W wywiadzie z Agnieszką Holland dziennikarka "Gazety Wyborczej" Małgorzata Steciak powiedziała, że czuła pewien dyskomfort, bo bohaterka robi złe rzeczy, zabija ludzi, a ona oglądając film się z nią utożsamiała. Odpowiedź reżyserki mnie rozczarowała, bo powiedziała ona jakieś banały, że no, czasem tak w filmach bywa i nie można ich kręcić tylko z pozycji moralizatorskiej. Mam jednak poczucie, że w filmie za mało została podkreślona ta moralna dwuznaczność. No bo owszem - bohaterka zabija, ale każda jej ofiara jest przedstawiona jak najgorszy cham, bandzior, zwyrol i w ogóle kawał chuja. I tyle. A gdyby uchylić trochę drzwi dla jakiejś dwuznaczności? Gdyby np. Andrzej Grabowski w rozmowie (po dużej ilości wypitej wódeczki - znakomita okazja) z główną bohaterką, jakoś zaskakująco się otworzył i powiedział coś by sprawiło, że ona by się zawahała "co ja właściwie robię...?". A gdyby okazało się, że w pożarze kościoła ucierpiało przypadkiem jakieś dziecko, a miejscowy policjant, tak prywatnie, jest np. wspaniałym ojcem? Nie ma czegoś takiego - ta cała miejscowa menażeria ze związku myśliwych to po prostu najgorsza zgraja, bez pozytywnych cech, przedstawiona skrajnie emocjonalnie, tak, że kiedy ginęli, to i tak pewnie większość widzów myślała "no i ma za swoje", bo wiedzieliśmy wcześniej masę scen, przy których co wrażliwsi widzowie byli pewnie po prostu na nich wkurwieni. W latach 70/80, kiedy Agnieszka Holland robiła kino moralnego niepokoju, jego twórcom zarzucano (m.in. super krytyczka Maria Kornatowska o tym pisała), że robią taki odwrócony socrealizm ze schematycznymi postaciami. A Holland potrafiła wtedy to ominąć - w takich "Aktorach Prowincjonalnych" np. mogliśmy jednocześnie współczuć bohaterowi, że jakiś reżyser - karierowicz z Warszawki traktuje go jak kretyna, ale z drugiej strony można było przypuszczać, że ten sam główny bohater to tak naprawdę beznadziejny aktor, a i kawał chama w życiu prywatnym. Albo "Kobieta samotna" - w czasach karnawału Solidarności zrobić film o kobiecie, której potrzeby ignoruje i opozycja, i partia rządząca, to jednak też jakieś tam łamanie schematu. A dzisiaj, po prawie 40 latach od tych filmów, ten schemat jednak jest wyraźny. Miejsce na pytanie "czy bohaterka postępuje dobrze?" jest dopiero po wyjściu z kina i nie jestem pewien czy u każdego ono się pojawi. Tym bardziej, że zakończenie jest zdecydowanie zbyt idylliczne - nie wiem czy nie najlepiej byłoby, gdyby ono pozostało otwarte i każdy by musiał na własne potrzeby zdecydować samemu czy ona uciekła czy nie...

03. Nie chcę odnosić się jakoś szerzej do poglądów politycznych Agnieszki Holland, ale chyba wszyscy je znamy i przypomniały mi się, kiedy oglądałem pierwsza połowę filmu. Mamy tam dwie rzeczy, które przez lata były i są w Polsce problemami społecznymi: jedno to niezadowolenie z pracy policji i jej nieskuteczności (tym bardziej irytujące, że dwie sceny później na komisariat wbija miejscowy szycha i absolutnie jest panem na tym terenie), dwa to scena, w której młoda podopieczna głównej bohaterki mówi, że ma powód, żeby pracować w lumpeksie dla miejscowego biznesmena-chuja, bo daje jej mieszkać w jakiejś beznadziejnie małej i słabo wyposażonej klitce na zapleczu (czyli drugi problem: ludzie, którzy imają się pracy na jakichś kompletnie nieludzkich warunkach, żeby jakoś z trudem powiązać koniec z końcem)... I pomyślałem sobie, że jednym z głównych problemów tego środowiska, które reprezentuje Agnieszka Holland, jest to, że oni kompletnie nie kumają, że jedną z przyczyn ich porażki we współczesnej polityce naszego kraju jest to, że ludzie użerali się, w mniejszym lub mniejszym stopniu, między innymi z takimi problemami, jakie są w tym filmie przedstawione (z tym, że problemy z policją dotykały nie tylko kwestii bezkarności kłusowników czy myśliwych łamiących prawo, ale wielu, wielu spraw, które dotykały ludzi) - a oni to kompletnie pomijali w swojej narracji. I zastanawia mnie: czy Agnieszka Holland, którą pozwolę sobie połączyć z tym środowiskiem, jakoś łączy te fakty, czy zauważa związek tych konkretnych problemów, jakie pokazała jak na dłoni, z tym, że ludzie głosują w wyborach na ludzi, których ona zapewne kompletnie nie szanuje jako polityków? Nie ma to żadnego mojego wpływu na ocenę filmu - raczej to taka luźna rozkmina.

Aha - scena, w której chłopak pracujący dla policji wyłącza światło w całym mieście i umożliwia ucieczkę bohaterce: :lol:

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 25 października 2017 20:34:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 19:49:54
Posty: 2267
Skąd: Warszawa
Crazy pisze:
Z tą komisją oskarową to chodziło Ci o Powidoki czy 11 minut?


chodziło mi o Powidoki - moim zdaniem nieudany
Spodziewałem się Pokotu, ale nie wiem czy była jakaś konkurencja. Nie bardzo, w każdym razie nic czego bym żałował.
A konkurencja Powidoków była silna.

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 25 października 2017 22:25:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 17:00:25
Posty: 20298
Prazeodym pisze:
I pomyślałem sobie, że jednym z głównych problemów tego środowiska, które reprezentuje Agnieszka Holland, jest to, że oni kompletnie nie kumają, że jedną z przyczyn ich porażki we współczesnej polityce naszego kraju jest to, że ludzie użerali się, w mniejszym lub mniejszym stopniu, między innymi z takimi problemami, jakie są w tym filmie przedstawione (z tym, że problemy z policją dotykały nie tylko kwestii bezkarności kłusowników czy myśliwych łamiących prawo, ale wielu, wielu spraw, które dotykały ludzi) - a oni to kompletnie pomijali w swojej narracji. I zastanawia mnie: czy Agnieszka Holland, którą pozwolę sobie połączyć z tym środowiskiem, jakoś łączy te fakty, czy zauważa związek tych konkretnych problemów, jakie pokazała jak na dłoni, z tym, że ludzie głosują w wyborach na ludzi, których ona zapewne kompletnie nie szanuje jako polityków? Nie ma to żadnego mojego wpływu na ocenę filmu - raczej to taka luźna rozkmina.

ciekawa uwaga, myślę, że odpowiedzią na nią jest wiersz Tuwima o strasznych mieszczanach ;)

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 26 października 2017 16:19:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 14:09:14
Posty: 3676
Cytat:
myślę, że odpowiedzią na nią jest wiersz Tuwima o strasznych mieszczanach


Też tak sądzę :wink:

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 19 listopada 2017 22:27:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Niedawno robiłem tu listy filmów polskich z ostatnich 10 lat i pisałem, że kino polskie ma się bardzo dobrze. Po piątkowej wizycie w kinie utwierdziłem się mocno w tej opinii, co więcej - zaczynam mieć przekonanie, że trwa okres, który za wiele lat będzie się słusznie nazywać złotą erą polskiego kina.

Obejrzeliśmy film pt. "Najlepszy" w reżyserii Łukasza Palkowskiego, tego od Bogów.
Film jest świetny. Nie wiem, czy tak dobry jak "Bogowie", których mam za obraz w pełni pięciogwiazdkowy. Trudno mi porównać, bo w Najlepszym pierwsze skrzypce gra sama historia z życia wzięta, jest tak niesamowita i jednocześnie tak przejmująca, że - można powiedzieć - samograj. Ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że filmowo jest to potraktowane wybornie. Proszę sobie choćby zobaczyć scenę imprezy, podczas której kolega przekazuje Jurkowi złą wiadomość. Jak to jest niesamowicie zmontowane, jak doskonale grają drugie plany, jak podsyca atmosferę muzyka i wszystko w ogóle, i jaki to do kupy ma SENS (= wszystkie użyte środki ekspresji są nie same dla siebie, tylko służą pokazaniu temu, czemu mają służyć).
Z pewnością ktoś będzie miał zarzut, że to holyłódzki patent pokazywania historii ku pokrzepieniu serc. Zarzut ten skwitowałbym tak jak Arkadiusz Jakubik w scenie na basenie: "chuj, nieważne" :-) Bo tak się składa, że ten gość naprawdę dawał w kanał, a potem naprawdę został mistrzem świata w podwójnym iron manie, więc ściemy tu nie ma, jak w Szeregowcu Ryanie. Swoją drogą Arkadiusz Jakubik i Tomasz Kot w roli peerelowskich działaczy sportowych to prawdziwy krem de la krem, czy jak to się mówi! I bardzo mi się też podobał występ Gajosa w roli Marka Kotańskiego. O, świetna scena w aucie, kiedy leje!

W kwestii patentów, to z całą pewnością można powiedzieć, że polscy filmowcy znaleźli świetny patent na pokazywanie w kinie późnego PRL-u (i to właśnie ci, którzy PRL albo słabo pamiętają, albo w każdym razie nie kręcili w tamtych czasach filmów). Bogowie i Najlepszy, Ostatnia rodzina, Jestem mordercą - te filmy subtelnie i do rzeczy wykorzystują możliwości kina do tego, by odtworzyć świat zupełnie szary, zwykły i co tu mówić, taki, jakim był.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 19 listopada 2017 23:10:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 17:00:25
Posty: 20298
Crazy pisze:
O, świetna scena w aucie, kiedy leje!
ale kto? Gajos?

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 21 listopada 2017 23:07:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Gajos nie, ale w pierwszej w ogóle scenie kobitka leje! Od tego się wszystko zaczyna!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 29 grudnia 2017 01:17:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Aby pogłębić swoją znajomość współczesnej polskiej kinematografii, której zostałem fanem, poszedłem do kina na "Cichą noc", która dostała ostatnio Złote Lwy.
Niestety tym razem muszę powiedzieć zdecydowane NIE. Jest to, niestety, kolejny film z gatunku placów zbawiciela: jest deprecha, beznadzieja, bohaterowie nie są w stanie się ze sobą porozumieć, wszystko idzie źle, a kończy się jeszcze gorzej - z tego wszystkiego zaś nic nie wynika.

Oczywiście nie jest to zły film jako film; w dodatku fakt, że po raz kolejny (!) mamy dzieło debiutanta, który robi coś o dużej sile rażenia i zdobywa uznanie, to jest na pewno kolejny dowód na siłę współczesnej polskiej kinematografii. Tyle że tym razem ta siła rażenia idzie w nicość. Nie jest to historia tak obrzydliwie pogrywająca z widzem, jak Plac Zbawiciela, i są tam jakieś przebłyski, że może jednak o coś chodzi. Scena ojca z synem; postać najmłodszej siostry; jakieś tam nici porozumienia między bratem a starszą siostrą. Niestety końcowa - zupełnie niepotrzebna - hekatomba psuje wszystko, co od samego początku sprawia wrażenie, że nie idzie w dobrym kierunku, więc ostatecznie nie wiem, co ten film chciał pokazać. Jeżeli to, że życie jest beznadziejne i jesteśmy na tę beznadzieję skazani, to ja podziękowałem.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 29 grudnia 2017 17:34:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
czw, 11 listopada 2004 17:00:25
Posty: 20298
trochę mnie zaciekawiłeś :)

_________________
„Roszczeniowe juwenalia" - nowy Spirit of 84 w dużym skrócie


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 15 stycznia 2018 01:48:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Zobaczyłem dwa kolejne polskie filmy z ostatniego czasu:

Las, 4 rano, czyli ostatni film J.J.Kolskiego. Film niezwykle intensywny i niezwykle osobisty, o ile mi wiadomo, nie do końca dla mnie jasny. Nie chodzi mi oczywiście o to, że wszystko ma być podane na tacy, ale coś wydało mi się w nim aż za bardzo niedookreślone. Majchrzak w roli głównej wybitny i niewątpliwie to on ustawia cały film; on, oraz ten tytułowy las, w którym mieszka i który pięknie jest pokazany, choć wcale nie tak romantycznie, raczej dość naturalistycznie. Warto obejrzeć i cieszę się, że zobaczyłem, choć nie przekonał nie w stu procentach.

Bodo, czyli skrót serialu przycięty do rozmiarów filmu fabularnego. No właśnie, przycięty to adekwatne słowo, bo film wydaje się mocno pościnany. Nie obejrzałem serialu w całości, ale dużo pamiętam i brakowało mi bogatego narysowania tła wydarzeń, róznych postaci drugiego tła, które wydały mi się w serialu najciekawsze. W wersji fabularnej zostały głównie piosenki i dylematy sercowe bohatera. Ale na wyraźną korzyść filmu trzeba powiedzieć, że bardzo mnie zachęcił, żebym wrócił do serialu i nadrobił to, co zgubiłem. Jest w tym materiale siła i styl, który bardzo mi się podoba.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 16 stycznia 2018 12:44:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 10 kwietnia 2011 19:49:54
Posty: 2267
Skąd: Warszawa
W 2017 r. widziałem w kolejności od ostatnio oglądanych

Serce miłości (2017) - ewidentnie nie moje kino, nietrafiające do mojej wrażliwości. W ostatnim czasie filmy o sztuce częściej przynudzają aniżeli pozwalają spojrzeć na "akt tworzenia" czy "osobowość twórczą" z dotąd nieznanej, bądź też formalnie ciekawej perspektywy. Może to ja jestem bardziej zamknięty na tego typu produkcje niż kilka lat temu i potrzebuję czegoś dużo mocniejszego niż Jacek Bąkowski tworzący podkłady dźwiękowe z soundu otoczenia i "śmieci" niczym Eugeniusz Rudnik. Aktorstwu Poniedziałka i Wasilewskiej nie mogę wiele zarzucić. Na plus inaczej filmowana Warszawa niż w serialach TVN-u. Zimny i wykalkulowany film.

Córki dancingu (2015) - petarda. Przeciwieństwo "Serca miłości", rozentuzjazmowany koktajl popkulturowy, nie robiący wrażenia skalkulowanego i obliczonego na kontrowersje, ani odtwarzającego "złote przeboje gatunkowe". Smoczyńska kreatywnie wykorzystała klisze i zamiast obsesyjnie dopieszczać intertekstualne odwołania do klasyki hołdując jej z pozycji kolan (jak np. w Berberian Sound Studio Peter Strickland) postanowiła ulepić z nich autorską kompozycję. Jestem zdecydowanie na tak i czekam na kolejny film.

Najlepszy (2017) - długo zwlekałem z obejrzeniem "Bogów" a zrobiły tak pozytywne wrażenie, że na kolejny film Palkowskiego nie chciałem czekać. Nie zawiodłem się. Już przy wyborze "Powidoków" jako polskiego kandydata do Oskara straciłem wiarę w komisje, ale niedanie szansy historii o Górskim w wyścigu po statuetkę to będzie zwyczajne harakiri. Jest to najlepszy z filmów z tego posta. Rewelacyjnie ogląda się tę reżyserską szarżę, w której nie ma czasu na oddech i która na koniec nie potyka się o własne nogi. Palkowski wybrał środki cholernie niebezpieczne (choćby wizja walki z demonami przed metą), na których mógł się przejechać wielokrotnie a jednak rezultat jest znakomity. To holywoodzkie kino w pełnej krasie, ale czy taki temat powinno potraktować się minimalistyczną, realistyczną, dokumentalną, odemocjonowaną formą? Nie ma co patrzeć przez szkiełko, lepiej dać się porwać tej historii.

Cicha noc (2017) - na plus na pewno forma i przemyślana reżyseria, konstrukcja fabularna, dialogi. Niestety dramat tragedią pogoniony, momentami miałem wrażenie, że pod tezę. "Cicha noc" jest trochę podobna do rumuńskiej "Sieranevady". W obu filmach rodzina spotyka się przy stole z tymże w polskiej produkcji teoretycznie w weselszych okolicznościach (Rumuni spotykają się przy okazji stypy po ojcu, przyjacielu i sąsiedzie). Na pierwszy rzut oka to z filmu Piotra Domalewskiego więcej wynika. Na drugi i kolejny już nie. Domalewski tak poprowadził swoich bohaterów, że suma ich doświadczeń pogłębia dramat głównego bohatera, tworząc w ten sposób niezbyt subtelną analogię do narodu polskiego (czy to jest dopowiedzenie?). W filmie Christiego Puiu każda z postaci jest ważna, przeżywa swój osobisty dramat, którego ujściem jest spotkanie przy rodzinnym stole. Doświadczenie graniczne na wszystkich podziała katarktycznie ale w indywidualny sposób. To co się dalej dzieje ma dużo mniejszy ładunek dramaturgiczny od wydarzeń z "Cichej nocy" ale jest zróżnicowane a przez to wydaje mi się dużo głębsze. Walenie widza obuchem po łbie niekoniecznie daje lepsze efekty.

Bracia (2015) – stoicki dokument Wojciecha Staronia o braciach Mieczysławie i Alfonsie Kułakowskich. Historia opowiedziana w delikatny sposób, z dużą empatią i wrażliwością, bez zadęcia i chęci zdradzenia światu na czym polega braterstwo. Wydaje się, że reżyser ślizga się po powierzchni tej historii jednak Staroń wolał nie demaskować swoich bohaterów, nie wygładzać ich portretów ale też nie wydobywać z nich na siłę psychologicznych wynurzeń o naturze ich relacji. Dzięki temu to co powinno zostać tajemnicą nią zostaje, nieuchwytność pozwala na indywidualne potraktowanie Kułakowskich jako ludzi z krwi i kości a nie figur w teatrze reżysera.

Twój Vincent – do wielokrotnego oglądania, przyjemność dla oczu.

Noc Walpurgi – I znowu Jakub Gierszał i znowu szarża wcale nie lekkiej brygady, po raz kolejny dużo odwołań do klasyki, które w tym wypadku są istotne do pełnego odbioru tego filmu. Konteksty ze „Zmierchu bogów” Viscontiego i „Nocnego portiera” Liliany Cavani a także znajomość filmografii i metody Godarda są bagażem, który w debiucie Bortkiewicza niejednemu widzowi może ciążyć i powodować niestrawność. Mnie ta „kinofilskość” bardzo odpowiada ponieważ wyrywa historię życia głównej bohaterki i jej relacji z postacią Gierszała ze skostniałej i poprawnej formuły dramatycznej i przenosi ją w rewiry bezczelnego twórczego entuzjazmu podobnego do tego z „Córek dansingu”, do świata filmowego, w którym nie ma poprawności i kalkulacji.

Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham – psychoterapia na ekranie. Mnie poruszył. Do indywidualnego odbioru.

Bogowie – moim zdaniem to trochę słabszy film niż „Najlepszy” ale argumenty za nim są podobne do tych powyżej przedstawionych.

cdn...

_________________
"Staliśmy nad przepaścią, ale zrobiliśmy krok do przodu!"


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 16 stycznia 2018 21:19:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Dzięki za posta! Super!

Zwłaszcza to mnie ucieszyło:
Adrian pisze:
Córki dancingu (2015) - petarda. Przeciwieństwo "Serca miłości", rozentuzjazmowany koktajl popkulturowy, nie robiący wrażenia skalkulowanego i obliczonego na kontrowersje, ani odtwarzającego "złote przeboje gatunkowe". Smoczyńska kreatywnie wykorzystała klisze i zamiast obsesyjnie dopieszczać intertekstualne odwołania do klasyki hołdując jej z pozycji kolan (jak np. w Berberian Sound Studio Peter Strickland) postanowiła ulepić z nich autorską kompozycję. Jestem zdecydowanie na tak i czekam na kolejny film.

Bo jedna rzecz, że mało kto się ze mną zgadza, że petarda (nadal widziałem tylko raz i nadal mam wielką ochotę na repetę), a dwa, że naprawdę lubię tę panią osobiście, więc w jej imieniu miło mi słyszeć.

Również to, co piszesz o "Najlepszym" - generalnie często się nie zgadzamy, ale w tym poście wyraźnie jest inaczej.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 05 marca 2018 01:06:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Obejrzałem po raz drugi Ostatnią rodzinę. Czasem obejrzę po raz drugi film, który średnio mi się podobał, i za tym drugim razem wreszcie zaskoczy. Kiedy indziej po 15 minutach wiem, że mogę sobie darować. Teraz nie było ani tak, ani tak - bliżej drugiego wariantu, ale jednak po 15 minutach oglądałem dalej, i - nieoczekiwanie dla samego siebie - dopatrzyłem do końca.

Ale źle mi się ten film ogląda. Jest w zasadzie świetny, tak w sensie estetyczno-artystycznym po prostu. Ale właśnie w tym sensie mi się źle ogląda. Trochę go rozłożyłem sobie na czynniki pierwsze (jak się człowiek nie wciąga w trakcie oglądania, to się może bawić w analizy...) i chyba przede wszystkim negatywnie działa styl filmowania definiujący się znikomą ilością zbliżeń. Ten film przez większość czasu kręcony jest z takiej pozycji, jak kamerą wideo - oczywiście czuję w tym celowość tego, że nie tylko sceny będące zapisem filmików kręconych przez Zdzisława, ale w ogóle większość scen tak wygląda, jednak nie wiem, po co to jest. Konsekwencję mogę teoretycznie docenić, ale praktycznie to mnie ten obraz irytował i utrudniał zaangażowanie się w to, co oglądam. Pisałem wcześniej, że niespecjalnie umiałem się przejąć tymi w zasadzie przejmującymi historiami. Inni pisali, że bohaterowie są bez życiorysu, że doskonale odtworzone realia epok, ale same epoki nie mają dla opowiadanej historii znaczenia. Tak to właśnie widzę. Nie mogę jakoś się przekonać.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 20 maja 2018 22:51:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Jeżeli nadzieje, które pokładam w filmach, które wyjeżdżają z Cannes, się spełnią, to złota era trwa... Po Zimnej wojnie obiecuję sobie więcej, niż po Idzie, nie wiem w sumie czemu. Ale wszak sam minister Gliński powiedział, że to "prawdopodobnie wybitny film", mimo że twórca jednocześnie wziął kupę kasy od państwowej instytucji i narzeka na reżim ;-) Te sprawy jednak mnie mało obchodzą, jeżeli film będzie tak dobry jak mówią.

No a po drugie...
Adrian pisze:
Jestem zdecydowanie na tak i czekam na kolejny film.

Ja się nie mogę doczekać!

A tu: wywiad.

Fuga... sam tytuł już niezmiernie zachęcający, jeżeli o mnie chodzi!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 14 lipca 2018 12:17:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 22:37:55
Posty: 20770
Zimna wojna jest znakomitym filmem. Ma w sobie coś podobnego, jak Ida, tzn. jest przede wszystkim zachwycająca wizualnie i nie tylko czysto wizualnie, ale filmowo - jest jakaś wielka klasa i elegancka w sposobie filmowania, operowania światłem, ruchem kamery, zbliżeniami etc.etc., jest to naprawdę uczta, i jeżeli o mnie chodzi, to w znacznie większym stopniu niż w filmie Ida, gdzie było to piękne, ale nieco monotonne. Tutaj ten obraz żyje, drga, zmienia się. Jest Polska ludowa, jest Paryż, jest jakaś tam zdaje się Jugosławia, są zadymione wnętrza, szare ulice i cudowne plenery (przepiękne! ten początek, jak Borys Szyc leje za drzewem!!!), to wszystko ma swój charakter, jest naprawdę rasowe, jeżeli można tak powiedzieć.

No dobra, ktoś powie, ale co z opowiadaną historią? Ja ją łyknąłem. Ktoś znajomy powiedział mi, że "nie uwierzył w tę miłość". Ja uwierzyłem, choć nie będę ukrywał, dla mnie historia jest w tym filmie drugorzędna w stosunku do atmosfery i emocjonalnego nasycenia kadrów. Historia to mało fajna, miłość tyleż potężna i po grobowe deski, co destrukcyjna. Niszcząca drugą osobę, a jednak oni jakby chcieli zapłacić tę cenę, żeby swoją miłość ratować. Dla mnie było to jednak przejmujące. Tomasz Kot i Joanna Kulig są świetni, ale nawet mniej niż same typowe aktorskie zagrania, zapamiętałem ich twarze, pełne wyrazu, spojrzenia, aurę smutku (zwłaszcza ona jest tu niezwykła).

Dziwną sprawą jest tytuł. W ogóle mi nie pasuje. Tytuł sugeruje film o ładunku politycznym albo i historyczno-społecznym, czego nie ma w ogóle. Jest to arcykameralna historia dwojga ludzi i tyle że oczywiście cały ich dramat wynika z okoliczności zimnowojennych, ale one same w najmniejszym stopniu nie są w filmie opisywane czy analizowane.

Nie wiem, jak z gwiazdkami, wstępnie mi się widzi cztery i pół, ale też mi się widzi, że mógłbym chętnie dzisiaj pójść na ten film drugi raz i kto wie, czy bym nie dał pięciu.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 302 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group